okazje

Są miejsca, do których nie wędruje się z poczuciem wygody, czy bezpieczeństwa. Kolejne szczeble przy pokonaniu urzędowej biurokracji to wyzwanie dla najwytrwalszych. Ale każdy z tych, którzy przejdą przeszkody, nie bedą żałować. Warto.

25.07.2008

Samolot z Dżajapury nie wzbije się na pełny pułap. To jedynie nieco godzinny lot nad rozległymi bagnami jeziora Sentani i bezkresną dżunglą. Miejsce docelowe Wamena....

Nieskomplikowane kołowanie na pustym, otoczonym prostą siatką lądowisku i zejście na płytę. Wokół kilku fizycznych pracowników ręcznie rozładowuje bagaże i przywiezione zaopatrzenie dla kilku sklepów w dolinie Baliem. Oto jedna z bram wejściowych do krainy, gdzie czas się zatrzymał.

Dla wielu osób rzeczywiście wyjście może szokować. Przygodni spacerowicze, gapiący się w „żelaznego ptaka” zza ażurowego płotu, cali nadzy. Dziś już nie przychodzą nakarmić latającego „stwora”, jak to miało podobno miejsce podczas pierwszych lotów w ten rejon świata, gdy przybywali tu protestanccy misjonarze z Europy, gdy ustanawiano tu przyczółki administracji rządu Indonezji. Papuasi. Niepokorni, muskularni, wierni tradycji ojców, żyjący od wieków z tego, co daje natura. Przełom w ich spokoju przyniosła cywilizacja: budowa murowanych domów i obiektów użyteczności publicznej w drugiej połowie XX wieku. I wspomniani nauczyciele rewolucjonizujący sposób bycia, ubioru, czy zachowań. Zmiany widoczne. Część tubylców nosi ubrania. Odzież z przysyłanych tu, tak zwanych, darów. Na koszulkach, czy podobnej garderobie, często mocno wytarte hasła przewodnie znanych światowych marek elektroniki, piwa, czy inne „wprasowanki”.

Na „dzień dobry” wizyta w miejscowym posterunku policji, gdzie każdy obcy melduje przyjazd i przedstawia pozwolenie na wjazd. Dodatkową „wizę”, zwaną Surat Jalan, którą codziennie należy potwierdzać.

Rynek Nayak w Wamenie pozostawia niezapomniane wrażenia. Większość zdecydowanie stanowią tu mężczyźni. Przychodzą zewsząd, niejednokrotnie pokonując wiele kilometrów, aby sprzedać, może wymienić swoje płody rolne, na te bardziej potrzebne we własnym gospodarstwie. A jeśli nawet nie ma czego sprzedać, wypada zaznaczyć swoją obecność, wypalić „skręta”, pogawędzić. W tym czasie obróbką ziemi zajmują się kobiety. Rynek jest rozległy. Ciasno rozstawione kramy z owocami, warzywami, prostymi narzędziami, wywołują wrażenie bogatego targowiska. Więcej jednak w tym iluzji. A i higiena pozostawia tu wiele do życzenia. Języki jakby podobne, w naszym odczuciu brzmiące jak szybkie, span>bezintonacyjne bulgotanie. Podobno na tej drugiej największej wyspie świata ludność posługuje się 25 procentami wszystkich znanych języków globu. Każde plemię, każda wieś, czy nawet rodzina włada znanym jedynie sobie systemem. Efekt izolacji.

Gdy czyta się w dostępnych źródłach pisanych o Dolinie Baliem, w tej indonezyjskiej części Nowej Gwinei, zawsze wymienia się żyjące tu większe formacje plemienne: Dani, Jali, czy Lani i robocze sposoby na ich odróżnienie. Uwagę zwraca się na, okrycie męskiego przyrodzenia, tak zwane koteki albo horimy, czyli osłonki – zdrewniałe owoce tykwy, o różnych kształtach i długościach. Schowek tego, co mężczyźnie niezbędne…. Na przykład dla tytoniu….

