okazje

Granada- najstarsze miasto na kontynencie amerykanskim polozone nad jeziorem Nikaragijskim ( El Lago Cocibolca) i u stop wulkanu Mombacho. Zalozyl je Fransisco de Cordoba w 1523.

18.05.2008

Po przeczytaniu masy tym podobnych informacji postanowilam ze to wlasnie Granada stanie sie celem mojej samotnej trzydniowej wycieczki. Wlasciwie to bylam do niej zmuszona jako ze zblizal sie moj 90 dzien pobytu w Kostaryce i zeby nie stac w urzedach po pozwolenie na przedluzneie pobytu musialam opuscic kraj na 72 godziny. Wybralam Nikarague.

San Jose. Wczesny poranek. Czuje budzace sie do zycia miasto. Stoje na przystanku i czekajam na pierwszy autobus ktory zawiezie mnie na plac pod kosciloem Guadalupe skad odjezdza Tica Bus. Jade do Granady. Wiekszosc ludzi w autokarze to Nikaraguajczycy wracajacy do domu albo turysci podrozujacy po Ameryce Centralnej. Kostarykanczykow niewiele. Powod jest prosty. To odwieczny konflikt pomiedzy oboma narodami. Znajomi ktorych o to pytam odpowiadaja ze nie chca tam jechac bo czuliby sie niechciani...

Wsiadam do autokaru w ktorym po chwili czuje sie jak w lodowce, prosby o znizenie klimatyzacji skutkuja tylko na jakis czas, po chwili znow zamarzam. Poddaje sie i ubieram na siebie wszytsko co tylko mam w plecaku, a biorac pod uwage pogode panujaca w tym rejonie, nie jest tego duzo. Pozniej, jak sie okaze, z utesknieniem bede wspominac ten chlod, tymczasem jednak zasypiam i budze sie dopiero tuz przed granica. Kierowca zbiera pienadze. Oplata za przekroczenie za opuszczenie panstwa. Na szczescie bylam uprzedzona i mam przygotowana odpowiednia sume dolarow. Granica. Zabrac wszystkie rzeczy i wysiasc. Z chwila wyjscia z autobusu otacza nas lepki upal i chmara nikaraguajczykow oferujacych wymiane dolarow na cordoby. “Cambio”, “Dollars” rozbrzmiewa wokol niczym zaklecie i ledwie odmowisz jednemu zaraz zjawia sie nastepny...Stoimy o niekonczacej sie kolejce do odprawy celnej. W tym momencie z utesknieniem mysle o chlodzie autobusu, zwlaszcza ze kolejka zdaje sie nie ruszac z miejsca. Po godzinie oczekiwania wreszcie docieram do odpowiedniego okienka, dosteja pieczatke i wracam do autobusu, sa juz prawie wszyscy i po chwili odjezdzamy. To jeszcze jednak nie koniec, czeka nas bowiem drugie przejscie, tym razem juz po nikaragijskiej stronie. Wysiadamy i razem z calym bagazem idziemy do odprawy...wyglada to tak ze na dlugim stole przed budynkim ukladamy plecaki i czekamy, po okolo pol godziny i sprawdzeniu ich pobieznie kaza nam je zabrac. Wracamy do autokaru i tym razem juz naprawde wjezdzamy do Nicaragui. Wita nas duzy plakat z ktorego dowiadujemy sie ze Nicaragua to kraj jezior i wulkanow. Rzeczywiscie, potwierdzaja to juz pierwsze widoki, wprost zapierajace dech w piersiach, niesamowite, nietkniete przez cywilizacje...szkoda ze nie mozemy sie zatrzymac i podziwac ich z bliska, autokar mknie bo i tak mamy juz opoznienie.

