Baja California to stan w Meksyku, gdzie nie znajdziemy żadnych starożytnych miast i piramid, ale odpoczniemy w egzotycznych klimatach za małe pieniądze.
20.08.2008Siedząc wygodnie w kanapie u znajomych w Los Angeles i popijając whisky zastanawialiśmy się, gdzie by się wyrwać na tydzień. Wszystkie pomysły oscylowały wokoło Kalifornii, ale po kilku godzinkach nasze palce na mapie wywędrowały poza granicę USA i zaczęliśmy rozważać o jakimś oryginalnym miejscu w Meksyku, takim gdzie nikt z naszych znajomych nie był i o którym jest mało wzmianek w przewodnikach. Wybór padł na Baja Kalifornia i miasto docelowe San Felipe.
Pozostało poszukać wypożyczalni, która daje ubezpieczenie na Meksyk, wydzwoniliśmy kilka i tylko Budget zaoferował nam korzystną opcję. Nie chcieliśmy ryzykować własnym wozem ze względu na złą sławę jaką cieszy się ta cześć kraju.
Wyruszyliśmy rano i już po kilku minutach zaczął nam przeszkadzać zapach w samochodzie..., wyglądało że poprzedni kierowca trafił w skunksa, a tego zapachu tak łatwo się nie da usunąć. Zaczęliśmy wydzwaniać po wypożyczalniach, żeby wymienić samochód, ale jak to teraz w Ameryce wielka "spychologia" i dopiero po 3 godzinach udało się w końcu wymienić - uff.
Dostaliśmy taki sam, tylko już bez dodatkowych zapachów! Mieliśmy trochę dużą obsuwę czasową, a jeszcze trzeba było przebić się przez korki i dojechać do San Diego. Dotarliśmy dość późnym wieczorem. Postanowiliśmy mimo wszystko przejechać granicę i zatrzymać się na noc w pierwszym "normalnym" miejscu. Przejechaliśmy kilkanaście mil i znaki na autostradzie zaczęły informować, że zbliżamy się do granicy. Zaczęliśmy wypatrywać przejścia granicznego, kiedy po naszej prawej stronie ukazał się niesamowity widok - wielkie pole światełek pnące się w górę na ogromnej przestrzeni, trudno było nam uwierzyć że to światła Tijuany, ale tak było naprawdę!.
Zbliżając się do przejścia przygotowaliśmy paszporty i jakie było nasze zdziwienie, kiedy minęliśmy tablice z napisem Mexico i ... nie było żadnej kontroli granicznej. Cała rzeka samochodów szybko przemieszczała się, a my razem z nią.
Ciekawe, jak łatwo tu wjechać, a tak trudno wrócić :). Przywitały nas wszechobecna blacha falista, slamsy..., a słabo oświetlone uliczki skutecznie odstraszały przyjezdnych od zatrzymania się na odpoczynek. Pomysł, żeby zatrzymać się w Tijuanie na noc nie przeszedł w szybkim głosowaniu, po pierwsze - wrażenie raczej straszne - ja już spędziłem miesiąc podróżując po Meksyku, ale takie miejsce widziałem tylko w slamsach Mexico City. Nie zapuszczaliśmy się do centrum miasta, które podobno jest ok, ale wieczorami warto uważać na siebie. Jednak myślę, że Polacy mają jakiś wrodzony instynkt i nie zachowują się tak nonszalancko jak Amerykanie którzy łatwo padają ofiarami rabunków. Jechaliśmy "jedynką" na południe, a autostrada była całkiem dobra - tylko okolica bez śladów życia :). I tak zmęczeni po całym dniu dotarliśmy do pierwszej miejscowości - Rosarito.
Miasto przywitało nas nocnymi klubami i pełnymi lokalami mimo późnej pory. Szukanie hotelu zabrało sporo czasu, widać Amerykanie upodobali sobie to miejsce na weekendowe wypady (około 40 minut od granicy z USA) i większość tańszych miejsc do spania była wykupiona i tylko przypadkiem udało się wynająć pokój w droższym hotelu. Zostawiliśmy rzeczy i wyskoczyliśmy "na miasto", przechadzka pomiędzy krzyczącymi nastolatkami amerykańskimi była mało przyjemna, powszechnezakazy picia alkoholu i palenia "ziół" w USA nie obowiązują w Mexico, co bardzo wykorzystuje młodzież zza północnej granicy :).
