okazje

Jesus złapał mnie mocno za rękę i pociągnął za sobą. Kłęby spiętrzonej wody, które z oddali wyglądają jak puchowa kołdra, spadając mi na głowę przypominały bardziej uderzenia bejsbolowej pałki niż muśnięcie mięciutką poduszką...

21.01.2012
...Ogarniająca zewsząd siła nurtu jest tam tak mocna, że zrywa biustonosz kostiumu zwinniej niż najprzystojniejszy licealista w szkole. Tylko nie patrz w dół. Właściwie nie jest to trudne, bo wdzierająca się do uszu, oczu i nosa woda sprawia, że i tak nic nie widać. I nagle spokój. Otworzyłam oczy i powoli puściłam rękę Jesusa (czyt. hezusa). Staliśmy w ogromnej pieczarze, a przed nami, przez tony spadających kropel, przedzierały się do środka soczysto-pomarańczowe promienie zachodzącego słońca. Dla mnie to jedyna i niepowtarzalna okazja na prysznic wśród palm i papug. Dla mnie to raj. Dla Jesusa to codzienność. 1935. Amerykański pilot Jimmie Angel powraca z wyprawy twierdząc, że widział największy wodospad świata. Ponieważ podróżnik znany jest z wyolbrzymiania faktów na rzecz uatrakcyjnienia swoich opowieści mało kto daje temu wiarę. W 1937 Jimmie wyrusza po raz kolejny nad płaskowyż Auyán, tym razem zabierając z sobą świadków. Czteroosobowy samolot ląduje w pobliżu ogromnej kaskady w sposób uniemożliwiający mu ponowny start. Jimmie, jego żona oraz dwójka przyjaciół trafiają w sam środek raju, ale też kłopotów. Bez najmniejszych zapasów wody i żywności przez 11 dni przedzierają się przez gęstwiny tropikalnego lasu by dotrzeć do najbliższego przejawu cywilizacji, wioski Uruyén. 1949. Wysokość wodospadu zostaje dokładnie zbadana i podana do wiadomości publicznej przez National Geographic Society. 979 metrowa kaskada oficjalnie uznana za najwyższą na świecie mianowana jest, na cześć pilota-odkrywcy, Salto Angel. 2011. Stacja autobusowa w Ciudad Bolivar. Wsiadamy z kierowcą w siódemkę do rozklekotanego niebieskiego kadilaka: dwójka z przodu, a piątka ściśnięta w tyle w trzydziestostopniowym upale. W tym kraju to normalna praktyka. Niebezpiecznie? Ale pomyślcie też o ile taniej! Samochód wygląda na taki, który pamięta jeszcze Wenezuelę sprzed odkrycia Ameryki przez Kolumba. Gdy kierowca otwiera bagażnik jestem prawie pewna, że zobaczę w środku zwłoki. Panuje tam taki bałagan, że nawet jeśli wieziemy z sobą trupa, to ciężko by go było rozpoznać w tej stercie śmieci. Nasze plecaki ledwo weszły i przemierzamy miasto z półotwartym bagażnikiem w nadziei, że nic z niego nie wypadnie. Na szczęście na lotnisko nie jest daleko. Chociaż bilety kupiliśmy dużo wcześniej dopiero przy opłacaniu podatku wylotowego dowiadujemy się, że Cesny, które latają stąd na Canaimę, są pięcioosobowe. Zanim zdążyliśmy się dogadać kto z nas poleci sam, pracownik biura podróży zdążył już zaprowadzić (uprowadzić?) naszą koleżankę i jej bagaż do odprawy. Oczywiście przez przypadek wybrał właśnie tą z nas, która boi się latać. Reszta startuje dopiero za pół godziny więc może spokojnie i standardowo przejść procedurę sprawdzenia bagażu na bramce. Po drobnych negocjacjach w języku hiszpańsko-migowym moim kolegom zabierają dwie pianki do golenia, a mi zestaw do paznokci. Na gaz pieprzowy, który leży spokojnie w przezroczystej, siatkowej kieszonce plecaka i woła o pomstę do nieba, nikt z trójki obsługi lotniska nawet nie spojrzy. Pozbawieni tych burżuazyjnych wyznaczników wielkomiejskiego luksusu udajemy się na pas startowy. Pieszo, bo nasz samolocik parkuje tuż przy wejściu. Pilot otwiera drzwi i pakuje plecaki. Każe nam zaczekać. Po chwili wraca i oddaje nam pianki i pilniczki z komentarzem: „Głupie procedury”. Wsiadamy. Lot z Ciudad Bolivar do Parku Narodowego Canaima trwa około pięćdziesięciu minut. Pomimo, że samolot sprawia wrażenie niewiele młodszego od taksówki-kadilaka i rzęzi jak winda w bloku na warszawskiej Pradze - zdecydowanie za krótko! Widoki zapierają dech w piersi (a nawet w obu piersiach!). Początkowo wstążki zapętlonych ulic, potem pola brutalnie poprzecinane wrzącymi od energicznego nurtu dopływami Orinoko, a na koniec pustkowie wzgórz porośniętych gigantycznymi drzewami i ani jednej samotnej chatki na kurzej stópce. Jestem gotowa przysiąc, że przelecieliśmy przez tęczę i nie ma to nic wspólnego z proszkami przeciwbólowymi jakie biorę na spuchniętą kostkę. Lądujemy w Campamento Canaima. Tu moim oczom ukazuje się lotnisko bez ścian i pod strzechą, gdzie zamiast biletów lotniczych sprzedaje się bransoletki, wisiorki i arepy – kukurydziany specjał kuchni wenezuelskiej. Wsiadamy na pakę ciężarówki, która dowozi nas nad brzeg rzeki. Tam ładujemy się do wąskiej, drewnianej