okazje

Prezentuję drugą część relacji z naszej wyprawy w Tatry.

30.01.2010

Droga do Morskiego Oka była wówczas w remoncie więc co jakiś czas trzeba było wymijać różne maszyny budowlane. Gdy minęliśmy Wodogrzmoty Mickiewicza szlak na jakiś czas skręcił z asfaltowej drogi na kamienistą ścieżkę. Po wyjściu na otwartą przestrzeń w całej krasie ukazały się przed nami Mięguszowieckie Szczyty. Z tej perspektywy robiły na nas wielkie wrażenie, szczególnie gdy uświadomiliśmy sobie, że wchodzimy na jeszcze wyższą górę.

Zgodnie z planem do Morskiego Oka dotarliśmy po około dwóch godzinach marszu. Słonko wspięło się już nieco wyżej i zrobiło się cieplej. Morskie Oko położone jest w Dolinie Rybiego Potoku, na wysokości 1395 m n.p.m. W najgłębszym miejscu osiąga 51 metrów. Jezioro dawniej nazywano Rybim Jeziorem lub Rybim Stawem, gdyż należy do nielicznych zarybionych w sposób naturalny jezior tatrzańskich. Żyją w nim między innymi pstrągi. Jest zasilane dwoma stałymi potokami: Czarnostawiańskim Potokiem, spływającym kaskadami Czarnostawiańskiej Siklawy oraz Mnichowym Potokiem, tworzącym Dwoistą Siklawę. Do jeziora wpada także kilka cieków okresowych, m.in. z Szerokiego i Marchwicznego Żlebu. Ze stawu wypływa Rybi Potok. Miejsce jest bardzo fotogeniczne szczególnie przy pięknej pogodzie gdy w lustrze wody przeglądają się pobliskie szczyty.

Delektując się wspaniały widokiem zrobiliśmy sobie małą przerwę. Ludzi z każdą minutą przybywało i większość z nich również kierowało się na Rysy. Z tego miejsca według opisu na szczyt było jeszcze 4 godziny i 15 minut nie licząc przerw. Morskie Oko ominęliśmy jak większość turystów z lewej strony. Następnie przyjemnym podejściem doszliśmy do Czarnego Stawu znajdującego się na wysokości 1583 m n.p.m. Również i to miejsce było bardzo urokliwe. Tym razem wokół jeziora rosła jedynie kosodrzewina gdyż zdążyliśmy już opuścić górną granicę lasu. W spokojnym obliczy Czarnego Stawu odbijały się majestatyczne zarysy gór. Już z daleka było widać wielką połać śniegu zalegającego na szlaku. Nieco mnie to zaskoczyło. Sądziłem, że w lipcu już śniegu nie zastanę, a tu w wielu miejscach było go jeszcze sporo. Kocioł Czarnego Stawu otacza grań od Mięguszowieckiego Szczytu Czarnego przez Wołowy Grzbiet, Rysy, Niżnie Rysy i Żabią Grań z Żabim Szczytem Wyżnim, Żabim Mnichem aż po Owcze Turniczki. Cienie rzucane przez szczyty oraz występująca w wodzie sinica pleurocapsa polonica nadają jezioru ciemny, kolor, co ma swoje odzwierciedlenie w jego nazwie.

Również i w tym miejscu zrobiliśmy sobie małą przerwę na małą sesję fotograficzną. Ponownie obeszliśmy jezioro lewą stroną i rozpoczęliśmy właściwe podejście na Rysy. Po kilkunastu minutach wspinaczki i pokonaniu śnieżnej przeszkody dotarliśmy do miejsca gdzie po raz pierwszy można było zobaczyć oba jeziora. Im wyżej się wspinaliśmy tym widok był bardziej okazały. Zmieniała się również perspektywa z jakiej podziwialiśmy Mięguszowieckie Szczyty. Ich ściany wydawały się coraz bardziej strome i niebezpieczne.

Jednak szlak na Rysy jak na razie nie przedstawiał większych trudności i nawet Łuki zaczął się niecierpliwić kiedy w końcu pojawią się te łańcuchy. Tempo cały czas mieliśmy niezłe, choć od startu wyraźnie zaczęło spadać. Po dotarciu na wysokość 2054 metrów znaleźliśmy się na buli pod Rysami. Śniegu i w tym miejscu nie brakowało. Można by z niego ulepić sporego bałwana. Skały przed nami robiły się coraz bardziej strome i niebezpieczne. Szczególnie trzeba było uważać na małe kamienie luźno trzymające się podłoża. O skręcenie kostki czy stłuczenie kolana w tym miejscu nie było trudno. W końcu pojawiły się naprawdę strome podejścia ubezpieczane łańcuchami. Skały zrobiły się gładkie, nie dawały pewnego oparcia. Zaczęła się prawdziwa wspinaczka w którą zaangażowane były w równej mierze ręce i nogi. Łuki zrobił się bardzo poważny i chyba przestał tęsknić za łańcuchami. Szlak robił się coraz bardziej zatłoczony. Niektórzy zaczęli już schodzić ze szczytu więc trzeba było przytulać się do skały by ich przepuścić.

