okazje

Pomysł wyprawy do Gruzji pojawił się w ubiegłym roku. Od zawsze ciągnie mnie w góry a przy okazji chciałem pojechać motocyklem. Kaukaz i Gruzja od dłuższego czasu błąkały się gdzieś w głowie. Pomimo napiętej sytuacji postanowiliśmy wyjechać w czerwcu

20.08.2008

Europa - Azja

Sobota 6 czerwca. Pobudka o 5.30 i o 7.00 wyjazd z Warszawy. Ruszamy w cztery motocykle i na przemian w deszczu i słońcu robimy 850km aż znajdujemy nocleg przed granicą serbską. Kolejne dni, to na zmianę tankowanie i jazda. Na granicy tureckiej zbieramy swoistą kolekcję pieczątek: policja, paszportowy, celnicy, wwóz motocykla i najważniejsza potwierdzająca poprzednie! W poniedziałek docieramy do Istambułu; zarezerwowany przez internet „Istanbul Hostel” okazuje się być położony w centrum starego miasta Sultanahmet. Następny dzień poświęcamy na zwiedzanie: Błękitny Meczet, Hagia Sofia, Wielki Bazar. Przy okazji jemy najgorsze kebaby pod słońcem! Sucha buła, mało mięsa i warzyw, za to tona frytek w środku. Może to wersja dla amerykańskich turystów?

Welcome to… księżyc

Rano pakowanie, śniadanie i odjazd... niestety plan aby wyjechać przed porannymi korkami bierze w łeb - tam zaczynają się ok. 6.00 rano! W ścisku przejeżdżamy przez Most Bosforski i... niespodzianka! Przejazd jest płatny i żeby zjechać z mostu trzeba przyłożyć do czytnika kartę otwierającą bramkę. Za nami potężnieje korek kilkuset samochodów – blokujemy część bramek, a podstawowym narzędziem kierowcy jest tu klakson. Ja jestem całkowicie zamknięty przez sporą terenówkę, innym udaje się wycofać między mniejszymi samochodami. Gość z VW Tuarega po kilku minutach wysiada i swoją kartą otwiera bramkę. W efekcie ja jestem w Azji, a reszta ekipy po drugiej stronie kombinuje jak uiścić opłatę.

Za moimi plecami policja łapie cwaniaków, którzy próbują przejechać bramką bez szlabanu, automatycznie skanującą winiety na szybie. Przy jej braku włącza się alarm i zdejmują delikwenta. Tłumaczę sytuację i każą ekipie przejeżdżać przez bramkę automatyczną- alarm wyje, a przed nami napis Welcome to Asia. Kolejne kilometry po tureckiej autostradzie mijają szybko; mają świetne drogi i budują je w ekspresowym tempie; zdążą na Euro 2012. Tylko cena paliwa ok. 7zł/lt skutecznie psuje humory. Z tego samego powodu tureckie autostrady są puste - większości ludzi po prostu nie stać na paliwo. Im dalej w głąb Wyżyny Anatolijskiej, tym krajobrazy coraz bardziej surowe i pustynne. Widok drogi ciągnącej się aż po horyzont robi niesamowite.

Wieczorem zjeżdżamy do jednego z rzadkich miasteczek szukając motelu. Niestety niewielu turystów tu bywa. Żaden hotel nie ma parkingu, więc w pierwszym negocjujemy wstawienie moto do recepcji. Po pierwszej rundzie 1:0 dla hotelu. Z pomocą przychodzą nam reporterki lokalnej TV nocujące tutaj z ekipą. Druga runda negocjacji i… 2:0. Manager proponuje pozostawienie motocykli przed hotelem. Biorąc pod uwagę, że połowa miasteczka już obecna przygląda się sytuacji, nie bardzo podoba nam się ten pomysł. Gramy va bank – miło dziękujemy i idziemy do konkurencji. Sytuacja zmienia się w sekundę – nie tylko możemy wprowadzić motocykle, ale w cenie mamy śniadanie; to się nazywa muzułmański zmysł handlowy!

