Zdjęcia gór spadających stromo do morza, przyklejonych do nich malowniczych miasteczek i dróg przyciągają. Spakowani, z naszym 2-letnim malcem przemierzymy Czechy, Austrię i pół Italii żeby się tu dostać. Warto!!!
23.12.2008Sorrento - pierwsze spotkanie
kamera internetowa, historia, położenie
Bez wiekszych przygód docieramy do Neapolu a stamtad kierujemy sie na Półwysep Sorentyński. Wszedzie super widoki, pedzimy jednak do st. Agata zeby zdazyć odebrac klucze w lokalnym biurze Interhome. Jest wcześnie, zostajemy więc w Sorrento i na obiad. Trzeba jeszcze wykupić śmieszny, kolorowy kwit opłaty parkingowej (duża, kolorowa kartka ze zdjeciem i polami do zdrapywania 1g=1EU). Siadamy przy stoliku w przepieknie połozonym lokalu: na tarasie na szycie skarpy, z widokiem na Wezuwiusz, Neapol i stromy, skalisty brzeg. Z błogiego stanu zadowolenia wyrywa nas kelner. Bardzo przeprasza ale kucharz ma przerwę, zapewne obiadowa do 18-tej. Moga nam podać wyłacznie napoje. Nie czekamy, głodny Polak to zły Polak więc szukamy jakiejs jadłodajni. Wszędzie podobnie - pozamykane. Wreszcie jest mały sklep spożywczy, w którym właścicel również gotuje. Rezygnujemy, ale nie znajdujemy nic innego więc przepraszamy się z lokalem i zasiadamy w plastikowych fotelikach na zewnatrz, w ogródku. Menu jest bardzo krótkie ale smakowite.
Sant`Agata
Jedziemy do St. Agata. Mamy szczegółowa mapę całego półwyspu, drukowana ze strony michelina na domowej drukarce i pracowicie sklejonej (dzieło mojego brata) z zaznaczonymi ciekawymi miejscami, wypatrzonymi na zdjeciach satelitarnych. Pomimo to bładzimy ale ze tu wszedzie jest blisko - nie ma obawy, zdarzymy. Droga jest zabójcza. Składa się z samych zakretów a gdzieniegdzie trafia sie sflustrowany miejscowy i wyprzedza slimaczacych się polacco. Zatrzymujemy się w Marciano i rozgladamy za znakami. Wypatrzył nas miejscowy Polak, starszy pan i pomaga w zorientowaniu sie co i jak. Opowiada, że przyjechał tu do pracy i zasuwa na budowie. W ciekawym miejscu ma prace bo widoki i klimat nieziemski ale nie zazdroszcze. Widać, że cięzko pracuje i odmawia sobie, żeby naskładać dla rodziny w kraju.
Jesteśmy w St. Agata. Do naszego domku pilotuje nas młody chłopak na skuterze. W pewnym momencie zatrzymuje sie i pokazuje zjazd na boczna drogę. PIANO, PIANO mówi i jedzie w tym kierunku. Przez radio brat pyta nas - co to znaczy? Po chwili słysze, że juz wie. Ja też. Przed nami waska dróżka po zboczu - tak mniej więcej na 1 auto + 10 cm zapasu. Z jednej strony jest wysoka ściana tarasu a z drugiej skarpa i jeszcze drzewa oliwkowe na skraju. Zatrzymuję się żeby złozyć lusterka. Pooowoooluutku dojezdzamy na mały parking wśród oliwek. Zbieramy graty i idziemy za przewodnikiem. Po chwili domek i znów pełne zaskoczenie. Bajeczny widok na morze, przed domkiem kawałek ślicznego, wykoszonego i soczystego trawnika, domek nowiutki, z zaluzjami i siatkami na komary, pełne wyposażenie w lodówke, pralke, kuchnie. Ogólnie bardzo super - łacznie z niska ceną. Wychodzimy jeszcze na spacer. Przedmieścia więc oprócz kilku domów i dospodarstw nic niema.
