okazje

31 lipca 2004r. wyruszyłem z kolegami z pracy w Tatry Słowackie z zamiarem wejścia na najwyższy szczyt Tatr, Gerlachovský štít 2654m n.p.m.. Zapraszam do przeczytania mojej relacji.

28.10.2008

Na początku obchodzimy Velicki staw położony obok hotelu, dochodzimy do kilkunasto-metrowej ścianki, po której spływa woda zasilająca tenże staw. Pokonujemy powoli tą ściankę, następnie przekraczamy potoczek, stąpając po kamieniach. Tempo jest odpowiednie dla wszystkich. Kierujemy się teraz nie znakowaną ścieżką, prowadzącą ku przełęczy Polski Grzebień. Idziemy ciągle w lewo – aż do pionowej ściany. Tu nasz przewodnik rozdaje nam uprzęże biodrowe. Po krótkiej chwili instruuje nas jak się je zakłada, niektórzy z nas mają z tym nie lada kłopot. Wiedzieliśmy, że na Gerlach wchodzi się z asekuracją lotną tzn. powiązani liną. Połączywszy się w końcu liną, w kilkumetrowych odstępach, słuchamy krótkiej instrukcji wspinaczki udzielonej przez Roberto. Znajdujemy się teraz na jakichś 2000 m n.p.m. Do szczytu mamy do pokonania ponad pół kilometra w górę. Niemal od początku wspinamy się po pionowych skałach. Gdzieniegdzie mamy do dyspozycji metalowe szczeble i łańcuchy – bez nich byłoby trudno pokonać niektóre odcinki drogi. Pomalutku, ale konsekwentnie pniemy się. Róberto oczywiście idzie pierwszy, za nim idę ja, następny jest Mariusz a naszą grupę zamyka Janusz. Stąpamy ostrożnie, sprawdzając grunt pod nogami, by nie strącać kamyków. Chwytamy się skał, sprawdzamy czy wytrzymają, pniemy się coraz to wyżej. Każdy z nas stara się by jego kroki były przemyślane, by nie szarpać niepotrzebnie liną. Niestety zmęczenie powoli zaczyna o sobie dawać znać. Lina coraz częściej się napina. Spoglądam po raz kolejny w tył, Mariusz prosi ponownie o chwilę odpoczynku. Róberto kręci tylko głową, ale przystaje na prośbę kolegi. Janusz i ja jakoś sobie radzimy. Musimy tępo dostosować do najsłabszego, na tym polega partnerstwo, byle by dojść do końca tej ściany, dalej mamy nadzieję powinno już być łatwo.
W końcu pokonujemy tą ścianę, wchodzimy teraz na wąską przełęcz. Dopiero stąd możemy zauważyć, że masyw Gerlacha nie ma jednej zdecydowanej kulminacji. Spoglądając w górę, dostrzegamy kilkanaście turni podobnej wysokości. Na którą idziemy? Na razie trudno rozstrzygnąć, która z nich jest najwyższa. Ruszamy więc dalej, często kluczymy labiryntem między skałami. Chwilami schodzimy trochę w dół, to znowu pniemy się w górę. Jesteśmy teraz wystawieni na ekspozycję, nogi czasami lekko uginają się nam, gdy się patrzy na przepaść pod nimi. Róberto w miarę możliwości ubezpiecza łączącą nas linę, zapinając karabinek na łańcuchach bądź szczeblach wystających ze skał. Dobrze, że nie jest ślisko. Kiedy wreszcie będzie ten upragniony szczyt?
