okazje

Mało znane miejsca przyciągają mnie jak magnes. Przebywając blisko Portoryko nie omieszkalem odwiedzic tego karaibskiego państwa.

01.05.2008

Pomysł wyjazdu na wyspę Puerto Rico powstał spontanicznie. Po tygodniu pobytu w Miami zacząłem zastanawiać się nad wypadem do jakiegoś oryginalnego miejsca. Większość ofert w biurach turystycznych ograniczała się do Bahamas lub Bermudy. Przeglądając google earth szukałem jakiejś wysepki, która najlepiej byłaby terytorium USA i nie leżała zbyt daleko. I tu pojawiło się Portoryko. Sprawdziłem ceny biletów, które okazały się całkiem dobre i nie zastanawiając się długo zrobiłem rezerwacje na mnie i mojej dziewczyny. Będąc w centrum odebrałem bilety w American Airlines i następnego dnia czekało nas nowe wyzwanie.

Jeszcze wieczorkiem zrobiłem wstępne rozeznanie co warto zobaczyć i gdzie zanocować. Jak to bywa w ostatniej chwili tańsze hotele były już zarezerwowane ale mimo to udało się coś znaleźć. Nazwy miejsc jeszcze nic nie mówiły, oceniałem lokacje hotelu na podstawie bliskości "starego miasta" i rekomendacji internautów. Troche smutno było opuszczać Miami. Wylot z lotniska krajowego więc cała procedura odbyła się szybko, wygodne stanowiska do self check-in skróciły ten czas znacząco. Krótki lot i pod nami światła San Juan, stolicy wyspy. Szybko wyszliśmy z lotniska i załadowaliśmy się do taxi. Od razu cieplej, parno w nocy - tego potrzebowałem. Hotel był niezbyt daleko, więc nie miałem okazji pooglądać widoczków.

Naszym celem była dzielnica Condado i bardzo miły hotelik El Canario by the Lagoon. W recepcji miły pan o imieniu ... Stanisław (sic!). Rodowity Portorykańczyk, niestety nie wiedział dlaczego otrzymał takie imię :). Pokoik z balkonem taki jak lubię. Godzina była jeszcze rozsądna, więc postanowiliśmy zrobić sobie spacer do Old San Juan. Po kilku minutach okazało się, że nie jest tak blisko jak sądziłem, więc pozostała taksówka. Wysiedliśmy przy Plaza de Colon z pomnikiem Kolumba. To miejsce to "wrota" do starego miasta - to tu kończą się mury od strony północnej. Zapachniało czasami kolonialnymi. Stare budynki lekko podświetlone "robiły" świetny klimat. Wąskie uliczki, czasem bardzo wąskie i knajpki. Idąc uliczkami łatwo cofnąć się w czasie w wyobraźni, zaczarowane zaułki, pastelowe kolory a w nich zatopione balkoniki i okiennice, gdzieniegdzie mały placyk z fontanną i nawet sklepiki nie psują tego klimatu. Niektóre obdrapane kolorowe ściany na domach i stare samochody przypominają Hawanę... Jak to bywa w większości krajów Ameryki Środkowej i południowej dotarliśmy do Plaza de Armas.

Przypominam sobie wcześniejsze wyprawy i w sytuacje jak się gubiliśmy lub nie wiedzieliśmy jak zacząć zwiedzanie zawsze prosiliśmy o wskazanie Plaza de Armas, zawsze są w centralnych miejscach :). Snując się bez celu trafiliśmy na długą uliczkę Calle del Morro, która doprowadziła nas na koniec miasta, gdzie czekały na nas mury Castillo San Felipe del Morro potocznie zwanego El Morro. Forteca była podświetlona od dołu, co w nocy robiło niesamowite wrażenie. Poszliśmy za przykładem ludzi usiąść na murach i popatrzeć na rozbijające się fale... romantycznie hihi. Trochę już zmęczeni wróciliśmy do hotelu. Pierwsze wrażenia rokowały nadzieję, że dokonałem dobrego wyboru co do miejsca.

