okazje

Drewniane wioski i szklane wieżowce. Odór ulicznego baru i zapach herbaciarni. Uliczny zgiełk i delikatne dźwięki muzyki etnicznej. Trudno zrozumieć Chiny. Ale można się do nich przyzwyczaić.

08.05.2008

Podziwiając z okien maszyny rzeki wijące się pośród syberyjskiej tajgi i pomarańczowe piaski pustyni Gobi nie przypuszczamy, że dokonujemy właśnie skrótu, który będzie poważną próbą dla naszych zmysłów… W centrum Pekinu uszy puchną od nieznośnej mieszaniny dźwiękowej klaksonów, trąbek, dzwonków rowerowych i ludzkich krzyków. Ulica Dong’anmen w stolicy zamienia się w barwny targ specjałów kulinarnych. Można skosztować jedwabnika lub skorpiona z grilla, ale w pamięci pozostaje przede wszystkim odór smażonego tofu… Zamieniamy parny Pekin na „miasto wiecznej wiosny” jak mieszkańcy prowincji Yunnan określają swą stolicę – Kunming. Okazuje się, że to co w Pekinie było głośne – tu jest głośniejsze; to co barwne – tu jest pstrokate; smaki są ostrzejsze, a zapachy bijące od kuchni barowych wystawionych na ulice jeszcze agresywniejsze niż te na pekińskich targach. Jednak pozwala odetchnąć łagodny klimat górzystego Yunnanu.

Drzwi uchyliły się, zanim zdążyłem dotknąć klamkę. Znaleźliśmy się w nieco ciasnym wnętrzu, wyposażonym w nieduże stoliki i przymałe krzesła. Kobieta, która otworzyła nam drzwi zdawała się chcieć coś powiedzieć, jakby bała się, że onieśmieleni jej milczeniem z powrotem wyjdziemy na ulicę, będącą mieszanką skrzypiącej drewnem biedy i stalowo-szklanej prosperity miasta Kunming. Druga kobieta nakrywała w tym czasie do stołu. Ledwo usiedliśmy, gdy przed nami znalazły się filiżanki z zieloną herbatą i wysłużone menu przeznaczone dla obcokrajowców. Wkrótce, niezgrabnie posługując się pałeczkami, kosztowaliśmy smażonego kurczaka w cieście i chińskich klusek w wywarze z wodorostów, tymczasem kobiety pilnowały, by nasze filiżanki były pełne ciepłej herbaty.

Trasa z Kunming do Dali wiedzie pomiędzy polami ryżowymi i soczyście zielonymi pagórkami, na których skupiają się wioski z kamienia, gliny i drewna. Droga z Dali w kierunku północnym niemal pokrywa się ze Szlakiem Herbacianym Konnej Karawany. Tę starożytną trasą, przecinającą ziemie plemion Dai, Bai i Naxi, transportowano herbatę z Yunnanu i Syczuanu do Tybetu, by tam wymienić ją na konie i zioła. Nic dziwnego, że będąca ważnym punktem na tym szlaku dawna stolica królestwa Naxi – Lijiang – nosi ślady wielu kultur. Dziś to stare miasto – pajęczyna wąskich uliczek z kanałami zasilanymi wodą ze świętego jeziora – doświadcza komercjalizacji. Dawne domy mieszkalne zamieniono na knajpy i sklepy z rękodziełami, a wszechobecna melodia etnicznej muzyki Naxi miesza się ze współczesnymi rytmami.

Przejechaliśmy na rowerach około 10 kilometrów na północ od Lijiang. Przed nami niczym wartownik Tybetu wyrastał ośnieżony pięciotysięcznik – Góra Nefrytowego Smoka. Mijaliśmy pastwiska i łąki, by dotrzeć do wioski Baisha, gdzie na zakurzonych drogach odpoczywali ubrani w tradycyjne niebieskie stroje Naxi. Drobna starsza kobieta zatrzymała nas wołając „hello!”. Wyciągnęła zeszyt, by ukazać nam wpisy ludzi z różnych stron świata – Australii, Francji, Norwegii, Słowenii… „Bolan!” – staraliśmy się po chińsku odpowiedzieć na zadane na migi pytanie, skąd my jesteśmy. Staruszka nie słyszała o Polsce. Żaden z wcześniej złapanych przez nią turystów nie powiedział „Bolan”, żaden nie wpisał nazwy tego odległego kraju do zeszytu.