Positano
historia, położenie, kamera interetowa
Rano śniadanko, pakujemy sie już do jednego auta (6 osób - troche ciasno ale nie bedziemy jeździć szybko) i w drogę. Pędzimy z zawrotna szybkoscia 40-60 km/h. Wiecej sie nie da z powodu zakretów i bajecznych widoków z okien. Co chwila zatrzymujemy sie, żeby cyknac zdjatko. Dojezdzamy do szosy nadmorskiej. Jest w miarę szeroko, gdzieniegdzie zatoczki dla turystów ale wszędzie pełno ludzi. Niektóre dodatkowo zajete przez stragany. Sama droga bajecznie przyklejona do stromej ściany. Dojezdzamy do miasta. Nauczony doświadczeniem z Sorrento zatrzymuje się na pierwszym wolnym miejscu do parkowania. Trzeba wykupić kwit w automacie identycznym do tych w centrum Warszawy. I na plaze. Idziemy schodami w dół, idziemy... idziemy... idzemy... a morza jak nie ma tak nie ma. Idę przodem i widzę wychodzace z malutkiego pensionatu dwie kobiety z obsługi. Niestety nie potrafimy sie dogadać. Bardzo chca pomóc, ale zrezygnowany stwierdzam, że niedogadamy sie, chyba, że po polsku. "A dlaczego nie po polsku?" - słysze. Pełen szok. Okazuje się, że to słowaczki na saksach. Dobrze idziemy, tylko to jeszcze kawałek. Już na miejscu wybieramy plazę publiczna (czytaj darmowa) Nie jest bardzo goraco wiec obejdziemy się bez stolikia, parasolki itp. Tuż przy plaży łodzie rybaków, zakryte pokrowcami i punkt pomocy medycznej dla tych, którym zaszkodzi słońce. Jak wszędzie i tu placza sie czarnoskorzy handlarze. Woda cieplutka i czysta. Niestety do chodzenia konieczne i niezbędne sa klapki z dwóch powodów:
1 - stopy bardzo bola od łażenia po kamieniach,
2 - kamienie bardzo się rozgrzewaja.
Zbliza sie godzina 15 wiec rozgladamy sie za jedzonkiem. Wszystko pozamykane. Bar na plazy również, tylko z zaplecza słychać i czuć, że cos gotuja - DLA SIEBIE. Klniemy na czym swiat stoi takie podejscie do interesów i turystów. Trzeba wracać - schodziliśmy bardzo długo, ile bedziem wchodzić z dziećmi? Postanawiam, że sam pójdę po auto i przyjadę po wszystkich na dół. Nie można zabładzić. Przez miasto tak naprawdę biegnie tylko dwie drogi jednokierunkowe - do Amalfi i z Amalfi. Reszta to schody w górę lub w dół.
Jedziemy do domku obiadek zrobic sobie we własnym zakresie. Po drodze mijamy nieczynne bez wyjatku bary i restaurecje.
Pompeje
historia i zabytki, lokalizacja
Zastanawiamy się czy będziemy na siłach obejrzeć to starożytne, słynne miasto. Kilkugodzinny spacer w upale - tego nie wytrzymaja dzieciaki. Ale być tutaj i nie obejrzeć Pompei? Pakujemy sie do auta i jedziemy. Pogoda tego dnia nienajlepsza ale to dobrze - będzie chłodniej. Oczywiście droga na Pompeje tak oznakowana, ze musielismy się zgubić. Dzięki temu obejrzelismy centrum miasteczka Castellamare. Korki i ciasnota niemiłosierne. Przejezdzalismy obok portu i nie było jak sie zatrzymać zeby tam zajrzeć. Sama droga do Pompei i miasto Nowe Pompeje szkaradne.Dojezdzamy na miejsce i szukamy parkingu. Nie ma z tym problemu. Na drodze co chwila stoja naganiacze i zapraszaja. Jedziemy dalej i znajdujemy miejsce bardzo blisko, tuż przy wejsciu na teren muzeum. Jeszcze kolejeczka po bilety i już jesteśmy w środku.