Pokonujemy kolejne metry dzielące nas od szczytu, w końcu jest, widzimy już kulminację i metalowy krzyż, a wokół niego zgromadzoną grupkę wspinaczy. Przed nami ostatnia przeszkoda do pokonania. Musimy jeszcze tylko pojedynczo przeskoczyć nad sporym wcięciem, rozdzielającym potężne skały i jesteśmy. Uśmiechnięty przewodnik wyciąga do mnie rękę, by pogratulować zdobycia szczytu. Następnie składa gratulacje Mariuszowi i Januszowi. Jesteśmy zmęczeni ale jednocześnie niewiarygodnie szczęśliwi, nasze zmęczone twarze rozciągają się w uśmiechach. Udało się dopiąć celu! Nasza ponad czterogodzinna wspinaczka powiodła się. Ten właśnie moment, gdy się staje na upragnionym szczycie, zapada w pamięci na całe życie. Trudy naszej wspinaczki rekompensują nam wspaniałe widoki, mamy dobrą pogodę. Wykonujemy pamiątkowe zdjęcie z naszym przewodnikiem przy krzyżu, robimy serię zdjęć widokowych. Następnie przygotowujemy po parę kanapek na głowę, jemy jeszcze po kilka kostek czekolady i zaczynamy się zbierać do zejścia w dół.
Szlak na Gerlach jest z reguły jednokierunkowy. Zejście prowadzi na drugą stronę masywu, do sąsiedniej Batyżowieckiej Doliny. Nasz przewodnik tym razem idzie ostatni, instruuję idącego z przodu Janusza jak ma schodzić i podtrzymuje nas z góry na linie. Ostrożne, krok za krokiem stąpamy w dół.
Nasza droga zejścia często prowadzi nas po zalegającym w żlebach śniegu. Róberto postanawia jeszcze bardziej uatrakcyjnić nam nasze zejście. Doprowadza nas do wielkiego i stromego pola zalegającego śniegu. Żartuje, że to będzie dobra szkoła przed wyjazdem w Taury i zachęca nas byśmy skorzystali z jego usług. Schodzimy kolejno po tym stromym polu śnieżnym, wbijając pięty naszych butów ostro w śnieg. Po przejściu tego pola wszyscy jesteśmy w wyśmienitych humorach, nie spodziewaliśmy się takich atrakcji.
W pewnym momencie napotykamy jakichś 2-obcokrajowców, pnących się pod górę. Bez przewodnika oczywiście. Róberto zatrzymuje się i przez dłuższą chwilę rozmawia z napotkanymi, na początku po angielsku a potem w ich mniemam języku. Nic z tego w każdym bądź razie nie zrozumiałem. Okazuje się że są to Francuzi, zawracają i schodzą po chwili w dół. My także powoli schodzimy. Po dotarciu, na w miarę równą powierzchnię, odpinamy w końcu linę oraz chowamy do plecaków uprzęże. Schodząc dalej podziwiamy surową, skalistą panoramę Batyżowieckiej Doliny. W zasięgu naszego wzroku nie dostrzegamy nawet kawałka trawy. Księżycowo, ale na swój sposób pięknie.
Po prawej widzimy Batyżowiecki Szczyt a przed nami trochę niżej - Batyżowiecki Staw, do którego wkrótce dochodzimy. Tu kończy się szlak nie znakowany. Zatrzymujemy się na chwilę przy stawie, oczekując na Janusza, który najwyraźniej ma jakieś problemy z kolanem. Mnie także już od pewnego czasu daje znać o sobie kolano, Mariusz natomiast dopiero teraz zaczyna nabierać wigoru. Wchodzimy teraz na tzw. tatrzańską magistralę, czyli czerwony szlak prowadzący wokół Tatr na wysokości 1200÷1800 m n.p.m.
Biorąc pod uwagę problemy ze stawami kolanowymi, postanawiamy że od tego momentu, każdy z nas wraca do Slaskiego Domu sam, idąc tempem związanym ze stanem własnego kolana. Po dotarciu każdego z nas do hotelu górskiego, zwracamy uprzęże dla Róberta, wpłacamy mu resztę jego honorarium w wysokości 2000 koron, i wspinaczka na Gerlachovský štít zostaje zakończona.

info

3-DZIEŃ:

2 sierpnia zrywamy się wcześnie rano, tego dnia mieliśmy jeszcze zamiar przed wyjazdem do Warszawy wejść na Krywań. Niestety Tatry są spowite we mgle, mży także lekki deszczyk. A więc z naszych planów nici. Kładziemy się jeszcze na jakiś czas spać. Pogoda pozostaje jednak w tym dniu nie ubłagana. I tak mieliśmy dużo szczęścia, że pogoda dopisała nam podczas wejścia na Gerlach. Przed południem zbieramy się, żegnamy z naszym gospodarzem i jedziemy na krótką chwilę do Tatranskiej Lomnicy. Wysyłamy kartki z życzeniami do bliskich, kupujemy pamiątki i ruszamy w drogę do kraju. Po drodze robimy 2-przystanki. Na pierwszy przystanek specjalnie zjeżdżamy z trasy do Tyńca, na drugi natomiast zjeżdżamy do Chęcin. Tankujemy paliwo, coś tam jemy na gorąco i dalej w drogę. W trakcie monotonnej jazdy, zaczynam rozmyślać o tym, co powiedział nam Róberto, nasz Słowacki przewodnik. Myślę o tym, by spróbować w przyszłości swoich sił w jeszcze wyższych górach, w Taurach albo nawet w Alpach. Bardzo mi się zresztą podobało, jak schodziliśmy z Gerlacha po polu śnieżnym. KTO WIE? CZAS POKAŻE!

 

3-DZIEŃ:

2 sierpnia zrywamy się wcześnie rano, tego dnia mieliśmy jeszcze zamiar przed wyjazdem do Warszawy wejść na Krywań. Niestety Tatry są spowite we mgle, mży także lekki deszczyk. A więc z naszych planów nici. Kładziemy się jeszcze na jakiś czas spać. Pogoda pozostaje jednak w tym dniu nie ubłagana. I tak mieliśmy dużo szczęścia, że pogoda dopisała nam podczas wejścia na Gerlach. Przed południem zbieramy się, żegnamy z naszym gospodarzem i jedziemy na krótką chwilę do Tatranskiej Lomnicy. Wysyłamy kartki z życzeniami do bliskich, kupujemy pamiątki i ruszamy w drogę do kraju. Po drodze robimy 2-przystanki. Na pierwszy przystanek specjalnie zjeżdżamy z trasy do Tyńca, na drugi natomiast zjeżdżamy do Chęcin. Tankujemy paliwo, coś tam jemy na gorąco i dalej w drogę. W trakcie monotonnej jazdy, zaczynam rozmyślać o tym, co powiedział nam Róberto, nasz Słowacki przewodnik. Myślę o tym, by spróbować w przyszłości swoich sił w jeszcze wyższych górach, w Taurach albo nawet w Alpach. Bardzo mi się zresztą podobało, jak schodziliśmy z Gerlacha po polu śnieżnym. KTO WIE? CZAS POKAŻE!

warto wiedzieć

1- DZIEŃ:

31 lipca 2004r. wraz ze wschodem słońca, wyruszyliśmy samochodem osobowym z kolegami z pracy (Mariuszem i Januszem) z Warszawy w Tatry Słowackie. Naszym celem był zamiar wejścia na najwyższy szczyt Tatr, Gerlachovský štít 2654m n.p.m..
Pomysł wejścia na tą górę zrodził się w mojej głowie jeszcze w 2002 roku, tuż po udany wejściu na najwyższy szczyt Tatr po polskiej stronie tj. Rysy.
Załadowawszy się do auta, pędziliśmy praktycznie bez przystanków na Słowację. Po drodze, gdzieś przed Krakowem tankowanie paliwa, krótki odpoczynek i dalej w drogę. Następny postój dopiero na Łysej Polanie po przekroczeniu granicy. Wymiana waluty i jedziemy do miejscowości Tatranská Lomnica zarezerwować przewodnika w tamtejszym biurze przewodnickim. Spotykamy się z naszym przewodnikiem w hotelu Vilapark. Słowak Róbert Turjanik ma około 40 lat, jak się później dowiedzieliśmy prowadzi także wyjazdy w Taury oraz Alpy. Po krótkiej rozmowie, wpłacamy zaliczkę 3000 koron i umawiamy się na następny dzień na godzinę 5.30 przed górskim hotelem Slaski Dom. Róberto proponuje nam byśmy pojechali samochodem i przenocowali w górskim hotelu, co tez czynimy.
Zwiedzamy jeszcze krótko Tatranská Lomnice i kierujemy się do Starego Smokowca. Po dojechaniu do Starego Smokowca staramy się odnaleźć drogę prowadzącą do górskiego hotelu. Pierwsza próba jest nieudana. Droga, którą wybraliśmy, szybko zwęża się do ścieżki. Jesteśmy zmuszeni do odwrotu. Podejmujemy drugą próbę i trafiamy na początku wybranej uliczki na niewielki drogowskaz. Teraz jesteśmy pewni trafnego wyboru i możemy pewnie przeć do przodu. Uliczka jest dosyć wąska, mieści się na niej tylko nasze auto. Po drodze zauważamy tylko jedno czy dwa miejsca odpowiednie na mijankę. Jest już sporo po południu, w końcu dojeżdżamy do górskiego hotelu. Załatwiamy pokój na dobę, płacimy za parking niestety za dwie doby. Chcemy wykorzystać jeszcze na max-a dzisiejszy dzień, postanawiamy się wybrać na krótki trekking do Batyżowieckiej Doliny obejrzeć tamtejszy staw. Humor nam dopisuje, idzie się lekko. Dojście do stawu zajmuje nam nie więcej jak godzinę, widoki przepiękne, zapierające dech w piersiach. Jest już wieczór, zaczyna się robić szaro, w pobliżu nie widać żywej duszy. I o to właśnie chodziło, wreszcie człowiek może się w końcu odprężyć. Cisza, spokój i góry. Siedzimy tak nad stawem długą chwilę, podziwiamy zachód słońca, jesteśmy pełni nadziei przed jutrzejszym dniem. Słońce w końcu chowa się za górami, zbieramy się i wracamy do Slaskiego Domu na nocleg. Jemy kolację, konserwy przywiezione z kraju, szykujemy plecaki na jutrzejszy dzień. Jeszcze tylko prysznic, nastawiamy budziki na 5.00 i idziemy LULU.

 

2-DZIEŃ:

O świcie 1 sierpnia tak jak byliśmy umówieni, spotykamy się z naszym przewodnikiem w holu Śląskiego Domu. Pokój mamy już zdany, wszystkie nasze toboły są już w samochodzie, zabieramy tylko plecaki z niezbędnymi rzeczami. Przed nami wyszła już grupa kilku osób z innym przewodnikiem.

 

OPIS WEJŚCIA NA GERLACH ZNAJDUJE SIĘ W OPISIE DŁUGIM WYPRAWY

 

Pod hotelem przewalają się teraz tłumy turystów, jest godzina 14.00. Pozostajemy jeszcze przez chwilę nad Velickim stawem, po czym pakujemy się do samochodu i ruszamy do Starego Smokowca poszukać kolejnego noclegu. W planie na następny dzień, mamy jeszcze jak pogoda dopiszę, zamiar wejść, tym razem już bez przewodnika na Krywań. Niestety prawie wszystkie miejsca w hotelach są zajęte, a te, które są jeszcze wolne są bardzo drogie.
Jedziemy, więc do następnej miejscowości poszukać jakiegoś noclegu. Tam sytuacja niestety wygląda podobnie, w pewnym momencie zauważa nas jakiś Słowak z żoną. Podchodzą do nas i pytają czy my przypadkiem nie potrzebujemy noclegu. I owszem, dogadujemy się. Cena jest przyzwoita, musimy tylko jechać do Popradu. Mamy tam do dyspozycji całe pierwsze piętro w domu jednorodzinnym. Bardzo duży pokój z telewizją, niewielką kuchnię no i oczywiście łazienkę. Wnosimy swoje toboły i pierwsze, co robimy to bierzemy po kolei prysznic i jemy kolację. Po kolacji wołamy naszego gospodarza i popijamy z nim przywiezione z kraju piwo. Gospodarz nie pozostaje nam dłużny i częstuje nas słowackim piwem. W takiej miłej atmosferze wieczór mija nam dość szybko i powoli układamy się do snu.

