okazje

Las Vegas ze swoimi wszystkimi utopiami, niesamowitościami. Oraz wycieczka do Wielkiego Kanionu w tempie ekspresowym.

11.05.2008

Rekin na środku pustyni

Fatamorgana z Wieżą Eiffla

Chwilę po tym, jak ujrzałyśmy z okien samolotu zbliżającą się, wyschniętą ziemię Nevady, suniemy tętniącym życiem lotniskiem McCarran International. Stanowimy żeńską wycieczkę. Mam pod opieką siedmioletnią kuzynkę Cleo i jej dwie koleżanki: Christinę i Emily. Na szczęście wspiera mnie CC, moja ciotka.

Zgodnie z instrukcjami miłej, uśmiechniętej pani z wypożyczalni samochodów Avis, kierujemy się ku postojowi firmowych autobusów. Gdy dopychamy walizki do drzwi wejściowych, momentalnie żałujemy, że nie zostałyśmy w środku. Powietrze buchające jak z piekarnika nie pozwala swobodnie oddychać. Temperatura sięga 40 C. Autokarem docieramy do miejsca, gdzie czeka na nas samochód. Jak za dotknięciem magicznej różdżki zza morza samochodowych dachów wyłania się promieniejący pan z wąsem. Dochodzimy do wniosku, że musi pochodzić co najmniej z Sahary. Upał zdaje się nie robić na nim najmniejszego wrażenia.

Zaopatrzone w pojazd z klimatyzacją ruszamy prosto do jaskini rozpusty. Mijamy rzędy identycznych, parterowych domków. Wyglądają jak tekturowe. W każdym ogórdku basen. Niepokoić zaczynamy się poważnie, gdy wydaje nam się, że właśnie widziałyśmy czubek wieży Eiffla. Fatamorgana – brzmi werdykt. Wypijamy rozsądnie po pół litra wody mineralnej Calistoga i widmo Paryża znika. Za chwilę jednak wyskakuje przed nami bilboard z ogromnym łbem rekina. Zachęca do obejrzenia pokazu z uczestnictwem tych przemiłych zwierzątek. Wyobrażenie sobie jakiejkolwiek ryby na pustyni przychodzi nam z pewną trudnością. Zmasowany atak kolejnych tablic reklamowych upewnia nas jednak, że rekin na pustyni to małe piwo. Wygląda na to, że w Vegas zgromadzili się wszyscy iluzjoniści świata, zaopatrzeni w przeróżne zwierzęta od psów przez ptaki do tygrysów i lwów. Nie brakuje również sław w postaci samego Elvisa Presleya i Księżnej Diany. W postaci, do wyboru: sobowtórów, bądź figur woskowych.

Wszystkie korzyści ze stania w korku

Wjeżdżamy do centrum i od razu utykamy w korku. Po drugiej stronie skrzyżowania wznosi się nic innego jak... Statua Wolności! Za nią ściśnięty wśród innych nowojorskich wieżowców, stoi Empire State Building. Po lewej stronie kolorowe domy z San Francisco, z którego właśnie wyjechałyśmy. Trochę dalej dostrzegamy czerwone i niebieskie dachy zamku Śpiącej Królewny. Zanim zdążymy wydusić z siebie odgłos podziwu, sznur samochodów rusza. Skręcamy w prawo, gdzie landrynkowy Nowy York, oprócz mostu brooklyńskiego, okazuje się być opleciony wielką kolejką górską. Wypełnione wrzeszczącymi pasażerami wagoniki zataczają pętle i wirują wokół własnej osi. Za mostem brooklyńskim znajdują się irlandzkie puby. Tuż za nimi Hotel Monte Carlo i szereg monakijskich budowli. Przed nami ciągnie się ulica wypełniona gigantycznymi hotelami. Każdy jest wielkości, minimum Pałacu Kultury. I tu okazuje się, że nie doznałyśmy wcale fatamorgany. Kilkaset metrów przed nami stoi rzeczywiście... Wieża Eiffla! Jednak już nas to nie dziwi. Z prawej strony ogromne m&msy i anormalnych wielkości dmuchana butelka Coca Coli zachęcają do odwiedzenia kompleksu MGM Grand. Obok wielgachny Harley Dawidson, sterczący z jednego z barów.

