NEW
Irony Medium
iTop Internautów
Couriersafe100

Stolica: Caracas Waluta: bolivar (VEB) Język urzędowy: hiszpański
Wiza nie jest wymagana przy pobytach turystycznych do 90 dni. Paszport musi być ważny przez co najmniej 6 miesięcy od daty wjazdu. Na żądanie celnika trzeba okazać bilet powrotny. Na lotnisku i innych przejściach granicznych obowiązuje kontrola sanitarna. Nie wolno przywozić żywności, mięsa i wyrobów mięsnych, przetworów owocowych ani owoców. Obowiązkowo należy zgłosić przewożone dewizy przekraczające 10 tys. USD. Wwóz rzeczy wartościowych (kamery wideo, aparaty fotograficzne, komputery itp.) zgłasza się w deklaracji celnej otrzymywanej w samolocie i odbieranej przy przekraczaniu granicy. Turyści muszą się zameldować (w hotelu wypełnia się odpowiedni formularz).
Zagrożenie malarią. Podróżując na południe, dobrze zaszczepić się przeciw dendze. Z pomocy medycznej można skorzystać jedynie w prywatnych szpitalach i ambulatoriach. Wizyta lekarska w klinice kosztuje od 40 do 150 USD. Dzień pobytu w szpitalu to wydatek rzędu 400–550 USD. Usługi medyczne są płatne dodatkowo. Ubezpieczenia firm polskich nie są uznawane.
Do prowadzenia pojazdów uprawnia międzynarodowe prawo jazdy oraz miejscowe świadectwo zdrowia. Otrzymuje się je po wykonaniu badań w wyznaczonych do tego celu placówkach. (ok. 15 USD). Podróżujący powinni zawsze mieć przy sobie oryginał paszportu.
Duże zagrożenie przestępczością. W drodze z lotniska do Caracas częste okradanie pasażerów korzystających z samochodów prywatnych lub nie licencjonowanych taksówek. Zgodę władz lotniska na świadczenie usług transportowych mają tylko korporacje: Taxitour, Taxi Astrala oraz Taxi Utac. (czarne smochody - Ford Explorer- z żółtym logo).
Źródło: msz.gov.pl
"Polak za granicą"
NEW
4 Watt LED C...
iTop Internautów
Nowe, elektr...
Ameryka Południowa 2008/2009 Część I/2
Autor: Greg
data dodania: 03.03.2010
Indiainie Yanomami cz.II
Autor: edytamve
data dodania: 04.10.2008
Gran Sabana
Autor: edytamve
data dodania: 15.09.2008
opis wyprawy | galeria zdjęć |
|liczba relacji w Podroze.pl:11
data założenia profilu: 07.07.2008

Zobacz inne relacje Greg:
Ameryka Południowa 2008/2009 Część II/1
data dodania: 08.03.2010
Ameryka Południowa 2008/2009 Cz II/2
data dodania: 08.03.2010
Ameryka Południowa 2008/2009 Część I/2
data dodania: 03.03.2010
Znajomi:
Brak znajomych
Ameryka Południowa 2008/2009 Cz I/1
Autor: Greg
data dodania: 03.03.2010|
kraj: WENEZUELA|
typ wyprawy: aktywny wypoczynek
zdjęcia: Greg, greg
Tagi: Caracas, Puerto La cruz
liczba odsłon: 368
Strona: 1 z 4
Dodaj własne spostrzeżenia - WENEZUELA
Powiadom znajomego
Wyprawa skrócona z powodu nieprzyjemnych zdarzeń objęła zwiedzanie Morza Karaibskiego, Trekkingu na najwyższą na świecie górę stołową Roraima, wycieczkę na najwyższy wodospad na świecie Salto Angel oraz Safari na Los LLanos.
