NEW
Irony Medium
iTop Internautów
Couriersafe100

NEW
4 Watt LED C...
iTop Internautów
Nowe, elektr...
Ustka noclegi
Autor: Ustka
data dodania: 31.08.2010
SŁOWACKI RAJ - PODLESOK - BIESZCZADY
Autor: kotiz
data dodania: 21.08.2010
Nadbużańskie impresje
Autor: Markowski
data dodania: 16.08.2010
opis wyprawy | galeria zdjęć |
|liczba relacji w Podroze.pl:23
data założenia profilu: 23.04.2008

Zobacz inne relacje 78dario:
Zakopane - Gubałówka
data dodania: 31.01.2010
Od Kasprowego Wierchu po Giewont
data dodania: 31.01.2010
Rysy
data dodania: 30.01.2010
Znajomi:
northePasmo Czantorii
Autor: 78dario
data dodania: 14.06.2010|
kraj: POLSKA|
typ wyprawy: krajoznawcza
zdjęcia: 78dario
Tagi: kiczory stożek czantoria soszów beskidy
liczba odsłon: 177
Strona: 1 z 1
Dodaj własne spostrzeżenia - POLSKA
Powiadom znajomego
Po tygodniach deszczowej i pochmurnej pogody nareszcie słonko ukazało się w pełnej krasie. Nastał upalny czerwcowy tydzień, którego żal było nie wykorzystać do przynajmniej jednej porządnej górskiej wyprawy. Tym razem postanowiliśmy przejść Pasmo Czantorii w ciągu jednego dnia. Pogoda była wręcz idealna -ponad trzydzieści stopni, brak chmur i lekki wietrzyk.
Autobusem udaliśmy się na start czyli do Istebnej skąd zielonym szlakiem wyruszyliśmy w kierunku Ustronia. Pierwszym celem była Młoda Góra (838 m), na której znaleźliśmy pierwszego w tym roku grzyba i uroczą kapliczkę góralską.
W czasie upałów podczas długich górskich wędrówek koniecznie należy zaopatrzyć się w duzą ilośc wody, gdyż jej brak może spowodować zawroty głowy i inne dolegliwości. Przydaje się równiez jakieś okrycie głowy.
Warto zabrać na szlak trochę gotówki bowiem po drodze można uzupełnić zapasy w jednym z trzech schronisk na Stożku, Soszowie lub Czantorii.
Aby przejść Pasmo Czantorii w ciągu jednego dnia należy wystartować albo w Ustroniu, albo w Istebnej - dojeżdżając na miejsce startu autobusem.

Następnie udaliśmy się na pierwszy większy szczyt pasma czyli Kiczory (989 m). Szczyt Kiczor leży w beskidzkiej części wododziału Wisły i Olzy (a więc Odry), już w jego części zorientowanej równoleżnikowo. Zbudowany jest z gruboziarnistego piaskowca tzw. istebniańskiego, o brunatnym zabarwieniu, zawierającego dużą ilość ziaren kwarcu, ortoklazu, a także żyły syderytu (ubogiej rudy żelaza). Sam wierzchołek rozczarowuje ale zaraz za nim czekała na nas główna atrakcja wycieczki piękne skałki. Przypominają one skalną wychodnię, którą widzieliśmy na Malinowskiej Skalale. Postanowiłem wspiąć się na tą największą i choć nie była ona zbyt wysoka, to wdrapanie się na nią nie było takie proste. Ze szczytu roztaczał się piękny widok na całe Beskidy zarówno te polskie jak i Czeskie.
Od Kiczorów zaczyna się czerwony szlak prowadzący wzdłuż Czeskiej granicy. Fakt ten oznajmiają nie tylko słupki graniczne i tablice informacyjne ale również sms-y informujące, że znaleźliśmy się w zasięgu Czeskich przekaźników.
Kolejnym szczytem w kolejności był Stożek Wielki (979 m). Główną atrakcją w tym miejscu jest schronisko, które moim zdaniem jest za duże i przypomina to z Baraniej Góry. Oddane zostało do użytku w 1922 roku (jest to najstarsze polskie schronisko w Beskidzie Śląskim, istniejące do dnia dzisiejszego). Jest to dobre miejsce na dłuższą przerwę i spokojny posiłek.
Następnie szlak ostro schodził w dół, prowadząc do następnych szczytów. Kolejnym wartym wspomnienia był Soszów Wielki (886 m). Wcześniej co prawda minęliśmy Stożek Mały i Cieślar, lecz ich wierzchołki były na tyle mało wybitne, że nawet ich nie zauważyliśmy.
Na Soszowie Wielkim znajduje się opuszczona placówka graniczna. Nieco poniżej szczytu mamy schronisko turystyczne i wyciąg narciarski. To dobre miejsce na kolejny dłuższy odpoczynek, przed ostatnią częścią trasy.
Od Soszowa szlak znów opada w dół by dojść do wysokości 684 metrów na przełęcz Beskidek, z której można szybko się dostać do Nydka. Jednak nie on był naszym celem a szczyt Czantorii Wielkiej (995 m). Okazało się jednak, że zdobycie go wcale nie jest takie proste jak się ma w nogach tyle kilometrów. Namęczyliśmy się okropnie, wlokąc nogę za nogą i próbując dotrzymać kroku naszemu dziesięciolatkowi. Nic z tego. Był na szczycie jakieś dziesięć minut przed nami. Na szczycie w ostatniej chwili udało się nam zakupić trochę napojów, gdyż nasze zapasy już dawno się skończyły, a czekała nas jeszcze droga do Ustronia.
Po chwili odpoczynku ruszyliśmy przy asyście powoli zachodzącego słońca i niezliczonej ilości much i komarów w kierunku domu.
Strona: 1 z 1
Oceń wyprawę:
średnia ocen: 0,0
liczba ocen: 0
