Graniczne formalności wyjazdowe w Echevarria, załatwiamy zaraz po śniadaniu na wolnym powietrzu. Wyjazdowa opłata po dziesięć dolarów USA. Mętna, szeroka rzeka bez mostu stanowi tu przejście dla łodzi motorowych. Usumacinta, ze źródłami gdzieś w lasach Sierra de Santa Cruz w Gwatemali. Rzeka uchodząca do Zatoki Meksykańskiej, stanowiąca naturalną linię wyznaczającą półwysep Jukatan. Rzeka - nie ostatnia przeszkoda na drodze uciekinierów via Meksyk, do Stanów Zjednoczonych.
Niekoniecznie po utwardzonym chodniku, przenosimy swój dobytek do przycumowanych na brzegu łodzi pasażerskich, określanych jako „lancha”. Kurs do Yaxchilan, jeszcze na terenie Meksyku. Miejsca niedostępnego drogą lądową. Ostatniego w Chiapas.
Z obu stron tylko las i błotniste brzegi. Gdzieś na gwatemalskiej stronie dżungli zwanej Lacandon, marabuty. Sternik nie jest rozmowny. Niespodziewanie skręca łódź w kierunku meksykańskiego brzegu. Wycisza silnik i usiłuje nam coś pokazać. Małpy. „Pewnie uwiązane i eksponowane dla publiczności!”- żartujemy. Zachowanie nasze usprawiedliwia jedynie niecodzienne spotkanie oko w oko z naturą. Podobne reakcje, gdy widzimy wygrzewające się na brzegu, krokodyle.
Skrawek ucywilizowanej, wykarczowanej dla turystów dżungli. Świat Majów. Świat bogów obrazowany postaciami zwierząt. Rzeczywistość, gdzie wysoki poziom wiedzy stanowiły astronomia, inżynieria, matematyka. Gdzie cywilizacja, w której ludzie posługiwali się kalendarzami, z których jeden dzielił czas na 18 miesięcy po 20 dni, plus 5 dni „nieszczęśliwych”, drugi - „religijny”, zawierał 260 dni nazwanych i oznaczonych liczbami. Yaxchilan. Odizolowane miasto, którego zagłada przyszła w początkowych latach wieku IX n.e. Miasto znane badaczom kultur ze względu na dużą liczbę skomplikowanych reliefów i dobrze zachowanych budowli oraz steli, czyli pionowo ustawionych, rzeźbionych płyt nagrobnych.
„Budowla 33”. Piramida zwieńczona ażurową świątynią, czasem określaną jako „gołębnik”. Tutaj największa. Gnamy na najwyższe stopnie, skąd widok ponad drzewami na bezkresny las. Gdzie z pewnością nie każdy w okresie istnienia miasta miał ochotę wchodzić.... I szkoda, że nie udaje się dorobku i wiedzy Majów kontynuować, że przepadło to wszystko, co szczególnie dwaj wielcy władcy Indian z Yaxchilan – „Jaguar Tarcza” i jego syn „Ptak Jaguar”, zdołali wnieść dla rozwoju cywilizacj w tym zapomnianym zakątku świata.
Godzinna jazda łodzią z powrotem, w górę rzeki, daje się we znaki. Zmęczenie i głód. Ze środka Usumacinty obojętnie mijamy nasze przejście graniczne po meksykańskiej stronie. Formalności graniczne na szczęście za nami. Cierpliwie, bez emocji, wyczekujemy zejścia na ląd gdzieś na wykarczowanym skrawku brzegu rzeki, po stronie Gwatemali.
Nowy przewodnik i kierowca czekają na nas podobno od rana. Na mokrym piasku gromada półnagich dzieci chętnie chwyta za ciężkie bagaże i sprawnie przenosi do zaparkowanego na zboczu, autokaru. Nikt nie protestuje, choć to nieludzkie. Ten brzeg rzeczywiście jest granicą pomiędzy innymi światami. Przekraczamy jakąś barierę. Wstępujemy na ląd bardziej tajemniczy, mniej ucywilizowany, inny od tego, z którym stykamy się codziennie. Nie ma nawet pograniczników. Przynajmniej tu, gdzie, jak wydaje się, być powinni. Autokar wiezie nas szutrową drogą do najbliższej wsi.
