Z ciepłych Karaibów do zimnego Pacyfiku na własne życzenie.
16.12.2008Przykro było nam rozstawać się z pięknymi plażami Jukatanu. Nie wiedzieliśmy - czy zachodni Meksyk jest równie urokliwy. Każdy z nas zna nazwy miast Acapulco i Puerto Vallarta, kojarzone są z jakimiś "mistycznymi" miejscami, o których kilka lat wcześniej człowiek nie śmiał marzyć. Teraz czas sprawdzić jaka jest rzeczywistość. Czas pobytu w Meksyku dobiegał końca, pozostał tylko tydzień i musieliśmy dokonać wyboru, gdzie spędzimy ostatnie dni. Acalpulco niby korciło, ale właśnie przez to, że "wszyscy" tam jeździli to właśnie nas najbardziej zniechęcało.
Wybór padł na Puerto Vallara, które już prawie dogoniło w swojej popularności swojego południowego "brata". Przesiadka w Mexico City była troszkę na styk i musieliśmy biec do drugiego samolotu, ale udało się i szczęśliwie wylądowaliśmy nad Oceanem Spokojnym. Byłem bardzo ciekawy - klimatu i przyrody, w miejscu położonym nie tak daleko od Kalifornii, obawiałem się zimnej wody - co niestety sprawdziło się, a ja jestem stworzeniem bardzo ciepłolubnym i jedynie plaże morza Karaibskiego spełniają moje kryteria :). Z lotniska przedostaliśmy się do zarezerwowanego wcześniej przez naszego kolegę Francuza hotelu, który już na nas czekał. Miasto przez okno wyglądało jak przerobione z meksykańskiego trendu na modłę amerykańską. Nie dziwię się, w końcu główna klientela - to sąsiedzi z północy. Hotelów jest dużo do wyboru i widać, że miasto mocno postawiło na rozwój turystyki. W oddali przy linii brzegowej widać było wysokie "fabryki - hotele".
Miasto położone jest w bardzo przyjemnym miejscu, otaczają je zielone wzgórza, na których rozsiane są rezydencje i condominia, widoki z nich są świetne i obejmują całą zatokę. Bahia de las Banderas jest w pierwszej dwudziestce największych zatok na świecie, gdzie długość linii brzegowej to ponad 160 kilometrów, a głębokość ponad 2 kilometry. Jedna z teorii głosi, że zatoka powstała w wyniku zapadnięcia się krateru wygasłego wulkanu i patrząc na to miejsce, jestem w stanie trzymać się tej wersji.
Rano, po spokojnej nocy wyruszyliśmy w miasto, na ulicach od razu wyczuwa się klimat resortu turystycznego, kobiety w bikini, a mężczyźni w kąpielówkach - czyli totalny luz. Po śniadaniu typowo meksykańskim, czyli tacos i buritos :) - jednemu z naszych podróżników zachciało się ananasa – łatwo było spełnić jego życzenie, ponieważ tutaj na każdym rogu jest budka, gdzie wyciskają świeże pomarańcze i sprzedają pokrojone w kostki ananasy, tylko że... polewają je jakimś "szatanem" i wyraz twarzy i kolor - uległy gwałtownym zmianom, a przecież znajomy lubi sobie pojeść na ostro. Widocznie to było w wersji dla lokalnych i stojące obok dzieci objadające się bez skrzywienia tym samym, bezczelnie zaczęły się śmiać i pokazywać go palcami. No, ale tak już bywa, że trzeba na sobie poeksperymentować. Kierowaliśmy się w stronę plaży i centrum miasta. Okazało się, że to od naszego hoteliku to jednak spory kawałek drogi. Centralnym miejscem w Puerto Vallarta jest Plaza de Armas (Principal) i wygląda prawie tak samo, jak każdy inny główny plac, w każdym mieście Meksyku :). Miejsce otoczone przez piękną kolonialną zabudowę, mały kameralny park w środku i zwykle fontanna. Nie zabrakło też katedry, a lokalna nosi nazwę Templo de Guadelupe i jest wjątkowej urody, kopuła wieńcząca ma kształt korony królewskiej. Na jednym końcu placu znajduje się "niby" amfiteatr z charakterystycznymi łukami Los Arcos, coś w podobnego do warszawskiego grobu nieznanego żołnieza, ale tylko z jedną ścianką i o wiele cieńszymi filarami. Jest to nieformalny symbol miasta i eksponowany jest na reklamówkach i kartkach pocztowych. Świetnie widać łuki z zatoki. Obok znajduje się podświetlana fontanna z delfinami i zaczyna Malecon, czyli bulwar nadmorski, przy którym mieszczą się knajpki i restauracje.