Granice piekieł

Sytuacja na granicy gruzińskiej przechodzi nasze najśmielsze wyobrażenia – niesamowity tłok, hałas, kilkunasto-kilometrowa kolejka oraz samochody i autobusy podjeżdżające pod granicę pod prąd, drogą przeznaczona do wyjazdu z Gruzji i wciskające się z przodu! W końcu to jedyna granica lądowa do Gruzji, Armenii i Azerbejdżanu. Granice turecko-armeńska i rosyjsko-ruzińska są zamknięte. Po 30 min. w tym szaleństwie udaje nam się przecisnąć między tirami i podjechać pod okienko paszportowe. O dziwo przed okienkami ok. 10 osób. Zadowoleni podchodzimy, gdy policjant każe nam stanąć w kolejce. No chyba właśnie stajemy? Nie w tej- w tamtej! Pokazuje za nas i naszym oczom ukazuje się czekający tłum ok. 400 osób, wpuszczanych kolejno do okienek! Na oko to parę godzin stania! Dajemy paszporty dziewczynom i wysyłamy z poselstwem do policjanta. W czasie, gdy one bez sukcesów negocjują, do nas podchodzą osobnicy z ofertą pomocy za drobne 140$. Konsekwentnie odpowiadamy że u nas tolka kriedit karty. W końcu chłopcy się poddają. O dziwo w tym samym czasie pan policjant wpuszcza dziewczyny za szlaban. Pierwsze wyjazdowe pieczątki zdobyte (liczba musi być równa wjazdowym) i teraz trzeba jeszcze tylko wywieźć z Turcji pojazdy. A tu sceny dantejskie- tłum kierowców szturmujący jedno małe okienko. I jest to szturm dosłownie: faceci pchają się jeden na drugiego, starając się złapać rantu okienka i przyciągnąć po plecach innych! Po pół godzinie stania w „kolejce” jesteśmy wciąż ostatni. Puszczają nam nerwy i zaczynamy grać wg tutejszych zasad – w ruch idą kaski, buty i łokcie. Nikt nie protestuje i po kilkunastu minutach jesteśmy drudzy. Ostatnie pieczątki i przed nami napis Welcome to Georgia.

Kraj szczęśliwych ludzi

Od razu sympatycznie i miło- gruzińscy celnicy wypisują dokumenty, częstują czereśniami i z niedowierzaniem pytają czy naprawdę dojechaliśmy tu aż z Polski. To pytanie często będzie się powtarzać później. Nagle przechodząc przez budkę, jeden z gruzińskich celników dotknął głową zwisających, nieizolowanych kabli elektrycznych. Błysk, hałas, swąd palonych włosów i celnik wypadający z dymiącym irokezem na głowie! Do tego nasze wytrzeszczone oczy i śmiech kolegów celników.

Droga główna przez Gruzję do Tbilisi jest przysłowiową drogą na Ostrołękę. Jedziemy max. 90km/h z uwagi na wałęsające się po drodze krowy i gruzińskich kierowców jeżdżących jak z piekła rodem. Wyprzedzanie na czwartego i na zakręcie to norma, a mało kto ma ubezpieczenie OC, gdyż jest nieobowiązkowe. Nagle pędzący z przeciwka Kamaz omija leżące na śrdku stado, dżając na mój pas. Zdążam uciec na pobocze po przeciwnej stronie drogi! Leżącym krowom nie drgnęła powieka. Wieczorem jesteśmy w Kutaisi, drugim mieście kraju. Jest to możliwe miejsce, do którego wg legendy dotarł Jazon i Argonauci w wyprawie po Złote Runo. W okolicznych górach, tradycyjnym i wciąż praktykowanym sposobem pozyskiwania złota z górskich rzek jest mocowanie do kamieni owczych skór, których futro zatrzymuje płynące kawałki kruszcu. Jutro w planach zwiedzanie XI-wiecznej katedry Bagrati oraz monastyru Gelati - jednych z największych zabytków Gruzji, wpisanych na listę dziedzictwa UNESCO. Pytamy o drogę do hotelu patrol drogówki. Ku naszemu zdziwieniu twierdzą, że takiej ulicy tu nie ma! Pokazujemy mu adres w przewodniku Lonely Planet, więc dzwoni do centrali aby znaleźli ulicę. Po 15 min. bezowocnych poszukiwań prawda wychodzi na jaw – książka jest z 2004r., a w 2005 w Gruzji zmieniono nazwy wszystkich ulic mających związek z Rosją. Zatem większość adresów jest do niczego. Policja staje na wysokości zadania i na sygnale eskortuje nas przez miasto szukając hotelu.

