Relacja z wyprawy powrotnej z Texasu, przez południowe stany.
08.04.2008
Słonko było w zenicie. Zapadła decyzja, że wstajemy i ruszamy w kierunku nowej przygody. W drodze powrotnej chcieliśmy zobaczyć pominięte wcześniej miejsca – kawałek SouthWestu. Żal nam było zostawiać pogodną Padre Island. Przed nami chłodne tereny, zwłaszcza w okresie zimowym.
Ruszyliśmy na Brownsville, a tam na road 83, która ciągnie się wzdłuż granicy z Meksykiem i równolegle do Rio Grande. Mijaliśmy małe miasteczka, wyglądające jakby czas się w nich zatrzymał. Tylko samochody świadczyły o postępie czasu. Same latynoskie twarze, sklepy i reklamy. Dużo policji i border patroli. Pewnie szukają ludzi nielegalnie przekraczających granicę. Wydawać by się mogło, że w miarę łatwo przedostać się tu do Stanów… szuwary, drzewa, bagna i rzeka… Ale znając Amerykanów – wszędzie pewnie mnóstwo czujników i „agentów” siedzących w krzakach z noktowizorami :).
Krajobraz nas nie zachwycił, droga była wyjątkowo nudna. Zjechaliśmy z niej na mały odpoczynek. Chcieliśmy obejrzeć z bliska Rio Grand. Zdziwiła nas ilość wozów z trailerami na szybkie łódki, które pływają w stronę Meksyku lub granic na rzece. Hm... wygląda to na szybkie zródło dochodu przemytników.
W nadgranicznym Laredo postanowiliśmy odbić na północ. Wjazd na I-35 i drogę 277 do Del Rio – miasteczka na czasie (to właśnie tutaj dzieje się akcja filmu "No Country for Old Man"). Szkoda że nie zobaczyłem go przed wizytą. Późną porą dobiliśmy do I-10 i znowu musimy uważać na zwierzęta wbiegające na drogę. Potem tylko kawałek i wylądowaliśmy w Sonora... Uff, ciężki dzień. Po drodze minęliśmy liczne Inspekcje Drogowe US Border Patrol. Kontrole są w miarę drobiazgowe. Na nasze 4 osoby jedna była już "nielegalnie" po wygaśnięciu wizy. Pytania do nas - Are You citizen? i świecenie latarką i biegający piesek dookoła wozu... Mały stresik, gdy mówiliśmy - Yes. Ale białych nie ruszają. Kontrola jest na każdej drodze od granicy.
Miasteczko na trasie było brzydkie i ze słabymi hotelami. Ale nam wszystko jedno, byliśmy wyczerpani. Poczuliśmy, że wkraczamy w "zimną" strefę. Aż musieliśmy zalożyć kurtki. Rano nie było lepiej, tylko słońce ratowało nas przez wychłodzeniem :).
W pobliżu Sonory znajdują się jaskinie, ale nie są specjalnie godne polecenia. Ruszyliśmy na Odessę – miasto blisko granicy z New Mexico. Tam planowaliśmy zwiedzić Odessa Meteor Crater Museum – miejsce, gdzie spadający meteor zostawił dziurę w ziemi. I… wielkie rozczarowanie! Mała dziura, kilka skał i niewielkie muzeum. Hm, nie warto było zbaczać z drogi. Uciekliśmy jak najszybciej. Przed nami następny stan i Carlsbad Caverns Nat'l Park. To już znane miejsce, gwarantujące ciekawe doznania.
Wjechaliśmy do New Mexico drogą numer 285, omijając największy szczyt Teksasu – Guadalupe Mountains. Żeby zobaczyć tę górę, musielibyśmy mocno nadłożyć drogi, więc wygrał wariant szybkiego dotarcia do jaskiń w Carlsbad Caverns Nat'l Park. Śnieg zalegał na całej długości drogi, co świadczyło, że znajdujemy się wysoko nad poziomem morza. Wjazd serpentynami do Visitor Center i parkowanie w tłumie samochodów. Chyba tego dnia wszyscy wpadli na ten sam pomysł. Ze względu na remont głównego wejścia wszystkie biura mieściły się w barakach. Przy kasie przydatna okazała się karta roczna na wszystkie parki narodowe (nie stanowe), co pozwoliło zaoszczędzić sporo kasy. Do wyboru mieliśmy dwie drogi zejściowe. Pierwsza to slakiem na piechotę, co zająć miało około półtorej godziny, a druga to... winda. Zjaz 230 merów pod powierzchnię i znaleźliśmy się w słynnych jaskiniach. Nigdy nie doceniałem tego typu atrakcji, ale po kilku minutach zwróciłem honor. Myślę, że to co można tam zobaczyć, trudno opisać, a zdjęcia tego nie oddadzą nawet w połowie. Gigantyczne "sale" z różnego typu stalaktytami, rzeźby w skałach stworzone przez naturę... Oniemiałem. Przestrzeń jest wielka i można tam spędzić cały dzień. Temperatura jest na stałym poziomie około 15 stopni Celsjusza.
