okazje
turkusowe morze w jednej z zatok Przylądka Korsykańskiego turkusowe morze w jednej z zatok Przylądka Korsykańskiego Cap Corse - opuszczony dom na wybrzeżu w okolicach Nonza nasze auto na korsykańskim zakręcie stare miasto w Bastii - dzielnica portowa kamieniczka w starym centrum Bastii z "doklejoną" do muru  łazienką Droga "zachodnich cudów" i słynne skały ukształtowane przez erozję: Les Calanques de Piana Zachodnie wybrzeże Korsyki: czerwone skały rezerwatu Scandola w okolicy Porto rejs statkiem do rezerwatu Scandola wpisanego na Listę Dziedzictwa Światowego Unesco widok na zatokę Porto Col de Bavella - szczyty tonące w burzowych chmurach Południe Korsyki - widok na klify Bonifacio przycupnięte na klifie Bonifacio i domy, które wyglądają jakby miały zamiar skoczyć do morza na główkę Piedicroce - zrujnowany klasztor franciszkanów w górach między Bastią a Corte postój na trasie "podniebne esy-floresy"
  • turkusowe morze w jednej z zatok Przylądka Korsykańskiego
  • Cap Corse - opuszczony dom na wybrzeżu w okolicach Nonza
  • nasze auto na korsykańskim zakręcie
  • stare miasto w Bastii - dzielnica portowa
  • kamieniczka w starym centrum Bastii z "doklejoną" do muru  łazienką
  • Droga "zachodnich cudów" i słynne skały ukształtowane przez erozję: Les Calanques de Piana
  • Zachodnie wybrzeże Korsyki: czerwone skały rezerwatu Scandola w okolicy Porto
  • rejs statkiem do rezerwatu Scandola wpisanego na Listę Dziedzictwa Światowego Unesco
  • widok na zatokę Porto
  • Col de Bavella - szczyty tonące w burzowych chmurach
  • Południe Korsyki - widok na klify Bonifacio
  • przycupnięte na klifie Bonifacio i domy, które wyglądają jakby miały zamiar skoczyć do morza na główkę
  • Piedicroce - zrujnowany klasztor franciszkanów w górach między Bastią a Corte
  • postój na trasie "podniebne esy-floresy"

turkusowe morze w jednej z zatok Przylądka Korsykańskiego

...na murze kamienicy w Bastii znaleźliśmy napis: „Drzewo na zawsze pozostaje w ptaku, który z jego gałęzi podrywa się do lotu”. Kiedy odbijaliśmy od rozmigotanego światłami portu, mieliśmy uczucie, że Korsyka pozostała w nas.

13.04.2008

 Turkusowo w oczach:

            Ze smrodku ładowni promu Corsica Ferries wynurzyliśmy się wprost w rozżarzone słońcem centrum Bastii i drogowskaz: San Fiurenzu. Droga była pełna zakrętasów i potwornie stroma. Nie wiedzieliśmy jeszcze, że nie istnieje tu pojęcie prostego odcinka (chyba, że w rozważaniach czysto teoretycznych), a droga, którą jedziemy, to jak na standardy korsykańskie prawie autostrada. Poprzez spalone słońcem wzgórza, porośnięte kępkami kłującej makii, zjechaliśmy nad urokliwą zatoczkę, wrzynającą się w skalisty ląd zajadłym turkusem. Było tak pięknie, że aż nierealnie.

Bastia i objazd Przylądka Korsykańskiego:

Objazd przylądka Cap Corse to trasa przypominająca tor kolejki górskiej. Prowadzi przez smagane wiatrem klify na zachodzie i przez zatoki i wioski rybackie wschodniego wybrzeża. Wije się niezliczonymi zakrętami nad turkusową i tak przejrzystą wodą, że nawet z kilkudziesięciu metrów widać kamienie na dnie. Samochodom udawało się mijać na drodze chyba tylko dzięki temu, że wszechogarniający upał powodował zwiększoną przyczepność kół do asfaltu. Wybrzeże, przy którym na wąskim paseczku drogi wisiało nasze auto, kwitło tu i ówdzie na fioletowo. Właściwie jedyne, co przychodziło do głowy w tej scenerii, to mocno wykrzyknikowe zdanie: „OJEJ JAK TU PIĘKNIE!!!”

