Miasto przytłacza... ruch na ulicy... ludzie na chodnikach - człowiek czuje się jak mrówka w ogromnym mrowisku!
13.12.2008Stolicę Meksyku trudno zwiedzić w jeden - dwa dni, ogrom tego miejsca przytłacza. Już pierwszego dnia wiedziałem, że nie będę w stanie zobaczyć wszystkiego - co miałem w planie. Pozostało mi więc, szybko przeanalizować opcję i dokonać wyboru - postanowiłem zwiedzić dokładnie kilka najważniejszych miejsc i mniej dokładnie miejsca, na które nie wystarczy czasu z nadzieją, że któregoś dnia przyjadę na dłuższy czas tylko do miasta Meksyk. Spacerując po Katedrze zorientowałem się, że zobaczenie wszystkiego wartego uwagi zajmie mi chyba cały dzień - jestem pewien, że miłośnik sztuki sakralnej byłyby w "raju" hmm... słowo to całkiem pasuje do sytuacji i miejsca :).
Po wyjściu z Katedry znaleźliśmy się z powrotem na Placu Zocalo, który do tego czasu zapełnił się masą ludzi. Hałas trochę ogłuszał, wymieszane odgłosy trąbiących samochodów mieszały się z krzykami sprzedawców, jeden wielki kociokwik. Za następny cel zwiedzania obraliśmy Pałac Prezydencki zwany Palacio Nacional, bardzo długi budynek z trzema bramami, nad którymi znajdują się wieżyczki, środkowa brama z dzwonem Dolores to wejście dla turystów na dziedziniec, pozostałe wejścia należą do prezydenta i rządu. Budowla z zewnątrz przypomina o bogatej historii kolonialnej i długiej dominacji Hiszpanii w tym rejonie. Była akurat niedziela, więc przypadkiem trafiliśmy na darmowe wejście. Przechodząc przez bramę zauważalna jest wszechobecność żołnierzy w zielonych mundurach polowych, nie omieszkaliśmy więc, poprosić ich o pamiątkowe zdjęcia na co chętnie pozwalają. Są tacy mali, że sięgają nam pod ramię, widać - że duża część stacjonujących tu wojaków pochodzi z plemion indiańskich i wzrostem nie dorównują nawet mieszkańcom stolicy :). Ale starają się wyglądać groźnie. Mijamy schody i ściany z murals Diego Rivery przedstawiające wydarzenia z historii Meksyku, miły akcent dla mnie. San Francisco, gdzie mieszkam słynie z pięknych malowideł ściennych, a kilkanaście wykonanych jest właśnie przez tego artystę, który spędził trochę czasu w tym miejscu. Samo oglądanie muralsów może wciągnąć i człowiek nie zauważy płynącego czasu. Pałac ma kameralny dziedziniec z fontanną pośrodku, a otaczają go piękne trzypiętrowe barkowe łuki. Idąc dalej przechodzimy do ogrodów, w których rosną chyba wszystkie spotykane w Meksyku odmiany kaktusów, a pastelowo czerwone ściany kolonialnych budynków stwarzają niezapomniany klimat, a jeszcze dodać do tego kontrastującą zieleń kaktusów i mamy świetne miejsce na dobrą sesję zdjęciową, co z wielką ochotą zrobiłem. Ogrody na tyłach pałacu - to azyl od gwaru i smogu, który znajduje się kilka metrów dalej i jest jednym z przyjemniejszych miejsc w okolicy Placu Zocalo.