W zależności od rangi plemiennej, mężczyźni noszą określone dekoracje „kamienno- kościane” na szyi, i w nosie, a także różne nakrycia głowy zdobione piórami kazuarów i ptaków rajskich. Analogicznie wygląda sytuacja u pań. Panienka według tradycji wśród różnych grup nosi trawiastą spódnicę do wysokości kolan. Mężatka ma osłonę zrobioną z części roślin i drobnych kamiennych ziarenek ułożonych poziomo, które jak gęste sznury, luźno zwisają na części brzusznej. U jednych i drugich górna część tułowia pozostaje odkryta.

Miejsce, w którym spędzimy najbliższy tydzień, to jeden z ośmiu quazi hoteli Wameny - „Honai Resort” przy ulicy Phike. „Where time seems to stand still”, głosi hotelowe motto. Nietypowy to obiekt, bo składa się jakby z osobnych budynków krytych strzechą, z których każdy stanowi dwa osobne pokoje z łazienkami. Wspólna stołówka, a nawet telewizor znajdują się w osobnym budynku. Prąd jest tu czymś nadzwyczajnym, a w przypadku „Honai Resort” otrzymuje się go z agregatu na olej napedowy. Nic dziwnego, że zgromadzony tu zapas żywności, zwłaszcza chleb cuchnie ropą. Kształt ula zespołu zabudowań nie jest przypadkiem. Odzwierciedla typowy obraz doliny. Murowane, parterowe sześciany, przypominające te z lat siedemdziesiątych XX wieku w Polsce, do których rząd chciał przeprowadzić mieszkańców, na razie sterczą puste. Nikt nikogo do niczego nie zmusza. Władze i miejscowa ludność starają się żyć pokojowo. Udaje się utrzymać rozejm po walkach w latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia, gdy siłą postanowiono ucywilizować społeczność z epoki kamienia łupanego. Gdy na tubylców z włóczniami wypuszczono wojskowe samoloty i uzbrojonych po zęby żołnierzy....

Przeciętne gospodarstwo w Dolinie Baliem jest zasiedlone przez wielopokoleniową rodzinę. To obszerny plac, którego granicę wyznaczają z trzech stron kryte strzechą parterowe glinianki, domy przeznaczon osobno do zamieszkania przez mężczyzn, kobiety, świnie (!) i ogólną świetlicę z wiecznym ogniskiem. Szczytową część stanowi szczelnie zbity z desek i części roślinnych płot o wysokości powyżej dwóch metrów, przez który można dostać się do wewnątrz po drewnianych schodkach, schylając się nad nisko pod „zadaszonym” liśćmi wejściem. Jeszcze przed furtką powitanie przez reprezentację „eleganckich” kobiet i panien, w tradycyjnym odzieniu. Za prymitywną bramką, starszyzna zaprasza do wnętrza izby, gdzie płonie ognisko. Podwórkowe klepisko, pełne zaniedbanych psów, kur, swobodnie biegających karłowatych świń. Te ostatnie są wyznacznikiem standardu życia każdej papuaskiej rodziny, artykułem luksusowym, argumentem dla pozyskania względów u rodziny narzeczonej…. Jej mięso dostarcza zwierzęcego białka. Mimo dominującego w Indonezji islamu, jest towarem przydzielanym przez samo państwo, ze względu na brak ssaków na większości obszaru Nowej Gwinei, wytrzebionych przez ludzi. I nie dziwi fakt, że jeszcze w latach pięćdziesiątych XX wieku występowała na wyspie choroba kuru powodowana zjadaniem, bądź nacieraniem ciała ludzkimi mózgami….

W pomieszczeniu z płonącym ogniem duszno. Dym dusi, osłabia, wywołuje nudności. Efekt spalenia wonnych, może halucynogennych ziół. Może lepiej nie brać czynnego udziału w rytualnym nawiązywaniu kontaktu z przodkami…?