Rano zwiedzanie katedry Bagrati (1003r.), w której właśnie rozpoczął się remont (od czasu zniszczenia przez Turków w 1692r. stoi bez dachu) i w której wciąż odbywają się ceremonie, a następnie przejazd do położnego za miastem kompleksu Gelati. Kiedy błądzimy po mieście szukając drogi, jak spod ziemi wyrasta Łada z poznanymi wczoraj „tajniakami”. Sprawnie wyprowadzają nas przez miasto. Zwiedzamy monastyr, który zbudowany w 1106r., jest pięknym przykładem gruzińskiej architektury. Spotykamy tutaj parę Polaków z Kanady obecnie mieszkających w Tbilisi. Przekonują nas ze droga do Nikortsmindy nie jest w aż takim złym stanie jak nas poinformowano (jedynie kawałek szutrowy) i oni przed chwilą nią przyjechali. Zatem ruszamy.

Ku zdziwieniu kawałek ciągnie się kilka kilometrów, a później zmienia się w regularny odcinek górski! Stajemy na chwilę, a obok zatrzymuje się terenowa Niva. Po dyskusji nad mapą, okazuje się że pomyliliśmy drogę i wprawdzie jedziemy w dobrym kierunku, ale na przełaj. Decydujemy, że chłopaki w Niwie zabiorą dziewczyny i przeprowadzą nas przez góry. Następne dwie godziny to prawie szkoła enduro. Wspinamy się i zjeżdżamy, budząc zainteresowanie w mijanych wioskach, jednak widoki rekompensują jednak wszelkie niedogodności. W pobliskiej miejscowości wjeżdżamy na targ zrobić zakupy – chcemy dziś spać nad jeziorem. Budzimy takie zainteresowanie, że do zakupów dostajemy gratis butelkę miejscowego wina i butelkę bimbru. Jedziemy nad jezioro wysoko w góry. Już na miejscu widzimy ze z noclegu nic nie będzie – jest pięknie, ale wietrznie i zimno, a w oddali piętrzą się ośnieżone szczyty Kaukazu. Szukamy noclegu w najbliższym miasteczku, a po drodze zwiedzamy Nikortsmindę – zbudowana w XIw. szczyci się kilkoma tysiącami zdobień, z których żadne się nie powtarza. Ciekawostką jest plan zbudowania jej wiernej repliki na warszawskiej Woli. Znajdujemy nocleg u sympatycznej rodziny i przy kolacji spędzamy czas do późnych godzin rozmawiając o sytuacji w Płd. Osetii, znajdującej się po drugiej stronie pobliskich gór. Okazuje się, że dla Gruzinów nawet zapuszczenie się w pobliże granicy może skończyć się tragicznie. Rankiem ruszamy do stolicy. Po drodze zwiedzamy Gori, gdzie w centrum miasta stoi dumnie olbrzymi pomnik Józefa Stalina – to jego rodzinne miasto. Część Gruzinów wciąż uważa go za wielkiego człowieka, a dla części jest uosobieniem epoki terroru.

W Tbilisi zapytany o drogę taksówkarz za darmo prowadzi nas pod podany adres. Ciotka Irina, jak nazywają ją niektórzy, prowadzi w swoim mieszkaniu hotelik dla podróżników z całego świata. Całe swoje mieszkanie oddała przybyszom, a sama śpi w łóżku wystawionym na balkon. Idziemy w miasto - w ratsuracji opychamy się chaczapuri i lokalnym piwem. Tbilisi, jak cała Gruzja, jest pełne kontrastów; z jednej strony wyremontowane centrum miasta i główne ulice, piękne zabytki i zachodnie samochody, ale gdy zajrzeć trochę dalej za kolejną ulicę, widać, że kraj niedawno uzyskał swoą niepodległość, a gospodarka dopiero powoli zaczyna się rozwijać. Jednak z Gruzinów aż bije optymizm co do przyszłości! Poczta Główna to pusty hol i kilka pań, zdumionych pytaniem o widokówki. Nie są przygotowani na turystów, ale skądś udaje się wyciągnąć starą torbę z resztkami widokówek, chyba jeszcze z czasów soweckich. Znaczków do Europy też nie ma - trzeba nakleić dziesięć krajowych i charaszo.

