Wielki Kanion Kolorado - Południowa Krawędź.
30.10.2008Południowa Krawędź to najczęściej odwiedzane miejsce w Wielkim Kanionie Kolorado. Miejsce posiada bardzo dobrze rozwiniętą bazę turystyczną, trasy: piesze i samochodowe oraz parę kempingów i zwykłych hoteli. Wszystko to podlega pod Park Narodowy i pobierane są tutaj opłaty przy wjeździe na teren Parku (około 20 $), dlatego - warto mieć Pass na wszystkie parki.
Dużo ludzi zatrzymuje się na nocleg w oddalonym od bram parku - mieście Williams, które leży przy historycznej Drodze 66 (Route 66). Miasteczko jest niczym innym, jak małą sypialnią - kilkanaście hoteli i pola kempingowe zapewniają tanie miejsca do przenocowania przed wyprawą do Wielkiego Kanionu. Jadąc z moją grupą ludzi, właśnie tutaj postanowiliśmy zostać na noc w jednym z hoteli. Przyjechaliśmy późno w nocy i nie mieliśmy siły na rozbijanie namiotów, wybór padł na jeden z tańszych sieciowych moteli, który miał jeszcze wolne pokoje. Skorzystaliśmy z kuponów z mojej ulubionej "książeczki", w której podane są lokalizacje i ceny ze zniżkami na okoliczne hotele. Łatwo taką broszurkę znaleźć, jest na każdej stacji benzynowej lub w budkach z darmowymi gazetami na ulicy. Wypoczęci wczesnym rankiem ruszyliśmy drogą 64 na północ.
Po niecałej godzinie minęliśmy pierwszy wart uwagi kemping, co musiałem zanotować na wypadek, gdybyśmy nie znaleźli noclegu w Grand Canyon Village. Po chwili zatrzymaliśmy się w Tusayan, „mikromiasteczku" z kilkoma sklepami, hotelikami i stacją benzynową, tam zjedliśmy śniadanie i uzupełniliśmy zapasy prowiantu i wody. Z pobliskiego lotniska startowały co chwilę małe awionetki i śmigłowce z turystami, którzy posiadając więcej gotówki od nas, postanowili zaszaleć i zobaczyć kanion z lotu ptaka. Myślę, że to niesamowite doświadczenie i z czasem chętnie się na to skuszę :).
Ruszyliśmy i niedługo byliśmy przy bramkach wjazdowych. Moment w kolejce, gdzie okazałem moją kartę wstępu do Parków Narodowych, strażnik poinformował nas o zagrożeniu pożarowym (to dość częste), otrzymaliśmy też mapkę i gazetkę parkową. Kontynuowaliśmy jazdę na północ, minęliśmy skręt w prawo w East Rim Drive i po chwili jazdy zatrzymaliśmy się na parkingu, w miejscu zwanym Mather Point. Znalezienie wolnego miejsca zajęło nam trochę czasu, jest to pierwszy punkt widokowy na jaki trafia turysta wjeżdżający do Parku, dlatego prawie każdy robi tutaj postój.
Wyszliśmy z samochodu i po kilku krokach znaleźliśmy się przy krawędzi kanionu. Pamiętam, że "ten pierwszy raz", gdy człowiek zobaczy ogrom tego miejsca to najzwyczajniej staje zamurowany, oszołomiony i lekko wystraszony potęgą natury. Staliśmy chwilę i patrzyliśmy jak zahipnotyzowani... Jednak jako częsty bywalec, nie robiło to już na mnie takiego wrażenia jak na początku i musiałem zasugerować znajomym, że pora ruszyć i że to dopiero początek takich widoków. Nieopodal była półka skalna ogrodzona balustradą, żeby nikt nie spadł. Jest to wysunięty delikatnie w głąb kanionu punkt widokowy, mamy przegląd pola na 180 stopni i baaardzo daleko w dół. Ludzie z lękiem wysokości mogą mieć tutaj problemy.
