Myjnia samochodowa dla mieszkańców Kisumu - w ten mądry sposób ludzie z plemienia Luo korzystają z sąsiedztwa...Jeziora Wiktorii!
Mieszkańcy Afryki często nazywani są mistrzami transportu. Sposób, w jaki przewożą towary i ludzi, przyprawia o dreszcze i powoduje przyspieszone bicie serca. Często zastanawiałem się, jak to w ogóle jest możliwe?
10.10.2008Z afrykańskimi środkami transportu przychodzi nam się zmierzyć zaraz po wylądowaniu na lotnisku w Nairobi. W krajach europejskich, po wyjściu z terminalu, mamy do dyspozycji autobusy, tramwaje czy metro podróżujące do różnych dzielnic miasta. W Kenii nie ma takich luksusów. A przynajmniej nie takich jakie znamy z naszego kontynentu. Z lotniska do centrum Nairobi możemy dotrzeć na trzy sposoby. Bogatsi turyści wezmą taksówkę i po kłopocie (ok. 1500 Ksh w jedną stronę), biedniejsi skorzystają z City Hopa lub matatu. City Hopa to nazwa śmiesznie wyglądających autobusików przewożących mieszkańców Nairobi po kilku najważniejszych dzielnicach miasta. Jazda z lotniska do centrum zajmuje ok. 45 min., a jej koszt to 50 Ksh. - "fifty bob's" jak mawiają autochtoni. Jak wynika z czystej kalkulacji, wybierając City Hopa w miejsce taksówki, oszczędzimy 1450 Ksh. Polecam! Ten środek transportu w porównaniu z matatu jest dość wygodny. Każdy pasażer zajmuje w nim własne miejsce siedzące! W tej części świata jest to rzadko spotykany luksus… City Hopa ma kilka stałych przystanków, ale zatrzymuje się wielokrotnie podczas przejazdu, wpuszczając i wypuszczając pasażerów, jak i gdzie komu wygodnie. Wystarczy poinformować konduktora, gdzie dokładnie chcemy wysiąść. Konduktor jest jednocześnie szefem reklamy i marketingu takiego autobusu. Przez całą trasę wygląda przez okno w poszukiwaniu potencjalnych klientów, głośno krzycząc nazwę stacji docelowej i wystawiając na widok przechodniów tabliczkę z numerem linii. Każdy klient się liczy, więc kierowca zwalnia prawie do zera ilekroć zauważy przechodnia na ulicy. A że przechodniów jest dużo to i przystanki częste. Przejazd City Hopa to doskonały trening cierpliwości przed spotkaniem z kolejnym środkiem transportu…Matatu.
Jak już szczęśliwie dotrzemy do centrum miasta, sposób w jaki poruszają się po nim mieszkańcy po raz kolejny zaskakuje. Aby dotrzeć do hotelu musimy albo wziąć taksówkę, albo skorzystać z Matatu – króla afrykańskich dróg i bezdroży. Matatu nazywane tak przez tubylców to najpopularniejszy środek transportu nie tylko w Kenii ale i w całej Afryce. W zależności od kraju zmienia się jego nazwa, ale rola i znaczenie dla transportu pozostają te same. Matatu jest to 14 osobowy busik, zwykle toyota lub nissan, do którego z łatwością upycha się ponad trzydzieści osób!! Podróż takim pojazdem trochę przypomina jazdę szybką kolejką w wesołym miasteczku. Chociaż co ja mówię!? Jazda szybką kolejką to przy tym dziecinna zabawa! Decydując się na przejazd Matatu musimy się liczyć z tym, że zostaniemy zapakowani do małego busika często bez żadnego przeglądu technicznego, z nieważnym ubezpieczeniem, zbitą w kilku miejscach przednią szybą, w którym bez przerwy coś stuka, puka i odpada. Będziemy się tam gnietli wraz z innymi pasażerami, wśród których występują nie tylko ludzie ale i zwierzęta, tobołki, walizy i inne czasem dziwnie „pachnące” pakunki. Zdarza się, że nasz sąsiad - upchnięty zresztą z nami na jednym fotelu - przewozi trzy kury, powiązane za nogi w jeden poręczny pakunek, dziecko siedzące nam na kolanach z lekka przysypia, a jego mama, siedząca z trójką pozostałych dzieci po naszej lewej stronie, głośno podśpiewuje jakiś afrykański przebój, wtórując wyjącym na cały regulator głośnikom! Do tego nie każdy kierowc ma w zwyczaju zwalniać przed „spowalniaczami”, przez co nasze Matatu, od czasu do czasu, wpada w „turbulencje” a wszyscy pasażerowie na chwilę tracą przyczepność z fotelem.