Zdjęcia można robić tylko ze statywem, inaczej nie ma sensu. I tak wałęsaliśmy się między tymi bajecznymi formacjami, aż przyszła pora zamykania jaskiń. Kolejka do windy była bardzo długa, ale jak mówił ranger: tego dnia przyjechało najwięcej ludzi w tym roku :). Spokojnie wyjechaliśmy na powierzchnię, gdzie już powoli zmierzchało. Pozostał do zrealizowania bardzo ambitny plan przejechania ogromnego odcinka drogi, do największego miasta w New Mexico – Albuquerque (potoczna pisownia na znakach drogowych to ABQ, bo chyba prościej, hehe), w języku Navajo – Bee'eldííldahsinil... :) . Dotarliśmy tam późno w nocy. Przywitał nas przeszywający, lodowaty wiatr. (Miasto leży na około 1500 metrach nad poziomem morza). Dzięki kuponom znaleźliśmy miły hotel i dostaliśmy ekstra zniżkę za Petera prawo jazdy z New Yorku (chyba ktoś z obsługi miał sentyment do tego miasta).
Obudziło nas mocne słońce i nadzieja, że będzie cieplej. Nic z tego, mroźno. Ale przynajmniej rześko i bezwietrznie. Na miły początek dnia pojechaliśmy do Old Town. Miejsce zachowane w starym stylu. Odnowione budynki pamiętające jeszcze hiszpańskich osadników. Stary kościół z cegły ładnie wpasowany w kameralny krajobraz. Stara altana pośrodku placu z pamiątkowymi tabliczkami upamiętniającymi wojska konfederackie. Spacer po zakamarkach, kawiarnie i restauracje zachęcające do wejścia swoim "klimatem" żywcem z westernów. Przypominało mi to wszystko styl z pobliskiego Santa Fe. Warto tu spędzić trochę czasu, którego akurat nie mieliśmy. Widziałem zdjęcia nocne... Potwierdzają,że warto :).
Następny punkt to Sandia Peak i wjazd kolejką na szczyt otaczających miasto gór. Chwilę zajęło nam znalezienie wjazdu i zaparkowanie. Tu mała niespodzianka: okazało się, że tylko ja jestem zainteresowany wjazdem na górę. Trudno. Chwila w kolejce (był akurat sezon, ludzie śmigali na nartach) i dostałem się do wagonika. Droga do góry trwała około 15 minut, w tym czasie mogłem podziwiać niesamowite widoki! Ogrom gór i superpanorama miasta. No i ten śnieg dawno nie widziany w takich ilościach :). Zapierało mi dech w piersiach (nie tylko ze względu na wysokość :)). Są tu tylko dwa pylony na początku trasy, więc spory kawałek wagonik wisi na linach wysoko nad ziemią. Dotarłem na miejsce i po wyjściu na szczyt porwał mnie silny wiatr. Zerknąłem na termometr na ścianie, było -15 stopni Celsjusza!! Chyba się nie przygotowałem na to. Zanim zamarznę, chciałem zrobić kilka zdjęć panoramicznych z tarasów widokowych. Zauważyłem oczy wpatrzonych we mnie turystów siedzących w ogrzewanej kawiarni. Pewnie myśleli – Co za szaleniec lata po tym mrozie w letniej kurtce bez rękawiczek?! Wbijam się do wagonu na dół i znowu piękne widoki. Mimo zimna warto było. Na dole chwilę odtajałem na słońcu, które dosyć mocno tam przygrzewało.