Kilka minut zajęło ochłonięcie i ruszyliśmy pieszo dalej - trasą wzdłuż krawędzi, zatrzymywaliśmy się co chwila na małe sesje zdjęciowe, w kilku miejscach półki skalne wysunięte są nad przepaść i nie brakuje śmiałków pozujących na krawędzi, rochę to niebezpieczne, a barierek niema. Spacer w słońcu zaczynał być lekko uciążliwy, a mieliśmy za małe zapasy wody, co zaczynało mnie martwić... Doszliśmy do następnego punktu widokowego Yavapai Point, przy którym był parking i wtedy zacząłem się zastanawiać, na kogo padnie zadanie powrotu po samochód :). Z tego miejsca mieliśmy widok na inną część kanionu, choć powoli wszystko zaczęło się już wydawać takie same, to nie poddaliśmy się i ruszyliśmy dalej.
Po chwili trasa odbiła od krawędzi i zaczęliśmy iść przez lasek - blisko drogi. Podjąłem decyzję, że to ja wrócę po samochód, a reszta mojej grupki będzie miała czekać na przystanku dla busów - rozwożących turystów. W sumie mogliśmy skorzystać z busa, ale samochodem czuliśmy się niezależni. Droga powrotna dłużyła się niemiłosiernie, nie byłem świadom jak daleko odeszliśmy od Mather Point... Na parkingu wypiłem chyba litr wody i pojechałem drogą S Entrance -odebrać czekających znajomych.
Po chwili dojechaliśmy do Grand Canyon Village, to malutka wioska - głównie z hotelami i ze stacją kolejową. Domki rozsiane są na dużej przestrzeni między drzewami, znalezienie czegokolwiek bez mapki to trudne zadanie, tak samo jak miejsca parkingowego, dlatego samochód zostawiliśmy gdzieś obok drewnianych kabin noclegowych, bardzo daleko od "centrum" wioski. Miało to swoje plusy, spacer umilały nam stadka pasących się jeleni i saren, które zbytnio nie przejmowały się obecnością ludzi. Minęliśmy tory kolejowe i mając punkt odjazdu busów wspięliśmy się na krawędź kanionu, gdzie zaczynała się trasa Bright Angel, zaopatrzeni w prowiant i wodę, ruszyliśmy w dół - idąc równolegle do ścian kanionu.
Droga w niektórych miejscach była na tyle wąska, że ruch wahadłowy był wskazany i koniecznie uważać, żeby nie spaść w przepaść. Minęliśmy naturalnie wyżłobione "wrota" w skale i szybkim marszem zeszliśmy kilkanaście metrów w głąb wąwozu. Do pokonania było około 13 kilometrów, jednak po 3 godzinach już wiedzieliśmy, że nie damy rady, hmm... nie jesteśmy zahartowanymi łazikami, wchodzenie po prawie pionowych odcinkach drogi - wykończyło nas bardzo. Mijani przez nas ludzie przeszli cały dystans, ale oni zaczęli wcześnie rano – w nagrodę mieli niesamowite widoki i możliwość zamoczenia nóg w rzece Kolorado... Cóż na taką wyprawę trzeba się trochę przygotować kondycyjnie i wybrać odpowiednich kompanów. Na górze podziwiamy zachód słońca i ledwo żywi docieramy do samochodów. Mamy szczęście, że znajdujemy wolne miejsce na pobliskim kempingu (Mather Campground czynny cały rok), tutaj bez rezerwacji nie ma co przyjeżdżać.
Rano poszliśmy do stacyjki, skąd odjeżdżają specjalne busy wożące ludzi po na trasie Hermit Rest. Cały objazd po punktach - bez wysiadania zajmuje 75 minut, droga zamknięta jest dla prywatnych samochodów. Busy odjeżdżają co 15 minut w ciągu dnia, a w godzinach porannych i późno popołudniowych co 30 minut. Bus szybko zapełnił się po brzegi i ruszyliśmy zwiedzać punkty widokowe według listy na mapce. Pierwszym miejscem był niedaleki Maricopa Point, z którego mamy rozległy widok na okolice i dno kanionu. Przyznam, że widoki są niesamowite, trudne do opisania palety kolorów, wszystko wygląda jak „ciasto-przekładaniec":). Przeciwległe ściany kanionu wydają się być w tej perspektywie tak blisko, że trudno uwierzyć jaki ogromny dystans dzieli je od nas.
