NEW
Irony Medium
iTop Internautów
Couriersafe100

Stolica: Belmopan Waluta: dolar Belize (BZD) 1 BZD = 100 centów Język urzędowy: angielski
Nie musimy mieć wizy przy pobytach do 90 dni. Paszport powinien być ważny co najmniej 6 miesięcy od daty wjazdu. Wymagane jest okazanie biletu powrotnego lub na kontynuację podróży oraz środków finansowych na pobyt. Opłata lotniskowa - 20 USD od osoby (14 USD zapłacimy na granicy lądowej). Nie ma szczególnych regulacji dotyczących wwozu, wymiany i wywozu pieniędzy. Na wywóz roślin i zwierząt potrzebne są zezwolenia.
Dostęp do opieki medycznej jest ograniczony. Lekarze i szpitale najczęściej żądają na miejscu zapłacenia gotówką. Koszt wizyty: 20–50 USD, pobyt w szpitalu: 50–100 USD za dobę. Jak w całym regionie, lepiej nie pić nie przegotowanej wody. Ubezpieczenia zdrowotne i komunikacyjne nie są wymagane. Dobrze jednak mieć polisę ważną w tym kraju.
Międzynarodowe prawo jazdy nie jest obowiązkowe. Podróżowanie nocą jest niebezpieczne. Lepiej nie zatrzymywać się na poboczach. Warto pamiętać, że w Belize nie ma pomocy drogowej, a stacje benzynowe i telefony publiczne są nieliczne. Taksówki wodne i samoloty nie są całkiem bezpieczne (na ogół kiepski sprzęt).
Dość duże zagrożenie przestępczością. Częste są napady i kradzieże. Bezpieczniej nie nosić biżuterii i zegarków a rzeczy wartościowe trzymać w niewidocznych miejscach.
Bankomatów jest niewiele, często też są puste. Pieniądze najlepiej wymieniać w bankach. Belize podlega Ambasadzie RP w San José (Kostaryka). Źródło: msz.gov.pl
"Polak za granicą"
opis wyprawy | galeria zdjęć |
|liczba relacji w Podroze.pl:23
data założenia profilu: 21.12.2007

Zobacz inne relacje Anna Zaborska:
Bornholm: Rowerowa wyspa
data dodania: 26.08.2008
Izrael: ziemia, po której stąpał Jezus
data dodania: 26.08.2008
Gdzie San domierza do Wisły
data dodania: 26.08.2008
Znajomi:
Brak znajomych
Belize: Rytm zapisany w genach
Autor: Anna Zaborska
data dodania: 09.09.2008|
kraj: BELIZE|
typ wyprawy: aktywny wypoczynek
zdjęcia: Anna Zaborska
Tagi: Belize, Morze Karaibskie, dżungla, wyspy, rafa koralowa, Belize Citi, Ameryka Środkowa, morze, plaże, wakacje
liczba odsłon: 1534
1|2|
Strona: 1 z 2
Dodaj własne spostrzeżenia - BELIZE
Powiadom znajomego
Niegdyś wśród zatok i wysepek Belize uwijali się piraci, dziś te rejony Morza Karaibskiego odkrywają turyści. Często mówią, że ładniej może być tylko w raju.
Belize, które do 1973 roku było znane jako Honduras Brytyjski, zamieszkuje nieco ponad 200 tys. osób Zalesionych jest ponad 45 proc. kraju.
Klimat - subtropikalny, z wyraźnym podziałem na dwie pory – suchą (od lutego do maja) i deszczową ( od czerwca do listopada). Średnia temperatura powietrza w porze suchej wynosi 29 st.C.
Wzdłuż wybrzeża ciągnie się przez 300 km druga na świecie pod względem wielkości rafa koralowa.
Sklepy w centrum otwarte są do późna (dopiero po zmierzchu temperatura zaczyna robić się znośna). Ale nie warto nastawiać się na robienie tu jakichkolwiek zakupów. To najdroższy kraj w całej Ameryce Środkowej. Wszystko jest tu droższe o 50 procent. Może dlatego, że prócz owoców i warzyw żywność jest przeważnie importowana.

