okazje

Na obszarze środkowej Kalifornii znajduje się wiele miejsc wartych zobaczenia. Opis mojej wyprawy dotyczy tylko części atrakcji tego słonecznego stanu.

03.05.2008

Tradycyjnie na początek weekendu stawiłem się na umówione spotkanie pod wypożyczalnią samochodów Enterprise na ulicy Mission o godzinie 5.30pm. Przechodząc obok samochodów wpadł mi w oko Nissan Pathfinder. Pomyślałem ze to jest samochód na ten wypad. Kilka słów i targów i dostaliśmy w dobrej cenie wybrane auto. Zawsze miałem chrapkę na Pathfindera. Teraz trafiła się okazja żeby przetestował. Ruszyliśmy na chwile do domu po sprzęty i plecaki. Wyjechaliśmy z miasta kolo 7pm. Nawet nie było specjalnie korków tylko jak zwykle pomyliliśmy zjazdy z mostu w Oakland !! Znowu ! Kilka zakrętów i wjechaliśmy na właściwą drogę. Plan był luźny. Jedziemy w stronę Santa Barbara autostradą 101 a czas mija powoli. Nawet zasnąłem na siedzeniu obok kierowcy. Koło północy zerkając na mapę stwierdziłem ze znajdujemy się niedaleko mojego ulubionego duńskiego miasteczka Solvang. Pada pomysł żeby przenocować. Ruch o tej porze był nawet spory. Po wjechaniu do miasta okazało się ze wszystkie hotele są zajęte. Wróciliśmy do sto jedynki. Widziałem tam sieciowe Days Inn z wiatrakiem. Ceny okazały się "szalone" a to dlatego ze w weekend odbywał się tu jakiś zlot rowerzystów ! Trudno jedziemy w stronę Lompoc. 20 mil szybko mija.

Trafiamy na pierwszy hotel sieci Travelodge. Ceny przystępne. Zmęczenie daje o sobie znać ale o dziwo nie udaje nam się zasnąć do 3 nad ranem. Piwko i rozmowy. Poranek bez problemów, nawet wyspany. Słonce zaczyna operować i mocno grzeje. To lubię :). Przez Lompoc przebiega autostrada CA-1 słynna "jedynka". Jest tutaj stacja kolejowa Amtrack. Ulubiona trasa Jacka Kerouaca, który tu spędził trochę czasu pracując jako hamulcowy. Przejeżdża tędy opisywany w jego książkach "Midnight Ghost", pociąg z LA do Frisco w którego pustych wagonach przemieszczali się bohaterowie jego powieści. Sporą część tego pięknego wybrzeża zajmuje baza Sił Powietrznych USA Vandenberg. Mieszkańcy miasta maja do wyboru dwie plaże Ocean Beach na wschód (kilkanaście mil) i Jalama na południowym wschodzie (tez spory kawałek).

Wczesna pora postanawiamy odwiedzić jeszcze raz Solvang tym razem za dnia. Pogoda jest idealna do zdjęć. Urok miasta jest niesamowity i jedyny w swoim rodzaju. Mini Europa w sercu Kalifornii. Miasteczko wygląda jak z bajki, zwłaszcza w okresie świątecznym. Przystrojone lampkami i choinkami wygląda w nocy niesamowicie bajecznie. Może to wpływ Andersena ? Jego pomnik mieści się w malutkim parku w centralnym miejscu miasta. Niedaleko jest Hans Christian Andersen Muzeum. Wszechobecne są tu wiatraki. Zwykle to ozdoby hoteli lub restauracji. Atmosfera jest bardzo europejska i ulice pełne Europejczyków :) Baza hotelowa jest spora. Wszystkie większe sieciówki maja tu hotel. Ale warte polecenia są lokalne, często rodzinne moteliki. Ceny są niższe a wrażenia ciekawsze. Ja spędziłem milo noc w Motelu Hamlet, mila obsługa i warunki. Bardzo kameralnie a pokoje i miejsce jakby żywcem przeniesione z Danii. W cenie było śniadanko na które trzeba było udać się na druga stronę ulicy do kawiarni .... oczywiście duńskiej z obsługa w ludowych ubrankach. Na szczęście dla mnie maja tam pieczywo jakie lubię czyli chrupiące bułeczki (nie jestem w stanie jeść amerykańskich ... hm... nie wiem jak nazwać coś wyglądające na chleb bez smaku).