Bethel. Wioska, gdzie załatwiamy wizy we wspólnym posterunku imigracyjno - celnym. Niczym w wiejskim sklepiku z okresu socjalizmu. Niski, odrapany budynek, „olejnica” na ścianach, niedbale wypisana nazwa instytucji. Wewnątrz jeden pokoik, może dziesięć, może piętnaście metrów kwadratowych, wysłużony blat oddzielający petentów od urzędnika. Na ścianach jakieś listy gończe, ostrzeżenia, wyciągi z przepisów prawa dotyczące przekraczania granicy, czy ochrony ginących gatunków fauny i flory. Pracownik wypisuje pokwitowania o poborze opłaty za wizy. Dziesięć amerykańskich dolarów per capita, albo po sto dwadzieścia meksykańskich pesos. Kwezalami - miejscową walutą, jeszcze nie dysponujemy.
Wyboista trasa pokryta warstwą pyłu wulkanicznego skutkuje bólem oczu osoby noszącej soczewki. Łzawienie i nerwowość. Pewną ulgę sprawia zamiana tylnych foteli na te z przodu.
Za jedną z miejscowości postój przy barwnym skrawku ziemi. Wiejski cmentarz. Groby przystrojone niby-baldachimami z kolorowych wstążek, firanek, blasznych taśm z dziurkami w środku. Chwila zadumy, chwila wypełniona śpiewem natury w promieniach zachodzącego słońca gdzieś na krańcu świata, gdzieś w tajemniczym stanie El Peten.
Do Tikal nieco ponad 60 kilometrów asfaltowej drogi. Drogi do środka Parku Narodowego o kształcie kwadratu, o boku 24 kilometrów. Mokra nawierzchnia po przelotnym deszczu. Płoszone przez autokar indyki cętkowane znikają gdzieś w otchłani bezkresnego lasu. Na drodze mrowie pająków - olbrzymów. Wygrzewają się? Ktoś cierpiący na fobie podziękuje potem za to, że nie został obudzony w czasie jazdy….
Główny plac Tikal, dawnego miasta Majów. Ot, taki odpowiednik współczesnego rynku. Onegdaj, miejsce publicznych zgromadzeń i ceremonii, otoczone od wschodu i zachodu schodkowymi piramidami, od północy i południa twierdzami – akropolami Centralnym i Północnym, gdzie zlokalizowano świątynie i pałace a także stele i miejsca pochówków dla klas wyższych indiańskiego społeczeństwa. A wszystko wśród naturalnego, zadbanego niczym piłkarska murawa, trawnika. Przewodnik oprowadzający inną, stojącą opodal wycieczkę, klaszcze w dłonie, zwracając mimowolnie na siebie uwagę. Sprawdza idealną akustykę Wielkiego Placu….
Piramidy Tikal. Charakterystyczna, czterdziestopięciometrowa Piramida I, zwieńczona Świątynią Jaguara, kryjąca grób wodza Jasawa Chana Kawiila, Piramida II, ze Świątynią Masek u szczytu, za nią Piramida III, z bogatymi zdobieniami wejść i nadproży w drewnie, z sączyńca właściwego, czyli sapodilli - drzewa wykorzystywanego między innymi do produkcji gumy do żucia.... Można się pogubić.
Najwyższą budowlą w Tikal jest niewidoczna stąd Piramida IV o wysokości 72 metrów, zbudowana prawdopodobnie w 720 roku, zwieńczona Świątynią Dwugłowego Smoka. Prowadzi do niej dobrze oznaczona droga Tozzera. Obiekt stanowi część odrębnego kompleksu, zwanego ”Mundo Perdido”, czyli „Zaginiony Świat”. Ze szczytu „Czwórki” rozciąga się widok na wiecznie zielony las, którego granice stanowi linia horyzontu przecięta zwieńczeniami najwyższych budowli parku.