W krainie Prometeusza

Przed nami główny punkt podróży – Gruzińska Droga Wojenna i wieś Kazbegi z kościołem Tsminda Sameba, wizytówką Gruzji. Po ok.70km okazuje się, że niedopełnienie baków w stolicy było poważnym błędem – w przeciwieństwie do reszty kraju, na drodze na całej długości 200km praktycznie nie ma żadnej stacji benzynowej. Na resztkach znajdujemy w jednej ze wsi prywatny „dystrybutor” z paliwem 92okt. Stoi na podwórku i uruchamiany jest ręczną pompką. Choć zaczyna padać droga jest piękna... w części szutrowa, poprowadzona pomiędzy kilkutysięcznymi szczytami Kaukazu, zapiera dech w piersiach. Surowe góry wydają się z aksamitnej zieleni, zwieńczonej śnieżnymi czapami. Mijając po drodze opuszczone i zniszczone wsie, docieramy w końcu do celu. Ta spokojna wioska kilkanaście kilometrów od granicy z Inguszetią, to prawdziwy koniec świata - z jednej strony piętrzy się ściana wulkanu Kazbek (5045m.npm), z drugiej szczyt 2200mnpm. z kościołem Tsminda Sameba z XIVw. Z całego świata przybywaja tu podróżnicy z plecakami - mało kto pozostaje obojętny na piekno Kaukazu.

Kachetia – winem płynąca

Następnego ranka ruszamy z powrotem przez góry. Robi się piękna pogoda i to co do tej pory schowane było za chmurami ukazuje się w całej okazałości. Taka droga to marzenia każdego podróżnika. Kierujemy się do stolicy Kachetii słynącej z produkcji wina, w pobliżu granicy z Azerbejdżanem. Postanawiamy skrócić trasę i pojechać drogą oznaczoną na mapie jako drugorzędna. Po paru kilometrach okazuje się, że na odcinku 45km jest szutrową górską drogą. W pewnym momencie z naprzeciwka nadjeżdżają samochody terenowe, bliższe spojrzenie i... rejestracje z Poznania! Zatrzymujemy się na krótką pogawędkę. My – zakurzeni, spoceni w motocyklowych ciuchach; oni – w klapkach i krótkich spodenkach, w samochodach z tyłu wymontowane fotele i miejsca do spania. Mam ochotę się zamienić.

Wieczorem dojeżdżamy do Sighnaghi. Piękne miasto-twierdza, położone na wzgórzu i otoczone 23 wieżami, z których każda nosi nazwę jednej z podległych niegdyś wiosek, w których ich mieskańcy chronili się w czasie wojen, których Gruzini prowadzili sporo. Mamy namiary na nocleg i już na nas czekają. Okazuje się, że są również podróżnicy z Izraela i Kanady, więc właściciele, mający przyjaciół również na Mazurach, organizują wspólne biesiadowanie.

Rano dostajemy od ekipy będącej nad morzem sms-a, że jest szansa na prom. Szybka decyzja i przed nami 450km przez całą Gruzję do Poti. Po drodze zwiedzamy skalne miasto Uplistsikhe niedaleko Gori. Założone ok. 1000r. p.n.e., kiedyś stanowiło siedzibę królów Gruzji, a w wykutych w skałach 700 pomieszczeniach - jaskiniach, żyło 20000 osób. Po przeniesieniu stolicy do Tbilisi w 1122r. straciło ważność i popadło w ruinę. W przydrożnym barze jemy obiad i zamawiając dla trzech osób, dostajemy ilość jedzenia, która wystarczyłaby dla dziesięciu! Właścicielka z rozbawieniem pakuje nam wszystko na drogę... placki z serem chaczapuri, khinkali i kurczak w czosnku - zapachy aż wiercą w nocie!

Niech żyje most…1000lat!

Dojeżdżamy późną nocą. Wyciągamy zapakowane jedzenie, pojawia się z gruzińska wódka i siedzimy rozpamiętując ostatnie dni spędzone osobno. Tymczasem z restauracji wychodzi jeden z gości pytając, czy możemy mu podarować jedną z polskich flag wiszących na naszych motocyklach. W efekcie przysiada się do nas i w mieszanym rosyjsko-angielskim rozmawiamy o polityce, przyjaźni polsko-gruzińskiej i sytuacji w pobliskiej Abchazji. Podczas rozmowy okazuje się, że nasz nowy znajomy jest wojskowym w stopniu podpułkownika, więc przy okazji mamy wykład jak z punktu widzenia polityki Gruzji wygląda sytuacja w Abchazji i Osetii. A wygląda nieciekawie, co niestety okazało się już po naszym powrocie.