Ale najpierw podróż. Do Belize mieliśmy się dostać z Gwatemali, przez wody Zatoki Honduraskiej. Normalnie to niecała godzina płynięcia po spokojnych wodach zatoki. Zapakowaliśmy się w trzy niewielkie łódki i w drogę. Po parunastu minutach niebo zasnuły czarne chmury, zbaczał padać deszcz, a konkretnie – ściana wody. Wszyscy rzucili się do zawijania aparatów fotograficznych i kamer w torby plastikowe, kurtki.
Po godzinie, kiedy praktycznie mieliśmy już dobijać do brzegu dookoła widać było tylko deszcz i wodę, która zaczęła dość mocno falować. Jakby tego było mało porywisty wiatr spychał nas w stronę otwartego oceanu. Gdy po 2 godzinach pływania sternik na mojej łodzi zaczął skrzykiwać kolegów – w głosie miał niepokój. Gdy pozostałe łodzie dobiły do nas okazało się , że dwie koleżanki mają już chorobę morska w stopniu zaawansowanym, większość grupy ma w oczach strach. Z wykrzykiwanych przez sterników nerwowych zdań zrozumieliśmy, że nie wiedzą gdzie są, kończy im się paliwo, nie mają kompasu ani telefonu...
Ale na szczęście, jak to bywa w tropikach, burza tak jak się gwałtownie zaczęła, tak się skończyła, chmury zniknęły i udało nam się dobić do brzegu.
Oczywiście pobyt w Belize Citi zaczęliśmy od generalnego suszenia całego bagażu. Później wyruszyliśmy do miasta. Już po kilku krokach okazało się, że spacer w ciągu wymaga nie lada wysiłku. Temperatura sięga 40 st. C. Wygląda na to, że nie przeszkadza jedynie małym, fioletowym krabom, które wygrzewają się na trawniku wzdłuż nadmorskiej ulicy, a do swych norek w ziemi chowają się gdy słyszą kroki.
Belize to przede wszystkim góry, bagna i dżungla tropikalna, rafa koralowa i wyspy. Setki wysp i wysepek, zwanych tutaj cayes. Klimat sprzyja roślinom, nic zatem dziwnego, że rośnie tu ponad 50 gatunków drzew. Wybrzeża opanowały drzewa mangrowe, których malowniczo sterczące napowietrzne korzenie filtrują słoną wodę. To jedyne drzewa, które nie ulegają sile huraganu, dlatego często w plątaninie ich korzeni szukają schronienia łodzie rybaków, ryby i morskie ssaki.
W porównaniu z innymi krajami obszaru Morza Karaibskiego tu najwięcej widać śladów afrykańskich. To „spuścizna ” po Anglikach, którzy sprowadzali niewolników z Afryki do pracy na plantacjach trzciny. Dziś Kreole stanowią większość mieszkańców.
Do 1970 r. miasto było stolicą kraju. Po wyjątkowo silnym huraganie w 1961 r. wszystkie budynki rządowe i placówki dyplomatyczne przeniesiono w głąb kraju, do niespełna 4 tysięcznego Belmopan. Miasto nie wyrosło powyżej pierwszego piętra. Jego gęsta, drewniana zabudowa nie grzeszy urodą. Widać, że to, co było kiedykolwiek ładnego zmiotły kolejne huragany, a nad nowymi budowlami architekci nie myśleli zbyt długo.
Rytm zapisany w genach
Trafiamy tu 12 września, w przeddzień największego Święta Niepodległości. Nie można trafić lepiej. Właśnie odbywa się karnawałowa parada. Przez główną ulicę Belize City podąża kolorowy, roztańczony tłum . Każda grupa, zrzeszona w tzw. kółkach karnawałowych to inne stroje, inne barwy, inny krok taneczny. Barwne pióropusze rodem z rewii mieszają się ze strojami dzikich szamanów, łowców jaguarów (żyją w dżungli do dziś), kreacjami przypominające barwne kwiaty.
Z głośników na ciężarówkach rozbrzmiewa calypso i reggae. Porywa do tańca wszystkich, choćgołym okiem widać, że tylko mieszkańców natura obdarzyła niesamowitym poczuciem rytmu. Niezależnie od koloru skóry, wieku, tuszy.
W hotelu dowizieliśmy się, że wieczorem, przed najbardziej reprezentacyjnym budynkiem Sądu Najwyższego będzie koncertowała Narodowa Orkiestra Belize.
Oczywiście, nie mogliśmy przegapić takiej okazji. Już z daleka słyszeliśmy porywające do tańca dźwięki. Im bliżej byliśmy placu, tym stawały się coraz głośniejsze, radośniejsze. A gdy w końcu dotarliśmy przed orkiestrę – zamurowało mnie. Z wrażenia.
Okazało się, że muzycy grają tylko na stalowych beczkach po ropie. Stałam jak zamurowana i nie rozumiałam, jak z tak prymitywnych przedmiotów można wydobyć wspaniałe, bogate brzmienie. Ale jest to możliwe. Podczas przerwy dyskretnie zajrzałam za bębny i uważnie rozejrzałam się. Niestety, muszę się przyznać, że szukałam jakiegoś magnetofonu lub głośnika. Tak trudno było mi uwierzyć, że grały tylko beczki.
Złapać rekina za ogon
W Belize jest wspaniała rafa koralowa. Nie udało mi się niestety zobaczyć morskich krów – ssaków osiągających do 10 m dł i 4 t wagi.. Złapałam za to rekina za ogon. Niewielkiego, czarnego i podobno nie gustującego w mięsie ludzi. Miał bardzo szorstką skórę.
1|2|
Strona: 1 z 2
Oceń wyprawę:
średnia ocen: 9,6
liczba ocen: 7
