okazje
Pomnik Matki Gruzji [Fot. 2 z wyprawy] Pomnik Matki Gruzji [Fot. 2 z wyprawy] Cminda Sameba, Gergeti Twierdza Ananuri Gelati o zachodzie słońca... Monastyr Dżwari Pomnik Matki Gruzji 50 - letnia Wołga Batumi, plaża Gruzińska Droga Wojenna Katedra Sioni Monastyr Sewanawank Baku, plaża Biesiada w Wardzi Kaukaz - Panorama Gruzińska Droga Wojenna W Baku z napotkaną Saidą Przy granicy z Turcją... Dawid Geredża Uzdrowisko w Borżomi Gruzja - Ukraina Miasto skalne Wardzia Tiblisi - panorama Eczmiadzyn, Armenia Katedra Sioni w Tblisi Pomnik stalina w centrum Gori Kazbeg, według mitu to do niej właśnie miał być przykłuty Prometeusz...
  • Pomnik Matki Gruzji [Fot. 2 z wyprawy]
  • Cminda Sameba, Gergeti
  • Twierdza Ananuri
  • Gelati o zachodzie słońca...
  • Monastyr Dżwari
  • Pomnik Matki Gruzji
  • 50 - letnia Wołga
  • Batumi, plaża
  • Gruzińska Droga Wojenna
  • Katedra Sioni
  • Monastyr Sewanawank
  • Baku, plaża
  • Biesiada w Wardzi
  • Kaukaz - Panorama
  • Gruzińska Droga Wojenna
  • W Baku z napotkaną Saidą
  • Przy granicy z Turcją...
  • Dawid Geredża
  • Uzdrowisko w Borżomi
  • Gruzja - Ukraina
  • Miasto skalne Wardzia
  • Tiblisi - panorama
  • Eczmiadzyn, Armenia
  • Katedra Sioni w Tblisi
  • Pomnik stalina w centrum Gori
  • Kazbeg, według mitu to do niej właśnie miał być przykłuty Prometeusz...

Pomnik Matki Gruzji [Fot. 2 z wyprawy]

To opis dwutygodniowej, niesamowitej podróży po trzech krajach Kaukazu... Krajów dumnych ze swojej historii i narodu...

02.09.2009

Swoją podróż wraz z dwoma kolegami zaplanowaliśmy na dwa tygodnie, chcąc jeszcze przy okazji zrobić mały wypad do Erewania i Baku, wszak Kaukaz to nie tylko Gruzja, ale i Armenia i Azerbejdżan. Termin wyjazdu ustaliliśmy na wrzesień, choć amatorzy wysokogórskich wycieczek powinni wybrać raczej miesiące letnie, ze względu na trudne warunki panujące w górach Kaukazu. Budżet wyjazdu to 1600 PLN za samolot (Lufthansa) do Tbilisi i z powrotem, z międzylądowaniem w Monachium + 2000 PLN w gotówce na noclegi, wyżywienie i resztę atrakcji. Oczywiście są inne, dużo tańsze opcje dojazdu. Najpopularniejsza to ta lądem, przez Rumunię i całą Turcję lub przez Ukrainę i promem przez Morze Czarne. Niestety, choć wizja takiej podróży była bardzo kusząca jednak brak wolnego czasu spowodował wybór opcji najszybszej.

