Odkąd Ameryka Lacinska stala się moją obsesją wiedziałam, że kiedyś tam w końcu pojadę. I stalo się. Trzy lata temu poznalam swoich brazylijskich przyjaciól. Z typową dla tego narodu otwartością zaprosili mnie do siebie. W końcu się udalo.
11.05.2008Już sama podroż z lotniska do mieszkania dostarczyla niezłych wrażeń, przekonałam się że zasady drogowe nie są zbyt lubiane przez Brazylijczyków, a moja przyjaciolka traktuje samochód jak bestię, która należy okielznać. Na szczęście widoki za oknem zupełnie pochłonęły moja uwagę…oto Rio de Janeiro w calej swej okazałości nareszcie było osiągalne. W końcu dotarlam do Cidade Maravilhosa (Cudowne Miasto) i nic co wcześniej czytałam na jego temat nie było przesadzone, a jednocześnie nic nie było wstanie mnie przygotować na to spotkanie. To była miłość od pierwszego wejrzenia.
Tego dnia jeszcze czeka mnie mnóstwo wrażeń, pierwsze z nich to wycieczka na glówną atrakcję Rio czyli Pao de Azucar. Jak się okazalo turystów jest calkiem sporo, co zważywszy na poza sezonową porę roku jest dość dziwne, skutkiem jest też problem z zaparkowaniem i ostatecznie musimy się zdecydować na pomoc „naganiaczy” czyli ulicznych pomocników w parkowaniu, którzy czasem „pomagają” nawet gdy nie ma takiej potrzeby, oczywiście oczekując stosownej zaplaty. Niemniej tym razem są bardzo przydatni, gdyż dzięki jednemu z nich udaje nam się znaleźć miejsce i szczęśliwie zaparkować na tej niewielkiej powierzchni pomiędzy samochodami jaka jest dostępna. Następnie po odstaniu w kolejce wreszcie docieramy do kasy, gdzie kupujemy bilet i razem z innymi podekscytowanymi turystami wsiadamy do wyglądającego jak bańka wagonu, który wyladowany po brzegi z trudem ruszya w górę. Podróż trwa zaledwie kilka minut. Najpierw dociera się na Morro da Urca, które znajduje się u podnóża glowy cukru by następnie kolejnym wagonem dostać się na tę wlasciwą czyli Pao de Azucar. Widok jest niesamowity. Rio w calej swej okazałości rozciąga się u naszych stop, szczególnie malowniczo jest po zachodniej stronie gdzie ciągną się plaże Copacabana, Ipanema i Leblon, a za nimi góry. Oczywiście widać tez doskonale konkurentkę Glowy Cukru czyli Corcovado ze slynną figura Chrystusa na szczycie. Warto tez wspomnieć o imponującym moście Presidente Costa e Silva, który lączy Rio de Janeiro z Niteroi. To wszystko można podziwiać krążąc po szczycie Pao de Azucar, można tez wreszcie usiąść na lawce i plawić się w cieplych promieniach słońca i orzeźwiającym wietrze, myśląc jak zimno i paskudnie jest w tej chwili w Polsce…Camila bardzo przejęta swą rolą przewodnika stara się wszystko opisywać, opowiadać i pokazywać. A ja staram się zapamiętać co gdzie leży i która plaża jak się nazywa, co wbrew pozorom nie jest takie proste jak się wydaje.
W końcu zjeżdżamy w dól, spacerujemy jeszcze trochę, wypijam swoja pierwsza w życiu wodę kokosową prosto z samego kokosa i udajemy się na lunch do mieszkania chłopaka mamy mojej przyjaciółki. Jest tam już prawie cala rodzina, wszyscy chcą mnie poznać, mają mnóstwo pytań i uśmiechają się przez caly czas. Jedzenie jest przepyszne, główne danie to PICANHA, czyli wolowina grilowana solona. Ten rodzaj mięsa jest niezwykle popularny w Brazylii, szczególnie w churrascariach o których opowiem trochę później. Zaraz po obiedzie udajemy się na niedzielną rozrywkę cariocas czyli na mecz pilki nożnej. Stadion na którym się odbywa mecz to Maracana- jeden z największych stadionów świata. Miejsce to dla samych Brazylijczyków jest niemal święte, w końcu futbol traktowany tu jest jak druga religia. Jest to stadion narodowy, a od 1954 posiada status zabytku. Pomimo ego iż oficjalna nazwa
Jak można było się spodziewac uplunely one niczym mrugniecie powieką…Dwa dni spędzamy w Sao Paulo – nie bez racji nazywanym Nowym Jorkiem Ameryki Łacińskiej. Jest to miasto ogromne i pelne kontrastow. Jako stolica przmyslowo-handlowa z duma prezentuje smukle wieżowce, biura i cale masy ludzi w garniturach. Jednak wystarczy wyjechac troche poza centrum aby zobaczyć wzgórza porośnięte domkami z blachy i drewna. Corticos, czyli dzielnice nędzy w Sao Paulo zamieszkuje ok. 5 milionów ludzi.