Granada. Nareszcie. Wysiadam i...zastanwiam sie co dalej, to spontaniczna podroz wiec nie mam zadnych planow, hostelu...edynie przewodnik i mape w rece. Postanawiam ic przed siebie, w kierunku ktory wydaje mi sie prowdzic do centrum...chwile pozniej slysze jak ktos wola: Muchacha! Obracam sie i widze mezczyzne w wieku moze 30 lat, szczuplego, a raczej chudego, z czupryna ciemno-blond wlosow i taka tez broda, zdecydowanie nie przypominajacego Nikaraguijczyka. Zreszta po kilku nastepnych slowach wypowidzianych przez nieznajomego wiem juz ze jego ojczysty jezyk to francuski, ma silny akcent, jednak nie jest to cos co przesdza, wrecz przeciwnie jego hiszpanski wiele na tym zyskuje i z przyjemnoscia slucham co ma mi do powiedzenia. Jak sie okazuje szlam w zupelnie odwrotnym kierunku niz zamierzalam, czyli oddalalm sie od centrum. Boris, bo tak mial na imie, wytlumaczyl ktoredy droga i zaproponowal ze kawalek moze przejsc ze mna i ze jezeli nie mam zadego noclegu to on i jego zon prowadza uroczy hostel, i tu wreczyl mi ulotke. Z rozaczarownaiem pomyslalam ze nikt nie dziala bezinteresownie, ale coz postanowilam isc z Borisem do jego hostelu, w koncu i tak nie mialam innych planow, i sprawdzic czy rzeczywiscie jest tak uroczy. Po drodze calkiem przyjemnie gawedzilo sie z Borisem, ktory okazal sie byc francuzem, mieszkajacym juz 3 lata w Nicaragui, wczesniej wraz ze swoja zona Nikaragijka mieszkali w San Jose (w tej samej dzielnicy w ktorej ja mieszkalalm), ale wieczne antagonizmy miedzy panstawami sprawily ze w koncu przeniesli sie do Granady, gdzie zalozyli hostel i gdzie Boris dodatkowo uczy francuskiego i hiszpanskiego.

Na miejscu okazalo sie ze francuz mowil prawde, miejsce do ktorego mnie przyprowadzil bylo wiecej niz urocze, urzadzone w starym kolonialnym stylu, w cieplych, soczystych kolorach z obowiazkowym patio posrodku i kwiatami w wielkich kamiennych donicach. Zakochalam sie od pierwszego wejrzenia. Od razu tez poznalam jego zone, Marcele, ktora zrobila na mnie wrazenie osoby bardzo otwartej i pelnej dobrej energii, emanujacej spokojem a jednoczesnie z niezwyklym poczuciem humoru. Bez zastanowienia zrzucilam plecak i rozsiadlam sie na wygodnym wiklinowym fotelu. Poczulam zmeczenie tych kilku godzin podrozy autobusem. Chwile posiedzialam z Borisem i Marcela, przyjemnie gawedzac i popijajac przepyszny napoj w kolorze czerwonym z jakiegos egzotycznego owocu, ktorego nazwy nie pamietam.Zrobilo sie dosc pozno wiec jak tylko ulokowalam sie w swoim pokoju, wzielam prysznic i niepostrzezenie zasnelam kamiennym snem.

