Nowy Meksyk wydaję się być bardziej meksykański niż sam Meksyk :)
24.02.2009
Wyprawa do Nowego Meksyku to dość spore przedsięwzięcie, nie wystarczy już długi weekend. Na szczęście czasu było troszkę więcej i przejazd z ciekawymi świata znajomymi wymagał przejechania znanych mi już tras. Jak to bywa w większości wypadków turyści częściej wybierają za główny port lotniczy, na którym będą lądować - Los Angeles, niż San Francisco. Jest to podyktowane dwoma względami, po pierwsze ceną biletu, który jest znacznie tańszy niż do mojego miasta”, a po drugie lokalizacją. Z Miasta Aniołów jest lepszy dostęp do głównych atrakcji zachodniego wybrzeża. I tak po odebraniu przyjaciół z Polski musiałem zaliczyć "podstawowe" turystyczne destynacje. Oczywiście nikt nie wierzy, że w LA nic ciekawego nie ma i tracimy w ten sposób cenny czas, dopiero po fakcie wszyscy żałują... ale do tego zdążyłem się już przyzwyczaić.
Następny cel to Las Vegas i Gran Canyon, które po raz "enty" odwiedziłem, ale te miejsca akurat nie zwykły mi się nudzić. Po "zaliczeniu" tych atrakcji pozostawiono mi wolną rękę i mogłem przetestować nowe szlaki, z czego bardzo się ucieszyłem a znajomi zdali się na mnie. Nie będę opisywał Arizony z Kanionami i Utah z przepięknymi widokami, to już zrobiłem wcześniej i nie chcę się powtarzać. Zawsze było coś ekstra co człowiek zobaczył, ale to detale. Postanowiłem przejechać dużym łukiem przez Colorado i wyjechać od północy na Nowy Meksyk. Opuściliśmy Utah skręcając na wschód w miejscowości Monticello i drogą numer 491 na południe dojechaliśmy do Cortez, żeby potem znowu odbić na wschód autostradą 160 przez Durango do Pagosa Springs. Cała trasa przez Kolorado to piękne widoki. Jazda wykutymi w skałach tunelami i przez górskie przełęcze przypomina troszkę wyprawę - gdzieś po południowej Szwajcarii. Autostrady wybudowane chyba były z myślą o trasach widokowych, co chwila zatrzymywaliśmy się na przygotowanych poboczach i delektowaliśmy się otaczającymi nas pejzażami :). Musiałem uważać na drogę, ale głowa sama kręciła się dookoła. Pod wieczór wylądowaliśmy w kameralnym miasteczku Pagosa Springs wyglądającym jak jakiś europejski kurort. Przez chwilę były problemy ze znalezieniem w miarę taniego hotelu, ale w końcu się udało. Trochę wymęczeni padliśmy od razu, ale za to rankiem byliśmy gotowi do dalszej drogi.
Miałem od znajomych z LA pewien namiar na "niezłą" atrakcję i niespodziankę. Chciałem mieć niezły ubaw z min moich znajomych, gdy ich tam dowiozę. W duchu modliłem się o to, żebym tylko to znalazł i żeby pewni ludzie byli na miejscu. Celem była miejscowość Blanca, do której trzeba było nadłożyć trochę drogi. Ale udało się po dwóch godzinach, bez problemów znalazłem to mikroskopijne miasteczko i sklep spożywczy, którego szukałem. Sam za bardzo nie wiedząc czy się cały podstęp i niespodzianka uda wszedłem do środka, popatrzyłem po półkach i po twarzach moich ludzi i od razu wiedziałem, że wszystko jest tak jak miało być :). Po chwili usłyszałem śmiechy i głosy pełne niedowierzania, znajomi patrzyli na zastawione polskimi produktami półki, były ogórki, paszteciki i piwo żywiec. A podchodząc do kasy odezwałem się po polsku - co jeszcze bardziej zszokowało moim pasażerów, stali jak skamieniali nie rozumiejąc co się dzieje. A prawda była taka, że ów sklep założyli polscy emigranci - bracia Toczek. Przedstawiłem się i wszyscy parsknęliśmy śmiechem. Tak daleko od cywilizacji w tak malutkiej mieścinie mamy polski sklep! Oczywiście zasiedliśmy przy piwku na zapleczu w ogródku. Czas mijał wolno i udało wypytać się o lokalne atrakcje i co może nas czekać na trasie. Zebrałem dokładne namiary i pożegnaliśmy się z rodakami.
