Dla większości z nas Indie kojarzą się z Tadź Mahalem, królewskimi pałacami, słoniami, wyładowanymi pociągami, kolorowymi targami oraz tanecznymi filmami opowiadającymi o wielkiej miłości...
06.10.2009Po mimo swojej historii i sławy, Indie nie zostały zniszczone turystyką masową a sklepy z pamiątkami i dmuchanymi zabawkami to nadal rzadkość. Warto wspomnieć, iż w tym ponad miliardowym kraju, turyści zagraniczni corocznie stanowią jedyne około trzech milionów. Tu, prawie wszędzie, z małymi tylko wyjątkami, każdy może czuć się odkrywcą Nowej Ziemi, poznawać odmienną kulturę i obcować z ludźmi, którzy żyją w dokładnie taki sam sposób jak przed wiekami.
Nasza podróż w czasie rozpoczęła się w Delhi, dokąd radośnie dolecieliśmy z Europy a następnie kierowaliśmy się do stanu Rajastan oraz Haryana. Przez długi czas, zwłaszcza w Rajastanie, nie doświadczyliśmy obecności innych turystów a napotkani przez nas ludzie byli tak samo zainteresowani naszym widokiem jak my ich.
W Delhi spędziliśmy 2 dni, trochę zwiedzając, trochę obcując a przede wszystkim buszując po targach i straganach. Podróżowanie po Delhi jest dość łatwe, tanie, ale jednak bardzo czasochłonne. Kilometrowe kolejki aut, wozów, wielbłądów, ryksz i rowerów ciągną się głównymi ulicami miasta podzielonego na siedem części historycznych, z których każda to osobne miasto. Ludność Delhi może przytłoczyć, bo przekracza magiczną granicę 15 milionów. Natłok ludzi i kolorów daje się we znaki na każdym kroku, ale już po pierwszym dniu zaczęliśmy się wtapiać a cały harmider zaczął nas cieszyć i zajmować.
Jadąc do Delhi, jak i do całych Indii, ważnym jest odpowiednio się nastawić. Nie warto liczyć na spokojne spacerki o zachodzie słońca i ciche narożne kafejki, gdyż to co napotkamy nie będzie do tego podobne. Wszechobecna bieda może zasmucać. Jednakże w tej atmosferze zgiełku i wielokolorowości jest coś przyciągającego a szczere uśmiechy napotkanych ludzi zachęcają do wędrówek w głąb miasta.
Z ponad tysiąca różnorodnych zabytków, my wybraliśmy jedynie kilka. Zobaczyliśmy największy w Indiach, wspaniały meczet Jama Masjid zbudowany w drugiej połowie XVII wieku. Położony w pobliżu Czerwonego Fortu (Lal Kila) meczet jest nadal używany. Spod meczetu wsiedliśmy do rykszy aby podziwiać atmosferę Starego Delhi oraz targu Chandni Chowk, na którym zaopatrują się okoliczni mieszkańcy a nawet słynni projektanci kupują materiały i dodatki,m aby tworzyć z nich niepowtarzalne kreacje prosto ze światowych wybiegów mody. Stare Delhi jest bramą pomiędzy stolicami Brytyjskimi oraz Mogolskimi. Ryksza dowiozła nas pod Czerwony Fort (Lal Kila), gdzie mogliśmy udać się na krótki spacer po jego terenie, omijając jednak większość budowli, które są zamknięte dla zwiedzających. Nie było smutku, gdyż wiedzieliśmy, ze przed nami jeszcze wspaniały fort w Agrze, zbudowany również przez cesarza Szadźahana i jeszcze bardziej imponujący.
Naszą podróż kontynuowaliśmy dnia następnego udając się w kierunku Qutab Minar, pięciopiętrowej wieży zwycięstwa, wzniesionej przez Ajbaka, znajdującej się na terenie zespołu Lal Kot zbudowanego przez Anangpala z dynastii Tomarów.
Nowe Delhi zachwyca ogromem budynków rządowych i świątyń. Aż dziwnie się człowiek czuje przejeżdżając przez dzielnicę, zamieszkałą tylko i wyłącznie przez urzędników rządowych; dom za domem, jeden ciekawszy od drugiego. Jaka szkoda, że po zakończeniu kadencji będą musieli się z nich wynieść. Oczywiście dokonaliśmy kurtuazyjnej rundki wokół budynków rządowych i Parlamentu z widokiem na Indian Gate, by następnie popędzić w stronę Mauzoleum Humajuna.
