Przed dworcem w Odessie studiujemy mapę. Celem podróży jest Bułgaria. Nie mamy jeszcze pojęcia, że czeka nas długa przeprawa pełna ślepych końców, podczas której logicznie możliwe okaże się niemożliwym. Z uwagi na punkt startowy nazwijmy ją Odesseją.
07.05.2008Panie w informacjach i przy kasach rozkładają ręce, a ja po wielu próbach zasięgnięcia konkretnej informacji na interesujący nas temat zaczynam całkiem nieźle mówić po rosyjsku, choć nigdy języka Puszkina się nie uczyłem.
- No dobrze, przyjmijmy, że Odessa nie ma połączenia autobusowego nawet z Rumunią, choć to rzut beretem – mówię do Marty – ale zawsze pozostaje nam pociąg.
Na dworcu kolejowym jest mapka połączeń. Niestety i tu Rumunia, nie mówiąc o Bułgarii, okazuje się nieosiągalna. Są za to pociągi do Kiszyniowa. Cóż nam pozostaje – decydujemy się na podróż przez Mołdawię i idziemy kupić bilety. W kasie niespodzianka – pociągi nie jeżdżą do Kiszyniowa.
- Jak to? Przecież w rozkładzie są cztery dziennie.
- NIE MA POCIĄGU DO KISZYNIOWA – otrzymuję wyraźną informację. W drugiej kasie – ta sama informacja. Przyjmuję to do wiadomości, choć w pociągu do Odessy rozmawiałem z Mołdawianinem, który następnie wybierał się właśnie do Kiszyniowa. Co możemy zrobić, może to efekt jakiejś awarii, w każdym razie ominie nas tranzyt przez samozwańczą Republiką Naddniestrzańską do stolicy Mołdawii. Podejmujemy następującą decyzję: pojedziemy nad Dunaj, na granicę z Rumunią, gdzie powinniśmy mieć więcej możliwości jej przekroczenia. Kupujemy bilety do przygranicznego miasta Izmaił.
Sześciogodzinna podróż pociągiem, z widokami na Morze Czarne i stepowy krajobraz daje wytchnienie po bieganinie między dworcami Odessy. W przedziale towarzyszy nam Bruce… Amerykanin z Alaski około 40-tki lub 50-tki. On także będzie próbował przedostać się do Rumunii. Dojeżdżamy do celu późnym wieczorem. Przy wyjściu z pociągu poznajemy belgijską parę – Davida i Barbarę. Podążają w tym samym kierunku co my i Bruce. Dzięki nim znajdujemy miejsce na nocleg – adres mają zapisany na kartce. Budynek, do którego trafiamy, wygląda na akademik. Nastawiamy budziki, by jutro z samego rana udać się do portu na Dunaju. Po drugiej stronie rzeki jest już Rumunia.
Izmaił leży, zdawałoby się, w punkcie o dużym znaczeniu strategicznym. Port nad drugą co do długości rzeką Europy niedaleko jej ujścia do morza powinien być miejscem pełnym życia i nieustannego ruchu. To teoria. A oto rzeczywistość: nad Dunajem, jakby na uboczu miasta, stoi niewielki zapuszczony budynek, przy którym dryfują dwie zardzewiałe barki. Drzwi do „terminalu portowego” są otwarte, ale w środku pustka. Co z tego, że jest niedziela? Dworce kolejowe i autobusowe funkcjonują przecież w dni świąteczne. W towarzystwie Bruce’a, Belgów i miejscowej studentki, która zaoferowała pomoc, czekamy na nadejście kogokolwiek, kto udzieliłby nam informacji. Doczekujemy się, by usłyszeć, że dziś nie ma żadnych promów, ale w poniedziałki odpływa statek do Silistry w Bułgarii. Cena jest jednak za wysoka. Pokazując na przeciwległy brzeg, pytamy o JAKĄKOLWIEK możliwość dopłynięcia do Rumunii. Facet rozkłada ręce…
Za radą miejscowej studentki udajemy się do Bolhradu, miejscowości w której zatrzymują się międzynarodowe autokary. Jedziemy wysłużonym autobusem, gdy w pewnym momencie podchodzi do nas bardzo zadowolony starszy człowiek. Uśmiechając się metalowymi zębami, pokazuje na siebie i mówi: „Balgarija!”. Z następującego potem potoku słów zrozumieć można, że przejechaliśmy właśnie historyczną granicę Bułgarii. Jakże wielka była niegdyś Bułgaria! On, jako Bułgar, koniecznie musi nam o tym powiedzieć. Zdaje się, że Bułgarzy podobnie jak Polacy i Węgrzy lubią chwalić się swymi historycznymi granicami.
