Mont Blanc – góra dla odważnych.

Chamonix i Mt. Blanc Chamonix i Mt. Blanc Masyw Mt.Blanc o zachodzie słońca Sąsiedni Aiguille du Midi o świcie Wymarsz na Mt.Blanc Lawina na Mt.Blanc Po pierwszym trawersie, przed następnymi. Gorąco!!! Niebezpieczne szczeliny Lodowe mostki Wzdłuz lodowca, seraki. Aiguille du Midi z trasy na Mt Blanc Aiguille du Midi 3 842m Widoki na trasie  les Grands Mulets 3 057m wejscie do schroniska rozbijanie obozu swit w Grands Mulets Poranne suszenie namiotow widok z okna ...namiotu rejon Mt Blanc rejon Mt Blanc rejon Mt Blanc Mt.Blanc 4.808m les Grands Mulets z lotu ptaka łapanie kontaktu powrot Macka oczekiwanie na pozostalych Zejście w dół Znowu szczeliny! Przeklęte szczeliny! Prawidłowa asekuracja ostatnia prosta przewodnik z Chamonix
  • Chamonix i Mt. Blanc
  • Masyw Mt.Blanc o zachodzie słońca
  • Sąsiedni Aiguille du Midi o świcie
  • Wymarsz na Mt.Blanc
  • Lawina na Mt.Blanc
  • Po pierwszym trawersie, przed następnymi. Gorąco!!!
  • Niebezpieczne szczeliny
  • Lodowe mostki
  • Wzdłuz lodowca, seraki.
  • Aiguille du Midi z trasy na Mt Blanc
  • Aiguille du Midi 3 842m
  • Widoki na trasie
  •  les Grands Mulets 3 057m
  • wejscie do schroniska
  • rozbijanie obozu
  • swit w Grands Mulets
  • Poranne suszenie namiotow
  • widok z okna ...namiotu
  • rejon Mt Blanc
  • rejon Mt Blanc
  • rejon Mt Blanc
  • Mt.Blanc 4.808m
  • les Grands Mulets z lotu ptaka
  • łapanie kontaktu
  • powrot Macka
  • oczekiwanie na pozostalych
  • Zejście w dół
  • Znowu szczeliny!
  • Przeklęte szczeliny!
  • Prawidłowa asekuracja
  • ostatnia prosta
  • przewodnik z Chamonix

Chamonix i Mt. Blanc

Wchodzimy na Mont Blanc. Jedziesz z nami? – Jasne. – Zabierzesz ze sobą aparat?- usłyszałem w telefonie od Izy. Pytanie! A po co innego bym się tam pchał.

25.04.2008

Mont Blanc – góra dla odważnych.

  

Wchodzimy na Mont Blanc. Jedziesz z nami? – Jasne. – Zabierzesz ze sobą aparat?- usłyszałem w telefonie od Izy.

Pytanie! A po co innego bym się tam pchał.

   WYMARSZ.

   Koniec maja. Co jak się miało okazać nie było bez znaczenia.

   Jest nas szóstka. Jedna dziewczyna, Iza, i pięciu facetów. Raki, liny, osprzęt. Wszystko O.K. Plan jest prosty. Z  les Houches koło Chamonix kolejką  Tramway du Mont Blanc wjazd na wysokość 2372. Stąd do schroniska Gouter, 3817, i następnego dnia, w zasadzie nocy, bo startuje się ok. pierwszej, „atak” na szczyt. 4808 m npm. Proste? Proste.

   Pani w informacji turystyki wysokogórskiej, gdzie poszliśmy spytać pro forma o pogodę, bo gołym okiem było widać, że jest super, powiedziała nam, że plan mamy może dobry, ale od  czerwca. Na razie i kolejka i schronisko są nieczynne. Na Mont Blanc trwa jeszcze sezon zimowy i jeśli chcemy, możemy wypożyczyć sobie narty.

   Chwila konsternacji – i: w porządku!