Stolica Gruzji – Tbilisi przywitała nas trzydziestostopniowym upałem. Choć zmęczeni podróżą, mieliśmy straszny apetyt na zgłębienie się w uliczki tego tajemniczego miasta. Zdaliśmy się na totalny instynkt. Gruziński język i alfabet jest niemożliwy do opanowania i choć większość mieszkańców bardzo dobrze włada rosyjskim to na nic nam się to zdało, gdyż nasza znajomość języka naszych wschodnich braci ograniczała się do kilku słów: komnata (pokój), dusz (prysznic) i skolko – czyli za ile? Całe szczęście mieliśmy kawałek przewodnika, a w nim mapę. Miasto urzeka śliczną, choć troszkę zaniedbaną zabudową. Uzbrojeni w aparaty „wycieraliśmy” się wąskimi uliczkami, kierując się w kierunku górującego nad miastem pomnika Matki Gruzji, która to w jednej dłoni trzyma czarę z winem dla przyjaciół, w drugiej zaś miecz dla wrogów. Prześliczne podwórka z rzeźbionymi, drewnianymi balustradami zawsze toną w zieleni oplatających je winorośli. Po zejściu ze wzgórza, skierowaliśmy się w stronę centrum miasta. Jak w każdym kraju bloku postsowieckiego szokują dysproporcję. Obok wysłużonych ład po ulicach Tbilisi mkną lexusy i mercedesy. W centrum i na głównej Alei Szoty Rustawelego można spotkać ekskluzywne sklepy, restauracje i knajpki, w których przy lampce wina czy kufelku piwa słucha się koncertów jazzowych. Obrazek, który rzadko można spotkać w naszym kraju. Upał dawał się we znaki, ale pokrzepieni tamtejszym, trzeba przyznać pysznym piwem „Kazbegi” ruszyliśmy dalej. Miejscem, która jak później się okazało zmieniło cały nasz plan wycieczki była Katedra Sioni. Podczas zwiedzania podszedł do nas młody Gruzin i bardzo czysta polszczyzną zapytał czy jesteśmy z Polski i jakie mamy plany? Miał na imię Willy (przynajmniej tak prosił by na niego mówić) i przez dwa lata mieszkał w Polsce. Obiecał pokazać nam miasto i od słowa do słowa, umówiliśmy się na wieczór. Podjechał 50-letnią wołgą, wystylizowaną a la Havana, czym wprawił nas w osłupienie! Dużo słyszeliśmy o gruzińskiej gościnności, ale to, co zrobił dla nas Willy, przeszło nasze oczekiwania. Widząc w naszych oczach zachwyt jego ojczyzną postanowił obwieźć nas tym swoim wehikułem po całej Gruzji. W pracy zorganizował sobie zastępstwo i był do naszej dyspozycji. Szok!!! W planach mieliśmy jeszcze wyskok do Baku, więc postanowiliśmy spotkać się za dwa dni. Pociąg z Tbilisi do Baku duszny i zatłoczony. Brak biletów spowodował, że jeden z nas musiałby spać w innym wagonie, lecz zabrana przez nas żubrówka szybko przemówiła do prowadnika. W Baku jest naprawdę ładnie. To dużo bogatsze miasto niż Tbilisi, gdyż dochody z ropy wydobywanej z Morza Kaspijskiego stanowią główne źródło dochodu całego Azerbejdżanu. Poznany w pociągu Kirył (też Gruzin) okazał się tak miły, że nie tylko znalazł nam hotel w przystępnej cenie, o co nie jest łatwo, ale także chętnie się z nami spotkał przyprowadzając swoją przyjaciółkę Saidę. Azerzy może nie są tak uczynni jak ich sąsiedzi, ale ze swojego kraju są tak samo dumni jak Gruzini. Azerbejdżan nie utrzymuje kontaktów dyplomatycznych z Armenią i granica pomiędzy tymi państwami jest zamknięta, w związku z konfliktem o Górski Karabach, w związku z tym chcąc odwiedzić Armenię trzeba wracać się niestety przez Gruzję. Wieczór minął pod znakiem pysznej herbaty z powidłami, podawanej w podobny sposób, co w Turcji i paleniu kiljanki czyli sziszy. Nazajutrz wybraliśmy się na plażę poza miasto, gdyż te w mieście nie nadają się do użytku. Pierwszy raz kąpałem się w morzu, które ma gorzki smak. Morze Kaspijskie całe usiane jest platformami wiertniczymi. Zdążyliśmy tylko jeszcze rozegrać na plaży oficjalny mecz międzypaństwowy w piłkę nożną, zakończony sprawiedliwym remisem 3:3 i już trzeba było wracać. W drodze powrotnej wysiedliśmy na granicy, tuż po gruzińskiej stronie, by stamtąd  taksówką dotrzeć do wykutego w skale kompleksu klasztornego Dawid