Zabieramy się następnym busem na punkt widokowy Hopi i Mohave, które nie różnią się widokami od siebie, wszystko zaczyna się zlewać i wyglądać podobnie. Następny przystanek to Pima Point, z którego dobrze widać dno Kanionu i rzekę Kolorado, cały czas wzdłuż krawędzi biegnie szlak Rim Trail, który zaczyna się przy wjeździe do parku. Wielki szacunek dla tych, którzy na piechotę pokonali ten dystans.Ostatnim punktem jest Hermits Rest, tutj zawracają busy. Miejsce jest przygotowane na zmęczonych turystów bardzo dobrze, dużo łazienek z ubikacjami i dystrybutory wody, w pobliskim budynku można kupić pamiątki i przekąski. Taki punkt wypoczynkowy po całym dniu. Krótki szlak prowadzi do kilku miejsc widokowych, ogrodzonych barierką, siadamy na kamieniach w oczekiwaniu na zachód słońca. Piękne, krwistoczerwone słońce w takim otoczeniu wywołuje dreszcze na plecach... dla takich widoków warto było tu przyjechać! Aparaty na statywach rejestrują te magiczne momenty. Sama panorama w dole nie jest taka "powalająca", jak na Mather Point, ale to zapewne dlatego, że przyzwyczailiśmy się już do tych widoków i nic już nas nie jest w stanie zadziwić.
Wracamy jednym z ostatnich busów. Pora ruszać, nie zarezerwowaliśmy noclegu na następny dzień i teraz nie mieliśmy tyle szczęścia, wszystko zajęte. Późno w nocy ruszyliśmy do zapamiętanego przeze mnie kempingu - na drodze 64 za miastem Tusayan, boję się o to - żeby nie przegapić zjazdu na pole namiotowe. Szukam oryginalnej nazwy Ten-X Camground, udaje się :). Szukamy wolnego miejsca, po kilku minutach znajdujemy chyba przedostatnie i przy świetle lamp samochodowych rozbijamy namiot. Zapominamy zapłacić, ale rano strażnik sam się upomni opłatę.
Rano pokonujemy ponownie ten sam odcinek co dwa dni temu, tylko teraz skręcamy w prawo na Desert View Drive i po chwili odbijamy na Yaki Point, z którego mamy jeden z ładniejszych widoków w Kanionie. Niedaleko stąd zaczyna się jeden z pieszych szlaków, który schodzi bardzo głęboko na dno kanionu. Mam ze sobą grupkę zwykłych turystów i nikt nie jest gotowy na zejście, więc wracamy na główną drogę. Okazuje się, że to spory kawałek drogi - co jakiś czas przerywany skrętami na punkty widokowe, postanawiam więc zjechać na jeden Grandview Point, z którego mamy inną perspektywę na Południową Krawędź. Ruszamy dalej już prosto do ostatniego punktu wyprawy Desert View, parkujemy na ogromnym parkingu, z którego blisko do restauracji i łazienek.
Docieramy po chwili do dziwnego dla mnie miejsca, zbudowanej przez Mary Colter (projektowała kilka budynków w Kanionie) - wieży obserwacyjnej z kamieni przypominającej kawałek średniowiecznego zamku. W środku znajdziemy przekąski i dużo pamiątek, schodkami można wspiąć się na sam szczyt i podziwiać okolicę. Jak dla mnie ciekawsze widoki można zobaczyć - schodząc kilka kroków - do wysuniętego punktu z panoramą na ten odcinek Kanionu, który w tym miejscu zakręca gwałtownie i bardzo dobrze odsłania nam - wijącą się w górę rzekę Kolorado w swoim najgłębszym odcinku. Opuszczamy Wielki Kanion Kolorado, przed nami następne atrakcje pięknego stanu Arizona. Niewiele osób decyduje się na wyprawę na Północną Krawędź (North Rim), która zamknięta jest dla turystów w okresie zimowym a w lecie wymaga pokonania trudnego odcinka krętej drogi po momentami bardzo złej nawierzchni. Widok jest taki sam tylko z innej strony :).