   Wypożyczamy buty i narty do turystyki górskiej (skitoury, wiązania z odpinaną piętą) z „fokami”. Następnego dnia rano pakujemy do plecaków namioty, śpiwory, ciuchy i jedzenie. Chcemy być pierwsi o ósmej w kolejce na  Aiguille du Midi. Wiadomo, im wcześniej się wyjdzie, tym niebezpieczeństwo spotkania się z lawiną lub zapadnięcie się wraz z rozpuszczającym się śnieżnym „mostkiem” do lodowcowej szczeliny jest mniejsze. Ale, jak się okazało, takich mądrych jak my było więcej. Wysiedliśmy na stacji pośredniej, 2310, przypięliśmy te dziwne narty do nóg (ja takie po raz pierwszy a Darek w ogóle po raz pierwszy w życiu iał jakiekolwiek narty na nogach! Zaczął naukę narciarstwa od Blanc’a. Też dobrze. A turystykę wysokogórską zaczął od Pamiru i 7000 metrów. Nie lubi średniactwa.). I w drogę. Cel na dzisiaj: rozbicie namiotów pod schroniskiem les Grands Mulets. 3051. Pogoda jest taka, jaką sobie załatwiłem – błękit nieba plus białe cumulusy. W końcu przyjechałem tu robić zdjęcia.

  

   WYPADEK.

   Pierwsza lawina z du Midi zeszła na szczęście żlebem obok. Wolałem nie ryzykować tego, że następna wybierze inną drogę i nie poszedłem za oddalającą się grupką moich przyjaciół. Obrałem trochę inny wariant podejścia robiąc zdjęcia z bezpiecznej odległości. Za to stromy trawers dał mi nieźle „popalić”. Na pierwsze poważniejsze wzniesienie wszedłem mokry. Plecak wbijał mnie w śnieg, dziwny sposób chodzenia na nartach odkrył nieużywane przez lata mięśnie, które zaczęły szybko przypominać o swoim istnieniu. Tempo miałem coraz marniejsze.  I jakie było moje zdziwienie, gdy zobaczyłem moją grupkę wprawdzie wyżej, ale nie aż tak daleko jak myślałem. Co się stało: na jednym ze stromych, opadających w stronę przełęczy a zmrożonych jeszcze cieniem góry trawersów idąca przodem Iza uznała, widząc przed sobą w dole ludzi z odpiętymi nartami, że ci zjechali w dół na nartach. Postanowiła zrobić to samo.

   Przypięte foki powodowały, że narty praktycznie nie miały kantów. Trzy, cztery metry i deski odjechały w bok spod Izy w kierunku ostro opadającego w stronę skalnego urwiska stoku. Góra była tak stroma i oblodzona, że dziewczyna nie mogła się zatrzymać szorując brzuchem po lodzie, rozpaczliwie wczepiając się palcami w lodową ścianę. Krótki rękaw koszulki sprawił, że ostre jak brzytwa lodowe grudki dosłownie zdarły skórę z jej rąk. Osuwając się ciągle w dół w stronę przepaści zostawiała za sobą na lodzie krwawy ślad. Zatrzymała się dobrych kilkanaście metrów niżej bojąc się wykonać jakikolwiek ruch. Karimata, która podczas upadku odpięła się od plecaka, poszybowała w przepaść. Idący za nią Krzysztof odpiął szybko narty, przypiął raki i ostrożnie, z czekanami w dłoniach, zszedł do Izy. Udało się. Przypiął jej do nóg zamiast nart raki i wdrapali się na szlak. Po zrobieniu opatrunku poszli dalej w stronę przełęczy. I tu ich spotkałem. Iza to drobiażdżek, ale zarazem twarda dziewucha. Nawet nie było mowy o ewentualnym powrocie. Chociaż teoretycznie najgorsze było dopiero przed nami.

   SZCZELINY.

