Podróże

|

Wyprawy

|

Afryka. Mozambik cz.3. Bazaruto Archipelago, połamany maszt.

     
Podróże 9/2010

Numer 9/2010w numerze

MOZAMBIK

MOZAMBIK

Stolica: Maputo Waluta: new metical (MZM) 1 MZM = 100 centavos Język urzędowy: portugalski Inne: angielski, języki grupy etnicznej Bantu

Wjazd

Obowiązują wizy. Można je otrzymać m.in. w urzędach konsularnych Mozambiku w Berlinie i w Rzymie oraz na przejściach granicznych. Paszport powinien być ważny 6 miesięcy dłużej niż termin wygaśnięcia wizy. Za każdy dzień nielegalnego pobytu grozi grzywna ok. 100 USD. Nie wolno wwozić i wywozić waluty miejscowej. Przywóz walut obcych ograniczony jest do 5000 USD.

Zdrowie

Największe zagrożenie to AIDS i malaria. W szpitalach państwowych opieka medyczna jest płatna i na niskim poziomie. Lepsze usługi świadczą kliniki prywatne, ale ceny są dość wygórowane. Dobrze ubezpieczyć się w renomowanych firmach zagranicznych.

Podróżowanie

Wymagane jest międzynarodowe prawo jazdy. Drogi są na ogół w złym stanie.

Bezpieczeństwo

Może być niebezpiecznie - liczne są kradzieże samochodów, napady rabunkowe, także z bronią, a nawet przypadki zabójstw. Ofiarami przestępstw coraz częściej są turyści, głównie na plażach w Maputo, Beirze i innych centrach turystycznych.

Inne

Akceptowane są karty kredytowe i czeki podróżne. Można też płacić randem południowoafrykańskim. Najbliższe polskie przedstawicielstwo dyplomatyczne to Ambasada RP w Pretorii (RPA). W Maputo rezyduje konsul honorowy RP. Źródło: msz.gov.pl
"Polak za granicą"

Zabierz koniecznie
Akcesoria

NEW
Irony Medium

iTop Internautów
Couriersafe100

Obuwie

NEW
Escape H2

iTop Internautów
COMMUTER

Odzież

NEW
Kangri Crew

iTop Internautów
Exemplar

Sprzęt

NEW
4 Watt LED C...

iTop Internautów
Nowe, elektr...

Przewodniki

NEW
Wybrzeże Cho...

iTop Internautów
Album „Krajo...

Przeczytaj także

Mozambik. Wielką ciężarówą do Malawi.
Autor: jp
data dodania: 22.10.2008

Afryka. Mozambik cz.5. Ilha de Mozambique, porysowany brylant
Autor: jp
data dodania: 11.05.2008

Afryka. Mozambik cz.4. Przekraczając rzekę Zambezi
Autor: jp
data dodania: 11.05.2008

opis wyprawy | galeria zdjęć |

|liczba relacji w Podroze.pl:26

jp

data założenia profilu: 17.04.2008

jp

jp

Zobacz inne relacje jp:

Tanzania, w kraju ostatnich afrykańskich wojowników.
data dodania: 28.01.2009

Zimowa Korona Gór Polskich. Wysoka Kopa, czyli Sylwester z triathlonistami
data dodania: 26.01.2009

Zimowa Korona Gór Polskich. Beskid Mały w rytmie Wielkiej Orkiestry.
data dodania: 23.01.2009

Pozostałe relacje użytkownika

Znajomi:

Brak znajomych

Galeria foto

Oceń zdjęcia

Postkolonialna architektura w Inhambane Powiększ zdjęcie
Kolonialna architektura w Inhambane Powiększ zdjęcie
afrykańska łódź zaglowa Powiększ zdjęcie
Vilankulo, poranny połów Powiększ zdjęcie
Vilankulo, poranny połów Powiększ zdjęcie
Vilankulo, poranny połów Powiększ zdjęcie
Vilankulo, poranny połów Powiększ zdjęcie
Vilankulo, na plaży Powiększ zdjęcie
Bazaruto Archipelago Powiększ zdjęcie
Bazaruto Archipelago Powiększ zdjęcie

Zobacz całą galerię

Afryka. Mozambik cz.3. Bazaruto Archipelago, połamany maszt.

