okazje

Park Narodowy Słowacki Raj (Slovensky Raj) to znakomite miejsce na emocjonujące piesze wędrówki i podziwianie fantastycznych krajobrazów.

26.12.2008

Wydaje mi się, że Słowacki Raj nie jest szczególnie popularną atrakcją turystyczną wśród Polaków, bo o ile wiele osób bywało w Wysokich Tatrach słowackich, o tyle Słowacki Raj jest dla znacznej liczby osób czymś zupełnie nieznanym. Może to zdumiewające, ale przed wyjazdem nie znałem żadnej osoby, która tam była, a pomysł na wyprawę przyszedł po obejrzeniu zdjęć ze Slovenskego Raju w Internecie.
Rejony te odwiedzałem parokrotnie i zawsze przy okazji wizyt w Tatrach – w momencie, gdy było za zimno na chodzenie po wysokich górach lub gdy pogoda wydawała się niepewna. Słowacki Raj położony jest kilkanaście kilometrów na południe od Popradu. Mimo teoretycznie korzystnego położenia - bo przecież Poprad to duży węzeł komunikacyjny – nie jest łatwo dostać się środkami komunikacji publicznej do miejscowości na obrzeżach parku. Pociągiem problem, bo nie dolatuje do obrzeży parku, autobusem też, gdyż jeżdżą zadziwiająco rzadko, jak na tak wielką atrakcję turystyczną. Także powrót może być kłopotliwy, jeśli przegapi się ostatni autobus w około 16.30-17.00. Najlepiej dysponować własnym samochodem, wtedy problemu nie ma.
Z Popradu należy kierować się drogą nr 18 w stronę Lewoczy. W okolicach miejscowości Kisovce trzeba skręcić na boczną drogę prowadzącą przez niewielkie wsie, aż do Hrabusic. Słówko na temat noclegów: osobiście odradzam zatrzymywanie się w następujących wsiach Hrabusice, Betlanovce, Vydrnik, Spissky Stiavnik. Przy całym szacunku dla ludzi je zamieszkujących (a są to głównie Cyganie), do miejscowości turystycznych zaliczyć ich nie sposób. W większości tworzą je biedne domostwa, co jakiś czas trafi się sklep i to tyle. Jakość nawierzchni dróg pozostawia wiele do życzenia. Turystów tu nie widać.
Patrząc z oddali, widok Słowackiego Raju uznanego w 1988 roku za park narodowy, nie powala na kolana. Ot, coś podobnego do Beskidu: zalesione górki między 600-1100 m.n.p.m. poprzecinane dolinami. Według mnie, najlepszym miejscem do rozpoczęcia wędrówki są wspomniane już Hrabusice, a dokładniej Podlesok. Tutaj znajduje się wystarczająco duży parking, kilka punktów gastronomicznych i hotel. Dziwi mnie trochę tak uboga w tym miejscu infrastruktura turystyczna, gdy jednak pomyślę o tym, co my zrobiliśmy, z przykładowo, Gubałówki, to może i lepiej, że w Podlesoku wygląda to diametralnie odmiennie. Jednodniowy, bo taki należy zakupić, bilet wstępu kosztował w tamtym roku 40 SK.
Wcześniej zaopatrzyłem się w mapę Zakładu Kartograficznego Sygnatura w skali 1:50000, która przedstawia cały teren Słowackiego Raju w sposób wystarczający dla zwykłego turysty. Szlaki są dobrze oznakowane, ale lepiej mieć ją przy sobie, na wszelki wypadek. Ważna rzecz: należy zadbać o stosowne buty, nie polecam spaceru w klapkach. Przyda się nieprzemakalne obuwie.
W pewien majowy weekend wybrałem się w marsz zielonym szlakiem, wąwozem („roklina” po słowacku) Sucha Bela. Jak większość szlaków w Słowackim Raju, tak i ten jest szlakiem jednokierunkowym. Według mapy i znaków jego przejście powinno zająć 3 godziny i 10 minut w jedną stronę, a powrót do Podlesoka szlakami żółtym i czerwonym 1 godzinę i 45 minut. Po drodze nie ma żadnego schroniska, więc lepiej zaopatrzyć się w prowiant oraz napoje i załatwić wszystkie potrzeby przed wejściem na szlak.