Zostawiamy to miłe dla oka i duszy miejsce, skręcamy w lewo i po kilku metrach docieramy do następnego punktu na naszej trasie po mieście - jest nim Templo Mayor - jedna z najważniejszych budowli Azteków w centralnej części ich dawnej stolicy Tenochtitlan. Piramida znajdująca się w tym miejscu została znaleziona przypadkiem w 1978 roku i zabezpieczona dla prac archeologicznych, dlatego wygląd tego miejsca jest tak "beznadziejny", że osoba zwiedzająca miasto mogłaby przejść obok budowli i nawet jej nie zauważyć. Pozostałości świątyni znajdują się na tyłach Katedry i dotarcie tam - to chwa. Wejście od niedawna jest płatne i aż trudno uwierzyć, że w tym miejscu Aztekowie składali ofiary swoim ogom, co świetnie przedstawione jest w filmie Mela Gibsona "Apocalypto". Dla miłośników kultury Azteków to wspaniałe przeżycie, można zobaczyć tutaj figury, kamienie ofiarne i fragmenty budowli - wszystko to chodząc po specjalnych pomostach, w znajdującym się tam Muzeum Wielkiej Świątyni na przestrzeni kilku sal zgromadzono wiele pamiątek azteckiej kultury. Na opisanie detali nie znajdę tutaj miejsca, a zainteresowane tematem osoby zachęcam do lektury historii Temple Mayor.
Opuszczamy strefę wykopalisk, które z zewnątrz nie wyglądało zbyt zachęcająco i widziałem dużo osób pośpiesznie rezygnujących ze względu na wygląd z zewnątrz. Wracamy na plac i przeciskamy się na wąską uliczkę Calle Moneda. Przez chwilę zastanawialiśmy się jak najszybciej przepchać się między tłumem Meksykanów, ale podjęliśmy wyzwanie, na chodnikach - na szybko skleconych straganach i kocach trwał handel. Sprzedawane jest tu chyba wszystko, a dla nas oferta wydaje się wręcz nierealnie abstrakcyjna, kupić tu można takie „bzdety", że wielokrotnie nie mogłem opanować śmiechu... Oczywiście dostaniemy tutaj też "pamiątki" po Aztekach, często "oryginalne" :). Harmider jest nie do opisania, ale to ma swój urok. Dla wielbicieli sztuki polecenia godne są Museo Nacional de las Culturas, Museo de la Secretaria Hacienda i Museo Jose Luis Cuevas, gdzie można zobaczyć bogate kolekcje sztuki meksykańskiej i hiszpańskiej, jeśli wystawione w tych miejscach rzeczy - nie zadowolą wybrednego „kolekcjonera" zabytków - to na pewno zrobią to kameralne dziedzińce i fasady tych budynków.
Czas płynął szybko i jeśli mielibyśmy go więcej to z pewnością przedłużylibyśmy spacer! Czytając przewodniki wiedziałem, że okolica obfituje w przeróżne atrakcje, szkoda :(, może następnym razem zrobimy to na spokojnie. Wracamy z powrotem do centralnego punktu naszych wypadów czyli Zocalo. Teraz zmieniamy kierunek i spieszymy się do widocznego prawie z każdego miejsca wieżowca Torre Latinoamericana, budynek mierzy 140 metrów - nie licząc anteny. Naszym celem było 44 piętro i taras widokowy. Mieliśmy szczęście i pogoda nawet dopisała - mam na myśli smog, przejrzystość była bardzo dobra i przez lornetkę widać było slamsy - dzielnice biedy na obrzeżach miasta. Widoki z tego miejsca dają wyobrażenie z jak wielkim molochem mamy do czynienia, miasto rozlewa się po horyzont i nigdzie nie widać końca. Wyróżniają się tylko szklane wieżowce dzielnicy finansowej i wielkie parki zwane płucami miasta.
Wracamy pod Katedrę i siadamy w małej kafejce, czekamy tutaj przy piwku na godzinę 18 - kiedy to ma nastąpić uroczyste zwinięcie ogromnej meksykańskiej flagi. O danej porze pojawiają się znajome twarze z Palacio National - zielone żołnierzyki, mocują się z linami i flaga powoli zsuwa się z masztu. Mała gromadka stara się zapanować nad wielki kawałkiem materiału, co przychodzi im z trudem, ale wszystko dobrze się kończy. Nie ma tu zmyślnego składania w trójgraniastą formę - jak to lubią czynić Amerykanie.
