okazje

Prezentuję piątą część relacji z mojej podróży po Egipcie.

23.04.2008

cd.

Do Kairu wróciliśmy po południu, ale jakoś nie mięliśmy ochoty wracać jeszcze do hotelu. Chcieliśmy pożegnać się z tym miastem kolacją w jakimś fajnym miejscu. Wybór padł na park Al.-Azhar. Jest to najpiękniejszy park w Kairze jaki udało mi się zobaczyć. Dodatkowo rozciąga się z niego wspaniały widok na miasto. Bilet wstępu kosztuje 5 LE. W parku było bardzo czysto i wytwornie. Kaskady wodne, małe fontanny i wspaniała roślinność sprzyjały odpoczynkowi. Restauracja w tym parku była idealnym miejscem na kolację. Niestety nawet w tym miejscu dało o sobie znać egipskie poczucie czasu. Od złożenia zamówienia do realizacji minęła dobra godzina i to po interwencji u kierownika lokalu. Jedzenie smaczne ale nie mogę z czystym sumieniem stwierdzić, iż było go w wystarczającej ilości. Koktajle owocowe natomiast –rewelacja, prawdziwe mistrzostwo świata. Z żalem opuszczaliśmy park, ale trzeba było się spakować i nieco odpocząć przed jutrzejszym dniem, którego zwieńczeniem miała być kąpiel w Morzu Śródziemnym.

Następnego dnia naszą niezawodną taksówką wczesnym rankiem wyruszyliśmy w kolejną podróż. Naszym końcowym celem była Alexandria. Po drodze jednak chcieliśmy zwiedzić klasztory koptyjskie w dolinie Wadi al.-Natrun. Jechaliśmy drogą nr 11, mijając budzącą się do życia egipską Pustynię Zachodnią. Około godziny ósmej dotarliśmy do Dajr al.-Baramus. Nie było żadnych turystów, nawet koptów przybywających na modlitwę. Otworzono nam jednak bramę i pozwolono zwiedzić klasztor. Nasz kierowca był koptem więc dla niego ta trasa była dodatkowym wynagrodzeniem za jego usługi. Klasztor był cichy , spokojny bardzo zadbany i czysty. Zieleń pięknie harmonizowała z budynkami kompleksu. Co krok można było zobaczyć różne biblijne przedstawienia, drewniane figurki i kapliczki. Bardzo podobała mi się biblia przedstawiona w formie wielkiej białej księgi z kwiatami w środku. Zwiedzając Klasztor w pewnym momencie usłyszeliśmy śpiew dobiegający z kościoła obok. Postanowiliśmy zobaczyć jak wygląda koptyjskie nabożeństwo. W kościele zgromadziło się sporo wiernych, a ja czułem się trochę jak intruz, ale starałem się za bardzo nie przeszkadzać. Później od przyjaciela Egipcjanina dowiedziałem się, że trafiłem na święto krzyża. Ceremonia bardzo różniła się od tego co można zobaczyć w naszych kościołach. Mimo, iż plan był napięty spędziliśmy w tym kościele ponad pół godziny z satysfakcją obserwując jak szczęśliwy jest nasz kierowca. Miejsce to zapadło mi w pamięci nie tylko ze względów religijnych, w tym i pozostałych klasztorach moskity były wręcz nie do zniesienia. Nigdy wcześniej ani później w Egipcie nie zostałem tak dotkliwie pokąsany jak wtedy. Kolejnym klasztorem, który odwiedziliśmy był Anba Biszoj. Tym razem ruch był znacznie większy, ale turystów było jak na lekarstwo. Podobnie jak w Dajr al.-Baramus nie wymagano od nas żadnych opłat z wsęp. Jednak za każdym razem uiszczaliśmy dobrowolne datki. Ostatnim klasztorem który zwiedziliśmy był Dajr as-Surjan, położony tuz obok Anba Biszoj. Poza pięknymi ikonami i pamiętającymi początki chrześcijaństwa malowidłami ściennymi, spore wrażenie zrobiły na mnie figury wszystkich przełożonych klasztoru, które zostały zgromadzone w jednym pomieszczeniu. Prowadziły one dyskurs, siedząc przy stole.