Zielony szlak prowadzi obrzeżami koryta wąskiej rzeczki. W początkowej częci ma szerokość około 2-3 metrów a porośnięte lasem brzegi wąwozu opadają łagodnie na dno doliny. Od początku urzeka naturalność tego miejsca i brak ingerencji człowieka innej niż ta, która ma ułatwiać poruszanie się na szlaku. Ułatwienia na szlaku, w tym miejscu mają postać drewnianych kładek, dzięki którym nie trzeba brnąć z zimnym strumieniu lub ryzykować skręcenia kostki, stąpając po mokrych rzecznych kamieniach.
Ścieżka prowadzi cały czas lekko pod górę. Ściany doliny stają się coraz bardziej strome, porośnięte trawą i mchem. Koryto rzeki, która wtedy płynęła wąskim strumieniem, snuje się stopniami skalnymi oraz między rumowiskiem dużych luźnych kamieni, po których prowadzi szlak. Znajdują się tutaj rozrzucone w nieładzie pnie połamanych drzew. W pewnym miejscu ujście doliny ograniczone wysokimi skałami rozszerza się, ukazując naszym oczom wodospad. Widok spadającej niemalże pionowo po dwóch dużych stopniach skalnych strugi wody, robiącej spory hałas, zapiera dech w piersiach. A może to widok dalszej części szlaku wywiera takie wrażenie?
Tutaj rozpoczyna się najciekawsza część szlaku, obfitująca w liczne ubezpieczenia czyniące go niezwykle urozmaiconym. Szlak prowadzi stromo po metalowych, solidnych drabinkach, do miejsca, skąd – jak wydaje się z dołu – wodospad bierze swój początek. Wodospad znajduje się po naszej prawej ręce, stosunkowo blisko, ale nie można go dotknąć. Lepiej skupić się na wspinaczce po drabinie, bo stopni do pokonania jest wiele, a upadek mógłby zakończyć się tragicznie. Nie wiem, na jaką wysokość wchodzi się po drabince, ale z pewnością jest to około 10 metrów. Osobom o słabych nerwach tego nie polecam, chociaż wydaje mi się, że nie ma się czego bać.
Po zejściu z drabinki, trasa prowadi wąską szczeliną skalną po specjalnych metalowych stopniach, przechodzących później w metalową kładkę i kolejną drabinkę. W tym miejscu możemy podziwiać kolejny, mniejszy tym razem wodospad. Drabinka prowadzi na kolejną kładkę, a z niej trafiamy na następną drabinkę, po której trzeba wspiąć się pionowo w górę – ponownie jakieś 10 metrów – bardzo atrakcyjny odcinek trasy!
Dalsza część szlaku Suchą Belą prowadzi dość płaskim korytem, gęsto usianym powalonymi pniami wysokich drzew. Pnie są wiecznie mokre, trzeba uważać, stąpając po nich. W jednym jedynym miejscu z wnętrza skalnego wystawał ponad pięciometrowy lodowy jęzor – pozostałość po zimie. Po jakimś czasie roklina znów ulega zwężeniu i ponownie pojawiają się drewniane kładki – jakby drabinki z grubymi stopniami. Stopnie te niejednokrotnie znajdują się w opłakanym stanie i na to trzeba uważać.
Ponownie szlak zaczyna się zwężać. Skały po obu stronach znajdują się na wyciągnięcie rąk, a wędrówka jest bardzo powolna. Na duży skalny stopień prowadzą metalowe klamry, potem kawałek drewnianą kładką wprost do niewielkiej pół-jaskini. Tutaj jest już bardzo wąsko – drewniana kładka prowadzi korytem rwącego strumienia, a nie nad nim, jak to zwykle bywało. Efekt jest taki, że po kładce płynie woda i jest bardzo ślisko. Z powodu ciasnoty, półmroku i niebezpieczeństwa poziom adrenaliny na pewno podskoczy wielu osobom.
Po wyjściu z niby groty ujrzałem jeden z najbardziej fascynujących widoków w moim życiu. Znalazłem się w swego rodzaju „kotle”, o średnicy może 10 metrów, otoczony ze wszystkich stron wysokimi, skalnymi ścianami. Na wprost spływał wysoki wodospad, a droga na górę prowadziła po kolejnej, najwyższej na szlaku drabinie znajdującej się w jego pobliżu. Piękne… Po drabince powoli w górę, a na górze czekała na mnie kolejna niespodzianka. Miejsca było bardzo mało i aby podążać dalszą część szlaku, trzeba było przedostać się przez skalne okienko na drewnianą kładkę. Kolejny ciekawy element.

Przeczytaj koniecznie: Poprad: baseny termalne, czyli najwieksze ...