Powoli robi się ciemno a my snujemy się jeszcze po bocznych uliczkach, znajdujemy jakąś jadłodajnię i pierwszy raz zamawiam sobie coś na ostro... nie daję rady zjeść, oczy wychodzą z orbit. Jeśli ich proszę o łagodne danie, to dostaję szatańsko ostry posiłek, a jeśli proszę o "no picante" to dostaje to co w Polsce uznane by było za bardzo ostre... Trudno trzeba się przyzwyczaić :).
Pozostaje teraz wizyta w banku i wymiana dolarów. Turystę na początku szokują widoki uzbrojonych po zęby policjantów stojących przed wejściem do banku, jednak należy do takich widoków przywyknąć. Wracamy do hotelu chwilkę odpocząć i przebrać się przed wyruszeniem na nocną eskapadę. Łapiemy zielone garbusy taxi, nie zmieścimy się w nich w cztery osoby. Kolega ze stażem w Meksyku zabera nas dakiejś knajpy w pobliskiej Zona Rosa, miejsce - które trzeba koniecznie odwiedzić jeśli chcemy zobaczyć jak wygląda normalne życie towarzyskie klasy średniej. Docieramy do miejsca, gdzie ruch kołowy jest zakazany i zaczyna się deptak, wszędzie dużo kafejek, restauracji, gra muzyka. Klimat świetny i wyczuwa się duży luz. Zostajemy zaprowadzeni jakimiś bocznymi uliczkami do obdrapanego z pastelowej farby dwupiętrowego domu z drewnianymi okiennicami, klimat iście kubański, co potwierdza się w środku. Stoliki, bar i ludzie żywcem przeniesieni z Havany, dym cygar i mojito :). Popijamy i bratamy się z miejscowymi, po kilku drinkach przychodzi to łatwo, a panie same wyciągają nas do tańca. Wszystko w rytmie salsa. Jest rewelacyjnie, jak niewiele potrzeba tym ludziom do szczęścia :). Pozazdrościć luzu, temperamentu i swobody w kontaktach. Nareszcie nie ma tej agresji i obojętności, smutnych twarzy i szarości, którą widywałem przez kilkanaście lat w Polsce. Wspinam się na pięterko i obserwuję tańczących na parkiecie popijając mojito, to są te magiczne chwile, które zapamiętam do końca życia :). Nie pamiętam nazwy lokalu, nie pamiętam miejsca, ale zapamiętam ludzi i klimat. Wracamy późno w nocy i padamy... Rano czeka nas wyprawa za miasto do Teotihuacan - wielkich piramid.
Poranek to wizyta w lokalnej knajpie na kolejne buritos czy tacos - popite tylko wodą. Musimy znowu zejść w odmęty metra, żeby dotrzeć do Terminal del Norte - czyli stacji autobusowej położonej na północy miasta. Przebycie tego odcinka pochłonęło trochę czasu, znowu byliśmy wielką sensacją jako biali turyści w wagonie metra :). Na stacji panował wielki kocioł i trudno było zorientować się, którym autobusem mamy jechać. Linię do starożytnego miasta Azteków obsługiwały trochę stare autobusy, przerobione ze szkolnych, nie wszędzie były szyby, ale to chyba standard. Pobliskie stragany oferowały jedzenie i picie, szczególną popularnością cieszyła się lemoniada czy jakiś sok nalany do foliowej torebki i okręcany wokół słomki. Oczywiście kupiliśmy na drogę, żeby sprawdzić co piją lokalni, zabraliśmy też jedzenie w postaci tacos i radośnie ruszyliśmy w podróż. Dużym plusem było to, że autobusy odchodziły co kilkanaście minut i nie było obaw, że nie zdążymy. Mogliśmy oczywiście skorzystać z oferty wielu prywatnych operatorów i dotrzeć na miejsce w warunkach luksusowych, ale to byłoby zbyt proste i bez smaczku. Kierowca naszej maszyny przejechał przez ubogie dzielnice i slamsy, widok szokujący - płoty i blacha falista, wszędzie śmieci i psy. Wtedy dopiero zdałem sobie sprawę z biedy, jaka tutaj panuje. Ogromne kontrasty między bogatymi, a biednymi - tak charakterystyczne dla krajów trzeciego świata. Myślę, że gdyby jakiś turysta wszedł w tą okolicę, to słuch by po nim zaginął. Jazda zajęła nam ponad godzinę i wylądowaliśmy w końcu na wielkim parkingu, gdzie znajdował się "dworzec" autobusowy, z którego mieliśmy wracać.