Warto przed podróżą sprawdzić stronę internetową parku: http://www.nps.gov/grca/index.htm, w celu sprawdzenia dostępności szlaków. W lecie 2008 roku wielu turystów spotkała przykra niespodzianka w postaci zamkniętego szlaku Hermit Rest i wszystkich punktó∑ widokowych na tym odcinku, podobno ma być otwarty w litopadzie 2008.
Warto przed podróżą sprawdzić stronę internetową parku: http://www.nps.gov/grca/index.htm, w celu sprawdzenia dostępności szlaków. W lecie 2008 roku wielu turystów spotkała przykra niespodzianka w postaci zamkniętego szlaku Hermit Rest i wszystkich punktó∑ widokowych na tym odcinku, podobno ma być otwarty w litopadzie 2008.
Amerykańscy osadnicy - nie interesowali się Wielkim Kanionem, aż do XIX wieku... Różne plemiona indiańskie zamieszkiwały te tereny od 4000 lat. Jaskinie i groty - zawierają interesujące archeologów obiekty, takie jak malowidła naskalne, naczynia ceramiczne i figurki drewniane. Dopiero w 1540 roku Europejczycy zobaczyli Kanion po raz pierwszy. Hiszpańska ekspedycja poszukiwaczy złota - Francisco Coronado, prowadzona przez kapitana Garcię Lópeza de Cardęnasa, dotarła do South Rim. Nie będąc w stanie przekroczyć rzeki, poszukiwacze Eldorado zrezygnowali z kontynuowania wyprawy i zawrócili do bazy. Dwieście lat później nastąpiła kolejna próba sforsowania Kanionu - podjął się tego w 1776 roku pewien hiszpański ksiądz - Ojciec Francisco Tomas Garces. To właśnie on ochrzcił rzekę płynącą dnem Kanionu mianem Kolorado - od hiszpańskiego słowa oznaczającego "kolorowy". W ciągu kolejnych stu lat do Kanionu docierali myśliwi i traperzy. Gdy rząd amerykański, w wyniku wojny przejął kontrolę nad tym terenem od Meksyku, wysłał w ten rejon geodetów, w celu sporządzenia map. W 1857 roku porucznik Edward F. Beale wyruszył w zorganizowanej ekspedycji geodezyjnej, wyprawę jednak przerwał wybuch wojny secesyjnej. Próby przepłynięcia Kolorado nie udawały się - aż do 1869 roku, gdy major John Wesley Powell, weteran wojny secesyjnej, poprowadził pierwszą ekspedycję wzdłuż jej nurtu. Sporządził on wiele notatek o wartości naukowej, a własne wrażenia dodatkowo opisał w dzienniku. Sprawozdanie Powell z trzymiesięcznej wyprawy zostało opublikowane w 1875 roku. Wydanie wzbogacono rycinami przedstawiającymi surowy krajobraz Kanionu. Dopiero jednak, w 1971 roku sporządzono szczegółową i kompletną mapę Kanionu. Przekaz Powella bardzo zachęcił czytelników – i od tego momentu – lata 80-te XIX wieku – w Wielkim Kanionie zaczęli pojawiać się pierwsi turyści.
-Jednym z pierwszych ludzi, którzy przybyli do Kanionu w celach turystycznych, był prezydent Theodore Roosevelt, który w 1903 roku powiedział do Amerykanów: "Zostawmy go takim, jakim jest. Nie możemy tu. nic ulepszyć. Widać tu pracę całych stuleci, człowiek może ją tylko zniszczyć."
-Często widać tu ślady po pożarach – nie są one czymś specjalnie szkodliwym. Występują w tej okolicy od zawsze i ekosystem jest do nich przystosowany. Leśnicy nie zwalczają ognia, lecz tylko pilnują, by się zbytnio nie rozprzestrzenił. Na porządku dziennym - są znaki przy drodze, które informują kierowców, aby nie zgłaszali pożaru - gdyż jest on pod kontrolą.