Ciekawą opcją wydała nam się wizyta w Akshardham temple, nowoczesnej świątyni zbudowanej ku czci Bhagwana Swaminarayana (1781-1830) a zbudowana zaledwie w 2005 roku. Co prawda prace wykończeniowe trwają nadal, ale świątynię można już zwiedzać. Zachwycająca ilość rzeźbionych w kamieniu detali i figur oraz cały ogrom budowli pochłonęły nas na 4 godziny. Jedyną przykrością jest absolutny brak robienia zdjęć na terenie całego kompleksu a wszelkie urządzenia elektroniczne należy zostawić w depozycie.
Już się baliśmy, ale zdążyliśmy jeszcze zrobić ostatnie, w Delhi oczywiście, zakupy na Khan Market, bo następnego dnia wyruszaliśmy w naszą wyprawę na pustynię.
A wszystko zaczęło się od lotu z Delhi do Udaipuru. Po około godzinnym locie wylądowaliśmy w innym świecie. Suche pagórki, pojedyncze krzaczki i potworny upał powitał nas zaraz po opuszczeniu terminala. Jednego nie można było jednak odmówić, było luźniej. Bark tłumów podziałał na nas orzeźwiająco a prześmieszny widok pomalowanych na kolorowo ciężarówek i autobusów z pasażerami na dachu przyprawił dodatkowo o dobry humor. Udaipur nazywają bramą Rajastanu, gdyż poza jest już tylko pustynia, i rzeczywiście, jak się później dowiedzieliśmy, była to ostatnia ostoja zieleni. Przepiękne pagórkowe krajobrazy, wspaniałe pałace, ciekawe jeziora i tradycyjnie żyjący ludzie, robiący pranie na brzegu zapraszają do eksploracji.
Następnego ranka postawiliśmy na kulturę i zakupy. Zwarci i gotowi, z przewodnikiem na czele popędziliśmy na zwiedzanie miasta. Samo śródmieście zwiedza się bezboleśnie, wąskie uliczki i centrum o zwartej zabudowie wręcz zapraszają do szperania po stoiskach i sklepach a wszędobylskie krowy i kozy wprawiają w osłupienie. Nie daliśmy sobie jednak dużo czasu na buszowanie między połyskliwymi bransoletkami i kolorowymi tkaninami, gdyż nasz dumny wódz wskazał inny kierunek. Pałac Miejski. Ta ogromna budowla, oprócz Muzeum i teraźniejszych kwater Maharany mieści dwa jakby osobne pałace przekształcone obecnie na hotele. Mieszkając w takim otoczeniu, śpiąc na łożu z baldachimem zaraz obok dyndającej z sufitu huśtawki można się wprawić w prawdziwie królewski nastrój.
Z okien Pałacu rozpościera się wspaniały widok na jezioro Pichola z Pałacem Jag Mandir oraz romantyczny Lake Palace, będący obecnie hotelem sieci Taj. Szybkim truchtem dotarliśmy do przystani, skąd wieloosobowa łódź zabrała nas właśnie do Jag Mandir. Sam rejs łodzią po jeziorze był ciekawym przeżyciem a zwłaszcza deszcz nietoperzy, który nas spotkał w drodze powrotnej. Bez obaw, nie były nami zainteresowane a wszelkie aluzje do filmu „Ptaki” Alfreda Hithcocka były nietrafione. Po tak emocjonującym dniu padliśmy spać jak dzieci aby następnego dnia wyruszyć dalej, tam gdzie jest jeszcze goręcej i… jeszcze bardziej sucho.
Po wczesnym śniadaniu zapakowaliśmy się do naszego busika i popędziliśmy w kierunku Jodhpuru. Trzeba przyznać, że podróżowanie po wyboistych drogach, o ile są w ogóle, jest wstrząsającym przeżyciem, a kobietom polecam ubieranie bielizny sportowej J. Jednakże nie zamieniłabym autobusu na pociąg ani samolot, gdyż szkoda by mi było mijających za szybą widoków. Tu zaczyna się prawdziwe życie, ludzie pracujący w polu, zbierający plony, powożący wielbłądy oraz wszechobecne bydło i kozy pozwalają na posmakowanie prawdziwych Indii. Po kliku godzinach potrząsania i kiwania dostaliśmy do punktu pośredniego, do dźinijskiej świątyni w Ranakpurze poświęconej Adinathowi, pierwszemu nauczycielowi. Całość zbudowana jest z bardzo bogato rzeźbionego białego marmuru a wnętrze zdobią 1444 kolumny, każda innego projektu u i o odmiennym wyglądzie. Gdzie niegdzie wkradały się w rzeźbienia także figurki twórców oraz innych ważnych person. Wejście do tej świątyni, jak i do większości jest dozwolone wyłącznie na boso, z zakrytymi ramionami oraz spodniami o długości poniżej kolan. W razie zapomnienia takowego, obsługa z wielką chęcią wyposaża w bardzo gustowne różowe kitelki.
