Czy Suazi to koniec świata czy najbogatsze państwo Afryki? Ranek pokazał, że ani jedno ani drugie. Typowe państwo afrykańskie, gdzie dzięki nieoczekiwanym kontaktom znajdziesz więcej, niż mógłbyś się spodziewać.
14.06.2009Guilian poznałem jeszcze na granicy z RPA. Stałem wieczorem za zdewastowanym szlabanem za którym rozpościerał się kraj o którym nie miałem zielonego pojęcia. Suazi. Wiedziałem jedynie, że to monarchia absolutna i rządzi tu od pokoleń monopolistycznie rodzina królewska. Tyle.
Minibus z RPA podrzucił mnie pod granicę i zostawił. Ruch już niewielki. Zainteresował się mną pogranicznik z Suazi: - Dokąd jedziesz? – rzucił niby przyjaźnie, ale wyczuwałem mały dystans. No tak, jestem biały. Przyjechałem z Republiki Południowej Afryki. Tylko czemu ten białas podróżuje autostopem? I co to za dziwny paszport, dziwny kraj „Poland”.
– Do stolicy, do Mbabane – odpowiedziałem. – O tej porze będziesz miał kłopot. Pomogę ci – i machnął w stronę nadjeżdżającego pojazdu. Ten się karnie zatrzymał. – Do Mbabane? Zabierzesz tego gościa – rozkazał kierowcy i wrzucił moje plecaki na tylne siedzenie. Ten tylko kiwnął głową i poszedł na posterunek graniczny załatwiać formalności.
W tym samym momencie pod granicę podjechał rozpadający się pojazd bliżej nieokreślonej marki. Wyskoczyła z niego czarna kobieta około czterdziestki z niebywale rozwichrzoną fryzurą i zasypała celnika i okolicę lawiną słów i gromkim śmiechem. Jej ciemne jak zbliżająca się noc oczy rzucały bystre spojrzenia na wszystkie strony. Celnik podszedł do mnie – Zmiana planów. Pojedziesz z nią. Będziesz miał lepiej -. Nie pytałem czemu.
Moje toboły wylądowały w nieopisanym bałaganie panującym w pojeździe niezwykłej damy. Wnętrze było jeszcze bardziej zdewastowane niż zewnętrze, choć wydawało się to niemal niemożliwe. Odpadająca podsufitka, zdezelowane drzwi i fotele. Wszędzie pełno części samochodowych, butelki po sokach owocowych, jakieś ciuchy i całe sterty popakowanych w paczki, przeznaczonych do kolportażu gazet. Z dyndającego głośnika odtwarzacza głośno rozbrzmiewa muzyka reggae. Ruszyliśmy. Dama ściszyła radio i zapalając znajomo acz nielegalnie pachnącego skręta przedstawiła się: - Jestem Guilian, dziennikarką propagującą turystykę w Suazi. Piszę artykuły, robię film dla BBC, wydaję gazetę, najnowszy projekt związany jest z Sibebe Rock. Nie wiesz co to jest?! Największy po Ayers Rock głaz na świecie! Jesteś dziennikarzem? Super, skąd ? z Polski? To gdzieś koło Niemiec? Nieważne, muszę Ci koniecznie pokazać Sibebe Rock! Gdzie śpisz? E, nie… znam lepszy Backpackers, podrzucę Cię a jutro się umówimy i pojedziemy pod Sibebe -. Od kiwania głową przez godzinę zaczął mnie już boleć kark. Na szczęście docieramy na miejsce.
Oczom nie wierzę. Schludny budynek przylega do podświetlonego basenu, na zewnątrz barek i klubowa muza. Po załatwieniu formalności ląduję w ciepłej wodzie basenu. Co jest? Tani hostel a taki standard? Czy Suazi to koniec świata czy najbogatsze państwo Afryki? Ranek pokazał, że ani jedno ani drugie. Typowe państwo afrykańskie, gdzie dzięki nieoczekiwanym kontaktom znajdziesz więcej, niż mógłbyś się spodziewać.
A mój nieoczekiwany kontakt, Guilian, wpadł wczesnym sobotnim rankiem z informacją:
– Zmiana planu, mam zaproszenie na ślub dyrektora parku Sibebe Rock. Będzie we wiosce na północy kraju niedaleko Piggs Peak. Jedziesz ze mną? Musisz jechać jeśli nie byłeś jeszcze na tradycyjnym ślubie w Suazi -. Nie tylko, że nie byłem na ślubie w Suazi ale nie byłem na żadnym ślubie w Afryce. Jak więc nie skorzystać z zaproszenia. – Nie mam innych ciuchów niż te na sobie… Co muszę zabrać? Prezent? Flaszkę? – pytam lekko zaskoczony. – Bierz aparat, kamerę i jesteś honorowym gościem – pada szybka odpowiedź.
