NEW
Irony Medium
iTop Internautów
Couriersafe100

Stolica: Madryt Waluta: euro (EUR) Język urzędowy: hiszpański (w niektórych regionach inne języki urzędowe: baskijski, galicyjski, kataloński)
Strefa Schengen. Nie okazuje się dokumentów przy wjeździe, ale paszport lub dowód należy mieć zawsze przy sobie. Policja i straż graniczna mogą je skontrolować w dowolnym miejscu w kraju. Sprawdzane mogą też być samochody. Wolno wwieźć: papierosy – 200 szt., cygaretki – 400 szt., cygara – 200 szt., tytoń – 1 kg, spirytus – 10 l, wino z większą zawartością alkoholu (sherry, porto...) – 20 l, wino – 90 l (w tym 60 l musującego), piwo – 110 l. Młodzież poniżej 17 lat nie może przewozić alkoholu i tytoniu. Pobyt dłuższy niż 90 dni trzeba zgłosić. Ceuta i Melilla są wyłączone ze strefy Schengen. Wjazd do nich z Hiszpanii nie stanowi problemu, przy powrocie przeprowadzane są szczegółowe kontrole dokumentów i bagaży.
Korzystający z publicznej służby zdrowia nie płacą za leczenie, pod warunkiem, że mają Europejską Kartę Ubezpieczenia Zdrowotnego. EKUZ pokrywa tylko podstawowe usługi medyczne. Dlatego warto wykupić dodatkowe ubezpieczenia prywatne na leczenie w szerszym zakresie, lub opiekę w placówkach prywatnych. Wizyta u lekarza prywatnego kosztuje od 40 do 60 EUR, pobyt w szpitalu od 180 EUR za dobę.
Polskie prawo jazdy jest ważne. Kierowca, który popełnił wykroczenie nie może opuścić Hiszpanii bez opłacenia mandatu.
Zagrożenie terrorystyczne związane z działalnością ETA i terroryzmem międzynarodowym; kontrole na lotniskach i dworcach mogą być uciążliwe. Zagrożeniem jest też przestępczość. Trzeba uważać na kieszonkowców, rabusiów na motocyklach (wyrywają torebki), a także na celowe przebijanie opon i kradzieże pod pretekstem pomocy.
Można spotkać się z odmową przyjęcia karty VISA Electron. W wielu hotelach uznaje się tylko paszporty. W razie potrzeby można zadzwonić do Polski na koszt abonenta: Poland Direct – 900990481.Na podst. msz.gov.pl
"Polak za granicą"
Piesza wędrówka przez Hiszpanię
Autor: hanuka
data dodania: 29.07.2010
Madryt i okolice.
Autor: Balcerek
data dodania: 10.05.2010
Boże Narodzenie w Barcelonie
Autor: Agata Szymczak
data dodania: 08.05.2010
opis wyprawy | galeria zdjęć |
|liczba relacji w Podroze.pl:26
data założenia profilu: 17.04.2008

Tanzania, w kraju ostatnich afrykańskich wojowników.
data dodania: 28.01.2009
Zimowa Korona Gór Polskich. Wysoka Kopa, czyli Sylwester z triathlonistami
data dodania: 26.01.2009
Zimowa Korona Gór Polskich. Beskid Mały w rytmie Wielkiej Orkiestry.
data dodania: 23.01.2009
Znajomi:
Brak znajomych
Wyspy Kanaryjskie. Lanzarote - wakacje pod wulkanem.
Autor: jp
data dodania: 27.04.2008|
kraj: HISZPANIA |
typ wyprawy: krajoznawcza
zdjęcia: jp
Tagi: HISZPANIA, KANARY, WYSPY KANARYJSKIE, LANZAROTE, TEGUISE, EL PAPAGAYO, CESAR MANRIQUE, plaże, wypoczynek, urlop, wakacje
liczba odsłon: 4954
1|2|
Strona: 1 z 2
Dodaj własne spostrzeżenia - HISZPANIA
Powiadom znajomego
Gdyby nie to, że na tej właśnie wyspie od kilku lat mieszka nasz przyjaciel Jacek, fotograf i dusza człowiek, pewnie zmienilibyśmy plany.
I to byłby błąd. Wyspa ma niewiele wspólnego z potocznym wizerunkiem lansowanym przez biura podróży.
samolot – 300/ 500 € w obie strony, ale zawsze można znaleźć coś taniej