Matatu podróżuje się nie tylko w Nairobi, ale i po całym kraju. Często są to jedyne środki transportu, docierające do wiosek, leżących z daleka od głównych tras w Kenii. I tu także kierowcy zatrzymują się na każde życzenie pasażera a wiszący za drzwiami konduktor zajmuje się naganianiem kolejnych klientów. O rozkładzie jazdy można zapomnieć. Matatu rusza ze stacji dopiero w momencie, kiedy jest całkowicie zapełnione. Przy czym całkowite zapełnienie nie przeszkadza mu brać dalszych pasażerów po drodze! Kierowca zatrzymuje się wszędzie, gdzie akurat wsiadają lub wysiadają klienci, może też podjechać na stację benzynową, do warsztatu oddać koło lub uciąć sobie pogawędkę z innymi kierowcami. Zdanie klienta w kwestii czasu zupełnie kierowcy nie interesuje. Pole pole – spokojnie, spokojnie!
Koszty przejazdów są różne w zależności od dystansu. Za podróż Matatu z Nairobi do Kisii zapłacimy jakieś 700 Ksh. Przejazd z Kisii do Kisumu wyniesie 400 Ksh a z Kisumu do Busii na granicy z Ugandą ok. 300 Ksh. Są jednak miejsca, gdzie nawet wszechobecne Matatu nie docierają. Są miasteczka, wioski i wioseczki, gdzie dotrzeć można korzystając tylko z takich pojazdów jak Boda Boda, Piki Piki lub Tuk Tuki. Załóżmy, że chcemy dotrzeć z Kisumu położonego nad jeziorem Wiktorii do małej wioski Kogere w zachodniej Kenii. Najpierw musimy skorzystać z Matatu, które dociera do wioski Sega. Stamtąd do oddalonego o 8 km. Kogere dostaniemy się motocyklową taksówką zwaną Piki Piki (wersja droższa) lub rowerową taksówką zwaną Boda Boda (wersja tańsza). Za motocyklową taksówkę zapłacimy ok. 40 Ksh a za rowerową 20 Ksh. Dla mieszkańców wiosek, takich jak Kogere, jest to jedyny sposób (oprócz spaceru), aby szybko i sprawnie dostać się do domu. Przy czym, mogą oni przewozić niezwykle cenne dla domu i obejścia ładunki, takie jak kury, dwumetrowe maty bambusowe lub…5 arkuszy blachy falistej. I to bynajmniej nie przeszkadza dzielnym kierowcom Piki Piki. Sobie tylko znanym sposobem, na jeden motor pakują rodzinę, składającą się z rodziców z trójką dzieci, znajdując jeszcze miejsce na ich tobołki i bagaże. Jadąc swoim własnym prywatnym Piki Piki, przez wieś Sega, widziałem pewnego razu taki obrazek. Przede mną podróżowało bliźniacze Piki Piki, na które zaradny kierowca zapakował dwie całkiem żywe i dorodne…świnie!! Przy czym owe stworzenia przywiązane ciasno do siedziska, kwiczały na każdej górce i dołku, dając niezapomniany świński koncert na dwa ryjki. Kwi, Kwi, Kwi-kwi-kwi…niosła się melodia po wsi, a uśmiechnięty kierowca zdawał się w jej rytm wesoło podróżować.
Z Boda Boda rzecz się ma podobnie. Są to rowery typu „Ukraina” z zainstalowaną na bagażniku, specjalnie wykonaną poduszką oraz dospawanymi do ramy podnóżkami. Tymi rowerami przewozi się wszystko od pasażerów po towary całkiem sporej objętości. Zdarzają się też tacy sztukmistrze rzemiosła rowerowego, że siłą własnych mięśni przewożą i jedno i drugie! Na przykład kobietę z dzieckiem i jej tobołek, składający się z siedmiu kur, którymi handluje na targu. Jak to robią nie wiem, tak samo jak nie wiem w jaki sposób można przenieść na głowie snopek chrustu wielkości słupa ogłoszeniowego. A jednak można! Powożenie Boda boda jest popularne na zachodzie i północy kraju. W miastach takich jak Eloret , Busia czy Kisumu rowerowe taksówki są bardzo popularne. Także we wsiach i mniejszych miasteczkach ten sposób transportu ułatwia mieszkańcom dotarcie do dalej położonych osad. Jest to również doskonały sposób zarobku dla całej rzeszy młodych mężczyzn, którzy codziennie, przy stacjach Matatu, wyczekują na swoich klientów.
