Prezentuję szóstą część relacji z mojej podróży po Egipcie.
23.04.2008
cd.
Po przerwie tempo zwiedzania nieco się zwolniło. Nadmorską promenadą spacerkiem poszliśmy zobaczyć Bibliotekę Aleksandryjską. Po drodze zajrzeliśmy do wytwornego hoteli Cecil oraz przyjrzeliśmy się z zewnątrz meczetowi Ibrahima. Spacer promenadą był wspaniałym przeżyciem widoki rozciągające się po obu stronach były niesamowite. W końcu dotarliśmy do biblioteki, która obecnie jest na wskroś nowoczesną konstrukcją. Można zaryzykować stwierdzenie, że na tle innych budowli Alexandrii wygląda wręcz futurystycznie –szkło, stal i woda pięknie ze sobą harmonizują. Ostatnim miejscem, które chcieliśmy tego dnia zobaczyć był Park Montaza, który otacza Pałac chedywa Abbasa II, który obecnie pełni funkcję kolejnej rezydencji prezydenta. Przepiękne miejsce gdzie można się zrelaksować i napawać oczy pięknymi widokami. Wstęp do parku kosztuje 5 LE. Tutejsza prywatna plaża jest jedną z najczystszych w mieście. W parku zostaliśmy aż do zachodu słońca. Opuszczając park wszyscy byliśmy już mocno zmęczeni. Jednak trzeba było jeszcze pomyśleć o jakimś prowiancie na podróż. Po drugiej stronie ulicy zobaczyliśmy spory kompleks handlowy, w którym zrobiliśmy niezbędne zakupy: woda, woda i jeszcze raz woda. Po powrocie do hotelu odebraliśmy bagaże z przechowalni i chwilę odpoczęliśmy w recepcji. Co prawda do odjazdu pociągu mieliśmy jeszcze sporo czasu ale nie chcieliśmy żadnych nieplanowanych niespodzianek więc pożegnaliśmy się z obsługą i ruszyliśmy na dworzec. Pociąg przyjechał z niewielkim opóźnieniem. Przy pomocy uprzejmego pana, który podróżował do Kairu znaleźliśmy swoje miejsca i mogliśmy w końcu się odprężyć. W tym miejscu pojawił się jednak pewien problem. W wagonie było chyba z dziesięć stopni. Czułem się jakbym zasiadł na wygodnym fotelu w lodówce. Rozejrzałem się po wagonie i stwierdziłem z przerażeniem, że miejscowi sobie nic z tego nie robią. Nie było innej rady zdjęliśmy dopiero co wepchane na półki walizki i zaczęliśmy wygrzebywać z dna wszystko co cieplejsze rzeczy. Musiałem ubrać spodnie, ciepłe skarpetki i niezawodny sweterek. Zrobiliśmy trochę zamieszania i co po niektórzy niezbyt przychylnie na nas zerkali, ale to nie nasza wina, że było zimno jak w Polsce. Pociąg powoli nabierał tempa, za oknami było już zupełnie ciemno, w końcu zmęczony trudami dnia zasnąłem.