Świątynia przepiękna, pełna marmurowych zdobień i figur, bardzo przestrzenna a jednocześnie zwarta. Warto poprosić o przewodnictwo jednego z księży (ubrani na żółto-pomarańczowo), który także opowie ciekawą historię budowli.
Po kolejnych wybojach dotarliśmy do Dźodhpuru. To potężne miasto otoczone piaskowymi murami i królującym ponad nim Fortem Mehgrangarh budzi respekt i podziw. Zwie się je również „Niebieskim Miastem”, ze względu na wszechogarniający błękit domów, które nie tylko na zewnątrz, ale i w środku pomalowane są na niebiesko ku czci najwyższego Boga Shivy.
Sam fort, posępnie spoglądający na nas z góry, po mimo swej srogości mieści wspaniałe skarby, takie jak Pałac Perłowy (Moti Mahal) i Pałac Kwiatów (Phul Mahal), dumnie pokazujące wspaniałe malowidła i zdobienia.
Po mimo palącego upału nie poddaliśmy się i po przeprawie na drugą stronę wzgórza dotarliśmy do Jaswant Thanda, królewskiego krematorium i jednocześnie mauzoleum. Przy szóstej bramie obronnej zespołu znajdują się odciski dłoni królowych, żon Dźaswanta Singha II, które popełniły samobójstwo poprzez podpalenie („sati”) na grobie męża.
To, co jednak na zawsze pozostanie najgłębiej w naszej pamięci, to wizyta w dwóch wioskach plemion Bisznoi i Braminów. Te dwa plemiona, dość szeroko reprezentowane na terenie całych Indii żyją w sposób niezmienny od setek lat.
Zawsze w zgodzie ze zwierzętami i przyrodą mieszkają Bisznoi. Wszystko, co ich otacza jest przyjazne dla innych żywych stworzeń a sami mieszkańcy, żyjący bardzo skromnie po kilka rodzin w osadzie, robią wszystko by im pomóc.
Innych wrażeń dostarcza ceremonia Opium odgrywana każdego wieczoru w sąsiedniej wiosce, zamieszkiwanej przez plemię Braminów. Trzech Starszych siadając w półkolu przygotowują relaksujący napar by następnie wypić go bezpośrednio z dłoni mistrza ceremonii. Bez obaw, zawartość opium w wywarze to nie więcej niż 20%. Warto spróbować, zwłaszcza, że gospodarze chętnie częstują.
Po takich wrażeniach musieliśmy udać się na spoczynek, by następnego ranka wyruszyć w dalszą podróż, tym razem w Dźajpuru.
Po sześciu godzinach, które nawet udało nam się przespać, dotarliśmy do „Różowego Miasta”, czule objętego łańcuchem kamiennych wzgórz, ze wnoszącymi się na nich wspaniałymi fortami oraz upstrzone bogatymi pałacami. Dźajpur swój przydomek zawdzięcza bajkowym kolorom domostw, pomalowanych na różowo, tworzących niezapomniany widok.
Pierwszy na naszej liście był oczywiście Fort Amer (Amber Fort), do którego dostać można się zarówno na słoniu jak i jeepem. Ograniczenia dotyczące jazdy na słoniach związane są głównie z temperaturą i maksymalnym dziennym obciążeniem, jakie zwierze może unieść. My oczywiście nie mogliśmy przepuścić takiej okazji i wkroczyliśmy majestatycznie na słoniach, patrząc z góry na wszystkich i wszystko za wyjątkiem naszego Mahouta, który nie wypuściłby nas be odpowiedniego napiwku.