   Potężne bryły lodowe odrywając się od skalnych urwisk tonami osuwają się w stronę Chamonix, tworząc majestatyczny i groźny, poszarpany lodowymi szczelinami i bryłami wielkości domku jednorodzinnego lodowy, kilkuset metrowy jęzor. Tym groźniejszy, im bardziej operujące słońce podtapia miejscami wątłą konstrukcję gigantycznej budowli. Przez to rumowiko biegła nasza droga. Szerokie na metr do półtora śnieżne mostki trzeba było pokonywać w miarę płynnie, by nie dać im czasu na zastanowienie: spadamy czy nie? Szczeliny miały do kilkudziesięciu metrów głębokości. Poszło gładko. Przed nami już „tylko” ostatnie podejście o stopniu nachylenia najbardziej stromych miejsc Kotła Goryczkowego na Kasprowym, ale ciut jakby dłuższe. Młodzież wysunęła się do przodu a ja umierałem na ostrych trawersach. Dziesięć kroków i przystanek. Dziesięć kroków i przystanek. Plecak waży już chyba tonę. Ciśnienie i powietrze na trzech tysiącach metrów też nie pozostają bez wpływu na mój organizm. Dziesięć kroków i piętnaście minut odpoczynku. Można powiedzieć: podziwiam krajobrazy, ale pot zalewa mi oczy. Obiektyw aparatu, który razem ze mną nie raz już zaliczył „plecy” podczas prób nawrotu na stromym, topniejącym w niemiłosiernie już grzejącym słońcu śniegu, gdy kijki, które mają pomóc przy karkołomnych ewolucjach przekładania nart, zapadają się po rękojeść w mokrej bryi, jest zaklejony śniegiem. Przetarcie go i próba wykonania zdjęć kończy się efektem „soft”. „Soft” są też moje nogi. Momentami mam wrażenie, że już nie dojdę. Mobilizują mnie chmury coraz groźniej zawieszające się na wierzchołkach gór i zrywający się od czasu do czasu wiatr.

   Doszedłem, ale był to chyba rekord trasy. Gdy wczłapałem się do schroniska, „nabitego” na szczyt skały, szef (przesympatyczny zresztą) tej blaszanej, sorry, budy był mocno zdziwiony, że o tej porze jeszcze ktoś się wtarabanił na górę. Dostałem resztkę „finezyjnej francuskiej” zupy, niezły ser z piaskiem w skórce (może tej skórki się nie je?) i piwo. Piwo!. Końcówka wody z plastikową butelką już kilkaset metrów niżej poleciała w przepaść w czasie którejś z wywrotek.

   NOCNE WYJŚCIE.

   Jako się rzekło, na Blanc’a wychodzi się w nocy. Chłopcy rozbili jeszcze przed moim przyjściem namioty pod skałą ze schroniskiem i planowali wyjście na szczyt około dwunastej. Iza czuła się średnio po upadku i łamała się czy iść czy nie iść. Ja się nie łamałem. Byłem skonany i wiedziałem, że zaraz tej samej nocy nie mam szans wejść prawie tysiąc osiemset metrów w górę. Do tego na „tych” nartach. O, nie. Poszedłem spać do schroniska.

   Przed pierwszą w nocy w sali, gdzie pokotem spało na dwupoziomowych pryczach kilkanaście osób, zapaliło się na kilka sekund światło. Szef coś pomarudził po francusku i wielojęzyczna grupa zapaliła swoje „czołówki”, latarki zakładane na głowę. Spakowali plecaki a na sali jadalnej czekało już na wszystkich śniadanie i zalane gorącą herbatą termosy.

Gdy szmer ostatnich wychodzących ucichł, do mojej sali wszedł szef, zapalił światło i mocno się zdziwił: a ty co tu?- Ja nic, śpię. Nigdzie nie idę.- Aha, to posprzątam rano.

   Rano w schronisku był tylko on, dwie osoby do pomocy przy prowadzeniu obiektu i my. Iza, która jednak na szczęście nie zdecydowała się na wyjście i ja. Reszta poszła. Młodzi i starsi, panowie dobrze po pięćdziesiątce, którzy już raz nieźle mnie zaskoczyli wymijając mnie równym, spokojnym krokiem na jednym z trawersów. Myślałem, że zdobędą schronisko, wypiją grzańca, prześpią się i rano do domu. A oni poszli w góry. Zrobiło mi się trochę łyso.

   Natomiast gdy Francuzi zobaczyli Izę natychmiast zmienili jej przesączone krwią opatrunki, zdezynfekowali i zaproponowali helikopter, który ją zwiezie na dół. Uspakajali, że „usługa” jest darmowa. Dla mnie pokusa była spora, zdjęcia z helikoptera mogły być naprawdę niezłe, ale że nasi chłopcy poszli w góry - postanowiliśmy na nich poczekać.