Rano śniadanko i pogawędka z obsługą - mili ludzie. Miał być wypczynek to będzie. Poszliśmy na pobliską plażę Playa Condado. Minęliśmy mały park z palmami i dotarliśmy do miejsca. Plaża jest typowo "miejska" czyi taka jakich nie lubię. Duży pa piasku i ... wielki apartamentowce i hotele. O pewnej porzeją cień na piasek i zasłaniają słońce. Nie ma zbyt wiele zieleni, co prawia,że czuje się tak "betonowo" :). Na szczęście woda jest cieplutka i ładnie turkusowa. Zalegliśmy w wodzie i tak mijał czas. Popołudniem poszukaliśmy jakiegoś miejsca na jedzonko. Jako maniak owoców morza czułem się zawiedziony, że trudno znaleźć dobry lokal. Chodziliśmy po dzielnicy Condado która chyba nie jest specjalnie atrakcyjna gastronomiczne. Tutaj pierwszy raz zetknęliśmy się z ciekawostką. Wszędzie w oknach i bramach (tam gdzie może przecisnąć się człowiek) znajdowały się kraty. Wchodząc do jakiegoś biura, natknęliśmy się na zamknięte drzwi mimo że ktoś był w środku. Miła pani otworzyła z przycisku... (co miało powtarzać się często). Chyba mają problemy z przestępczością. Zacząłem zwracać na to uwagę później, ale nie doświadczyłem niczego nieprzyjemnego. Następnego dnia zaplanowaliśmy wizytę w fabryce rumu Bacardi.

Podjechaliśmy do portu w Old San Juan i wsiedliśmy na prom do miejscowości Catano. Krótki rejs po zatoce pozwala na zrobienie ładnych zdjęć San Juan i okolic. Wysiadamy w wymarłym porcie. Łapiemy jedyną taksówkę i jedziemy kilka mil do "Rumowej Katedry" nazwanej tak z powodu wyglądu gigantycznej wieży destylacyjnej widocznej z ... San Juan. Na miejscu kupujemy bilety na zwiedzanie miejsca. W cenie są dwa drinki. Przewodnik oprowadza nas po poukładanych tematycznie - od przeszłości do teraźniejszości salkach. Nie pozwalają robić zdjęć co mnie smuci. Na koniec przyglądamy się jakie można zrobić drinki z rumu i próbujemy ich. Potem mała rundka kolejką po terenie fabryki i wracamy do wyjścia gdzie oddajemy się mojito siedząc pod wielkim napisem Bacardi. Tutaj następuje małe zaskoczenie, nie ma taksówek i autobusów.

Po kilku minutach pokazuje się jedna, ale nie chce nas zabrać - musimy dokooptować kogoś. Przychodzą jeszcze zabłąkani turyści można wracać. Wracamy na prom i oddajemy się widoczkom z pokładu. Pozostała jeszcze druga połowa dnia. Ruszamy za dnia do El Morro, szesnastowiecznej cytadeli. Wita nas otwarta brama do fortecy. Mało ludzi, a to pozwala na oddanie się pasji fotografii. Zamęczam moje dziewczę ale dzielnie to znosi. Łazimy po stanowiskach strzelniczych i wartowniach. Chodzimy po murach obronnych z których rozciąga się widok na ocean i zatokę. Słońce mocno grzeje, a my dzielnie udajemy się do następnej fortyfikacji. Widokową ulicą ciągnącą się wzdłuż oceanu docieramy do Fuerte San Cristobal. Z tego miejsca mam świetne widoki na miasto i El Morro.