            Na zachodnim brzegu zatrzymaliśmy się w miasteczku Nonza, jakimś cudem przyczepionym do kamiennych tarasów wykutych w stromym zboczu między wodą a niebem. Są tam pozostałości po wieży obronnej i XI-wieczna kaplica św. Julii, oraz urocze kamienne domy obrośnięte kaskadami amarantowych kwiatów. W porze obiadowej znaleźliśmy się w urokliwym porcie  Macinaggio, z którego było widać zamglone zarysy Ile de Capraia i promy prujące fale w kierunku Bastii. Sjestę odbyliśmy pływając na dmuchanym materacu wzdłuż jednej z najładniejszych plaż Korsyki: Erbalunga, a na zakończenie dnia udaliśmy się do Bastii. Wzdłuż Ogrodów Romieu zeszliśmy z cytadeli do portu jachtowego, oglądając po drodze zdumiewające kamienice starego miasta. Pomijając ich stan (obwieszone praniem, odrapane i rozkosznie niejednorodne, zupełnie jakby każdy mieszkaniec doklejał coś od siebie do zastanej substancji architektonicznej), zadziwiły nas swoją koncepcją: wszystkie rury kanalizacyjne poprowadzone były na zewnątrz. Śledząc ich meandry po murze doszliśmy do zaskakujących wniosków: otóż korsykańskie wychodki znajdują się wcale nie w najbardziej wstydliwo-smrodliwych zakamarkach budynku, tak jak ma to miejsce w naszym rodzinnym kraju. Na Korsyce, jeśli podejmiemy decyzję o udaniu się z gazetką na określone posiedzenie, lub mamy dolegliwości trawienne z towarzyszeniem efektów dźwiękowych, na bank będzie o tym wiedziała cała dzielnica, gdyż świątynie dumania zostały zaprojektowane... na balkonach. Czasem wejście do nich prowadzi wyłącznie przez małe drzwiczki od strony balkonu, więc otwierając je można jeszcze pozdrowić sąsiadów z okien naprzeciwko. O pozytywnym zakończeniu misji będzie świadczył grzmot wody spłukiwanej grubą rurą, zainstalowaną pod balkonem w sposób nie pozostawiający żadnych wątpliwości. W mieszkaniach o wyższym standardzie dopatrzyliśmy się nowocześniejszych rozwiązań: cały balkon jest zabudowany łazienką,po instalacji można dopatrzyć się zarówno odpływu z wychodka, jak i wanny, a szemranie rur informuje nas dokładnie o życiu wewnętrznym kamienicy.

Spacer po Bastii zakończyliśmy w starym porcie, zdominowanym przez bliźniacze wieże kościoła św. Jana Chrzciciela, otoczonym przez restauracje i wydzielającym tą specyficzną woń portową: wodorostów, morza, smażonych, a niekiedy i zdechłych ryb. Droga do San Fiurenzu nie zaskoczyła nas już ani ilością zakrętów, ani stromizną. Zaczynaliśmy powoli akceptować fakt, że na Korsyce jesteśmy równocześnie nad morzem i w górach.

„Zachodnie cuda”:

            Po przestudiowaniu przewodnika Pascala zdecydowaliśmy się jechać na południe trasą nazwaną „zachodnie cuda”. Na początku droga wiła się przez Désert des Agriates – obszar porośnięty jedynie przez kępki makii, którą ze względu na długie kolce gardzą nawet kozy. Potem zaś niezliczone zakręty wiodły nas nad morzem układającym się w turkusowo-szmaragdowe smugi nakrapiane białymi żaglami jachtów. Nie pozostawało nic innego, jak na każdym zakręcie krzyczeć: „OJEJ, JAK TU PIĘKNIE!!!” (a w duchu wydawać jęk wątpliwości, czy zdołamy się zmieścić na wąskim skrawku asfaltu, jaki nad przepaścią pozostawia nam samochód jadący z przeciwka).