Widoki stawały się coraz bardziej spektakularne. Niżne Rysy robiły się coraz większe, a Morskie Oko i Czarny Staw coraz mniejsze. Jednak mimo tego duch bojowy w mojej ekipie powoli upadał. Gdy żona zaczęła coś przebrząkiwać o powrocie na horyzoncie ukazał się zarys krzyża znajdującego się na szczycie góry. To dodało wszystkim nowej energii. Teraz już nie można było się wycofać. Po kilku minutach wdrapaliśmy się na skalną półkę i po raz pierwszy ujrzeliśmy wspaniałości jakie kryły się po drugiej stronie Niżnych Rysów. Strome skalne urwiska, wierzchołki gór przykryte gdzieniegdzie małym obłokiem i błękitne wody słowackich jezior.

Z tego miejsca na szczyt nie było już daleko, choć droga wymagała skupienia i ostrożnego stawiania stóp. Konieczność asekuracji małego wspinacza wymagała dodatkowej uwagi i roztropności. Na szczęście nikt nikogo nie poganiał, tego dnia na całym szlaku panowała pełna kultura i zrozumienie dla innych. Po kilku intensywnych minutach osiągnęliśmy w końcu nasz cel. Znaleźliśmy się całą rodziną na szczycie Rysów, a dokładnie na polskim wierzchołku wysokim na 2499 m n.p.m.

Panorama ze szczytu warta jest każdego wysiłku. Poza Gerlachem, którego szczyt zaczęły już zakrywać pierwsze chmury widać było całą panoramę Tatr Wysokich. W dole z każdej strony pięknie prezentowały się Polskie i Słowackie jeziora. Radość ze zdobycia szczytu była wielka, nie tylko nasza -także bardzo wielu innych turystów. Panował duży tłok szczególnie przy krzyżu, do którego ustawiała się kolejka z aparatami w ręku. Również tablica oznajmiająca przekroczenie granicy państwa cieszyła się sporym wzięciem. Tuż przed nami wznosił się najwyższy wierzchołek Rysów, który był prawie pusty. Na jednym z głazów zobaczyliśmy tabliczkę informacyjną o możliwości zejścia od strony Słowackiej. Wielu turystów się na to decydowało, my jednak postanowiliśmy wrócić tą samą drogą by zobaczyć Czarny Staw i Morskie Oko w popołudniowym świetle. Na kolejnej tabliczce zobaczyliśmy dedykację dla turysty, który z Rysów już nie wrócił. To powinno każdemu przypomnieć, że Tatry to góry tylko dla ludzi z pewną dozą wyobraźni.

Po dłuższym pobycie na szczycie trzeba było choć z niechęcią ruszyć z powrotem. O ile wejście na szczyt dla naszej grupy było sporym wyzwaniem, to zejście okazało się sztuką jeszcze trudniejszą. Powoli krok za krokiem jedną ręką trzymając się łańcucha drugą Łukiego zacząłem opuszczać się w dół. Z góry co jakiś czas żona informowała mnie małymi kamyczkami uciekającymi spod nóg, że jest tuż za mną. Po dotarciu na bulę byliśmy naprawdę wykończeni, a przy Czarnym Stawie myślałem już tylko o tym ile wynosi mandat za krótką kąpiel w ubraniu.

Tam też zrobiliśmy sobie dłuższy postój. W popołudniowym świetle jezioro przybrało szafirowo-turkusowy kolor. Pomimo późnawej godziny wolnym krokiem kontemplując krajobraz okrążyliśmy jezioro i podążyliśmy do Morskiego Oka. Od Czarnego Stawu zaczęło nam towarzyszyć mnóstwo rodzin z dziećmi. Zrobiło się bardzo gwarnie i sympatycznie. Schronisko pod Morskim Okiem było oblężone, tak więc przycupnęliśmy obok i podziwiając wspaniały widok sięgnęliśmy po ostatnie batoniki i najlepszą na święcie wodę mineralną.

Nieco poniżej schroniska górale już czekali na turystów, by zwieźć ich do Palenicy za 40 złotych od osoby. Mimo, że byliśmy mocno zmęczeni kwestią honoru było dotarcie na metę o własnych siłach. Poza tym za tą cenę, za trzy osoby można sobie załatwić w Zakopanym dwa noclegi. Chętnych jednak nie brakowało i wozy kursowały przez całą drogę do Palenicy.