Znowu szaleje z aparatem. Temperatury każą nam się schować, bo grozi to udarem. Na koniec dnia wizyta w miłej knajpce i zachód słońca przy mojito... Następnego dnia pora ruszać dalej. Wyspa czeka. Wybrałem Ponce drugie co do wielkości miasto Portoryko, położone na południu wyspy. Jako że prawo jazdy zostało w New Yorku to pozostały autobusy. I tu wielka nieprzyjemna niespodzianka. Nie ma normalnego transportu między miastami w naszym rozumieniu. Szukanie dworca autobusowego okazało się daremne. Ludzie starali się nam pomóc tłumacząc coś o AMA ale chyba nie zrozumieliśmy się dobrze.

Uratował nas pan Stanisław z hotelu. Jednak jakoś ludzie jeżdżą do innych miejsc. Zabiera nas rano duży wóz terenowy. W środku zmieści się 6 osób i tyle zbiera z ustalonych wcześniej telefonicznie miejsc. Przecinamy wyspę główną autostradą. Drogi i ruch jak w USA. Wyspa jest mała więc jesteśmy na miejscu po półtorej godzinie. Hotelik mamy w centralnym miejscu przy Plaza Las Delicias (tym razem nie znalazłem Plaza de Armas). Miasto w stylu kolonialnym, mało nowych budynków i dzięki temu wygląda jak przeniesione z innej epoki. Na placu stoi mały kościół i fontanna, dookoła której zbierają się mieszkańcy. Najbardziej charakterystycznym elementem tego placu jest... budynek straży pożarnej sprzed wieku. Wyróżnia się kolorem, pośród pastelowych fasad, białych murków i zielonych drzew stoi krwisto czerwony z czarnymi pasami z szeroko otwarta brama za którą widać zaparkowane stare wozy strażackie. Wieczorem wyszliśmy na spacer, jak to bywa w krajach latynoskich życie zaczyna się po zmroku :) i tak jest w Ponce.

Ludzie siedzą przy stolikach popijając napoje, tłumek kłębi się na placu. W tle muzyczka. Chodząc po bocznych uliczkach nie napotkaliśmy żywej duszy. Wracając do hotelu naszą uwagę przyciągnął hałas i trąbienie samochodów. Dookoła cenralnego placu jeździła kawalkada starych kabrioletów i w jednym z nich wyeksponowana siedziała panna młoda. Może to lokalny zwyczaj? Ale wyglądał bardzo widowiskowo dla nas i łatwo ulegliśmy nastrojowi chwili i zaczęliśmy wiwatować z resztą tłumku. Późno w nocy dotarliśmy do swojego pokoju. Rano mocne słońce szybko nas obudziło i skłoniło do wyjścia na śniadanie, które zjedliśmy na ... dachu hotelu w restauracji z widokiem na miasto.

Troszkę bez planu poszliśmy w stronę morza kierując się mapką. Dystans był jednak zbyt wielki i zacząłem mieć już dość. Upał stawał się coraz większy. Szliśmy przez wymarłe uliczki i jakieś zapomniane przez ludzi budynki. W końcu dotarliśmy ale nie było plaży jakiej się spodziewaliśmy (potem okazało się, że plaża zaczynała się kilka metrów za portem). Widoki były inne niż na północy, tutaj morze znacznie spokojniejsze i bardziej turkusowe. Nie mieliśmy siły wracać i postanowiliśmy złapać taksówkę. Niestety przez długi czas nie pojawiał się żaden pojazd i trzeba było ruszyć. Widziałem wielkie zdziwienie ludzi których mijaliśmy, zastanawiali się co my tu robimy he he. Z pomocą przyszedł siedzący na ganku tubylec, który zadzwonił i zamówił taxi. Po 40 minutach nic nie przyjechało ale na nasze szczęście zatrzymał się koło nas prywatny samochód i zabrał nas do miasta. Przekleństwem moim był brak prawo jazdy ! Tutaj trudno przeżyć bez samochodu. Czułem się jak kaleka. Zmęczeni poszliśmy do hotelowego basenu. Umiejscowiony na dachu, kameralny bez ludzi, pozwolił nam na miły relaks.