Ruszyliśmy autostradą I-40 odwiedzić Indian w ich Sky City, inaczej Acoma Pueblo. Po kilkudziesięciu milach zjechaliśmy na południe. Widoki zaczęły się zmieniać i naszym oczom ukazały się szeregi porozrzucanych gór w przedziwnych kształtach, żywo przypominającymi Monument Valley w Utah! Krajobraz zrobił się naprawdę ciekawy. Byliśmy już na terenie rezerwatu Indian. Dotarliśmy do, jak to nazwać, domku z adobe. W środku muzeum Indian i... kasa, gdzie trzeba wykupić objazdówkę ich busem po pueblo. Hm... bardzo komercyjni Indianie. Co najgorsze trzeba płacić za robienie zdjęć!!! Wyszliśmy stamtąd z zamiarem objechania rezerwatu na własną rękę, ale tu niespodzianka, wszędzie zakazy i stoi indiańska policja. Została jedna droga, więc ruszyliśmy. Mimo wszystko dało się robić zdjęcia i w punkcie widokowym można było obejrzeć puebla. Tak więc oszczedzając sporo pieniędzy zobaczyliśmy wszystko, tylko z daleka ;). Może jak będzie ciepło, to skuszę się i zwiedzę dokładnie to ciekawe miejsce.
Wróciliśmy na autostradę. Szybka jazda w stronę Gullup słynną Route 66. W mieście czuło się obecność kultury indiańskiej. Co krok symbole i muzea, na każdym kroku sklepy z pamiątkami. Nie dziwię się, że nazywają to miasto światową stolicą Indian. Przy okazji zobaczyłem miejsce akcji mojego ulubionego serialu Lost Room :). Stamtąd już blisko do Arizony.
Arizona kojarzyła mi się zawsze z Grand Canyonem i kaktusami. Teraz zmieniam zdanie... Kanion i katusy o tylko mała dawka tego, co kryje ten stan. Powalił mnie ogrom miejsc, jakie można t zobczyć. Właściwie można tu spędzić spokojnie kilka miesięcy. Wjechaliśmy do Arizony od północy i zatrzymaliśmy się na noc w Holbrook. Jest to typowe miasto "na trasie", w którym nic ciekawego do zwiedzania nie ma. Ale za to można dobrze zjeść i wyspać się w hotelu przerobionym na wioskę indiańską. Pokoje są w dwuosobowych tipi, przed którym dla ozdoby zaparkowany jest jakiś samochód z lat pięćdziesiątych. Knajpę wybraliśmy, bo była blisko drogi i dzięki temu zaoszczędziliśmy sporo czasu. Tu też przywitał nas napis "You kill it, we grill it" i nakaz zostawienia broni u pianisty :). Miło spedzony czas i dobre jedzenie. Rano w drogę! Widoki na trasie nie pozwoliły się nudzić pasażerom. Kaktusy i niezapomniane formacje z czerwonej skały w tle. Tak chyba Arizona znalazła się na liście moich ulubionych stanów :). Nasz cel numer jeden to Meteor Crater. To jedno z najciekawszych miejsc na ziemi. Do tej pory coś takiego widziałem na zdjęciach z Ksieżyca. 50 metrowy kawałek niklu i żelaza zrobił tak wielką dziurę w Arizonie, że stała się ona celem pielgrzymek naukowców i zwykłych turystów.
Pozachwycałem się trochę widokami. Zwiedziłem muzeum, w którym szczegółowo wyjaśniono nam, jak doszło to rozbicia się meteorytu kilkadziesiąt tysięcy lat temu. Chwila w sklepie z pamiątkami i ruszyliśmy dalej. Get Your Kicks on Route 66 :). Na trasie jest wiele atrakcji, więc specjalnie nie trzeba się wysilać i szukać. Zboczyliśmy do Walnut Canyon. W kanionie, na jego ścianach, widać było pozostałości po siedzibach Indian. Zastanawiające jak "różnie" osiedlali się mieszkańcy Ameryki Północnej... Jedni polując na bizony rozkładali swoje tipi i wigwamy, inni budowali puebla, a jeszcze inni – jak ci w Walnut – opuszczali się na linach i budowali swoje domy w szczelinach na ścianach kanionu. Jako miejsce do obrony były perfekcyjne. Jedyny sposób na dostanie się do nich, to opuszczenie drabiny lub liny w wyższego tarasu lub krawędzi! Oczywiście łatwo było spaść (jeśli ktoś za szybko wyszedł z "domu"). Obecnie można pochodzić po tym terenie, po wyznaczonych ścieżkach (otwartych w zależności od sezonu). Powoli zaczęliśmy się stamtąd zbierać. Jeszcze tylko próba ulepienia minibałwanka, ale śnieg okazał się za słaby.