Czas jaki tam spędziliśmy uświadomił mi jak bardzo miejsce to jest rozne od Rio de Janeiro. Zrozumiałam dlaczego cariocas za nim nie przepadaja. To prawda, jest imponujące, zwłaszcza glowna ulica w centrum – Avenida Paulista, wzdłuż której ciagną się smukle i dumne wieżowce zasłaniające niemal cale niebo, jest też tloczne i hałaśliwe Libertade czyli dzielnica chinska, z której chciałam wydostac się jak najszybciej. Warto tez wspomniec o Mercado Municipal z calą masą roznych owoców, warzyw, kawy i innych specjałów brazylijskich. Wieczorem natomiast można wybrać się do churrasciaria, o której wspominałam już wcześniej. Jest to wymarzone miejsce miłośników mięsa. Ja może do nich nie należę, ale bardzo lubię poznawać nowe rzeczy więc z radością wybrałam się do tej świątyni mięsożerców. Miejsce okazalo się być dość staromodne i kiczowate, aczkolwiek nie pozbawione uroku. Każdy z nas dostal male papierowe koleczko, z jednej strony zielone a z drugiej czerwone. Należało położyć je na stole, obok swojego talerza, kolor zielony oznaczal przyzwolenie dla kelnerów, wedrujących z półmiskami z roznego rodzaju miesem, iż mogą podejść i zaproponować nam cos co akurat tam maja. Czerwone natomiast oznaczalo, iż nie mamy w tym momencie ochoty na jedzenie.
Nareszcie jednak wróciłyśmy do Rio, gdzie od razu poczulam się lepiej, slonce, plaze i błękitne niebo działają na mnie zdecydowanie bardziej niż wiezowce i wszędobylskie garnitury. Jeden caly dzien postanowlilysmy spędzić włócząc się po centrum Rio, które ma wiele do zaoferowania, scisk, halas i spaliny wcale mi nie przeszkadzaly. Cieszyłam się kazda chwila wśród tych pelnych radości i energii ludzi. Spacerując tak po prostu po miescie i obserwując zycie codzienne mieszkańców można się bardzo dużo dowiedzieć, poznać kulturę i zwyczaje. Przyjrzeć się z bliska biedzie i bogactwu, które nierzadko ze sobą sąsiadują. Można tez usłyszeć radosną i beztroską sambą na ulicy lub w autobusie. Największe jednak wrażenie zrobila ta uslyszana w pociągu jadącym na Corcovado. Muzycy sprawili ze niemal caly wagon zaraz ozyl i kto tylko potrafil tańczył sambę w wąskich przejściach pomiędzy siedzeniami. Podróż tym pociągiem nie tylko ze względu na sambę jest niesamowita, widoki jakie wyłaniają się zza drzew porastających Corcovado są jeszcze bardziej zapierające deh niż te z Pao de Azucar. Corcovado czyli Garbata Góra od dawna rywalizuje z Glową Cukru o miano symbolu Rio, lecz dla mnie było oczywiste ze jest zwycięzcą już pierwszego dnia kiedy zobaczyłam figurę Chrystusa górującą nad miastem, a potem już na szczycie tylko się w tym utwierdziłam. To oczywiste ze widok jest niesamowity, ale sam posąg robi też niesamowite wrażenie, to co wcześniej widziałam tylko na zdjęciach czy w filmach nagle miałam tuz przed sobą, tak blisko, na wyciągniecie ręki…
Brazylia ma tak wiele do zaoferowania ze dwa tygodnie tam spędzone tylko pobudzają apetyt na więcej. Niemal każdy kto raz zawita do tego słonecznego raju będzie chciał tam wrócić.
Im bliżej końca mego pobytu tym bardziej zachlannie staralam się poznać to co było w zasięgu mojego wzroku i nie tylko. Postanowiłam więc zobaczyć tez okolice Rio i mój wybór padl na Costa do Sol, czyli Słoneczne Wybrzeże. Trasa jaka prowadzi wzdłuż wybrzeża sama w sobie zapewnia widoki które na długo pozostają w pamięci. Błękitne niebo i turkusowe wody oceanu z ogromnymi falami rozbijającymi się o brzeg, ciche, niemal opustoszale knajpki przy plaży i pojedynczy surferzy walczący z pienistymi bałwanami to obrazy jakie przewijają się przez calą trasę, mijamy male wioski i miasteczka takie jak Saquarema ( znana z corocznych zawodów surferskich) i Cabo Frio, aż wreszcie docieramy do miejsca magicznego czyli Buzios, które swą slawę zawdzięcza Brigitte Bardot. Namówiona przez znajomego Argentyńczyka zdecydowala się na dwa pobyty tutaj. Można ja było spotkać paradującą w swym slynnym bikini po dziewiczych plazach Buzios, które od tego momentu nie było już takie samo. Zwykla rybacka wioska zmienila się w niezwykle popularny kurort. W sezonie jest tak zatloczone iż znalezienie noclegu graniczy niemal z cudem, jednak w okresie w którym ja bylam, jest ono niemal puste, nieliczni turyści snuja się wolno po uliczkach miasteczka a plaże są niemal puste dzięki czemu sprawiają wrażenie nadal dziewiczych.
