okazje
Tak się chodzi w Katanii. Jeśli chodnik zajęty przez samochody, idziemy ulicą. Tak się chodzi w Katanii. Jeśli chodnik zajęty przez samochody, idziemy ulicą. Taka sobie ścieżka w lesie. Starożytna Katania ukrywa się pod tą obecną... Trójkątna kamiennica Tak wyglądają domy w Syrakuzach. Opuncje mają malutkie i trudne do usunięcia kolce. Wiem z własnego doświadczenia :( Katania jest pięknie położona, ale niestety odcięta od morza przez linię kolejową. Tutaj widać pociąg- metro. Swojski pojazd na Sycylii. Na wyspach Liparyjskich tylko takie "samochody" mają prawo jeździć. Widok z Circumetnea na ... Circumetnea. Taki pociąg wozi nas od jednej miejscowości do drugiej na zboczach Etny. Takie krajobrazy widzimy na Etnie. Uprawy winorośli na glebie urzyźnionej lawą. Drzewa oliwne również dobrze się czują na podłożu lawowym. Niesamowite, że na wulkanie chcą mieszkać ludzie.
  • Tak się chodzi w Katanii. Jeśli chodnik zajęty przez samochody, idziemy ulicą.
  • Taka sobie ścieżka w lesie.
  • Starożytna Katania ukrywa się pod tą obecną...
  • Trójkątna kamiennica
  • Tak wyglądają domy w Syrakuzach.
  • Opuncje mają malutkie i trudne do usunięcia kolce. Wiem z własnego doświadczenia :(
  • Katania jest pięknie położona, ale niestety odcięta od morza przez linię kolejową. Tutaj widać pociąg- metro.
  • Swojski pojazd na Sycylii. Na wyspach Liparyjskich tylko takie "samochody" mają prawo jeździć.
  • Widok z Circumetnea na ... Circumetnea. Taki pociąg wozi nas od jednej miejscowości do drugiej na zboczach Etny.
  • Takie krajobrazy widzimy na Etnie.
  • Uprawy winorośli na glebie urzyźnionej lawą.
  • Drzewa oliwne również dobrze się czują na podłożu lawowym.
  • Niesamowite, że na wulkanie chcą mieszkać ludzie.

Tak się chodzi w Katanii. Jeśli chodnik zajęty przez samochody, idziemy ulicą.

Kiedyś leciał w TV taki serial "Ośmiornica", którego akcja toczyła się na Sycylii. Od tamtej pory zawsze chciałam ją zobaczyć. Jedziemy w odwiedziny do mafii, na wyspę bardziej afrykańską niż europejską.

05.12.2009

Przed wyjazdem.

Najpierw zbierałam wszystkie informacje na temat podróży. Miejscu pobytu dokładnie "wygooglowaliśmy", tak, że po przyjeździe znaliśmy wszystkie skróty.  Polecam StreetView. Znałam Katanię zanim się tam znalazłam, a to bardzo przydatne, gdy wyjeżdża się z dzieckiem. Wydrukowałam potrzebne nam na Sycylii rozkłady jazdy ( http://www.interbus.it/ lub http://www.saisautolinee.it/servizi.htm ), zaopatrzyliśmy się w przewodniki (Thomas Cook i National Geographic), mapę (Marco Polo) i plany miast (potrzebne fragmenty wydrukowaliśmy z Google Maps). Dzięki internetowi skontaktowaliśmy się z kilkoma osobami mieszkającymi na Sycylii, aby zasięgnąć informacji ze źródła. Zrobiliśmy wstępny plan i spakowani wg naszej stałej listy, którą tylko uaktualniam przed każdym wyjazdem, pojechaliśmy na lotnisko. Pociągiem. Zawsze tak podróżujemy.

Lot.