Czas było opuścić Kolorado i po chwili mknęliśmy autostradą prostą aż po horyzont. Włączyłem tempomat i ostrzeżony o nudzących się patrolach policji czyhających na pędzących turystów ustawiłem rozsądną prędkość. Ruchu nie było prawie wcale i trzeba było uważać, żeby nie zasnąć. Zatrzymaliśmy się tylko na pamiątkowe zdjęcia na granicy stanów, przy nieźle rozstrzelanych tablicach informacyjnych i pędziliśmy dalej. Bywało, że przez kilkanaście mil nie było nikogo na drodze, aż korciło żeby przyspieszyć. Autostrada 522 potrafi wynudzić, a jedynym widokiem za oknem, było "nic" :). Przed miastem Taos skręciliśmy na drogę numer 64 na polecony wcześniej przez rodaka most. Rio Grande Gorge Bridge przewieszony jest na wysokości około 200 metrów na głębokim kanionem Rio Grande Gorge. Zatrzymaliśmy się na małym parkingu przez mostem, po obu stronach znajduje się chodnik dla pieszych i barierki z wysuniętymi punktami widokowymi. Widok powala na kolana dosłownie i w przenośni, wysokość jest ogromna i dla ludzi z lękiem wysokości to nie lada wyzwanie spojrzeć w dół. Widziałem kilka osób na klęczkach z głowami przy barierce :). Nie powiem mi kolana też lekko się zatrzęsły i starałem się nie myśleć podczas fotografowania, wysunięty do połowy za barierę... Pamiętałem jeszcze dobrze scenę z filmu „Urodzeni Mordercy”, gdzie główna bohaterka zrzuca szal, który leci daleko w głąb kanionu. Poza samym mostem - ten odcinek Rio Grande jest chyba najładniejszy, rzeka z tej wysokości wygląda jak strumyk. I jak to bywa z życiu - most jest też ulubionym miejscem samobójców, ciekawi mnie – tak przy okazji - ile trwa lot w dół?
Wróciliśmy tą samą drogą do miasteczka Taos, które miało w sobie kryć jakieś ciekawe indiańskie miejsca. Poszukiwania Taos Pueblo spowodowały trochę zamieszania i zgubiliśmy się - co wydawało mi się niemożliwe w czasach kiedy prawie każdy ma GPS. Wjechaliśmy na czyjeś ranczo i jakąś malutką indiańską osadę, odprowadzał nas wzrok zadziwionych Indian. W końcu dotarliśmy w okolice słynnych budowli z cegły Adobe, przestrzegano nas, że może zdarzyć się sytuacja - że nas po prostu przegonią. Indianie Pueblo zamieszkują te kilku kondygnacyjne budowle od ponad 800 lat i dzielnie bronią się przed cywilizacją. Nie było szans wejść do środka, ale widoki z zewnątrz były imponujące. Jakoś mam wyjątkowo słabość do budowli z cegły adobe, uwielbiam architekturę wzorowaną na Pueblo i teraz miałem okazję zobaczyć to z bliska. Wróciliśmy do miasteczka, gdzie Taos Plaza w środku miasta okazała się istnym cudeńkiem. Nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że to miejsce przypomina mi stare miasto w Albuquerque. Niesamowity kontrast na tle piaskowych ścian z cegły adobe tworzą czerwone suszące się papryczki, miejsce wymarzone do zdjęć. Trzeba przyznać, że rejon obfituje w turystyczne perełki i tutaj dopiero czuć klimat meksykański o jaki trudno czasem w Meksyku.