Rejs do rezerwatu Scandola i okolice Porto:

Trasa morskiej przejażdżki wiodła częściowo wzdłuż przedziwnie ukształtowanego przez erozję wybrzeża i wysepek z samotnymi ruinami genueńskich wież strażniczych. Przewodnik wskazywał różne osobliwości: a to skałę w kształcie twarzy zwróconej w morze, a to wulkaniczne zbocze - jakby organy z tysiącem piszczałek, a to otwór w skałach w kształcie Korsyki (lub w wersji dla romantyków: w kształcie kochanków złączonych na wieczność w pocałunku), a to gniazdo orła na szczycie skały. Wpływaliśmy też do przybrzeżnych jaskiń i przesmyków oglądnąć czerwone skały z bliska i nacieszyć się echem. Jednym z punktów programu był przystanek w niewielkiej wsi rybackiej Girolata, dostępnej tylko od strony morza (dla upartych istnieje wąska, czternastokilometrowa ścieżka wyrąbana w makii, przez którą można próbować przejechać osłem, ale np. quadem już się nie da).

Trochę powyżej Porto znajdują się dwie, malownicze górskie wioski: Ota i Evisa, które wydają się wisieć dosłownie uczepione pazurami u skał. Za Evisą rozciąga się piękny, sosnowy las (ponoć najpiękniejsze okazy korsykańskiej sosny czarnej), kiedyś źródło budulca do konstrukcji wszystkich masztów w basenie Morza Śródziemnego, a dziś ulubione miejsce rekreacji ze względu na widokowe wodospady Cascades d’Aïtone i jeziorko, w którym kąpiel jest orzeźwiająca i zakazana. Zauważyliśmy, że piękny las to ulubione miejsce rekreacji także dla sporej ilości dzikich świń, pasących się tu i tam. Zawarliśmy z jedną z takich świń bliższą znajomość. Jak na mój gust – nawet zdecydowanie zbyt bliską. Zaczęło się tak, że dość daleko od ścieżki pojawił się uroczy obrazek skomponowany z dwóch świnek: wielkiej i malutkiej. Postanowiłam zrobić im zdjęcie i sięgnęłam po aparat. I nagle, ni stąd ni zowąd, od tyłu wpadło na mnie tłuste cielsko, waląc mnie brudnym ryjem w rękę. Chwilę trwało, zanim pojęłam, że świnia nie chce okraść mnie z aparatu ani pieniędzy, tylko liczy na coś do jedzenia. Świnia dała mi o sobie przypomnieć potężnym tryknięciem w biodro, co nadało mi przyspieszenie na ok. pół metra. Wtedy na szczęście zadziałał odruch bezwarunkowy: sięgnę po napoczętą paczkę precelków Lajkonik i odrzuciłam ją jak najdalej od siebie. Tym sposobem odciągnęłam również głodny ryj, który zamiast mnie pożreć rzucił się na precelki. Oddaliłam się z godnością z miejsca zdarzenia mimo uświnionej spódnicy i mimo dzieci, które nieświadome grozy sytuacji zaśmiewały się do rozpuku: „ha, ha, ha, mamę zaatakowała świnia!”. Nawet Rafałowi z trudem przychodziło zachowanie należnej powagi, a wypracowanie na temat „moje najciekawsze wspomnienie z wakacji” popełnione przez kochaną starszą córeczkę we wrześniu nosiło tytuł: „Jak moją mamę zaatakowała świnia na Korsyce” i podobno cieszyło się na forum klasy wielkim powodzeniem.

