okazje

Oto przed nami korek. I… urwana szosa! I kawał drogi zepchnięty przez opadowe wody i lawinę błotną w dół, w kierunku oceanu. Płaty wymalowanego białymi pasami asfaltu smutno zwisały na konarach niżej położonych drzew....

20.02.2012
Nasz domek w Uvita nieco samotny, gdzieś w ogrodzonej części naturalnej dżungli, nie wyglądał jakoś rewelacyjnie. Mając w pamięci obraz wyposażenia tych odwiedzonych wcześniej, wypadał „średnio”. Okratowane okna, brak mebli do siedzenia na tarasie, szeleszczące w nocy na ścianach gekony, nie sprzyjały dobremu samopoczuciu. I jeszcze ten ulewny deszcz, co każdego popołudnia nie szczędził nas od samego początku. Pora deszczowa, cóż. By rozładować rzeczy, trzeba było autem podjechać tyłem pod same drzwi. Miejsce to było jednak dość osobliwe, niecodzienne. Bezludzie, oddalona o kilkaset metrów, gdzieś za zakrętem recepcja z domem właściciela, drzewa olbrzymy, i hałas - muzyka deszczowego lasu. Cały kilkuhektarowy teren otoczony był jakimś niewidzialnym płotem, co go dawno porosły gęste krzewy i drzewa. Gdzieś blisko, odgłosy żab, co pod liśćmi obok domku postanowiły nawoływać koleżanki, czy kumkających kolegów ze swego gatunku…. Tymczasem kolejny poranek zapowiedział się optymistycznie. Słońce! W jego blasku przynajmniej pół dnia mieliśmy spędzić w różnych częściach Parku Narodowego Marino Ballena, w znaczącej większości na bezludnych, zadrzewionych plażach Pacyfiku. Po śniadaniu na wolnym powietrzu, w otoczeniu dżungli i kilku reprezentantów miejscowej fauny, ruszyliśmy. Plaża Tombolo to najbardziej rozpoznawany skrawek tego obszaru. Nasz pojazd terenowy pozostał na strzeżonym parkingu, gdzie uiściliśmy opłatę za „wejściówki”, wyjątkowo jak na kostarykańskie uwarunkowania i przepisy, do wszystkich części parku. 10 dolarów USA per capita. Piszą, że na Tombolo należy przyjechać rano, by przyjrzeć się zalanej przez wody oceanu skalistej wysepce, potem pójść w jej kierunku po kolana w wodzie, dotrzeć i zobaczyć, że za nami stopniowo ubywa wody. By w końcu odkryć całą wspaniałość tak zwanego „wielorybiego ogona”. I rzeczywiście tak wygląda z góry. Właśnie fotografie odkrytego z wody półwyspu stanowią czołówki folderów parku Marino Ballena („Morski Wieloryb”).”Morski Wieloryb”, bo ponoć sporo humbaków dociera w okolice tutejszych plaż. Nam nie było dane zobaczyć tego widowiska. Może nie ta pora roku? Człapiąc to w płytszej, to w głębszej wodzie brnęliśmy i jakimś cudem w prawie suchych ciuchach dotarliśmy do odkrytego z wody miejsca. Tymczasem widoczny odpływ wód oceanu zrobił na nas spore wrażenie. Po półgodzinnym „nic nie robieniu” na skałach, wracaliśmy na plażę prawie „suchą nogą”. Tam gdzie było głęboko, pozostały jedynie wgłębienia w mokrym, złocisto - żółtym piasku. Plaża wąskim przesmykiem „zdobyła” teren. Woda powróci tu dopiero późnym popołudniem. Jadąc do kolejnej, południowej części Parku Narodowego – plażę Ventanas (według „zeznań” tubylców bardzo atrakcyjnej), przemieszczaliśmy się wzdłuż wybrzeża Pacyfiku, na ponad stu, może dwustumetrowym klifie. Jechaliśmy porządną drogą publiczną wciśniętą w zbocze porośnięte drzewami. Asfalt, widać, „nówka sztuka”, jakby dopiero co oddany do użytku. Gdzieniegdzie, na prawo do kierunku jazdy, w prześwitach dżungli, widoczne były większe, lub mniejsze cieki wodne uchodzące wprost w wody Pacyfiku. I nagle niespodzianka. Oto