Bolhrad okazuje się małą miejscowością o dość podejrzanym obliczu. Na dworcu kręci się dużo typków o niewiadomej funkcji, porozumiewających się przyciszonym głosem. Natychmiast po przyjeździe udajemy się do kasy. Fantastycznie – JEST AUTOBUS DO WARNY! Pani, u której chcemy kupić bilety, kręci głową
- A wizy mołdawskie to macie?
- Ale po co nam wizy mołdawskie, skoro jedziemy przez Rumunię do Bułgarii?
Niestety okazuje się, że autobus jedzie 4 km przez terytorium Mołdawii. Muszę to chwilę przemyśleć. Wstyd się przyznać, nie sprawdziłem tej informacji na 100%, ale wydaje mi się, że Polacy nie potrzebują wiz do Mołdawii. Pani znów kręci głową.
- Niedawno byli tu Czesi, sprzedałam im bilety, okazało się że nie mają wiz i był problem. A Polacy i Czesi są na tych samych warunkach.
Nie możemy więc kupić biletów, bo nie mamy wiz. Bruce ma co prawda wizę, ale okazuje się przeterminowana.
Siedzimy na dworcu. Wydaje się, że dotarliśmy do ślepego końca. Co dalej? Podchodzi do nas jeden z kręcących się pomiędzy autobusami szemranych facecików.
- Słuchajcie, nie ma problemu. Autobus do Warny przyjeżdża o 17:30, bądźcie tu o tej godzinie, a ja przekonam kierowcę, żeby was wziął.
Odzyskujemy nadzieję. Do 17:30 mamy dużo czasu, idziemy więc do baru na barszcz. Marta tłumaczy Belgom, że to zupa z buraków. Okazuje się jednak, że tu słowo „barszcz” ma szersze znaczenie – dostajemy kapuśniak. W zupie pływa majonez – brzmi podejrzanie, ale smakuje doskonale. Podobnie jak miejscowe bardzo tanie piwo.
Nadchodzi nerwowo oczekiwana godzina 17:30. Autobus spóźnia się, co podkręca jeszcze emocje. W końcu pomiędzy wysłużone wehikuły wjeżdża elegancki autokar z napisem „Varna”. Podchodzimy do kierowcy, gdy tego zatrzymuje nasz „protektor”. Tłumaczy coś szeptem, klaruje, przekonuje, namawia, ale twarz kierowcy pozostaje pełna wątpliwości. Wyraźnie nie podoba mu się ten pomysł. W końcu niepewnie pyta się ile osób miałby zabrać. „Protektor” pokazuje naszą piątkę. Kierowca drapie się w głowę, ogląda nasze paszporty, w końcu zaczyna się śmiać. No, nareszcie atmosfera jakoś się rozładowała – myślę z ulgą. Ale… Kierowca wsiada do autobusu i odjeżdża. Aha, więc ten śmiech znaczył tyle co „pocałujcie mnie w dupę!”.