Rzeka Li wije się pomiędzy ostańcami wapiennymi porośniętymi bujną podzwrotnikową zielenią. Pomiędzy dużym, zatłoczonym miastem Guilin a mniejszym, turystycznym Yangshuo kursują łodzie, dając możliwość podziwiania tych fantazyjnych krajobrazów. Można podglądać wypas bawołów oraz pracę rybaków, którzy wypływają na bambusowych tratwach. Latem w prowincji Guangxi, przez którą płynie Li, panuje nieznośny tropikalny skwar. Wieczorem, gdy rzeką płyną tratwy z kormoranami używanymi do połowu ryb, spadek temperatury jest niewielki, a bezlitosna wilgotność powietrza nie pozwala odetchnąć.

Z Kunming do Guilin jechaliśmy pociągiem 18 godzin. „To krótka podróż” komentował facet, który zaoferował nam pomoc w odnalezieniu się w Guilin. Zapytany, gdzie warto coś zjeść, najpierw zaproponował bar, w którym serwowana jest „wieprzowina słodko-kwaśna i inne europejskie dania”. Ostatecznie zaprowadził nas do lokalu z portugalską kuchnię kolonialną. W między czasie próbował zaimponować wiedzą o Polsce. „Woman” i „chemist” – z długiego potoku słów zrozumiałem dwa wyrazy – chodziło niewątpliwie o Marie Curie-Skłodowską. Gdy płaciliśmy za danie „w portugalskim stylu”, okazało się, że nasz rozmówca i przewodnik kierował się nie tylko chęcią ucięcia pogawędki po angielsku. Liczne restauracje i hotele w Chinach płacą za przyprowadzenie klientów z „bogatego świata”, odbijając sobie ten wydatek wyższym rachunkiem. Dla Chińczyków nie ma różnicy między Polakami i Amerykanami.

Nieduże jak na Chiny miasto Longsheng leży na górzystej i ubogiej północy prowincji Guangxi. Na południowy-wschód od miasta prowadzi droga do pasma wzgórz Longji Titian, zamieszkiwanego przez grupy etniczne Zhuang i Yao. Arcydziełem sztuki rolniczej są ich tarasowe pola ryżowe. Wypełnione wodą, odbijające barwę nieba tarasy wrzynają się w doliny i pokrywają wzgórza. Szmer wody spływającej z tarasu na taras przy pomocy bambusowej kanalizacji przechodzi w szum strumieni. Wilgoć z podzwrotnikowej doliny rzeki Li skrapla się na tych wysokościach, powodując, że powietrze jest lepkie, a krajobraz często niknie we mgle.

Dziewczyna na dworcu w Longsheng pomachała nam przyjaźnie. Dogadując się z nią na migi, za pomocą obrazków i mapy zrozumieliśmy, że proponuje nam nocleg w rejonie tarasów ryżowych Longji Titian. Wsiedliśmy razem do autobusu, który na pokonanie 20 km potrzebował ponad godzinę, trzęsąc się na wyboistych drogach i przejeżdżając w pewnym momencie pod wodospadem. Duży drewniany dom, do którego musieliśmy się jeszcze wspiąć, przypominał nieco schronisko górskie. Podczas gdy drewniana podłoga skrzypiała pod każdym naszym krokiem, za oknem szmer deszczu mieszał się z szumem wody zasilającej pola ryżowe. Dziewczyna, która nas tu przyprowadziła, zaproponowała piwo i coca colę. Usiedliśmy przy drewnianym stole w dużej sali jadalnej, gdzie wisiał portret Mao Zedonga. Do młodej gospodyni dołączyła jej matka, ubrana w tradycyjny strój Yao. Kobiety tego plemienia spinają w kok włosy, które rozpuszczone sięgałyby do ziemi.