Biedniejsi o Dolara, ale nadal uniesieni przeżyciem rozpoczęliśmy eksplorację terenu, by następnie szybkim truchtem przenieść się w okolice Pałacu Miejskiego oraz Hawa Mahal (Pałac Wiatrów). Stanowczo najciekawszym punktem, a zarazem tym, który zatrzymał nas na dłużej było Muzeum Tkanin, w której oprócz wzorów prezentowano gotowe stroje dworskie z poprzednich epok.
Jeszcze szybki przystanek przy Obserwatorium Astronomicznym, gdzie przebierając żwawo nogami próbowaliśmy ogarnąć ogrom tego XVII wiecznego obserwatorium.
Nasz pośpiech usprawiedliwiała gorączka zakupów, bo przecież Dźajpur z tego słynie. Tego wieczoru byliśmy królami Dźohari Bazar! Poszewki, koce, szaliki, ubrania, biżuteria, smakołyki i przyprawy...dwie godziny to za mało.
Dopiero wtedy poczuliśmy zmęczenie. Strudzeni ciężkim targowaniem i dźwiganiem zakupów udaliśmy się na zasłużony odpoczynek.
Nowy dzień, nowa przygoda. Zaczęliśmy się zbliżać do naszej finalnej destylacji, do boskiego Taj Mahal. Jednak jeszcze inne atrakcje czekały nas po drodze.
W sześć godzin po obudzeniu dotarliśmy do „Miasta Widma”, czyli Fatehpur Sikri. To tu na cześć szejka Salima w 1571 roku cesarz Akbar wybudował swoją stolicę. Cesarz był tak wdzięczny za przepowiednie narodzin swoich trzech synów, że postanowił przenieść stolicę z Agry do Fatehpur Sikri. Jednakże po kliku zaledwie latach miasto bez dostępu do jakiejkolwiek drogi wodnej zostało opuszczone przez dwór i zaczęło popadać w zapomnienie, ale nadal działając na wyobraźnię.
Po dotarciu do Agry szybkim truchtem podążyliśmy w stronę słynnego Fortu. Zaiste jest on olbrzymi, majestatyczny i ciekawy a z jego okien można dostrzec w oddali, jakby nierealny…..Tadź Mahal (Taj Mahal).
Fort w Agrze, podobnie jak Fatehpur Sikri, zbudował z jasno-czerwonego piaskowca w XVI wieku Akbar, dziadek Szahdźahana, odpowiedzialnego za rzeczony Tadź Mahal. Posiada on podwójne mury oraz dodatkową bramę wjazdową ustawioną prostopadle do pierwszej, aby uniemożliwić szarżę słoni oraz dwie fosy, suchą i mokrą.
Po męczącym dniu szybciutko pobiegliśmy do spania, żeby wstać jeszcze przed wschodem słońca.
Było ciężko, ale emocje nie pozwoliły nam przespać budzików upiornie nastawionych na godzinę 4.30 nad ranem. Nikt się nie chciał spóźnić. Zwarci i gotowi popędziliśmy w stronę Mauzoleum Tadź. Po krótkiej podróży rykszą dotarliśmy pod bramę główną. Jeszcze tylko bilety, kontrola bezpieczeństwa i można wchodzić.
Mauzoleum zbudował w XVII wieku cesarz Szahdźahan, chcąc ukoić ból po utracie ukochanej żony, Mumtaz, która zmarła rodząc mu czternaste dziecko. Cały grobowiec zbudowany jest z białego marmuru, swoją architekturą miała symbolizuje Raj a jego majestatyczność symbolizuje potęgę islamu oraz wszechmocność władców mogolskich. Podobno, kiedy grobowiec był już gotowy, trumnę cesarzowej pokryto warstwą czystego złota, a cesarz miał ją dodatkowo obsypać perłami i diamentami. Dodatkowo przed budowlą stało 2000 żołnierzy, którzy dzień i noc musieli pilnować tych bajecznych skarbów.
Jako pierwszą zobaczyliśmy bramę wejściową, inkrustowaną wersetami z Koranu, których wielkość rośnie wraz z wysokością. Brama ta stanowi swoistą granicę pomiędzy szarą rzeczywistością z brudem i zgiełkiem a dostojeństwem mauzoleum.