Zaobserwowałem że specjalnością Solvang są ciasteczka, na każdym kroku są cukiernie, które same robią wypieki. Na moe amerykańską nawet są owane do wiader (jak u nas farba do ścian w Obi) ale to na potrzeby turystów z ameryki ) Można tam spędzić miło czas ale nie za długo, samo miasto można przejść na piechotkę w niecałe pół dnia. Warto poodwiedzać kawiarnie i restauracje. Dla smakoszy wina do dyspozycji są okoliczne winnice. Można udać się do sąsiedniego miasteczka Santa Ynez i spróbować szczęścia w kasynie. Na pewno smutno opuszczać to miasteczko, które kontrastuje mocno z niedalekimi budynkami ze szkła i stali... Człowiek na chwilkę wrócił do europy. Po sesji zdjęciowej ruszamy do pobliskiej misji Santa Ines która mieści się na wylocie z miasta. Następnie mijamy miasteczko Santa Ynez i poprzez wyścielane zielonym atłasem góry i pagórki wjeżdżamy na CA-154 która wiedzie kolo Lake Cachuma. Jezioro widać z góry bardzo dobrze, granatowy kolor wody kontrastuje z zielenią pobliskich gór. Zdecydowanie widokowa trasa. Pniemy się w wysoko żeby po chwili zjechać w dolinę i tak przez kilkanaście mil. Naszym oczom ukazał się (chciało by się napisać "las krzyży" :) ocean. Zatrzymaliśmy się na poboczy na szczycie wzniesienia i chwilkę podziwialiśmy widok na cala Santa Brbara i Channel Islands. Dodam ze temperatura rosła z minuty na minute. Z czego bylem bardzo zadowolony.

Było już południe a my jeszcze nic nie jedliśmy. Wjechaliśmy do miasta i zrobiliśmy rundkę po centrum. Jak to bywa w amerykańskich miastach :) trudno jest zaparkować. Udało się znaleźć parking gdzie zostawiliśmy samochód. Miejsce idealne bo idealnie trafiliśmy na główną ulice miasta. State Street. Znajdują się na niej restauracje i puby i dużo markowych sklepów (nawet Macys). Widać ze życie toczy się tutaj powoli i ludzie są "inni". Duży luz. Gdzie młodzi surferzy bez koszulek mijają się z pięknymi dziewczynami ! (tak tu są ładne amerykanki:) Dużo rowerzystów i motorów. Kabriolety i stare samochody. To jest ta Kalifornia z filmów. Czego nie ma w San Francisco. Wstępujemy do polecanego lokalu w którym warzą piwo. Zachęciła nas tez piękna dziewczyna na froncie :) Zamówiliśmy typowe amerykańskie jedzenie i piwo. Minęła godzinka a my się lekko zamuliliśmy. Spacerek po uliczkach i wizyta w Court House. Budynek sadu otoczony palmami oferuje wjazd na wierze zegarowa z widokiem na cale miasto. Tu można zobaczyć wszytko dokładnie i zrobić kilka niezłych zdjęć. Widać idealnie cale wybrzeże z plażami i szeregiem "typowych" dla tego rejonu palm. Pozostało zobaczyć plaże Santa Barbary.

Parkujemy przy Cabrillo Boulevard. Plaza trochę rozczarowuje. Brzydka. Idziemy na drewniane molo Stearns Wharf. Jestem trochę zaskoczony (choć nie powinienem) Lenistwo amerykanów nie ma końca. Na molo jest wjazd samochodem i stoi całkiem duga kolejka zjeżdżających i wjeżdżających wozów. Robi się tłoczno. Na końcu drewnianego pomostu mieszczą się knajpki oferujące owoce morza. Jest tez przystań dla statków turystycznych wożących ludzi po porcie i chętnych pooglądać wieloryby. Sporo jest tez łowiących ryby lokalnych mieszkańców. Wracamy na State Street, tu jest zdecydowanie ciekawiej niż nad oceanem.

Jedziemy do Presidio starego hiszpańskiego garnizonu. Trafiamy na ściąganie flagi (hiszpańskiej!) z masztu. Żołnierze ubrani w stroje z tamtej epoki. Tworzy to miły klimat. Budynki garnizonu rozmieszczone są po całym kwadracie. Po jednej stronie stoi drugi najstarszy budynek w Kalifornii. Mały podniszczony domek z flagami meksyku i Hiszpanii i .... drzewo pomarańczy obciążone swoimi owocami. Zbieramy się i ruszamy do Misji Santa Barbara, która mieści się na granicy miasta. Miejsce robi wrażenie. Bardzo dobrze zachowane. Spotykamy grupę młodych Meksykanów ubranych w stroje ludowe. Kolory i krój strojów w połączeniu z latynoska uroda powodują ze przez chwile czuje się jak przeniesiony w czasie! Zwiedzamy misje i wracamy na drogę (szlakiem El Camino Real).