Autor: jp

data dodania: 11.05.2008| kraj: MOZAMBIK| typ wyprawy: krajoznawcza
zdjęcia: jp

Tagi: AFRYKA, MOZAMBIK, MOCAMBIQUE, VILANKULO, INHAMBANE, BAZARUTO, ARCHIPELAG, OCEAN INDYJSKI, plaże, Maxixe, wyprawa, zwiedzanie

historia warto wiedzieć informacje praktyczne atrakcje

Zobacz na mapie

liczba odsłon: 1141

   1|2|  

Strona: 1 z 2

Wybrzeże Mozambiku ma około dwóch i pół tysiąca kilometrów. Aby przedostać się z jego południa na północ korzystając z transportu publicznego trzeba sporo wyrozumiałości i samozaparcia. No i czasu.

Spostrzeżenia Dodaj własne spostrzeżenia - MOZAMBIK Powiadom znajomego Powiadom znajomego

Czekając na przypływ
plusik

Czekając na przypływ
Autor: jp

Późnym popołudniem docieram do Vilankulo i z jednego ze stojących na targowisku na stoliku pod parasolem telefonów dzwonię do uprzedzonego o moim przyjeździe Juniora, organizującego wyprawy łodzią w stronę bajkowych wysp Bazaruto Archipelago, objętego ochroną parku narodowego.

historia historia

Archipelag Bazaruto został przekształcony w Park Narodowy w 1971 roku.

warto wiedzieć warto wiedzieć

Bazaruto Archipelago to grupa wysp niedaleko miasta Vilankulo w centralnej części wybrzeża Mozambiku. W skład archipelagu wchodzą wyspy: Bazaruto, Benguerra, Magarugue, Bangue i Santa Carolina.

informacje praktyczne informacje praktyczne

http://www.go2africa.com/mozambique/bazaruto-archipelago

atrakcje atrakcje

Wyspy zostały stworzone przez piaski noszone zmieniajacym się nurtem rzeki Limpopo. Ich główne atrakcje to piaszczyste plaże, rafy koralowe, możliwości nurkowania, surfowania czy wędkowania. 

Opis wyprawy

Bazaruto Archipelago, połamany maszt.

Wybrzeże Mozambiku ma około dwóch i pół tysiąca kilometrów. Aby przedostać się z jego południa na północ korzystając z transportu publicznego, jak wzniośle nazywa się to, co po tutejszych nadzwyczaj dziurawych drogach krąży, trzeba sporo wyrozumiałości i samozaparcia. No i czasu. Afrykańskiego czasu, który liczy się zdecydowanie inaczej niż u nas w Europie. Czas to nie pieniądz. Czas to coś, co mija wolno. I nie wiadomo, co może się wtedy wydarzyć. Złego i dobrego.

Bardzo wczesnego ranka wsiadłem w Tofo w lokalny autobus. Warto jadąc na północ siąść po lewej stronie pojazdu, by nie być usmażonym przez słońce wpadające do środka. Wytrzęsiony na równie lokalnych dziurach dotarłem do odległego o niemal godzinę jazdy Inhambane. Kilometry nie maja tu znaczenia, liczy się tylko wspomniany wcześniej czas, ponieważ tą samą liczbę kilometrów pokonać można w godzinę, pięć godzin lub dwa dni. Czego też jakiś czas później doświadczyłem.

Jako, że był to dzień poświąteczny kierowcy murzyńskich taksówek, którymi musiałem podróżować dalej, leczyli jeszcze kaca i wcześnie rano trudno było o transport do następnego przystanku, jakim było Maxixe. Postanowiłem w tchnącym kolonialną atmosferą miasteczku znaleźć bankomat, by zaopatrzyć się w niezbędną na drogę gotówkę. Przed pierwszym zastałem znużoną niewielką kolejkę. Zadaję sakramentalne pytanie: - Czynny? -. Czynny, ale nie ma pieniędzy w środku. – Wiadomo kiedy będą? -. Odpowiedzą uśmiechy będące mieszaniną politowania, przeprosin i pobłażania dla niecierpliwego obcokrajowca. Trzeba poczekać. Może będą. Pytam o inny bank gdzie ewentualnie mogę zrealizować moją kartę. Jest za rogiem. Ale sytuacja się powtarza.