Wieczór blisko, a przed nami droga do Santa Fe do którego zawsze pragnąłem pojechać i marzenie się spełniło. Pierwsze co rzuca się w oczy po przyjeździe to właśnie architektura, wszystko co możliwe nawiązuje do budowli Indian -i to mi się podoba :). Spaliśmy nawet w sieciowym hotelu, który swoją stylistyką mocno nawiązywał do tradycji Pueblo, aż sprawdziłem, czy aby nie jest zrobiony z prawdziwej cegły adobe :). Rano jak zwykle na tym obszarze przywitało nas mocne słońce. Zostawiliśmy samochód na płatnym parkingu przy głównym placu w mieście. Spacer po okolicznych alejkach i placach to uczta dla oka, "odpłynąłem"... i Santa Fe szybko dołączyło do mojej listy najpiękniejszych miejsc w USA. Pod dachem Palace of the Governors kłębił się tłum Meksykan i Indian sprzedających pamiątki i owoce, gwar i koloryt nadawały miejscu niesamowity klimat. Czerwono-piaskowe fasady mijanych domów, wiszące wszędzie papryczki nijak nie wskazywałyby wrzuconemu w środek miasta człowiekowi, że znajduje się Stanach Zjednoczonych. I jedynie Katedra Św. Franciszka nie pasuje do otaczających budynków. Osobiście poszedłbym dalej i zamknął centralną część miasta dla samochodów - jak zwykle szpecą. Przez pewien odcinek Santa Fe przebiega słynna Route 66 i co jakiś czas napotykamy na pamiątkowe tablice. Tego nie da się dobrze opisać to trzeba zobaczyć i poczuć klimat... Wieczorem podświetlone miasto hipnotyzuje, ciepłe słoneczne promienie padają na ściany i nasycają kolory. I jak tu wyjeżdżać? Zaopatrzony w dostępną na każdym rogu figurkę grajka Anasazi z fletem - Kokopelli wróciłem na noc do hotelu. Z samego rana nie mogłem się oprzeć i zrobiłem ostatni objazd i przyrzekłem sobie, że tu wrócę na dłużej. Ruszyłem na południe mniejszymi drogami i dotarłem do Lincoln County i miejscowości Ruidoso, przez które przebiega Billy the Kid National Scenic Byway z lokalnym muzeum Billy The Kida. Miejsce zasłynęło w drugiej połowie XIX wieku z tak zwanej Wojny w hrabstwie Lincoln - całkiem nieźle sfilmowanej w Młodych Strzelbach. Tutaj powstała legenda rewolwerowca z twarzą dziecka czyli Billy The Kid. Muzeum ma kilka ciekawych ekspozycji i cała okolica wydaje się czerpać korzyści z legendy dzikiego zachodu.
Zostawiamy za sobą rewolwerowców i ruszamy do Alamogorodo, miasteczka koło słynnej bazy lotniczej Hollowman, gdzie do niedawna stacjonowały słynne niewykrywalne dla radaru F-117. Ale główny cel to pobliskie White Sands National Monument. Wjechaliśmy do centrum informacji, gdzie nic ciekawego nie usłyszeliśmy i przekroczyliśmy bramę rezerwatu przyrody. White Sands to tak naprawdę wysokie wydmy utworzone z drobnych grudek gipsu, które połyskują w słońcu. Troszkę to przypomina jazdę po miejscu, gdzie kiedyś stał mega ogromny młyn, a pod kołami pozostały hałdy mąki... Tego dnia nie było prawie ruchu i byliśmy sami, wąskie drogi ciągnęły się pomiędzy wydmami i nadarzyła się okazja do bezpiecznego poszalenia samochodem :). Po zaparkowaniu, wdrapaliśmy się po iście saharyjskim piasku na szczyt wydm, no i zaczęło się... najpierw opadła szczęka, potem ugięły się kolana. Co za widoki! Ja okiem sięgnąć białe wydmy, jak żywcem przeniesione z Arabii tylko kolor biały. Zaczęliśmy szaleć, skakać i turlać się. Czyli trafiłem następną perełkę którą koniecznie będę polecał każdemu turyście. Pochodziliśmy jeszcze jakiś czas po wydmach, pojeździliśmy w najdalsze zakątki i na koniec - zalegliśmy na szczycie wydmy w piwkiem w ręku czekając na zachód słońca, ale przedtem trafił nam się "dog fight" czyli symulacja walki samolotów tuż nad naszymi głowami. Idealnie jak dla mnie :). Wieczorkiem trzeba było ruszać dalej Texas czekał...