Kierunek Oak Creek Canyon. Teraz zaczęły się już widoki jak z pocztówek! Otaczały nas "krwisto" czerwone góry o różnych kształtach. Nie nadążałem robić zdjęć. Po chwili rezygnuję, bo i tak nie oddałbym piękna tego miejsca... Najładniej zaczyna się tu robić po południu... Zachodzące słońce maluje góry pastelowymi kolorami. To już uczta dla oczu!!! Tak, myślę sobie, że Arizonę najlepiej zwiedzać popołudniami :). Na deser, po pięknej drodze, dostaliśmy jeszcze piękniejszy strumień płynący w czerwonym kanionie. Wyrzeźbione przez wodę skały układają się w przedziwne kształty... Patrząc okiem fotografa można tu zrobić kilka świetnych zdjęć. Można tu też zostać na kilka dni :). Wiem, że to tylko mała, skromna dawka tego, co można by zobaczyć w tej okolicy. Ale nie mamy aż tyle czasu.
Sedona. Chwila odpoczynku. Miasteczko w otoczone górami w stylu Arizony ;) Porównałbym je do zakopiańskich Krupówek :). Pełne urok i "klimatu". Dlatego szturmują go masy turystów. Godne polecenia jako przystanek w trasie. Słońce już powoli zachodziło, a ja szykowałem swój aparat na najlepsze momenty. Jeździliśmy między górami niedaleko Sedony, co chwila robiąc "pocztówki". Jak na jeden dzień to duża dawka bajkowych widoków. Mimo wszystko nie czułem przesytu. W głowie zacząłem już obmyślać plan powrotu tutaj. Na pewno poświęcę wtedy więcej czasu na ten rejon.
Minęliśmy miasteczka i ostatni punkt dnia, czyli ruiny indiańskiego miasta w Tuzigoot. Hm... z daleka przypomina zniszczony przez czas zamek gdzieś w Szkocji :), a z bliska ruiny w peruwiańskich Andach. Zapadł zmrok, a my podążaliśmy w stronę zachodzącego coraz bardziej słońca. Gonitwa z czasem. Jeszcze wjazd kretą trasą do wysoko położonego Jerome. Kiedyś to było wymarłe miasto górnicze, które teraz zaczyna odżywać. Wygląda troszkę... strasznie. Można tu kręcić horrory. Mroczne z opuszczonymi domami. Ale ma też coś z włoskiego klimatu. Nie czuć Ameryki. Myślę, że jeszcze kilka lat i miasto zmieni się nie do poznania. Stanęliśmy, żeby podziwiać widoki. Miasteczko ma świetną panoramę na całą okolicę. Pora na nas! Już ciemno, na drodze słaby ruch. Czas na refleksje. Minęliśmy Kingman i już prosta droga do Tamy Hoovera. Tam jeszcze jedna niezrozumiała kontrola pojazdów… I znaleźliśmy się w innej strefie czasowej i w innym stanie. Nevada wita!
Na fladze Nowego Meksyku znajduję się indiański symbol słońca... i wszystko jasne :) Zimno w zimie a upalnie na wiosnę i lato.
Na fladze Arizony znajduję się słońce... i wszystko jasne :) Zimno i śnieg na w Północnych rejonach w okresie zimy, jesień, wiosna i lato upalne. Południe to dopiero już upały!
Gazetki z kuponami !!! Bez tego nie ruszam na wyprawę :). Dostępne za darmo na stacjach benzynowych, przy restauracjach sieciowych, na ulicach w specjalnych pojemnikach na gazety. Zawartość to zbiór aktualnych promocji i kuponów zniżkowych na hotele. Będąc w drodze nie zawsze wiem gdzie danego dnia zakończę podróż, wystarczy zerknąć do kuponów i poszkać po okolicy w której się aktualnie przebywa. Wystarczy wyrwać kupon i pokazać na recepcji. Zwykle są to "sieciówki" i motele na kieszeń zwykłego turysty.
Polecam z tanich: Americas Best Value Inn, Travelodge, Super 8 Motel, Econo Lodge,Motel 6, Days Inn.