Rano umówiliśmy się na wyjazd na wyspę Caja de Muertos (Coffin Island), która z brzegu przypomina leżącą w trumnie postać. O umówionej godzinie stawiliśmy się w porcie koło wielkiej plaży. Weszliśmy na niewielki statek, na którym panowała familijna atmosfera. Kilka lokalnych rodzin postanowiła zrobić sobie piknik na wyspie. Dopłynęliśmy szybko na wyspie, która nie ma mieszkańców a jest czymś w rodzaju parku narodowego pod ochroną. Roślinność jest zróżnicowana i połowa wyspy to kaktusy (dużo i gęsto) i drzewa a druga połowa to palmy. Byliśmy tylko my :). Każdy poszukał sobie swojego kawałka plaży. Rozłożyliśmy się z dala od wszystkich i spędziliśmy trochę czasu w cieplutkiej wodzie. W połowie dnia ciekawość wygrała i ruszyliśmy przeczesać wysepkę. Nie była taka malutka jak myślałem i dotarcie na drugi koniec zajęło niecałą godzinę. Przedzierając się przez gęsty busz wyszliśmy na dzikie białe plaże. Niedaleko zakotwiczony stał jakiś prywatny jacht a ludzie na nim mieli na pewno rajskie widoki :). Do końca dnia poleniuchowaliśmy. Nie chcieliśmy zbytnio wracać ale życie bez jedzenia i cywilizacji byłoby trudne. Po powrocie oczywiście znowu mieliśmy problemy ze znalezieniem transportu do miasta i dużo czasu zajęło znalezienie dobrej duszy która zamówiła taxi.

Ostatni wieczór w Ponce spędziliśmy na placu koło hotelu. Razem z lokalsami delektowaliśmy się lodami które są tutaj lokalną atrakcją i kolejka do lodziarni jest długa. Rano zostaliśmy odebrani przez kierowce i wróciliśmy do San Juan i naszego hotelu w Condado. Resztę dnia poświęciliśmy na spacer po uliczkach Old San Juan. Zaczęlśmy od portu i Pier 1 gdzie zacumował właśnie ielki okręt wycieczkowilu piętrowy hotel pływający po Karaibach). Potem wzdłuż Paseo de la Princesa większej ulicy z widokiem na zatokę i mury miasta. Po drodze mijaliśmy małe kameralne parki, wchodziliśmy na podwórka z małymi fontannami i arkadami a wszytko to w pastelach tak przyjemnych dla fotografa :). Spotkany przez nas Amerykanin zaprowadził nas do świetnej restauracji która mieści się na dachu budynku z widokiem na morze i stare miasto. Przepyszne owoce morza i miła obsługa. Doczekaliśmy tam do zachodu słońca i wróciliśmy do portu. Po drodze mieliśmy zabawną sytuację, idąc wzdłuż murów miasta cały czasz słyszałem jakieś piski jak płacz dziecka?! Po lewej mur po prawej zatoka... o co chodzi? Wszystko wyjaśniło się przy okazji robienia zdjęcia z flashem. Na kamieniach przy promenadzie leżały setki kotów !!! co kamień to na nim kot i tak przez kilkanaście metrów.

Ciekawostką dla mnie było to że mury miasta nagrzane w ciągu dnia pozostają gorące nawet w nocy. Ostatni dzień postanowiliśmy spędzić na plażach. Zebraliśmy się wcześnie i ruszyliśmy na Playa Ocean Park, która jest bardzo przyjemną plaża ale w bliskim sąsiedztwie apartamentowców. Idąc wzdłuż morza dotarliśmy do Playa Isla Verde. Najładniejsza plaża która widziałem w San Juan. Ładny piasek i dużo palm nachylających się w stronę oceanu :). To bardzo popularne miejsce więc ludzi było nawet sporo. Młodzież przychodzi tu grupkami z wielkimi coolerami z piwem spędza wolny czas. Łapaliśmy ostatnie promienie słońca i delektowaliśmy się ciepłem morza... Wieczorem wylot do zimnego Nowego Yorku, wylecimy z +30°C do -12°C, będzie szok. Szkoda opuszczać wyspę.

info

Środkiem płatniczym na wyspie jest dolar amerykański.