Garedża, który został założony w VI w. przez 13 syryjskich ojców. Na wieczór znów byliśmy w Tbilisi, gdzie czekał już na nas Willy. Rano mieliśmy ruszyć w przepiękne góry Kaukaz, w które prowadzi Gruzińska Droga Wojenna – szlak zaczynający się w Tbilisi, przez góry Kaukazu, aż po Władykaukaz. Naszym celem było Kazbegi, miejsce które stanowi dobrą bazę do wycieczek w góry. Po drodze mijamy wspaniałą fortecę Ananuri, a migające za oknem widoki zapierają dech w piersiach. Co chwilę prosimy Willy`ego żeby się zatrzymał, gdyż krajobraz powala. Droga serpentynami pnie się wyżej i wyżej. Docieramy do Kazbegi. Nie mamy dużo czasu więc rzucamy rzeczy i ruszamy w góry. Kaukaz jest tak monumentalny, że można siedzieć i patrzeć się na jego szczyty godzinami. Najwyższy szczyt Kazbeg liczy sobie 5047 m n.p.m. i właśnie z nim wiąże się mit o Prometeuszu. Do wejścia na szczyt nie jesteśmy w ogóle przygotowani, ale chcemy przynajmniej dotrzeć do Gergeti, gdzie stoi kościół Tsminda Sameba. Zdjęcie tego kościółka zdobiło nasz przewodnik i będąc jeszcze w Polsce marzyłem żeby go ujrzeć na żywo. Kiedy dotarliśmy na miejsce, oniemiałem. To najpiękniejszy widok, jaki w życiu widziałem! Magię Kaukazu właśnie tutaj czuło się najbardziej. Do każdego zdjęcia podchodziłem z namaszczeniem, żeby choć troszkę oddać niepowtarzalny klimat tego miejsca. Czas mijał, a my siedzieliśmy w milczeniu, gapiąc się przed siebie jak w transie. Powoli zbliżał się zachód słońca, więc na ile jeszcze mogliśmy poszliśmy w górę, w stronę lodowca. Kiedy robił się zmierzch zawróciliśmy, lecz ciężko było się rozstać z pozostawionymi widokami. Nazajutrz ruszyliśmy Gruzińską Drogą Wojenną w stronę granicy z Rosją i choć wiedzieliśmy że przejście graniczne jest zamknięte, gdyż oba kraje nie utrzymują stosunków dyplomatycznych postanowiliśmy dojechać tam gdzie uda nam się najdalej. Im dalej jechaliśmy, tym widoki były piękniejsze. Droga skończyła się niespodziewanie, przecięta wszerz przez rwącą rzekę. Dalej można już było iść tylko pieszo, przez zawieszone na zboczach skał drewniane kładki. Przeszliśmy na drugą stronę balansując nad huczącym nurtem spienionej rzeki. Niestety musieliśmy zawrócić, bo droga skończyła się na dobre. Wróciliśmy do Tbilisi. Wieczorem zdążyliśmy jeszcze pojechać do  Mcchety, ślicznej miejscowości jakieś 25 km od Tbilisi, gdzie zwiedziliśmy katedrę Sweti Cchoweli, Dżwari i Samtawro. Szczególnie warto odwiedzić Monastyr Dżwari, usytuowany na wzgórzu, z którego widać piękną panoramę Mcchety i okolic. Akurat tam dopadła nas burza, ale obraz rozrywanego przez błyskawicę granatowego nieba tuż nad kopułą Dżwari mam przed oczami do dziś. Kolejnym punktem naszej podróży miało stać się Batumi. Odpoczynek nad pięknymi plażami Morza Czarnego miał zregenerować nasze siły do dalszej podróży. W drodze do Batumi odwiedziliśmy jeszcze Gori, miasto  narodzin Józefa Stalina, który jak wiadomo był z pochodzenia Gruzinem i nazywał się Wissarion Dżugaszwili. Po południu udało nam się jeszcze zobaczyć malowniczy Monastyr Gelati, skąpany w promieniach zachodzącego słońca. Około północy dotarliśmy do Ureki, podobno jedynej miejscowości nad Morzem Czarnym, gdzie piasek na plaży jest czarny i ma właściwości lecznicze. Oczywiście, jeszcze przed snem postanowiliśmy się wykąpać, a morze było zaskakująco ciepłe. Rano, choć padał deszcz i plaża była pusta, czynność została powtórzona. W Batumi byliśmy około południa, jadąc drogą wzdłuż wybrzeża. Trasa była przepiękna, dzień słoneczny, a rosnące przy drodze palmy sprawiały wrażenie, że nie jesteśmy w Gruzji, ale gdzieś na Karaibach. Co prawda Batumi nie słynie już ze swoich herbacianych pól, ale urzeka licznymi, tętniącymi życiem towarzyskim knajpkami i kawiarniami. Jedyny minus to kamienista plaża. Kolejnym punktem naszej wycieczki miała być Wardzia – miasto wydrążone w skale na wysokości 1300 m n.p.m.