- Najciemniejsze skały Kanionu - to warstwy koryta rzeki Kolorado, które zaliczają się do najstarszych odkrytych skał na kuli ziemskiej.
Fauna i flora Wielkiego Kanionu są niezwykle zróżnicowane. Żyje tutaj około 300 gatunków ptaków i 120 gatunków innych zwierząt, w tym bobry, owce kanadyjskie, łosie, pumy, jelenie wirgińskie, widłorogi i węże, lisy, jaszczurki, wiewiórki skalne, wiewiórki ziemne. Gatunkiem charakterystycznym dla tego regionu jest wiewiórka Kolorado, która występuje wyłącznie na północnym brzegu rzeki Kolorado. Roślinność: kaktusy, jałowce wirgińskie, sosny piniolowe, sosny ponderosy, świerki klujące i białe oraz jedlice zielone.
Dobra wiadomość przed wakacjami: tańszy roaming w krajach UE
godz. 04:45 Niedziela 27.5.2012 Autor: podróże.plPodziel się wrażeniami i zdjęciami ze swoich wypraw, zamieść relację z wyjazdu i wygraj aparat fotograficzny Fujifilm FinePix XP30!
Stolica: Waszyngton Waluta: dolar (USD) Język urzędowy: angielski Inne: języki mniejszości narodowych, głównie hiszpański
Lokalny czas
Kiedy jechać
Przez cały rok
Niezbędne informacje
więcejPrzydatne adresy
- www.hotels-in-usa.net Hotele
- www.art-collecting.com Galerie
- www.museumsusa.org Muzea
- www.usatourist.com Turystyka
CZYTAJCIE NAS
Wywiad z Rafałem Milachem ...
Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia… więcej
Wywiad z Rafałem Milachem
Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak… więcej
Samochodem po Europie - ...
Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i… więcej
2 lata w podróży ...
158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej… więcej
Tagi
- W serwisie:
- Kierunki
- Aktualności
- Wasze Wyprawy
- Forum
- Poradnik
- Kuchnie Świata
- Murator S.A:
- O wydawnictwie
- Kontakt do serwisu podroze.pl
- Redakcja miesięcznika Podróże
- Reklama
- Licencje
- Regulamin serwisu
- Sklep on line
- Serwisy internetowe:
-
- Dom i ogród:
- Muratordom.pl
- Forum.muratordom.pl
- Projekty.muratordom.pl
- Muratorfinanse.pl
- Urzadzamy.pl
- Wymarzonyogrod.pl
- Muratordom.com.ua
- Architektura i budownictwo:
- Muratorplus.pl
- Architektura.muratorplus.pl
- Tuznajdziesz.pl
- Hobby i wypoczynek:
- Podroze.pl
- Zagle.com.pl
- Poltrip.pl
- Zdrowie i rodzina:
- Poradnikzdrowie.pl
- Dlarodzinki.pl
- Dzieckozakupy.pl
- www.Mjakmama24.pl
- Rolnictwo:
- Rolnictwoonline.pl
- Wideo:
- Jestem.pl
- Porady:
- Mowimyjak.pl
- Rozrywka informacje:
- Se.pl
- Seusa.info
- Eska.pl
- Eskarock.pl
- Voxfm.pl
- Radiowawa.pl
- Fabrykamuzy.pl
- Gwizdek24.pl
- Superauto24.pl
- Zakupy:
- Zakupy.muratordom.pl
- Zakupy.urzadzamy.pl
- Zakupy.wymarzonyogrod.pl
- Zakupy.poradnikzdrowie.pl
- Zakupy.zagle.com.pl
- Supertanio.pl
- Wgrupiekupie.pl
- Sklep on line
- Miesięcznik:
- Murator
- Dobre wnętrze
- M jak mieszkanie
- Moje mieszkanie
- Podróże
- Żagle
- Zbuduj dom
- Architektura
- Zdrowie
- M jak mama
- Sklep on line