Nastepnego ranka obudzily mnie pierwsze sloneczne promienie wpdajace przez grube zaslony. Wstalam wypoczeta i pelna energii aby poznac to fascynujace miasto i okolice. Byl wczesny niedzielny poranek. Po lekkim sniadaniu zaserwowanym mi przez Borisa wyruszylam na przystanek autobusowy, a wlasciwie na miejsce oczekiwania na autobus...poza duzym rozlozystym drzewem, ratujacym przed udarem slonecznym podczas czekania, nie ma tam zadnych oznaczen czy rozkladu jazdy. Czeka sie az autobus przyjedzie. Sztuka cierpliwosci. Usiadlam wiec na murku pod drzewem i czekalam ciekawie rozgladajac sie po okolicy. Nim jednak zdazylam sie znudzic nadjechal “autobus” przez co nalezy rozumiec, amerykanski autobus szkolny z lat 50, tzw. “chicken bus” przepelniony do granic mozliwosci, z siedzeniami i oknami przystosowanymi dla dzieci, w drzwiach zawsze uwieszony jest osobnik plci meskiej nawolujacy do wsiadania i zbierajacy oplate w czasie jazdy. Podroz czyms takim to prawdziwa przygoda. Wszyscy sa bardzo sympatyczni i pomocni. Chcialam wysiasc przy drodze prowadzacej na Laguna de Apoyo, ale jako ze nie bylo tam regularnego przystanku musialam byc bardzo czujna i pytac moich towarzyszy podrozy. Pierwsza seniora ktora zapytalam dokladnie mi wytlumaczyla w ktorym miejscu mam wysiasc ale jako ze ona wysiadala wczesniej to zebym sie nie zgubila polecila mnie swojej przyjaciolce ktora jechala ciut dalej, za chwile juz caly autobus wiedzial gdzie chce wysiasc i kierowca wysadzil mnie dokladnie tam gdzie chcialam. Na pozegnanie wszyscy machali i zyczyli milego dnia. Tak podbudowana stanelam na drodze prowadzacej do Laguna de Apoyo by razem z innymi czekac na autobus...po pol godzinie moj zapal troche ostygl, zawlaszcza ze zaczynalo sie robic napawde goraco, a ja juz myslami bylam w chodnej wodzie jeziora. Jak sie okazalo inne osoby tez byly zniecierpliowone i nawet wczesniej sie nie umawiajac zlapalismy przejezdzajaca taksowke i oczywiscie 8 osob zmiescilo sie do niej bez trudu. Taksowkarz jechal szybko, wiatr wpadal przez okno i nawet nie przeszkadzalo mi siedzenie na kolanch jakiejs korpulentnje jejmosci, najwazniejsze ze zblizam sie do celu...Po dziesiecu minutach zaciesniainia stosunkow z Nikaragijczykami wysiadlam i moim oczom ukazalo sie jezioro w calej okazalosci. Uwazana za jedno z naturalnych cudow Nikaragui Laguna de Apoyo to przypuszczalnie stry krater wulkanu wygasly miliardy lat temu, a naepnie wypelniony woda deszczowa. Jak by nie bylo jest to najwieksze jeioro wulkanicz w Nikaragui, woda, o czym szybko zdazylam sie przekonac jest dosc ciepla i krystalicznie czysta. Po jednej stronie jeziora usytuowane sa otwarte knajpki, w kazdej z nich gra inna muzyka i troche to czasem zakloca wypoczynek, zawlaszcza jezeli wlasciciel ma akurat zamilowanie do hard rocka. Wybralam jedna z nich w miare cicha i spokojna, przebralam sie w kostium w malej budce skleconej z przeswitujacych desek i usiadlam nad brzegiem jeziora przy jednej z drewnianych law. Zamowilam do picia sode (czyli fante) i saczac ja powoli obserwowalam otaczajace mnie piekno. Troche poplywalam, porozmawialam z kelnerem, jako ze oprocz mnie i 5 osobowej rodziny nie bylo nikogo, wiec troche sie nudzil, a pytanie o relacje nikaragijsko-kostarykanskie od razu zburzyly mu krew w zylach i z pasja zaczal wymachiwac rekami. Zblizalo sie popopludnie wiec zapytalam jak dostac sie na przystanek przy glownej drodze. Okazalo sie ze ostatni autobus juz odjechal a na nogach to okolo 1,5 godziny co przy takim upale i wilgotnosci moze wydawac sie nieskonczonoscia. Jedyne wyjscie to taksowka, jesli bede miec szczescie...Postanowialm isc na nogach...po pierwszych 15 minutach pot lal sie ze mnie strumieniami a slonce niemilosiernie prazylo. Byla to jedna z tych chwil kiedy przeklina sie caly swiat. Na szczescie po chwili uslyszalam zblizajacy sie samochod ktory zatrzymal sie obok mnie a siedzacy obok taksowkarza zdecydowanie nie-nikaragijczyk lamana hiszpanszczyzna zapytal czy mnie podwiesc. Prawie ze go usciskalam z radosci. Jak sie okazalo byl to amerykanin, mniej wiecej w moim wieku, spocony jak mysz, ktory uczyl sie hiszpanskiego w Granadzie i wybral sie na niedzielna wycieczke nad jeziorko. Szczescie nadal mi dopisywalo i jak tylko wysiedlismy z taksowki przyjechal autobus i to nowszego typu ktory nawet nie byl zatloczony i moglismy usiasc. Amerykanin okazal sie bardzo sympatyczny i podroz uplynela nam na przyjemnej rozmowie. Juz w Granadzie rozstalismy sie umawiajac sie jednoczesnie na wieczorne zimne piwo w jednej z wielu knajp. Resztkami sil dowloklam sie do hostelu, wzielam prysznic, chwile posiedzialam z Marcela i Borisem opowiadajac im wrazenia z calego dnia, potem zasnelam jak zabita i obudzilam sie wieczorem kiedy, dzieki lekkiemu deszczowi na chwile sie orzezwilo powietrze. Pelna energii pobieglam na spotkanie z Mikem.