Do samolotu zabraliśmy dla Oliwki małe puzzle, ciastolinę, malowankę i trochę klocków, coś czym się zajmie podczas lotu. Oliwia znalazła sobie też inne pasjonujące zajęcie. Pasy! Jakie fascynujące jest ciągłe ich odpinanie i zapinanie :) Lot trwa 2,5 godziny. W między czasie podają napoje i przekąski (płatne).

Na miejscu.

W związku z tym, że z Warszawy wylecieliśmy o 5-ej rano, Oliwia spała jak suseł zanim oddali nam bagaże (dość długo to trwa) na lotnisku w Katanii. Dużym ułatwieniem dla podróżujących z dziećmi jest możliwość korzystania z wózka do samego wejścia do samolotu i zaraz po wyjściu z niego. Nie oddajemy go na bagaż, tylko jedziemy do samego samolotu. Tam przy schodach składamy i obsługa chowa do luku. Gdy wysiadamy już czeka na nas przy wyjściu z samolotu. Trzeba tylko wziąć zawieszkę przy odprawie. Gdy nie znamy języka wystarczy pokazać na wózek i już wiedzą o co nam chodzi.

No to jesteśmy na gorącej Sycylii. Sprawdzimy, czy Sycylia, pod względem klimatu, życia i rozwoju gospodarczego to bardziej Afryka, jak nas zapewniała mieszkająca tam koleżanka, czy jednak Europa, jak pokazują mapy. A może jest po prostu Sycylią samą w sobie, niepowtarzalną. Z lotniska jadą autobusy do miasta. Odnajdujemy właściwy i jedziemy do hotelu rozpakować się i  zaraz z powrotem do centrum, bo szkoda czasu. Gdzie są przejścia dla pieszych? O rany, tu nie ma przejść! Trzeba iść jak chodzą tubylcy. A chodniki? To chodnik czy krawężnik? Nie, to jednak chodnik. Taki wąski! Ostrzegano nas, że nie wszędzie można dojść pieszo, ale co tam. Po około 40 min jednak znaleźliśmy się w centrum. Takich jak my pieszych mijaliśmy 1-2. Reszta patrzyła na nas dziwnie. A my na nich, bo jak można jeździć ciągle samochodem. Następnym razem spróbujemy autobusem.

Via Etnea. Główna ulica Katanii. Zaczyna się przy Duomo i ciągnie przez środek miasta. Tutaj ulokowały się sklepy i kawiarnie, przepraszam: pasticerie. Wchodzimy do jednej, trzeba napić się kawy i zjeść ciastko. Te z poziomkami są palce lizać. Robimy trochę na opak. Dopiero potem szukamy trattorii, aby zjeść obiad. Co ciekawe w porze obiadowej nigdzie nie znaleźliśmy pizzy mimo,że tak bardzo mieliśmy na nią ochotę. Pizzerie otwierane są dopiero wieczorem. Ten dzień przeznaczyliśmy na odpoczynek i poznanie Katanii. Ale jeden to zbyt mało, więc jeszcze jeden dzień podczas pobytu przeznaczymy na to miasto.

Drugiego dnia wybraliśmy się do Syrakuz. Postanowiliśmy pojechać z przystanku koło lotniska skąd odjeżdżają bezpośrednie autobusy. Tak się złozyło,że podwiozła nas tam miła pani własnym samochodem. Zapytaliśmy o drogę, a ona nas po prostu zawiozła :) Kupujemy bilety za 8,30 Euro od osoby w dwie strony (andata e ritorno) (dzieci i wózki gratis) Uwaga! W hotelowych broszurach taką wycieczkę oferowano za 30 Euro od osoby! Okazało się, że ceny i rozkład jazdy w internecie są aktualne. Wysiadamy i z przewodnikiem w ręku zaczynamy zwiedzanie. Najpierw Ortygia i stare miasto, bo to trochę dalej od dworca, a potem z powrotem do parku archeologicznego. Taki mieliśmy plan i zdążyliśmy go wykonać, choć po parku już trochę szybciej musieliśmy chodzić. Na Ortygii w ciasnych urokliwych uliczkach odnajdujemy trattorię i zjadamy pyszny obiad. Spotkaliśmy też po drodze dwie na oko 50-letnie Polki. Idziemy sobie, wszędzie słychać melodyjny włoski język , a tu nagle ... polskie "przecinki" kur..., pier..., taki, owaki! Nawet w takim miejscu słychać nasz "polski" język. To chyba taka nasza wizytówka :(