 „Na złamanie karku” do Corte:

            Droga „na złamanie karku” wiedzie przez góry, gaje kasztanowe i wąwozy Korsykańskiego Parku Narodowego i Col de Vergio (1484 m n.p.m.). Karkołomna trasa jest zarazem jedynym połączeniem lądowym między Porto i Corte – dawną stolicą wyspy. Początek trasy już znaliśmy, a za Evisą zaczęliśmy się wpinać coraz wyżej wśród sosen, aż wreszcie między jednym poszarpanym skalnym szczytem a drugim, osiągnęliśmy najwyższy dostępny dla ruchu samochodowego punkt na Korsyce - wietrzną przełęcz Col de Vergio. Droga w kierunku Corte opadała już nieco łagodniejszymi meandrami w kierunku rzeki, a potem dołączyła nawet do czegoś w rodzaju dwupasmówki (bodajże jedynej na wyspie).

 „Podniebne Esy-floresy”

Znajdujące się tuż za Corte miasteczka zachwyciły nas swoim położeniem: wszystkie pobudowano na szczytach wzniesień jak na grzędach, albo wtulono w środek górskiego zbocza. Tym samym wszystkie drogi dojazdowe, włącznie z tą, na której się znajdowaliśmy, zawsze mają przepaść po którejś ze stron. Czasami z obu. Pomiędzy przepaściami poszukiwaliśmy intensywnie miejsca na rodzinny piknik, a tymczasem na kolejnych poszarpanych szczytach gromadziły się gęste, czarne chmury, przecinane od czasu do czasu spektakularnymi błyskawicami. Wyglądało to przepięknie i jedząc kanapki na płotku nad miasteczkiem Vivario zrobiliśmy mnóstwo zdjęć. Dopiero po jakimś czasie zorientowaliśmy się, że burza w górach może nas niestety bezpośrednio dotyczyć, a nie jest to zjawisko całkowicie bezpieczne dla samotnego autka zagubionego gdzieś na pokręconych bezdrożach. Nie pozostało nic innego, jak zapodać tyły, zwłaszcza, że burzowe chmury zawisły już na sąsiednim dwutysięczniku. Wybraliśmy tym razem trasę niekoniecznie najprostszą, za to opisaną w przewodniku pod nazwą „podniebne esy-floresy”. Jak zwykle zabójczo adekwatnie. Najpierw wjechaliśmy na utwardzoną dróżkę wiodącą przez sosnowy las, szerokości mniej więcej naszego auta. Rafał trzymał mocno kierownicę i chichotał szatańsko powtarzając co chwilę: „Kochanie, wybierasz rewelacyjne trasy!”. Ostra jazda zaczęła się chwilę potem, kiedy znaleźliśmy się na czymś, co można by określić jako „przecinka do zwozu drewna”. Szło to zabójczymi zakosami ostro pod górę, oczywiście bez żadnych zabezpieczeń. W dodatku goniła nas cały czas burza, nie oszczędzając nam żadnych efektów dźwiękowych. Na szczęście, zgodnie z optymistyczną teorią, że „chmury zawieszają się na wysokich szczytach”, burza została za nami, a po drugiej stronie upiornej góry pojawiło się nawet słońce. Po pierwszej przełęczy: Col de Sorba (1311 m n.p.m.), zjechaliśmy w niższe partie, gdzie zatrzymało nas przechodzące przez jezdnię stado baranów, a potem przez pachnący wilgocią las pięliśmy się znowu wyżej – do Col de Verde (1289 m n.p.m). Tam wypiliśmy w schronisku małą kawkę, rozważając ewentualne zatrzymanie się na nocleg w drewnianych domkach. Towarzystwo sporego stadka dzikich świń wylegujących się w słońcu na parkingu skutecznie jednak zniechęciło pilota do takiej propozycji. Po wczorajszych doświadczeniach, moim ostatnim marzeniem było bliskie spotkanie ze świnią podczas, dajmy na to, przechadzki w świetle księżyca w kierunku toalet. Dziękuję bardzo, jedziemy dalej, proszę wycieczki!