   OCZEKIWANIE.

   I to okazał się być najbardziej dramatyczny „etap” naszej eskapady. Przed południem zaczęły schodzić pierwsze ekipy. Nie wszyscy dotarli na szczyt. Część wycofała się ze zmęczenia, część z powodu pogody (zimny wiatr, gęste chmury które od czasu do czasu zawisały na Blanc’u i jego masywie uniemożliwiając wspinaczkę), część zdobyła tą piękną i niebezpieczną górę. Naszych wciąż nie było widać. Zniecierpliwieni i trochę zaniepokojeni wyszliśmy z Izą w górę naprzeciw chłopakom. Gdy tylko pojawiały się jakieś postacie i niezdarnie pokonywały na nartach potężne przestrzenie lodowca wołaliśmy: o, nasi jadą! Po chwili mijali nas Szwajcarzy. – Nie widzieliście czwórki powoli zjeżdżającej w dół ?Sorry, no. – Około trzynastej pokazała się wysoko samotna postać uporczywie walcząca z przeciwnościami natury – mokrym, ciężkim śniegiem, upalnym słońcem, nie chcącymi skręcać nartami, stokiem opadającym „na łeb na szyję” w dół. Mówimy: Darek. Ciągle ćwiczy „pługi” na Blanc’u. Kiedy padł koło nas, okazał się to być snowbordzista Maciek, któremu „boazerie” ciągle nie przypadały do gustu. Był skonany. I zmartwiony. Wszedł samotnie jako pierwszy z naszych na szczyt, posiedział tam chwilę w nadziei, że reszta dotrze, ale było tak zimno i praktycznie zero widoczności, że postanowił wracać i schodząc wypatrywał chłopaków wśród podchodzących. Nic z tego. Nie było ich!

   Nerwowa dyskusja: jak to możliwe, co mogło się stać, zabłądzili ?

   Schodzimy do naszego „obozu” i czekamy. Usiłujemy dodzwonić się do nich na ich komórki. Jedna nie odpowiada, numeru drugiej jak się okazuje nie mamy wbitej. Mijają godziny. Pogoda zaczyna się psuć. Denerwujemy się już bardzo poważnie. Nagle zza śnieżnego nawisu wyłania się słaniająca się na nogach postać. Darek! Ale sam.

   Co się okazuje. Dotarł samotnie, nie wytrzymując trudów i zostając nieco w tyle, mając kłopoty „żołądkowe”, tylko (albo: aż) do blaszaka na 4362, Refuge Vallot. Tam po raz ostatni widział Krzyśków wspinających się w stronę Mont Blanc’a. Wołał w ich stronę, ale wiatr porwał jego okrzyk w alpejską przestrzeń zmuszając do samotnej walki ze słabością, chęcią wejścia na szczyt i zdrowym rozsądkiem, który nakazywał mu wracać. Decyzja była trudna. Zostało „tylko” pięćset metrów. Ale pora dnia, pogoda, zdrowie i samotność - i, na szczęście, zdrowy rozsądek zwyciężyły. Po odpoczynku w blaszaku powędrował w dół.

   Zmierzcha. Krzyśków ciągle nie ma. Kontaktu też nie. Idziemy do schroniska. Mówimy, że dwóch naszych wyszło w nocy, podchdzili na szczyt i ciągle ich nie ma. Telefon do obsługi helikoptera. Niestety aura w Chamonix i na Blanc’u nie pozwala pilotom na start. Nie ma szans na skuteczną akcję. Proponują czekać do rana i wtedy, jeśli pogoda pozwoli, wyruszą. Gorączkowo szukamy kontaktu a chłopcami. Dzwonimy do Polski by uzyskać telefon drugiego Krzyśka. Kolega „kontaktowy” ma wyłączoną komórę. Zostawiamy tylko alarmującą wiadomość. Maciek przypomina sobie o wizytówce na biurku. Telefon do domu: znajdźcie mi ją !  Jest. Dzwonimy. Są! –  Żyjecie ? No to, k...a, czemu się nie odzywacie? Helikopter po was leci! – Nie mamy, k...a, zapisanych waszych komórek! Czekamy cały czas na wasz telefon! Siedzimy w Vallocie, weszliśmy na szczyt, ale tak dostaliśmy w d..., że tu odpoczniemy do rana. Idziemy do schroniska i mówimy o znajdach. Tylko śmiech.