Przebudziłem się gdy już było całkiem jasno. Staliśmy na jakiejś stacji. Zacząłem się dopytywać co to za stacja, czy nie aby Luksor. Niestety okazało się, że stoimy w Asjucie. W pierwszej chwili myślałem, że to żart –jechaliśmy całą noc a do Luksoru jeszcze taki kawał drogi. Pociąg wlókł się niemiłosiernie, widoki za oknem były wspaniałe ale po pewnym czasie stały się monotonne. W końcu około południa dotarliśmy w końcu do celu. Na peronie od razu dał o sobie znać RA. Upał był niemiłosierny, a my dopiero co wysiedliśmy z lodówki. Zastanawiałem się czy pretrwam taką gwałtowną zmianę temperatur. Na rozmyślania nie było jednak czasu, gdyż w naszym kierunku ruszyli stadnie naganiacze. Było ich około 15 ale robili tyle hałasu i zamieszania, że wydawało się iż jest ich co najmniej setka. Jako, że napierali na nas coraz mocniej do akcji wkroczyła policja turystyczna odpychając nieco koleżków. Każdy było oczywiście przedstawicielem innego hotelu, a że na nasze nieszczęście byliśmy jedynymi białymi, którzy wysiedli... . Cała ta sytuacja spowodował żezapanowałogromny przerost podaży nad popytem. Po chwili rozumieliśmy, że bez wybrania jednego z tych miłych panów dworca nie opuścimy, więc żona wyjęła przewodnik i odczytała nazwę jednego z hoteli. Po chwili dało się słyszeć radosne okrzyki jednego z naganiaczy, który energicznymi ruchami zaczął się przepychać w naszym kierunku. To mój, to mój –powtarzał. Chwycił walizki (żebyśmy się nie rozmyślili) i zaprowadził nas do taksówki. Reszta panów mrucząc coś pod nosem zaczęła się rozchodzić. Po drodze zaczęliśmy wypytywać o cenę –okazało się, że za trzy osoby trzeba będzie zapłacić 300 LE. Wydało się nam to trochę drogawo, ale w Kairze płaciliśmy już podobne pieniądze, a tu miał być jeszcze basen. Po chwili jednak spostrzegliśmy, że jeden z naganiaczy się nie poddał i ściga nas na jakimś skuterku. Gdy zaczął wciskać nam ulotki przez okno, naganiacz w taksówce zaczął energicznie zamykać okno. Jednak zdążyliśmy się spytać po ile jest u niego i czy jest basen. Wykrzyczał, że za trzy osoby 150 LE, basen jest a hotel jest nowy. Wówczas nakazałem się kierowcy zatrzymać. Motocyklista nas dopadł i zaczął wychwalać swój hotel pod niebiosa. Mój jest słynniejszy –krzyczał pierwszy, mój nowocześniejszy ripostował drugi. Spytaliśmy więc czy 300 LE to ostateczna cena –okazało się, że tak. Wówczas wymieniliśmy naganiacza, który pozostawił swój skuterek na środku miasta i zmienił się miejscami z poprzednikiem, który wściekły coś mamrotał pod nosem. Pojechaliśmy dalej. Na miejscu poszliśmy sprawdzić czy faktycznie hotel jest tak dobry i tani jak nam to przedstawiano, na wszelki wypadek taksówkarz miał na nas czekać. Okazało się, że wszystko co mówił było prawdą.
New Pola Hotel był nowiutki, oddany do użytku przed dwoma laty, pokoje czyściutkie, piękny basen na dachu, z którego rozciągał się cudowny widok na Nil, zachodni brzeg, świątynię Hatszepsut i miasto, w recepcji obsługa mówiąca perfekcyjnie po angielsku, a w lodówce zimna Stella. Cena 150 LE, aż wierzyć się nie chciało, po tym ile płaciliśmy w Kairze i Alexandrii za słabawe hotele. Decyzja była jednomyślna –zostajemy. Po wniesieniu bagaży do recepcji, Mohamed Said Amen (tak nazywał się nasz naganiacz) zaprosił nas na mały soczek, by dokończyć formalności meldunkowe i wszelkie inne. Jako, że byliśmy zadowoleni dostał od nas spory bakszysz. Ponadto zamówiliśmy u niego przelot balonem nad zachodnim brzegiem na następny dzień (niecałe 60 $ od osoby). Na tym zakończyliśmy pomimo propozycji zakupu innych wycieczek (miał wszystko co oferują biura podróży z tą różnicą, że dużo taniej). Gdy zostaliśmy już sami, mięliśmy ochotę tylko na jedno –relaks na basenie. Co za radość po kilkunasto godzinnej podróży w końcu można odpocząć. Po orzeźwiającej kąpieli w basenie zamówiliśmy sobie obiad i po Stelli (szybko się okazało, że jedna to za mało). Obiad na dachu hotelu smakował wspaniale.
Popołudniu postanowiliśmy zwiedzić świątynię Luksorską znajdująca się jakieś dwa kilometry od hotelu. W świetnych nastrojach ruszyliśmy dziarsko prze siebie, odbijając pierwszą falę właścicieli dorożek. Po chwili zobaczyliśmy hotel Winter Palace, który zachował XIX wieczną atmosferę. Po dojściu do niewielkiego ronda z fontanną po środku odprawiliśmy kolejną falę dorożkarzy. Po chwili doszliśmy do naszego celu.