Wyższy standard i cena to: Best Western, Howard Johnson, Ramada, Holiday Inn Express
Oczywiście dużo jest lokalnych motelików (bardzo często opanowany biznes przez hindusów).
Równie dobrze można nie przejmować się rezerwacjami i szukaniem miejsca do spania, ono samo nas znajdzie ;) Na peryferiach i wzdłuż autostrad co kilkadziesiąt mil widać reklamy hoteli.
Jako świetną atrakcje polecam Wigwam Motel w miasteczku Holbrook (811 West Hopi Drive) w Arizonie. Można spędzić noc w stylizowanym na wioskę indiańską motelu, w tipi (nie oryginalne tylko z drewna ale wygląda świetnie), pod każdym zaparkowane jest stare auto z lat 50-tych. Dodatkowa atrakcją jest to że motel jest na słynnej Route 66 :).
Nowy Meksyk to jeden z najbardziej zróżniccowanych etnicznie i kulturowo stanów. Żyli tu rdzenni Indianie, Hiszpanie, Meksykanie i Amerykanie Jako pierwsi Europejczycy dotarli tu konkwistadorzy hiszpańscy, dowodzeni przez Francisco Vasquez de Coronado (1540–1542). Pierwszym stałym osiedlem założonym w 1610 przez Hiszpanów było Santa Fé, obecna stolica stanu. Od 1821 w granicach niepodległego Meksyku. W wyniku wojny amerykańsko-meksykańskiej tereny te w 1848 przeszły w posiadanie Stanów Zjednoczonych. 6 stycznia 1912 Nowy Meksyk stał się 47 stanem USA.
Dla wielu turystów charakterystyczną cechą Nowego Meksyku jest jego architektura: kościoły, domy, sklepy i hotele, wszystkie zbudowane z suszonej cegły adobe. Cegła ta jest produkowana z mieszanki ziemi, piasku, węgla drzewnego i trawy lub słomy, a następnie suszona na słońcu. W Nowym Meksyku wszędzie widoczne są jaskrawoczerwone "ristras", czyli sznury suszonych papryczek chilli, które zdobią większość drzwi domów i wiszą na straganach. Najlepszym przykładem budowli z cegły adobe i sznurów papryczek jest miasto Santa Fe.
Arizona w okresie prekolumbijskim zamieszkana przez plemiona indiańskie, rozkwit osadnictwa indiańskiego - którego pozostałością są puebla - od ok. V w. W XVI-XVII w. zamieszkujących Wyżynę Kolorado Indian z plemienia Anasazi wyparli Apacze i Nawahowie. Od końca lat 30. XVI w. penetracja europejska (1539 M. de Niza, 1540 F.V. de Coronado), połączona ze stopniowym wypieraniem Indian z doliny Kolorado. 1598 włączona do Nowej Hiszpanii. 1752 pierwsze stałe osiedle europejskie, Tubac.
1776 utworzenie prezydencji w Tucson. W XVIII w. liczne wojny hiszpańsko-indiańskie. Od 1821 należała do Meksyku. W wyniku wojny meksykańskiej 1846-1848 ziemie na pn. od rzeki Gila zostały włączone do Stanów Zjednoczonych. W 1853 rejon na pd. od rzeki Gila został zakupiony przez USA (tzw. zakup Gadsdena). Arizona należała do utworzonego 1850 terytorium Nowy Meksyk. Pod administracją amerykańską powstały pierwsze kopalnie srebra w Tubac oraz miedzi w Ajo. Rozwijało się osadnictwo (m.in. mormoni na Wyżynie Kolorado). 14 lutego 1912 Arizona stała się 48 stanem USA.
Nowy Meksyk i Arizona to miejsce gdzie spotkasz prawdziwych Indian. Rezerwaty rozsiane są gęsto na terytoriach tych stanów. Jest to na pewno duża atrakcja dla przybysza z Polski. Bywały takie sytuacje gdzie wchodząc na zakupy na trasie byłem jedynym białym. Tak samo bywało z motelami. Indianie dostali dość dużą autonomię na swoich terenach. Jeśli zobaczysz kasyno i wiesz że nie jest to Nevada to zapewne jesteś na terenie rezerwatu :). Ale mają pewne obostrzenia (nie wiem czy wszędzie) ale w kilku rezerwatach jest zakaz sprzedawania alkoholu w weekendy :). Najciekawiej chyba jest na terenach Navaho. Bardzo dbają o to żeby ich język nie zaginął i słychać ich mowę na każdym kroku.Tak samo tablice z nazwami miast są dwujęzyczne (nie do wymówienia :)). Indianie odbijają sobie na turystach z nawiązką. Ceny w rezerwatach (noclegi) i barach są dużo wyższe niż w poza rezerwatem. Dużo pieniędzy płynie do nich z turystyki. Pobierają opłaty za wszystko co się da i gdzie się da !!!