Snując się tak po deptaku przeszliśmy przez most na rzece Rio Cuale i znaleźliśmy się na bardzo popularnej plaży Playa Olas Altas, przez którą przeszliśmy z niemałymi kłopotami... Ludzi było tak dużo, że trudno było swobodnie przejść, coś podobnego widziałem tylko we Władysławowie i Jastrzębiej Górze hihi. Doszliśmy do następnej plaży o przyjemnej nazwie Playa de los Muertos :), która delikatnie była "luźniejsza", za kilka drobniaków wynajęliśmy sobie leżaki, używanie ręczników nie miało sensu - ludzie podepczą wszystko co nie stanowi widocznej przeszkody. Czułem się fatalnie, fabryka dla turystów i mieszkańców. Woda potwornie zimna -jak dla mnie i nie było „radochy", poza zimnym piwem i pieczonymi na patyku krewetkami - co jest tutaj bardzo popularne. Tak leniwie mijał dzień, a wieczorem pozwiedzaliśmy knajpki, wszystko bez rewelacji i całe stada wrzeszczących Amerykanów! Najgorsze, że mam to na co dzień, a człowiek chciał właśnie od tego odpocząć! Tak na marginesie, nie rozumiem tego jak można spotykać się ze znajomymi w wypełnionych po brzegi knajpach, gdzie gra muza na pełny regulator - przecież nawet pogadać się nie da i jedyne co można - to wrzeszczeć do siebie, nie wspomnę o tym, że własnych myśli nie słychać :). Potem taki Amerykanin - jeden z drugim - zachowują się zwykle bardzo głośno na ulicy czy w restauracji... Czasem wydaje mi się, że oni po prostu są przygłusi :).
Na naszej trasie powrotnej - trafiło nam się biuro oferujące rejsy statkami do wybranych miejsc. Długo się nie namyślaliśmy, mając w pamięci pełne plaże i od razu kupiliśmy bilety na dwa różne rejsy. Rano stawiliśmy się w porcie i zaokrętowaliśmy na statek - dwupiętrowy katamaran z opcją all inclusive czyli picie i jedzenie w cenie :). Pierwszy rejs pod tytułem snurkowanie i lądowanie na plaży Playa de Las Animas, do której nie ma dostępu od strony lądu. Tak reklamowali. Płynęliśmy wzdłuż linii brzegowej. Widoki na Puerto Vallarta od strony morza dawały dopiero obraz tego miejsca, miasto rozciągało się na dużej przestrzeni i stopniowo rozprzestrzeniało się na okoliczne wzgórza, z zielonej dżungli co jakiś czas wystawały małe białe domki. Już za parę lat - miejsce będzie nie do poznania i trzeba wtedy poszukać następnej lokacji na nowy kurort.