Co teraz? Na dworcu stoi sporo taksówek, może któryś z kierowców podwiózłby nas do przejścia granicznego Rumunią? Omijając Mołdawię, przemycając nas przez Mołdawię, jakkolwiek, byle znaleźć się u wrót Rumunii. Znajdujemy chętnego. Ma, co oczywiste, wygórowane oczekiwania finansowe. Przeliczamy pieniądze – możemy mu zaproponować 50 dolarów od całej piątki. Za chwilę jedziemy przez skąpany w promieniach zachodzącego słońca krajobraz delty Dunaju. Przeciskamy się wąskimi drogami pomiędzy bagnami, mkniemy przez groblę. To utwierdza mnie w przekonaniu, że taksówkarz omija główną trasę, którą jeżdżą autobusy i naprawdę dowiezie nas do Rumunii… Cóż za naiwność! Wrota do Rumunii okazują się być przejściem granicznym do Mołdawii. Kierowcy już zapłaciliśmy, teraz możemy mu co najwyżej nawymyślać. Nie załamujemy się jednak – idziemy negocjować z celnikami.
Ukraińsko-mołdawskie przejście graniczne w Giurgiulesti nie należy do ruchliwych. Rzadko komu zdarzy się jechać przez ten mało znany, ubogi zakątek świata. Celnicy ukraińscy siedzą znudzeni, wpatrując się w pustą, dziurawą drogę. Kończący się właśnie sierpniowy dzień był taki jak każdy poprzedni – bezlitośnie monotonny. Popijając ciepłą herbatę, jeden z celników powstrzymuje senność, choć tego wieczoru i tak już zapewne nikogo nie będzie… A jednak – do stanowiska zbliża się piątka piechurów z plecakami. Celnik przegląda paszporty. „Rzeczpospolita Polska” – wyrecytował bezbłędnie, nieco zaskoczony wizytą Lachów. Skupiony, sięga po kolejne dwa paszporty. BELGIQUE? A co tu do licha robią Belgowie?! A tu mamy… UNITED STATES OF AMERICA?! Co to wszystko ma znaczyć? Wielce zaaferowany celnik znika za drzwiami budki. Wybiega, oddaje nam paszporty, by po chwili zabrać je znowu i zniknąć. Siadamy przy stoliku obok budki. Za drzwiami trwa dyskusja, do której dołącza celnik mołdawski o zimnym spojrzeniu i wyrazie twarzy służbisty. Po pewnym czasie celnik ukraiński dosiada się do nas.
- Słuchajcie – zaczyna bardzo poważnym tonem – wy jako Polacy nie potrzebujecie wiz.
A więc jednak!
- Wy niestety – celnik zwraca się do Belgów i Bruce’a – wy musicie mieć wizy, żeby wjechać do Mołdawii.
Zapada milczenie.
- Ja bym was przepuścił – kontynuuje Ukrainiec, wyraźnie skonfundowany, że nie może nam pomóc – ale to nie od nas zależy. Nasi koledzy z Mołdawii na pewno was nie wpuszczą. Bardzo mi przykro.
Wielka szkoda, że nie możemy kontynuować Odessei w komplecie. Belgowie i Bruce pojechali z facetem, który kręcił się pomiędzy celnikami. Widząc, że trafia mu się niezła gratka, zaproponował podwiezienie do Izmaiła. Wcześniej Bruce próbował jeszcze kłócić się w kwestii ważności swej wizy z mołdawskim celnikiem, który odczuwał wyraźną satysfakcję, mogąc przytrzeć nosa Amerykaninowi. Jak się dowiedzieliśmy później z kontaktu mailowego, cała trójka szczęśliwie dotarła promem do Silistry.
W Mołdawii, tuż przed granicą z Rumunią, trafiliśmy na motel. Wprawdzie w barze należącym do motelu dwóch facetów lało się po twarzach, ale możliwość noclegu i odpoczynku przed kolejnym rozdziałem Odessei przyjęliśmy z satysfakcją. Zresztą, przymrużywszy oko na krewkie usposobienie niektórych gości, miejsce okazało się całkiem przyjemne. Następnego dnia, pełni świeżych sił i optymizmu, udajemy się do przejścia granicznego. I tu pierwsza tego dnia niespodzianka – przejście jest wyłącznie dla samochodów.