Santa Fe - stolica stanu Nowy Meksyk. Początki miasta sięgają XVII wieku. Miejsce to zostaje oznaczone przez hiszpańskich odkrywców około roku 1607, a już dwa lata później, w 1609 powstaje tu hiszpańska misja katolicka. Miasto jest początkowo pod władaniem hiszpańskim następnie Meksyku a od 1846 USA. Podawane są też inne daty, różniące się o rok lub dwa lata. Ośrodek ten jest silnie związany z kulturą Indian Pueblo. Najbardziej znanym zabytkiem jest Pałac Gubernatorów Palace of the Governors budynek o ponad metrowych ścianach uchodzący za najstarszy obiekt administracji cywilnej na terenie całych Stanów Zjednoczonych. Razem z kościołem misji San Miguel datowany jest na 1610. Budynki te są wzniesione z cegły adobe. Decyzją władz lokalnych w centrum miasta budynki muszą nawiązywać do architektury z początków miasta oraz kultury Indian Pueblo. Co roku odbywa się tu coroczny Indiański Targ – targ oryginalnego rękodzieła indiańskiego.
Henry McCarty, znany pod przydomkiem Billy the Kid urodził się w 1859 roku — wyjęty spod prawa rewolwerowiec i zabójca, legendarna postać amerykańskiego Dzikiego Zachodu. Jeden z głównych uczestników tzw. wojny w hrabstwie Lincoln. Obwiniany o zamordowanie 21 osób, przy czym prawdopodobnie liczba ta nie przekroczyła dziewięciu, a może nawet czterech. Zginął 14 lipca 1881 roku z ręki swego byłego przyjaciela szeryfa Pata Garretta w miejscowości Fort Sumner. Bohater licznych opowieści i kilkudziesięciu filmów.
Muzeum Billy Kida znajduje się w Fort Sumner i w Ruidoso Down przy autostradzie numer 70.
Pueblo to grupa plemion indiańskich Arizony i Nowego Meksyku. Do najważniejszych plemion należeli Hopi, Zuni, Keres, Towa, Tiwa i Tewa. Ich nazwa wywodzi się z języka hiszpańskiego, w którym oznacza wioskę - ze względu na specyficzne osadnictwo stanowiące znak rozpoznawczy Indian Pueblo.
Od czasu, gdy na sąsiednie tereny przybyli Apacze (ok. XV/XVI wieku), spokojni Pueblo byli nieustannie nękani ich najazdami rabunkowymi. By się przed nimi chronić - często szli na układy z Hiszpanami, potem Meksykanami i Amerykanami. Pueblo to rolnicy, prowadzący osiadły tryb życia zamieszkując w dużych budowlach o konstrukcji tarasowej, przypominających dzisiejsze bloki mieszkalne. Materiałem budowlanym była głównie glina zmieszana ze słomą i plewami. Taka mieszanka nosiła nazwę adobe i była niezwykle mocna co można obserwować do dziś. Posiadały one wiele, nawet do kilkuset pokoi.