I pojechaliśmy najpierw przez las, potemod wioski do wioski. Wszyskie zbudowano z kamienia, według jednej zasady: jeśli wyjdziemy na balkon z poranną kawą i przez jakieś nieszczęśliwy zbieg okoliczności ulubiony kubek wymknie nam się z ręki, to jeśli zadzwonimy szybciutko do sąsiadów, istnieje spora szansa, że jeszcze ktoś zdąży go wyłapać zanim się rozbije. Zgodnie z prawami fizyki, kilkanaście balkonów po drodze zostałoby jednak oblanych kawą. W Taravu - jednej z takich uroczych, tarasowych wsi - udaliśmy się na rekonesans do niewielkiego warsztatu ceramicznego. Tam też dowiedzieliśmy się od właścicielki, że dzikie świnie napadające znienacka na niewinnych turystów, podobnie jak i krowy wałęsające się tu i tam, tak naprawdę wcale nie są dzikie, gdyż zgodnie z unijnym ustawodawstwem świnie (ani krowy) nie bywają bezpańskie i w rzeczywistości każda ma kolczyk w uchu oraz swojego właściciela, który ma obowiązek raz dziennie swojej świni (albo krowy) doglądnąć. A puszczone są luzem, bo nie ma ich gdzie wypasać. Oczywiście, zdarza się, że taka świnia wystąpi przeciw unijnemu prawu i rozmnoży się na dziko w leśnych ostępach. Wtedy oczywiście, potomstwo nie jest zakolczykowane i radzi sobie jak potrafi. Czasem wstępując na ścieżkę rozboju.

  „Korsykańskie szczytowe osiągnięcie”

Ostatnia z samochodowych tras opisanych przez Pascala została nazwana: „szczytowym osiągnięciem”. Po wrażeniach z czterech poprzednich nie mogliśmy jej ominąć. Z Porto Vecchio – kurortu cenionego przez turystów – przebiliśmy się przez kilka okołoplażowych korków na drogę prowadzącą ostro pod górę do wsi Zonza. Już po kilku zakrętach znaleźliśmy się w zupełnie innym świecie, znowu trochę dzikim, znowu oszałamiającym pod względem przyrodniczym i widokowym. Nie wiadomo było co najpierw fotografować: czy niesamowicie poskręcane wiatrem drzewa, czy srebrzące się w dole zatoczki. Skały wyglądały jak podziobane widelcem, albo poszarpane zębami jakiegoś mitycznego potwora, a na to wszystko nałożył się spektakl światło i dźwięk w teatrze trzech aktorów: burzy, chmur i słońca. Właściwie za każdym zakrętem wyłaniało się przed nami inne widowisko i inny pejzaż, bo chmury raz po raz odsłaniały inne partie szczytów, raz tonące w granatowym ponurym nastroju, a raz rozpromienione złotym blaskiem.

Korsykańskie ostatki:

            Obliczyliśmy, że jadąc do Bastii dwupasmówką, a potem jedynym kawałkiem autostrady na Korsyce, dojedziemy tam o wiele wcześniej niż byśmy sobie tego życzyli. Od czegóż jednak kręte korsykańskie drogi? Co prawda przewodnik nie opisywał żadnego karkołomnego przejazdu poza pięcioma, które już uskuteczniliśmy, ale jako rasowi podróżnicy podjęliśmy wyzwanie i pierwszą drogą w kierunku gór zapuściliśmy się w nieznane. Trasy może nie opisano, ale w niczym nie ustępowała poprzednim: wiodła samymi zakrętami mniej więcej w połowie wysokości zalesionego zbocza. Była superwąska, a odcinki między zakrętami krótkie, by nie powiedzieć znikome... (przekonał się o tym kierowca, który po wyjściu z zakrętu chciał sobie pooglądać widoczki i nie zauważył auta z przeciwka. Do dziś wypomina przytomnemu pilotowi świdrujący wrzask, który co prawda uchronił nas przed czołówką, ale wciąż rozbrzmiewa mu w prawym uchu). Nieliczne wsie usadowione były jak kury na grzędzie na grzbietach gór i wyglądało to dokładnie tak, jakby w drodze do najdalej wysuniętego domu trzeba było przejść przez wszystkie poprzednie. W tym rejonie Korsyki, jeśli wypadłby nam kubek z kawą z tarasu, byłby już bezpowrotnie stracony... Oprócz malowniczych wsi, odkryliśmy też nieopisany w żadnym przewodniku klasztor franciszkanów w Piedicroce, a właściwie jego niesłychanie romantyczne ruiny. Przed wejściem zastaliśmy drewnianą tablicę z informacją, że od czasów ostatniej wojny klasztor nie został jeszcze rozminowany... to wyjaśnia białą plamę w fachowej literaturze. Dalsza droga wiodła nas przez lasy i złotawe łąki, na których falowały plantacje oliwek, albo smutno sterczały w niebo ich spalone kikuty.      