Przyzwyczajony już do korzystania z Boda Boda, pojechałem kiedyś na wybrzeże a dalej na południe Kenii w stronę granicy z Tanzanią. Ku mojemu zdziwieniu w miastach takich jak Mombasa, Malindi czy Voi te środki transportu nie funkcjonują! I przyznam, że bardzo mi tego brakowało. Chcąc się dostać o dziesięć przecznic dalej w Warszawie jadę kilka przystanków autobusem, w Kisumu biorę Boda Boda, a w Mombasie po prostu mam drałować na piechotę? Nie podobało mi się to. Oj nie! Już kombinowałem jak tu rozkręcić Boda Bodowy biznes w Mombasie, kiedy zorientowałem się, że przejeżdżają koło mnie małe trójkołowe taksóweczki. Nazywają się Tuk Tuki i występują także w innych częściach kraju, o czym zapomniałem korzystając z tańszych rozwiązań jak Boda Boda czy Piki Piki. Tuk Tuk to taki pół motor pół samochód, do którego mieszczą się trzy osoby plus kierowca. Z przodu ma jedno koło i kierownicę jak w motocyklu, a z tyłu dwa koła i budkę. Nam udało się tam zmieścić w pięć osób plus siedem pokaźnych plecaków…plus kierowca rzecz jasna! Niestety nie mam własnego filmiku z podróży Tuk Tukiem, ale polecam jeden znaleziony na YouTube http://www.youtube.com/watch?v=p4xCR7-s7vo , który doskonale oddaje wrażenia z jazdy tym wynalazkiem po ulicach Mombasy.
Powyżej opisałem najważniejsze i najbardziej oryginalne środki transportu w Kenii. Wspomnę jeszcze o samolotach i autobusach łączących większe miasta kraju. Lokalne linie lotnicze Fly540 ( www.fly540.com ) oferują podróże między Nairobi, Kisumu, Malindi, Lamu, Eldoret, Mara, Entebbe a Mombasą. Cena lotu z Nairobi do Mombasy to ok. 6000 - 7000 Ksh. Lot trwa około 1,5 godziny. Jedna krótka historia kojarzy mi się z moim lotem z Kisumu do Nairobi. Zadziwiła mnie zręczność i łatwość manewrowania pilotów lokalnych linii lotniczych. Samoloty tych linii to mniejsze, bardzo ładne, prawie nowe Boeingi. Na europejskich lotniskach, zanim samolot wystartuje, przechodzi całą procedurę startową. Najpierw pomału przemieszcza się od rękawów do pasa startowego, kołując na lotnisku. Następnie staje na początku pasa startowego, rozgrzewa silniki i rozpoczyna manewr startu. Afrykańscy piloci mają nieco inną procedurę. Prowadzą i podrywają swoje maszyny do lotu niczym wytrawni kierowcy amerykańskich limuzyn. Ich wdzięk i szarmancja zasługują na największy podziw. Nasz start wyglądał tak właśnie jakby taki kierowca limuzyny lekko i sprawnie wykonał manewr zawracania przy czym już w połowie manewru gwałtownie przyspieszał. W trzy sekundy później byliśmy w powietrzu. Niesamowite. Bez zbędnych ceregieli. Zawracamy i lecimy.
Autobusy są tańszą alternatywą do transportu lotniczego. Odjeżdżają kilka razy dziennie z Accra Road w Nairobi. W Mombasie, większość stacji mieści się na Jomo Kenyatta Ave, blisko ronda przy Shibu Rd. Za całkiem komfortowy autobus rejsowy Easy Coach lub Coastline na trasie Nairobi – Mombasa zapłacimy 1800-2000 Ksh a podróż potrwa 9 – 11 godzin. Czas przejazdu jest uzależniony od aktualnego stanu dróg, zmęczenia kierowcy i tego jak często nasz pojazd będzie się psuł. A czasami się to zdarza, o czym dane mi bło kilkakrotnie się przekonać. Szczególnie pamiętał będę jedno zdarzenie. Podczas podróży z Mombasy do Moshi w Tanzanii wyglądam sobie prez okno obserwując mijane wioski. Patrzę na ludzi przy drodze, rozbiegane stadka zwierząt, roślinność…mijające nas koło autobusu. Co? Jak to? Autobus jedzie a koło nas wyprzedza? Ano tak! Jak nic jedzie sobie obok nas nasze koło po czym skręca lekko w prawo i ląduje pośrodku sawanny na jednym z niskopnących krzewów. Lekko poruszony zawiadomiłem konduktora o tym co widziałem. Kierowca zatrzymał autobus i ze zdziwieniem stwierdził brak jednego koła w tylnej osi. Na szczęście oś ta porusza się na tak zwanych „bliźniakach” więc nasze głowy uratowało trzymające się jeszcze dzielnie drugie koło. Kierowca z konduktorem pochodzili troszkę dookoła autobusu, podumali, pogadali, po czym stwierdzili, że czas nas nagli i musimy ruszać w dalszą drogę. Brak jednego koła zupełnie nikomu nie przeszkadzał. Potem się naprawi.