Warto tu przyjechać choć na chwilę. Ludzie których tam spotkaliśmy byli niezwykle uprzejmi, z chęcią nam pomagali. Nikt nie chciał żadnego bakszyszu, nie próbowali mi niczego sprzedać, zupełnie jakbym był w innym kraju. Po opuszczeniu Wadi al.-Natrun postanowiliśmy poszukać jakiejś restauracji jeszcze przed przyjazdem do Aleksandrii. Naszą uwagę przykuł wielki szyld przedstawiający tygrysa. Postanowiliśmy sprawdzić co to za lokal. Po wejściu do środka zobaczyliśmy małe zoo. Pomiędzy stolikami rozstawione były klatki ze zwierzętami. Można było zjeść obiad obok klatki z tygrysami, strusiami, krokodylami, żółwiami i wieloma innymi stworzeniami. Naprawdę niesamowite miejsce pośrodku pustkowia. Niestety wystąpił mały problem. Choć znaleźliśmy się w restauracji nikt nie chciał się nami zająć, a jak już kogoś złapaliśmy to dowiedzieliśmy się, że teraz i tak nic nie dostaniemy bo personel idzie się modlić. Wierzyć mi się nie chciało ale faktycznie wszyscy praco9wnicy z dywanikami pod pachą poszli do punktu modlitewnego i przez kilka minut byli zupełnie niedostępni. Przeczekam myślę, miejsce śliczne więc wytrwam. Po kilkunastu minutach ponownie zaczepiliśmy kelnera, który wyraźnie zniecierpliwiony powiedział, ze jedzenia nie ma bo jest ramadan, pić nie wolno, ale skoro się upieramy to ma jakiś placek, który za 100 LE może nam przynieść. Tego już nie wytrzymałem, zwłaszcza, że gdy wchodziliśmy widziałem jakichś turystów, którzy mieli normalny obiad. Zdegustowani ruszyliśmy w dalszą drogę. Porządną restaurację znaleźliśmy dopiero na przedmieściach Aleksandrii, gdzie za niewielkie pieniądze otrzymaliśmy wspaniałe jedzeni, które starczyło by na dwa obiady. Były przystawki, kofta z frytkami, grilowany kurczak z ryżem inne rzeczy których nazwy już nie pamiętam. Teraz można zdobywać Aleksandrię. Do miasta wjechaliśmy około godziny 1500. Pierwszą rzeczą jaką należało zrobić było znalezienie hotelu. Jadąc przepiękną nadmorską promenadą wypatrywaliśmy jakiegoś hotelu. Od początku wiedzieliśmy, że wybór będzie całkowicie przypadkowy. Padło na New Swiss Cottage. Dosyć obskurny hotel, za który mocno przepłaciliśmy. Ale, żal było każdej minuty, zwłaszcza, że wieczorem następnego dnia planowaliśmy ruszyć w dalsza podróż. W tym miejscu pożegnaliśmy się z naszym kierowcą, który woził nas przez ostatnich kilka dni wręczając mu zapłatę. W tym dniu był naprawdę szczęśliwym człowiekiem. Zarobić 700 LE i odwiedzić swoje sanktuaria jednego dnia –pewnie nie zdarzało mu się co dzień. Po wrzuceniu walizek i wskoczeniu w stroje kąpielowe udaliśmy się w bliżej nie sprecyzowanym kierunku, w poszukiwaniu plaży. Po kilku minutach doszliśmy do przepięknego mostu, przy którym znajdowała się publiczna plaża. Wstęp na nią kosztował nas po 5 LE. Odpoczywali na niej miejscowi Egipcjanie. Z wielką radością po raz pierwszy od naszego przyjazdu zanurzyliśmy się w morzu. Co prawda czystość laży pozostawiała sporo do życzenia, a tuż przy brzegu w wodzie ukryte były głazy -ale co tam. Relaks był nam bardzo potrzebny.