White Sands National Monument (dosłownie Pomnik Narodowych Białych Piasków) to amerykański pomnik narodowy znajdujący się w stanie Nowy Meksyk. Jego główną atrakcją są piaszczyste białe pustynie, od których pochodzi nazwa pomnika. Park został ustanowiony 18 stycznia 1933 roku. Zajmuje powierzchnię 581,67 km² i zarządzany jest przez National Park Service. Park jest często okresowo zamykany dla zwiedzających ze względu na testy rakietowe odbywające się na pobliskim poligonie White Sands Missile Range.
Rio Grande Gorge Bridge jest piątym najwyższym mostem w Stanach Zjednoczonych. Most łączy dwa brzegi kanionu rzeki Rio Grande na wysokości 200 metrów. W 1966 roku American Institute of Steel Construction uznał ten most za "Najpiękniejszy Stalowy Most" w kategorii "Najdłuższe Przęsło". Most pojawił się w kilku filmach takich jak "Urodzeni Mordercy" i "Bliźniaki".
Dobra wiadomość przed wakacjami: tańszy roaming w krajach UE
godz. 04:45 Niedziela 27.5.2012 Autor: podróże.plPodziel się wrażeniami i zdjęciami ze swoich wypraw, zamieść relację z wyjazdu i wygraj aparat fotograficzny Fujifilm FinePix XP30!
Stolica: Waszyngton Waluta: dolar (USD) Język urzędowy: angielski Inne: języki mniejszości narodowych, głównie hiszpański
Lokalny czas
Kiedy jechać
Przez cały rok
Niezbędne informacje
więcejPrzydatne adresy
- www.hotels-in-usa.net Hotele
- www.art-collecting.com Galerie
- www.museumsusa.org Muzea
- www.usatourist.com Turystyka
CZYTAJCIE NAS
Wywiad z Rafałem Milachem ...
Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia… więcej
Wywiad z Rafałem Milachem
Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak… więcej
Samochodem po Europie - ...
Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i… więcej
2 lata w podróży ...
158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej… więcej
Tagi
- W serwisie:
- Kierunki
- Aktualności
- Wasze Wyprawy
- Forum
- Poradnik
- Kuchnie Świata
- Murator S.A:
- O wydawnictwie
- Kontakt do serwisu podroze.pl
- Redakcja miesięcznika Podróże
- Reklama
- Licencje
- Regulamin serwisu
- Sklep on line
- Serwisy internetowe:
-
- Dom i ogród:
- Muratordom.pl
- Forum.muratordom.pl
- Projekty.muratordom.pl
- Muratorfinanse.pl
- Urzadzamy.pl
- Wymarzonyogrod.pl
- Muratordom.com.ua
- Architektura i budownictwo:
- Muratorplus.pl
- Architektura.muratorplus.pl
- Tuznajdziesz.pl
- Hobby i wypoczynek:
- Podroze.pl
- Zagle.com.pl
- Poltrip.pl
- Zdrowie i rodzina:
- Poradnikzdrowie.pl
- Dlarodzinki.pl
- Dzieckozakupy.pl
- www.Mjakmama24.pl
- Rolnictwo:
- Rolnictwoonline.pl
- Wideo:
- Jestem.pl
- Porady:
- Mowimyjak.pl
- Rozrywka informacje:
- Se.pl
- Seusa.info
- Eska.pl
- Eskarock.pl
- Voxfm.pl
- Radiowawa.pl
- Fabrykamuzy.pl
- Gwizdek24.pl
- Superauto24.pl
- Zakupy:
- Zakupy.muratordom.pl
- Zakupy.urzadzamy.pl
- Zakupy.wymarzonyogrod.pl
- Zakupy.poradnikzdrowie.pl
- Zakupy.zagle.com.pl
- Supertanio.pl
- Wgrupiekupie.pl
- Sklep on line
- Miesięcznik:
- Murator
- Dobre wnętrze
- M jak mieszkanie
- Moje mieszkanie
- Podróże
- Żagle
- Zbuduj dom
- Architektura
- Zdrowie
- M jak mama
- Sklep on line

