NEW
Irony Medium
iTop Internautów
Couriersafe100

Stolica: Sarajewo Waluta: marka konwertybilna (KM) 1 KM = 100 fenigów, w obiegu również euro (wartość niezmienna: 1 EUR = 1,9558 KM) Języki urzędowe: bośniacki, serbski, chorwacki
Można przebywać bez wizy do 90 dni. Na każdy dzień pobytu wymaga się 50 EUR, ale nie zawsze trzeba tę sumę okazywać. Wolno wwieźć dowolną ilość pieniędzy po zgłoszeniu ich na granicy. Bez zgłoszenia można wywieźć maksymalnie 2,5 tys. EUR. Przy wywozie większych kwot trzeba podać źródło ich pochodzenia.
Wizyta u lekarza kosztuje ok.15 EUR. Dobrze wykupić międzynarodowe ubezpieczenie medyczne.
Lepiej mieć międzynarodowe prawo jazdy, choć nie jest to konieczne. Zielona karta jest obowiązkowa. Warto też mieć NW. Policja rygorystycznie egzekwuje przestrzeganie przepisów, zwłaszcza dotyczących prędkości. Drogi są w miarę dobre. Podczas postojów nie wolno wchodzić do lasu ani na pobocza - zagrożenie minami pozostałymi po wojnie. Przy drogach duży wybór zajazdów, moteli, restauracji i barów.
Podróżowanie jest bezpieczne. Zdarzają się natomiast kradzieże samochodów -głównie produkcji niemieckiej oraz pojazdów terenowych i dobrze wyposażonych.
Państwo wielowyznaniowe. Normy obyczajowe podobne jak w Polsce, mimo że większość mieszkańców to muzułmanie.
Państwo wielowyznaniowe. Normy obyczajowe podobne jak w Polsce, mimo że większość mieszkańców to muzułmanie.
Wymiany walut wyłącznie w bankach (nie ma kantorów). Ze względu na stały kurs najlepiej przywozić euro. Akceptowane są wszystkie główne karty płatnicze. Mieszkańcy Bośni i Hercegowiny są na ogół przyjaźni wobec cudzoziemców.Źródło: msz.gov.pl
"Polak za granicą"
Boskie Bałkany
Autor: aagateczka
data dodania: 02.08.2009
Bośnia i Hercegowina (cz.1) - z północy na południe przez Sarajevo i Trebinje
Autor: Piotr_S
data dodania: 26.10.2008
Wojna, smokwa i pierogi
Autor: orka&kgo
data dodania: 08.09.2008
opis wyprawy | galeria zdjęć |
|liczba relacji w Podroze.pl:11
data założenia profilu: 11.10.2008

Zobacz inne relacje Piotr_S:
Śladami średniowiecznych Moraw
data dodania: 06.08.2009
Pilsko – nie tak łatwo, jak się wydaje
data dodania: 03.05.2009
Tajemnic Czarnogóry odkrywania ciąg dalszy
data dodania: 27.02.2009
Znajomi:
szymon708Bośnia i Hercegowina (cz.2) - Pocitelj, Mostar, Blagaj, Neum - czyli najciekawsze miejsca Hercegowiny
Autor: Piotr_S
data dodania: 01.11.2008|
kraj: BOŚNIA I HERCEGOWINA|
typ wyprawy: krajoznawcza
zdjęcia: Piotr Studziński
Tagi: Bośnia i Hercegowina, BiH, Bałkany, Pocitelj, Mostar, Blagaj, Neum, Delta Neretwy, Neretwa, most, dżamija, Opuzen, Metkovic, meczet, ruiny, zwiedzanie, weekend, urlop, wakacje
liczba odsłon: 4107
1|2|
Strona: 1 z 2
Dodaj własne spostrzeżenia - BOŚNIA I HERCEGOWINA
Powiadom znajomego
Od pierwszej wizyty w Bośni i Hercegowinie, kraj ten nie przestawał mnie fascynować.
Mostar, Pocitelj, Blagaj leżą na terenie krainy o nazwie Hercegowina - części składowej państwa Bośnia i Hercegowina. Twierdzenie, że wizytując Mostar, było się w Bośni jest błędne, należy używać nazwy Hercegowina lub Bośnia i Hercegowina, a nie samej: Bośnia
Wszędzie można płacić w euro, kunach chorwackich oraz konwertybilnych markach (waluta w Bośni i Hercegowinie)
Zielona karta obowiązkowa w Bośni i Hercegowinie. Droga od przejścia granicznego Metkovic (Chorwacja) do Mostaru w dobrym stanie. Miejsce parkingowe, nawet w Mostarze nie stanowi problemu. Poza zwracaniem uwagi na znaki drogowe lepiej orientować się w przestrzeni, aby nie wyjechać na "manowce". Radzę respektować ograniczenia prędkości.