Na plaży bawiliśmy do końca dnia, oglądając zachodzące powoli nad horyzontem słońce. Tego dnia musieliśmy jeszcze kupić bilety na pociąg do Asuanu, gdyż nie chcieliśmy zostawiać tego na ostatnia chwilę. Taksówką pojechaliśmy na dworzec. Tu niemiła niespodzianka, nikt nie gawarił po angielsku. Kupowanie biletów na pociąg po arabsku było co najmniej ryzykowne, wiec ruszyliśmy na poszukiwania tłumacza. W końcu znaleźliśmy przyjazna osobę, która stała się naszym tłumaczem. Przy okienku miała miejsce kolejna niemiła niespodzianka. Okazało się, że z Alexandrii możemy dojechać maksymalnie do Luksoru i to nie w pociągu sypialnym a w I klasie. Po błyskawicznej naradzie uzgodniliśmy, że nie będziemy wracać do Kairu by dojechać do Asuanu pociągiem sypialnym. Postanowiliśmy wziąć co nam dają i zakupiliśmy bilety do Luksoru na następny wieczór. Powrotną drogę do hotelu postanowiliśmy przejść pieszo. Miasto wieczorem prezentuje się równie uroczo co za dnia Powoli zbliżaliśmy się do nadmorskiej promenady, robiąc co róż zdjęcia i filmując. Tak się złożyło, że ujęliśmy w kadrze budynek żandarmerii wojskowej. Następne dwadzieścia minut było bardzo niepokojące. Pościg żandarmów, odebranie aparatu i kamery, wizyta na posterunku, histeria żony, awantura ze strażnikami, wezwanie przełożonego, żądanie kontaktu z ambasadą, odprężenie, uciszenie żony (żyje), wyjaśnienie nieporozumienia, wykasowanie zdjęcia i 10 sekund filmu, miłe pożegnanie z żandarmami i obelgi żony pod adresem całego Egiptu i Aleksandrii przede wszystkim (na szczęście po polsku) –uff.. Tak naprawę dopiero po jakiejś godzinie adrenalina zaczęła ustępować. Na koniec tego pasjonującego dnia udaliśmy się do pobliskiej lodziarni by nieco się ostudzić. Nim doszliśmy jednak do hotelu skusiliśmy się jeszcze na sziszę. Jednak nie marudziliśmy zbyt długo gdyż następnego dnia chcieliśmy zwiedzić główne zabytki i ciekawe miejsca w mieście.

