NEW
Irony Medium
iTop Internautów
Couriersafe100

Stolica: Maputo Waluta: new metical (MZM) 1 MZM = 100 centavos Język urzędowy: portugalski Inne: angielski, języki grupy etnicznej Bantu
Obowiązują wizy. Można je otrzymać m.in. w urzędach konsularnych Mozambiku w Berlinie i w Rzymie oraz na przejściach granicznych. Paszport powinien być ważny 6 miesięcy dłużej niż termin wygaśnięcia wizy. Za każdy dzień nielegalnego pobytu grozi grzywna ok. 100 USD. Nie wolno wwozić i wywozić waluty miejscowej. Przywóz walut obcych ograniczony jest do 5000 USD.
Największe zagrożenie to AIDS i malaria. W szpitalach państwowych opieka medyczna jest płatna i na niskim poziomie. Lepsze usługi świadczą kliniki prywatne, ale ceny są dość wygórowane. Dobrze ubezpieczyć się w renomowanych firmach zagranicznych.
Wymagane jest międzynarodowe prawo jazdy. Drogi są na ogół w złym stanie.
Może być niebezpiecznie - liczne są kradzieże samochodów, napady rabunkowe, także z bronią, a nawet przypadki zabójstw. Ofiarami przestępstw coraz częściej są turyści, głównie na plażach w Maputo, Beirze i innych centrach turystycznych.
Akceptowane są karty kredytowe i czeki podróżne. Można też płacić randem południowoafrykańskim. Najbliższe polskie przedstawicielstwo dyplomatyczne to Ambasada RP w Pretorii (RPA). W Maputo rezyduje konsul honorowy RP. Źródło: msz.gov.pl
"Polak za granicą"
Mozambik. Wielką ciężarówą do Malawi.
Autor: jp
data dodania: 22.10.2008
Afryka. Mozambik cz.4. Przekraczając rzekę Zambezi
Autor: jp
data dodania: 11.05.2008
Afryka. Mozambik cz.3. Bazaruto Archipelago, połamany maszt.
Autor: jp
data dodania: 11.05.2008
opis wyprawy | galeria zdjęć |
|liczba relacji w Podroze.pl:26
data założenia profilu: 17.04.2008

Tanzania, w kraju ostatnich afrykańskich wojowników.
data dodania: 28.01.2009
Zimowa Korona Gór Polskich. Wysoka Kopa, czyli Sylwester z triathlonistami
data dodania: 26.01.2009
Zimowa Korona Gór Polskich. Beskid Mały w rytmie Wielkiej Orkiestry.
data dodania: 23.01.2009
Znajomi:
Brak znajomych
Afryka. Mozambik cz.5. Ilha de Mozambique, porysowany brylant
Autor: jp
data dodania: 11.05.2008|
kraj: MOZAMBIK|
typ wyprawy: krajoznawcza
zdjęcia: jp
Tagi: AFRYKA, MOZAMBIK, MOCAMBIQUE, ILHA, ISLAND, WYSPA, OCEAN INDYJSKI, Nampula, UNESCO, wyprawa, zwiedzanie
liczba odsłon: 1460
Strona: 1 z 4
Dodaj własne spostrzeżenia - MOZAMBIK
Powiadom znajomego
Około dwunastej głos z nieco rozregulowanych głośników po portugalsku, bez większych emocji, oznajmił, że mamy Nowy 2008 Rok. Parę uścisków dłoni, klepnięć w plecy i rewolucyjna młodzież Mozambiku dalej oszczędnie celebruje święto.
W czasach przedkolonialnych wyspa była posterunkiem handlowym dla suahilijskich kupców z Zanzibaru i uczestniczyła przez to w afrykańsko-azjatyckiej wymianie towarów.
Pierwszym Europejczykiem, który dotarł na wyspę, był w 1498 roku Vasco da Gama. W 1506 roku wyspę wraz z istniejącym tu miastem zajęli Tristão da Cunha i Afonso de Albuquerque. Ten ostatni w 1508 roku wzniósł na północnym krańcu wyspy fort São Sebastião.
Dzięki swojemu dogodnemu położeniu wyspa była przez wiele wieków centrum handlu niewolnikami na drodze do Indii. Miasto Mozambik było stolicą i jednym z najważniejszych portów morskich Portugalskiej Afryki Wschodniej. Pod koniec XIX wieku miasto Mozambik było siedzibą gubernatora generalnego oraz biskupstwa. W czasach największej świetności miasta istniał tu pałac gubernatorski, a także katedra, posterunek celny, arsenał i faktorie kupców różnych narodowości.
wikipedia.org
Ze względu na bogactwo zabytków z czasów kolonialnych w 1991 roku wyspę wpisano na listę światowego dziedzictwa UNESCO.
Na wyspie jest bank i bankomat. Nie zawsze działajacy z uwagi na brak gotówki w jego wnętrzu.
Nauczyli się, że turyści to dawcy pieniędzy. I wykorzystują to do granic wytrzymałości. Zmora (ew. bankructwo) dla fotografów.
Warto się wysilić i poszukać "klimatycznego" miejsca. Bo są takie. Ja polecam
Wyspa Mozambik oddzielona jest od stałego lądu szeroką na kilka kilometrów cieśniną, ponad którą przerzucono wąski most. Na moście odbywa się wahadłowy (zatoczki) ruch samochodowy, droga zamknięta jest dla ciężarówek i autobusów.
Wyspa bezpieczna jest o każdej porze dnia i nocy. W każdym miejscu.