Na trzeci dzień Circumetnea (nazwa kolejki jadącej wokół Etny). Zamiast na zimny szczyt wybraliśmy się dookoła wulkanu. Zbocza Etny kryją interesujące miasteczka, które zamierzamy odwiedzić. Jedziemy na dworzec, by metrem dojechać do stacji skąd odjeżdża Circumetnea (na Via Coronada). Trochę dziwne to metro, bo jedzie górą, jak pociąg, a nie pod miastem. Wreszcie dostaliśmy się na Via Coronada i tam za pomocą mojego półrocznego włoskiego kupujemy bilety, odbieramy rozkład jazdy, a pan w okienku tłumaczy nam trasę i przesiadki. Jak się później okaże, nie całkiem dokładnie go zrozumieliśmy, ale i tak odbyło się bez większych problemów. Trasa kolejowa jest w remoncie i część realizowana jest autobusami. Wygląda to tak pociąg-pociąg-autobus-pociąg-autobus-pociąg-pociąg. Na prawie każdej stacji wysiadamy i idziemy pospacerować po miasteczku. Czasu mamy tyle, ile jest go do odjazdu następnego pociągu, czy autobusu do kolejnego miejsca. Czasem mniej, czasem więcej. Ale wszystko jest tak zorganizowane, że jeśli rano zaczniemy, to w ciągu jednego dnia można każde miasteczko odwiedzić.

Misterbianco oglądamy tylko z okien pociągu. W Paterno mamy pierwszą przesiadkę. Tu trzeba zobaczyć Chiesa madre di Santa Maria dell'Alto. Prowdzą do niego długie, ale niskie schody. Mamy mało czasu, spieszymy się na dalszy pociąg, a jakiś miły pan za nami mówi do nas:

-piano, piano.

-musimy zdążyć na pociąg, bo zaraz odjeżdża, odpowiadam,

-to ja go prowadzę,nie odjadę bez was, :)

Maszyniści albo jechali razem i się zmieniali, albo dosiadali po drodze. Widać mieszkali na trasie i wsiadali lub wysiadali, gdzie im pasowało.

Adrano. Jedno z najstarszych miasteczek w okolicy Etny kryje zamek z 1070r i Kościół z kolumnami pochodzącymi ze starożytnej świątyni greckiej. Tutaj mieliśmy mały problem, bo nie mogliśmy odnaleźć przystanku, ponieważ kierowca autobusu wysadził nas dla naszej wygody bliżej głównego rynku. Oczywiście wyjaśnił nam skąd mamy dalej jechać, ale cóż. Po włosku. Musieliśmy prosić o pomoc municypalnych, a oni odwieźli nas gdzie trzeba. Całą trójkę razem z wózkiem spacerowym.  W ogóle to byłam zaskoczona ich poświęceniem. Zadzwonili w kilka miejsc, dowiedzieli się skąd, dokąd i o której godzinie odjeżdża nas autobus i po prostu nas tam zawieźli i nakazali siedzącemu akurat na ławce dziadkowi, by dopilnował, żebyśmy wsiedli do właściwego autobusu. Ciekawe, czy nasza Straż Miejska też by się tak zachowała. Przez to zamieszanie mieliśmy mniej czasu na podziwianie tego pięknego miasteczka. Ale za to poznaliśmy sympatycznego dziadka, który opowiedział nam o swoim życiu podczas II wojny światowej i pracy w Rzeszy. Najpierw spytał czy jesteśmy Niemcami :( Potem tak żywo gestykulował i obrazowo mówił, że przez chwilę myślałam, że nas ostrzega przed mafią, bo przyłożył palce do swojej skroni i udał, że strzela. Jak nic porwą nas albo zastrzelą- wszyscy się nam przyglądali, samochody zwalniały. Byliśmy jedynymi turystami w okolicy, pora siesty, więc na ulicach pusto. A on po prostu opowiadał jak został postrzelony podczas wojny! Niestety mój włoski był niewystarczający. Trochę się najedliśmy strachu, ale gdy już wsiedliśmy do kolejnego autobusu w dalszą podróż cieszyliśmy się, że w popłochu nie wsiedliśmy do powrotnego, który akurat nadjechał z przeciwnego kierunku, a byliśmy tego bardzo bliscy. Potem się z tego śmialiśmy.