Wardzia naprawdę robi wrażenie. Początkowo była to twierdza dla wojska, później przekształcona w kompleks klasztorny. Legenda głosi, że kiedy wojska opuszczały twierdzę, królowa Tamara modliła się za nie, klęcząc, aż do czasu jego powrotu. Na skutek trzęsień ziemi, zbocze góry, w której była wydrążona zawaliło się, a sama Wardzia została splądrowana przez szacha perskiego. Po zwiedzeniu miasta, udaliśmy się na kąpiel do gorących źródeł, gdzie pławiąc się w leczniczych wodach podziwialiśmy piękno otaczających nas widoków. W Wardzi przeżyliśmy też prawdziwą gruzińską ucztę, wydaną przez tamtejszego burmistrza na cześć… delegacji samorządowców z Wielkopolski. Takiej biesiady to nie widziałem dawno. Stół uginał się pod ciężarem baranich szaszłyków, pierogów, serów, ryb i innych smakołyków, a do tego oczywiście dziesiątki litrów lokalnego wina. Ucztowanie w Gruzji to istne misterium. Najważniejszą osobą przy stole jest Tamada. To on wznosi toasty, dzieli i rządzi. Właśnie, jeżeli chodzi o toasty, to w wykonaniu Gruzinów jest to mistrzostwo świata! Od momentu wniesienia kielicha, czarki czy rogu z winem do chwili napicia się może minąć kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt minut!!! Nostalgiczne, wzniosłe, pełne patosu. Przy tym polskie „no to siup!” wygląda groteskowo. Z Wardzi mieliśmy wracać prosto do Tbilisi, ale jeszcze po drodze zaliczyliśmy Borżomi. Miasto słynie z naturalnych źródeł wody o leczniczych właściwościach. Ot, taka nasza Krynica Górska. Ponadto, w Borżomi istnieje największy chyba w Gruzji park rozrywki dla dzieci, a samo miasto ubiegało się o organizację zimowych igrzysk olimpijskich. Nie zabawiliśmy tam długo, choć przypadkowo natknęliśmy się na wizytę w parku prezydenta Saakaszwilego ze swoją świtą. Powrót w tym czasie do Tbilisi poniekąd był zamierzony, gdyż jako fanatycy piłki nożnej chcieliśmy obejrzeć mecz reprezentacji Gruzji z Ukrainą. Oczywiście, po przybyciu pod stadion biletów już nie było, ale co znaczy gruzińska gościnność. Ochrona stadionu słysząc, że jesteśmy z Polski i specjalnie przyjechaliśmy obejrzeć mecz Gruzji, wpuściła nas bez biletów, nie żądając żadnej dodatkowej opłaty. Nazajutrz wyjechaliśmy do stolicy Armenii – Erewania. Po wykupieniu wizy na granicy i ok. 3 – godzinnej jeździe marszrutką byliśmy na miejscu. Mało kto wie, że Armenia jest pierwszym krajem chrześcijańskim na świecie, ale również krajem, na który dokonano ludobójstwa na skalę podobną do holocaustu. W wyniku krwawych masakr urządzanych przez Turków, zginęło ok. 1,5 mln ludzi! W Erewaniu czuję się ducha historii. Z ulic miasta można podziwiać majestatyczną górę i zarazem symbol Armenii – górę Ararat. Każdy przez nas napotkany Ormianin, wskazywał na nią i z żalem informował nas, że niestety dzisiaj Ararat jest po stronie tureckiej. Dla przypomnienia warto dodać, że Ararat to biblijna góra, na której spoczęła Arka Noego w czasie potopu. Ciekawostką jest także, że to właśnie w Armenii, a nie we Francji wymyślono koniak, choć pewnie spór toczy się do dziś. W mieście jest tak wiele do zwiedzenia, że warto zostać tam przynajmniej z 3 dni. Do najważniejszych miejsc należą twierdza Erebuni i Muzeum Zagłady. Przed zachodem słońca zdążyliśmy jeszcze udać się do Eczmiadzyna, miasta położonego niedaleko Erewanie, w którym mieści się najstarsza chrześcijańska świątynia w Armenii wybudowana w latach 301 – 303 r. n.e. Po nocy spędzonej na penetrowaniu najbardziej urokliwych zakątków miasta, rano ruszyliśmy w stronę Jeziora Sewan. Jezioro Sewan mieści się na wysokości 2000 m. n.p.m. i jest przeogromne, a woda w nim krystalicznie czysta. Temu i tak już pięknemu miejscu uroku dodaje, leżący na jego brzegu Monastyr Sewanawank. To dobre miejsce by odpocząć, wykąpać się i zjeść bardzo smaczną rybkę. Do granicy ormiańsko-gruzińskiej pojechaliśmy taksówką. Kierowca okazał się bardzo miły i postanowił troszkę podnieść nam poziom adrenaliny, zbaczając z głównej drogi w strefę neutralną pomiędzy Armenią, a Azerbejdżanem, która jest wynikiem konfliktu pomiędzy tymi krajami o Górski Karabach. Krajobraz jak z przekazów wojennych. Zbombardowane wioski, opuszczone domy, dookoła zgliszcza i przenikliwa pustka. Rzecz jasna, chcieliśmy taki widok uwiecznić na fotografiach, lecz kierowca stanowczo zabronił twierdząc, że zdarzały się przypadki gdzie rosyjscy żołnierze kontrolujący strefę, z daleka odbicie światła w obiektywie aparatu brali za teleskop w karabinie snajperskim i kontrolnie ostrzeliwali… W Tbilisi byliśmy na wieczór, a niestety następnego dnia mieliśmy powrotny samolot. Pozostało więc zakupić pamiątki, kilka butelek wspaniałego wina i pożegnać się z krajem gdzie doświadczyłem tyle gościnności i który zaskoczył mnie nie tylko magicznymi widokami, ale swoją europejskością, życzliwością i otwartością. Mam nadzieję, że choć trochę przybliżyłem czytelnikom te nie odwiedzane przez turystów miejsca i zachęciłem do odwiedzin. Ja wrócę tam na pewno. Musze zobaczyć słynący z najlepszych winnic region Kachetii, na wskroś góralską Swanetię, a może i do Abchazji będzie można wjechać już bez żadnych problemów. Jeszcze raz namawiam, a zobaczycie że było warto…

