Magia słowa „Stambuł” kusiła mnie od dawna. W głowie tkwiły typowo europejskie wyobrażenia powiązane z hasłami: orient, egzotyka, meczet, harem... Jeszcze nie wiedząc za dużo o Stambule czułam, że pewnego dnia tam pojadę – kwestia tylko kiedy.
06.05.2008
Magia słowa „Stambuł” kusiła mnie od dawna. W głowie tkwiły typowo europejskie wyobrażenia powiązane z hasłami: orient, egzotyka, meczet, harem... Jeszcze nie wiedząc za dużo o Stambule czułam, że pewnego dnia tam pojadę – kwestia tylko kiedy.
Co gorsza, robiłam kilka podejść do realizacji mojego marzenia, ale ciągle jakoś tak się składało, że albo ostatecznie nie było czasu, albo nie było za co, albo, już kupiwszy bilet lotniczy w bardzo atrakcyjnej cenie, trafiłam do szpitala z ostrym zapaleniem wyrostka robaczkowego i musiałam wszystko odwołać. Pech. Udało mi się spędzić w Turcji trochę czasu, ale jakoś nigdy nie mogłam trafić do Stambułu.
Fascynacja moja stawała się coraz bardziej dojrzała: czytałam, oglądałam, dowiadywałam się. Wreszcie, dokładnie rok temu, pod koniec maja 2007 roku, będąc w Alanyi na Riwierze Tureckiej postanowiłam: jadę.
W pierwszą stronę zdecydowałam się pojechać samolotem. Maszyna długo kołowała na lotnisku w Antalyi, aż ja i reszta pasażerów zaczęliśmy okazywać zniecierpliwienie. Interpretowałam to zresztą na własny sposób: niemożliwe, że już za godzinę (dokładnie 55 minut) będę w Mieście - wydawało się to bajką...
Mając takie nastawienie łatwo przewidzieć, co wydarzyło się dalej. Wsiąkłam, przepadłam, zakochałam się. Ba, nawet negatywne doświadczenia interpretowałam na swoją (i mojej nietykalnej legendy Miasta) korzyść.
Przyleciałam wieczorem; lotniskowym autobusem dojechałam do centrum, gdzie czekali znajomi; rozpoczęła się operacja łapania taksówki. Brzmi niewiarygodnie, ale większość zaczepionych przez nas stambulskich taksówkarzy nie chciała nas zabrać, uważając najwyraźniej, że cel podróży jest za blisko, a za dużo zachodu (czytaj: kręcenia bocznymi uliczkami), by się tym interesować.
Dzięki uprzejmości znajomych miałam do dyspozycji pokoik w domu pełnym międzynarodowych studentów w dzielnicy Beyoglu – dzielnicy inspirującej, błyszczącej, bardzo glamour, a jednocześnie - w zakamarkach - tajemniczej, niebezpiecznej, obcej. Poznałam obie jej twarze, wychodziłam bowiem rano a wracałam późnym wieczorem. Czasami włosy jeżyły mi się na głowie – zwracałam jako „obca” uwagę wszystkich mieszkańców ulicy (albo inaczej: mieszkańców tej mini-wioski, jakich w Stambule pełno).
Co rano budziło mnie dziwne nawoływanie, którego nie potrafiłam zrozumieć. Nie było to wezwanie z meczetu, do którego przyzwyczaiłam się w czasie wcześniejszych pobytów w Turcji. „Poooooodżaaaaa” – brzmiało przerażająco. Dopiero ostatniego, piątego dnia zdołałam przyłapać wołającego na „gorącym uczynku” – okazało się, że okrzyk wydawał młody chłopak w trakcie mutacji, sprzedający z wózka ciepłe tureckie bułeczki o nazwie pogca.
Starałam się delektować pobytem w Stambule tak bardzo, jak tylko mogłam. Wychodziłam z domu wcześnie, poprzedniego wieczora opracowawszy plan dnia na mapie. Moja filozofia była prosta: zobaczyć jak najwięcej jak najmniejszym kosztem, i jednocześnie jak najczęściej pływając promem.Uznałaoiem, że Bosfor stanowi samo sedno Stambułu, najbardziej charakterystyczny element stylu życia mieszkańców miasta, a to ich chciałam podpatrzeć. Zignorowałam więc turystyczne łodzie, i poruszałam się tylko zwykłymi promami obserwując ludzi zmierzających do pracy, dzieciaki wracające ze szkół i zakochane pary robiące sobie zdjęcia telefonami komórkowymi. Pierwszego i ostatniego dnia pozwoliłam wręcz sobie na pójście „na żywioł” – wybierałam dowolny prom i wysiadałam na dowolnym przystanku, trafiając dzięki temu w mało turystyczne, za to prawdziwie stambulskie miejsca.