Nie spotkać Bin Ladena

Zajeżdżamy pod nasz hotel. Rozmiarami nie odbiega od reszty. Nazwa Aladdin każe spodziewać się nam, co najmniej szejka arabskiego czy Bin Ladena w środku. Od razu po wejściu ogarnia nas chłód ( nareszcie!) i uderza masa dźwięków. Ku naszemu rozczarowaniu, zamiast panów w turbanach, lobby wypełnione jest tłumem przyjezdnych. Okazuje się, że będziemy musiały zasilić ich szeregi, by się zrejestrować. Podrzucamy więc walizki uśmiechniętemu panu (co prawda bez turbanu, ale za to z wózkiem bagażowym) i udajemy się do chińskiej restauracji. Ceny w restauracjach są dość niskie żeby przyciągnąć turystów do kasyn. Prawdopodobnie niepotrzebnie, gdyż ci zdają się w ogóle nic nie jeść. Tkwią zahipnotyzowani całymi godzinami przed automatami do gry. Ze wszystkich stron świecące automaty bombardują nas kaskadą dźwięków. Setki różnych melodii mieszają się z pomrukiem ludzkich rozmów, śmiechów i okrzyków. Rozgrywający przy jednym ze stolików do kości taksuje nas wzrokiem. Nie można przyglądać się grze.

Zjeżdżając ruchomymi schodami wertujemy plan. Budynek mieści 11 restauracji i jakieś 160 sklepów, 2 baseny, salon SPA i masę innych atrakcji, o których nawet nie chcemy wiedzieć. Odstajemy swoje w kolejce i szukamy wśród 2000 innych, naszego pokoju. Z naszego okna prezentuje się widok na należący do hotelu pałac sułtański otoczony basenami.

Deszcz z parasoli

Jako jedyna zdobywam się tego popołudnia na spacer po mieście. Brak pozostawionego w pokoju planu daje się we znaki. Wychodzę nie tymi drzwiami i zmuszona jestem dostać się na ulicę przez palmowe krzaki. Mimo opadającego słońca temperatura jest taka sama. Momentalnie wyparowuje ze mnie hotelowy chłód. Sygnalizacja świetlna pogania mnie odliczając sekundy. 3,2,1- jestem na drugiej stronie! Tu staję się z kolei ofiarą krwiożerczych ulotkarzy. Staram się zapewnić ich, że nie interesuje mnie występ show girls ani nawet chippendales. Mimo to odchodzę obładowana kompletem ulotek i bezpłatnych przewodników. Pod hotelem Bellagio ogromne fontanny tryskają z wielgachnego basenu w rytm muzyki. Przedostaję się do MGM nadziemnym przejściem łączącym go z NY. Znów uderza mnie przejmujący chłód, masa dźwięków i świateł. Kasyno wygląda tak samo, jak to w Aladynie. Panuje półmrok. Sztuczna roślinność pnąca się po ścianach powoduje, że mam wrażenie jakbym była w jaskini. W końcu trafiam na oszklony wybieg dla lwów. W środku dwóch mężczyzn męczy się by zwrócić na siebie uwagę ospałych zwierząt. Na zewnątrz stoi parę dziesiątek tatusiów ze swoimi malcami na plecach. Podziwiam jeszcze przez chwilę świecące kasyno i decyduję się ewakuować.

W mieście znajdującym się na środku pustyni, wody jest w bród. Sprowadzana aż z Kalifornii tryska ze wszystkich daszków i parasoli w postaci mżawki. Co parę metrów znajdują się fontanny i obficie nawadniane klomby. Wymijam mżące parasole łukiem i staram się znaleźć pasy prowadzące na drugą stronę ulicy. Zaliczam jeszcze parę przejść w pobliżu mojego hotelu, po czym zlana potem wracam. Znowu gubię się w lesie automatów.