Na drugi dzień okazuje się, że na prom nie mamy szans, gdyż wysokość koniecznej łapówki równa jest cenie biletu. Niestety niektóre zwyczaje epoki socjalizmu są wciąż żywe. Wymyślamy więc, że pojedziemy w głąb Adżarii zobaczyć 1000-letni most. Ładujemy się w 7 osób do starej taksówki Mercedesa i uzgadniamy cenę za 70km. W końcu okazuje się, że mostu trzeba szukać, a droga to 110km. Pytamy, szukamy, jest most! …w zasadzie mostek… mosteczek. Taksówkarz widząc czego szukaliśmy, aż przysiada ze śmiechu. „Zapłaciliście 50$ za oglądanie paru starych kamieni?! Nooo, to skoro udało się je nam znaleźć, to trzeba to uczcić - Zapraszam do mnie na mały poczęstunek i wino!”

Rano udaje nam się załadować motocykl pod podłogę do rejsowego autobusu do Istambułu. Przykryty workami z cebulą i ziemniakami przejedzie tak 1200km. My ruszamy na kołach do Polski.

Po 22 dniach i przejechaniu 8781km podjeżdżam pod dom.

info

Z racji małej popularności turystycznej niewiele jest miejsc gdzie możemy dowiedzieć się więcej o tym kraju. Dobrym miejscem na zdobycie informacji i kulturze Gruzji, zwyczajach, noclegach oraz bieżącej sytuacji jest portal i forum miłośników Kaukazu www.kaukaz.pl .

noclegi

W miastach można spać w hotelach lub hostelach, natomiast na prowincji popularna jest  miejscowa „agroturystyka”. Gruzja jest krajem odwiedzanym głównie przez podróżników i raczej do nich skierowana jest „oferta” noclegowa. Jest to zdecydowanie przyjemniejsze niż noclegi w hotelach. W celu znalezienia noclegi wystarczy chwile pojeździć po mieście lub spytać taksówkarza. Często osoby u których śpimy mają namiary na znajomych w innych częściach kraju. Jest to definitywnie najlepszy sposób nocowania w Gruzji, a namiary można znaleźć również na polskich i zagranicznych forach internetowych o Kaukazie.

Polecamy:

  • Batumi: Hotel BEQA, Melikishvili st. 15, tel. 855-54-76-40 (jęz. ros.);
  • Ambrolauri: Nana i Valery Donadze, Vano Kobakhidze st.14, tel +995 58 46 87 21 (jez. ros. i ang.); Tbilisi: Irina Japaridze Boarding House, Ninoshvili st. 19/b/3, tel. +995 32 95 47 16, mail: irina5062@gmail.com (jęz. ros. i ang.);
  • Kazbegi: Nazi Chkareuli i Shorena Sujashvili, tel. +899 26 58 13, mail: ssujashhvili@yahoo.co.uk (jez. ros. i ang.);
  • Sighnaghi: David Zandarashvili, St.Giorgi st.11, tel. +995 355 3 10 29, mail: DavidZandarashvili@yahoo.com (jez. ang i ros.)
transport

Dojazd:

Warszawa-Bratysława-Budapeszt-Belgrad-Sofa-Istanbul-Samsun-Trabzon-Batumi (granica): ok.3500km

Ok. 70% trasy to drogi dwupasmowe.

Dojazd:

Warszawa-Bratysława-Budapeszt-Belgrad-Sofa-Istanbul-Samsun-Trabzon-Batumi (granica): ok.3500km

Ok. 70% trasy to drogi dwupasmowe.

Drogi i nawierzchnia Jakość dróg poza głównymi pozostawia wiele do życzenia. Najczęściej są to nawierzchnie pamiętające czasy Związku Radzieckiego. W wielu miejscach w górach asfalt został rozjeżdżony i nawierzchnie są szutrowe i kamieniste. Zdarzają się głębokie dziury i żwir. Jednak największym problemem poza głównymi trasami są wałęsające się zwierzęta – konie, krowy psy lub świnie. Jednakże wiele dróg jest systematycznie naprawianych lub budowanych od nowa, a dobrym zawieszeniem podró,zowanie po Gruzji jest czystą przyjemnoscią.