Wędrując po miasteczku od bankomatu do post portugalskiego kościoła czy kamienicy trafiam na nabrzeże. W coraz wyżej zawieszonym słońcu, przy wzmagającym się wietrze i upale kiwają się na wodzie malownicze afrykańskie łodzie żaglowe. Robię kilka zdjęć. Zagaduje mnie dość nieoczekiwanie po angielsku obszarpany starszy chudy czarnoskóry jegomość. – Witam, jestem kapitan John. Płynę właśnie do Maxixe, mogę cię zabrać, będziesz szybciej niż taksówką -. –Za ile? -. - 300 Meticais -. Taksówką dojadę okrążając potężną zatokę za jakieś 50 – 70 Mt. Staje na 100 (10 zł). Zanosi mi plecak brnąc po pas w wodzie do łodzi, w którejjuż siedzą dwie kobiety czekające na odpłynięcie. Młody chłopak plastikowym pojemnikiem z obciętym dnem wylewa wodę zbierającą się non stop na dnie. Przyciągają łódź nieco do brzegu, bym mógł nie mocząc gaci wsiąść na pokład. Czekamy. Czekamy na następnych klientów, bo jeszcze kilku się zmieści. Czas mija. Po jakichś dwudziestu, trzydziestu minutach są. Trzej faceci w marynarkach i długich spodniach. Pewnie urzędnicy. Kapitan i chłopak zabierają ich pojedynczo „na barana” i wnoszą do żaglówki. Odpływamy.

Kiwając się dobre pół godziny na niewielkich falach dobijamy do Maxixe. Ceremonia przenoszenia gości w garniturach powtarza się. Następny w kolejce jest mój plecak, który chłopak dalej taszczy na plecach, by zaprowadzić mnie do postoju minibusów jadących do odległego o cały dzień drogi Vilankulo, celu mojej podróży na dzisiaj. Atakujemy nieliczne bankomaty po drodze. Cisza. Tylko przed jednym z banków ogromna kolejka na godzinę stania. Znaczy jest kasa. Część klientów stoi w tym samym ogonku do dwóch bankomatów, część do wnętrza banku. Udaję, że nie rozumiem zasad, nie rozumiem po portugalsku i po drobnej szamotaninie z ochroniarzem atakuję przy pełnej dezaprobacie kolejkowiczów otwierające się (co jakiś czas) drzwi do banku. Podniesiony w górę kciuk mojego tragarza świadczy, że wykonałem dobrze robotę.

Wsadza mnie do minibusu, czekam aż ten zapakuje się do pełna z okładem i ruszamy. Gdyby nie to, że po kilku godzinach jazdy i trzymania plecaka na kolanach cierpną mi nogi a niewygodne zdezelowane jak cała reszta pojazdu siedzenie uwiera w cztery litery, byłoby całkiem znośnie. Zaopatrzenie na trasie działa jak w całej Afryce, którą już przejechałem. Gdy tylko zatrzymujemy się w którejś z wiosek, by kogoś wysadzić lub zabrać, natychmiast pod otwartymi oknami zjawia się chmara dzieciaków, kobiet czy młodzieńców oferująca lokalne owoce, chłodne mniej lub bardziej napoje, pieczywo czy tutejsze mączne, pączkopodobne specjały przyrządzane we wrzącym oleju.

Innym „patentem” na zarabianie pieniędzy przez wiejskie dzieciaki jest zasypywanie ogromnych dziur w drodze piaskiem z pobocza tuż przed nadjeżdżającym pojazdem i wyciąganie rąk w celu uzyskania zapłaty za ciężką pracą. Nie zatrzymujemy się.

Późnym popołudniem docieram do Vilankulo i z jednego ze stojących na targowisku na stoliku pod parasolem telefonów dzwonię do uprzedzonego o moim przyjeździe Juniora, organizującego wyprawy łodzią w stronę bajkowych wysp Bazaruto Archipelago, objętego ochroną parku narodowego.

   1|2|  

Strona: 1 z 2

Oceń wyprawę:

średnia ocen: 5,2

liczba ocen: 16

. Komentarze

dodaj komentarz



W serwisie:
  • Cel podróży
  • Zabierz koniecznie
  • Dodaj wyprawę
  • Podróżnicy
  • Wyprawy
  • Kalendarz
  • RSS
MURATOR S.A.:
  • O wydawnictwie
  • Redakcja serwisu
  • Regulamin serwisu
  • Reklama
  • Partnerzy
  • Prenumerata miesięcznika Podróże
  • Sklep on line
Miesięczniki:
  • Murator
  • Dobre wnętrze
  • M jak mieszkanie
  • Moje mieszkanie
  • Podróże
  • Żagle
  • Zbuduj dom
  • Architektura
  • Zdrowie
  • M jak mama
  • Copyrights © MURATOR S.A. 2005-2008
  • Design by byss.pl
  • Hosted by SUPERMEDIA