Wyspy Kanaryjskie. Lanzarote - wakacje pod wulkanem.
Kiedy padła propozycja wiosennego wyjazdu na Lanzarote, Wyspy Kanaryjskie, miałem raczej mieszane uczucia. No bo cóż tam można robić? Palmy, leżak, basen i drinki. I sąsiad Niemiec pijący od rana piwo. Znam lepsze sposoby na wypoczynek. Gdyby nie to, że na tej właśnie wyspie od kilku lat mieszka nasz przyjaciel Jacek, fotograf i dusza człowiek, pewnie zmienilibyśmy plany.
I to byłby błąd. Wyspa ma niewiele wspólnego z potocznym wizerunkiem lansowanym przez biura podróży. Być może inaczej jest na pozostałych (”właściwych” jest siedem, małych i maleńkich niemal niezliczona ilość), ale Lanzarote zaskoczyła nas już od momentu podchodzenia do lądowania. Z niedowierzaniem przyglądaliśmy się niewiarygodnie jałowej ziemi. To po prostu skała, a ściślej – lawa wulkaniczna. Lanzarote to wulkany, wulkany i tylko wulkany, z których ostatni aktywny był przez kilka lat osiemnastego wieku, Timanfaya, zostawiając dziesiątki kilometrów kwadratowych marsjańskiego krajobrazu. Żadnych banalnych widoczków. Surowość skały skontrastowana z bajecznym kolorem oceanu. Po pierwszym wstrząsie wpadliśmy w zachwyt. I jak się miało okazać nie bezpodstawnie. Wyspa odkryła przed nami w ciągu tych zaledwie kilku dni wiele nieprawdopodobnie pięknych miejsc. Aż dziw, że na kawałku ziemi o długości siedemdziesięciu paru kilometrów usianym wyłącznie wulkanami, tyle można ich znaleźć.
Bazę mieliśmy na Costa Teguise, południowy-wschód, zaraz obok stolicy wyspy, Arrecife. W małym bungalowie, oczywiście z widokiem na ocean. Tyle, że po drodze był jeszcze jeden domek, remontowany akurat przez Jacka i równie luźną trzyosobową ekipę międzynarodowych gastarbeiterów. Wydajność pracy charakteryzuje jedno określenie: maniana. Plus wspólne, nieco wydłużone śniadania z nami. Przez ostatnich parę lat, Jacek prowadził z mocno zaprzyjaźnioną Niemką knajpkę w Teguise, malowniczej, najstarszej mieścinie na wyspie. Ale związek się rozpadł i nasz przyjaciel zaczął ze stałych zajęć robić to, co robił na początku swojego pobytu na Lanzarote, czyli surfować na desce. I na szczęście wrócił do zdjęć. Bo jako barman się nie sprawdził - odłożył aparat pod błyszczący blat.
Natomast sprawdził się jako przewodnik po miejscach, w których serwują jeszcze prawdziwe wyspiarskie jedzonko, gdzie dają najlepsze owoce morza, rybę prosto z oceanu czy pyszne tapasy z widokiem takim, że dech zapierało. I lokalne dobre, niedrogie wino wydarte wulkanicznej lawie. Jak też im się opłaca utrzymywać winnice, gdzie niemal każda gałązka winorośli otoczona jest osobnym półkolistym murkiem usypanym z czarnych kamieni, otwartym ku górze, ku spływającej nad ranem z wulkanu rosie czy wyłapującym każdą kroplę rzadkiego deszczu turlającą się po twardym podłożu, nie wiem. Ale smakuje nieźle. Na przykład w Femes, gdzie z wysokości około pięciuset metrów nad poziomem morza genialnie widać położona w dole pobliską Playa Blanca z niezwykle ukształtowanymi skałami i (wyjątkowo jak na Lanzarote) białymi plażami El Papagayo.
Wyjątkowo, ponieważ znaleźć lagunkę z odrobiną piasku naniesionego wiatrem z odległej o sto parędziesiąt kilometrów Afryki naprawdę nie jest łatwo. Ale bywają i takie miejsca, jak nieziemskie zupełnie El Golfo, gdzie czarna jak smoła plaża opiera się o czerwono-żółto-brązowe urwisko skalne, ozdobione płaskorzeźbą wysokości kilkudziesięciu metrów wykonaną przez Matkę Naturę, a wyjętą jakby żywcem z fragmentów dzieł Salvadora Dali.
A jakby tego było jeszcze mało, między urwiskiem a plażą ulokowało się chudym półksiężycem jeziorko w intensywnie zielonym kolorze. Plus białe fale lazurowego oceanu, błękitne niebo nad głową i dziewuszki topless opalające się na czarnych, wypolerowanych przez wodę kamyczkach. I dziwić się Jackowi, że został w tym miejscu?
Jedną z ważniejszych i barwniejszych postaci na wyspie, oczywiście oprócz Jacka, jest nieżyjący już Cesar Manrique. Artysta urodzony na Lanzarote, zgłębiający tajniki sztuki czy to w Ameryce, czy to u boku Picassa czy wśród innych wybitnych współczesnych artystów. Zostawił w świecie wiele nietuzinkowych dzieł. Po powrocie, oprócz spektakularnych pomysłów adaptacji wulkanicznych grot na sale koncertowe (los Jameos del Agua), niezwykłe knajpki (Nazaret) czy nawet swój dom (Tahiche, obecnie Fundacion Cesar Manrique), całkowicie zmienił wizerunek wyspy, nakazując, ustawowo!, malowanie wszystkich domów na kolor biały. W kontraście z czarno – brunatnymi skałami daje to niesamowity efekt i rozjaśnia bure wcześniej wioski i miasteczka. Obowiązek ten przestrzegany jest do dzisiaj i odstępstwa od białego koloru są zdecydowanie sporadyczne.
1|2|
Strona: 1 z 2
Oceń wyprawę:
średnia ocen: 3,8
liczba ocen: 39