 

Paliwo Na głównych drogach nie ma problemu z tankowaniem; na prowincji stacje benzynowe zdarzają się zdecydowanie rzadziej, czasem co 70 i więcej kilometrów. Jakość paliwa jest dobra, nie zauważyliśmy problemów w motocyklach. Głównie paliwo 95okt., czasem również 92okt. Należy pytać o oznaczenia ołowiowej i bezołowiowej benzyny. Ceny paliwa 95okt w Gruzji to ok. 3zł/litr. Najdroższe paliwo jest w Turcji – ok. 7zł/lt. Węgry ok. 5zł/lt.

 

Ubezpieczenia W Gruzji nie obowiązuje Zielona Karta, jak również nie jest obowiązkowe ubezpieczenie OC na terenie kraju. Można je wykupić dobrowolnie w większym mieście za ok. 1$ za dzień.

 

Praktycznie wszędzie w Gruzji dojedzie się tzw. Marszrutką - rodzajem busa - za niewielkie pieniądze.

warto wiedzieć

Komunikacja

Zasięg komórkowy jest praktycznie wszędzie, jedynie w górach może czasem być problem

– koszty 1 minuty połączenia to ok. 5 zł/min i, a  smsa od 0,8 do 1,5 zł w zależności od sieci.

- może zdarzyć się sytuacja, że z jednej sieci będziemy mogli tylko dzwonić a z drugiej tylko wysyłać sms-y

– kafejki internetowe dostępne w miastach. Koszt ok.. 1,5 zł za 30min..

W zasadzie żywić się można wszędzie, a jedzenie nie jest drogie – ok.20-30% tańsze niż w Polsce. Poza zwykła biegunką turystyczną, która niekiedy może wystąpić jako reakcja organizmu na obca florę bakteryjną, raczej nie występuje zagrożenie poważniejszych chorób. Zdecydowana większość barów i restauracji ma wysoki poziom sanitarny, a „khachapuri” zakupione w przydrożnym barze nie powinno wywołać żadnych sensacji żołądkowych.

Kuchnia gruzińska może być powodem samym w sobie dla odwiedzenia tego kraju. Nadziewane specjalnym, przypominającym bryndzę, serem lub mięsem placki khachapuri, pierożki khinkali lub kawałki kurczaka w sosie czosnkowym wywołają zachwyt niejednego podniebienia. Podobnie jak u nas, głównie je się mięso drobiowe oraz wieprzowe. Ponadto istotnym elementem kuchni są świeże owoce i warzywa których wszędzie pełno; dojrzewające w pełnym słońcu, o smaku którego próżno się doszukać w naszych rodzimych pobratymcach.

Nieodzownym elementem gruzińskiej gościnności jest picie wina lub wódki. To pierwsze znajduje się niemal w każdym domu, robione domowym sposobem. Mówi się, że jest niewiele rzeczy którymi można obrazić Gruzina, ale odmowa wspólnego napicia się jest jednym z nich.

Starym zwyczajem jest, że toasty wznoszone są przez wyznaczoną przez gospodarza osobę, czyli Tamadę. Jedynie po wygłoszeniu przez niego toastu (a z doświadczenia wiemy, że mogą być długie i kwieciste) można wypić swój kieliszek lub szklankę. Należy to zrobić jednym haustem, gdyż inaczej będzie się poinstruowanym, że jest się w Gruzji, a nie w Europie!

Kolejnym, obecnie powoli zanikającym zwyczajem jest, że winem i wódką wznosi się toasty za przyjaciół, a piwem wyłącznie za wrogów.

Gruzja jest krajem niezwykle gościnnym i ciekawym przybyszów, a gruzińskie powiedzenie mówi, że „Gość w domu jest posłańcem Boga”.

Gruzja jest drugim krajem który wprowadził chrześcijaństwo, zatem budynki sakaralne zaczęły powstawać już X w. n.e.  Gruzini czasem śmieją się, że budowle z XVw. Nie są warte zwiedzania gdyż są... zbyt młode! Gruzini są bardzo dumni ze swojej ojczyzny i historii, jednocześnie będąc bardzo otwartymi na przybyszów z innych krajów.