Pośpiech nie jest wskazany. Najwspanialszych uczuć można doznać przechodząc powoli przez bramę, kiedy Tadź Mahal otwiera się stopniowo przed naszymi oczami a jego piękno, romantyzm i potęga rosną w miarę zbliżania się. Wiele słów powiedziano na temat jego piękna, ale na pewno jest on: wspaniały, cudowny, doskonały, wytworny, królewski, rozkoszny, subtelny, magiczny, precyzyjny, niesamowity, majestatyczny, urzekający, niebiański, fenomenalny, nieziemski, boski, genialny, dumny, wzruszający, czarodziejski, widowiskowy, wyniosły, imponujący, ujmujący, zniewalający, rajski, efektowny, spektakularny, hipnotyczny, obezwładniający, nadzmysłowy, zniewalający, magnetyczny… Ach!
Po kilku godzinach pałania zachwytem nadszedł czas powrotu do Delhi a tym samym do domu. Zapakowaliśmy więc wszystkie nasze włości, znacznie powiększone poprzez zakupy zrobione tu i ówdzie, z duszą na ramieniu i obawą dopłat za nadbagaż wyruszyliśmy w stronę stolicy. Po czterech godzinach podskoków i potrząsań dotarliśmy na lotnisko, gdzie zakończyła się nasza przygoda. Na chwilę obecną oczywiście…
więcej na moim blogu na http://747.pl/poradnik-podroznika/
SEZONY
W Indiach wyróżniamy 3 pory roku:
- ZIMA (od października do lutego) - kiedy jest ciepło i przyjemnie w dzień a chłodniej w nocy, najprzyjemniejsza do zwiedzania, ze względu na przyjemne temperatury, ale uciążliwa ze względu na ilość turystów.
- LATO (od kwietnia do czerwca) – upalne i wilgotne, doskonałe dla obserwacji przyrody.
- PORA MONSUNU (od lipca do września), wspaniała na piesze wędrówki oraz na wzięcie udziału w jednym z kolorowych festiwali.
CO ZABRAĆ
Im mniej, tym lepiej – będzie więcej miejsca na pamiątki oraz wspaniałe wytwory miejscowe.
Generalna zasada – wszystko z naturalnych materiałów np. z bawełny. Do zwiedzania świątyń niezbędne będą bluzki z rękawami i długie spodnie oraz łatwe doścignięcia przed wejściem japonki.
Lekarstwa nie są konieczne, gdyż wszystko jest łatwo dostępne miejscu a opieka medyczna jest na wysokim poziomie.
A poza tym:
- Krem do opalania oraz balsam do ust,
- tabletki zapobiegające odwodnieniu
- tabletki przeciwdziałające chorobie lokomocyjnej,
- spray na komary,
- wilgotne chusteczki czyszczące lub krem bakteriobójczy,
- ubezpieczenie podróżne
INFORMACJE DLA KIEROWCÓW. Turyści zmotoryzowani muszą legitymować się międzynarodowym prawem jazdy. Ruch jest lewostronny. W Indiach często zdarzają się wypadki drogowe na trasach między miastami. Powodem jest zły stan dróg, zły stan techniczny samochodów (szczególnie ciężarowych i autobusów) oraz łamanie przepisów przez kierowców. W razie wypadku drogowego, zwłaszcza gdy poszkodowanym jest człowiek lub krowa, może dojść do konfliktu z miejscową ludnością.
INFORMACJE DLA KIEROWCÓW. Turyści zmotoryzowani muszą legitymować się międzynarodowym prawem jazdy. Ruch jest lewostronny. W Indiach często zdarzają się wypadki drogowe na trasach między miastami. Powodem jest zły stan dróg, zły stan techniczny samochodów (szczególnie ciężarowych i autobusów) oraz łamanie przepisów przez kierowców. W razie wypadku drogowego, zwłaszcza gdy poszkodowanym jest człowiek lub krowa, może dojść do konfliktu z miejscową ludnością.