Panie jadą 11 oknami

Po 21 przekonujemy się, że nadejście nocy nie zmienia temperatury tak bardzo, jakby można się tego spodziewać. Teraz miasto wygląda tak, jak znamy je z filmów. Setki kolorowych świateł rozbłyskuje w ciemności. Każdy napis stworzony jest z małych żarówek. Reklamy, zdjęcia, lampiony natarczywie atakują nas ze wszystkich stron. W powietrzu unosi się atmosfera podniecenia. Nocne łowy w kasynach właśnie się zaczynają. Grupki znajomych w różnym wieku dyskutują nad tego-nocną strategią. Nic nie zmienia się tylko na ulicach. Korki dłużą się nadal.

Zatrzymujemy się koło fontann przy Bellagio. Teraz po zmroku, podświetlone reflektorami wyglądają jeszcze piękniej. Muzyka zdaje się wprawiać je w taniec. Gdy wszystko cichnie, wchodzimy do samego hotelu. Środek sufitu zdobi kopuła ze szklanych kwiatów. Wyglądają jak motyle. Dalej sala przypomina prawdziwy ogród. Z małej fontanny wytryskują strugi wody podświetlone niebiesko- czerwonym światłem, tworząc niesamowite figury.

Dziś w nocy mamy zamiar dołączyć do show. Wybieramy się do Cirque du Soleil na spektakl „Mysterie”. Okazuje się, że odbywa się dalej niż myślałyśmy, w hotelu Mirage. Z opresji wybawia nas kierowca limuzyny. Oferuje godzinną przejażdżkę za pół ceny. Decyzja zapada szybko. Bierzemy. W ten sposób za 50 dolców stajemy się posiadaczkami najdłuższej limuzyny, jaką kiedykolwiek widziałyśmy. Kierowca wiezie nas główną ulicą.. Obracają się za nami głowy mijanych przechodniów. Mogło by się wydawać, że nikogo nie powinien dziwić tu pojazd taki, jak nasz. Mijamy rozświetlone na żółto - czerwono Flamingo, Imperial Palace, kolejną namiastkę San Francisko, Wenecję, Wyspę skarbów, gdzie wśród kolorowych domków stoi okręt piratów. Następna jest Sahara z egipskimi piramidami i Sfinksem. Sfinks ten, w odwrotności do pierwowzoru, hojniej został obdarowany...ma nos.

Zjeżdżamy na obrzeża miasta. Wszystko cichnie. Dla odmiany widok wypełniają magazyny i motele. Zatrzymujemy się na stacji benzynowej, by kupić coś do picia. Stojąc odpowiednio długo na każdych światłach, dostajemy się z powrotem do centrum.

Jest 21:55, gdy docieramy do Mirage. Ku naszemu przerażeniu, przedstawianie ma się odbyć nie tu, ale w Tresure Island. Udaje nam się zdążyć na ostatnią chwilę. Za chwile pochłonie nas magiczny spektakl pełen dziwnych stworów, zapierających dech w piersiach akrobacji i porywającej muzyki. To więcej niż cyrk, to sztuka. W te magicznej atmosferze wszyscy na chwilę zapominają o wygranych i przegranych pieniądzach. Wychodzimy po północy. Wszystko wydaje się trochę spokojniejsze. Wygrani świętują, a przegrani wracają do hotelów z nadzieją na powodzenie następnego dnia. Jeden dzień w tym Disneylandzie na pustyni wyczerpał ans totalnie.

Croisanty i błyskawice

Klimatyzacja powoduje, że budzimy się dzwoniąc zębami. Jest 10 rano. Ulice powoli zapełniają się samochodami. Za miastem wznoszą się wzgórza Nevady. Ciche, rdzawe i wcale nie świecą. Nawet w nocy. Chociaż może trudno w to uwierzyć.

Postanawiamy skorzystać z sąsiedztwa Paryża i udajemy się na francuskie śniadanko. Z ulgą znajdujemy się w chłodnym wnętrzu Wieży Eiffla. Nad nami rozciąga się sztuczne błękitne niebo, po którym płyną różowe, sztuczne chmurki. Od rana w kasynie snują się poszukiwacze szczęścia. Połowa z nich nieuczesana, ziewa przed loteriami. Decydujemy się na najbardziej obleganą restaurację. To, co dostajemy w środku, nie przypomina niestety francuskiego śniadania. W dodatku zimno staje się nieprzyjemne. Wracamy więc do Aladdina, gdzie przenosimy się na arabską ulicę targową. Sklepy mieszczą się w pseudo glinianych domkach z drewnianymi balkonami. Natykamy się wśród nich na…burzę! Co pół godziny nad pokaźnym oczkiem wodnym zaczyna się pewnego rodzaju anomalia. Niebo rozbłyska światłem błyskawic, ulica wypełnia się hukiem grzmotów. Ze sztucznego nieba zaczyna padać sztuczny deszcz (z prawdziwej wody)!