info

Waluta: Lari jest jednostką walutową Gruzji dzieląca się na 100 tetri.

Wyjazd polecam na przełomie września i października.

noclegi

Kwatera prywatna w Tbilisi - U Iriny Dżaparidze, ul. Ninoszwili 19b/3 - międzynarodowe towarzystwo :)

transport

Raczej busy lub wynajęte taksówki. Pociągiem polecam do Baku...

1600 PLN za samolot (Lufthansa) do Tbilisi i z powrotem, z międzylądowaniem w Monachium. Lub przez Rumunię i całą Turcję albo przez Ukrainę i promem przez Morze Czarne.

Drogi oprócz głównych szlaków są tragiczne :)))

Raczej busy lub wynajęte taksówki. Pociągiem polecam do Baku...

warto wiedzieć

Historia Gruzji: http://pl.wikipedia.org/wiki/Historia_Gruzji

„Jedź tam, a spotkasz ludzi, którzy kiedy przestanie Ci bić serce, wyjmą swoje i dadzą Ci je, gdyż jesteś gościem!”

Moje ulubione to pierożki Khinkali oraz Chaczapuri po adżarsku :) Poza tym króluje jagnięcina...

Toasty traktuj niezwykle poważnie, nawet jeśli trwaja baaaaaaaaardzo długo! :)

bezpieczeństwo

Bardzo bezpiecznie.

Ceny - czasami specjalne dla turystów oraz taksówki na lotnisku...

atrakcje

Polecam czarną plażę w Ureki no i oczywiście iście karaibskie Batumi!!!

Góry Kaukazu są przepiękne i trzeba je zobaczyć :)

Wszelkie rękodzieło no i WINA!!!

Jedz tam, gdzie zwykli mieszkańcy. Tanio i smacznie.