Przed domem dwie seniorki rodu zachęcają do rozmów, wspólnego zdjęcia, oczywiście za odpowiednią zapłatą. Porażają dłonie obu kobiet. Bez palców. A więc swych najbliższych musiały stracić jeszcze przed wejściem nowego ustawodawstwa, zabraniającym nieludzkich praktyk. W dawnym miejscowym obyczaju każde odejście krewnego, to jeden palec mniej. Współczesna wersja żałoby, polega „jedynie” na smarowaniu ciała, w tym włosów kobiet błotem, które noszą do momentu samoistnego wykruszenia….

Wieś Sinatma stanowi nieodłączny program każdej wizyty w Dolinie Baliem. Charakterystyczny linowy most nad rwącą, górską rzeką, stanowi zaporę nie do przejścia. Wyzwanie dla odważnych. Świadomość upadku na kamienne dno może skutkować nie tylko utratą kamery, czy dokumentów, ale także narazić na poważną kontuzję. Zorganizowana wizyta nie koniecznie odbywa się zatem na zamieszkanej stronie rzeki. Starszyzna w „reprezentacyjnych” strojach, ciekawscy mieszkańcy Sinatmy z plemienia Dani, sami przechodzą do gości. Żeby obejrzeć białych przybyszów, żeby porozmawiać, dostać paczkę papierosów, pieniądze. Choć na rynku w Wamenie nadal stosuje się barter, również banknoty dobrze są znane współczesnym plemionom. Obrazkowa forma informacji – przyczepione na towarach papierowe rupie, często jeszcze stanowią przekaz dla analfabetów ile i jakie należy posiadać „papierki”, by nabyć określone dobro. Zatem miejscowi śpiesznie oblegają turystów, źródełka dodatkowego dochodu.

Kontrolowana bitwa międzyplemienna stanowi również stały punkt programu w okolicach Wameny. Wieś Anemoigi. Oto na zarośniętym przez dzikie trawy dwie grupy „dzikich” ludów w pozorowanym przedstawieniu dla przyjezdnej gawiedzi. Z łukiem i włócznią w dłoni. To w jedną, to w drugą stronę z bojowym krzykiem biegają „aktorzy” reprezentujący inne plemiona, wsie, rody, symulując przewagę to jednych, to drugich. I wódz, którego twarz przedstawia się we wszystkich materiałach, broszurach, gdy mowa o Dolinie Baliem. Symbol Wameny.

Zaproszenie przez zwycięzców potyczki do wspólnej biesiady stanowi dalszą część programu. Pieczenie prosięcia. Najpierw jednak naturalne rozniecanie ognia. Szybkie skręty pędem bambusa o ratan skutkuje pojawieniem się po kiludziesięciu sekundach, dymu. Ogień przenoszony zostaje do wymoszczonego gałęźmi wykopanego dołu, gdzie dodatkowo rozgrzewane są kamienie. Kobiety donoszą różne zioła, pędy roślin. Mężczyźni wyłapują prosię. Głowa rodu, wódz pokazowo zabija je strzelając z łuku. Makabryczne czynności na stałe wpisane są w życie we wspólnocie, walkę o byt.

Gotowa potrawa – pieczone w ziołach prosię. Goście wymawiają się sytością. Zatem uczta ze „świniobiciem” staje się podwójnie opłacalna. Nie dość, że jadła więcej będzie dla miejscowych, to jeszcze za wszystko płacą przyjezdni!

Deszczowy dzień w „Zwycięskiej Ziemi poza wschodzącym Słońcem”, jak określa się poetycko Irian Dżaję, wyludnia nieco miejsca, w których zwykle spotyka się ludzi. Mimo równikowej strefy tu na wysokości ponad półtora tysiąca metrów, w otoczeniu pięciotysięczników, z Carstenszem i Trikorą na czele, nie odczuwa się przypisanego tej szerokości geograficznej, upału. Nieliczne, gołe postacie przypadkowo mijane wzdłuż szutrowej drogi zdają się ratować ciepłotę ciała znaną sobie sztuczką trzymania za głową rąk splecionych środkowymi palcami. Podobno skutkuje.