PORADNIK Ministerstwa Spraw Zagranicznych „Polak za granicą”
INDIE
(Republika Indii)
Stolica: Delhi (New Delhi)
Waluta: rupia indyjska (INR), 1 INR = 100 pais (paisa);
Języki urzędowe: hindi, angielski oraz 21 lokalnych języków urzędowych
WIZA, PRZEPISY WJAZDOWE. Przy wjeździe do Indii konieczna jest wiza. Wjazd bez ważnej wizy indyjskiej jest możliwy w nagłych i uzasadnionych przypadkach, na 72 godziny lub maksymalnie do 15 dni, po przedstawieniu listu gwarancyjnego od instytucji, ważnych osobistości lub przedstawicieli placówek dyplomatycznych. Koszt wystawienia wizy na lotnisku to 80 USD. Wizy nie można otrzymać na lądowych przejściach granicznych. Wymagany jest 12-miesięczny okres ważności paszportu (liczony od daty uzyskania wizy). Wjazd do Indii powinien nastąpić przed upływem 6 miesięcy od daty wystawienia wizy. W przypadku wizy tranzytowej wymagane jest okazanie biletu na dalszą podróż lub powrotnego do kraju. Czas oczekiwania na wizę wynosi od dwóch dni do trzech tygodni. Nie ma obowiązku udokumentowania określonej kwoty na każdy dzień pobytu. Przebywanie na terenie Indii bez ważnej wizy jest traktowane jako poważne wykroczenie. Dokumenty wymagane przy ubieganiu się o wizę turystyczną: paszport z odpowiednim okresem ważności, 2 aplikacje wizowe, 3 kolorowe zdjęcia, bilet powrotny lub jego rezerwacja, rezerwacja hotelu. W przypadku wizy biznesowej: zaproszenie od miejscowej firmy, fotokopia REGON, list intencyjny firmy polskiej w języku angielskim oraz dokumenty jak w przypadku wizy turystycznej.
PRZEPISY CELNE. Nie ma ograniczeń co do wysokości kwot przewożonych pieniędzy. Należy zgłosić kwoty przewyższające 10 tys. USD, zaleca się jednak zgłaszanie nawet niższych sum. Bez wcześniejszej deklaracji wwozu można wywieźć bez zezwolenia do 2500 USD. Obowiązujące przepisy celne mieszczą się w granicach ogólnie przyjętych. Bez cła można wwieźć: rzeczy osobiste, upominki o wartości do 100 USD na osobę, 200 szt. papierosów i 1 l mocnego alkoholu. Wwożenie aparatów fotograficznych, komputerów, sprzętu audiowizualnego i telefonów komórkowych jest odnotowywane w paszportach przez urząd celny. Bezwzględnie zabroniony jest przywóz broni i amunicji. Nie wolno wwozić złota i srebra poza przedmiotami osobistego użytku. Z Indii nie wolno wywozić: antyków (przedmiotów mających ponad 100 lat), wyrobów z kości słoniowej, skór zwierząt (szczególnie gadów), skorup żółwi.
PRZEPISY PRAWNE. Zabrania się wwozić i wywozić narkotyki. Osoby próbujące przemycić narkotyki podlegają karze pozbawienia wolności od 10 do 20 lat. W Indiach od niedawna obowiązuje podatek VAT.
UBEZPIECZENIE. Bezwzględnie należy mieć tzw. carnet de passage. Polisy ubezpieczeniowe uznawane są zgodnie z przyjętymi na świecie zasadami. Wskazane jest wykupienie indywidualnego pakietu ubezpieczeniowego, szczególnie od następstw nieszczęśliwych wypadków i kosztów leczenia.
PODRÓŻOWANIE PO KRAJU. Wymagane jest specjalne zezwolenie (wydawane za pośrednictwem biur rejestracji cudzoziemców przez indyjskie MSZ oraz MSW) na wjazd na tzw. terytoria zastrzeżone i chronione: archipelagi Andamanów, Nikobarów, Lakkadiwów, wyspy Minikoj i Amindiwy, tereny przygraniczne stanów: Uttar Pradeś, Sikkim, Mizoram, Manipur, Arunaćal Pradeś, Himaćal Pradeś, Nagaland oraz Dżammu i Kaszmir.
CIEKAWSZE FESTIWALE
[Opisy świąt pobrano ze strony www.indiaguide.pl]
Diwali, dipawali — najważniejsze święto obchodzone w całych Indiach, rozpoczyna się w 14-ty dzień księżycowy miesiąca kartik, po dwóch tygodniach ciemności, gdy księżyc jest w nowiu, a więc w czarnym księżycu, między końcem września a początkiem listopada; dipa to mała lampka oliwna, zaś awali znaczy rząd — podczas święta wszyscy hindusi, niezależnie od wyznawanej religii, wystawiają przed dom rzędy zapalonych lampek oliwnych. Jest to symboliczne zwycięstwo światła nad ciemnością, dobra nad złem, na pamiątkę zwycięstwa boga Ramy nad demonem Rawaną.
Dżiniści obchodzą natomiast ustanowienie dharmy przez Mahawirę.