Cały Pocitelj to jeden wielki zabytek. Najważniejsze z nich to główny meczet, ruiny zamku i szkoła koraniczna. W Mostarze słynny most turecki, stare miasto i meczety. Blagaj to dom derwiszów i ruiny twierdzy. Neum nie posiada zabytków.

Pewnego razu postanowiłem odwiedzić najciekawsze zakątki Hercegowiny. Wczesnym rankiem wyruszyłem z Dubrovnika drogą nr 8 w kierunku Splitu. Po około 40 kilometrach dojechałem do granicy Bośni i Hercegowiny by przejechać przez jej terytorium około 10 km i znów wjechać do Chorwacji. Po około 20 kilometrach trzeba odbić na Opuzen. W okolicach tego miasta warto zrobić krótki postój (o tym w końcowej części relacji). Od Opuzenu począwszy, aż do Mostaru, po lewej stronie, wzdłuż drogi płynie rzeka Neretwa. Po 20 kilometrach i wjeżdżamy na przejście graniczne z Bośnią i Hercegowiną: Metkovic / Doljani. Wjeżdżamy do Bośniacko-Chorwackiej Federacji Bośni i Hercegowiny – trudno o pomyłkę, bowiem w Republice Serbskiej, flagi Serbii znajdują się niemal na każdym kroku, a tu ich nie ma. Ruch na drodze E73 około godziny 8.00 nie jest duży, wręcz pustki. Nie sposób nie trafić do Mostaru – już od samej granicy, w stosunkowo niewielkich odległościach, rozstawiono duże, brązowe tablice z białymi napisami i wizerunkiem słynnego mostu, zachęcające do odwiedzenia miasta.
.
Nie Mostar był jednak pierwszym miejscem, które odwiedziłem tego dnia. Około 10-12 kilometrów od granicy droga przechodzi przez Pocitelj – małą miejscowość, której zabytkowa część zrobiła na mnie kolosalne wrażenie, może nawet większe niż sam Mostar. Mowa o zabytkowym miasteczku usytuowanym na górskim zboczu, które obecnie oczekuje na wpis na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Większość budynków pochodzi z czasów panowania tureckiego (XV-XVII wiek) i tworzy harmonijną całość o nieeuropejskiej charakterystyce – tym ciekawsze dla polskiego turysty. Podróżując samochodem, trzeba zostawić go na małym parkingu u podnóża zbocza. Wzdłuż parkingu rozstawione są małe stragany z pamiątkami. Po przeciwległej stronie restauracja i... to tyle z infrastruktury turystycznej.
.
Z perspektywy parkingu, usiana zabytkami góra robi niesamowite wrażenie.Turystów było bardzo niewielu, co było dla mnie niezrozumiałe, biorąc pod uwagę atrakcyjność tego miejsca, ale i korzystne zarazem, bo nikt nie deptał mi po piętach, więc mogłem je zwiedzać w spokoju. Część miasteczka uległa zniszczeniu podczas ostatniej wojny,ale dziś nie widać już tego. Znakomita większość zabudowań wydaje się świeżo odrestaurowana, nie ma gruzowisk, a na uliczkach jest bardzo czysto.
.
Pierwsze kroki skierowałem w stronę położonych w najwyższych rejonach ruin zamku tureckiego z XV wieku. Aby tam dojść, trzeba wdrapać się po kamiennych stopniach, przechodząc obok chyba najbardziej charakterystycznej budowli Pocitejla – meczetu Hadżi Alii. Zamek nie jest duży i zostało z niego niewiele, głownie mury. Najciekawszym fragmentem jest wieża o wysokości mniej więcej trzypiętrowego bloku, na której najwyższą kondygnację można wejść. Wejścia na wieżę nie polecam osobom cierpiącym na klaustrofobię, ponieważ na jej szczyt prowadzą bardzo wąskie i strome schody - w tym miejscu należy zachować szczególną ostrożność. Schody poprowadzono zewnętrzną częścią wieży, natomiast jej środek jest obecnie pusty – kiedyś były tu pewnie podłogi i komnaty. Stwarza to pewne niebezpieczeństwo, bo od strony schodów zachowały się wejścia do ówczesnych pomieszczeń przypominające duże okna i wejścia te są niezabezpieczone barierkami – łatwo wlecieć do środka. Z najwyego poziomu wieży roztacza się fantastyczny widok na: Pocitelj zabytkowy oraz wsczesny (pożony po drugiej stronie drogi); rzekę Neretwę o nieco zielonkawym odcieniu i pobliskie wzniesienia
.
Wychodząc z zamku, spaceruję po górnych rejonach miasteczka, pomiędzy domami mieszkalnymi (zdawałoby się), ale mieszkańców nie widać. Trafiają się drzewa z dojrzałymi już owocami granatów, które pasują do orientalnego klimatu tego miejsca. Wracając na dół, przechodzę obok odremontowanej wieży zegarowej, na której powiewa oficjalna flaga Bośni i Hercegowiny (rzadkość!), następnie mijam szkołę koraniczną i główną bramę wejściową (wyjściową w moim przypadku). Prawdopodobny wpis na listę UNESCO z całą pewnością nie jest przypadkowy – to miejsce w mojej opinii powinno być jedną z głównych atrakcji turystycznych kraju.