Ruszamy przez Carpinterie do Ventury gdzie udajemy się na molo (bez samochodów ;). Usadawiam się na końcu ze statywem gotowy do zdjęć zachodu słońca. Przyznam ze Central Coast oferuje jedne z najładniejszych. Kolory pomarańczu przechodzące w czerwień ze stalowym kolorem morza :) uczta dla oka :) Wieczorem pozostaje poszukać hotelu który szybko znajdujemy, ceny bardzo dobre jak na to miejsce. Jedziemy do portu Ventura. Marina pełna jachtów. Szukamy miejsca z którego ruszają statki na Channel Island i Anacapa Island. Po przemyśleniu wszystkiego stwierdzamy ze rezygnujemy z tej części. Wyprawa to zwykle jeden dzień z lądowaniem na wyspie lub pół dnia na opłynięcie (okazuje się ze tylko Anacapa). Zostawimy sobie wyspy na następny raz. Jeszcze wieczorne zakupy i ambitne palny "piwne" 12 pak Heinekena :) po pierwszym padam ... zmęczene mnie pokonało hehe.

W niedziele ruszamy na północ. Pierwszy przystanek to urokliwa mieścina Pismo Beach. Z ... ładną plażą. Miasteczko położone jest wzdłuż klifowego wybrzeża. Widoki są rewelacyjne. Zatrzymujemy się w parku blisko urwiska. Przyznam ze chodzenie w tym rejonie jest lekko ryzykowne. Łatwo spaść jeśli się człowiek zagapi. Strome ściany schodzą pionowo do morza a przy brzegu wyrastają z morza skały. Królik Bugs i kaczor Duffy mieli tu swój epizod w kreskówce:) Spacerkiem można dojść do długiego molo (których jest sporo w tym rejonie) i zejść na plaże. Można tez zjeść clam chowder. Podobno jest tu najlepszy jak przystało na kalifornijska stolice Clam Chowdera :). Wracamy powoli na 101. Mile mijają a my docieramy do San Luis Obispo. Położone w lekko górzystym rejonie przypomina mi troszkę ... Krynicę Górską hehe. Kameralnie, dużo knajpek i małe koryto rzeki San Luis poprzecinane mostkami. Dużo parków w których zalega dużo młodych ludzi. Domki trzymają klimat sprzed wielu wielu lat. I w centralnym miejscu znajduje się misja hiszpańska, która w porównaniu z innymi misjami nie jest specjalnie ciekawa. Robimy rundkę po mieście i na wylocie z miasta zatrzymujemy się przy pierwszym na świecie motelu. Motel Inn jest teraz w trakcie odbudowy, która już tra ładne kilka lat.

Jedziemy na północny wschód w stronę Paso Robles które słynie z okolicznych winiarni. Mijamy pola usłane winoroślą, ciągną się na kilkadziesiąt mil. Odbijamy na wschód na drogę 46. Chcemy zobaczyć miejsce gdzie zginał James Dean. Mamy namiary z przewodnika (znowu kiepskie), mijamy skrzyżowanie z 41 gdzie powinien znajdować się pomnik. Nic z tego po kilku milach zawracamy do mijanej wcześniej knajpy żeby wypytać o koordynaty. Okazuje się że pomnik stoi ... kolo tej knajpy ! Słabo oznakowany. Jest to drzewo u podstawy którego postawiono stalowy "pomnik" i tablice. Chwila refleksji i ruszamy w drogę powrotna. Jeszcze zaliczamy Misje Miguel Arcangel w której trwa nabożeństwo. Słonce zachodzi i rzuca cieple światło na mury. Droga powrotna mija nawet szybko. Wpadamy jeszcze do znajomych w San Jose i na wieczór jesteśmy w San Francisco.

[ San Francisco - Lompoc - Solvang - Santa Ynez - Santa Barbara - Ventura - Pismo Beach - San Luis Obispo - Paso Robles - San Jose - San Francisco ]

info

Słońce :) przez cały rok... nic dodać nic ująć. Klimat suchy co powoduję częste pożary lasów.