Durga-pudża (dassera, daśahara, dussehra) — jedno z największych świąt religijnych północnych Indii, obchodzone każdego roku przez dziewięć dni, navaratri (wrzesień-październik). W czasach archaicznych było to święto zbiorów (dożynki) i początek pory chłodnej. Durga otrzymywała podziękowania za obfite plony, a ją samą często przedstawiano pod postacią dziewięciu roślin pasterskich owiniętych w sari. W czasie tego święta czci się zwycięstwo Durgi nad bawołem-bykiem, Mahisasurą, symbolem sił chaosu i nieuporządkowania. Buduje się ołtarze dla posągu Durgi z gipsu, słomy i gliny, kolorowo malowane i ozdobione w dary natury. Przez dziewięć dni oddaje się cześć bogini, a następnie przenosi się ją w korowodzie (dzisiaj są one obwożone na traktorach) nad rzekę i topi.
Ganeśa Czaturthi — jego urodziny wypadają w sierpniu/wrześniu i są uroczyście obchodzone w całych Indiach, ale najhuczniej w stanie Maharashtra. W każdym domu robi się posągi i figurki Ganeśi z wszelkich możliwych materiałów, maluje się je na wszystkie kolory, stroi girlandami z kwiatów, ofiaruje orzech kokosu i adoruje przez parę dni. Jest to święto szczególnie hucznie obchodzone przez dzieci, które utożsamiają się z grubaskiem-słonikiem, przebierają się za niego i biegają szczęśliwe po ulicach miast i miasteczek, korzystając z wyjątkowej swobody i objadając się słodyczami. W ostatnim dniu święta wszystkie rzeźby, statuetki i obrazki topi się w wodzie.
Holi — święto wiosennego zrównania dnia i nocy, w pełnię księżyca (luty-marzec), kojarzone z odejściem zimy.
Na północy Indii poświęcone Krisznie, a na południu — bogu miłości Kamie. Kriszna żalił się, że skóra Radhy jest biała, a jego — ciemna, i Jaśoda poradziła mu, żeby posypał ją kolorowym proszkiem. Tak więc w tym dniu wszyscy świętujący obsypują się kolorowym proszkiem i tańczą z radości. Kolor czerwony oznacza nową krew płynącą w żyłach, przynoszącą życie i miłość. Krisznie składa się w ofierze prasad, dar z czerwonych kwiatów drzewa asioki, symbol miłości. Wieśniacy śpiewają rozpustne piosenki, a wieczorem palą ogniska i pieką placki.
Pongal — święto końca zbiorów w Tamil Nadu, w połowie stycznia, trwające cztery dni. Wszyscy częstują się nawzajem pongalem — jest to mieszanka ryżu, cukru z trzciny cukrowej, grochu i mleka, symbol obfitości i powodzenia w przedsięwzięciach.
Śiwaratri — święto ku czci Śiwy, obchodzone w nocy na przełomie lutego/marca, na pamiątkę odtańczenia przez Śiwę tańca Ananda Tandawa; jest poprzedzone dwudziestoczterogodzinnym postem, a nocne uroczystości skupiają się wokół lingamów, obmywanych mlekiem i obsypywanych kwiatami.
Dżanamastami — święto urodzin Kriszny na przełomie sierpnia/września wymaga przestrzegania 24-godzinnego postu aż do północy, kiedy Kriszna przyszedł na świat. Statuetki boga są oblewane mlekiem, a jego imię powtórzone 108 razy. Tańce i muzyka wprowadzają w trans, a szaleństwu i swawoli nie ma końca — dziś już nie ma takich ekstatycznych pochodów ku czci Kriszny jak dawniej.
Wasanta Pańczami — kiedyś obchodzone było tylko na północy, w styczniu, dziś rozprzestrzenia się w całych Indiach. Na ulicach buduje się ołtarze ku czci bogini Saraswati i wiosny (wasanta znaczy wiosna); uczniowie i studenci przynoszą podręczniki szkolne i książki, instrumenty muzyczne, sztalugi, pędzle malarskie i wszelkie przybory szkolne z prośbą o błogosławieństwo.