Po wyjściu z autobusu naszym oczom ukazała się ogromna piramida, widok od "tyłu" jeśli można tak powiedzieć. Miejsce to tak na naprawdę strefa archeologiczna i według mnie najważniejszy punkt wizyty w środkowym Meksyku. Wszystko można pominąć, ale nie Teotihuacan [te-o-ti-ła-kan], w wolnym tłumaczeniu : miejsce, w którym ludzie stają się bogami. Miejsce słynie z ogromnych piramid Słońca i Księżyca, które było największym starożytnym miastem Meksyku i stolicą imperium Azteków. Szliśmy wielce podekscytowani widokiem - nareszcie piramida z prawdziwego zdarzenia taką jaką widzieliśmy na zdjęciach.
Dotarliśmy do głównej drogi w tym wymarłym miasteczku - nazwa oddawała rzeczywistość, a ulica nazywała się Avenida de los Muertos (Aleja Zmarłych), po bokach znajdowały się pomieszczenia z równo wyciętych skał z ornamentami typowymi dla kultury azteckiej. Wszystkie uliczki odchodzące na boki krzyżowały się pod kątem prostym, wzdłuż alei wybudowano coś na kształt platform ze schodami przypominających lądowiska - i jak tu nie wierzyć w teorie Denikena o przybyszach z kosmosu :), trudno wyobrazić sobie inne przeznaczenie tych stanowisk :). Stanęliśmy na wprost trzeciej co do wielkości na świecie piramidy- piramida del Sol - przygniotła nas swoją wielkością, staliśmy się tacy malutcy, a przed nami było wyzwanie, wejście na szczyt! Do pokonania było ponad 70 metrów i 248 stopni i to nie normalnych stopni tylko wyciętych głazów. Niektóre ze stopni były tak wąskie, że trzeba była stawać na palcach lub stawiać stopę bokiem. Pomimo ogromnego upału, udało nam się dotrzeć na szczyt bez pomocy lin i tragarzy :). A o wypadek trudno - wystarczy, że ktoś zemdleje przy takiej temperaturze i spokojnie lecąc w dół, mona się nieźle połamać lub zabić :(. Na szczycie chwilę odpoczęliśmy podziwiając piękną panoramę całego miasta, a trzeba pamiętać, że to tylko mały kawałek miasta - jakie było przed wiekami. Ludzie na dole stali się mrówkami, a pobliska Piramida Księżyca wydała się malutka. O ile myślałem, że wdrapywanie było ciężkie to schodzenie jednak było gorsze, teraz jeszcze łatwiej było o wypadek, ale udało się w miarę szybko dotrzeć żywym na Aleję Zmarłych :).
Na końcu drogi czekała na nas druga wspinaczka, tym razem piramida nie była taka wysoka i poszło nam dość sprawnie, dopiero końcowy fragment - szczyt nie posiadał schodków tylko wystające kamienie. Pomagaliśmy sobie trochę rękami i stanęliśmy na szczycie dumnie pozując do zdjęć jako zdobywcy :). Osobiście ta Piramida Księżyca wydala mi się ładniejsza, bardziej proporcjonalna i kształtna. O ile Piramida Słońca z daleka wydaje się wielkim kopcem, to jej mniejsza siostra ma u podnóża kilka platform, które tworzą spójną całość i mają kształt piramidy - jakiej oczekiwałem. Już na dole przeczesaliśmy w miarę dokładnie komnaty Pałac Ptaka-Motyla, Pałac Jaguarów i Świątynie Pierzastych Konoch – hmm - co za nazwy :). To nie lada gratka dla fanów historii. Rzeźby i murale przedstawiające bóstwa i wydarzenia sprzed wielu wieków wyeksponowane przed nami na ścianach, imponowały i dawały do myślenia - jak wielką kulturą byli Aztekowie.