O godzinie 17:30 przybywamy do Wenecji. W środku znajduje się oczywiście niebo. Z uwagi na porę dnia, przybrało złotawo- różowy odcień. Wśród weneckich domków przeplatają się kanały. Unoszą się tam gondole ze śpiewającymi gondolierami. Na jednym z mostków żegna nas uliczna orkiestra.

Po prosu piach i kamienie

Jest środa rano. Upał niemiłosierny. Opuszczamy kolorowe centrum. W downtown, po horyzont rozciągają się małe domki. Wszystkie podobne, w bladych, pastelowych kolorach. W miarę, jak oddalamy się od zabudowań, krajobraz przekształca się w kamienną pustynię. Znikają wypielęgnowane trawniki, pojawiają się potężne kaktusy i inne sukulenty. Ich ramiona zdają się prężyć muskuły. Wszechobecne billboardy nie pozwalają jednak zapomnieć, że za nami nadal egzystuje utopijne miasto. Powoli jednak znikają i reklamy.

Na horyzoncie majaczą czarne góry. Po godzinnej jeździe pagórki przekształcają się po trochu w skaliste góry. Droga jest kręta. Coraz częściej zawisamy nad urwiskiem. Przed nami Hoover Dam. Ta gigantyczna tama uważana jest za jeden z ewentualnych celów terrorystycznych. Czeka nas więc kontrola policyjna. Ograniza się ona jednak tylko do uprzejmego „dzień dobry” i „miłgo dnia”. Po klku zakrętach ukazuje nam się 8-piętrowy parking, wykuty w czerwonej skale. Opuszczamy klimatyzowany pojazd i lądujemy w 53- stopniowym upale. Oczom naszym ukazuje się budynek na tamie. Po ogromnej, betonowej ścianie ciągnie się droga. Podchodzimy do krawędzi tarasu widokowego. Wrażenie jest niesamowite. Z drugiej strony gigantycznej ściany rozciąga się tafla szafirowej wody. Wody, która znajduje się 700 stóp ponad lustrem będącym po naszej stronie. Na tarasie stoi jeszcze kilkanaście osób. Wszyscy mają jeden problem: jak uchwycić w kadrze tak ogromny obiekt.

Route 66 do IMAXu

Ruszamy krętą drogą wzdłuż zbiornika. Po lewej stronie widać między górami ujście do jeziora Bolder Basin. Na wschodzie zmienia się w jezioro Mead, które ciągnie się dalej w postaci Zatoki Temple i basenu Gregg. Tam wpada słynna rzeka Colorado.

Dalsza droga prowadzi kolejno wśród wzgórz, równin, gór, wzgórz, równin i... gór. Wierzyć nam się nie chce, gdy od czasu do czasu widzimy niewielkie osady. Czy tam w ogóle da się mieszkać? Przed nami pierwsze od trzech godzin miasto - Kingman obfitujące w liczne sklepy i hurtownie. Zjeżdżamy z trasy nr 93 na sławną Route 66, gdzie rozgrywają się słynne hollywoodzkie pościgi.

W Seligman skręcamy w lewo w drogę, która na naszej mapie jest szara. Pustynny piach porastają tu okrągłe, karłowate krzaczki. W miarę jak jedziemy dalej, krzaczków przybywa, aż znienacka zaczynają osiągać coraz większe rozmiary. Kiedy przekształcają się w choinki, słońce jest już niżej i niżej. Zaczynamy się obawiać, że nie zdążymy przed zachodem. Przewidywany czas podróży przeciąga się z 5 godzindo prawie 10. Zatrzymuje nas szlaban. Pan w budce inkasuje od nas 20 dolarów. Zza drzew pojawiają się drewniane zabudowania: hotel, restauracje i...... IMAX! Gdzie można zobaczyć... Wielki Kanion. No tak, jak tak dalej pójdzie, to chyba naprawdę pozostanie nam zobaczyć go w kinie.