Nieco dalej trasa wiodła coraz bardziej zdecydowanie pod górkę; ściany wąwozu obniżały się, aby w końcu zastąpił je dość błotnisty, głęboki rów, wychodzący na wyniesienie około 950-metrowe, gdzie krzyżowały się szlaki. Stąd spokojny powrót szlakami żółtym i czerwonym do Podlesoka. Wrażenia niesamowite, pierwsza wizyta w Słowackim Raju bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła i wiedziałem już – muszę tu wrócić!
Rok później, w sierpniu, ponownie zawitałem do Słowackiego Raju, tym razem przeszedłem Velky Sokol. Auto można zostawić 3 km od Podlesoka, w osadzie Pila. Jest tu też przystanek autobusowy Hrabusice pila. Dalej trasę pokonuje się piechotą. Tutaj nie ma żadnej infrastruktury turystycznej. Sam wąwóz jest ardzo podobny to Suchej Belej, wydaje się jednak, że znajduje się tu nieco więcej przewężeń, są też i wodospady, jak i wiele powalonych pni na drodze. Wysokość ścian skalnych dochodzi momentami do 300 metrów! Szlak jest koloru żółtego, jednokierunkowy, cztery godziny w jedną stronę, prawie trzy godziny z powrotem. Sporo, ale warto. Opis tego szlaku byłby niemal identyczny z Suchą Belą, warto więc skupić się na nieco odmiennej od tych dwóch trasie. Taka ciekawostka – w wąwozie Velky Sokol widziałem młodego mężczyznę przemierzającego szlak w samych kąpielówkach i klapkach – naprawdę, trzeba być niepoważnym, żeby robić coś takiego…
Wspomnianą wyżej, „odmienną trasą” jest niebieski szlak Przełomem Hornadu. Hornad to sporych rozmiarów rzeka i nie ma mowy o tym, aby szlak prowadził środkiem jej koryta, jak to było w przypadku dwóch poprzednich wąwozów. Szlakiem można poruszać się w obu kierunkach, co niekoniecznie jest w tym przypadku słusznym rozwiązaniem, ale o tym później. Ja obrałem trasę z Podlesoka, skąd po około 25 minutach dociera się do Hornadu i właściwego szlaku.
Było bardzo ciepło, ale poprzedniego dnia spadło trochę deszczu, co nieco utrudniało marsz, szczególnie w początkowej części szlaku, który prowadził ścieżką wśród podmokłych traw. Wszechobecne błoto budziło lekką irytację. Co ciekawe, mokre błoto było czarne, a nie brązowe, jak to się najczęściej spotyka. Białe obuwie sportowe nie wyglądało po takich przełajach zbyt czysto.
Najbardziej charakterystyczną rzeczą dla tego szlaku są małe metalowe platformy wbite bezpośrednio w ścianę wąwozu. Po tychże platformach odbywa się ruch pieszy. Jest ich całkiem sporo. Dla poprawienia bezpieczeństwa w skałach zamocowano łańcuchy spełniające rolę poręczy. Poruszając się po metalowych stopniach, należy zachować daleko posuniętą ostrożność – zdarza się tak, że skała towarzysząca nam z jednej strony nie zawsze odchyla się od turysty lub nie zawsze jest pionowa. Czasami napotykamy na wybrzuszenia wypychające nas w stronę rzeki, szczególnie uciążliwe dla osób wysokich. Nie raz musiałem się chwilę zastanowić, w jaki sposób pokonać taką przeszkodę.
W parku spotkałem się z dwoma rodzajami metalowych platform: pierwszy to nowe, solidne, a drugi to stare i moim zdaniem nadające się tylko do wymiany stopnie. Dziwne uczucie towarzyszy człowiekowi, gdy wędruje kilka metrów ponad lustrem wody i stąpając czuje, jak metalowe pręty lekko się uginają. Może jest to celowy zabieg, który ma tylko zwiększyć poziom emocji? Kto wie…