.
Z Pocitelja udałem się do Mostaru, jednego z większych miast Bośni i Hercegowny. W kierunku centrum wjeżdża się w dziwny, okrężny sposób, który na próżno starałem się pojąć. Mostar bardzo ucierpiał w czasie wojny i niestety, jeszcze teraz jest to widoczne. O ile w Sarajevie, bezlitośnie ostrzeliwanym przez ponad trzy lata, w centrum na próżno szukać śladów wojny, o tyle w Mostarze nie trzeba się specjalnie rozglądać. Jeszcze przed zjazdem na węższą drogę do ścisłego centrum miasta mija się dwie, duże kamienice bez okien i dachu, z których zostały tylko ściany gęsto usiane dziurami po kulach. Robi to bardzo nieprzyjemne wrażenie. Widząc gęstniejący tłum ludzi, bez wątpienia świadczący o tym, że okolice starego miasta już blisko, trzeba było pokusić się o znalezienie parkingu. Trwało to krócej niż w Sarajevie. Parking stanowił średniej wielkości plac położony między budynkami. Sąsiadował on ze zruinowanym, ostrzelanym gmachem przypominającym kino lub teatr - kolejna pamiątka po wojnie i nie ostatnia, jak się później okazało.
.
Na stare miasto prowadzą znaki „Stari grad”. Pierwszym, imponującym obiektem zabytkowym, który miałem okazję dokładnie zwiedzić, był meczet Karadozbegova dżamija. Tablica informacyjna przy wejściu pokazywała zniszczenia w wyniku działań wojennych i krótką historię budowli. Nigdy wcześniej nie byłem w meczecie, skorzystałem więc z okazji, aby nadrobić zaległości. Wstęp jest płatny 5KM (2,5 EUR). Miły pan sprzedający bilety poinformował mnie, że zwykle zdejmuje się buty przy wejściu do meczetu, lecz w tym konkretnym przypadku nie muszę tego robić i jako turysta, mogę chodzić wewnątrz w butach, ale jedynie po zielonych dywanach przeznaczonych dla turystów (czyli w obrębie jakiś 3 metrów od wejścia). Chcąc wejść dalej, należało zdjąć obuwie. W tej części również kobiety zwolnione są z obowiązku noszenia chusty.
.
Wnętrze nie powalało na kolana i z uwagi na szacunek dla modlących się tam akurat ludzi nie robiłem zdjęć, chociaż nie jest to zabronione. Po prawej stronie od wejścia znajdowało się niskie i wąskie wejście na schody prowadzące na balkonik (nie balkon) minaretu – czyli wąskiej wieżyczki znajdującej się obok meczetu, z której odbywa się nawoływanie do modlitwy. Na górę prowadzą niesamowicie wręcz wąskie schodki. Z zewnątrz minaret jest smukły, ale będąc w środku, nie można oprzeć się wrażeniu, że już ciaśniej tych schodków nie dało się zbudować. Jako osoba mająca 195 cm wzrostu, wchodząc na górę, musiałem wyglądać komicznie! Dobrze, że to był wrzesień – turystów całkiem sporo, ale nie było apogeum, jakie to miasto z pewnością przeżywa w lipcu czy sierpniu – bo mogłem postać chwilę na balkonie minaretu, który był bardzo wąski, a co za tym idzie mały (ze względu na obwód wieżyczki), bez obawy, że zostanę wypchnięty na zewnątrz. Naprawdę trzeba uważać, szczególnie wyższe osoby, bo brzeg balkonu jest relatywnie niski i łatwo wypaść.
.
Niewygody rekompensuje widok na miasto. W oddali widać turecki most nad Neretwą – chlubę Mostaru - oraz praktycznie całe centrum, łącznie z kilkoma doszczętnie zruinowanymi podczas wojny kamienicami. Po wyjściu z meczetu pan sprzedający bilety pyta po angielsku o moje wrażenia, co zachęca mnie do rozmowy. Konwersacja z mieszkańcem danego państwa zawsze jest bezcennym doświadczeniem. Podczas krótkiej rozmowy poruszyliśmy temat wojny, relacji na linii Muzułmanie – Serbowie, ustroju kraju, flagi państwowej. Najbardziej w pamięć zapadł mi jeden fragment jego wypowiedzi: „W tym kraju religia określa Twoją narodowość i stronę, po której stoisz – to jest specyfika tego kraju”. Daje do myślenia...
1|2|
Strona: 1 z 2
Oceń wyprawę:
średnia ocen: 9,8
liczba ocen: 23