Na koniec troszkę mniej wesoło. Skoro mówimy o środkach transportu, to również bardzo popularne w Kenii są…kobiety i dzieci. Może nieładnie mówić o nich w ten sposób, ale to właśnie kobiety i dzieci, noszące na głowach i plecach baniaki z wodą, drewno na opał czy drób do jedzenia najczęściej spotyka się na drogach. Smutne to są obrazki i przykre, szczególnie kiedy wiemy, że te dzieciaki noszą ciężary zamiast przebywać w szkole, a kobiety wykonują nadludzki wysiłek, aby zapewnić swojej rodzinie codzienny byt. Taki kraj. Hukana Matata.
Takim jak ja niezamożnym włóczykijom, proponuję jeszcze z polski zarezerwować sobie miejsce w hotelu przynajmniej na pierwszą noc. Błąkanie się po mieście z plecakami i szukanie hotelu na miejscu nie jest najlepszym pomysłem. My znaleźliśmy miejsca w hotelu sieci YMCA, która ma swoje filie w większych miastach Afryki. Sieć ta oferuje całkiem niezły standard jak na schroniska młodzieżowe. Ceny to 1800 KSh dwójka i 1200 Ksh jedynka. Bez łazienki. Za 3000 KSh można sobie zafundować małżeński „apartament” z szerokim łóżkiem i prywatną łazienką.
Po drodze, wzdłuż głównych tras można znaleźć tanie hoteliki prowadzone przez okolicznych mieszkańców. Nie ma tam luksusów, za to można poczuć lokalny klimat, spotkać miejscową ludność i skosztować tradycyjnych potraw. W parkach narodowych znajdują się kampingi z podstawowym wyposażeniem, często bez prądu więc proponuję naładować wszystkie baterie przed przekroczeniem bram parku. Alternatywą są hotele zwane safari lodge, w których cena za noc zaczyna się od 250 $.
Takim jak ja niezamożnym włóczykijom, proponuję jeszcze z polski zarezerwować sobie miejsce w hotelu przynajmniej na pierwszą noc. Błąkanie się po mieście z plecakami i szukanie hotelu na miejscu nie jest najlepszym pomysłem. My znaleźliśmy miejsca w hotelu sieci YMCA, która ma swoje filie w większych miastach Afryki. Sieć ta oferuje całkiem niezły standard jak na schroniska młodzieżowe. Ceny to 1800 KSh dwójka i 1200 Ksh jedynka. Bez łazienki. Za 3000 KSh można sobie zafundować małżeński „apartament” z szerokim łóżkiem i prywatną łazienką.
Po drodze, wzdłuż głównych tras można znaleźć tanie hoteliki prowadzone przez okolicznych mieszkańców. Nie ma tam luksusów, za to można poczuć lokalny klimat, spotkać miejscową ludność i skosztować tradycyjnych potraw. W parkach narodowych znajdują się kampingi z podstawowym wyposażeniem, często bez prądu więc proponuję naładować wszystkie baterie przed przekroczeniem bram parku. Alternatywą są hotele zwane safari lodge, w których cena za noc zaczyna się od 250 $.
Zasady ruchu drogowego w Kenii można określić jako "wolna afrykanka"! Jedynie pewne jest tylko, że występuje tu ruch lewostronny dzięki wspaniałomyślności Korony Brytyjskiej. Reszta jest dziełem przypadku i prawa silniejszego.
Po Kenii można poruszać się na kilka sposobów w zależności od zasobności portfela i celu podróży. Mieszkańcy i turyści mają nawet do dyspozycji samoloty i rejsowe autobusy!. Są jednak miejsca gdzie tak luksusowe środki transportu nie docierają. I tu zaczyna się przygoda!. Korzystanie z takich pojazdów jak matatu, boda boda, piki piki czy tuk tuki można streścić w dwóch słowach - i smieszno i straszno.