Świątynia znajduje się w samym centrum miasta. Jest niczym wyspa opasana z każdej strony przez ulice. Z drogi widać ją wspaniale, lecz my postanowiliśmy wejść do środka i z bliska przyjrzeć się tej niezwykłej budowli (40 LE). Stojąc przed ogromnymi posągami Ramzesa i granitowym obeliskiem Amenhotepa czuło się klimat dawnego Egiptu. Świątynia jest wspaniała –posągi, kolumnady, dziedzińce i zdobienia na ścianach robiły wrażenie. Na tle tej starożytnej świątyni dość osobliwie prezentuje się meczet al.-Hadżdżadża, który choć urokliwy strasznie psuje atmosferę. Prze świątynią można podziwiać aleję sfinksów, która w czasach faraonów prowadziła aż do Karnaku. Wracając do hotelu postanowiliśmy przyjść tu ponownie w nocy i zobaczyć jak wygląda oświetlona reflektorami. Nim to jednak nastąpiło zatrzymaliśmy się na chwilę na promenadzie i podziwialiśmy zachód słońca nad Nilem. Świątynia w świetle sztucznym prezentuje się równie wspaniale jak za dnia. Posągi i kolumny są oświetlane innym światłem niż obelisk. Wrażenia murowane. Ale nie samymi zabytkami człowiek, żyje i trzba było pomyśleć o jakiejś kolacji. Siedząc w MD i zajadając hamburgera z frytkami patrzyłem na budowlę z przed tysięcy lat –trochę to było dziwne, ale w końcu byłem w Egipcie.
Następnego dnia przyjechał po nas busik, który zbierał chętnych na lot balonem. Po kilku minutach przyjechaliśmy nad przystań gdzie już oczekiwała na nas łódź, którą przeprawiliśmy się na drugi brzeg Nilu. Na łodzi, przygotowany był dla nas poczęstunek i napoje. W międzyczasie wypisywaliśmy nasze imiona na pamiątkowych albumach poświadczających odbycie lotu. Na drugim brzegu po odparciu sprzedawców, ruszyliśmy za przewodnikiem, który kierował się do miejsca startu. Po przejściu przez czyjąś zagrodę i poletko zobaczyliśmy zwolna rosnący balon. Gdy wsiadaliśmy słońce było już wysoko na horyzoncie. Po króciutkim instruktażu jak należy się zachować w razie problemów, kapitan podgrzał atmosferę i z wolna wystartowaliśmy. Miałem przyjemność stać najbliżej płomienia co w połączeniu z egipskim słońcem powodowało, że chłodno mi nie było. Lot trwał około 50 minut. Lecieliśmy nad świątynią Hatszepsut, Ramesseum, Kolosami Memnona, Medinet Habu, dachami współczesnych domówi lepianek oraz poletkami. Czasem wznosiliśmy się wysoko, czasem dosłownie szorowaliśmy o ziemię ale przez cały czas czułem się bezpieczny. Z góry Luksor jest niesamowity. Można dobrze przyjrzeć się wnętrzom egipskich domostw, gdyż większość nie posiada dachów. Z jednej strony skały i pustynia, z drugiej Nil i pas pół uprawnych, z góry widać jak te dwa światy się łączą. Po wylądowaniu przesiedliśmy się do samochodów wróciliśmy na przystań. W drodze powrotnej na drugi brzeg otrzymaliśmy koszulki z wielkim balonem i nazwą firmy, która zapewniła nam ta atrakcję. Lot był wspaniałym przeżyciem, lecz to dopiero początek atrakcji jakie mieliśmy zaplanowane na ten dzień. Po chwili wytchnienia w hotelu zatrzymaliśmy taksówkę i ruszyliśmy w kierunku świątyni Hatszepsut. Most był oddalony jakieś 10 km na południe od hotelu, i był jedyną alternatywą dla samochodów. W trakcie jazdy uzgodniliśmy, że taksówkarz