Słońce :) przez cały rok... nic dodać nic ująć. Klimat suchy co powoduję częste pożary lasów.

transport

Kalifornijska droga numer 1 ! To najbardziej widokowa trasa w całych Stanach. Trzymając się CA 1 można przejechać z Los Angeles do San Francisco i doświadczyć niezapomnianych wrażeń.

atrakcje

Odcinek środkowej Kalifornii jego część południowa to właśnie TO co widzimy w filmach :). Plaże Sanata Barbara, Ventura, Pismo Beach i pozostałe mniejsze na trasie "jedynki". Klimat jest tu bardzo łagodny i prawie przez cały rok plaże są pełne ludzi. Duże fale przyciągają surferów.

Solvang: osada została założona w 1911 roku na 9,000 akrach, przez małą grupę Duńskich osadników, uciekających od zimnego klimatu środkowego zachodu. Miejsce musiało wyglądać jak "niebo". Była to grupa nauczycieli którzy po utworzeniu miasta Solvang rozpoczęli natychmiast budowę Duńskiej szkoły.

W 1914 roku szkoła została przeniesiona do nowo wybudowanego Atterdag College, gdzie studenci uczyli się języka duńskiego i poznawali kulturę Danii.

W 1936 roku miasteczko odwiedzili przyszły król i królowa. Po ukazaniu się w 1946 roku, artykułu opisującego Solvag, do miasta zaczęły przybywać rzesze turystów. Sklepy, galerie,restauracje i hotele zaczęły się szybko rozwijać. We wrześniu obchodzony jest corocznie Danish Day, wtedy odbywają się parady, występy zespołów ludowych itp. Do miasta łatwo dotrzeć zbaczając z autostrady 101 na 246.

Santa Barbara: Kameralne miasto, malowniczo położone na łagodnie opadających ku morzu wzgórzach. Dachy pokryte czerwoną dachówką oraz białe ściany domów przypominają architekturę hiszpańską (miasto zostało odbudowane po trzęsieniu ziemi w 1925 ). Wysokie palmy formują się w łuk wzdłuż plaż zatoki. Większa część centrum została przebudowana przeobrażając się w duży, wielopoziomowy ukryty pasaż handlowy. Miastu mimo to udało się zachować swój indywidualny charakter w stylu hiszpańskiej osady kolonialnej.

Życie skupia się przy głównej ulicy miasta State Street gdzie znajdują się kawiarnie, restauracje i sklepy. Warto podejść do Court House na równoległej ulicy Anacapa i wejść na wierze zegarową z panoramicznym widokiem na całe miasto. Niedaleko można znaleźć 200 letnie koszary Presidio. Na obrzeżach miasta wznosi się majestatyczna Misja Santa Barbara z charakterystyczną pastelową fasadą. Misja nazywana jest "Królową Misji", co muszę przyznać po zwiedzeniu większości budowli franciszkanów. Santa Barrbara szczyci się jeszcze swoimi plażami i drewnianą promenadą Stearns Wharf gdzie można wjechać samochodem. Z tego miejsca można odpływają też statki wycieczkowe pływające po zatoce.

San Luis Obispo: miasteczko położone w połowie drogi między San Francisco a Los Angeles jest dużym ośrodkiem turystycznym posiadającym dużo restauracji i pubów. Jest też kilka atrakcji turystycznych jak Misja San Luiz Obispo znajdująca się w centrum miasta. Obok ciągną się tarasy schodzące w dół równolegle do rzeki San Luis poprzecinanej małymi mostami. Na południowym brzegu można odpocząć w kameralnych restauracjach na wolnym powietrzu.

Pierwszy Motel na świecie: The Milestone Motel został otwarty w San Luiz Obispo w 1925 roku. (Obecnie znany pod nazwa Motel Inn). Twórcą pierwszego motelu na świecie był architekt Artur Heineman. Początek XX wieku to okres rozkwitu motoryzacji w stanach zjednoczonych, co powodowało wzmożony ruch miedzy miastami. Najbardziej uczęszczana trasą w tym rejonie był odcinek Los Angeles do San Francisco. Słaba sieć dróg powodowała że podróż trwała ponad 2 dni a prędkości pierwszych samochodów nie były imponujące. Dlatego lokalizacja motelu wydaje się idealna, jest dokładnie w połowie drogi miedzy miastami. Motel zamknięto w 1990 roku. Właściciel miał ambitne plany renowacji a w 2000 roku chciał połączyć motel z sąsiadującym Apple Farm Inn ale jak widać nic z tego nie wyszło. Teraz Motel Inn stoi ogrodzony siatką i powoli się rozpada...