Kanion w słoiku

Dochodzi 20. Kupa ludzi stojących na otoczonej barierką skale pozuje do zdjęć. Za nimi rozciąga się największa wyrwa w ziemi, jaką kiedykolwiek miałam okazję podziwiać. Panuje nawet coś jakby chłodek: trzydzieści parę stopni. Dół kanionu spowity jest w wieczornej mgiełce. Dostrzegamy jednak na dnie wyżłobione przez wodę koryta. Krawędzie skał toną w czerwonej poświacie chylącego się słońca. Uwieczniam po raz czwarty tę samą skałę. Czerwona tarcza słońca kryje się wreszcie za horyzontem. Wychylamy się po raz ostatni w czarną nicość. Jak na prawdziwych turystów przystało zabieramy ze sobą również kawałek kanionu. Zapełniamy słoiki kamieniami, piachem i tutejszą roślinnością. Jest 22:30. Udało nam się przejechać Nevadę i Arizonę i obejrzeć Wielki Kanion 20 minut przed zachodem słońca.

I po co ten rekin?

Następnego dnia z ulgą odrywamy się od ziemi. Budynki zmniejszają się, aż zlewają się w jedną kolorową plamę. Patrzymy na zachód, by dojrzeć Wielki Kanion. Jest jednak za daleko. Czas spędzony w Vegas zdaje się być snem. Koszmarnym snem. Zamykam oczy. Przed powiekami przesuwają się niezliczone ilości świateł i ludzi. Trudno ocenić, czy idea stworzenia bajki na środku pustyni została urzeczywistniona. Na pewno powstało coś, czego nie ma nigdzie. Tylko, czemu aż tylu ludzi chce to zobaczyć? Może to przez tego rekina. O cholera! Rekinka nie zobaczyłyśmy!

info

Upał, upał, upał i jeszcze raz upał. W mieście jest nawet bardziej gorąco niż mozna by się spodziewać, a to przez tysiące działających klimatyzacji w hotelach, które sprawiają, że w hotelach jest zimno, a na zewnątrz jeszcze goręcej.

Upał, upał, upał i jeszcze raz upał. W mieście jest nawet bardziej gorąco niż mozna by się spodziewać, a to przez tysiące działających klimatyzacji w hotelach, które sprawiają, że w hotelach jest zimno, a na zewnątrz jeszcze goręcej.

transport

My leciałysmy z lotniska w San Francisco, ok 1,5 h.

My leciałysmy z lotniska w San Francisco, ok 1,5 h.

warto wiedzieć

w każdym otelu restauracje serwują różnego roadzaju kuchnię. Polecam restaurację chńską w hotelu Alladin, nie polecam pseudo francuskich knajpek w "Paryżu".

głównie sukuletny, kaktusy, palmy, różnego rodzaju kwiaty. Generalnie w mieście roślinność jest bujna, dzięki obfitemu nawadnianiu. Poza miastem, suche trawy i sukulenty.

w każdym otelu restauracje serwują różnego roadzaju kuchnię. Polecam restaurację chńską w hotelu Alladin, nie polecam pseudo francuskich knajpek w "Paryżu".

głównie sukuletny, kaktusy, palmy, różnego rodzaju kwiaty. Generalnie w mieście roślinność jest bujna, dzięki obfitemu nawadnianiu. Poza miastem, suche trawy i sukulenty.

atrakcje

Las Vegas oferuje nieskończoną ilość atrakcji.

Oprócz największej liczby kasy, restauracji, są to przeróżne przedstawienia i show, jak np. Lord of the Dance (którego n ie polecam) i Cirque du Soleil, które jest wspaniałe, a także mnóstwo recitali, wystąpień gwiazd i ich sobofturów, kabaretów, iluzjonistów i czego tylko dusza zapragnie. Występy odbywają się także w wiosce pirackij obok Tresure Island. Do tego kilka ogromnyh kolejek górskich, pokazy zwierząt, pływaków z rekinami. Można przejechać się quadem, lizmuzyną, przelecieć samolotem na Wielkim Kanionem, a nawet skoczyć nad nim ze spadochronem. Lista jest nieskonczenie długa i chyba nie ma więcej atrakcji na świecie niż tu

Zakupy można zrobić w każdym hotelu! Każdy z nich posiada przepastne pasaże handlowe, w odekwatnej scenografii. Wszytskie sklepy, jakie można sobie wyobrazić! Od popularnych po te z najwyższej półki. Ceny wysokie.