Pompeje - tyle się o nich czytało, widziało i słyszało, że chce sie to wszystko zobaczyć już tak z bliska. Wchodzimy Bramš Stabia. Zwiedzanie zaczymamy od koszar Gladiatorów i Teatru.Potem Spaerkiem Via Stabiana do Term i dalej Forum, Bazyliki, wiatyń Jowisza i Apollina. W miedzy czasie pada ale akurat wt korzystaliśmy z baru na terenie miasta. Nareszcie można coś zjeść i pomimo południowej pory nie ma sosty! Nasz chłopczyk zasypia i przenosimy go do wózka. Niestety rodzice z dziećmi nie maja łatwego zycia. Kółka wózka utykaja pomiedzy głazami z których zbudowana jest droga. Powoli brniemy dalej. Zagłębione ulice plus głazy do przechodzenia na druga stronę sugeruja co działo sie z nieczystościami na codzień i jak tu musiało jechać z nocników wypróżnianych na ulice. Na kamieniach głebokie slady po kołach wozów. Przechodzimy dalej do Bramy Herkulańskiej, Nekropoli i Willi Misteriów. Czujemy niedosyt. Bylismy na terenie miasta dosyc długo a tak niewiele zobaczylismy. Szczerze powiedziawszy jesli ktoś chciałby obejrzeć dokładnie miasto powinien przeznaczyć na to cały dzień. Dla nas to raczej jak mily spacer.
Wracamy w kierunku domu. Zatrzynujemy się jeszcze po drodze na plazy. Wypogodziło się i jest goraco. Przyjemnie bedzie popływać. Plaża publiczna zaraz za Castellamare wyróżnia się wyjatkowym zaśmieceniem i bardzo drobnymi kamykami, właściwie piaskiem co jest tu nietypowe. Na miejscu powtarza się historia z Positano. Podchodzi do nas czlowiek i zawziecie cos tłumaczy po włosku. Ja no capisco i wcale nie chcac z nim rozmawiać odpowiadam po polsku. Na co tenże dawaj po rosyjsku. Znowu brat słowianin. Parasole sa płatne - 2 euro. Ok - płace, mówie jak w naszym jezyku mówi się na parasol. Odchodzac słysze jak Włoch przy kasie powarza sobie obce słówko.
Tuż przed Sorrento problem - kapeć w tylnym kole. Zakładamy zapas i rozgladamy sie za wulkanizatorem. Znajdujemy punkt Motogumo na stacji paliw w samym centrum miasta. Nawet dobrze oznaczony. Standard obsługi identyczny jak w kraju. I ku mojemu zdziwieniu cena również - 5EU. W miedzyczasie nasze kochane panie zwiedzaja pobliskie stoiska, co przynosi efekt w postaci miejscowej specjalności - likierów.
Capri
historia i opis, lokalizacja, wspomnienia z podrózy naszych rodaków
Przygotowujac się do wyjazdu umieściliśmy wyspę jako żelazny punkt programu wycieczki. Dziś pora się z nia zmierzyć. Wyruszamy wcześnie rano samochodem do Sorrento. W mieście jak zwykle nie ma gdzie auta wcisnac wiec zjezdzamy do samego portu. Wyruszamy z Marina Piccolo z którego wychodza promy i wodoloty do innych miejscowości w Zatoce Napolitańskiej. Na dole ciekawostka - parking w jaskini. Nie za tanio ale po podzieleniu na dwie rodziny da sie znieść. Obsługa zabiera kluczyki i sami wjezdzaja autem. To nawet lepiej. Tyle sie tu napatrzyłem na porysowane tutejsze auta, ze mam satysfakcje ze żaden miejscowy narwaniec nie bedzie sie próbował zmieścić. Kolejka do kas - kupujemy biletto passaegeri w liniach Marittime Partenopee. Koszt 12EU dorosli i 7,5 EU dzieci w jedna stronę. I juz biegniemy do wodolotu. W środku bardzo przyjemnie. Wiekszość ludzi, dla widoków próbuje ulokować sie na górnym pokładzie. My idziemy od razu na dolny. Jest wygodniejszy (miękkie kanapy wokół stolików). Ruszamy. Niesamowicie szybkie sa te maszyny. Płyniemy wzdłuż bardzo wysokiego, skalnego klifu. Na klifach, jak na całym tutejszym wybrzeżu co jakiś czas baszty. Dopływamy do portu.