przed nami korek. I… urwana szosa! I kawał drogi zepchnięty przez opadowe wody i lawinę błotną w dół, w kierunku oceanu. Płaty wymalowanego białymi pasami asfaltu smutno zwisały na konarach niżej położonych drzew. Nad tym wszystkim, jeszcze utrzymywany na drutach unosił się drewniany słup telekomunikacyjny. Gdyby miał spaść, to w czeluść przynajmniej kilkudziesięciu metrów. Przygnębiający widok. Kostaryka z wielkim mozołem, konsekwentnie poprawia jakość swych drogowych szlaków. I znowu wielka szkoda, znowu olbrzymia strata. Naprawa drogi pochłonie wielkie środki, pewnie kosztem tych, co oczekują na swoją drugą młodość. A jeszcze trochę ich tu pozostało. Katastrofa musiała zdarzyć się całkiem niedawno, może wczoraj, może jeszcze rano. Służby drogowe już udrożniły trakt, wydrążywszy objazd wokół uszkodzonej części w miękkich skałach. To nieodosobniony w porze deszczowej obrazek z kostarykańskich dróg. I tylko cierpliwość może wówczas być pożądaną cechą. Szczęśliwie, bez długiego oczekiwania udało się przejechać na drugą stronę. Pozostało tylko odnaleźć odpowiedni zjazd. Bez terenowego auta 4X4, trudno byłoby zjechać na lokalną drogę gruntową pełną wybojów i miękkiego błota. Powoli brnęliśmy do nieodległego Ventanas („Okna”). Zbliżając się do rzeki już było wiadomo, że nie ma możliwości przejazdu. Most leżał kilkadziesiąt metrów dalej. Auto pozostawiliśmy przed uskokiem. Urwisko, to jakieś dwa, trzy metry w dół, więc przeciskając się przez krzewy i kolczasty płot, pieszo zeszliśmy na poziom płytkiego cieku. Bezpiecznie, w krótkich spodniach i na bosaka, sforsowaliśmy go. Nieodległy parking za rzeką z pewnością jeszcze jakiś czas nie będzie przyjmował samochodów. Szybko zarastał go las. Ścieżkę – dojście do plaży, a jakże, też. Plaża Ventanas, stanowi zamkniętą dżunglą oraz skałami i oceanem z drugiej strony, przestrzeń. Kilkusetmetrowa, piaszczysta plaża, tego dnia była całkowicie pusta. Czy jednak bezpieczna? Jak najbardziej. Zwłaszcza teraz, gdy wyludniona, a więc także bez miejscowych rabusiów. Bezpieczna, gdy pora deszczowa. Pozostawiliśmy rzeczy na widoku i smakowaliśmy w pierwszej kolejności to, co stanowiło na Ventanas największą atrakcję. Tunele, w obrośniętych soczystą roślinnością, wysokich skałach, z których najdłuższy, kilkudziesięciometrowy, wychodzi z plaży, w głębiny Pacyfiku. Przejścia te stale zalewane są falami, całkowicie - gdy przypływ. Zabawa to niecodzienna, móc wejść w wody akwenu w mrocznym tunelu. Otwór jest spory, nie trzeba się schylać, ale należy zachować czujność. Nie wiadomo, co kryje się za niepozornym pływem. Może jakiś podwodny prąd wodny, może nieokreślone morskie stworzenia…. Im dalej w głąb, tym bardziej nieswojo, tym bardziej zaczyna działać wyobraźnia. Zatem z powrotem. Zatem do zbierania morskich skarbów, których i w tym miejscu natura nie szczędziła. Szczęśliwie została jeszcze chwila czasu, by obejrzeć krótko środkową część Parku Narodowego, która jako ostatnia godna jest polecenia przez miejscowych znawców. Było popołudnie. Deszcz, jak to w porze deszczowej nie zapomniał o sobie i padał na głowy tych, co jeszcze przybłąkali się z zamiarem poznania czegoś innego. Przy wejściu na plażową część Marino Ballena nikogo w kasie biletowej nie było. Weszliśmy bez okazania biletów. Było kilkanaście minut przed szesnastą. Za dwie godziny będzie zupełnie ciemno. Zatem