Pierwszy stop zaliczyliśmy - przy Isla Roca los Arcos - trzech ogromnych skałach wystających z wody, ogromne głazy miały nieregularne kształty i łuki, które tworzyły ciekawą całość. W tym miejscu mieliśmy snurkować, pod wodą piękne formacje rafy i kolorowe ryby, klasyka bez specjalnych rewelacji. Potem odpoczynek przy sowicie serwowanych drinkach na bazie Tequili i zrobiło się miło... Poznaliśmy kilka osób głównie z Ameryki. Stateczek opuścił kotwicę przy docelowej plaży i małymi łodziami dostarczono nas na plażę, tutaj czekał wielki stół, gdzie zaserwowano nam ciepłe jedzenie. Usiedliśmy akurat z grupą dobrze bawiących się Amerykanów, co pozwoliło poznać się lepiej. Potem już "zajęcia w podgrupach", czyli każdy robi to na co ma ochotę. Granie w siatkówkę, kąpiele w wyjątkowo ciepłej wodzie i opalanie, co kto lubi - a wszystko to na pięknej plaży z białym piaskiem, w tle prawdziwa dżungla, a nie jakieś kilka palm. Generalnie mega relaks w spokojnej atmosferze. Powrót był pod wieczór i następnego dnia powtórka z wyprawy. Tym razem wylądowaliśmy niedalek Mismayola i na plaży uformowaliśmy grupę, która ruszyła ścieżką w stronę pobliskich zgórz. Szliśmy spory kawałek do miejsca przypominającego typową mekykańską hacjendę, gdzie do naszej dyspozycji były konie, my woleliśmy jednak kontynuować drogę pieszo. W mijanej zagrodzie z bykami - nasz szalony kolega postanowił sprawdzić się jako torreador i zaczął machać bykowi przed głową ręcznikiem, nie bał się, bo byk był przywiązany na grubym łańcuchu, ale to wszystko o mało nie skończyło się źle, kiedy wielkie stworzenie gwałtownie skoczyło w stronę naszego kolegi, łańcuch okazał się dłuższy i tylko super refleks uratował go przed rogami. Na końcu szlaku czekał nas mały wodospad, z którego skakali młodzi Meksykanie, wyglądało to bardzo efektownie i za każdym razem zastanawiałem się czy nie rozbiją się o skały. Z miejsca zrobiono atrakcję turystyczną, w El Eden kręcono film "Predator" i zostały pamiątki w postaci m.in. - zniszczonego śmigłowca. W filmie dżungla wyglądała ciekawiej :). Powrót na plażę dłużył się niemiłosiernie, a my źle przygotowani do drogi - bez wody cierpieliśmy katusze, potem odreagowaliśmy, wypijając hektolitry wody. I tak mijał czas w fabryce dla turystów i może nie będę obiektywny, ale wolę inne miejsca i teraz wiem czego unikać. Miasta w stylu Cancu, Acapulco czy Puerto Vallarta - nie są miejscami oryginalnymi, będąc w nich pamięta się tylko lokale, plaże i hotele. Mnie zawsze ciągnie do dziczy, miejsc w których ludzie pojawiają się rzadko lub miejsc z dużą dawką historii takich jak Chichen Itza, Palenque czy Tulum. Z ulgą opuszczałem Puerto Vallarta. Zapakowaliśmy się do autokaru, który przez noc dowiózł nas do małego miasteczka Queretaro, znajdowaliśmy się teraz bardzo blisko Mexico City. Ciekawostką - o której zapomniałem napisać (jak i o wielu innych - ale wtedy musiałbym z pewnością książkę napisać, żeby zanotować wszystko) - to specjalne urządzenia w kabinie kierowcy, a służą do kontroli prędkości :), kierowca nie może pędzić więcej niż pozwala na to - owa maszynka.
Na miejscu byliśmy rano i wypadało poszukać noclegu, wszystkie hotele z przewodnika były zajęte i zaczęliśmy chodzić od bramy do bramy. Ale jeden to zapamiętam na długo, co potwierdzało naszą zasadę, że najpierw, przed zapłatą - oglądamy miejsce, gdzie śpimy. Poszliśmy na poddasze i po otwarciu drzwi uderzył w nas smród zgnilizny, ściany prawie brązowe od brudu, ale najlepsze to porozwalane prześcieradła i kołderka chyba nie prana od 50 lat!!! Szok, uśmialiśmy się i wróciliśmy na główny plac. Tam w hotelu wyglądającym zbyt elegancko, żeby podchodzić znaleźliśmy w miarę tanie pokoje. Ruszyliśmy na zwiady, centralny plac z piękną roślinnością już nie dziwił, ale jednak było coś w tym mieście, widocznie trafiło na mnie i lekko się zauroczyłem, piękne uliczki i kolory budynków czarowały, rewelacyjne miejsce na zdjęcia. Wieczorem podświetlone budynki tylko spotęgowały to uczucie. Kościół Templo de San Francisco w kolorze czerwieni z żółtymi kafelkami - to jest to co zawsze kojarzyło mi się z Meksykiem. Spacerując po uliczkach jedno muszę przyznać, że ktoś lubi tutaj zieleń i to dobrze przystrzyżoną, dużo malutkich drzewek i parków dopełnia miłą atmosferę. Bliżej temu miejscu do miast Hiszpanii, niż innym które spotkałem po drodze. Miasto ma też bardzo bogatą historię, to tutaj rozstrzelano cesarza Maksymiliana po nieudanej kampanii wojennej.