Na dole busik akurat szykował się do odjazdu więc niejako z marszu ruszyliśmy z powrotem do Zakopanego. Cena przejazdu Zakopane – Palenica Białczańska wynosiła o ile dobrze pamiętam 8 zł. Po dotarciu na miejsce poszliśmy jeszcze na kolację do jednej z licznych restauracji znajdujących się na Krupówkach. Siedziało się miło, jednak kiedy przyszło nam wracać do pensjonatu nogi odmawiały posłuszeństwa i ledwo się podnieśliśmy.

Nie mieliśmy już sił robić zakupów na następny dzień. Po dotarciu na miejsce i szybkim prysznicu padliśmy wykończeni na łóżka. I tak się tylko zastanawiałem jak jutro przejdziemy szlak od Kuźnic na Kasprowy Wierch i dalej górami na Kondracką Kopę i Giewont z drogą powrotną przez Dolinę Kondratową.

transport

Z centrum Zakopanego odjeżdżają busiki do Palenicy Białczańskiej. Kursują one przez cały dzień a cena za przejazd wynosi 8 zł.

warto wiedzieć

Rysy to najwyższy szczyt w Polsce - 2499 m n.p.m. Tuż obok znajduje się o kilka metrów wyższy wierzchołek Słowacki.

bezpieczeństwo

Podczas wejścia na Rysy nalezy bardzo uważać na luźne kamienie leżące na trasie. Nalezy posiadać odpowiednie obuwie (nie klapki) i cieplejsze ubranie, ponieważ nawet w lecie na ocienionych podejściach jest chłodno.

Autor: 78dario
Sklep online
Z Krakowa do Rzymu za 304 złote
Kiedy: do 30.06.12
Cena: 304 zł
Więcej promocji

Podziel się wrażeniami i zdjęciami ze swoich wypraw, zamieść relację z wyjazdu i wygraj aparat fotograficzny Fujifilm FinePix XP30!

Zobacz inne konkursy
POLSKA

Lokalny czas

GMT+1

Po co jechać

  • Aby poznać swój kraj
  • Krajobrazy
  • Architektura
  • Zabytki
  • Kuchnia
  • Kultura

Kiedy jechać

Od maja do października

Przydatne adresy

CZYTAJCIE NAS

Wideo

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia aparatem analogowym, brać udział w konkursach, a także jak fotografować ludzi na ulicy.

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak przygotować bohatera do zdjęć i o tym czy sprzęt ma duże znaczenie.

Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i ceny paliw w krajach europejskich

158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej podróży dookoła świata.

Wywiad z Rafałem Milachem ...

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia… więcej

Wywiad z Rafałem Milachem

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak… więcej

Samochodem po Europie - ...

Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i… więcej

2 lata w podróży ...

158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej… więcej

PODRÓZE

Lwów nostaligiczny i wypiękniony na EURO 2012; Najlepsze parki rozrywki w Europie; Szczecin - zielone miasto żaglowców; Turcja -  3 tys. km

więcej
W serwisie:
Kierunki
Aktualności
Wasze Wyprawy
Forum
Poradnik
Kuchnie Świata
Murator S.A:
O wydawnictwie
Kontakt do serwisu podroze.pl
Redakcja miesięcznika Podróże
Reklama
Licencje
Regulamin serwisu
Sklep on line
Serwisy internetowe:
Dom i ogród:
Muratordom.pl
Forum.muratordom.pl
Projekty.muratordom.pl
Muratorfinanse.pl
Urzadzamy.pl
Wymarzonyogrod.pl
Muratordom.com.ua
Architektura i budownictwo:
Muratorplus.pl
Architektura.muratorplus.pl
Tuznajdziesz.pl
Hobby i wypoczynek:
Podroze.pl
Zagle.com.pl
Poltrip.pl
Zdrowie i rodzina:
Poradnikzdrowie.pl
Dlarodzinki.pl
Dzieckozakupy.pl
www.Mjakmama24.pl
Rolnictwo:
Rolnictwoonline.pl
Wideo:
Jestem.pl
Porady:
Mowimyjak.pl
Rozrywka informacje:
Se.pl
Seusa.info
Eska.pl
Eskarock.pl
Voxfm.pl
Radiowawa.pl
Fabrykamuzy.pl
Gwizdek24.pl
Superauto24.pl
Zakupy:
Zakupy.muratordom.pl
Zakupy.urzadzamy.pl
Zakupy.wymarzonyogrod.pl
Zakupy.poradnikzdrowie.pl
Zakupy.zagle.com.pl
Supertanio.pl
Wgrupiekupie.pl
Sklep on line
Miesięcznik:
Murator
Dobre wnętrze
M jak mieszkanie
Moje mieszkanie
Podróże
Żagle
Zbuduj dom
Architektura
Zdrowie
M jak mama
Sklep on line