Dużą grupą najczęściej spotykaną to meksykanie. Ale to zrozumiałe. Drugi (albo pierwszy) język w tych stanach to hiszpański. Bywają takie miejsca że nie ma szans na porozumienie się w języku angielskim.
utrzymam chronologię i przedstawię atrakcje tylko na mojej drodze powrotnej:
Carlsbad Caverns National Park, New Mexico: Nie jestem zwolennikiem chodzenia po jaskiniach, nie wydaje mi się to zbyt atrakcyjne. Z niechęcią skierowałem swoje kroki w stronę wejścia do Carlsbad. Po dotarciu na dno jaskini zwróciłem honor. To jedno z najciekawszych i najladniejszych miejsc jakie widziałem w USA. Park z jaskiniami znajduję się bardzo blisko granicy z Teksasem. Trzeba skierować się na miasteczko Whites City i i po kilku milach krętej drogi pod górę docieramy do celu. Na zewnątrz trwa przebudowa ? sam nie wiem, kasy i sklepy znajdują się w kontenerach a główne wejście jest całe w rusztowaniach. Podobno pierwsi zwiedzający byli spuszczani do środka w wiadrach i prowadzeni na linach.Teraz znajduję się tam nowoczesne windy (zabiera po kilka osób wiec zawsze tworzy się kolejka. Ostatnio działa jedna). Opcją jest zejście na dół 3 milowym szlakiem Natural Entrance Route, biegnącym od wielkiego szczelinowego wejścia i mijając po drodze różne formacje skalne. Ponad 200 metrów pod powierzchnią znajduje się długa na 800 metrów komnata zwana Big Room. Poruszanie się po tej sali ograniczone jest do wydzielonych ścieżek. Duża cześć formacji stalaktytów jest podświetlana od spodu co tworzy niezapomniany klimat. Na dole wbrew pozorom nie jest zimno. Dla osób chcących przywieść z jaskiń ładne zdjęcia niezbędny będzie statyw. Światło jest skromne a w niektórych miejscach jest całkowicie ciemno. Zwiedzać można też pozostałe komnaty Kings Palace, Queens Chamber i Slaughter Canyon Cave (z przewodnikiem). Można tam spędzić dużo czasu i po delektować się widokami tylko trzeba pamiętać że oczekiwanie w kolejce do windy na powierzchnie trwa bardzo długo.
Roswell, New Mexico: Miejsce rzekomego rozbicia się UFO. Miejscowość mocno przereklamowana. Nic ciekawego tu nie ma :(. Przy głównej ulicy (lampy mają klosze w kształcie głów obcych) mieści się Muzeum UFO, w środku wystawy zdjęć i różne repliki obcych. Można to zwiedzić w 3 minuty... Reszta atrakcji ogranicza się to sklepów z pamiątkami. Jedynym plusem w tym przelotowym miasteczku to duża liczba hoteli i moteli.
Albuquerque, New Mexico: To półmilionowe miasto, położone w samym sercu Nowego Meksyku, na skrzyżowaniu głównych traktów komunikacyjnych, to jedyne większe miasto w całym stanie. Łunę miasta widać już na kilkadziesiąt mil przed dotarciem ! Warte zobaczenia jest stare miasto Nad głównym placem górują wieże kościoła San Felipe de Neri, zdublowanego z cegły adobe. Po środku placu jest altana i kilka armat. Niskie budowle z adobe otaczające plac tworzą niezapomnianą atmosferę, czas się tu zatrzymał. Następnym miejsce do zobaczenia jest ośrodek kultury Indian Pueblo. Szczęśliwcy mogą trafić na pokazy tańców plemiennych. I gwóźdź programu Sandia Peak. Wjazd kolejka górska (kolo 3 mil i tylko 2 pylony). Nie dla ludzi z lękiem wysokości, wagonik pokonuje trasę na bardzo dużej wysokości. Piękne widoki z panoramą miasta w tle.Na szczycie znajdują się tarasy widokowe i restauracja a po jego drugiej stronie trasy zjazdowe dla narciarzy (w zimę temperatura dochodzi do minus 15-25 stopni Celsjusza a po zjechaniu na dół mamy plus 20 :).