Autor: Pavel Zdjęcia: Paweł Zawadzki, Daniel Rozpara
Sklep online
Polski Bus WARSZAWA -> KIELCE. Aktualny rozkład jazdy [2012]

Polski Bus WARSZAWA -> KIELCE. Aktualny rozkład jazdy [2012]

godz. 16:30 Piątek 10.2.2012 Autor: K.T.

Linie lotnicze LOT - symbole religijne znów dozwolone

godz. 16:03 Piątek 10.2.2012 Autor: K.T.

Aplikacje na narty: Czy warto zabrać ze sobą smartfona?

godz. 13:34 Piątek 10.2.2012 Autor: Grzegorz Dzięgielewski
Loty do Finlandii za 23 zł!
Kiedy: do 18.02.12
Cena: 23 zł
Więcej promocji

Podziel się wrażeniami i zdjęciami ze swoich wypraw, zamieść relację z wyjazdu i wygraj aparat fotograficzny Fujifilm FinePix XP30!

Zobacz inne konkursy
GRUZJA

Stolica: Tbilisi Waluta: lari (GEL) 1 GEL = 100 tetri Język urzędowy: gruziński Inne: rosyjski, angielski

Lokalny czas

GMT+1

Niezbędne informacje

więcej

CZYTAJCIE NAS

Wideo

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia aparatem analogowym, brać udział w konkursach, a także jak fotografować ludzi na ulicy.

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak przygotować bohatera do zdjęć i o tym czy sprzęt ma duże znaczenie.

Portale typu couchsurfing i hispitality club pozwalają na poznanie ludzi z całego świata i świetną zabawę. Dają też możliwość darmowych noclegów w różnych zakątkach świata.

Kórędy jechać, jaki kierunek wybrać, gdzie szukać noclegów, czyli jak dobrze zaplanować trasę rajdu rowerowego

Wywiad z Rafałem Milachem ...

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia… więcej

Wywiad z Rafałem Milachem

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak… więcej

Cochsurfing - sposób na ...

Portale typu couchsurfing i hispitality club pozwalają na poznanie ludzi z całego… więcej

Planowanie trasy rajdu rowerowego ...

Kórędy jechać, jaki kierunek wybrać, gdzie szukać noclegów, czyli jak dobrze zaplanować… więcej

PODRÓZE

Praga - weekend bez tłumów + sprawdzone czeskie restauracje; Polska - Beskid Śląski na ferie czyli narty, kuchnia i folklor + najlepsze trasy na

więcej
W serwisie:
Kierunki
Aktualności
Wasze Wyprawy
Forum
Poradnik
Kuchnie Świata
Murator S.A:
O wydawnictwie
Kontakt do serwisu podroze.pl
Redakcja miesięcznika Podróże
Reklama
Licencje
Regulamin serwisu
Sklep on line
Serwisy internetowe:
Dom i ogród:
Muratordom.pl
Forum.muratordom.pl
Projekty.muratordom.pl
Muratorfinanse.pl
Urzadzamy.pl
Wymarzonyogrod.pl
Muratordom.com.ua
Architektura i budownictwo:
Muratorplus.pl
Architektura.muratorplus.pl
Tuznajdziesz.pl
Hobby i wypoczynek:
Podroze.pl
Zagle.com.pl
Poltrip.pl
Zdrowie i rodzina:
Poradnikzdrowie.pl
Dlarodzinki.pl
Dzieckozakupy.pl
www.Mjakmama24.pl
Rolnictwo:
Rolnictwoonline.pl
Wideo:
Jestem.pl
Porady:
Mowimyjak.pl
Rozrywka informacje:
Se.pl
Seusa.info
Eska.pl
Eskarock.pl
Voxfm.pl
Radiowawa.pl
Fabrykamuzy.pl
Gwizdek24.pl
Superauto24.pl
Zakupy:
Zakupy.muratordom.pl
Zakupy.urzadzamy.pl
Zakupy.wymarzonyogrod.pl
Zakupy.poradnikzdrowie.pl
Zakupy.zagle.com.pl
Supertanio.pl
Wgrupiekupie.pl
Sklep on line
Miesięcznik:
Murator
Dobre wnętrze
M jak mieszkanie
Moje mieszkanie
Podróże
Żagle
Zbuduj dom
Architektura
Zdrowie
M jak mama
Sklep on line