W porcie rozgardiasz i tłumy ludzi. Organizujemy mała naradę wojenna. Do wyboru mamy wiele ciekawych miejsc:
- Lazurowa Grota - Najbardziej znana,przyciagajaca na Capri juz od XIXw niezliczone rzesze turystów
- Kartuzja San Giacomo - Klasztor zbudowany w XIVw,
- Villa Jovis - Ruiny jednej z 12 willi posięconych bostwom olimpu, zbudowanych przez Cesarza Tyberiusza. Najbardziej okazała i bogata z nich, położona na szczycie Monte Tiberio.
- Villa "Damecuta" - Jedna z największych willi wybudowanych przez Tyberiusza, rozciagajaca się po nabrzeżu morskim Gradola, obejmujaca również Lazurowa Grotę w której urzadzono światynię poświęcona nimfom
- Kościół i Pustelnia Santa Maria di Cetrela - Połozone na zboczu Gory Solaro - wzmiankowane juz w 140 r arozbudowane w XVII wieku (dobudowano zakrystię i dzwonnicę).
- Tragara - Najbardziej znana promenada na wyspie: droga wypełniona wieloma wspaniałymi wllami i zakończona tarasem widokowym, kty wychyla się rozległa panorama na południowe zbocze wyspy i Marinę Piccola
- Faraglioni - Formacje skalne wypiętrzajace się z morza w pobliżu ladu. Przez erozyjna działalność wody i wiatru maja ostre kształty. Najbardziej znane sa skały znajdujace się w pobliżu Capri, przy wejściu do Marina Piccola
- Matermania - Pagórkowatym obszar między Monte Tuoro i Tiberio, na zboczu wschodnim wyspy Capri znany z Grotta di Matermania gdzie skonstruowana została światynia poświęcona nimfom, podczas pierwszej epoki imperium rzymskiego i dedykowana Mater Magna ("Grande Madre") lub też Cibele, bogini płodności
- Migliera - Miejsce widokowe polozone na południowo-zachodnim krańcu wyspy
Pada decyzja - zaczynamy od Lazurowej Groty - reszta, jak się da. Dostać sie tam mozna na trzy sposoby. Najtaniej - autobusem (2,5 EU osoba, dzieci gratis), wygodnie - taksówka (100 EU!!!), szybko - łodzia z portu ale kolejka po bilety baaaardzo długa (6-9 EU osoba). Wybieramy autobus. Trzeba dosyć długo czekać więc zaczynam negocjacje z taksowkarzem. Cena jest sztywna i dodatkowo okazuje sie, ze moze nas zawieźc tylko do Anacapri. Eeee... Ustawiamy się grzecznie w kolejce na stanowisku. Prodstawia sie autokar - poprostu maleńki. Widziałem już miniaturowe śmieciarki, ciężarówki, smarty w roli wozów policyjnych i niczemu sie nie dziwię - to wszytsko musi sie zmieścić w tutejszych waskich uliczkach.Zagadujemy miejscowych jak dojechać do Groty. Jest przesiadka w Anacapri. Autobus dosyc szybko wspina się po serpentynach przyklejonych do stromej skały. Z okien niesamowite widoki. Za Anacapri droga robi sie naprawde waska. W niektórych miejscach miałbym obawy jadac swoja osobówka a kierowcy autobusow muszą sie tam minać. Czasami i oni nie daja rady i musza ustepować sobie drogi. Końcowy przystanek ulokowany jest na samej skarpie. Schodami w dół można dostać się do groty. Ustawiamy się w kolejce. Czekamy, czekamy, czekamy... Kolejka właściwie sie nie rusza! Okazuje się, że właściciele łodzi biora turystów przede wszystkim od kolegów z łodzi przypływajacych z portu. Daja im zarobić bo czekajac robiliby mniej kursów. A MY! W pewnym momencie ktoś sie opamietał i kolejka gwałtownie się zmniejsza. Bite 2 godziny czekania, mamy nadzieje ze bedzie warto.