 

Większa część powierzchni wyspy Portoryko jest górzysta (Cordilliera Central, najwyższe wzniesienie Punta, 1638 m n.p.m.). Klimat jest tu tropikalny, wilgotny, a opady w ciągu całego roku nie są równomiernie. W północnej części wyspy, gdzie opady są intensywniejsze, występują bagna i jeziora, a wybrzeża porastają zarośla namorzynowe (mangrowia).

Część południowa jest zbyt sucha (cień opadowy) dla rolnictwa i wymaga sztucznego nawadniania. Naturalną szatę roślinną kraju stanowiły lasy równikowe, obecnie prawie całkowicie wycięte (z wyjątkiem objętych ochroną). Świat zwierzęcy ograniczony do małych gadów i ptaków.

Średnia temperatura wynosi 28°C przez cały rok. Między czerwcem a listopadem na wyspie możliwe są huragany.

 

Przy przylocie z terytorium USA nie wymagany jest paszport, loty traktowane są jako krajowe. Biura podróży reklamując Portoryko informują że nie trzeba zabierać ze sobą dokumentów :). ALE !!! Ja i pasażerowie mojego samolotu zostali skontrolowani i sprawdzano ważność wiz !!! odbyło się to w rękawie tuż przed wejściem na pokład samolotu. Nie wiem czy był to odosobniony przypadek.

Prawo jazdy. Niezbędne, jeśli chcemy przemieszczać się po wyspie. Wypożyczenie samochodu jest jedynym rozsądnym wyjściem.

Środkiem płatniczym na wyspie jest dolar amerykański.

 

Większa część powierzchni wyspy Portoryko jest górzysta (Cordilliera Central, najwyższe wzniesienie Punta, 1638 m n.p.m.). Klimat jest tu tropikalny, wilgotny, a opady w ciągu całego roku nie są równomiernie. W północnej części wyspy, gdzie opady są intensywniejsze, występują bagna i jeziora, a wybrzeża porastają zarośla namorzynowe (mangrowia).

Część południowa jest zbyt sucha (cień opadowy) dla rolnictwa i wymaga sztucznego nawadniania. Naturalną szatę roślinną kraju stanowiły lasy równikowe, obecnie prawie całkowicie wycięte (z wyjątkiem objętych ochroną). Świat zwierzęcy ograniczony do małych gadów i ptaków.

Średnia temperatura wynosi 28°C przez cały rok. Między czerwcem a listopadem na wyspie możliwe są huragany.

 

Przy przylocie z terytorium USA nie wymagany jest paszport, loty traktowane są jako krajowe. Biura podróży reklamując Portoryko informują że nie trzeba zabierać ze sobą dokumentów :). ALE !!! Ja i pasażerowie mojego samolotu zostali skontrolowani i sprawdzano ważność wiz !!! odbyło się to w rękawie tuż przed wejściem na pokład samolotu. Nie wiem czy był to odosobniony przypadek.

Prawo jazdy. Niezbędne, jeśli chcemy przemieszczać się po wyspie. Wypożyczenie samochodu jest jedynym rozsądnym wyjściem.

warto wiedzieć

Wyspa odkryta przez Krzysztofa Kolumba podczas drugiej wyprawy -19 Listopada 1493 roku. Zamieszkiwali ją wtedy Indianie znani także jako Tainos, którzy nazywali wyspę "Boriken". Kolumb nadał nowo odkrytemu lądowi nazwę San Juan Bautista. W momencie, gdy stolicę nazwano San Juan, nazwę wyspy zmieniono na Puerto Rico. W roku 1508  hiszpański konkwistador Juan Ponce de Leon został pierwszym gubernatorem wyspy. Pod koniec XVI wieku Hiszpanie udaremnili kilka prób opanowania wyspy przez Brytyjczyków i Holendrów, a po roku 1830 rozwinęły się tu duże plantacje trzciny cukrowej, kawy i tytoniu.