Moją uwagę zwróciła niezwykle wysoka wilgotność w tym rejonie. Było parno i byłem wiecznie mokry nawet, gdy szlak prowadził prostym odcinkiem. Nie byłem nigdy w dżungli, ale uczucie jest pewnie podobne. Wysoka temperatura, parowanie bujnej roślinności oraz wczorajszego deszczu; dodatkowo mokre skały, po których tu i ówdzie spływają strużki wody, jak i woda kapiąca na głowę z pobliskich drzew sprawiały, że panował tam specyficzny mikroklmat. Minusem takiej wilgotności jest fakt, że wszędzie jest bardzo ślisko. Apogeum tego zjawiska przypada w miejscu nazwanym „stupacky nad vecnym dazdom”, gdzie ów „wieczny deszcz” kapie nam na głowę z pobliskich skał porośniętych kępami traw i mchem.
Szlak jest bardzo urozmaicony i w przeciwieństwie Suchej Belej czy Velkego Sokola prowadzi raz w górę, raz w dół, a nie cały czas pod górę. Mamy tu zarówno drewniane kładki, metalowe stopnie, jak i klamry, łańcuchy, mostki. Jeden z takich mostków „lanova lavka” przerzucony jest wysoko nad wodą wśród drzew i można z niego podziwiać mętną i brązowawą w owym czasie toń Hornadu. Ciekawym, ale i niebezpiecznym miejscem na szlaku są odcinki prowadzące wysoko nad rzeką, w pobliżu szczytów skalnych ścian, a ściślej ich obrzeżami, bardzo wąską dróżką, bez żadnych ubezpieczeń pośród rozmokłej ziemi i wszędobylskich korzeni, o które nie trudno się potknąć.
Wspomniałem o tym, że szlak Przełomem Hornadu jest szlakiem dwukierunkowym. Stwarza to szereg niebezpieczeństw, głównie na ubezpieczonych odcinkach. Przykładowo, gdy metalowe platformy zamocowane w skałach biegną łukiem na dłuższym odcinku i nie widać, czy po drugiej stronie ktoś idzie w przeciwnym kierunku. Mijanie się na niewielkich stopniach może zakończyć się tragicznie i potrzeba czasem trochę wyobraźni i spokoju.
Niebieski szlak prowadzi do miejscowości Cingov i dalej do Smizan. Ja postanowiłem obrać inną trasę: wpierw odwiedziłem punkt widokowy Tomasovsky vyhlad. Z niebieskiego szlaku trzeba zejść na żółty i po około 45 minutach intensywnej wspinaczki docieramy na szczyt płaskiej skały (667 m.n.p.m.), z której roztacza się piękny widok w kierunku południowym na dalszą część parku narodowego Słowacki Raj. Warto tutaj chwilę odpocząć. Nie ma żadnych barierek zabezpieczających turystów przed wypadnięciem ze skalnej półki, także należy uważać, zbliżając się do krawędzi urwiska.
Z racji tego, że musiałem wrócić do Podlesoka, a nie chciałem maszerować tą samą trasą, skierowałem swoje kroki innym niebieskim szlakiem do Klastoriska, jedynego schroniska w całym parku znajdującego się na rozległej polanie. Według mapy powinno to zająć 1 godzinę i 50 minut. Po wejściu na 820 m.n.p.m byłem wykończony. Ciągła wędrówka w górę i w dół oraz duża wilgotność pozbawiły mnie sił. Dłuższy odpoczynek to była jedyna opcja na przetrwanie. Ledwo włócząc nogami, obejrzałem jeszcze ruiny dawnego klasztoru kartuzów z przełomów wieku XIII i XIV. Za niewielką opłatą można przechadzać się po kompleksie, w którym trwały prace renowacyjne. Tabliczki pokazują kierunek zwiedzania, a poszczególne pomieszczenia również są opisane. Można obejrzeć skromną makietę klasztoru i trochę naczyń. Powrót do Podlesoka zielonym, a potem niebieskim szlakiem to kwestia półtorej godziny.
Aż dziw bierze, że tak blisko znajduje się tak niesamowite miejsce jak Słowacki Raj. Wędrówki jego wąwozami dostarczają niezapomnianych wrażeń, a ilość zabezpieczeń na szlakach Słowackiego Raju dorównuje tym tatrzańskim. Zdjęcia nie są w stanie oddać piękna tego regionu, to trzeba zobaczyć!