Bronte to surowe miasteczko o ciasnej zabudowie. Tu byliśmy bardzo krótko, więc niewiele  zobaczyliśmy.

Randazzo pomimo, że położone jest najbliżej szczytu, to jednak uniknęło potoku lawy. Niestety Niemcy w 1943 roku nadrobili "błąd" Etny bombardowaniem. Mieszkańcy na szczęście odbudowali miasto zachowując jego średniowieczny układ. Wart odwiedzenia jest XV-wieczny Kościół i prywatne muzeum Vagliasindi.

Po drodze obserwowaliśmy zastygłą lawę i bujne winnice. Widzieliśmy również gaje oliwne. Jednak coraz częściej spotyka się opuszczone domy, gdyż młodzi ludzie wolą mieszkać w miastach niż w trudno dostępnych i nie zawsze przyjaznych rejonach Etny, więc opuszczają te okolice, a zostają tylko starsi.

Całą drogę dbali o nas maszyniści tego mini pociągu, a w autobusach kierowcy. Sprawdzali czy nadal jedziemy, czy się gdzieś nie zgubiliśmy. Mąż mógł nawet poprowadzić przez chwilę wagony. Byliśmy pozytywnie zaskoczeni uprzejmością tych ludzi. U nas rzadko się takich spotyka.

W Giarre skończył się objazd Etny i pobiegliśmy na peron by wsiąść w pociąg powrotny do Catanii. Bilety kupiliśmy w barze, ale można było też w automacie.

Na 21.00 wróciliśmy do Katanii i od razu złapaliśmy autobus do hotelu.

Katania c.d. Jeszcze nie zdążyliśmy zobaczyć wszystkiego, więc rano znów wsiadamy w linię D i jedziemy na Piazza Borsellino. Mieszkamy niedaleko strefy przemysłowej, ale jednocześnie po drugiej stronie ulicy mamy plażę Lido di Plaia usypaną sztucznie przez mieszkańców dla ich wygody. Jest szeroka i piaszczysta. Częściowo zagospodarowana. Po drodze mijamy port, w którym stoi akurat duży statek. Piazza Borsellino to miejsce skąd odjeżdżają wszystkie autobusy, te miejskie i te dalekobieżne. Stąd też przez targ rybny, czyli Mercato della Pescheria, gdzie kupimy nie tylko świeże ryby, ale i mięso dochodzimy na Via Etnea i stare barokowe miasto. Najpierw wyjdziemy na Piazza Duomo ze słynna Katedrą, tutaj też możemy usiąść przy stoliku i zjeść pyszne ciastko z poziomkami popijając włoskim cappuccino. Zabytki są w Katanii są porozrzucane i ukryte są w środku biednych dzielnic. Czasem nic nie wskazuje na to, że coś tam znajdziemy, okolica nie skłania do spacerów, wręcz mamy obawy co do bezpieczeństwa, idziemy niezbyt ciekawą uliczką, a tu nagle wyłania się Castelle Ursino, czy Teatro Massimo Bellini. Nie ma miejsc typowo turystycznych, w stylu cała starówka do zwiedzenia. Via Vittorio Emanuele pełna samochodów, duże natężenie ruchu, a jednak właśnie tam znajduje się Teatr Rzymski z II wieku na 7 tys. miejsc! Całość ledwo widać spomiędzy kamiennic, które stanęły na jego powierzchni. Wygląda to tak, że domy wspierane rusztowaniami stoją tuż nad odkopanymi fragmentami teatru. Tak jakby ktoś rozkopał ulicę pomiędzy domami tuż przy ich elewacji. I w dole teatr. Niesamowite. Warto tam dotrzeć. Stara Katania została zalana lawą w 1669 roku, na niej powstała nowa. Poniżej poziomu dzisiejszych ulic, tam gdzie dotarła archeologia widać ruiny tej dawnej Katanii. Wszechobecny jest ciemny kamień bazaltowy. Via Crocifieri z kolei to ulica Kościołów, jednak jak się dowiedzieliśmy wieczorem młodzież urządza tutaj dyskoteki. To chyba jedyne takie miejsce.