Pismo Beach: miłe miasteczko na trasie HWY-1, warte zjechania z trasy. Bardzo widokowe klifowe wybrzeże na którym znajdują się parki. Można pospacerować po molo i zjeść słynny Clam Chawder (Wydrążony bochenek chleba a w środku gęsta zupa z owoców morza). Pismo posiada też bardzo ładną plaże.

30 mil od Paso Robles na drodze HWY-46, niecały kilometr od skrzyżowania z HWY-41 znajduje się stalowy pomnik upamiętniający Jamesa Deana...

El Camino Real (The Royal Highway lub The Kings Highway): Na początku XX wieku postawiono wzdłuż El Camino Real charakterystyczne dzwony zawieszone na 3 metrowych wygiętych slupach przypominających laskę pasterza. Pierwszy z 450 dzwonów postawiono w 1906 roku na Plaza Church w Los Angeles. W późniejszym okresie cala siec dzwonków zmniejszyła się drastycznie przez kradzieże i wandalizm. W 2005 wprowadzono program rekonstrukcji dzwonów i postawiono na długości szlaku okolo 455 sztuk .

 

Autor: marcin.sieradzki Zdjęcia: Marcin Sieradzki
Sklep online
Z Krakowa do Rzymu za 304 złote
Kiedy: do 30.06.12
Cena: 304 zł
Więcej promocji

Podziel się wrażeniami i zdjęciami ze swoich wypraw, zamieść relację z wyjazdu i wygraj aparat fotograficzny Fujifilm FinePix XP30!

Zobacz inne konkursy
USA

Stolica: Waszyngton Waluta: dolar (USD) Język urzędowy: angielski Inne: języki mniejszości narodowych, głównie hiszpański

Lokalny czas

GMT+1

Po co jechać

  • Dla różnorodności
  • Dla kultury
  • Dla krajobrazów
  • Dla miast

Kiedy jechać

Przez cały rok

Niezbędne informacje

więcej

Przydatne adresy

CZYTAJCIE NAS

Wideo

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia aparatem analogowym, brać udział w konkursach, a także jak fotografować ludzi na ulicy.

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak przygotować bohatera do zdjęć i o tym czy sprzęt ma duże znaczenie.

Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i ceny paliw w krajach europejskich

158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej podróży dookoła świata.

Wywiad z Rafałem Milachem ...

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia… więcej

Wywiad z Rafałem Milachem

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak… więcej

Samochodem po Europie - ...

Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i… więcej

2 lata w podróży ...

158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej… więcej

PODRÓZE

Lwów nostaligiczny i wypiękniony na EURO 2012; Najlepsze parki rozrywki w Europie; Szczecin - zielone miasto żaglowców; Turcja -  3 tys. km

więcej
W serwisie:
Kierunki
Aktualności
Wasze Wyprawy
Forum
Poradnik
Kuchnie Świata
Murator S.A:
O wydawnictwie
Kontakt do serwisu podroze.pl
Redakcja miesięcznika Podróże
Reklama
Licencje
Regulamin serwisu
Sklep on line
Serwisy internetowe:
Dom i ogród:
Muratordom.pl
Forum.muratordom.pl
Projekty.muratordom.pl
Muratorfinanse.pl
Urzadzamy.pl
Wymarzonyogrod.pl
Muratordom.com.ua
Architektura i budownictwo:
Muratorplus.pl
Architektura.muratorplus.pl
Tuznajdziesz.pl
Hobby i wypoczynek:
Podroze.pl
Zagle.com.pl
Poltrip.pl
Zdrowie i rodzina:
Poradnikzdrowie.pl
Dlarodzinki.pl
Dzieckozakupy.pl
www.Mjakmama24.pl
Rolnictwo:
Rolnictwoonline.pl
Wideo:
Jestem.pl
Porady:
Mowimyjak.pl
Rozrywka informacje:
Se.pl
Seusa.info
Eska.pl
Eskarock.pl
Voxfm.pl
Radiowawa.pl
Fabrykamuzy.pl
Gwizdek24.pl
Superauto24.pl
Zakupy:
Zakupy.muratordom.pl
Zakupy.urzadzamy.pl
Zakupy.wymarzonyogrod.pl
Zakupy.poradnikzdrowie.pl
Zakupy.zagle.com.pl
Supertanio.pl
Wgrupiekupie.pl
Sklep on line
Miesięcznik:
Murator
Dobre wnętrze
M jak mieszkanie
Moje mieszkanie
Podróże
Żagle
Zbuduj dom
Architektura
Zdrowie
M jak mama
Sklep on line