- Musicie się z kimś zabrać – celniczka pokazuje na drogę, którą nadjeżdżają auta. Przy drodze – zbiorowisko ludzi, tłum niczym na peronie kolejowym, torby, paczki… No to minimum 6 godzin czekania – myślimy. Proszę celniczkę o pomoc, ta kiwa głową, że zrobi co się da. Dzięki jej wstawiennictwu po jakimś czasie dołączamy do chłopaka, który z uśmiechem wita nas w swoim aucie.
- Jestem Artur – przedstawia się. Dobrze mówi po angielsku, pracował w Wielkiej Brytanii. Pyta się, czy może zobaczyć nasze paszporty, w zamian pokazuje swój. Cały wypełniony pieczątkami z mołdawsko-rumuńskiego przejścia granicznego.
- To już drugi – śmieje się – w pierwszym zabrakło miejsca.
Następnie ukrywa paczki z papierosami. No ale skoro tyle razy przewiózł towar, to i tym razem powinno obyć się bez przygód…
Samochody przed nami wjechały już do Rumunii. My stoimy. Celnicy kazali Arurowi zjechać na bok. Kojarzą go – młody celnik zwrócił się do Artura takim tonem, jakby mówił – „a, to znowu ty”. Starszy celnik, pogwizdując, lustruje wnętrze samochodu, otwiera bagażnik, przednią klapę. Każe nam otworzyć plecaki. Wciąż pogwizduje, gdy wyciągamy menażkę, śpiwory, bieliznę. W końcu się znudził – pokazuje nam gestem, że wystarczy. Młodszy celnik stoi i patrzy się nieco zażenowany całą sytuacją.
- Przepraszam – zwraca się do nas po angielsku – bardzo przepraszam za te komplikacje. Podejrzewamy tego faceta, że coś ukrywa i mamy go na oku od dłuższego czasu. Znajdę wam innego kierowcę.
Wracamy z nim na drogę.
- Pierwszy raz jesteście w Rumunii?
Potwierdzamy. Facet robi się czerwony.
- Naprawdę bardzo przepraszam.
Pocieszamy go uśmiechem. W końcu nic się nie stało.
Ostatecznie udało się wjechać do Rumunii. Wkrótce po rozmowie z młodszym celnikiem jechaliśmy z rumuńskim małżeństwem do Galati, kilka kilometrów za granicą. Przed nami była jeszcze długa droga do Bułgarii, ale w podróży przez Rumunię ominęły nas takie przygody, jak na pograniczu ukraińsko-mołdawsko-rumuńskim. Oczywiście i ten odcinek miał swoje smaczki, ale w porównaniu z wcześniejszym okazał się spokojny i komfortowy. Kolejny nocleg wypadł w pociągu Bukareszt-Sofia, a jeszcze następny już w Bansku w pięknych górach Pirin, gdzie spędziliśmy prawie tydzień. Odesseja nauczyła mnie jednego – rzeczy pozornie łatwe mogą okazać się bardzo trudne, ale nie ma rzeczy niewykonalnych.
Opisywany region pogranicza ukraińsko-mołdawskiego to historyczny Budziak - kraina o burzliwych dziejach, która stale zmieniała swą przynależność. W średniowieczu należała kolejno do Bułgarii i Rusi Kijowskiej, przez stulecia znajdowała się w granicach Hospodarstwa Mołdawskiego, by wraz z nim paść łupem Imperium Ottomańskiego. W XIX wieku Rosjanie zdobyli na Turkach Besarabię - wschodnią część dawnego Hospodarstwa wraz z Budziakiem. Budziak przejściowo zajmowali Rumuni. Po 1945 roku dawny Budziak wszedł w skład Ukraińskiej SSR, a pozostała część Besarabii - Mołdawskiej SSR.
Opisywany region pogranicza ukraińsko-mołdawskiego to historyczny Budziak - kraina o burzliwych dziejach, która stale zmieniała swą przynależność. W średniowieczu należała kolejno do Bułgarii i Rusi Kijowskiej, przez stulecia znajdowała się w granicach Hospodarstwa Mołdawskiego, by wraz z nim paść łupem Imperium Ottomańskiego. W XIX wieku Rosjanie zdobyli na Turkach Besarabię - wschodnią część dawnego Hospodarstwa wraz z Budziakiem. Budziak przejściowo zajmowali Rumuni. Po 1945 roku dawny Budziak wszedł w skład Ukraińskiej SSR, a pozostała część Besarabii - Mołdawskiej SSR.