Ilha de Mozambique, porysowany brylant
Autobusem, za 280 Mt, docieram z Mocuba do Nampula, w okolicach którego pokazały się góry o fantazyjnych kształtach, często pojedyncze kilkusetmetrowe skały tworzące niezwykły krajobraz. Dalej murzyńską taksówką i małą ciężarówką, jak zwykle wykorzystujące każdy skrawek wolnej przestrzeni by wcisnąć ludzi po dwóch na jednym siedzeniu, plus paczki, naczynia, jedzenie, owoce i małe zwierzęta, najczęściej kury. Na ciężarówkę dorzucono, gdy była wydawało się już pełna, kilka kubików drewna na którym część pasażerów musiała siedzieć. I nie robiło to na nich żadnego wrażenia. Cena benzyny (ok. 3 zł/litr) jest relatywnie tak droga, że nie ma się czemu dziwić.
Z radością witam końcowy przystanek ciężarówki, barierę przy 3,5-kilometrowym wąskim betonowym moście prowadzącym na ginącą w niebieskawych szarościach zmroku wyspę Ilha de Mozambique. Parę dni bez ścisku i podskakiwania na dziurach. Co za ulga!
Zarzucam plecaki i maszeruję nad płytkim tu oceanem mimo mijających mnie z rzadka pojazdów, które aby się wyminąć muszą wjechać do jednej z trzech zatoczek na moście. Jest ciepło i duszno, pot ścieka mi po twarzy, plecach i nogach, koszulka jest mokra na wylot, ale przyjemność marszu, którego celem jest niezwykłe miejsce na mapie świata pozostaje niezmienna. Chcę dobitnie poczuć atmosferę i magię miejsca. Jestem podniecony wizją spędzenia najbliższych dni w malowniczych resztkach tego, co portugalski imperializm zostawił po sobie w dawnej, niezwykłej stolicy kolonii Portugalii Wschodniej Afryki.
Kolejną barierkę na drugim końcu mostu otwierającą drogę na wyspę osiągam w pełnych ciemnościach. Wita mnie kilka chybotliwych lamp ulicznych ginących w mroku wąskich wyboistych uliczek rozchodzących się od placu przy wjeździe na Ilha. Wybieram pierwszą idącą w kierunku północnym, bo ta część wyspy grupuje najwięcej zabytków i potencjalnych miejsc do spania, z którymi może być krucho z uwagi na zbliżający się Nowy Rok. Potwierdzały to moje wcześniejsze telefony do kilku tańszych miejsc. Zajęte. Ale od czego jest mój wrodzony optymizm.
Gdy zapuszczam się w makuti, gwarną biedną dzielnicę rybacką i zaczynam trochę kluczyć dopada mnie dwóch młodzianów oferując znalezienie spania. – Ile za pomoc? - 5 Meticais na łebka. Oferuję po 10. Staje na po 25. OK. Podprowadzają ciemnymi uliczkami pod miejsce, z którego natychmiast rezygnuję. Wyciągam mój przewodnik i namawiam do odszukania wymienianego w nim Casa de Luis. Nie ma problemu, doskonale orientują się również, gdzie mogą być wolne łóżka. Zapuszczamy się w niewiarygodnie wąskie, dziurawe, ciemne zakamarki. Wchodzimy w jedną z drewnianych krzywych bram. Miejsce również mnie nie powala a oferowane niemal pod gołym niebem za 150 Mt (15 zł) legowiska w patio przypominały raczej schronisko dla bezdomnych. Tą opcję zostawiam sobie jako ostateczność. Idziemy dalej. Przechodząc koło zielonego potężnego meczetu Samuel wspomina, że jest tu Patio Dos Quintalinhos (Casa de Gabriele), ale nie ma miejsc. Tknięty przeczuciem i zachęcony atrakcyjnością miejsca naciskam mały dzwonek. Pod chwilową nieobecność właściciela czarnoskóry opiekun pensjonatu prowadząc mnie wyjątkowo gustownie wykonanym i urządzonym patio wskazuje jedyny wolny pokój. Cena 400 Mt. Biorę. Wręczam chłopakom kasę i umawiam się z dobrze mówiącym po angielsku Samuelem na dziewiątą trzydzieści wieczorem.
Moje szczęście uświadamia mi francuska nauczycielka angielskiego w madagaskarskiej szkole mieszkająca w pokoju obok, polecając natychmiast się rozpakowywać, bo pokój prawdopodobnie jest zabukowany, tylko Murzyn o tym nie wie. Tak robię i z lubością biorę zimny prysznic, jest tylko taki w łazience z klimatyzacją którą jest celowo zostawiony pokaźny otwór w słomianym dachu przez który wpadają w nocy gwiazdy, za dnia słońce a w czasie niepogody deszcz, i wyciągam się na jednej z kamiennych, wyściełanych poduchami kanap. Bosko! Pełni szczęścia dopełnia zimne piwo wyciągnięte z kuchennej lodówki. Jest trzydziesty pierwszy grudnia 2007 roku. Za cztery godziny Sylwester. Czy ja nie jestem w czepku urodzony?
Strona: 1 z 4
Oceń wyprawę:
średnia ocen: 5,1
liczba ocen: 11