POWRÓT

   Coś długo nie wracają. Słońce świeci niemiłosiernie, śnieg zaczyna robić się miękki co będzie znacznie utrudniało zjazd lub zejście. No i te nieszczęsne mostki nad szczelinami, które napawają nas nieskrywanym strachem. Telefon do Krzyśków: gdzie jesteście?. Już blisko. Iza czuje się coraz gorzej, pokiereszowane ręce puchną, przyplątała się gorączka.

Podejmują z Maćkiem decyzję: schodzą. Czekamy z Darkiem. Po jakimś czasie wyłaniają się dwie znajome postacie. – Schodzicie dalej? – Na razie nie, mamy dosyć. Albo odpoczniemy trochę i schodzimy, albo zostajemy do jutra. Nie ma na co czekać. Spadamy z Darkiem na dół. Ja odpinam foki i zjeżdżam na nartach. I w tym momencie słowo „spadamy” okazuje się być wyjątkowo trafne. Ciężki plecak, rozryta śnieżna bryja, stromizna stoku powoduje, że co jakiś czas pokonuję ją w linii prostej w dół. Na plecach. Ale szybko. Tą metodą doganiam Izę z Maćkiem, którzy sklinają, że nie mają desek snowbordowych. Ostrożnie pokonują szczeliny. Ja czekam na Darka, który w stylu kombinacji alpejskiej, trochę na nogach, trochę, gdy jest mniej stromo, na nartach z fokami, konsekwentnie pokonuje kocioł. Dochodzi do szczelin. I tu zaczyna się problem. Najpierw chce przejść mostki, do których zjazd opada stromo by zaraz za nimi wspinać się lekko w górę z następną szczeliną na grzbiecie (trzeba więc wyhamować), pieszo. Ale jest już południe, śnieg topi się w oczach, mostki miękną z minuty na minutę i taki ciężar nie rozłożony na większej powierzchni nart mógłby je zarwać. Więc nie. Przypina narty. Przodem, mimo fok, jada i to trochę za szybko. Może tyłem ? Nie ślizgają się. Ale to grozi śmiercią lub kalectwem. I to bez żartów. Nawraca nad szczeliną, by jednak zaatakować ją przodem. Potyka się i niebezpiecznie przechyla, machając rękami by utrzymać równowagę. Kijek wyfruwa mu z rękawicy i szybuje w stronę szczeliny. Zatrzymuje się na jej krawędzi. Krzyczę do Darka: Pieprz go, szkoda czasu! Kilkadziesiąt metrów wyżej blok lodowy wielkości tira zapada się z hukiem w sąsiednią szczelinę zostawiając potężną wyrwę w lodowcu i  dziurę w moim mózgu ze strachu. Darek, robiąc pętlę na kijku, na brzuchu sięga po drugi. Po chwili walki z materią wyławia sprzęt i zdecydowanie, acz powoli, pokonuje szczelinę. Jest dobrze. Już poważnie wyluzowani udajemy się w stronę stacji kolejki.

CHAMONIX

   Naprawdę znakomita kolacja z francuskim winem w knajpce na deptaku uświetniła dotarcie dwóch Krzyśków jeszcze tego samego dnia do miasta. Kompletna szóstka cała i , prawie, zdrowa ajadała się po uszy dyskutując zawzięcie o wszystkich perypetiach i doznaniach związanych ze zdobywaniem bądź zdobyciem Blanc’a. Zakończyła się solennym postanowieniem, tych którzy go nie zdobyli, że już wkrótce... będzie okazja do następnych zdjęć. Na szczycie!

Póki co, góra nauczyła nas jednego - pokory...

  

Jerzy Pawleta

Chamonix Mont Blanc

www.jpfoto.pl

jpawleta@op.pl

warto wiedzieć

Mont Blanc został zdobyty po raz pierwszy 8 sierpnia 1786 r.  przez miejscowego poszukiwacza kryształów z doliny Chamonix, Jacquesa Balmata i doktora Michela Paccarda.