łódki wyposażonej w silnik. Płyniemy jakieś 40 km/h. Jesus, nasz przewodnik, prosi, żeby nie wystawiać rąk, bo łajba może się wtedy przechylić i przewrócić, po czym sam przechadza się po szerokiej na grubość cyrkowej liny burcie i rozdaje nam pakunki z lunchem. Przy mijaniu większej fali chowamy się za grubszą panią, która usiadła przed nami i chroni przed wodą pryskającą spod rufy nasz cyfrowy sprzęt utrwalający te piękne chwile. Po trzech i pół godzinie takich przyjemności naszym oczom ukazuje się biała wstążka wody spadająca z monumentalnego wzgórza, która zdaje się rozpryskiwać na okoliczne chmury. Dobijamy do brzegu po czym zagłębiamy się w mroki tropikalnego lasu. Docieramy do wzgórza Auyán i wiemy już, że było warto! Naszym oczom ukazuje się Salto Angel, wodospad o największym na świecie spadku wody (kilkunastokrotnie wyższy niż sławna Niagara). Woda po około kilometrowym locie zmienia się z cieczy w gęstą mgiełkę, która z kolei skrapla się na powierzchni ziemi dając początek strumieniowi. Po godzinnym odpoczynku, a właściwie sesji zdjęciowej na tle wodospadu w każdej możliwej pozycji i konfiguracji, uznajemy, że jest już zupełnie ciemno i zdjęcia nie wychodzą tak dobrze. W Wenezueli, w porze deszczowej, mrok zapada około 18:30. Niewiele lepiej niż zdjęcia wychodzi nam, w kompletnych już ciemnościach, schodzenie ze szczytu. Strach w oczach, przemoczone buty i dwie spuchnięte kostki to bilans naszej wyprawy w dół zbocza. Tę noc spędzamy w obozowisku pod Salto Angel, gdzie w hamakach umieszczonych pod strzechą z palmowych liści usypiamy wsłuchani w odgłosy spadającej wody. Jeśli ktoś nie miał jeszcze okazji nocować w hamaku podpowiem, że aby nie prezentować nad ranem sylwetki Dzwonnika z Notre Dame należy położyć się ukośnie względem linii rozwieszenia hamaka. Wtedy jest naprawdę wygodnie. Nad ranem, po odpowiedniej dawce Coli i kukurydzy przemyconej do naszego śniadania pod postacią nieśmiertelnych arep, Jesus zabiera nas na Salto Sapito. Ten wodospad można podziwiać ze szczytu, gdzie woda załamuje swój nurt i spada bezradnie w przepaść. Idealny punkt wypadowy dla miłośników adrenaliny i kąpieli słonecznych. Stąd schodzimy ścieżką wśród skał i docieramy do Salto Sapo, gdzie czeka zabezpieczona na potrzeby dla turystów, wyżłobiona w skalnej ścianie trasa przebiegająca pod przewalającymi się tonami wody. Chociaż ścieżka nie przecina bezpośrednio nurtu i tak nie ma szans przejść jej suchą stopą, ani jakąkolwiek inną suchą częścią ciała. W stanie zachwytu i oszołomienia wsiadamy z powrotem do wenezuelskiej łódki (o czym nie pozwala zapomnieć malowanie burty w kolorach państwowej flagi) i kierujemy się rzeką Carrao w stronę lotniska. Jesus pyta czy możemy zrobić jeszcze jeden przystanek. Chciałby się wykąpać. Nie spieszy nam się. Samolot bez nas nie poleci, chyba, że pusty. Wpływamy na wody przepięknej laguny i cumujemy łódkę u podnóża Salto Hacha. Następnie, jak informuje nas nadgryziony zębem czasu - a może i innej istoty – drogowskaz, wkraczamy w „strefę wysokiego ryzyka”. Jesus mówi, że zawsze przychodzą się tu kąpać z kolegami. Woda trochę daje po głowie, ale za to nie wchodzą do niej turyści. Przynajmniej nie ci, którym życie miłe. Pytam, czy możemy się przyłączyć. Resztę historii już znacie…
info
Warto zabrać latarki, a dla zagorzałych fotografów - odpowiednie wodoszczelne pokrowce na swój drogocenny sprzęt.
transport
Wyprawa na Salto Angel to 50 min lotu samolotem, 3,5 godzinna podróż łódką pod prąd rzeki i (w zależności od formy) 30-50 minutowa piesza wspinaczka.
warto wiedzieć
Salto Angel to wodospad o najwyższym spadku wody na świecie, kilkakrotnie wyższy niż sławna Niagara
nocleg
Odwiedzając Salto Angel przygotujmy się na nocleg w hamaku w lesie tropikalnym! Najlepsza technika to spanie na ukos do linii zawieszenia hamaka. Przydadzą się preparaty przeciwko moskitom, ale przyzwoity koc dostaniemy już na miejscu.
bezpieczeństwo
Park Narodowy Canaima, w obszarze którego znajduje się Salto Angel jest głównie zamieszkały przez lokalną ludność, która dba o turystę jako źródło dochodu, dlatego też śmiało można zaliczyć ten obszar do bezpieczniejszych terytoriów w Wenezueli. Napad z nożem lub bronią palną, będące codziennością w obszarze miast, raczej się tu nie zdarzają.
atrakcje
Nie wszystkie wycieczki przewidują kurs na pobliski Salto Hacha. Warto poprosić swojego przewodnika, aby nie uwzględnił tą atrakcję planując dzień w okolicy Salto Angel.
Autor: Pinka Zdjęcia: Pinka
Sklep online
Z Krakowa do Rzymu za 304 złote
Kiedy: do 30.06.12
Cena: 304 zł
Więcej promocji