Więcej o tym jak się przemieszczać, żeby nie zginąć w dzisiejszym opisie wyprawy...
Drogi w Kenii zaczęto budować stosunkowo niedawno. Pierwsi podróżnicy przedzierali się przez ten kraj na wielbłądach, i osłach. Eksploracja lądu zaczęła się od założenia w 1901 r. linii kolejowej łączącej Mombasę z Jeziorem Wiktorii. Jej budowa jednak umożliwiła eksplorację głębii lądu i przyczyniła się do powstania stolicy państwa - Nairobii. Obecnie widać jak zdłuż tej linii rozwijał się cały kraj. Chociaż po kolei zostały tylko wspomnienia i zardzewiałe opuszczone tory, to właśnie wzdłuż nich ciągną się główne szlaki kominikacyjne kraju. Drogi zaczęto budować z początkiem lat sześćdziesiątych. W chwili obecnej znakomita większość z nich jest w opłakanym stanie. Tylko główne trasy jak Mombasa - Nairobi są poddawane modernizacji i spełniają cywilizowane normy. Reszta to dziury między wyspami asfaltu.
Dobra wiadomość przed wakacjami: tańszy roaming w krajach UE
godz. 04:45 Niedziela 27.5.2012 Autor: podróże.plPodziel się wrażeniami i zdjęciami ze swoich wypraw, zamieść relację z wyjazdu i wygraj aparat fotograficzny Fujifilm FinePix XP30!
Stolica: Nairobi Waluta: szyling kenijski (KES) Języki urzędowe: angielski, suahili
Lokalny czas
Kiedy jechać
Najlepiej od stycznia do marca.
Niezbędne informacje
więcejPrzydatne adresy
- www.explorerkenya.com Safari
- www.natureswonderlandsafaris.com Safari
- www.dianibeach.co.uk/transport.htm Transport
- www.kenya-advisor.com Informacje
- www.bwanazulia.com/shopping.html Zakupy
CZYTAJCIE NAS
Wywiad z Rafałem Milachem ...
Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia… więcej
Wywiad z Rafałem Milachem
Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak… więcej
Samochodem po Europie - ...
Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i… więcej
2 lata w podróży ...
158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej… więcej
Tagi
- W serwisie:
- Kierunki
- Aktualności
- Wasze Wyprawy
- Forum
- Poradnik
- Kuchnie Świata
- Murator S.A:
- O wydawnictwie
- Kontakt do serwisu podroze.pl
- Redakcja miesięcznika Podróże
- Reklama
- Licencje
- Regulamin serwisu
- Sklep on line
- Serwisy internetowe:
-
- Dom i ogród:
- Muratordom.pl
- Forum.muratordom.pl
- Projekty.muratordom.pl
- Muratorfinanse.pl
- Urzadzamy.pl
- Wymarzonyogrod.pl
- Muratordom.com.ua
- Architektura i budownictwo:
- Muratorplus.pl
- Architektura.muratorplus.pl
- Tuznajdziesz.pl
- Hobby i wypoczynek:
- Podroze.pl
- Zagle.com.pl
- Poltrip.pl
- Zdrowie i rodzina:
- Poradnikzdrowie.pl
- Dlarodzinki.pl
- Dzieckozakupy.pl
- www.Mjakmama24.pl
- Rolnictwo:
- Rolnictwoonline.pl
- Wideo:
- Jestem.pl
- Porady:
- Mowimyjak.pl
- Rozrywka informacje:
- Se.pl
- Seusa.info
- Eska.pl
- Eskarock.pl
- Voxfm.pl
- Radiowawa.pl
- Fabrykamuzy.pl
- Gwizdek24.pl
- Superauto24.pl
- Zakupy:
- Zakupy.muratordom.pl
- Zakupy.urzadzamy.pl
- Zakupy.wymarzonyogrod.pl
- Zakupy.poradnikzdrowie.pl
- Zakupy.zagle.com.pl
- Supertanio.pl
- Wgrupiekupie.pl
- Sklep on line
- Miesięcznik:
- Murator
- Dobre wnętrze
- M jak mieszkanie
- Moje mieszkanie
- Podróże
- Żagle
- Zbuduj dom
- Architektura
- Zdrowie
- M jak mama
- Sklep on line