Ramanavami — urodziny Ramy obchodzi się w marcu/kwietniu, przy zapalonych w świątyniach lampkach odgrywane są fragmenty Ramajany, pieczołowicie przygotowane przez zespoły artystyczne pod okiem braminów
BEZPIECZEŃSTWO. W ostatnim czasie odnotowuje się zwiększone zagrożenie zamachami terrorystycznymi i przestępczością pospolitą. Szczególnie uważać należy na kradzieże kieszonkowe w miejscach tłumnie odwiedzanych przez turystów. Problemem są też nieuczciwi sprzedawcy, rikszarze i taksówkarze, szczególnie na lotniskach. Terenami szczególnie zagrożonymi atakami terrorystycznymi są Dżammu i Kaszmir, Asam oraz pozostałe stany północno-wschodnie. Ze względu na zamieszki na tle religijnym wskazane jest zachowanie ostrożności w miejscach skupisk mniejszości wyznaniowych, szczególnie w stanach Gudźarat i Uttar Pradeś.
SZCZEPIENIA, SŁUŻBA ZDROWIA. Nie występują szczególne zagrożenia epidemiami, choć można się liczyć ze wzrostem zachorowań na malarię i dengę w okresie bezpośrednio po monsunie. Nie są wymagane żadne szczepienia, jednak zaleca się szczepienia przeciw żółtaczce typu A i B oraz tężcowi. W niektórych rejonach, np. Mumbaju, uzasadnione jest przyjmowanie leków przeciwmalarycznych. Zaleca się przestrzeganie higieny osobistej, picie wody wyłącznie przegotowanej lub napojów zamkniętych fabrycznie. Dostęp do opieki medycznej zależy od miejsca pobytu. W dużych miastach nie ma problemów z uzyskaniem fachowej pomocy. Koszt wizyty lekarskiej waha się od 10 do 20 USD, doba w szpitalu kosztuje od 30 do 120 USD (bez zabiegów i badań). W mniejszych miastach ceny tych usług są odpowiednio niższe.
Dobra wiadomość przed wakacjami: tańszy roaming w krajach UE
godz. 04:45 Niedziela 27.5.2012 Autor: podróże.plPodziel się wrażeniami i zdjęciami ze swoich wypraw, zamieść relację z wyjazdu i wygraj aparat fotograficzny Fujifilm FinePix XP30!
Stolica: Delhi (New Delhi) Waluta: rupia indyjska (INR) 1 INR = 100 pajs (paisa) Języki urzędowe: hindi, angielski
Lokalny czas
Niezbędne informacje
więcejCZYTAJCIE NAS
Wywiad z Rafałem Milachem ...
Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia… więcej
Wywiad z Rafałem Milachem
Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak… więcej
Samochodem po Europie - ...
Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i… więcej
2 lata w podróży ...
158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej… więcej
Tagi
- W serwisie:
- Kierunki
- Aktualności
- Wasze Wyprawy
- Forum
- Poradnik
- Kuchnie Świata
- Murator S.A:
- O wydawnictwie
- Kontakt do serwisu podroze.pl
- Redakcja miesięcznika Podróże
- Reklama
- Licencje
- Regulamin serwisu
- Sklep on line
- Serwisy internetowe:
-
- Dom i ogród:
- Muratordom.pl
- Forum.muratordom.pl
- Projekty.muratordom.pl
- Muratorfinanse.pl
- Urzadzamy.pl
- Wymarzonyogrod.pl
- Muratordom.com.ua
- Architektura i budownictwo:
- Muratorplus.pl
- Architektura.muratorplus.pl
- Tuznajdziesz.pl
- Hobby i wypoczynek:
- Podroze.pl
- Zagle.com.pl
- Poltrip.pl
- Zdrowie i rodzina:
- Poradnikzdrowie.pl
- Dlarodzinki.pl
- Dzieckozakupy.pl
- www.Mjakmama24.pl
- Rolnictwo:
- Rolnictwoonline.pl
- Wideo:
- Jestem.pl
- Porady:
- Mowimyjak.pl
- Rozrywka informacje:
- Se.pl
- Seusa.info
- Eska.pl
- Eskarock.pl
- Voxfm.pl
- Radiowawa.pl
- Fabrykamuzy.pl
- Gwizdek24.pl
- Superauto24.pl
- Zakupy:
- Zakupy.muratordom.pl
- Zakupy.urzadzamy.pl
- Zakupy.wymarzonyogrod.pl
- Zakupy.poradnikzdrowie.pl
- Zakupy.zagle.com.pl
- Supertanio.pl
- Wgrupiekupie.pl
- Sklep on line
- Miesięcznik:
- Murator
- Dobre wnętrze
- M jak mieszkanie
- Moje mieszkanie
- Podróże
- Żagle
- Zbuduj dom
- Architektura
- Zdrowie
- M jak mama
- Sklep on line