Za chwilę gnamy, jeśli można tak powiedzieć o prędkości rozwijanej przez pojazd Guilian, asfaltową, nieco tylko dziurawą drogą z córką Guilian i Joshuą, który będzie po powrocie z imprezy moim przewodnikiem po Sibebe Rock. Wiatr świszcze w szparach drzwi i okien, muzyka gra na cały regulator, Guilian to krzyczy coś do telefonu komórkowego, to pali kolejnego skręta, to mówi coś do mnie lub pozostałych, to pyta o drogę. A na ogół robi to wszystko na raz łapiąc od czasu do czasu kierownicę gdy auto niebezpiecznie zbacza z kursu.
Kończy się asfalt, kończy się droga a my ciągle jedziemy. Często w przeciwnych kierunkach. Więc Guilian dzwoni nieustannie do Pana Młodego z pytaniami o właściwą trasę. Po kilku godzinach niemożliwe staje się możliwe. Docieramy na miejsce. Jest nim wiejska szkoła rozlokowana w dwóch podłużnych parterowych barakach ustawionych do siebie pod kątem prostym. Wita nas niewielka grupka osób ćwiczących weselne pieśni, kilka kucharek gotujących na wielkim ognisku wyjątkowe strawy i Pani Młoda w stroju nie przypominającym weselnego. A raczej domowy. Wita nas nieco zdziwiona. My też jesteśmy zdziwieni. Zwłaszcza Guilian. Bo ja już przywykłem do zwrotów akcji w towarzystwie mojej przewodniczki.
I co się okazuje. Raz, to nie ślub tylko zaręczyny. Dwa, będą. Ale nie dzisiaj tylko jutro. No i jest problem co z nami zrobić. Gdzie przenocować. Szybka narada bojowa i jest wyjście. Śpimy na podłodze w jednej z klas. Znajdują się dwa materace dmuchane, będą dla pań. Joshua zsuwa dla siebie ławki w kącie sali, w której jest niemiłosiernie gorąco. Nie można wieczorem otwierać okien bo wlatuje wszelkie fruwające robactwo, w tym monstrualne chrząszcze wielkości piłeczki tenisowej. Dla mnie jest tu za duszno. Taszczę kilka ławek na zewnątrz, ustawiam je pod szerokim okapem do którego przyczepiam swoją moskitierę, z którą w Afryce się nie rozstaję. Wbijam się w śpiwór, plecak pod głowę i jest bosko. Tylko te cholerne chrząszcze brzęczą mi koło nosa. Ucisza je ulewa, która zrywa się w nocy. A wraz z nią potężna burza.
Rześki poranek wita mnie śpiewem kucharek i chichotem dziewcząt przygotowujących uroczystość, które na widok białasa pod moskitierą szturchają się w boki i szczerzą białe zęby.
Przygotowania idą pełna parą, bo o dziesiątej ma rozpocząć się uroczystość. Dekorowana jest duża sala pięknymi białymi ażurowymi materiałami, ustawiane są bukiety kwiatów i ogromnych roślin w donicach. Kuchnia pracuje non stop. Muzycy rozstawiają instrumenty. Z każdą minuta przybywa dzieciaków, które wyrastają jak spod ziemi. Schludnie kolorowo ubrane z zaciekawieniem zerkają to do dekorowanej sali to na mnie, chowając się przed moim wzrokiem za plecy sąsiada lub dorosłej osoby, jeśli taka znajdzie się pod ręką. Z czasem, widząc, że nie gryzę, przysuwają się bliżej i bliżej, by móc niepostrzeżenie, w ich mniemaniu, dotknąć mojej białej skóry na ręce. Okazuje się, że jest w dotyku taka sama jak ich. Powoduje to sporą konsternację, komentarze i śmiechy. Jest ich coraz więcej wokół mnie. Są coraz śmielsze. Szybko się zaprzyjaźniamy.
Grupka młodzieży ustawiona przy ceremonialnym stole zaczyna pięknie śpiewać pieśni gospel. Podchwytują to w mig dzieciaki i rozbrzmiewa znakomity koncert a capella. Jest już za chwilę dziesiąta
Zjeżdżają się powoli dorośli goście. Przeganiają w rytmie pieśni dzieciaki z ław ustawionych gęstymi rzędami, które teraz zajmują matrony w odświętnych strojach. Dzieciaki przejmują strategiczne pozycje na ganku przy oknach wyczekując początku uroczystości. Czas mija. Minęła też dziesiąta.
Niezwykle harmonijne śpiewy niosą się w coraz bardziej rozgrzaną przestrzeń, gości przybywa z każdą minutą. A pary młodej nie widać. Mija jedenasta. Dzieciaki zmęczone wyczekiwaniem zaczynają wylegiwać się na trawie. Do śpiewających dołącza muzyk na organach Hammonda. Gospel zawładnął okolicą.