Pobyt tutaj był dla mnie lekko "magiczny", widocznie trafiłem na miejsce, które w jakiś sposób trafiło w mój gust i chwila może też była dobra... Nasza wyprawa dobiegła końca, rano autobusem dotarliśmy do Miasta Meksyk, gdzie na lotnisku oddaliśmy bagaże do przechowalni i jeszcze na kilka godzin pojechaliśmy na Plac Zocalo. Wieczorem opuszczaliśmy Meksyk z nadzieją, że jeszcze tu wrócimy...
Acapulco de Juárez – nazwa "Acapulco" nie bezpodstawnie kojarzy się z bogatym życiem nocnym, skaczącymi ze wzgórza w morskie fale, białymi plażami, nurkami z La Quebrada oraz gigantycznymi hotelami. To najstarszy z nadmorskich kurortów Meksyku. W 1531 roku dotarł w pobliże dzisiejszego portu Hernán Cortés, a w 1550 roku założono tutaj osadę. Prawa miejskie Acapulco nadano w 1599 roku. Turystyka od zawsze jest najważniejszym źródłem utrzymania mieszkańców mieszkańców. Acapulco - dla lepszej orientacji odpoczywających przyjezdnych jest podzielone na trzy strefy: Acapulco Diamentowe - najbardziej nowoczesna, luksusowa część turystyczna pełna hoteli, dyskotek i drogich sklepów, Acapulco Morskie - czyli najstarsza, zachodnia część miasta oraz Acapulco Złociste - położone wokół zatoki na wschód od Playa Hornos. Zajęcie numer jeden w Acapulco to oczywiście plażowanie, dlatego warto odwiedzić plaże: Hornos, Condesa, Hornitos lub Icacos, Playa Caleta i Playa Caletilla. Tu w Acapulco przecinają się szlaki handlowe biegnące między Panamą, Kalifornią i USA, jest też oczywiście, ze względu na turystów - międzynarodowy port lotniczy.
Querétaro - miasto w środkowym Meksyku. W 1996 roku zostały wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO - zabytkowe dzielnice miasta. Pierwszym hiszpańskim konkwistadorem, który przybył do tego regionu był Cristóbal de Olid. W latach 1522-1526 przywódcy Indian Otomi - przyjęli katolicyzm i chrześcijańskie imiona – Fernando de Tapia i Nicolás de San Luis Montanez, założyli miasto Santiago de Querétaro, które szybko się rozrosło i stało się dużym ośrodkiem rolniczym i handlowym w XVI i XVII w. W 1671 roku zostało oficjalnie mianowane trzecim miastem Wicekrólestwa Nowej Hiszpanii, a w latach 1726 - 1739 powstał tu słynny akwedukt. Misje franciszkańskie Sierra Gorda w Querétaro zostały wzniesione w czasie ostatniej fazy szerzenia chrześcijaństwa na obszarach w środkowym Meksyku - połowa XVIII wieku i stały się punktem odniesienia dla dalszej ewangelizacji i kolonizacji Kalifornii, Teksasu i Arizony. Osady wiejskie powstałe wokół misji zachowały do tej pory lokalny charakter. Bogato zdobione fasady kościołów cieszą się ogromnym zainteresowaniem wśród przybywających, ponieważ stanowią przykład wspólnego wysiłku twórczego misjonarzy i Indian.
Amerykański reżyser John Huston nakręcił w 1963 roku film "Noc iguany" w Mismaloya, małym miasteczku tylko na południe od Puerto Vallarta. Podczas filmowania, media amerykańskie obszernie informowały o romansie Elizabeth Taylor z Richarde Burtonem. Rozgłos z tym związany pomógł umieścić Puerto Vallarta "na mapie" jako atrakcyjny cel wypraw dla amerykańskich turystów.
W roku 1987 kręcono w okolicy Puerto Vallarta sceny z dżungli do filmu z Arnoldem Schwarcenegerem - "Predator". Do tej pory można spotkać wiele pamiątek pozostawionych przez ekipę filmowców niedaleko Mismayola.
Johny Deep spędził trochę czasu w tym mieście dogrywając sceny do filmu "Blow"
Spring Break. W przerwie zimowej Puerto Vallarta i Acapulco są ulubionymi miejscami zabawy Amerykańskiej młodzieży - oj dzieje się wtedy dużo :).