Spotkanie z przodkami tubylców, nie koniecznie wiąże się z duchową ekstazą wywoływaną oparami z halucynogennych grzybków i miejscowych zamienników indyjskich konopi. Na trzeźwo. Zaaranżowana wizyta w jednej z plemiennych komun Dani we wsi Sopahima, znanej ze zmumifikowanych wojów, z przed trzech wieków. Zydel, na nim siedząca ze skrzyżowanymi lub podkurczonymi nogami poczerniała postać, ozdobiona ówczesną ”biżuterią”. „Mumified warriors” – słowa, które znajdują się na każdej szczegółowej mapie tej części wyspy. Liczba mnoga nie jest oczywiście przypadkiem. Gospodarze płatnego przedstawienia „dysponują”, bowiem, kilkoma postaciami. Prezentacja obejmuje najstarszych, szczególnie znaczących dla plemienia. Oficjalną wersją jest twierdzenie, iż przodkowie strzegą miejscowości przed złem i nieszczęściem. Kilkanaście minut „dla reportażystów” i żądnych sensacji przyjezdnych.

Jedna z pieszych wędrówek po dolinie prowadzi do starej kopalni soli Iluerainma na wysokości wsi Jiwika. Wspinaczka do źródeł gorącej, słonej wody w Górach Śnieżnych, gdzie prezentowany jest znany od wieków sposób pozyskiwania soli. Szeroka, ścieżka wród tropikalnych roślin jednego z czterotysięczników…. W miejscu słonego zdroju kobieta przygotowuje gotową sól na wymianę, może sprzedaż….

Wygodni uczestnicy wyprawy nieco rozczarowani prostą metodą pozyskiwania soli przez odparowanie wody, pocieszają się wymianą uwag, gdy obserwują w drodze powrotnej miejscowego mężczyznę, który boso schodzi po kamienistej dróżce górskiej. Z pokaźną belką na ramieniu.Idzie dwa razy szybciej niż każdy z „Białych” w solidnych butach! Fascynują nieproporcjonalne względem wzrostu Papuasa, jego duże stopy….

Do wsi Habema, gdzie widoki na jezioro i ośnieżony pięciotysięcznik Trikora, nie zostajemy wpuszczeni. Nieoficjalnie mówi się o jakimś konflikcie plemiennym. Program musi ulec korekcie. W zamian tour-operator oferuje pobyt w Dżajapurze w hotelu nad Pacyfikiem. Nikt nie protestuje. Tym bardziej, że w drodze z lotniska w Dżajapurze do hotelu, mijać będziemy jedyny w tej części świata sklep monopolowy. Dla uczestników, sklep z najskuteczniejszym środkiem antymalarycznym!

transport

Jedyna, jak dotąd możliwość dotarcia do Doliny Baliem, to samolot z Jayapury na Nowej Gwinei (port lotniczy z połączeniem m. in. do Dżakarty). Na miejscu można skorzystać z terenerowych aut z kierowcą, którymi dysponują niektóre quazi-hotele.

Jedyna, jak dotąd możliwość dotarcia do Doliny Baliem, to samolot z Jayapury na Nowej Gwinei (port lotniczy z połączeniem m. in. do Dżakarty). Na miejscu można skorzystać z terenerowych aut z kierowcą, którymi dysponują niektóre quazi-hotele.

warto wiedzieć

To chyba jedyne miejsce na świecie, jak dotąd, gdzie przyjeżdżając ma się pewność, że nie kupimy tandetnej pamiątki z ukrytym napisem "Made in China". Można więc nabywać wszystko, co wydaje się odzwierciedlać klimat tej części Ziemi: ręcznie wyrabiane różne rzeczy, głównie tych z przeznaczeniem do potrzeb własnych miejscowej ludności.  

bezpieczeństwo

Przebywając w Dolinie Baliem warto wiedzieć, że zagrożeń wbrew wielu "zapewnieniom", nie jest tak wiele. Aby tu dotrzeć, trzeba mieć nie tylko wizę, ale również specjalne pozwolenie wydawane przez wybrane placówki policji. Wychodząc w teren, wcześniej należy każdego dnia zgłosić plan trasy w lokalnym posterunku policji (pieczeć na dokumencie).