Poszlismy do miejsca ktore trudno opisac i pierwsze co przyszlo mi do glowy to basnie tysiaca i jednej nocy. Usiedlismy na ogromym patio gdzie wzdluz scian ustawiono stoliki, w srodku natomiast znajdowal sie niesamowicie zielony zagajnik pelen tropikalnej roslinnosci z jeziorkiem i fontanna ktorej szum komponowal sie idaealnie z atmosfera tam panujaca. Po zimnym piwie na ochlode postanowilam sprobowac miejscwego slynnego rumu...dodam tylko ze nie skonczylo sie na jednym...

Przeczytaj koniecznie: Gwatemala: La Antigua Guatemala w ...
Nastepny dzien uplynal mi na wloczeniu sie po Granadzie, ktora jak juz pewnie wczesniej wspomnialam jest jednym z piekniejszych miejsc jakie kiedykolwiek widzialam i nie ma nic wspolnego z bieda panujaca powszechnie w Nikaraguii. Wydaje sie jakby to miejsce bylo z innego swiata, a jednoczesnie jest na wskros latynsokie, pelne barw, halasu ulicznego i ludzi.

Dzien mojego powrotu okazal sie pochmurny i deszczowy, byl poniedzialek rano i jakis dziwny smutek zawisl nad miastem. Pozegnalam sie serdecznie z Borysem i jega zona, obiecujac ze jak tylko wroce kiedys do Granady to napewno ich odwiedze. I tak pelna nowych, nizeapomnianych wrazen i tej dziwnej mieszaniny zalu opuszczania jednego miejsca i radosci na mysl o powrocie do domu, bo tak teraz traktowalam San Jose, ruszylam droga prowadzaca na miejsce gdzie mial pojawic sie autobus.

Tak oto zakonczyla sie moja krotka wizyta w krainie jezior i wulkanow. Zadna inna wczesniejsza podroz nie nauczyla mnie tak wiele. Czulam sie bogatsza w doswiadczenie i swiadoma swoich mozliwosci jak nigdy wczesniej i jak do tej pory nigdy pozniej choc od tego czasu minely dwa lata. Warto realizowac swoje marzenia.

info

Waluta obowiazujaca w Nikaragui od 1912r.  to cordoba. 1 cordoba = 100 centavos.

W obiegu znajdują się:

  • monety o nominałach 5, 10, 25 i 50 centavos oraz 1 i 5 córdob.
  • banknoty o nominałach 10, 20, 50, 100 i 500 córdob.

 

Waluta obowiazujaca w Nikaragui od 1912r.  to cordoba. 1 cordoba = 100 centavos.

W obiegu znajdują się:

  • monety o nominałach 5, 10, 25 i 50 centavos oraz 1 i 5 córdob.
  • banknoty o nominałach 10, 20, 50, 100 i 500 córdob.