Co krok sklepy z alkoholem, nocne kluby i restauracje. Wstąpiliśmy do jednego "monopoloweg w celu zakupienia lokalnego piwa, sklep zaopatrzony był rewelacyjnie, alkohole z całego świata i duży wybór polskich wódek :), ale mnie rozbawiły 5 litrowe baniaki z tequilą (w Polsce w takich pojemnikach sprzedawana jest woda źródlana)!. Rosarito to niezłe miejsce na imprezownię, gdzie zabawa trwa bez przerwy. Wróciliśmy do hotelu i przeszliśmy na plażę sprawdzić temperaturę wody :).
Plaże w tym rejonie słyną ze swojego uroku i nie dziwię się, że przemysł hotelowy mocno zainwestował pieniądze w budowę ogromnej liczby hoteli i apartamentowców. Słabym punktem pozostaje okolica, która nie oferuje niczego poza skałami i pustynią. Tak więc, do Rosarito można przyjechać powylegiwać się na plażach i zabawić się w lokalach... osoby szukające klimatu Meksyku - nie znajdą go tutaj. Rano po śniadaniu ruszyliśmy dalej na południe autostradą przez skaliste, wysuszone od słońca wybrzeże. Rosarito pożegnało nas ogromną figurą Jezusa stojącą na wysokiej skale. Silny katolicyzm jest tu widoczny na każdym kroku, figurki świętych znajdziemy w każdym domu, sklepie czy samochodzie.
Przejazd autostradą numer 1 nie dostarcza żadnych ciekawych doznań wizualnych, więc minął nam szybko. Temperatura na zewnątrz rosła z minuty na minutę i nawet ja, wielki przeciwnik klimatyzacji w samochodzie musiałem przyznać, że w tych warunkach jest niezbędna. Wjechaliśmy do pierwszego dużego miasta na trasie - Ensenady. Zatrzymaliśmy samochód na strzeżonym parkingu i ruszyliśmy głównym bulwarem w poszukiwaniu jakiejś restauracji oferującej owoce morza. Wybraliśmy taką, w której było dużo turystów, zwykle tego nie robię - ale akurat byłem z osobami, które nie chciały ryzykować jedzenia w barach gdzie jadają miejscowi. Jedzenie było całkiem dobre z muzyką mariaczi w tle...
Najedzeni poszliśmy oglądać miasto, w którym ... nie ma nic do oglądania :). Jedyną atrakcją dla osób, które nie widziały wcześniej Meksyku jest przejście się ulicami miasta, na pewno jest to spory szok, obdrapane i podniszczone domy, śmieci na ulicach, dzieciaki biegające gromadami za turystami. Tutaj widać - jak jest ogromna różnica i jaka przepaść dzieli dwa światy USA i Meksyk. Dla mnie nie był to pierwszy raz, bo zwiedziłem sporo miast w całym Meksyku i chyba już się do tego przyzwyczaiłem, ale ciekawe było patrzeć na reakcje wystraszonych i zszokowanych towarzyszy wyprawy, którzy nie byli przygotowani na widoki, które ujrzeli :). Myślę, że po kilku dniach człowiek już zaczyna się przyzwyczajać i czuć klimat tego kraju. Wieczny bałagan i chaos jest bliższy Polakowi, niż poukładana aż do bólu Ameryka.
Tutaj można się "dogadać", wszystko załatwić :) w przeciwieństwie do USA ,gdzie na wszystko są procedury i nie da się obejść "systemu", nawet w zwykłej prozie życia. Widziałem jak następowała ewolucja w zachowaniu u moich znajomych - od początkowego strachu, niepokoju, aż po euforię, kiedy zaczęli traktować jak zabawę każdy dzień pobytu. Dużo czasu zajął spacer Paseo Calle Primiera, ulica - pasaż która traktowana jest jak wizytówka miasta i miejsce z najlepszymi restauracjami i sklepami. Ensenada jest jedynym dużym portem, gdzie przypływają statki handlowe i wycieczkowe, a Marina pełna jest prywatnych jachtów w większości z USA. Od razu rzuca się w oczy, że miejsce to updobali sobie surferzy - wychodząc nad ocean, można zaobserwować czekających na fale ludzi z deskami - widok rozciągający się na kilka mil wzdłuż plaży. Z portu wypływają też statki wycieczkowe do obserwacji wielorybów i specjalne łodzie z chętnymi na sportowe łowienie ryb i chyba każdy lubiący zarzucić wędkę będzie w siódmym niebie.