sprężalismy się, by przed piątą być znowu przy samochodzie. Około siedemnastej nasz suzuki jimny zaparkował jako ostatni w rzędzie przed marketem BB w Uvita. Nie było zbyt wielu wolnych miejsc. Miejscowi i turyści, których przewidywalny, popołudniowy deszcz kostarykański przywlókł na zakupy, zajęli prawie wszystkie. Nasze auto ustawiliśmy, jak miejscowe zwyczaje nakazują tyłem do chodnika. Najbliżej wystawowych okien. Oczywiście sprawdzenie zamknięcia wszystkich drzwi , w naszym przypadku sztuk trzy, bez centralnego zamka, stanowiło rutynowy, zdroworozsądkowy odruch. Około godziny 17.15 zadowoleni z dokonanych zakupów, z pieczywem na jutrzejsze śniadanie, jakimś importowanym, wytrawnym winem z Chile na kolację i złocistym płynem „Imperial” na „przy okazji”, otworzyliśmy drzwi naszego wehikułu. Klucz okazał się niepotrzebny, bo… auto było otwarte. I puste. Żadnego plecaka, reklamówki z pamiątkami, sakwy z obiektywami, lustrzanki, kamery, lornetki. W amoku, trudno było zachować spokój. Oto zostaliśmy „szczęśliwymi” turystami z Kostaryki. Frajerami. Bo kto nie został okradziony w tym kraju, znaczy tu nie był. Książki, przewodniki i oficjalne źródła podkreślały, żeby bacznie pilnować swoich rzeczy, nie pozostawiać zwłaszcza w samochodzie, bez opieki. I co? Zdenerwowanie było duże. Powiadomiona została ochrona w sklepie. Nic nie mogli pomóc. Ochroniarz z marketu bezradnie rozkładał ręce, przypadkowy klient - miejscowy nauczyciel angielskiego, zaoferował swoją pomoc, jeśli zdecydowalibyśmy się powiadomić policję. Zechcieliśmy. Co z tego, jak kosztowności nie były ubezpieczone? Tak, czy inaczej mieliśmy pojechać do posterunku. Kobieta, którą, jak się zdaje, widzieliśmy wcześniej siedzącą w tym samym miejscu, na ławce przed sklepem, nie bardzo wiedziała, czy coś się wydarzyło kilkadziesiąt metrów od niej. I spokój. Żadnego śladu, żywej duszy. Jakby nic się nie stało. Wsiedliśmy do naszego auta i w deszczu ruszyliśmy za podobnym do naszego. Za nauczycielem, co zaoferował pilotaż. Chyba. Kilometr, może dwa od marketu, auto jadące przed nami skręciło na podwórko jednego z gospodarstw. Jechaliśmy nie za tym. Szaleństwo, wściekłość, rozpacz i bezradność rozłożyły ostatecznie na łopatki naszą percepcję i… pomyliliśmy samochody. Wróciliśmy na plac przed sklep. Nasz nauczyciel jeszcze czekał. A więc, do komisariatu policji. Ostatecznie daliśmy spokój. Rozmowa z przedstawicielem lokalnej władzy definitywnie rozwiała wątpliwości. To koniec ze sprzętem. Posłuży komu innemu. Chwila spędzona w towarzystwie policjanta i mówiącego w języku angielskim tubylca, nieco otrzeźwiła. „Kochani, jesteście w Kostaryce, na wakacjach. Nie ma co się martwić. Jeśli macie pieniądze, karty płatnicze, a przede wszystkim dokumenty, to nie ma problemu. Wypoczywajcie i cieszcie się!”. Szkoda wszystkiego, a najbardziej tego, co już nie do odtworzenia: prezentów i zdjęć z dnia w Marino Ballena. Szczęśliwie te wcześniejsze były profilaktycznie każdego wieczoru przegrywane do notebooka, który ocalał zostawszy w naszym hotelowym domku w Uvita. Teraz pozostanie robienie zdjęć kieszonkową „idiotenkamerą”. Zobaczymy, jak się spisze. Wino na kolację nie koniecznie rozweseliło nas tego wieczoru….
Autor: Dariusz_E._Strzelecki Zdjęcia: www.solpropertygroup.com
Sklep online
Lot do Paryża za 58 zł!
Kiedy: do 04.07.12
Cena: 58 zł
Więcej promocji