Plaże miejskie są zwykle przepełnione i trudno tutaj o prywatność. Jedną z opcji jest dopłynięcie statkiem lub jachtem do dzikich plaż, do których nie dociera transport samochodowy.
Puerto Vallarta - perła Pacyfiku - miasto w stanie Jalisco - to piękne hotele wzdłuż Banderas Bay, wspaniała atmosfera i urzekająca krajobrazami przyroda. Góry Sierra Madre, porośnięte tropikalną dżunglą – sprawiają, że niektóre miejsca - dostępne są tylko od strony morza, bo zbudowanie dróg jest tu niemożliwe. Dzięki tej naturalnej izolacji zachowały się tu niebiańskie plaże, które były tłem do wielu filmów. Supergwiazdy show-biznesu oczarowane urodą Puerto, kupiły tu domy, a w ślad za nimi zaczęli przyjeżdżać turyści. Od grudnia do kwietnia - w zatoce Bandera - pojawiają się wieloryby, które mają tutaj swoje miejsca godowe; z pokładu łodzi można podziwiać kilkudziesięciotonowe okazy, które tuż obok wyskakują nad powierzchnię wody!
Dobra wiadomość przed wakacjami: tańszy roaming w krajach UE
godz. 04:45 Niedziela 27.5.2012 Autor: podróże.plPodziel się wrażeniami i zdjęciami ze swoich wypraw, zamieść relację z wyjazdu i wygraj aparat fotograficzny Fujifilm FinePix XP30!
Stolica: Meksyk Waluta: peso meksykańskie (MXN) 1 MXN = 100 centavos Język urzędowy: hiszpański Inne: nahuatl, języki maja
Lokalny czas
Kiedy jechać
Najlepiej od maja do września
Niezbędne informacje
więcejPrzydatne adresy
- www.allmexicohotels.com Hotele
- www.aboutmexico.net Przewodnik
- www.mexico.com Turystyka
- www.si-mexico.com Informacje
CZYTAJCIE NAS
Wywiad z Rafałem Milachem ...
Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia… więcej
Wywiad z Rafałem Milachem
Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak… więcej
Samochodem po Europie - ...
Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i… więcej
2 lata w podróży ...
158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej… więcej
Tagi
- W serwisie:
- Kierunki
- Aktualności
- Wasze Wyprawy
- Forum
- Poradnik
- Kuchnie Świata
- Murator S.A:
- O wydawnictwie
- Kontakt do serwisu podroze.pl
- Redakcja miesięcznika Podróże
- Reklama
- Licencje
- Regulamin serwisu
- Sklep on line
- Serwisy internetowe:
-
- Dom i ogród:
- Muratordom.pl
- Forum.muratordom.pl
- Projekty.muratordom.pl
- Muratorfinanse.pl
- Urzadzamy.pl
- Wymarzonyogrod.pl
- Muratordom.com.ua
- Architektura i budownictwo:
- Muratorplus.pl
- Architektura.muratorplus.pl
- Tuznajdziesz.pl
- Hobby i wypoczynek:
- Podroze.pl
- Zagle.com.pl
- Poltrip.pl
- Zdrowie i rodzina:
- Poradnikzdrowie.pl
- Dlarodzinki.pl
- Dzieckozakupy.pl
- www.Mjakmama24.pl
- Rolnictwo:
- Rolnictwoonline.pl
- Wideo:
- Jestem.pl
- Porady:
- Mowimyjak.pl
- Rozrywka informacje:
- Se.pl
- Seusa.info
- Eska.pl
- Eskarock.pl
- Voxfm.pl
- Radiowawa.pl
- Fabrykamuzy.pl
- Gwizdek24.pl
- Superauto24.pl
- Zakupy:
- Zakupy.muratordom.pl
- Zakupy.urzadzamy.pl
- Zakupy.wymarzonyogrod.pl
- Zakupy.poradnikzdrowie.pl
- Zakupy.zagle.com.pl
- Supertanio.pl
- Wgrupiekupie.pl
- Sklep on line
- Miesięcznik:
- Murator
- Dobre wnętrze
- M jak mieszkanie
- Moje mieszkanie
- Podróże
- Żagle
- Zbuduj dom
- Architektura
- Zdrowie
- M jak mama
- Sklep on line