Ruszamy z miasta późnym popołudniem i odbijamy na wschód, wgłąb Baja Kalifornia. Jedziemy teraz autostradą numer 3. Widoki za oknem nie zmieniają się i krajobraz jest księżycowy i znalezienie tutaj jakiejś rośliny graniczy z cudem.
Pierwszy raz trafiamy na kontrole wojskową, która dla nas wydaje się niezrozumiała, ale cierpliwie poddajemy się dokładnej rewizji, hmm... trochę nas przestraszył żołnierz, który wszedł do naszego samochodu ze śrubokrętem, już przed oczami stanął czarny scenariusz że porozkręca nam wóz :) ale tylko postukał tu i tam i mogliśmy jechać dalej.
Do celu wyprawy do miasta San Felipe dojechaliśmy już mocno po północy i tutaj doświadczyłem coś co zapamiętam chyba do końca życia, będac w klimatyzowanym samochodzie nie byłem świadomy temperatury, jaka panowała na zewnątrz... i znajomy parkując samochód włączył termometr który pokazywał ... 47 STOPNI CELSJUSZA w NOCY !!! Szok był niewyobrażalny, wychodząc z samochodu, w którym było 20 stopni. Dosłownie po 2 minutach ubranie było całe mokre! Kiedy usiedliśmy w końcu w knajpie na zewnątrz i popijaliśmy Margaritę czułem jaka woda ciekła ze mnie - tak jakbym stał pod prysznicem - dosłownie nigdy nic podobnego nie przeżyłem, a byłem już w tropikach i pustyniach! Patrzyliśmy na siebie i śmialiśmy się głośno, każdy z nas zalany potem i można było wyrzymać koszulki. Ale to było sto razy lepsze, niż siedzenie wewnątrz gdzie Meksykanie przeginali w drugą stronę, utrzymując klimatyzację na 15 stopni.
Szukanie hotelu było dosyć trudne, nie ma tu zbyt wiele noclegowni, a te fajniejsze były już pozajmowane... Znowu cudem udało się znaleźć jeden pokoik za małe pieniądze. Formalności jak to w Meksyku trwały długo :), właściciel robił wszystko - tylko nie to co trzeba - zwyczajnie nie śpieszyło mu się... A my z etapu irytacji doszliśmy do fazy śmiechu. Kiedy w końcu dostaliśmy upragniony klucz i poszliśmy do pokoju... wysiadły korki i padła cała klimatyzacja w pokojach! Naprawianie zajęło godzinę, ale wytrzymaliśmy. Rano przy próbie otworzenia drzwi mało nie oślepłem, szczelnie zasłonięty pokoik, a za oknem miałem wrażenie, że ktoś ustawił gigantyczny halogen :). Zamknąłem szybko drzwi, dopiero po kilku minutach wrócił wzrok! Słońce jest naprawdę mocne w tym rejonie. Drugie podejście do otwarcia drzwi było już profesjonalne, zaopatrzony w czapkę z daszkiem i okulary przeciwsłoneczne dałem radę wyjść!
Pojechaliśmy nad morze na główną promenadę, szukaliśmy śniadania. Upał dawał się we znaki, nie pamiętam takich temperatur. Knajpki wyglądały przeciętnie, takie lokalne familijne interesy. Ale oferta była atrakcyjna, wielki talerz krewetek za grosze i tanie drinki... co chcieć więcej:). Najedzeni podjęliśmy się zadania dotarcia i wejścia do morza, nie dziwiło nas wymarłe miasto - wiedziałem, że przy takiej temperaturze życie zamiera.
Na plaży - hurra - optymistycznie ściągnęliśmy klapki i pobiegliśmy do wody. W połowie dystansu poczułem, że coś jest nie tak a uczucie było jak maraton po rozpalonych do czerwoności węglach! Kolega niestety popełnił błąd i zostawił klapki przy wejściu... dobiegł do wody już wyjąc z bólu. Poparzenia stóp okazały się poważne i trzeba było odwiedzić aptekę. Ja delektowałem się ciepłą wodą i jak do tej pory tylko na Goa w Indiach spotkałem tak ciepłe morze. Uczucie jak chodzenie w podgrzanym mleku, nie dawało ochłody nic a nic. Wróciliśmy do htelu z rannym, który chwytając się za klamkę od drzwi poparzył sobie jeszcze rękę! Nieszczęśnik - ten dzień był jego dniem :).