Ciekawostką jest fakt, iż Gruzja w języku ojczystym nazywa się Sakartvelo, czyli Kraj Kartlów – starożytnego plemienia przypisującego sobie bezpośrednie pochodzenie od Kartlosa – prawnuka Noego, którego arka osiadła na Górze Ararat w sąsiedniej Armenii

bezpieczeństwo

Gruzja jest (była?) krajem bardzo bezpiecznym. Spotkaliśmy się wyłącznie z objawami sympatii i chęci do pomocy. Ostrzegano nas jedynie przed kieszonkowcami w centrum Tbilisi.

atrakcje

Karty kredytowe w Gruzji są rzadko honorowane poza miastami. Zazwyczaj można nimi płacić na  większych stacjach benzynowych (np. Lukoil, Petrom). Bankomaty dostępne są bez problemów w większych miastach, a walutę można wymieniać w bankach lub kantorach w większości miast.

Czasami można płacić w Euro lub Dolarach, ale kurs jest wtedy gorszy

Autor: rob_rocki
Sklep online
Last Minute do Turcji z Itaką od 799 zł
Kiedy: do 31.05.12
Cena: od 799 zł
Więcej promocji

Podziel się wrażeniami i zdjęciami ze swoich wypraw, zamieść relację z wyjazdu i wygraj aparat fotograficzny Fujifilm FinePix XP30!

Zobacz inne konkursy
GRUZJA

Stolica: Tbilisi Waluta: lari (GEL) 1 GEL = 100 tetri Język urzędowy: gruziński Inne: rosyjski, angielski

Lokalny czas

GMT+1

Niezbędne informacje

więcej

CZYTAJCIE NAS

Wideo

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia aparatem analogowym, brać udział w konkursach, a także jak fotografować ludzi na ulicy.

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak przygotować bohatera do zdjęć i o tym czy sprzęt ma duże znaczenie.

Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i ceny paliw w krajach europejskich

158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej podróży dookoła świata.

Wywiad z Rafałem Milachem ...

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia… więcej

Wywiad z Rafałem Milachem

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak… więcej

Samochodem po Europie - ...

Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i… więcej

2 lata w podróży ...

158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej… więcej

PODRÓZE

Lwów nostaligiczny i wypiękniony na EURO 2012; Najlepsze parki rozrywki w Europie; Szczecin - zielone miasto żaglowców; Turcja -  3 tys. km

więcej
W serwisie:
Kierunki
Aktualności
Wasze Wyprawy
Forum
Poradnik
Kuchnie Świata
Murator S.A:
O wydawnictwie
Kontakt do serwisu podroze.pl
Redakcja miesięcznika Podróże
Reklama
Licencje
Regulamin serwisu
Sklep on line
Serwisy internetowe:
Dom i ogród:
Muratordom.pl
Forum.muratordom.pl
Projekty.muratordom.pl
Muratorfinanse.pl
Urzadzamy.pl
Wymarzonyogrod.pl
Muratordom.com.ua
Architektura i budownictwo:
Muratorplus.pl
Architektura.muratorplus.pl
Tuznajdziesz.pl
Hobby i wypoczynek:
Podroze.pl
Zagle.com.pl
Poltrip.pl
Zdrowie i rodzina:
Poradnikzdrowie.pl
Dlarodzinki.pl
Dzieckozakupy.pl
www.Mjakmama24.pl
Rolnictwo:
Rolnictwoonline.pl
Wideo:
Jestem.pl
Porady:
Mowimyjak.pl
Rozrywka informacje:
Se.pl
Seusa.info
Eska.pl
Eskarock.pl
Voxfm.pl
Radiowawa.pl
Fabrykamuzy.pl
Gwizdek24.pl
Superauto24.pl
Zakupy:
Zakupy.muratordom.pl
Zakupy.urzadzamy.pl
Zakupy.wymarzonyogrod.pl
Zakupy.poradnikzdrowie.pl
Zakupy.zagle.com.pl
Supertanio.pl
Wgrupiekupie.pl
Sklep on line
Miesięcznik:
Murator
Dobre wnętrze
M jak mieszkanie
Moje mieszkanie
Podróże
Żagle
Zbuduj dom
Architektura
Zdrowie
M jak mama
Sklep on line