Pod koniec XIX wieku uaktywnił się ruch niepodległościowy, którego działania sprawiły, że w  1897 roku Hiszpanie przyznali wyspie szerokie uprawnienia autonomiczne. 28 lipca 1898 roku podczas wojny amerykańsko-hiszpańskiej na wyspie wylądowały siły amerykańskie. Ponieważ Hiszpania przegrała wojnę zmuszona była oddać Portoryko, Kubę, Filipiny i Guam,a wyspa pozostała pod administracją amerykańską. W roku 1917 Puerto Rico otrzymało autonomię wewnętrzną, a mieszkańcy obywatelstwo amerykańskie. Od 1948 roku kolejnych gubernatorów wybierano w drodze wyborów powszechnych (wcześniej byli oni mianowani przez prezydenta USA). W roku 1952 otrzymało status państwa stowarzyszonego ze Stanami Zjednoczonymi, który został zatwierdzony w 1993 przez ogólnonarodowe referendum. Obywatele Puerto Rico posiadają paszport USA jak rówinież prawo do swobodnego osiedlania się na terytorium Stanów Zjednoczonych.

Wyspa odkryta przez Krzysztofa Kolumba podczas drugiej wyprawy -19 Listopada 1493 roku. Zamieszkiwali ją wtedy Indianie znani także jako Tainos, którzy nazywali wyspę "Boriken". Kolumb nadał nowo odkrytemu lądowi nazwę San Juan Bautista. W momencie, gdy stolicę nazwano San Juan, nazwę wyspy zmieniono na Puerto Rico. W roku 1508  hiszpański konkwistador Juan Ponce de Leon został pierwszym gubernatorem wyspy. Pod koniec XVI wieku Hiszpanie udaremnili kilka prób opanowania wyspy przez Brytyjczyków i Holendrów, a po roku 1830 rozwinęły się tu duże plantacje trzciny cukrowej, kawy i tytoniu.

Pod koniec XIX wieku uaktywnił się ruch niepodległościowy, którego działania sprawiły, że w  1897 roku Hiszpanie przyznali wyspie szerokie uprawnienia autonomiczne. 28 lipca 1898 roku podczas wojny amerykańsko-hiszpańskiej na wyspie wylądowały siły amerykańskie. Ponieważ Hiszpania przegrała wojnę zmuszona była oddać Portoryko, Kubę, Filipiny i Guam,a wyspa pozostała pod administracją amerykańską. W roku 1917 Puerto Rico otrzymało autonomię wewnętrzną, a mieszkańcy obywatelstwo amerykańskie. Od 1948 roku kolejnych gubernatorów wybierano w drodze wyborów powszechnych (wcześniej byli oni mianowani przez prezydenta USA). W roku 1952 otrzymało status państwa stowarzyszonego ze Stanami Zjednoczonymi, który został zatwierdzony w 1993 przez ogólnonarodowe referendum. Obywatele Puerto Rico posiadają paszport USA jak rówinież prawo do swobodnego osiedlania się na terytorium Stanów Zjednoczonych.

bezpieczeństwo

Wszechobecne kraty i zamykanie drzwi w sklepach i zakładach usługowych. Ja nie doświadczyłem niebezpieczeństw ale przestrzegano mnie przed złymi dzielnicami.

atrakcje

Old San Juan - stare miasto, bardzo urokliwe i kolorowe. Koniecznie spacer w dzień i w nocy po uliczkach i małych parkach. Można tu znaleźć większość muzeów i galerii. Paseo de la Princesa XIX wieczna promenada.

Kolonialne forty i budowle - El Morro duża cytadela strzegąca wejścia do portu z widokiem na ocean i zatokę, Fuerte San Cristobal to fortyfikacja na drugim końcu starego miasta z widokiem na ocean i miasto, El Arsenal to stara hiszpańska baza marynarki wojennej z widokiem na port i zatokę i La Fortaleza z małą wspinaczką na mury i widokiem na miasto.