info

Należy zadbać o nieprzemakalne obuwie, ponieważ szlaki prowadzą rzecznymi korytami i obecność wody jest rzeczą normalną. Po deszu poprzedniego dnia na szlakach znajdują się spore ilości błota, zatem sandały czy klapki są złym rozwiązaniem

noclegi

Odradzam zatrzymywanie się w następujących wsiach Hrabusice, Betlanovce, Vydrnik, Spissky Stiavnik. Są to biedne miejscowości bez charaktreu turystycznego. Najlepiej wybierać sprawdzone kwatery w Starym Smokovcu, Tatrzańskiej Łomnicy, Novej Lesnej i innych

transport

Najwygodniej samochodem osobowym do samego Podlesoka. Pociągi nie dojeżdżają w rejon Słowackiego Raju. Autobusy z Popradu kursują nieszczególnie często, ale w wypadku braku auta to jedyny sposób. Najlepiej sprawdzić w Internecie godziny odjazdów, by nie tracić czasu na niespecjalnej urody dworcu PKS/PKP

bezpieczeństwo

Na szlakach bywa ślisko, drabinki bywają wysokie i nachylone pod dużym kątem, w lesie pełno wystających korzeni i kamieni. Mijanie ludzi idących w przeciwnym kierunku na szlaku biegnącym Przełomem Hornadu, szczególnie na metalowych platformach jest niebezpieczne

atrakcje

Zapierające dech w piersiach krajobrazy. Szlaki prowadzące skalnymi wąwozami, po metalowych stopniach ubezpieczonych łańcuchami i drabinkach. Nienaruszona przez cywilizację przyroda tętniąca życiem.

Autor: Piotr_S Zdjęcia: Piotr Studziński
Sklep online
Z Krakowa do Rzymu za 304 złote
Kiedy: do 30.06.12
Cena: 304 zł
Więcej promocji

Podziel się wrażeniami i zdjęciami ze swoich wypraw, zamieść relację z wyjazdu i wygraj aparat fotograficzny Fujifilm FinePix XP30!

Zobacz inne konkursy
SŁOWACJA

Stolica: Bratysława Waluta: euro (EUR) Język urzędowy: słowacki Inne: węgierski

Lokalny czas

GMT+1

Po co jechać

  • Kuchnia
  • Krajobrazy
  • Natura
  • Kultura

Kiedy jechać

Od kwietnia do września i od grudnia do lutego

Niezbędne informacje

więcej

Przydatne adresy

CZYTAJCIE NAS

Wideo

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia aparatem analogowym, brać udział w konkursach, a także jak fotografować ludzi na ulicy.

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak przygotować bohatera do zdjęć i o tym czy sprzęt ma duże znaczenie.

Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i ceny paliw w krajach europejskich

158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej podróży dookoła świata.

Wywiad z Rafałem Milachem ...

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia… więcej

Wywiad z Rafałem Milachem

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak… więcej

Samochodem po Europie - ...

Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i… więcej

2 lata w podróży ...

158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej… więcej

PODRÓZE

Lwów nostaligiczny i wypiękniony na EURO 2012; Najlepsze parki rozrywki w Europie; Szczecin - zielone miasto żaglowców; Turcja -  3 tys. km

więcej
W serwisie:
Kierunki
Aktualności
Wasze Wyprawy
Forum
Poradnik
Kuchnie Świata
Murator S.A:
O wydawnictwie
Kontakt do serwisu podroze.pl
Redakcja miesięcznika Podróże
Reklama
Licencje
Regulamin serwisu
Sklep on line
Serwisy internetowe:
Dom i ogród:
Muratordom.pl
Forum.muratordom.pl
Projekty.muratordom.pl
Muratorfinanse.pl
Urzadzamy.pl
Wymarzonyogrod.pl
Muratordom.com.ua
Architektura i budownictwo:
Muratorplus.pl
Architektura.muratorplus.pl
Tuznajdziesz.pl
Hobby i wypoczynek:
Podroze.pl
Zagle.com.pl
Poltrip.pl
Zdrowie i rodzina:
Poradnikzdrowie.pl
Dlarodzinki.pl
Dzieckozakupy.pl
www.Mjakmama24.pl
Rolnictwo:
Rolnictwoonline.pl
Wideo:
Jestem.pl
Porady:
Mowimyjak.pl
Rozrywka informacje:
Se.pl
Seusa.info
Eska.pl
Eskarock.pl
Voxfm.pl
Radiowawa.pl
Fabrykamuzy.pl
Gwizdek24.pl
Superauto24.pl
Zakupy:
Zakupy.muratordom.pl
Zakupy.urzadzamy.pl
Zakupy.wymarzonyogrod.pl
Zakupy.poradnikzdrowie.pl
Zakupy.zagle.com.pl
Supertanio.pl
Wgrupiekupie.pl
Sklep on line
Miesięcznik:
Murator
Dobre wnętrze
M jak mieszkanie
Moje mieszkanie
Podróże
Żagle
Zbuduj dom
Architektura
Zdrowie
M jak mama
Sklep on line