Do Wenezueli przyjeżdża się tylko i wyłącznie z DOLARAMI. Kurs oficjalny to od wielu lat 2,15 Bolivara a na czarnym rynku 4 - 6 Bolivarów więc tylklo czarny rynak wchodzi w grę inaczej podróż wychodzi drożej niż życie w Szwajcarii. Da się wypłacić gotówkę ale tylko w co niektórych bankomatach oczywiści po kursie oficjalnym i tylko w następujacy sposób: przy pierwszej próbie bankomat oprócz PINu poprosi o numer dowodu osobistego, należy wpisać jakikolwiek, wtedy bankomat oczywiście udaremni transakcję. Następnie należy po raz kolejny dokonać próby i wpisać ten sam numer dowodu. Tą informację pozyskałęm od zaprzyjaźnionych australiczyków. Ja sam tej metody nie stosowałem więc na polskich kartach nie wiem czy działa. Jest jeszcze opcja wyłacania gotówki po oficjalnym kursie w oddziałach banków lub Western Union. Kolejki w bankach Wenezuelskich są takie jak u nas za komuny więc nie radzę.
Ludzie raczej mało przyjazni lub obojętni. Co dziwne duży odsetek tubylców jak na Amerykę południową mówi nieźle po angielsku.
Kraj skrajnie niebezpieczny. Pospolita przestępczość ogromna. Najczęściej spotykane: napady na nocne autobusy zbronią w ręku, napady z bronią w ręku przez pospolitych oprychów, rabowanie turystów przez policjantów. Jak widzisz policjanta najlepiej uciekaj w dyskretny sposób. On widząc Ciebie skontroluje Cię i zabierze to co uzna za wartościowe. Najlepszy sposób podczas kontroli nie dawać im nic do ręki a co gorsza nie pozwolić mu się z tym oddalić.

Moja wyprawa rozpoczęła się 31.11.2008 w niezbyt przyjemny sposób ponieważ przy odprawie w Berlinie dowiedziałem się, że moje linie lotnicze TAP Portugal anulowały mój bilet bez powodu i bez żadnego uprzedzenia. Stanąłem więc przed alternatywą powrotu do kraju lub kupienia nowego droższego biletu. Jak na ironię działania mające uchronić mnie przed ogołeceniem konta bankowego w przypadku porwania postawiły mnie w beznadziejnej sytuacji. Nadgorliwość w postaci zablokowania kart kredytowych doprowadziły do tego że nie mogłem zapłacić kartą. Więc musiałem wymienić wszystkie dolary które posiadałem po beznadziejnym kursie i zapożyczyć się u kompana podróży. W beznadziejnym humorze wyruszyłem więc z Piotrkiem, Anną do Lisbony. W Lisbonie noc w hostelu i od razu przez Maderę do Caracas.
W Caracas byliśmy po zmroku więc jaknajszybciej chcieliśmy się ulokować w jakimś hotelu. Ja jednak musiałem wypłacić pieniądze. Najpierw zobaczyłem kurs oficjalny 2,15Bv który był mocno roczarowujący. Gdy jednak okazało się że nie jestem w stanie wypłacić pieniędzy z bankomatu załamałem się do końca. Na lotnisku spotkaliśmy się z trzecią towarzyszką Anetą i pojechaliśmy do hotelu. Ceny taksówek okazały się potworne. Ja oczywiście bez kasy nie wiedziałem jak potoczy się ta piękna podróż. Ostatecznie Piotrek zaproponował mi że będzie mi na terenie Wenezueli pożyczał dolary a ja odpłacę się w innym kraju. Na szczęście miał ich dużo.
Następnego ranka jedziemy na dworzec ale żaden autobus nie chcę się zatrzymać więc bierzemy taksówkę. Po południu jesteśmy w autobusie. W Santa Cruz jesteśmy późnym wieczorem i spędzamy dużo czasu na znalezienie hotelu. Ale jak już się zadokowaliśmy kupujemy Whisky'acza i idziemy na plaże. Po raz pierwszy czuję się zrelaksowany i zapominam o incydencie na lotnisku.