Jakoś dotrwaliśmy do wieczora i ruszyliśmy do nocnych lokali, tam życie kwitło - latynoska muzyka leciała z głośników. Trafiliśmy na lokalną dyskotekę meksykańską, dużo maczo - najwyższy sięgał nam do ramienia :), kilka drinków, trochę tańców i tak mijał wieczór na zwiedzaniu lokali. Noc w klimatyzacji i poranek z gorącym słońcem, ale już wiedzieliśmy czego się spodziewać i wysmarowani kremami i w czapeczkach ruszyliśmy do wypożyczalni Quadów - lokalnej atrakcji.
Jazda na tych maszynach w Meksyku, gdzie nikt nie dba o przepisy to niezłe przeżycie, gnaliśmy przez pustynię i plażę, często wywracając się, ale obyło się bez kontuzji:). Popołudnie minęło na wielkim lenistwie, krewetki na śniadanie, obiad i kolacja przy lokalnym piwku... Ale wszystko co dobre musiało się kiedyś skończyć i pora była wracać.
Powrót zaplanowaliśmy autostradą numer 5 do Mexicali. Widoki za oknem przez kilkadziesiąt kilometrów nie zmieniały się ani na moment, pustynia... prawdziwa piaskowa pustynia. Co jakiś czas zatrzymywaliśmy się do męczących wojskowych kontroli, hmm... nie wiem czego oni tak szukają? Miasto graniczne Mexicali zaskoczyło mnie bardzo pozytywnie, tutaj panował porządek, sklepy zaopatrzone we wszystko czego dusza zapragnie i czysto! Odwiedziliśmy sklepy monopolowe i kupiliśmy kilka Tequili, ceny są bardzo korzystne i aż szkoda, że nie kupiliśmy więcej (nie było kontroli samochodu na granicy, a tego się obawialiśmy). Kolejka do przejścia granicznego była ogromna i staliśmy w niej chyba ze 3 godziny, a upał na zewnątrz nie do zniesienia. Pomiędzy samochodami biegali sprzedawcy oferując napoje i pamiątki.
Na granicy formalności ograniczyły się do pokazania dokumentów i byliśmy już po drugiej stronie w Calexico, powrót do normalności, tu wszystko już było takie "ładne" :) i poukładane. Kontrast jest ogromny i widać go bardzo po powrocie z "innego świata"...
W większości miast można płacić dolarami amerykańskimi.
Symbol meksykańskiego Peso to przekreślone jedną kreską litera S ! to ważne dla turysty żeby nie pomylić z amerykańskim symbolem dolara i nie dać się naciągnąć. Pierwszy raz jak zobaczyłem ceny z symbolem Peso troszkę się przeraziłem cenami, ale okazało się, że to nie amerykański dolar :).
Panuje tu klimat pustynny z niewielką ilością deszczu. Temperatury wahają się od 20°C w styczniu do 55°C we wrześniu.
Brak kontroli paszportowej na przejściach granicznych (samochodowe i piesze) przy wjeździe do Meksyku.
Bardzo częste kontrole wojska na wybranych autostradach i drogach lokalnych, sprawdzne są paszporty i bardzo dokładnie samochody - ale to normalne na całym terytorium Meksyku, trzeba się przyzwyczaić.
Najwygodniej samochodem z terytorium USA, przejścia graniczne w Tijuana, Tecate i Mexicali.
Warto wykupić ubezpieczenie na samochód w wypożyczalni, a jeśli jedziemy swoim samochodem, to na granicy po obu stronach znajdziemy dużo budek oferujących meksykańskie ubezpieczenia.
Wzdłuż autostradzy numer jeden od Tijuany znajdziemy warsztaty i złomowiska samochodów, momentami wygląda na to że jest to jedyny biznes w okolicy :).