Nie ma przejść granicznych między Ukrainą i Rumunią na południe od Mołdwii. Podróż z Ukrainy do Rumunię jest możliwa tylko na północ od Mołdawii lub przez Mołdawię.
Jak na wielu pograniczach, w okolicach granicy ukraińsko-mołdawskim można trafić na ludzi drapieżnie nastawionych w stosunku do turystów z innych krajów. Nie są niebezpieczni, ale mogą być nieuczciwi. Mając to na uwadze, nie należy specjalnie obawiać się ludzi z tego regionu, gdyż generalnie są życzliwi.
Dobra wiadomość przed wakacjami: tańszy roaming w krajach UE
godz. 04:45 Niedziela 27.5.2012 Autor: podróże.plPodziel się wrażeniami i zdjęciami ze swoich wypraw, zamieść relację z wyjazdu i wygraj aparat fotograficzny Fujifilm FinePix XP30!
Stolica: Kijów Waluta: hrywna (UAH) 1 UAH = 100 kopiejek Język urzędowy: ukraiński Inne: rosyjski
Lokalny czas
Kiedy jechać
Od kwietnia do września
Niezbędne informacje
więcejPrzydatne adresy
- www.hotelsukraine.com Hotele
- www.ukraine.com Przewodnik
- www.traveltoukraine.org Turystyka
- www.ukraine.org Informacje
CZYTAJCIE NAS
Wywiad z Rafałem Milachem ...
Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia… więcej
Wywiad z Rafałem Milachem
Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak… więcej
Samochodem po Europie - ...
Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i… więcej
2 lata w podróży ...
158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej… więcej
Tagi
- W serwisie:
- Kierunki
- Aktualności
- Wasze Wyprawy
- Forum
- Poradnik
- Kuchnie Świata
- Murator S.A:
- O wydawnictwie
- Kontakt do serwisu podroze.pl
- Redakcja miesięcznika Podróże
- Reklama
- Licencje
- Regulamin serwisu
- Sklep on line
- Serwisy internetowe:
-
- Dom i ogród:
- Muratordom.pl
- Forum.muratordom.pl
- Projekty.muratordom.pl
- Muratorfinanse.pl
- Urzadzamy.pl
- Wymarzonyogrod.pl
- Muratordom.com.ua
- Architektura i budownictwo:
- Muratorplus.pl
- Architektura.muratorplus.pl
- Tuznajdziesz.pl
- Hobby i wypoczynek:
- Podroze.pl
- Zagle.com.pl
- Poltrip.pl
- Zdrowie i rodzina:
- Poradnikzdrowie.pl
- Dlarodzinki.pl
- Dzieckozakupy.pl
- www.Mjakmama24.pl
- Rolnictwo:
- Rolnictwoonline.pl
- Wideo:
- Jestem.pl
- Porady:
- Mowimyjak.pl
- Rozrywka informacje:
- Se.pl
- Seusa.info
- Eska.pl
- Eskarock.pl
- Voxfm.pl
- Radiowawa.pl
- Fabrykamuzy.pl
- Gwizdek24.pl
- Superauto24.pl
- Zakupy:
- Zakupy.muratordom.pl
- Zakupy.urzadzamy.pl
- Zakupy.wymarzonyogrod.pl
- Zakupy.poradnikzdrowie.pl
- Zakupy.zagle.com.pl
- Supertanio.pl
- Wgrupiekupie.pl
- Sklep on line
- Miesięcznik:
- Murator
- Dobre wnętrze
- M jak mieszkanie
- Moje mieszkanie
- Podróże
- Żagle
- Zbuduj dom
- Architektura
- Zdrowie
- M jak mama
- Sklep on line