Fabryka Rumu Bacardi - znajdziemy ja w miasteczku Catano do którego można dopłynąć promem z Old San Juan. Za niewielką opłatą zwiedzamy sale pokazujące historie i procesy destylacji rumu. Na koniec 2 drinki w cenie biletu i sklep firmowy.

Ponce - miasto na południu wyspy. Większość atrakcji znajdziemy na Plaza Las Delicias i w jego pobliżu.

Parque de Bombas - po prostu XiX wieczna remiza w centralnym punkcie miasta. Budynek w czerwone i czarne pasy. Wyjątkowo urokliwy.

Isla Caja de Muertos - mała wyspa niedaleko Ponce. Piękne plaże i dzika przyroda. To bardzo pocztówkowe miejsce.


Autor: marcin.sieradzki Zdjęcia: Marcin Sieradzki
Sklep online
Z Krakowa do Rzymu za 304 złote
Kiedy: do 30.06.12
Cena: 304 zł
Więcej promocji

Podziel się wrażeniami i zdjęciami ze swoich wypraw, zamieść relację z wyjazdu i wygraj aparat fotograficzny Fujifilm FinePix XP30!

Zobacz inne konkursy

CZYTAJCIE NAS

Wideo

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia aparatem analogowym, brać udział w konkursach, a także jak fotografować ludzi na ulicy.

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak przygotować bohatera do zdjęć i o tym czy sprzęt ma duże znaczenie.

Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i ceny paliw w krajach europejskich

158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej podróży dookoła świata.

Wywiad z Rafałem Milachem ...

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia… więcej

Wywiad z Rafałem Milachem

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak… więcej

Samochodem po Europie - ...

Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i… więcej

2 lata w podróży ...

158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej… więcej

PODRÓZE

Lwów nostaligiczny i wypiękniony na EURO 2012; Najlepsze parki rozrywki w Europie; Szczecin - zielone miasto żaglowców; Turcja -  3 tys. km

więcej
W serwisie:
Kierunki
Aktualności
Wasze Wyprawy
Forum
Poradnik
Kuchnie Świata
Murator S.A:
O wydawnictwie
Kontakt do serwisu podroze.pl
Redakcja miesięcznika Podróże
Reklama
Licencje
Regulamin serwisu
Sklep on line
Serwisy internetowe:
Dom i ogród:
Muratordom.pl
Forum.muratordom.pl
Projekty.muratordom.pl
Muratorfinanse.pl
Urzadzamy.pl
Wymarzonyogrod.pl
Muratordom.com.ua
Architektura i budownictwo:
Muratorplus.pl
Architektura.muratorplus.pl
Tuznajdziesz.pl
Hobby i wypoczynek:
Podroze.pl
Zagle.com.pl
Poltrip.pl
Zdrowie i rodzina:
Poradnikzdrowie.pl
Dlarodzinki.pl
Dzieckozakupy.pl
www.Mjakmama24.pl
Rolnictwo:
Rolnictwoonline.pl
Wideo:
Jestem.pl
Porady:
Mowimyjak.pl
Rozrywka informacje:
Se.pl
Seusa.info
Eska.pl
Eskarock.pl
Voxfm.pl
Radiowawa.pl
Fabrykamuzy.pl
Gwizdek24.pl
Superauto24.pl
Zakupy:
Zakupy.muratordom.pl
Zakupy.urzadzamy.pl
Zakupy.wymarzonyogrod.pl
Zakupy.poradnikzdrowie.pl
Zakupy.zagle.com.pl
Supertanio.pl
Wgrupiekupie.pl
Sklep on line
Miesięcznik:
Murator
Dobre wnętrze
M jak mieszkanie
Moje mieszkanie
Podróże
Żagle
Zbuduj dom
Architektura
Zdrowie
M jak mama
Sklep on line