Główne trakty w rezerwacie archeologiczym noszą imiona ludzi, którzy w istotny sposób przyczynili się do wydarcia obiektów oszalałej w tej części świata przyrodzie. Droga Tozzera, Mendeza, Maudslaya, Malera, to te najważniejsze. Boczne, wśród roślinnej gęstwiny wiodą ku innym atrakcjom. Z dala od ludzi, trudno nie spotkać ostronosa, szczekające małpy, czy tukana. Może trudniej kwezala herbowego – ptaka uwielbiającego awokado, stanowiącego godło Gwatemali i widniejącego w nazwie krajowej waluty. Ptaka, który symbolizuje wolność. Umierającego, gdy zostanie zamknięty w klatce…. Nam, z tym ostatnim, nie dane jest jednak spotkanie. Może, gdybyśmy zostali po zamknięciu parku dla publiczności?
Przed wyjściem, jeszcze posiłek w restauracji na wolnym powietrzu, pod słomianym dachem. Jakieś widokówki, studium makiety obejrzanego centrum archeologicznego i… w drogę. Gdzieś do ścieżek jeszcze przez nas nie odkrytych.
warto wiedzieć
Historia odkrycia budowli Majów w Tikal sięga I połowy XIX wieku, kiedy w 1839 roku pasjonat cywilizacji indiańskich John Lloyd Stephens i rysownik Frederick Catherwood wędrując przez leśne gęstwiny, natrafiają na zarośnięte budowle, jednego z miast dawnej kultury. Chcąc zgłębić ich tajemnice, Stephens kupuje cały teren, należący wówczas do niejakiego don Jose Marii. Wielkie, opuszczone miasto staje się od tego momentu przedmiotem cennych, szczegółowych opisów i szkiców.
Świat zewnętrzny dowiaduje się o Tikal, a właściwie Yax Mutal, bo tak miała brzmieć pierwotna nazwa, dopiero w 1848 roku, kiedy dwóch przedstawicieli gwatemalskiej ekspedycji rządowej Modesto Mendez i Ambrusio Tut, wchodzą na teren należący do Stephensa. Początek kolejnych badań archeologicznych, skutkujących dzisiaj między innymi określeniem etapów rozwoju i ewolucji miasta – lat pomiędzy 300 p.n.e., a 900 n.e.
Obowiązuje opłata przy wjeździe i wyjeździe z Meksyku. Podobnie jest w pobliskim Belize. Do Gwatemali obowiązuje jedynie opłata za wjazd. Przy tranzycie z Gwatemali via Belize do Meksyku należy liczyć sie z licznymi utrudnieniami na granicach - zdjęcia do wiz, konieczność wyjmowania wszystkich bagaży z autokaru i piesze przechodzenie na meksykańska stronę. Należy pamiętać, że granica jest zamykana na noc.
bezpieczeństwo
1 stycznia 1994 roku otwarta została strefa wolnego rynku między Kanadą, Stanami Zjednoczonymi i Meksykiem. Słowo „Meksyk” w mediach pojawiło się jednak w innym kontekście. Głośno mówiło się o najbiedniejszym stanie kraju – Chiapas, Subcomandante Marcosie i powstaniu Zapatystów. Walce o uznanie praw Indian i ich autonomii. Reakcją rządu były zapowiedzi korzystnych zmian. Względna cierpliwość Indian trwa do dziś, mimo że, jak stwierdzają mniej lub bardziej oficjalnie źródła ze współczesnego ruchu Zapatystów, niewiele w sprawie zostało zdziałane. Nikt nie chciałby stać się zakładnikiem.
1 stycznia 1994 roku otwarta została strefa wolnego rynku między Kanadą, Stanami Zjednoczonymi i Meksykiem. Słowo „Meksyk” w mediach pojawiło się jednak w innym kontekście. Głośno mówiło się o najbiedniejszym stanie kraju – Chiapas, Subcomandante Marcosie i powstaniu Zapatystów. Walce o uznanie praw Indian i ich autonomii. Reakcją rządu były zapowiedzi korzystnych zmian. Względna cierpliwość Indian trwa do dziś, mimo że, jak stwierdzają mniej lub bardziej oficjalnie źródła ze współczesnego ruchu Zapatystów, niewiele w sprawie zostało zdziałane. Nikt nie chciałby stać się zakładnikiem.