Pakujemy sie do łódki. Zabieraja nas najpierw do kasy (4,00EU osoba + 4,10 łódka). Obok widzę pływaka - kolega pewnie tak się zniecierpliwił, że wpław zwiedza grote. Tak też mozna a na pewno jest szybciej. Wreście wpływamy. Karza sie bardzo pochylić bo wejscie ciasne. Od czasu do czasu przychodzi tez duża fala i ci co wówczas wpływaja lub wypływaja maja pecha - zalewa cała łódkę razem z pasażerami skulonymi na dnie. W środku cała tafla wody promieniuje błekitem. Zakreceni wioslarze wydzieraja sie w niebogłosy a pogłos jeszcze wzmacnia ich popisy. Jedno kółko i... już. Grota jest piekna. Przyznam szczerze, że liczyłem jednak na dłuzsza trase. Cała radość z wycieczki psuło równiez wspomnienie kolejki.
Wracamy na góre, autobus z przesiadka i juz jesteśmy w Capri, tym razem w centrum. Chodzimy waskimi uliczkami, wzdłuż ogródków restauracyjek i wystaw ekskluzywnych sklepów dla turystów. Stad mozna podobno w 30 min dojśc do Villi Jowis, albo Belvedere del Cannone skad widać wystajace z wody skały Faraglioni, albo do Arco Naturale - malowniczej formacji skalnej, która mozna podziwiać ze specjalnie w tym celu wykonanych tarasów a po krótkim spacerze dotrzeć do Grotta di Matermania, albo...
Wszystko innym razem. Dla rodziny z dziećmi to i tak był meczacy dzień. Spacerujemy po mieście. Mijamy odgrodzone murami oraz przepięknymi bramami wille tutejszych mieszkańców. Przy każdym wejściu wmurowane kafelki z malowanym numerem willi oraz obrazkiem - skaliste góry wynurzajšce się z wód otaczajšcych wyspę, mapę Capri itp. Nawet nazwy ulic sa malowane na kafelkach. Centrum miasteczka to niewielki i ciasny rynek zastawiony licznymi stolikami z pobliskich kawiarni. Szukamy restauracji. O swieta naiwności! Tu również króluje sosta. Jedyne co można kupić to ciastka i lody. Schodami św. Franciszka przemieszczamy sie do portu. Tam dzieciaki moga do woli nabiegac sie na plazy. Woda cyba jeszcze bardziej czysta i błekitna niż gdzie indziej.
Wracamy do Sorrento. Na promie przeciskam sie wśród turystów szukajac dobrych ujęc. I niespodzianka - chyba co druga rodzina z Polski. W kazym razie jezyk nasz ojczysty na promie słychać bardzo.
Wracamy do domu. Obiadek zrobimy sobie na miejscu. Na Włochów nie ma co liczyć, zanim sie wyspia bedzie już 19-ta.
Kiedyś tu jeszcze wrócimy...
My poszukalismy domku przez Interhome. Po drodze w hotelach jak popadnie. We Wloszech hotele znależć mozna właściwie na kazdym zjeżdzie z autostrady. Czasami nawet kilka. Uwaga, nie sa tanie.
My poszukalismy domku przez Interhome. Po drodze w hotelach jak popadnie. We Wloszech hotele znależć mozna właściwie na kazdym zjeżdzie z autostrady. Czasami nawet kilka. Uwaga, nie sa tanie.