Podziel się wrażeniami i zdjęciami ze swoich wypraw, zamieść relację z wyjazdu i wygraj aparat fotograficzny Fujifilm FinePix XP30!

Zobacz inne konkursy
KOSTARYKA

Stolica: San José Waluta: colón (CRC) 1 CRC = 100 centavos Język urzędowy: hiszpański

Lokalny czas

GMT+1

Niezbędne informacje

więcej

CZYTAJCIE NAS

Wideo

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia aparatem analogowym, brać udział w konkursach, a także jak fotografować ludzi na ulicy.

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak przygotować bohatera do zdjęć i o tym czy sprzęt ma duże znaczenie.

Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i ceny paliw w krajach europejskich

158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej podróży dookoła świata.

Wywiad z Rafałem Milachem ...

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia… więcej

Wywiad z Rafałem Milachem

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak… więcej

Samochodem po Europie - ...

Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i… więcej

2 lata w podróży ...

158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej… więcej

PODRÓZE

Lwów nostaligiczny i wypiękniony na EURO 2012; Najlepsze parki rozrywki w Europie; Szczecin - zielone miasto żaglowców; Turcja -  3 tys. km

więcej
W serwisie:
Kierunki
Aktualności
Wasze Wyprawy
Forum
Poradnik
Kuchnie Świata
Murator S.A:
O wydawnictwie
Kontakt do serwisu podroze.pl
Redakcja miesięcznika Podróże
Reklama
Licencje
Regulamin serwisu
Sklep on line
Serwisy internetowe:
Dom i ogród:
Muratordom.pl
Forum.muratordom.pl
Projekty.muratordom.pl
Muratorfinanse.pl
Urzadzamy.pl
Wymarzonyogrod.pl
Muratordom.com.ua
Architektura i budownictwo:
Muratorplus.pl
Architektura.muratorplus.pl
Tuznajdziesz.pl
Hobby i wypoczynek:
Podroze.pl
Zagle.com.pl
Poltrip.pl
Zdrowie i rodzina:
Poradnikzdrowie.pl
Dlarodzinki.pl
Dzieckozakupy.pl
www.Mjakmama24.pl
Rolnictwo:
Rolnictwoonline.pl
Wideo:
Jestem.pl
Porady:
Mowimyjak.pl
Rozrywka informacje:
Se.pl
Seusa.info
Eska.pl
Eskarock.pl
Voxfm.pl
Radiowawa.pl
Fabrykamuzy.pl
Gwizdek24.pl
Superauto24.pl
Zakupy:
Zakupy.muratordom.pl
Zakupy.urzadzamy.pl
Zakupy.wymarzonyogrod.pl
Zakupy.poradnikzdrowie.pl
Zakupy.zagle.com.pl
Supertanio.pl
Wgrupiekupie.pl
Sklep on line
Miesięcznik:
Murator
Dobre wnętrze
M jak mieszkanie
Moje mieszkanie
Podróże
Żagle
Zbuduj dom
Architektura
Zdrowie
M jak mama
Sklep on line