będzie pracował dla nas cały dzień. Stawaliśmy się coraz wygodniejsi, a zwiedzanie Teb bez stałego transportu było by dość uciążliwe, zwłaszcza, że tego dnia było jeszcze bardziej gorąco niż w poprzednie dni. Pierwszym celem stały się Kolosy Memnona, które dziś rano oglądaliśmy już góry. Teraz nadszedł czas by przyjrzeć się im z bliska. Dwaj milczący strażnicy strzegli nie istniejącej już świątyni. Podobno dawniej wydawały jakieś dźwięki, obecnie jednak są bardzo ciche. Kolejnym celem była świątynia Hatszepsut, do której bilet wstępu kosztuje 25 LE. Świątynia różni się od innych, jest bowiem harmonijnie wkomponowana w niezwykły, stworzony przez naturę amfiteatr. Trzy tarasy z kolumnadami połączone są pochyłymi rampami procesyjnymi. Sanktuarium przylega do zbocza górskiego, a częściowo zostało wykute w skale. W 1997 roku w tym miejscu 58 cudzoziemców i czterech Egipcjan poległo od kul islamskich terrorystów. Świątynię zaprojektował Senmut, faworyt królowej, którego grobowiec znajduje się w pobliżu świątyni. W przywracaniu świątyni do obecnego stanu duży wkład mieli polscy archeologowie. W świątyni można znaleźć tablicę upamiętniającą ten wkład. Świątynia jest jednym ze słynniejzych zabytków Luksoru co wiąże się z ogromną liczbą zwiedzających, którzy skutecznie rozpraszają atmosferę.
Po zwiedzeniu świątyni pojechaliśmy w kierunku ostatniej atrakcji zaplanowanej na ten dzień. Po drodze do Doliny Królów, zobaczyliśmy dom, w którym mieszkał najsłynniejszy archeolog na świecie – Howard Carter. Bilet na teren doliny kosztował 70 LE. W klimatyzowanym pawilonie, przez który przechodziliśmy można było zobaczyć makietę Doliny Królów pokazującą położenie wszystkich grobowców. Na zewnątrz można było skorzystać z transportu do grobowców, my jednak woleliśmy przejść ten dystans na piechotę. Po kilku minutach dotarliśmy do kolejnej zapory, przy której pozbyłem się kamery, lecz zachowałem aparat. Bilet uprawnia do zwiedzenia trzech grobowców, jednak nigdy nie wiadomo na co się trafi. Cały czas następuje rotacja, część grobowców jest zamykana inne są udostępniane zwiedzającym. Nam udało się zwiedzić następujące grobowce: Ramzesa I, Ramzesa III, Ramzesa IX, Totmesa III, Tutenhamona i Tauserta. Przed wejściem do każdego grobowca strażnik dziurkaczem znakuje bilet. Nie trzeba oddawać aparatu do depozytu (z wyjątkiem grobowca Tutenhamona), ale robienie zdjęć przy dwóch, trzech opiekunach wewnątrz grobowca jest dosyć uciążliwe i kosztowne więc robiliśmy to sporadycznie. Po zwiedzeniu trzech grobowców na moim bilecie znajdowały się tylko dwie dziurki, a na żony jedna. Nie poszliśmy jednak z reklamacjami, zamiast tego zwiedziłem czwarty grobowiec, a żona weszła do piątego. Ostatnim grobowcem, który chcieliśmy zobaczyć był słynny KV 62. Bilet do tego grobowca kosztował 80 LE. Nie można było do niego wejść na zwykły bilet. Był najmniejszy ze wszystkich oglądanych przez nas grobowców. Wewnątrz znajduje się sarkofag z mumią faraona. Grobowce faraonów w dolinie królów są dla mnie esencją Starożytnego Egiptu. Drugi raz podczas mojej wyprawy poczułem na sobie prawdziwy oddech historii (pierwszy raz wewnątrz piramid).