 

warto wiedzieć

Trzeba uwazac przy kupnie szmacianych laleczek, ktore sa barzo ladne, recznie robione, ale moga byc wypchane wata z zasuszonymi liscmi marichuany. Ilosc jest wprawdzie znikoma, i pewnie nie wlozona nie celowo, jednak moze to potem miec nieprzyjemne konsekwencje na lotnisku...

Jak w calej Ameryce Lacinskiej futbol to niemal religia.

Trzeba uwazac przy kupnie szmacianych laleczek, ktore sa barzo ladne, recznie robione, ale moga byc wypchane wata z zasuszonymi liscmi marichuany. Ilosc jest wprawdzie znikoma, i pewnie nie wlozona nie celowo, jednak moze to potem miec nieprzyjemne konsekwencje na lotnisku...

Jak w calej Ameryce Lacinskiej futbol to niemal religia.

Autor: Ana
Sklep online
Z Krakowa do Rzymu za 304 złote
Kiedy: do 30.06.12
Cena: 304 zł
Więcej promocji

Podziel się wrażeniami i zdjęciami ze swoich wypraw, zamieść relację z wyjazdu i wygraj aparat fotograficzny Fujifilm FinePix XP30!

Zobacz inne konkursy
NIKARAGUA

Stolica: Managua Waluta: złota kordoba (NIO) 1 NIO = 100 centavos Język: hiszpański

Lokalny czas

GMT+1

Niezbędne informacje

więcej

CZYTAJCIE NAS

Wideo

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia aparatem analogowym, brać udział w konkursach, a także jak fotografować ludzi na ulicy.

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak przygotować bohatera do zdjęć i o tym czy sprzęt ma duże znaczenie.

Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i ceny paliw w krajach europejskich

158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej podróży dookoła świata.

Wywiad z Rafałem Milachem ...

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia… więcej

Wywiad z Rafałem Milachem

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak… więcej

Samochodem po Europie - ...

Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i… więcej

2 lata w podróży ...

158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej… więcej

PODRÓZE

Lwów nostaligiczny i wypiękniony na EURO 2012; Najlepsze parki rozrywki w Europie; Szczecin - zielone miasto żaglowców; Turcja -  3 tys. km

więcej
W serwisie:
Kierunki
Aktualności
Wasze Wyprawy
Forum
Poradnik
Kuchnie Świata
Murator S.A:
O wydawnictwie
Kontakt do serwisu podroze.pl
Redakcja miesięcznika Podróże
Reklama
Licencje
Regulamin serwisu
Sklep on line
Serwisy internetowe:
Dom i ogród:
Muratordom.pl
Forum.muratordom.pl
Projekty.muratordom.pl
Muratorfinanse.pl
Urzadzamy.pl
Wymarzonyogrod.pl
Muratordom.com.ua
Architektura i budownictwo:
Muratorplus.pl
Architektura.muratorplus.pl
Tuznajdziesz.pl
Hobby i wypoczynek:
Podroze.pl
Zagle.com.pl
Poltrip.pl
Zdrowie i rodzina:
Poradnikzdrowie.pl
Dlarodzinki.pl
Dzieckozakupy.pl
www.Mjakmama24.pl
Rolnictwo:
Rolnictwoonline.pl
Wideo:
Jestem.pl
Porady:
Mowimyjak.pl
Rozrywka informacje:
Se.pl
Seusa.info
Eska.pl
Eskarock.pl
Voxfm.pl
Radiowawa.pl
Fabrykamuzy.pl
Gwizdek24.pl
Superauto24.pl
Zakupy:
Zakupy.muratordom.pl
Zakupy.urzadzamy.pl
Zakupy.wymarzonyogrod.pl
Zakupy.poradnikzdrowie.pl
Zakupy.zagle.com.pl
Supertanio.pl
Wgrupiekupie.pl
Sklep on line
Miesięcznik:
Murator
Dobre wnętrze
M jak mieszkanie
Moje mieszkanie
Podróże
Żagle
Zbuduj dom
Architektura
Zdrowie
M jak mama
Sklep on line