Zakupy można zrobić w każdym hotelu! Każdy z nich posiada przepastne pasaże handlowe, w odekwatnej scenografii. Wszytskie sklepy, jakie można sobie wyobrazić! Od popularnych po te z najwyższej półki. Ceny wysokie.

Autor: ZuZ
Sklep online
Z Krakowa do Rzymu za 304 złote
Kiedy: do 30.06.12
Cena: 304 zł
Więcej promocji

Podziel się wrażeniami i zdjęciami ze swoich wypraw, zamieść relację z wyjazdu i wygraj aparat fotograficzny Fujifilm FinePix XP30!

Zobacz inne konkursy
USA

Stolica: Waszyngton Waluta: dolar (USD) Język urzędowy: angielski Inne: języki mniejszości narodowych, głównie hiszpański

Lokalny czas

GMT+1

Po co jechać

  • Dla różnorodności
  • Dla kultury
  • Dla krajobrazów
  • Dla miast

Kiedy jechać

Przez cały rok

Niezbędne informacje

więcej

Przydatne adresy

CZYTAJCIE NAS

Wideo

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia aparatem analogowym, brać udział w konkursach, a także jak fotografować ludzi na ulicy.

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak przygotować bohatera do zdjęć i o tym czy sprzęt ma duże znaczenie.

Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i ceny paliw w krajach europejskich

158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej podróży dookoła świata.

Wywiad z Rafałem Milachem ...

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia… więcej

Wywiad z Rafałem Milachem

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak… więcej

Samochodem po Europie - ...

Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i… więcej

2 lata w podróży ...

158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej… więcej

PODRÓZE

Lwów nostaligiczny i wypiękniony na EURO 2012; Najlepsze parki rozrywki w Europie; Szczecin - zielone miasto żaglowców; Turcja -  3 tys. km

więcej
W serwisie:
Kierunki
Aktualności
Wasze Wyprawy
Forum
Poradnik
Kuchnie Świata
Murator S.A:
O wydawnictwie
Kontakt do serwisu podroze.pl
Redakcja miesięcznika Podróże
Reklama
Licencje
Regulamin serwisu
Sklep on line
Serwisy internetowe:
Dom i ogród:
Muratordom.pl
Forum.muratordom.pl
Projekty.muratordom.pl
Muratorfinanse.pl
Urzadzamy.pl
Wymarzonyogrod.pl
Muratordom.com.ua
Architektura i budownictwo:
Muratorplus.pl
Architektura.muratorplus.pl
Tuznajdziesz.pl
Hobby i wypoczynek:
Podroze.pl
Zagle.com.pl
Poltrip.pl
Zdrowie i rodzina:
Poradnikzdrowie.pl
Dlarodzinki.pl
Dzieckozakupy.pl
www.Mjakmama24.pl
Rolnictwo:
Rolnictwoonline.pl
Wideo:
Jestem.pl
Porady:
Mowimyjak.pl
Rozrywka informacje:
Se.pl
Seusa.info
Eska.pl
Eskarock.pl
Voxfm.pl
Radiowawa.pl
Fabrykamuzy.pl
Gwizdek24.pl
Superauto24.pl
Zakupy:
Zakupy.muratordom.pl
Zakupy.urzadzamy.pl
Zakupy.wymarzonyogrod.pl
Zakupy.poradnikzdrowie.pl
Zakupy.zagle.com.pl
Supertanio.pl
Wgrupiekupie.pl
Sklep on line
Miesięcznik:
Murator
Dobre wnętrze
M jak mieszkanie
Moje mieszkanie
Podróże
Żagle
Zbuduj dom
Architektura
Zdrowie
M jak mama
Sklep on line