Acoma Pueblo (Sky City), New Mexico: Malownicza osada leży na płaskim szczycie wzniesienia jakieś 12 mil od autostrady stanowej I - 40 i kilkadziesiąt mil na zachód od Albuquerque. Od ponad 800 lat jest nieustannie zamieszkiwana, co czyni z niej jedną z najstarszych osad w Ameryce Północnej (Podobnie jak niedalekie Taos Pueblo). Droga jest bardzo malownicza, która prowadzi do centrum turystycznego. Tutaj trzeba zostawić samochód, daje zwiedzać wioskę wolno tylko w zorganizowanych grupach :(. Oplata jest spora i do tego osobno trzeba płacić za ... fotografowanie i filmowanie !!!. Każdy chcący na własną rękę zwiedzać ten teren będzie bardzo zawiedziony. Nawet na drodze powrotnej na tarasach stoją Indianie i pilnują żeby turysta nie zrobił zdjęcia bez uiszczenia opłaty!.
Petrified Forest National Park, Arizona: Skamieniały Las. Rozciąga się po obu stronach autostrady I-40 (w tym miejscu Route 66). Na skutek erozji stopniowo wyłania się spod warstwy ziemi. Pierwotne komórki drzewa zastąpiły wielobarwne kryształy kwarcu. Leżące na ziemi, rozczłonkowane "głazy" nie przypominają drzew. Gdybym nie wiedział nic o tym miejscu nigdy bym nie pomyślał że to skamieniałe drzewa. Klocki porozrzucane są na dużej przestrzeni. Przepięknie wyglądają przekroje pni, paleta barw. W każdym lokalnym sklepie z pamiątkami można kupić pocięte diamentowymi piłami i wypolerowane blaty na stoły i rzeźby zrobione z tych skamieniałych drzew.
Meteor Crater, Arizona: Można tam dojechać zjeżdżając kilka mil na południe z autostrady I-40. Blisko Flagstaff. Zobaczyć na własne oczy wielki krater (do tej pory na zdjęciach z księżyca :) to dla mnie duża atrakcja. Średnica 1200 metrów. Wiek nie ustalony, ocenia się że mógł powstać w okresie od 5 do 50 tysięcy lat temu. Powstał w wyniku zderzenia z meteorytem żelaznym o średnicy ok. 50 metrów.(Do dziś są znajdowane meteoryty w obszarze wielu kilometrów od krateru) Uważany za najlepiej zachowany krater na świecie. Wejście nie należy do najtańszych. Na miejscu mamy kilka tarasów widokowych i muzeum (filmy, zdjęcia i eksponaty). Jest też miejsce gdzie można coś zjeść i kupić pamiątki.
Red Rock Country i Sedona: Na południe od Flagstaff jadąc drogą US-89 można doświadczyć jednych z najwspanialszych widoków. (tu mnie oczarował Arizona, i wtedy dotarło do mnie jaki ma wielki potęciał, myślę że to temat na osobną wyprawę). Jadąc jako pasażer co chwila prosiłem kierowce o zatrzymanie, aparat się prawie zagotował :) Dobrym momentem na przejazd do Sedony to godziny popołudniowe. Powoli zachodzące słońce koloruje na soczyście czerwono otaczające skały, które tworzą niesamowite kształty! Samo miasteczko Sedona nie ma nic do zaoferowania poza miejscami noclegowymi i masą barów (pierwsze skojarzenie to Krupówki w Zakopane). Ale za to widoki są niezapomniane. Można robić tak zwane "loopy" i objeżdżać góry z czerwonej skały. Krajobraz momentami przypomina Monument Valley w Utah tylko bardziej skondensowany. Szkoda nie zostać na kilka dni.
Tuzigoot National Monument: To pozostałości po budowli Indian i muzeum. Można zobaczyć w drodze powrotnej ale nie niczym nie zachwyca.