Rozbijamy wyjazd tam na cztery etapy. Pierwszy przystanek Pszczyna. Ciekawe miasteczko a jego największa zaleta jest wielkość. Po zatrzymaniu się w okolicach centrum wszędzie można dojść piechota w - nie przesądzając - 5 minut. Jako zapalony pstrykacz jestem zawiedziony. Największy atrybut miasta Zamek Pszyński - w remoncie (opis i historia). Na szczęście tylko elewacja. Zwiedzamy wnętrza. W zamku urządzone jest muzeum wnętrz pałacowych. Szczęśliwym zrządzenie losu z zawieruchy II wojny światowej ocalało ponad 80% wystroju. Na podstawie przekazanej przez rodzinę książąt Hochberg von Pless dokumentacji fotograficznej odtworzono wnętrza magnackiej rezydencji z przełomu XIX i XX wieku, w tym apartamenty cesarza Niemiec Wilhelma II, który wraz ze swoim sztabem przebywał w zamku w czasie I wojny światowej w latach 1914-1917.
"Cysorz to mial klawe zycie" :-) Przepiękne. Ciekawie jest przyglądać sie luksusom ze schyłku XIX w. W zamku rezydował Jego Cesarska Mość a do mycia w łazience miał tylko miskę i dzbanek z woda (no nie tyko - byla tez łazienka kapielowa z wanna).
Widząc ściany wyłożone trofeami myśliwskimi trochę mi szkoda tych setek saren i jeleni wyrżniętych w imię przyjemności CK mieszkańców pałacu.
Ze względu na dzieciaki chcemy obejrzeć skansen. Przykra niespodzianka - czynny do 12 !? Decydujemy się na spacer po parku pałacowym. Ładnie zaprojektowany i z rozmachem, tylko trochę zaniedbany.
A potem nocleg w hotelu PTTK. Były areszt śledczy proponuje pokoje z łazienkami w niewygórowanych cenach. I ten klimat: budynek z czerwonej cegły, pokoje z połączonych starych cel więziennych (nasz składał się z trzech, widać po kolebkowym suficie i wnękach po starych drzwiach). Ciasnawo kiedyś tu było
Rano, skoro świt w drogę. Kupujemy winiety na czeskie autostrady. Okazuje się, że zupełnie niepotrzebnie zaopatrywaliśmy się w korony. Handlarz tuz przy granicy bardzo niechętnie przyjmuje ojczysta walutę, wolałby złotówki i dodatkowy zarobek na wymianie.
Payerbach - Nocleg u Witolda Burcharda
Witold ma duży dom tuż nad rzeka i wynajmuje w nim pokoje. Jest bardzo sympatycznie, polecam. Standard może nie ***** ale po przygodach w miasteczku doceniam możliwość dogadania się w najbliższym mi z języków. Wito lubi pogadać z gośćmi szczególnie gdy przyjeżdżają z Polski. Opowiadał jak tu trafił uciekając z jedna walizka w stanie wojennym. Jak musiał sobie radzić w obcym kraju, bez znajomości języka i pieniędzy. Polak potrafi więc i on dał sobie radę. Siadamy wieczorem w ogrodzie Wita. Potok cicho szumi, trawka się zieleni, austriacki bier powoli spływa do szklanek. Jest miło. Czuć bliskość Alp. Jest dość chłodno a mamy sierpień.
Rano, skoro świt ruszamy w drogę. Po drodze do granicy remonty. Jedyny plus, że nie ma korków ani bramek opłat - wystarczyła jedna winietka kupiona jeszcze na granicy w Cieszynie. Przekraczamy granice Włoska o czym świadczy duża tablica z Italia w kole z gwiazdami na niebieskim tle oraz bramki poboru kwitów na płatną autostrade. Dużym plusem tutejszych autostrad jest sposób poboru opłat - bramki umieszczone sa dopiero na zjazdach, dzięki czemu można jechać cały dzień bez zwalniania. Największym minusem, poza cena - słabe oznakowanie. Dużych tablic z ilością kilometrów do miast po drodze właściwie niema. Sa malutkie tuz przed miejscowością. Same zjazdy oznaczone dobrze ale zbliżając sie trzeba się ostro orientować, żeby nie przegapić właściwego. Nawigacja lub pilot na siedzeniu obok z mapa - koniecznie potrzebne.