Przed dwunastą przybywa w białej sukni i towarzystwie druhen piękna Pani Młoda. Wchodzi na salę i miesza się w tłum śpiewających i tańczących w rytmie muzyki. Atmosfera gęstnieje, tańce robią się coraz bardziej żywiołowe. Pot ścieka strumieniami z tańczących. Przy szmerze podziwu i aplauzie przybywa z męską świtą Pan Młody. Zajmuje honorowe miejsce przed stołem rytualnym. Zaczynają się długotrwałe, żarliwe przemówienia kapelana, szamanki czy ważnych członków rodzin przerywane przez będących w religijnym transie gości gromkim Alleluja!. Ścisk jest niewiarygodny, sala pęka dosłownie w szwach, wszystko pulsuje w rytm modłów i śpiewów. Jest magicznie.
Jeszcze kolejny występ w stylu gospel siostry do którego przyłącza się i sama Pani Młoda. Dzieciaki przyklejają nosy do szyb. Pan Młody jest zachwycony. Ale w końcu przychodzi i jego kolej. Musi odśpiewać swoją kwestię. Pan dyrektor Parku Narodowego jest wyraźnie stremowany. Jego stres łagodnymi gestami tłumi piękna wybranka. Następuje ceremonia wymiany prezentów pomiędzy stronami, potem Pan Młody wyciąga zaręczynowe obrączki, które zakłada na palec Pani Młodej i swój. Ta zaś zdejmuje mu „cywilny” krawat i zakłada biały „ślubny”. Trzymając się nieśmiało za ręce Młoda Zaręczynowa Para uczestniczy w dalszych śpiewach, które kończą się wspólnym wyjściem wszystkich gości przed budynek, gdzie wydawane są posiłki i napoje. Bezalkoholowe. Cała uroczystość odbyła się bez jednej kropli alkoholu. A rozmowy pod okapem dachu czy w cieniu rozłożystych drzew trwały jeszcze długo.
Wreszcie strony rozjechały się w dwóch kierunkach. Pan Młody ze swoją świtą (i nami) w jednym, Pani Młoda ze swoją w drugim. Następne spotkanie podczas ślubu.
A moje z Guilian już jutro. Przecież czeka Sibebe Rock!
Jerzy Pawleta
Suazi, Piggs Peak
www.jpfoto.pl
Dobra wiadomość przed wakacjami: tańszy roaming w krajach UE
godz. 04:45 Niedziela 27.5.2012 Autor: podróże.plPodziel się wrażeniami i zdjęciami ze swoich wypraw, zamieść relację z wyjazdu i wygraj aparat fotograficzny Fujifilm FinePix XP30!
Stolica: Mbabane Waluta: lilangeni (SZL) 1 SZL (w l. mn. emalangeni, E) = 100 centów Języki urzędowe: angielski, suazi
Lokalny czas
Niezbędne informacje
więcejCZYTAJCIE NAS
Wywiad z Rafałem Milachem ...
Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia… więcej
Wywiad z Rafałem Milachem
Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak… więcej
Samochodem po Europie - ...
Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i… więcej
2 lata w podróży ...
158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej… więcej
Tagi
- W serwisie:
- Kierunki
- Aktualności
- Wasze Wyprawy
- Forum
- Poradnik
- Kuchnie Świata
- Murator S.A:
- O wydawnictwie
- Kontakt do serwisu podroze.pl
- Redakcja miesięcznika Podróże
- Reklama
- Licencje
- Regulamin serwisu
- Sklep on line
- Serwisy internetowe:
-
- Dom i ogród:
- Muratordom.pl
- Forum.muratordom.pl
- Projekty.muratordom.pl
- Muratorfinanse.pl
- Urzadzamy.pl
- Wymarzonyogrod.pl
- Muratordom.com.ua
- Architektura i budownictwo:
- Muratorplus.pl
- Architektura.muratorplus.pl
- Tuznajdziesz.pl
- Hobby i wypoczynek:
- Podroze.pl
- Zagle.com.pl
- Poltrip.pl
- Zdrowie i rodzina:
- Poradnikzdrowie.pl
- Dlarodzinki.pl
- Dzieckozakupy.pl
- www.Mjakmama24.pl
- Rolnictwo:
- Rolnictwoonline.pl
- Wideo:
- Jestem.pl
- Porady:
- Mowimyjak.pl
- Rozrywka informacje:
- Se.pl
- Seusa.info
- Eska.pl
- Eskarock.pl
- Voxfm.pl
- Radiowawa.pl
- Fabrykamuzy.pl
- Gwizdek24.pl
- Superauto24.pl
- Zakupy:
- Zakupy.muratordom.pl
- Zakupy.urzadzamy.pl
- Zakupy.wymarzonyogrod.pl
- Zakupy.poradnikzdrowie.pl
- Zakupy.zagle.com.pl
- Supertanio.pl
- Wgrupiekupie.pl
- Sklep on line
- Miesięcznik:
- Murator
- Dobre wnętrze
- M jak mieszkanie
- Moje mieszkanie
- Podróże
- Żagle
- Zbuduj dom
- Architektura
- Zdrowie
- M jak mama
- Sklep on line