Zwierząt, zwłaszcza ssaków jest niewiele (zostały wytrzebione). Komary na tej wysokości nad poziomem morza i z braku stałych akwenów wodnych, generalnie nie dokuczają. Czasem można natknąć się na węża, dlatego podstawę stanowi pożądne górskie obuwie.

Autor: Dariusz_E._Strzelecki
Sklep online
Z Krakowa do Rzymu za 304 złote
Kiedy: do 30.06.12
Cena: 304 zł
Więcej promocji

Podziel się wrażeniami i zdjęciami ze swoich wypraw, zamieść relację z wyjazdu i wygraj aparat fotograficzny Fujifilm FinePix XP30!

Zobacz inne konkursy
INDONEZJA

Stolica: Dżakarta Waluta: rupia indonezyjska (RP) Język urzędowy: indonezyjski Inne: angielski, niderlandzki, jawajski, lokalne języki etniczne

Lokalny czas

GMT+1

Niezbędne informacje

więcej

CZYTAJCIE NAS

Wideo

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia aparatem analogowym, brać udział w konkursach, a także jak fotografować ludzi na ulicy.

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak przygotować bohatera do zdjęć i o tym czy sprzęt ma duże znaczenie.

Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i ceny paliw w krajach europejskich

158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej podróży dookoła świata.

Wywiad z Rafałem Milachem ...

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia… więcej

Wywiad z Rafałem Milachem

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak… więcej

Samochodem po Europie - ...

Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i… więcej

2 lata w podróży ...

158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej… więcej

PODRÓZE

Lwów nostaligiczny i wypiękniony na EURO 2012; Najlepsze parki rozrywki w Europie; Szczecin - zielone miasto żaglowców; Turcja -  3 tys. km

więcej
W serwisie:
Kierunki
Aktualności
Wasze Wyprawy
Forum
Poradnik
Kuchnie Świata
Murator S.A:
O wydawnictwie
Kontakt do serwisu podroze.pl
Redakcja miesięcznika Podróże
Reklama
Licencje
Regulamin serwisu
Sklep on line
Serwisy internetowe:
Dom i ogród:
Muratordom.pl
Forum.muratordom.pl
Projekty.muratordom.pl
Muratorfinanse.pl
Urzadzamy.pl
Wymarzonyogrod.pl
Muratordom.com.ua
Architektura i budownictwo:
Muratorplus.pl
Architektura.muratorplus.pl
Tuznajdziesz.pl
Hobby i wypoczynek:
Podroze.pl
Zagle.com.pl
Poltrip.pl
Zdrowie i rodzina:
Poradnikzdrowie.pl
Dlarodzinki.pl
Dzieckozakupy.pl
www.Mjakmama24.pl
Rolnictwo:
Rolnictwoonline.pl
Wideo:
Jestem.pl
Porady:
Mowimyjak.pl
Rozrywka informacje:
Se.pl
Seusa.info
Eska.pl
Eskarock.pl
Voxfm.pl
Radiowawa.pl
Fabrykamuzy.pl
Gwizdek24.pl
Superauto24.pl
Zakupy:
Zakupy.muratordom.pl
Zakupy.urzadzamy.pl
Zakupy.wymarzonyogrod.pl
Zakupy.poradnikzdrowie.pl
Zakupy.zagle.com.pl
Supertanio.pl
Wgrupiekupie.pl
Sklep on line
Miesięcznik:
Murator
Dobre wnętrze
M jak mieszkanie
Moje mieszkanie
Podróże
Żagle
Zbuduj dom
Architektura
Zdrowie
M jak mama
Sklep on line