Po wczesnej pobudce rozpoczęliśmy zwiedzanie miasta. Po półgodzinnej próbie odnalezienia Meczetu Nabi Danjala (przy pomocy mapki z przewodnika) daliśmy sobie spokój i zatrzymaliśmy taksówkę. Ponieważ plan zwiedzania był bardzo napięty postanowiliśmy pominąć meczet i pojechać wprost do Katedry św. Katarzyny. Niestety lokalizacja tego przybytku była dla kierowcy wielką zagadką. Po kilkunastominutowym kluczeniu dojechaliśmy do okazałego kościoła, który według kierowcy na 100% był poszukiwaną katedrą. My do końca przekonani jednak nie byliśmy, ale nie grymasiliśmy i postanowiliśmy go zwiedzić. Kościół był ładny choć zdecydowanie nie miał koptyjskiego charakteru. Po niezbyt udanym początku poszliśmy na Maydan al.-Tahrir (o dziwo trafiliśmy). Jest to przepiękny zakątek masta –mała wysepka zieleni z piękną fontanną. Kolejna taksówka i tym razem bez żadnych kłopotów dojeżdżamy do meczetu Abu-Abbasa al.-Mursi. Nowo wybudowany meczet zrobił na mnie spore wrażenie. Obok meczetu napotkaliśmy kolejną fontannę, wokół której gromadzili się Egipcjanie. Nadmorską promenadą udaliśmy się wprost do kolejnej atrakcji Aleksandrii Fortu Kaitbaj, który został zbudowany na miejscu dawnej Latarni Morskiej. Bilet wstępu do fortu kosztuje 20 LE. Twierdza jest przykładem islamskiej architektury obronnej. Z jej murów rozciąga się piękny widok na miasto, a w jej murach mieści się malutki meczet. Z fortu częściowo plażą (niezbyt czystą), częściowo drogą poszliśmy w kierunku wców Anfuszi. Po drodze chcieliśmy przyjrzeć się nieco pałacowi Ras at-Tin jednej z siedzib prezydenta Egiptu. Mogliśmy to jednak zrobić jedynie z pewnej odległości, ponieważ przy próbie podejścia nieco bliżej od razu w naszym kierunku leciały ostrzeżenia abyśmy sobie odpuścili. Po wspomnieniach dnia wczorajszego nie byliśmy zbyt natarczywi. Ptolemejskie grobowce Anfuszi nie robią piorunującego wrażenia, choć na pewno warto choć na chwilę się tu zatrzymać. Bilet wstępu kosztuje 15 LE. Łączą one wpływy egipskie z greckimi. Po zwiedzeniu grobowców, taksówką udaliśmy się pod Kolumnę Pompejusza. Po drodze zrobił się straszny korek, spowodowany kilkoma procesjami pogrzebowymi. Gdy przybyliśmy na miejsce zobaczyliśmy idące pełną parą prace budowlane –Właśnie tynkowano nowe okazałe wejście na teren wykopalisk. Najefektowniejszą pozostałością po budowlach Ptolemeuszy jest 30 metrowa kolumna z różowego granitu asuańskiego, która  została dedykowana cesarzowi Dioklecjanowi w 291 roku. Poza kolumną na miejscu dawnego forum można dziś podziwiać dwa sfinksy ptolemejskie, granitowego skarabeusza i kilka pomniejszych zabytków z różnych epok. Wizyta w tym miejscu to punkt obowiązkowy każdej wycieczki. Od Kolumny Pompejusza jest zaledwie kilkadziesiąt metrów do kolejnej wielkiej atrakcji Aleksandrii –Katakumb Kom es-Szukafa. Wstęp do katakumb to wydatek wysokości 25 LE. Na miejscu spotkała nas przykra niespodzianka, musieliśmy oddać do depozytu kamerę i aparat. Wewnątrz katakumb znajduje się prawdziwa perełka niesamowity grobowiec gdzie motywy egipskie mieszają się z greckimi. Możemy tam zobaczyć brodate węże na ścianach przedsionka przy wejściu do komory wewnętrznej, które  oplatają szyszkę sosnową Dionizosa i różdżkę Hermesa, a na głowie mają podwójne korony Górnego i Dolnego Egiptu. Nad nimi widnieją Meduzy na okrągłych tarczach. Wnętrze komory grobowej zajmują trzy wykute w skale sarkofagi w styli rzymskim –ozdobione motywami kwiatów i owoców. Wewnątrz grobowca można zobaczyć Anubisa z głową psa, odzianego w strój rzymskiego legionisty z mieczem, kopią i tarczą. Z drugiej strony widać boga Sobeka również w stroju rzymskiego żołnierza. Bez wątpienia grobowiec był jednym z piękniejszych zabytków jaki zobaczyłem w Alexandrii. Po wyjściu na zewnątrz wciąż pod wrażeniem tego co zobaczyłem prze chwilą pojechaliśmy prosto do kolejnych wykopalisk Kom el-Dikka. Wejście na teren wykopalisk kosztowało 15 LE. Główną atrakcją jest niewielki teatr rzymski z II wieku z dobrze zachowaną mozaika podłogową. Tuż za teatrem znajduje się wspaniała mozaika odsłonięta na podłodze rzymskiej willi (10LE) ze wspaniałymi ptasimi motywami. W tym miejscu naprawdę czuje się klimat dawnego Imperium Romanum. Przy wejściu na teren wykopalisk znajdują się posągi niedawno wyłowione z wody niedaleko fortu Kaitbaj. Po opuszczeniu wykopalisk powoli dobijała godzina 1500. Zwiedzanie miasta bez przerwy od siódmej rano powoli dawało się we znaki. Postanowiliśmy zrobić więc krótką przerwę na małe co nieco. Szybko znaleźliśmy mało egipski lokal z szybkim jedzeniem, w którym przysiedliśmy na pół godzinki.

 cdn...

info

Podczas mojej wycieczki ani razu nie padał deszcz ani śnieg.