Nawet nie zaczepiani przez zwykle natrętnych sprzedawców pamiątek, dotarliśmy na drugi koniec alei - do kompleksu budowli nazywanego Cytadelą, która była rezydencją najwyższych dostojników państwowych w mieście. Cztery szerokie ściany otaczają wielki dziedziniec, na którym znajduje się Świątynia Quetzalcoatla (Pierzastego Węża). Świątynia zbudowana jest w formie piramidy. Stając pośrodku miasta czułem, że w końcu zobaczyłem ten Meksyk, który chciałem! Piramidy, o których tyle czytałem, teraz widziałem na własne oczy. Powiem każdemu będąc w Meksyku - trzeba zrobić wszystko, żeby tutaj dotrzeć choćby na chwilę...
Smutno opuszczać to miejsce, ale z drugiej strony widzieliśmy prawie wszystko. Wracamy późnym popołudniem, miasto wita nas brudem i smrodem, mijamy znowu te same slamsy i dzielnice, do których chyba nigdy nie wszedłby dobrowolnie żaden turysta. Mamy jeszcze chwilkę, więc taksówką udajemy się do jednej z południowych dzielnic miasta - Xochimilco. Można tutaj popływać bajecznie kolorowymi łodziami po kanałkach i jeziorze. Miły relaks i odpoczynek od gwaru ulicy. W drodze powrotnej zatrzymujemy się na chwilę w Centrum Finansowym. Wśród dużych szklanych wieżowców, gdzie w dole biegnie szeroka aleja ozdobiona drzewami jest przyjemnie, ale bez żadnych atrakcji... Wszędzie rzucają się w oczy - białe koszule i garnitury, miejsce mocno kontrastuje z podmiejskimi slamsami - dwa inne światy. Na noc zjawiamy się w hotelu - rano pora opuścić Mexico City i ruszać nieznane.
Do Teotihuacan można dotrzeć z dworca autobusowego Terminal Norte. Autobusy kursują dość często. Warto upewnić się czy dany autobus pociera do strefy archeologicznej "Los Piramides".
Do Teotihuacan można dotrzeć z dworca autobusowego Terminal Norte. Autobusy kursują dość często. Warto upewnić się czy dany autobus pociera do strefy archeologicznej "Los Piramides".
Templo Mayor - najważniejsza budowla sakralna Azteków, w centrum azteckiej stolicy Tenochtitlan. Miała kształt piramidy schodkowej z dwoma świątyniami na szczycie. Świątynie te, wznoszące się na około 60 metrów, były poświęcone bogu wojny i słońca - Huitzilopochtli oraz bogu deszczu i płodności - Tlalocowi. Niestety Hiszpanie po zdobyciu miasta w 1521 roku prawie całkowicie zniszczyli budowlę - uważając ją za symbol pogańskiego kultu. W czasie określonych świąt w azteckim kalendarzu w Templo Mayor składano krwawe ofiary z ludzi w celu przebłagania bogów i zapewnienia dobrobytu społeczeństwu Azteków. Ofiarami byli najczęściej jeńcy wojenni, a było ich sporo, gdyż prowadzono liczne wojny z innymi narodami współczesnego Meksyku.
Pałac Narodowy - Palacio National -położony jest na ruinach pałacu królewskiego Azteków. Pałac ten będący wcześniej siedzibą wicekróla Nowej Hiszpanii, współcześnie jest ośrodkiem władzy wykonawczej, a został wzniesiony w XVII wieku.