W drodze powrotnej do hotelu wciąż byłem przytłoczony wspaniałością malowideł i płaskorzeźb, które dane mi było dzisiaj zobaczyć. W Sakkarze oglądałem piękne wnętrza mastab, lecz dopiero tutaj można było doświadczyć prawdziwej maestrii starożytnych artystów. Dopiero na basenie nieco ochłonąłem i nabrałem ochoty na kolejne atrakcje, tym razem kulinarno-nargilowe. Pod wieczór ruszyliśmy więc na miasto w poszukiwaniu jakiejś fajnej knajpki z fajkami wodnymi. Nie musieliśmy szukać długo. Około kilometra od hotelu wypatrzyliśmy kawiarenkę, w której przebywali głównie turyści i co bogatsi Egipcjanie. Postanowiliśmy ją wypróbować. Było miło trochę się jadło, piło i paliło –no może więcej niż trochę. Poznaliśmy w niej kelnera pochodzącego z Nubii, który opowiedział nam kilka ciekawostek o Egipcie, a także nauczył najostrzejszej odzywki w rodzimym języku, jakby Enta Gazma, Mafena czy Buz Tizi nie wystarczało. Nigdy jej jednak nie użyliśmy, ale jak to mówią wszystko przed nami. Gdy wróciliśmy do hotelu było już po 12, ale życie w Luksorze dopiero się rozkręcało. Po drodze minęło nas kilkanaście bryczek wypełnionych turystami z dalekiego wschodu, którzy zawsze i wszędzie (na plaży, restauracji, bazarze) poruszali się stadnie. Nie szaleliśmy tego dnia dłużej gdyż umówiliśmy się z kierowcą na kolejny maraton, który miał się zacząć wcześnie rano.
cdn...
Dobra wiadomość przed wakacjami: tańszy roaming w krajach UE
godz. 04:45 Niedziela 27.5.2012 Autor: podróże.plPodziel się wrażeniami i zdjęciami ze swoich wypraw, zamieść relację z wyjazdu i wygraj aparat fotograficzny Fujifilm FinePix XP30!
Stolica: Kair Waluta: funt egipski (LE) 1 LE = 100 piastrów Język urzędowy: arabski
Lokalny czas
Kiedy jechać
Najlepsze są miesiące wiosenne.
Niezbędne informacje
więcejPrzydatne adresy
- www.touregypt.net Podróże
- www.hoteltravel.com/egypt Hotele
- www.touregypt.net Zakupy
- www.touregypt.net/museums.htm Muzea
CZYTAJCIE NAS
Wywiad z Rafałem Milachem ...
Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia… więcej
Wywiad z Rafałem Milachem
Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak… więcej
Samochodem po Europie - ...
Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i… więcej
2 lata w podróży ...
158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej… więcej
Tagi
- W serwisie:
- Kierunki
- Aktualności
- Wasze Wyprawy
- Forum
- Poradnik
- Kuchnie Świata
- Murator S.A:
- O wydawnictwie
- Kontakt do serwisu podroze.pl
- Redakcja miesięcznika Podróże
- Reklama
- Licencje
- Regulamin serwisu
- Sklep on line
- Serwisy internetowe:
-
- Dom i ogród:
- Muratordom.pl
- Forum.muratordom.pl
- Projekty.muratordom.pl
- Muratorfinanse.pl
- Urzadzamy.pl
- Wymarzonyogrod.pl
- Muratordom.com.ua
- Architektura i budownictwo:
- Muratorplus.pl
- Architektura.muratorplus.pl
- Tuznajdziesz.pl
- Hobby i wypoczynek:
- Podroze.pl
- Zagle.com.pl
- Poltrip.pl
- Zdrowie i rodzina:
- Poradnikzdrowie.pl
- Dlarodzinki.pl
- Dzieckozakupy.pl
- www.Mjakmama24.pl
- Rolnictwo:
- Rolnictwoonline.pl
- Wideo:
- Jestem.pl
- Porady:
- Mowimyjak.pl
- Rozrywka informacje:
- Se.pl
- Seusa.info
- Eska.pl
- Eskarock.pl
- Voxfm.pl
- Radiowawa.pl
- Fabrykamuzy.pl
- Gwizdek24.pl
- Superauto24.pl
- Zakupy:
- Zakupy.muratordom.pl
- Zakupy.urzadzamy.pl
- Zakupy.wymarzonyogrod.pl
- Zakupy.poradnikzdrowie.pl
- Zakupy.zagle.com.pl
- Supertanio.pl
- Wgrupiekupie.pl
- Sklep on line
- Miesięcznik:
- Murator
- Dobre wnętrze
- M jak mieszkanie
- Moje mieszkanie
- Podróże
- Żagle
- Zbuduj dom
- Architektura
- Zdrowie
- M jak mama
- Sklep on line