Do Palermo autobusy odjeżdżaja codziennie o godz.6.55 z Via Libertà, przy skrzyżowaniu z Via  Archimede, gdzie ma stanowisko Etna Transporti i Interbus - tam kupimy też bilety (niedaleko od Stazione Ferroviaria) . Koło 9.00 jest się na miejscu. Miasto jest biedne i pełne kontrastów. Różni się od Katanii. Jest ciasno zabudowane, pełne samochodów na zbyt wąskich uliczkach. Rozpadajace się lub rozebrane do połowy domy na każdym kroku. Pomiędzy nimi wciąż zamieszkane kamienice. Kolorowe pranie na sznurkach rozciągniętych między dwoma domami nad ulicą, różnobarwne rolety to styl tego miasta. Gdy żyła Matka Teresa z Kalkuty organizowała pomoc dla tego miasta. To mieszanka arabsko-normańsko-hiszpańska. Trudno to opisać. Przeszłość i teraźniejszość mijają się na każdej ulicy. Palermo. Tłok i hałas. Ciasne uliczki, nawet bardzo ciasne, bazary. W czasach antycznych przez miasto płynęły dwie rzeki. Dziś to ulice. Centralnym punktem jest Quattro Canti skąd zaczynamy spacer.  Gdy czytałam przewodnik wyobrażałam sobie duży plac, tymczasem to skrzyżowanie dwóch ulic pod kontem prostym , tyle że narożniki ich są koliście ścięte do wewnątrz i tworzą okrąg. Każdy kolisty narożnik bogato ozdobiony. W pobliżu stoją dorożki, można z nich skorzystać gdy nam się śpieszy (i gdy mamy za dużo Euro :)). Wokół cztery dzielnice: Albergheria, Capo, Vucciria, La Kalsa. Każdą trzeba odwiedzić, ale w jeden dzień nie sposób zobaczyć wszystkiego. Mamy mało czasu, bo po zmierzchu lepiej unikać spacerów po Palermo, więc zwiedzamy tylko z zewnątrz, żeby zdążyć na powrotny autobus. Wszystko jest takie interesujące, widać wpływy arabskie. Targ Vucciria, jest jednym z najstarszych rynków w mieście. Rozciąga się między Via Roma, Cove, Cassaro, Cassari wzdłuż ulicy, placu Garraffello. Wygląda prawie jak egipski suk.

CDN w części II.

info

Latem upalnie. We wrześniu wciąż gorąco, ale zdarzają się ulewne deszcze.

transport

Z Katanii można dojechać w każde miejsce na Sycylii (i nie tylko). Autobusy międzymiastowe kursują z Piazza Borsellino - w samym centrum (tam również ma pętlę wiele autobusów miejskich AMT) i przystanku na lotnisku, niedaleko wyjścia z hali przylotów. Rozkłady jazdy można również znależć w internecie ( http://www.interbus.it/ lub http://www.saisautolinee.it/servizi.htm )Sprawdziliśmy- są aktualne. Bilety kupujemy w budkach Interbus, Etna Transporti lub Saisz zlokalizowanych na Piazza Borsellino i na przystanku przy lotnisku.