Podziel się wrażeniami i zdjęciami ze swoich wypraw, zamieść relację z wyjazdu i wygraj aparat fotograficzny Fujifilm FinePix XP30!

Zobacz inne konkursy
WENEZUELA

Stolica: Caracas Waluta: bolivar (VEB) Język urzędowy: hiszpański

Lokalny czas

GMT+1

Po co jechać

  • Dla piękna Andów
  • Plaże
  • Morze
  • Dzika natura

Kiedy jechać

Najlepiej od listopada do maja.

Niezbędne informacje

więcej

Przydatne adresy

CZYTAJCIE NAS

Wideo

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia aparatem analogowym, brać udział w konkursach, a także jak fotografować ludzi na ulicy.

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak przygotować bohatera do zdjęć i o tym czy sprzęt ma duże znaczenie.

Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i ceny paliw w krajach europejskich

158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej podróży dookoła świata.

Wywiad z Rafałem Milachem ...

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia… więcej

Wywiad z Rafałem Milachem

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak… więcej

Samochodem po Europie - ...

Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i… więcej

2 lata w podróży ...

158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej… więcej

PODRÓZE

Lwów nostaligiczny i wypiękniony na EURO 2012; Najlepsze parki rozrywki w Europie; Szczecin - zielone miasto żaglowców; Turcja -  3 tys. km

więcej
W serwisie:
Kierunki
Aktualności
Wasze Wyprawy
Forum
Poradnik
Kuchnie Świata
Murator S.A:
O wydawnictwie
Kontakt do serwisu podroze.pl
Redakcja miesięcznika Podróże
Reklama
Licencje
Regulamin serwisu
Sklep on line
Serwisy internetowe:
Dom i ogród:
Muratordom.pl
Forum.muratordom.pl
Projekty.muratordom.pl
Muratorfinanse.pl
Urzadzamy.pl
Wymarzonyogrod.pl
Muratordom.com.ua
Architektura i budownictwo:
Muratorplus.pl
Architektura.muratorplus.pl
Tuznajdziesz.pl
Hobby i wypoczynek:
Podroze.pl
Zagle.com.pl
Poltrip.pl
Zdrowie i rodzina:
Poradnikzdrowie.pl
Dlarodzinki.pl
Dzieckozakupy.pl
www.Mjakmama24.pl
Rolnictwo:
Rolnictwoonline.pl
Wideo:
Jestem.pl
Porady:
Mowimyjak.pl
Rozrywka informacje:
Se.pl
Seusa.info
Eska.pl
Eskarock.pl
Voxfm.pl
Radiowawa.pl
Fabrykamuzy.pl
Gwizdek24.pl
Superauto24.pl
Zakupy:
Zakupy.muratordom.pl
Zakupy.urzadzamy.pl
Zakupy.wymarzonyogrod.pl
Zakupy.poradnikzdrowie.pl
Zakupy.zagle.com.pl
Supertanio.pl
Wgrupiekupie.pl
Sklep on line
Miesięcznik:
Murator
Dobre wnętrze
M jak mieszkanie
Moje mieszkanie
Podróże
Żagle
Zbuduj dom
Architektura
Zdrowie
M jak mama
Sklep on line