Z zielonej prowincji Guangxi autostrada niesie tysiące samochodów, autobusów i ciężarówek na wschód Chin. Długo przed przybyciem autobusu na dworzec w Szanghaju z naszych oczu znika przyroda i tradycyjna zabudowa. Droga jest jak rzeka płynąca przez betonową dżunglę. Szanghaj – największa metropolia Chin i, zdaniem niektórych statystyk, największe miasto świata. 16 milionów ludzi mieszka i pracuje w przestrzeni gęstej od bloków i wieżowców, pośród której na próżno by szukać śladów leniwego miasteczka, widocznych jeszcze w Pekinie i Kunming. Stary Szanghaj to przede wszystkim monumentalne kamienice kolonialne. Nowy Szanghaj to plątanina betonu, stali i szkła. Trochę przypomina olbrzymią wystawę studenckich projektów architektonicznych – wszelkie formy wydają się być dozwolone. Przepływająca przez Szanghaj rzeka Huangpu jest niczym główna ulica miasta, niosąc setki okrętów, od niepozornych drewnianych barek, poprzez statki wycieczkowe, po potężne jednostki wiozące dobra naturalne – drzewa, piasek, surowce. Wzdłuż jednego brzegu rzeki ciągnie się Bund – snobistyczna ulica z bulwarem pełnym ludzi. Nad drugim brzegiem rzeki wznosi się Pudong – chiński Manhattan, dzielnica wieżowców z górującą Perłą Orientu – wieżą telewizyjną wysoką na 457 metrów. Wieżowce zdają się gonić wieżę w wyścigu do nieba, a wyrastające nowe budynki są całkiem blisko lidera. Nanjing Dong Lu, ulicę prostopadła do Bundu, nocą wypełnia kolorowy tłum.

Spacerowaliśmy po Tongli – niedużym miasteczku oddalonym około 80 km od Szanghaju. W wąskiej uliczce przed zaniedbanymi domami na rozkładanych krzesłach siedzieli ich mieszkańcy – w większości starsi ludzie. Serce miasteczka poprzecinane było siecią kanałów, którymi płynęły gondole. Do jednego z traktów wodnych staruszka wylewała wodę po praniu. Poza swym centrum miasteczko się sypało. Tynk odpadał z elewacji do kanałów, zapadały się drewniane dachy. Historyczna tkanka miasta ulegała naporowi nowoczesnych osiedli mieszkaniowych. Na miejscu dawnych jednopiętrowych domów zgromadzonych przy kameralnych uliczkach pojawiały się billboardy z wizualizacjami nowych budynków, gdzieniegdzie widać było fundamenty, a nawet całe bloki w stanie surowym. W ten sposób rząd chiński realizuje ideę gigantycznej sypialni dla Szanghaju – wedle planów ma ona pomieścić 60 milionów mieszkańców przyszłej aglomeracji.

Pociągi kursujące w okolicach Pekinu bywają nieludzko zatłoczone. O ile podczas podróży z Szanghaju do Pekinu mieliśmy komfortowe warunki, 6 godzin na trasie Pekin – Shanghaiguan jest męczarnią. W wagonie, do którego wsiedliśmy każdy centymetr sześcienny zdaje się być wypełniony ludzką tkanką. Doświadczywszy warunków, w jakich czsto jeżdżą Chińczycy, po zobaczeniu miasta – punktu spotkania Wielkiego Muru Chińskiego z morzem decydujemy się na powrót autobusem. Po miesięcznej podróży dookoła Państwa Środka znów znajdujemy się w Pekinie. Ponownie spacerujemy ulicą Dong’anmen, jeszcze raz zagłębiamy się w świat hutongów – starych dzielnic stolicy Chin. O dziwo – ulica zdaje się być jakby cichsza, zapachy nieco mniej drażniące, nawet zaczepki ze strony natrętnych handlarzy już nas nie bulwersują. Myśl o tym, że godziny dzielą nas od milczącej, pozbawionej wyrazistego zapachu, aż nadto spokojnej Warszawy wydaje się nieco egzotyczna.

info

Latem na południu Chin panuje pora deszczowa. Nie znaczy to, że cały czas leje - owszem, zdarzają się burze, ale przez większość czasu świeci słońce. Bardziej przeszkadza upał i wilgotność powietrza, która o tej porze roku jest bardzo wysoka. Bardzo łaskawy klimat panuje w Yunnanie. Stolica tej prowincji, Kunming, jest zwana "miastem wiecznej wiosny" ze względu na ciepłe zimy i łagodne lata.