Pociągi są czyste i szybkie (z wyjątkiem tych regionalnych-te jadą wolniej i zatrzymują sie na każdej stacji). Bilety można kupić w automatach lub w barze! na dworcu, gdyz nie zawsze kasa biletowa jest otwarta (siesta).

Ciekawostką jest, że na jednym z planów miasta mieliśmy zaznaczone metro, które w rzeczywistości metrem nie jest.  Gdy pytaliśmy o nie, każdy napotkany przechodzień twierdził, że w Katanii metra nie ma! A jednak jest, tylko jedzie górą, po ziemi jak kolej :) Ale to właściwe się buduje! Takie to sycylijskie :)

Po mieście poruszamy się AMT, billety (1 Euro/godz) w Tabaccaio (oznaczone dużą literą T)- to taki kiosk z tytoniem i prasą. Kasujemy raz i jeździmy przez godzinę. Do autobusu wsiadamy przednimi drzwiami, tylne i środkowe służą do wysiadania. Autobus zatrzymuje się na żądanie, a nie jak u nas na każdym przystanku, koniecznie trzeba wcisnąć guzik otwierania drzwi. Na przystanku machamy ręką lub podchodzimy do jezdni, by było nas widać.

warto wiedzieć

Bardzo mili.

atrakcje

W Katanii jest szeroka i piaszczysta Lido di Plaia. Wstęp na prywatne plaże hotelowe (zagospodarowane- leżaki, parasole, kosze, gastronomia) jest płatny, publiczna bezpłatna, ale zaniedbana.  Dojazd z miasta linią D. W weekendy tłoczno, gdyż zjeżdżają się mieszkańcy Katanii i okolic. W pozostałe dni tygodnia niewielu plażowiczów.

W Katanii jest szeroka i piaszczysta Lido di Plaia. Wstęp na prywatne plaże hotelowe (zagospodarowane- leżaki, parasole, kosze, gastronomia) jest płatny, publiczna bezpłatna, ale zaniedbana.  Dojazd z miasta linią D. W weekendy tłoczno, gdyż zjeżdżają się mieszkańcy Katanii i okolic. W pozostałe dni tygodnia niewielu plażowiczów.

W poludnie jest sjesta, więc wiele sklepów jest zamkniętych, a ulice pustoszeją.

Jako ciekawostkę dodam, że kilkakrotnie na ulicy bądź w okolicach plazy spotkałam kilka straganów, na których sprzedawano lód w bryłach! Po prostu na stole leżała sobie taka bryła i odłupywano jej kawał szpikulcem do lodu. Dla mnie było to coś niesamowitego.

Na południu Włoch i na Sycylii wciąż obowiązuje sjesta i bardzo przestrzega się tradycji wspólnego spożywania posiłków w rodzinnym gronie w domu. Nie ma tradycji jadania obiadów w restauracji. Tam spotykają się dopiero wieczorami na wspólne pogawędki ze znajomymi. Dlatego większość restauracji nie jest czynna w porze obiadowej, co może nas zaskoczyć. Otwierają się dopiero po południu, bądź wieczorem. Ale na szczeście istnieją Tavola Calda. To takie przekąskowe bary otwarte cały dzień do póżnych godzin wieczornych. Można tam zjeść pyszne arancini, czyli kulki ryżowe z różnymi nadzieniami. Pyszne są te z mięsem i warzywami. Są też inne przekąski jak, np. pizza sprzedawana na porcje. Sklepy również w większości są zamknięte, z wyjątkiem dużych supermarketów lub znanych sieci (a i te nieraz są zamknięte w południe). W większych miastach zawsze coś się znajdzie, ale gdy wybieramy się na prowincję radzę się zaopatrzyć w jakieś przekąski wczesniej, zwłaszcza jeśli jedzie się z dziećmi. Nawet w Katanii mieliśmy problem ze znalezieniem czynnej restauracji. Wiekszość zapraszała od 17, a nawet 18-ej. Po przemierzeniu kilku ulic znależliśmy tylko jedną otwartą dla turystów (w okolicy Castello Ursino). Ale np. w Syrakuzach już nie było takiego problemu i bez trudu znaleźliśmy czynną trattorię.