Pierwszego polskiego wejścia na Mont Blanc (a dwunastego w ogóle) dokonał Antoni Malczewski, podróżnik, poeta i pisarz epoki romantyzmu, z jedenastoma przewodnikami 4 sierpnia 1818. Jeśli nie liczyć miejscowych przewodników i tragarzy, był on ósmym turystą na szczycie tej góry.

Mont Blanc /wł. Monte Bianco, pl. Biała Góra/ (4810,90 m n.p.m.) – to najwyższy szczyt Alp i Europy. I tu powstaje problem. Niektórzy, w tym alpiniści zdobywający koronę ziemi, uważają Elbrus za szczyt europejski i tym samym najwyższy w Europie. Czy ktoś zna jedyną słuszną odpowiedż?

W 1965 r. pod masywem Mont Blanc wybudowano tunel, który łączy Francję z Włochami.

Autor: jp
Sklep online
PRENUMERATA
PODRÓZE

Bałtyk: Białe klify Rugii, ogromne wydmy Neryngi i poszukiwanie wakacyjnego ideału w Trójmieście; Izrael - od radosnego Tel Awiwu do kibuców

Katowice-Tel Aviv za 308 zł!
Kiedy: do 31.07.14
Cena: 308 zł
Więcej promocji
CZYTAJCIE NAS
Wideo Chronione zwierzęta i rośliny, podróbki i pirackie płyty, zbyt duża ilość alkoholu i papierosów - uważaj co przewozisz przez granicę! Pompka, rękawiczki, zestaw kluczy imbusowych, sprawdź co jeszcze trzeba zabrać na rajd rowerowy Przeprawa pod Salto Sapo
Jakich pamiątek z podróży ...

Chronione zwierzęta i rośliny, podróbki i pirackie płyty, zbyt duża ilość alkoholu… 

Niezbędny ewkipunek na wyprawę ...

Pompka, rękawiczki, zestaw kluczy imbusowych, sprawdź co jeszcze trzeba zabrać na rajd… 

Przeprawa pod Salto Sapo… 

Żaden utwór zamieszczony w serwisie nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny) na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody MURATOR S.A.. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody MURATOR S.A. jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
W serwisie:
Kierunki
Aktualności
Wasze Wyprawy
Forum
Porady
Kuchnie Świata
Murator S.A:
O wydawnictwie
Kontakt do serwisu podroze.pl
Redakcja miesięcznika Podróże
Reklama
Licencje
Regulamin serwisu
Polityka Cookies
Sklep on line
Polityka prywatności
Serwisy internetowe:
Dom i ogród:
Muratordom.pl
Forum.muratordom.pl
Ofero24.pl
Projekty.murator.pl
Tuznajdziesz.pl
Muratorfinanse.pl
Urzadzamy.pl
Stronywnetrza.pl
Wymarzonyogrod.pl
Rosliny.urzadzamy.pl
Muratordom.com.ua
Zrobiszsam.pl
Styl życia:
Poradnikzdrowie.pl
Mjakmama24.pl
Mowimyjak.pl
Glamki.pl
WFormie24.pl
DlaPacjentow.pl
Rozrywka, informacja:
Se.pl
Eska.pl
Eska.tv
Eskarock.pl
Polotv.pl
Voxfm.pl
Radiowawa.pl
eskaGO.pl
Gwizdek24.pl
Superauto24.pl
Superseriale.pl
Hobby i wypoczynek:
Podroze.pl
Zagle.com.pl
Architektura i budownictwo:
Muratorplus.pl
Architektura.muratorplus.pl
Tuznajdziesz.pl
Archirama.pl
Zakupy:
Zakupy.tuznajdziesz.pl
Zakupy.mjakmama24.pl
Sklep on line
Wideo:
Fokus.tv
SuperExpress.tv
murator.tv
Polotv.pl
Voxmusic.tv
Miesięcznik:
Murator
Dobre wnętrze
M jak mieszkanie
Moje mieszkanie
Podróże
Żagle
Architektura
Zdrowie
M jak mama
Sklep on line