Pomimo opinii iż Włosi jeżdżą szybko i niebezpiecznie da się zauważyć, że większość nie przekracza dozwolonej prędkości. Może z tego powodu ich drogi sa najbezpieczniejsze w Europie? (Ponad tydzień bez wypadku śmiertelnego - rekord).
I ciekawostka - pierwsza autostrada na świecie powstała właśnie we Włoszech (łaczyla Mediolan z Verase).
Pisa
Po drodze zastanawiamy się nad miejscem postoju. Florencja to piękne miasto, ale trzeba sie liczyć z tym, że utkniemy w korkach. Zanim znajdziemy hotel zrobi sie późno i ze zwiedzania nici. Trochę dalej jest Pisa - dużo mniejsza i przez to łatwiejsza do spenetrowania. Decyzja zapadła
Opis tego co nam się tu przydarzyło już się nie zmieścił :(
Dodam go w osobnym opowiadaniu.
Dobra wiadomość przed wakacjami: tańszy roaming w krajach UE
godz. 04:45 Niedziela 27.5.2012 Autor: podróże.plPodziel się wrażeniami i zdjęciami ze swoich wypraw, zamieść relację z wyjazdu i wygraj aparat fotograficzny Fujifilm FinePix XP30!
Stolica: Rzym Waluta: euro (EUR) Język urzędowy: włoski Inne: niemiecki, francuski
Lokalny czas
Niezbędne informacje
więcejCZYTAJCIE NAS
Wywiad z Rafałem Milachem ...
Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia… więcej
Wywiad z Rafałem Milachem
Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak… więcej
Samochodem po Europie - ...
Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i… więcej
2 lata w podróży ...
158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej… więcej
Tagi
- W serwisie:
- Kierunki
- Aktualności
- Wasze Wyprawy
- Forum
- Poradnik
- Kuchnie Świata
- Murator S.A:
- O wydawnictwie
- Kontakt do serwisu podroze.pl
- Redakcja miesięcznika Podróże
- Reklama
- Licencje
- Regulamin serwisu
- Sklep on line
- Serwisy internetowe:
-
- Dom i ogród:
- Muratordom.pl
- Forum.muratordom.pl
- Projekty.muratordom.pl
- Muratorfinanse.pl
- Urzadzamy.pl
- Wymarzonyogrod.pl
- Muratordom.com.ua
- Architektura i budownictwo:
- Muratorplus.pl
- Architektura.muratorplus.pl
- Tuznajdziesz.pl
- Hobby i wypoczynek:
- Podroze.pl
- Zagle.com.pl
- Poltrip.pl
- Zdrowie i rodzina:
- Poradnikzdrowie.pl
- Dlarodzinki.pl
- Dzieckozakupy.pl
- www.Mjakmama24.pl
- Rolnictwo:
- Rolnictwoonline.pl
- Wideo:
- Jestem.pl
- Porady:
- Mowimyjak.pl
- Rozrywka informacje:
- Se.pl
- Seusa.info
- Eska.pl
- Eskarock.pl
- Voxfm.pl
- Radiowawa.pl
- Fabrykamuzy.pl
- Gwizdek24.pl
- Superauto24.pl
- Zakupy:
- Zakupy.muratordom.pl
- Zakupy.urzadzamy.pl
- Zakupy.wymarzonyogrod.pl
- Zakupy.poradnikzdrowie.pl
- Zakupy.zagle.com.pl
- Supertanio.pl
- Wgrupiekupie.pl
- Sklep on line
- Miesięcznik:
- Murator
- Dobre wnętrze
- M jak mieszkanie
- Moje mieszkanie
- Podróże
- Żagle
- Zbuduj dom
- Architektura
- Zdrowie
- M jak mama
- Sklep on line