Latem na południu Chin panuje pora deszczowa. Nie znaczy to, że cały czas leje - owszem, zdarzają się burze, ale przez większość czasu świeci słońce. Bardziej przeszkadza upał i wilgotność powietrza, która o tej porze roku jest bardzo wysoka. Bardzo łaskawy klimat panuje w Yunnanie. Stolica tej prowincji, Kunming, jest zwana "miastem wiecznej wiosny" ze względu na ciepłe zimy i łagodne lata.

noclegi

Zanim rozejrzysz się za noclegiem, on Ciebie znajdzie. Dworce kolejowe i autobusowe w większości miejsc pełne są "przedstawicieli" hoteli, hosteli i małych prywatnych pensjonatów. Ceny można negocjować. Poza miastami takimi jak Pekin i Szanghaj powinny mieścić się w granicach 20 - 40 złotych za pokój dwuosobowy.

warto wiedzieć

Teoretycznie każdy region ma własną kuchnię, w praktyce - w Szanghaju bez problemu można zjeść danie syczuańskie, a w Yunnanie potrawę tybetańską. Wydaje się że jest przynajmniej kilka pozycji kulinarnych charakterystycznych dla niemal całego kraju. M.in. pierożki gotowane na parze - tradycyjne śniadanie wielu Chińczyków, spożywane rano w tanich barach. Wbrew niektórym stereotypom większość dań chińskich wogóle nie jest ostra, ale Europejczyka może razić nietypowe łączenie smaków, np. słodzone pomidory lub sorbet fasolowy.

atrakcje

Wstęp do znanych zabytków, świątyń i pałaców jest niemal zawsze płatny. Czasem trzeba nawet zapłacić za wjazd do miejscowości, która nosi miano "historycznej". Doświadczyliśmy tego w Shuhe koło Lijiang i w Tongli.

Autor: Martintadeo Zdjęcia: Marta
Sklep online
Z Krakowa do Rzymu za 304 złote
Kiedy: do 30.06.12
Cena: 304 zł
Więcej promocji

Podziel się wrażeniami i zdjęciami ze swoich wypraw, zamieść relację z wyjazdu i wygraj aparat fotograficzny Fujifilm FinePix XP30!

Zobacz inne konkursy
CHINY

Stolica: Pekin (Beijing) Waluta: juan (China New Yuan (CNY lub RMB) 1 CNY = 10 jiao = 100 fenów Język urzędowy: chiński

Lokalny czas

GMT+1

Niezbędne informacje

więcej

CZYTAJCIE NAS

Wideo

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia aparatem analogowym, brać udział w konkursach, a także jak fotografować ludzi na ulicy.

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak przygotować bohatera do zdjęć i o tym czy sprzęt ma duże znaczenie.

Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i ceny paliw w krajach europejskich

158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej podróży dookoła świata.

Wywiad z Rafałem Milachem ...

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia… więcej

Wywiad z Rafałem Milachem

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak… więcej

Samochodem po Europie - ...

Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i… więcej

2 lata w podróży ...

158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej… więcej

PODRÓZE

Lwów nostaligiczny i wypiękniony na EURO 2012; Najlepsze parki rozrywki w Europie; Szczecin - zielone miasto żaglowców; Turcja -  3 tys. km

więcej
W serwisie:
Kierunki
Aktualności
Wasze Wyprawy
Forum
Poradnik
Kuchnie Świata
Murator S.A:
O wydawnictwie
Kontakt do serwisu podroze.pl
Redakcja miesięcznika Podróże
Reklama
Licencje
Regulamin serwisu
Sklep on line
Serwisy internetowe:
Dom i ogród:
Muratordom.pl
Forum.muratordom.pl
Projekty.muratordom.pl
Muratorfinanse.pl
Urzadzamy.pl
Wymarzonyogrod.pl
Muratordom.com.ua
Architektura i budownictwo:
Muratorplus.pl
Architektura.muratorplus.pl
Tuznajdziesz.pl
Hobby i wypoczynek:
Podroze.pl
Zagle.com.pl
Poltrip.pl
Zdrowie i rodzina:
Poradnikzdrowie.pl
Dlarodzinki.pl
Dzieckozakupy.pl
www.Mjakmama24.pl
Rolnictwo:
Rolnictwoonline.pl
Wideo:
Jestem.pl
Porady:
Mowimyjak.pl
Rozrywka informacje:
Se.pl
Seusa.info
Eska.pl
Eskarock.pl
Voxfm.pl
Radiowawa.pl
Fabrykamuzy.pl
Gwizdek24.pl
Superauto24.pl
Zakupy:
Zakupy.muratordom.pl
Zakupy.urzadzamy.pl
Zakupy.wymarzonyogrod.pl
Zakupy.poradnikzdrowie.pl
Zakupy.zagle.com.pl
Supertanio.pl
Wgrupiekupie.pl
Sklep on line
Miesięcznik:
Murator
Dobre wnętrze
M jak mieszkanie
Moje mieszkanie
Podróże
Żagle
Zbuduj dom
Architektura
Zdrowie
M jak mama
Sklep on line