Moja brazylijska przygoda nieuchronnie dobiegala końca, aż nadszedł dzień kiedy musiałam się spakować i wrócić z powrotem do zimnej i szarej Polski o której niemalże zapomniałam przez te dwa słoneczne tygodnie. Wróciłam bogatsza o nowe doświadczenia, pelna energii i z nowym spojrzeniem na rzeczywisość. Po raz kolejny uświadomiłam sobie ze podróże nie tylko dostarczają nam nowych wrażeń, ale tez nieodwracalnie nas zmieniają, ubogacają, pomagają patrzeć z dystansem na nasze codzienne życie i zwracać większą uwagę na chwilę, która wlaśnie trwa.
Najwazniejsze wydarzenie to oczywiscie karnawal w Rio de Janeiro, który odbywa się co roku, na przelomie stycznia i lutego.
Brazylijczycy to naród niezwykle otwarty i radosny. Styl życia w dużej mierze różni się od europejskiego. Czas spędzony na zabawie, z rodziną i przyjaciólmi jest ważniejszy niz pęd ku karierze. Szczegonie mieszkańcy Rio, caricas lubią sie poprsotu bawić i dlatego też mają swój karnawal, mają sambe i najpiekniejsze plaze swiata...
Najwazniejsze wydarzenie to oczywiscie karnawal w Rio de Janeiro, który odbywa się co roku, na przelomie stycznia i lutego.
Dobra wiadomość przed wakacjami: tańszy roaming w krajach UE
godz. 04:45 Niedziela 27.5.2012 Autor: podróże.plPodziel się wrażeniami i zdjęciami ze swoich wypraw, zamieść relację z wyjazdu i wygraj aparat fotograficzny Fujifilm FinePix XP30!
Stolica: Brasilia Waluta: real (BRL) 1 BRL = 100 centavos Język urzędowy: portugalski Inne: hiszpański, angielski
Lokalny czas
Niezbędne informacje
więcejCZYTAJCIE NAS
Wywiad z Rafałem Milachem ...
Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia… więcej
Wywiad z Rafałem Milachem
Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak… więcej
Samochodem po Europie - ...
Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i… więcej
2 lata w podróży ...
158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej… więcej
Tagi
- W serwisie:
- Kierunki
- Aktualności
- Wasze Wyprawy
- Forum
- Poradnik
- Kuchnie Świata
- Murator S.A:
- O wydawnictwie
- Kontakt do serwisu podroze.pl
- Redakcja miesięcznika Podróże
- Reklama
- Licencje
- Regulamin serwisu
- Sklep on line
- Serwisy internetowe:
-
- Dom i ogród:
- Muratordom.pl
- Forum.muratordom.pl
- Projekty.muratordom.pl
- Muratorfinanse.pl
- Urzadzamy.pl
- Wymarzonyogrod.pl
- Muratordom.com.ua
- Architektura i budownictwo:
- Muratorplus.pl
- Architektura.muratorplus.pl
- Tuznajdziesz.pl
- Hobby i wypoczynek:
- Podroze.pl
- Zagle.com.pl
- Poltrip.pl
- Zdrowie i rodzina:
- Poradnikzdrowie.pl
- Dlarodzinki.pl
- Dzieckozakupy.pl
- www.Mjakmama24.pl
- Rolnictwo:
- Rolnictwoonline.pl
- Wideo:
- Jestem.pl
- Porady:
- Mowimyjak.pl
- Rozrywka informacje:
- Se.pl
- Seusa.info
- Eska.pl
- Eskarock.pl
- Voxfm.pl
- Radiowawa.pl
- Fabrykamuzy.pl
- Gwizdek24.pl
- Superauto24.pl
- Zakupy:
- Zakupy.muratordom.pl
- Zakupy.urzadzamy.pl
- Zakupy.wymarzonyogrod.pl
- Zakupy.poradnikzdrowie.pl
- Zakupy.zagle.com.pl
- Supertanio.pl
- Wgrupiekupie.pl
- Sklep on line
- Miesięcznik:
- Murator
- Dobre wnętrze
- M jak mieszkanie
- Moje mieszkanie
- Podróże
- Żagle
- Zbuduj dom
- Architektura
- Zdrowie
- M jak mama
- Sklep on line