Mimo tego, że Kalifornia Dolna jest terenem zamieszkanym przez człowieka od bardzo długiego okresu to osadnictwo na tym terenie ma bardzo rozproszony charakter. W 1887 r. Kalifornia Dolna została dystryktem federalnym, wtedy jej stolicą zostało miasto Ensenada a dopiero później przeniesiono ja do Mexicali. W 1931 r. obszar ten uzyskał status terytorium federalnego a stanem został dopiero w 1952 r. W 1974 r. nazwę stanu zmieniono na Baja California Norte (Kalifornia Dolna Północna) w celu odróżnienia go od nowo utworzonego na południu stanu Baja California Sur (Kalifornia Dolna Południowa). W 1979 r. przywrócono oficjalnie jego dawną nazwę Baja California.
Szerokie plaże i bardzo ciepła woda. Uważać na gorący piasek !
Osoby ze słabym żoładkiem mogą doświadczyć problemów gastrycznych :), przyznam, że inna flora baktryjna może zepsuć wyjazd. Osobiście miałem większe problemy, niż w krajach arabskich... Warto zabrać ze sobą jakieś mocniejsze leki.
Osoby ze słabym żoładkiem mogą doświadczyć problemów gastrycznych :), przyznam, że inna flora baktryjna może zepsuć wyjazd. Osobiście miałem większe problemy, niż w krajach arabskich... Warto zabrać ze sobą jakieś mocniejsze leki.
Dobra wiadomość przed wakacjami: tańszy roaming w krajach UE
godz. 04:45 Niedziela 27.5.2012 Autor: podróże.plPodziel się wrażeniami i zdjęciami ze swoich wypraw, zamieść relację z wyjazdu i wygraj aparat fotograficzny Fujifilm FinePix XP30!
Stolica: Meksyk Waluta: peso meksykańskie (MXN) 1 MXN = 100 centavos Język urzędowy: hiszpański Inne: nahuatl, języki maja
Lokalny czas
Kiedy jechać
Najlepiej od maja do września
Niezbędne informacje
więcejPrzydatne adresy
- www.allmexicohotels.com Hotele
- www.aboutmexico.net Przewodnik
- www.mexico.com Turystyka
- www.si-mexico.com Informacje
CZYTAJCIE NAS
Wywiad z Rafałem Milachem ...
Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia… więcej
Wywiad z Rafałem Milachem
Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak… więcej
Samochodem po Europie - ...
Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i… więcej
2 lata w podróży ...
158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej… więcej
Tagi
- W serwisie:
- Kierunki
- Aktualności
- Wasze Wyprawy
- Forum
- Poradnik
- Kuchnie Świata
- Murator S.A:
- O wydawnictwie
- Kontakt do serwisu podroze.pl
- Redakcja miesięcznika Podróże
- Reklama
- Licencje
- Regulamin serwisu
- Sklep on line
- Serwisy internetowe:
-
- Dom i ogród:
- Muratordom.pl
- Forum.muratordom.pl
- Projekty.muratordom.pl
- Muratorfinanse.pl
- Urzadzamy.pl
- Wymarzonyogrod.pl
- Muratordom.com.ua
- Architektura i budownictwo:
- Muratorplus.pl
- Architektura.muratorplus.pl
- Tuznajdziesz.pl
- Hobby i wypoczynek:
- Podroze.pl
- Zagle.com.pl
- Poltrip.pl
- Zdrowie i rodzina:
- Poradnikzdrowie.pl
- Dlarodzinki.pl
- Dzieckozakupy.pl
- www.Mjakmama24.pl
- Rolnictwo:
- Rolnictwoonline.pl
- Wideo:
- Jestem.pl
- Porady:
- Mowimyjak.pl
- Rozrywka informacje:
- Se.pl
- Seusa.info
- Eska.pl
- Eskarock.pl
- Voxfm.pl
- Radiowawa.pl
- Fabrykamuzy.pl
- Gwizdek24.pl
- Superauto24.pl
- Zakupy:
- Zakupy.muratordom.pl
- Zakupy.urzadzamy.pl
- Zakupy.wymarzonyogrod.pl
- Zakupy.poradnikzdrowie.pl
- Zakupy.zagle.com.pl
- Supertanio.pl
- Wgrupiekupie.pl
- Sklep on line
- Miesięcznik:
- Murator
- Dobre wnętrze
- M jak mieszkanie
- Moje mieszkanie
- Podróże
- Żagle
- Zbuduj dom
- Architektura
- Zdrowie
- M jak mama
- Sklep on line