Rano jedziemy małym autobusem na piękne plaże Parku Narodowego Mochilla do miejscowości Santa Fe. Siedzimy na tylnym siedzeniu. Podpytuje się jednego z lokalnych gdzie tu są najpiękniejsze plaże mówi że w Santa Fe. Zatrzymujemy się przy pięknej czerwonej plaży zwanej "Playa Colorada", chcemy wychodzić ale tubylec mi mówi "jeszcze nie" dalej są ładniejsze plaże więc jedziemy dalej. Ruszamy z kolejnego przystanku a tu zaskakuje nas przerażający huk- niewątpliwe jest to strzał z broni palnej. Wszystkich ogarnia panika. Wygląda to na atak terrorystyczny. Patrzymy się bladzi na siebie i każdy spodziewa się najgorszego czyli wejścia kogoś z kałachem i oddania serii więc każdy próbuje się chować za siedzenie. Jednak autobus jest tak mały a ja w dodatku siedzę na środku więc nic z tego. Kierowca po usłyszeniu strzału zwalnia więc tubylcy krzyczą "jedź, jedź" więc jedziemy. Po chwili gdy zdajemy sobie sprawę że zagrożenie chwilowo znikło rozbrzmiewa krzyk i lament młodych dziewczym siedzących pośrodku busika. Niestety strzał nie padł na próżno. Młody chłopak siedzący przy oknie osunął się brocząc krwią od strzału w głowę co dziewczyna siedząca obok po chwili zauważyła więc nastapiła kolejna fala paniki. Dowiaduje się że to były porachunki dwóch nastolatków. Atak był z zewnątrz, strzał przez szybę, prosto w głowę. Nie podchodzę do całego zamieszania bo wiem co zobaczę. Dojeżdzamy do jakiegoś lokalnego małego szpitala, wynoszą gościa. Wychodzimy również pospiesznie ,na podłodze koło poszkodowanego spora kałuża krwi. Nie wiem czy przeżył.
Idziemy dalej na plaże ale jestem roztrzęsiony. Tubylcy traktują nas jak trędowatych krzyczą "gringos". Na plaży gdzie powinniśmy się relaksować jestem totalnie wystraszony, boje się że ktoś przyjdzie z kałachem i sprzeda nam serię. Dopada mnie potężna schiza i myślę o powrocie do kraju. Zdaję sobie sprawę że mimo że doskonale wiedziałem jak niebezpoieczny jest to kraj to nie spodziewałem się zabójstwa w mojej obecności trzeciego dnia pobytu. Wracamy do hotelu. Jest to chyba hotel miłości gdyż całą noc ktoś się kręci. Nie mogę przez to spać ze strachu. Ochroniarz z bronią w wejściu plus popołudniowa akcja wpływa na moją wyobraźnię okrutnie. Obawiam się wejścia grupy ludzi z kałachami w celu zabrania nam stu dolarów. Człowiek po takim wydarzeniu przestaje mysleć racjonalnie. Następnego dnia jedziemy do Ciudad Bolivar. Mój nastrój uległ znacznej poprawie. Dopada nas nawet czarny humor więc nie jest żle. W Ciudad Bolivar lądujemy w hostelu pewnego Niemca gdzie w końcu spotykamy innych turystów dowiadując się jakie to ich nieprzyjemne rzeczy spotkały w Wenezueli więc postanawiamy że robimy główne atrakcje Wenezueli a nastepnie zmykamy z tego niegościnnego kraju. Okazuje się że własciciel Niemiec ma swoje biuro turystyczne więc za jednym razem wykupujemy u niego wycieczkę 3 dniową na najwyższy wodospad świata Salto Angel oraz 6-dniowy trekking na słynną górę stołową Roraima.
Strona: 1 z 4
Oceń wyprawę:
średnia ocen: 9,7
liczba ocen: 3