Podczas mojej wycieczki ani razu nie padał deszcz ani śnieg.

warto wiedzieć

Historia Egiptu jest niesamowita i warto się z nia zapoznać rozpoczynając zwiedzanie.

Temperatury w Egipcie często przekraczają 40 stopni.

Autor: 78dario
Sklep online
Last Minute do Turcji z Itaką od 799 zł
Kiedy: do 31.05.12
Cena: od 799 zł
Więcej promocji

Podziel się wrażeniami i zdjęciami ze swoich wypraw, zamieść relację z wyjazdu i wygraj aparat fotograficzny Fujifilm FinePix XP30!

Zobacz inne konkursy
EGIPT

Stolica: Kair Waluta: funt egipski (LE) 1 LE = 100 piastrów Język urzędowy: arabski

Lokalny czas

GMT+1

Po co jechać

  • nurkowanie
  • plaże
  • antyczne zabytki
  • klimat

Kiedy jechać

Najlepsze są miesiące wiosenne.

Niezbędne informacje

więcej

CZYTAJCIE NAS

Wideo

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia aparatem analogowym, brać udział w konkursach, a także jak fotografować ludzi na ulicy.

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak przygotować bohatera do zdjęć i o tym czy sprzęt ma duże znaczenie.

Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i ceny paliw w krajach europejskich

158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej podróży dookoła świata.

Wywiad z Rafałem Milachem ...

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia… więcej

Wywiad z Rafałem Milachem

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak… więcej

Samochodem po Europie - ...

Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i… więcej

2 lata w podróży ...

158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej… więcej

PODRÓZE

Lwów nostaligiczny i wypiękniony na EURO 2012; Najlepsze parki rozrywki w Europie; Szczecin - zielone miasto żaglowców; Turcja -  3 tys. km

więcej
W serwisie:
Kierunki
Aktualności
Wasze Wyprawy
Forum
Poradnik
Kuchnie Świata
Murator S.A:
O wydawnictwie
Kontakt do serwisu podroze.pl
Redakcja miesięcznika Podróże
Reklama
Licencje
Regulamin serwisu
Sklep on line
Serwisy internetowe:
Dom i ogród:
Muratordom.pl
Forum.muratordom.pl
Projekty.muratordom.pl
Muratorfinanse.pl
Urzadzamy.pl
Wymarzonyogrod.pl
Muratordom.com.ua
Architektura i budownictwo:
Muratorplus.pl
Architektura.muratorplus.pl
Tuznajdziesz.pl
Hobby i wypoczynek:
Podroze.pl
Zagle.com.pl
Poltrip.pl
Zdrowie i rodzina:
Poradnikzdrowie.pl
Dlarodzinki.pl
Dzieckozakupy.pl
www.Mjakmama24.pl
Rolnictwo:
Rolnictwoonline.pl
Wideo:
Jestem.pl
Porady:
Mowimyjak.pl
Rozrywka informacje:
Se.pl
Seusa.info
Eska.pl
Eskarock.pl
Voxfm.pl
Radiowawa.pl
Fabrykamuzy.pl
Gwizdek24.pl
Superauto24.pl
Zakupy:
Zakupy.muratordom.pl
Zakupy.urzadzamy.pl
Zakupy.wymarzonyogrod.pl
Zakupy.poradnikzdrowie.pl
Zakupy.zagle.com.pl
Supertanio.pl
Wgrupiekupie.pl
Sklep on line
Miesięcznik:
Murator
Dobre wnętrze
M jak mieszkanie
Moje mieszkanie
Podróże
Żagle
Zbuduj dom
Architektura
Zdrowie
M jak mama
Sklep on line