Teotihuacan – stanowisko archeologiczne położone na centralnym płaskowyżu, na północny wschód od miasta Meksyk, w języku nahuatl nazwa oznacza: miejsce, w którym ludzie zostają się bogami. Legendy głoszą, że Teotihuacán został zbudowany przez olbrzymów - quinametin, którzy żyli przed pojawieniem się ludzi i zostali zniszczeni przez wielką katastrofę. Wokół centrum istniało miasto, jego część mieszkalna została zaplanowana na prostokątnej siatce ulic, przeprowadzono też regulację rzeki San Juan i zbudowano zbiorniki wody deszczowej. W kompleksie miejskim powstały place targowe, spichlerze, teatry i boiska. Plan urbanistyczny miasta miał układ dwuosiowy, jedna z osi była w kierunku północ - południe - Aleja Zmarłych, druga oś ciągnęła się ze wschodu na zachód. To święte miasto było celem pielgrzymów - wielu plemion żyjących w Mezoameryce. Za spadkobierców kultury Teotihuacanu uważa się Tolteków oraz Azteków. Według mitów indiańskich tu powstał świat, nastąpiło oddzielenie światła od ciemności, powstało słońce i księżyc. W Teotihuacan powstał system religijny przyjęty później przez inne plemiona, tu kapłani opracowali kalendarz, według którego liczono czas. W VII wieku Teotihuacan został częściowo zniszczony podczas pożaru. Po pożarze miasto nie wróciło do dawnej świetności. Stopniowo opuszczane - poddało się kolejnym napaściom koczowniczych plemion północy, a w X wieku zostało opuszczone.
Diego Riviera – najwybitniejszy muralista Meksyku, zresztą muralistyka jest narodową sztuką Meksyku. Twórca wspaniałych, kolorowych malowideł ściennych przedstawiającymi historię Meksyku od czasów Majów i Azteków, przez przybycie kolonizatorów. Jego malowidła przedstawiają nawet prognozę polityczną kraju. Urodzony w Guanajuato w 1886 roku, w 1929 roku poślubił młodszą od siebie o 20 lat Fridę Kahlo City Templo Mayor. Wrażliwy na problemy społeczne – odważnie wyrażał swoje poglądy polityczne. Utalentowany Riviera był zawziętym antyklerykałem, widać to w jego dziełach. Artysta zmarł w 1957 roku, 3 lata po śmierci żony.
Teotihuacan:
-Centrum kultowe zbudowane zostało wzdłuż Alei Zmarłych. Aleja ta ciągnęła się od Piramidy Księżyca do Cytadeli. Wzdłuż niej usytuowano liczne świątynie. Budowle wzniesione na terenie Teotihuacanu zbudowano bez użycia metalowych narzędzi. Dwie piramidy: Piramida Słońca i oraz Piramida Księżyca to najstarsze budowle tego kompleksu, schodkowe piramidy zbudowane są z kolejnych tarasów stawianych na skarpach. Prowadzące do Piramidy strome i wysokie schody - każdy stopień jest trochę dłuższy od poprzedniego - patrząc z dołu, stopnie, wbrew prawom perspektywy, nie zbiegają się ku górze, ponieważ miały zmuszać wiernych do schodzenia tyłem, tak aby nie odwracali się do boga plecami. U stóp Piramidy znajdują się nieregularne ruiny licznych pomieszczeń kapłańskich. Piramidy - budowano z wysuszonych na słońcu i ziemi, a po ukształtowaniu budowli obłożono jej ściany płytami kamiennymi, ozdobionymi rzeźbami. Na najwyższym tarasie zbudowano świątynię, z której niestety - zachowały się tylko ruiny. Taki sposób budowania i zdobienia piramid został przyjęty przez inne plemiona Mezoameryki. W 1971 roku, w czasie prowadzonych prac badawczych, odkryto pod Piramidą Słońca - tunel i komory.
-Cytadela - to podstawa piętnastu świątyń, które otaczały czworobok rytualnego placu, obejmującego świątynię Quetzalocatla i platformę centralnego ołtarza, na którym składano ofiary - prawdopodobnie także z ludzi. Do najciekawszych obiektów kompleksu należy Świątynia Quetzalcoatla - Pierzastego Węża. Świątynia zbudowana jest w formie piramidy. Jej ściany ozdobione są licznymi rzeźbami wyobrażającymi głowy bogów Quetzalcoatla i Tlaloca - boga deszczu.