Kuchni włoskiej jednak trzeba poświęcić oddzielny opis dlatego zapraszam na:

http://www.podroze.pl/wyprawa/relacja/smak-italii,1702/

Autor: triadka
Sklep online
Z Krakowa do Rzymu za 304 złote
Kiedy: do 30.06.12
Cena: 304 zł
Więcej promocji

Podziel się wrażeniami i zdjęciami ze swoich wypraw, zamieść relację z wyjazdu i wygraj aparat fotograficzny Fujifilm FinePix XP30!

Zobacz inne konkursy
WŁOCHY

Stolica: Rzym Waluta: euro (EUR) Język urzędowy: włoski Inne: niemiecki, francuski

Lokalny czas

GMT+1

Niezbędne informacje

więcej

CZYTAJCIE NAS

Wideo

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia aparatem analogowym, brać udział w konkursach, a także jak fotografować ludzi na ulicy.

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak przygotować bohatera do zdjęć i o tym czy sprzęt ma duże znaczenie.

Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i ceny paliw w krajach europejskich

158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej podróży dookoła świata.

Wywiad z Rafałem Milachem ...

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia… więcej

Wywiad z Rafałem Milachem

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak… więcej

Samochodem po Europie - ...

Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i… więcej

2 lata w podróży ...

158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej… więcej

PODRÓZE

Lwów nostaligiczny i wypiękniony na EURO 2012; Najlepsze parki rozrywki w Europie; Szczecin - zielone miasto żaglowców; Turcja -  3 tys. km

więcej
W serwisie:
Kierunki
Aktualności
Wasze Wyprawy
Forum
Poradnik
Kuchnie Świata
Murator S.A:
O wydawnictwie
Kontakt do serwisu podroze.pl
Redakcja miesięcznika Podróże
Reklama
Licencje
Regulamin serwisu
Sklep on line
Serwisy internetowe:
Dom i ogród:
Muratordom.pl
Forum.muratordom.pl
Projekty.muratordom.pl
Muratorfinanse.pl
Urzadzamy.pl
Wymarzonyogrod.pl
Muratordom.com.ua
Architektura i budownictwo:
Muratorplus.pl
Architektura.muratorplus.pl
Tuznajdziesz.pl
Hobby i wypoczynek:
Podroze.pl
Zagle.com.pl
Poltrip.pl
Zdrowie i rodzina:
Poradnikzdrowie.pl
Dlarodzinki.pl
Dzieckozakupy.pl
www.Mjakmama24.pl
Rolnictwo:
Rolnictwoonline.pl
Wideo:
Jestem.pl
Porady:
Mowimyjak.pl
Rozrywka informacje:
Se.pl
Seusa.info
Eska.pl
Eskarock.pl
Voxfm.pl
Radiowawa.pl
Fabrykamuzy.pl
Gwizdek24.pl
Superauto24.pl
Zakupy:
Zakupy.muratordom.pl
Zakupy.urzadzamy.pl
Zakupy.wymarzonyogrod.pl
Zakupy.poradnikzdrowie.pl
Zakupy.zagle.com.pl
Supertanio.pl
Wgrupiekupie.pl
Sklep on line
Miesięcznik:
Murator
Dobre wnętrze
M jak mieszkanie
Moje mieszkanie
Podróże
Żagle
Zbuduj dom
Architektura
Zdrowie
M jak mama
Sklep on line