Jerome: To dawne miasto górnicze położone wysoko ponad Verde Valley przy drodze US-89, jakieś 30 mil od Sedony. W latach 50-tych zamknięto kopalnie i powoli było opuszczane przez mieszkańców. W latach 70-tych było to (i jeszcze jest częściowo) ghost city (miasto duchów, polska nazwa źle oddaje znaczenie). Można było przyjechać i wprowadzić się do pustego domu. Zwiedzanie Jerome to niezła przygoda. Bardzo strome zbocza u uliczki gdzie czasem podjazd jest tak stromy że człowiek ma wrażenie że siedzi wrakiecie kosmicznej gotowej do startu :). Domy zbudowane tutaj mają często dwa piętra od frontu a cztery od tyły. Ale widoki na dolne sa niezłe. Przejazd przez to miasto przypominał mi trasy jakie pokonywałem gdzieś w w północnych Włoszech... jakoś tak europejsko :).
Hoover Dam: To tama na granicy Arizony i Nevady. Tu przestawiamy zegarki o godzinę. Jest to wąskie gardło na trasie. Ale już widać pylony mostu jaki jest budowany żeby ominąć wąską drogę przez tamę. Ładne widoki na Jezioro Mead po którym śmigają szybkie motorówki. Tamę można zwiedzać ale dla mnie oglądanie dużych ilości betonu nie jest atrakcja :).
Dobra wiadomość przed wakacjami: tańszy roaming w krajach UE
godz. 04:45 Niedziela 27.5.2012 Autor: podróże.plPodziel się wrażeniami i zdjęciami ze swoich wypraw, zamieść relację z wyjazdu i wygraj aparat fotograficzny Fujifilm FinePix XP30!
Stolica: Waszyngton Waluta: dolar (USD) Język urzędowy: angielski Inne: języki mniejszości narodowych, głównie hiszpański
Lokalny czas
Kiedy jechać
Przez cały rok
Niezbędne informacje
więcejPrzydatne adresy
- www.hotels-in-usa.net Hotele
- www.art-collecting.com Galerie
- www.museumsusa.org Muzea
- www.usatourist.com Turystyka
CZYTAJCIE NAS
Wywiad z Rafałem Milachem ...
Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia… więcej
Wywiad z Rafałem Milachem
Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak… więcej
Samochodem po Europie - ...
Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i… więcej
2 lata w podróży ...
158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej… więcej
Tagi
- W serwisie:
- Kierunki
- Aktualności
- Wasze Wyprawy
- Forum
- Poradnik
- Kuchnie Świata
- Murator S.A:
- O wydawnictwie
- Kontakt do serwisu podroze.pl
- Redakcja miesięcznika Podróże
- Reklama
- Licencje
- Regulamin serwisu
- Sklep on line
- Serwisy internetowe:
-
- Dom i ogród:
- Muratordom.pl
- Forum.muratordom.pl
- Projekty.muratordom.pl
- Muratorfinanse.pl
- Urzadzamy.pl
- Wymarzonyogrod.pl
- Muratordom.com.ua
- Architektura i budownictwo:
- Muratorplus.pl
- Architektura.muratorplus.pl
- Tuznajdziesz.pl
- Hobby i wypoczynek:
- Podroze.pl
- Zagle.com.pl
- Poltrip.pl
- Zdrowie i rodzina:
- Poradnikzdrowie.pl
- Dlarodzinki.pl
- Dzieckozakupy.pl
- www.Mjakmama24.pl
- Rolnictwo:
- Rolnictwoonline.pl
- Wideo:
- Jestem.pl
- Porady:
- Mowimyjak.pl
- Rozrywka informacje:
- Se.pl
- Seusa.info
- Eska.pl
- Eskarock.pl
- Voxfm.pl
- Radiowawa.pl
- Fabrykamuzy.pl
- Gwizdek24.pl
- Superauto24.pl
- Zakupy:
- Zakupy.muratordom.pl
- Zakupy.urzadzamy.pl
- Zakupy.wymarzonyogrod.pl
- Zakupy.poradnikzdrowie.pl
- Zakupy.zagle.com.pl
- Supertanio.pl
- Wgrupiekupie.pl
- Sklep on line
- Miesięcznik:
- Murator
- Dobre wnętrze
- M jak mieszkanie
- Moje mieszkanie
- Podróże
- Żagle
- Zbuduj dom
- Architektura
- Zdrowie
- M jak mama
- Sklep on line