-malowidła naścienne zdobiące świątynie i Pałac Zacukali, przedstawiają procesje kapłanów, wojowników, mitologiczne wizerunki bogów oraz zwierząt. Jedno z ciekawszych malowideł - to wizja raju boga deszczu – Tlalocan. Malowidło przedstawia: górę, jezioro i dwie rzeki u jej podstawy, wokół rosną drzewa, krzewy, kwiaty, wśród nich widnieją kolby kukurydzy i krzewy kakao. Fruwają motyle, ważki, widać też sylwetki ludzi, odpoczywających, bawiących się. Jednak nie jest pewne, czy namalowane postacie ludzkie symbolizują zmarłych przebywających w raju. Tlaloc przedstawiony jest w swojej masce, z pierścieniami wokół oczu, wystającymi kłami i rozdwojonym językiem węża, z jego rąk spływają krople deszczu. Do ważnych zabytków należą kamienne maski rytualne, zdobione cylindryczne, trójnożne naczynia z stożkowatymi pokrywami.
Dobra wiadomość przed wakacjami: tańszy roaming w krajach UE
godz. 04:45 Niedziela 27.5.2012 Autor: podróże.plPodziel się wrażeniami i zdjęciami ze swoich wypraw, zamieść relację z wyjazdu i wygraj aparat fotograficzny Fujifilm FinePix XP30!
Stolica: Meksyk Waluta: peso meksykańskie (MXN) 1 MXN = 100 centavos Język urzędowy: hiszpański Inne: nahuatl, języki maja
Lokalny czas
Kiedy jechać
Najlepiej od maja do września
Niezbędne informacje
więcejPrzydatne adresy
- www.allmexicohotels.com Hotele
- www.aboutmexico.net Przewodnik
- www.mexico.com Turystyka
- www.si-mexico.com Informacje
CZYTAJCIE NAS
Wywiad z Rafałem Milachem ...
Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia… więcej
Wywiad z Rafałem Milachem
Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak… więcej
Samochodem po Europie - ...
Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i… więcej
2 lata w podróży ...
158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej… więcej
Tagi
- W serwisie:
- Kierunki
- Aktualności
- Wasze Wyprawy
- Forum
- Poradnik
- Kuchnie Świata
- Murator S.A:
- O wydawnictwie
- Kontakt do serwisu podroze.pl
- Redakcja miesięcznika Podróże
- Reklama
- Licencje
- Regulamin serwisu
- Sklep on line
- Serwisy internetowe:
-
- Dom i ogród:
- Muratordom.pl
- Forum.muratordom.pl
- Projekty.muratordom.pl
- Muratorfinanse.pl
- Urzadzamy.pl
- Wymarzonyogrod.pl
- Muratordom.com.ua
- Architektura i budownictwo:
- Muratorplus.pl
- Architektura.muratorplus.pl
- Tuznajdziesz.pl
- Hobby i wypoczynek:
- Podroze.pl
- Zagle.com.pl
- Poltrip.pl
- Zdrowie i rodzina:
- Poradnikzdrowie.pl
- Dlarodzinki.pl
- Dzieckozakupy.pl
- www.Mjakmama24.pl
- Rolnictwo:
- Rolnictwoonline.pl
- Wideo:
- Jestem.pl
- Porady:
- Mowimyjak.pl
- Rozrywka informacje:
- Se.pl
- Seusa.info
- Eska.pl
- Eskarock.pl
- Voxfm.pl
- Radiowawa.pl
- Fabrykamuzy.pl
- Gwizdek24.pl
- Superauto24.pl
- Zakupy:
- Zakupy.muratordom.pl
- Zakupy.urzadzamy.pl
- Zakupy.wymarzonyogrod.pl
- Zakupy.poradnikzdrowie.pl
- Zakupy.zagle.com.pl
- Supertanio.pl
- Wgrupiekupie.pl
- Sklep on line
- Miesięcznik:
- Murator
- Dobre wnętrze
- M jak mieszkanie
- Moje mieszkanie
- Podróże
- Żagle
- Zbuduj dom
- Architektura
- Zdrowie
- M jak mama
- Sklep on line