Turcy są życzliwi, pogodni, gościnni. Wskażą drogę, pomogą zagubionemu turyście. Poligloci - mówią wieloma językami mniej lub bardziej, szczególnie ci pracujący w handlu. Turecka fantazja jest nieograniczona, lubią robić psikusy turystom - najlepiej dzielić przez dwa rewelacje, o których opowiadają - np., że mają cztery żony...
Turcy są życzliwi, pogodni, gościnni. Wskażą drogę, pomogą zagubionemu turyście. Poligloci - mówią wieloma językami mniej lub bardziej, szczególnie ci pracujący w handlu. Turecka fantazja jest nieograniczona, lubią robić psikusy turystom - najlepiej dzielić przez dwa rewelacje, o których opowiadają - np., że mają cztery żony...
Warto wybrać się do meczetu; w Stambule jest ich ogromny wybór; od największych, do najmniejszych, ukrytych w bocznych uliczkach. Wstęp dozwolony dla "innowierców", ale należy przestrzegać paru zasad: odpowiedni strój (przykryte kolana i ramiona u pań i panów, u pań dodatkowo włosy i szyja, strój skromny), zdjęcie butów (zostawiamy przed wejściem), odpowiednia pora (codziennie poza piątkiem i poza porami modlitwy - kiedy słychać wezwanie z minaretów). Po wyjściu z meczetu warto zostawić zwyczajowy drobny napiwek, jako podziękowanie.
Stambuł był i jest rajem dla miłośników zakupów, adresem najważniejszym wydaje się być Kryty Bazar (Kapali Carsi) oraz Bazar Egipski (Misir Pazari), na których można znaleźć ubrania, wyroby tureckiego rękodzieła czy przyprawy.
W Turcji należy się targować! Największym sukcesem zakończą się targi powolne, trwające długo, celebrowane; należy dać się zaprosić na herbatkę czy kawkę przez sklepikarza, wciągnąć w rozmowę - w Turcji negocjuje się właśnie w taki przyjemny sposób, a cena potrafi spaść nawet do 50%
Dobra wiadomość przed wakacjami: tańszy roaming w krajach UE
godz. 04:45 Niedziela 27.5.2012 Autor: podróże.plPodziel się wrażeniami i zdjęciami ze swoich wypraw, zamieść relację z wyjazdu i wygraj aparat fotograficzny Fujifilm FinePix XP30!
Stolica: Ankara Waluta: funt turecki (nowa lira turecka YTL Język urzędowy: turecki Inne: kurdyjski, arabski
Lokalny czas
Kiedy jechać
Kwiecień - maj, wrzesień - październik
Niezbędne informacje
więcejPrzydatne adresy
- www.turkeyhotelsreservations.com Hotele
- www.turkeytravelplanner.com Przewodnik
- www.goturkey.com Turystyka
- www.allaboutturkey.com Informacje
CZYTAJCIE NAS
Wywiad z Rafałem Milachem ...
Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia… więcej
Wywiad z Rafałem Milachem
Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak… więcej
Samochodem po Europie - ...
Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i… więcej
2 lata w podróży ...
158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej… więcej
Tagi
- W serwisie:
- Kierunki
- Aktualności
- Wasze Wyprawy
- Forum
- Poradnik
- Kuchnie Świata
- Murator S.A:
- O wydawnictwie
- Kontakt do serwisu podroze.pl
- Redakcja miesięcznika Podróże
- Reklama
- Licencje
- Regulamin serwisu
- Sklep on line
- Serwisy internetowe:
-
- Dom i ogród:
- Muratordom.pl
- Forum.muratordom.pl
- Projekty.muratordom.pl
- Muratorfinanse.pl
- Urzadzamy.pl
- Wymarzonyogrod.pl
- Muratordom.com.ua
- Architektura i budownictwo:
- Muratorplus.pl
- Architektura.muratorplus.pl
- Tuznajdziesz.pl
- Hobby i wypoczynek:
- Podroze.pl
- Zagle.com.pl
- Poltrip.pl
- Zdrowie i rodzina:
- Poradnikzdrowie.pl
- Dlarodzinki.pl
- Dzieckozakupy.pl
- www.Mjakmama24.pl
- Rolnictwo:
- Rolnictwoonline.pl
- Wideo:
- Jestem.pl
- Porady:
- Mowimyjak.pl
- Rozrywka informacje:
- Se.pl
- Seusa.info
- Eska.pl
- Eskarock.pl
- Voxfm.pl
- Radiowawa.pl
- Fabrykamuzy.pl
- Gwizdek24.pl
- Superauto24.pl
- Zakupy:
- Zakupy.muratordom.pl
- Zakupy.urzadzamy.pl
- Zakupy.wymarzonyogrod.pl
- Zakupy.poradnikzdrowie.pl
- Zakupy.zagle.com.pl
- Supertanio.pl
- Wgrupiekupie.pl
- Sklep on line
- Miesięcznik:
- Murator
- Dobre wnętrze
- M jak mieszkanie
- Moje mieszkanie
- Podróże
- Żagle
- Zbuduj dom
- Architektura
- Zdrowie
- M jak mama
- Sklep on line