Autor: akurzawa74
Sklep online
Z Krakowa do Rzymu za 304 złote
Kiedy: do 30.06.12
Cena: 304 zł
Więcej promocji

Podziel się wrażeniami i zdjęciami ze swoich wypraw, zamieść relację z wyjazdu i wygraj aparat fotograficzny Fujifilm FinePix XP30!

Zobacz inne konkursy
SŁOWACJA

Stolica: Bratysława Waluta: euro (EUR) Język urzędowy: słowacki Inne: węgierski

Lokalny czas

GMT+1

Po co jechać

  • Kuchnia
  • Krajobrazy
  • Natura
  • Kultura

Kiedy jechać

Od kwietnia do września i od grudnia do lutego

Niezbędne informacje

więcej

Przydatne adresy

CZYTAJCIE NAS

Wideo

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia aparatem analogowym, brać udział w konkursach, a także jak fotografować ludzi na ulicy.

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak przygotować bohatera do zdjęć i o tym czy sprzęt ma duże znaczenie.

Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i ceny paliw w krajach europejskich

158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej podróży dookoła świata.

Wywiad z Rafałem Milachem ...

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia… więcej

Wywiad z Rafałem Milachem

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak… więcej

Samochodem po Europie - ...

Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i… więcej

2 lata w podróży ...

158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej… więcej

PODRÓZE

Lwów nostaligiczny i wypiękniony na EURO 2012; Najlepsze parki rozrywki w Europie; Szczecin - zielone miasto żaglowców; Turcja -  3 tys. km

więcej
W serwisie:
Kierunki
Aktualności
Wasze Wyprawy
Forum
Poradnik
Kuchnie Świata
Murator S.A:
O wydawnictwie
Kontakt do serwisu podroze.pl
Redakcja miesięcznika Podróże
Reklama
Licencje
Regulamin serwisu
Sklep on line
Serwisy internetowe:
Dom i ogród:
Muratordom.pl
Forum.muratordom.pl
Projekty.muratordom.pl
Muratorfinanse.pl
Urzadzamy.pl
Wymarzonyogrod.pl
Muratordom.com.ua
Architektura i budownictwo:
Muratorplus.pl
Architektura.muratorplus.pl
Tuznajdziesz.pl
Hobby i wypoczynek:
Podroze.pl
Zagle.com.pl
Poltrip.pl
Zdrowie i rodzina:
Poradnikzdrowie.pl
Dlarodzinki.pl
Dzieckozakupy.pl
www.Mjakmama24.pl
Rolnictwo:
Rolnictwoonline.pl
Wideo:
Jestem.pl
Porady:
Mowimyjak.pl
Rozrywka informacje:
Se.pl
Seusa.info
Eska.pl
Eskarock.pl
Voxfm.pl
Radiowawa.pl
Fabrykamuzy.pl
Gwizdek24.pl
Superauto24.pl
Zakupy:
Zakupy.muratordom.pl
Zakupy.urzadzamy.pl
Zakupy.wymarzonyogrod.pl
Zakupy.poradnikzdrowie.pl
Zakupy.zagle.com.pl
Supertanio.pl
Wgrupiekupie.pl
Sklep on line
Miesięcznik:
Murator
Dobre wnętrze
M jak mieszkanie
Moje mieszkanie
Podróże
Żagle
Zbuduj dom
Architektura
Zdrowie
M jak mama
Sklep on line