Ostatniego wieczoru na murze kamienicy w Bastii znaleźliśmy taki napis: „Drzewo na zawsze pozostaje w ptaku, który z jego gałęzi podrywa się do lotu”. Kiedy odbijaliśmy od portu, mieliśmy uczucie, że Korsyka pozostała w nas.

noclegi

Liczne, zadbane i często pięknie położone campingi na wybrzeżu

Liczne, zadbane i często pięknie położone campingi na wybrzeżu

transport

Najlepiej własnym samochodem, bo transport publiczny na Korsyce jest bardzo ograniczony, a poruszanie się po wyspie rowerem wymaga olimpijskiej kondycji.

Na Korsykę kursują promy linii Corsica Ferries i Moby z Livorno, Civita Vecchia lub Nicei. Rejs trwa od 4 do 6 godzin

potrzebna duża dawka zimnej krwi i nie należy się nastawiać, że rozwinie się gdziekolwiek prędkość wyższą od 30 km na godz. - jest to po prostu technicznie niewykonalne :)

warto wiedzieć

galette z mąki kasztanowej, pyszny ser "brocciu", znakomite wina z lokalnych winnic

warto odwiedzić rodzinny Dom Napoleona w Ajaccio, oraz Muzeum Etnograficzne w Corte, w ciekawy i wyczerpujący sposób przedstawiające aspekty codziennego życia na wyspie.

bezpieczeństwo

dziko pasące się świnie - nie zawsze nastawione całkiem pokojowo

atrakcje

rejs statkiem do rezerwatu Scandola wpisanego na Listę Światowego Dziedzictwa Unesco

rejs wokół Bonifacio, lub na Iles Sanguinaires (Krwiste Wysepki - zwane tak od wyjątkowych zachodów słońca) koło Ajaccio

Autor: jpp Zdjęcia: Rafał Poluk
Sklep online
Lot do Paryża za 58 zł!
Kiedy: do 04.07.12
Cena: 58 zł
Więcej promocji

Podziel się wrażeniami i zdjęciami ze swoich wypraw, zamieść relację z wyjazdu i wygraj aparat fotograficzny Fujifilm FinePix XP30!

Zobacz inne konkursy
FRANCJA

Stolica: Paryż Waluta: euro (EUR) Język urzędowy: francuski

Lokalny czas

GMT+1

Po co jechać

  • Sztuka
  • Kultura
  • Kuchnia
  • Zabytki
  • Krajobrazy
  • Plaże

Kiedy jechać

Cały rok

Niezbędne informacje

więcej

Przydatne adresy

CZYTAJCIE NAS

Wideo

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia aparatem analogowym, brać udział w konkursach, a także jak fotografować ludzi na ulicy.

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak przygotować bohatera do zdjęć i o tym czy sprzęt ma duże znaczenie.

Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i ceny paliw w krajach europejskich

158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej podróży dookoła świata.

Wywiad z Rafałem Milachem ...

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia… więcej

Wywiad z Rafałem Milachem

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak… więcej

Samochodem po Europie - ...

Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i… więcej

2 lata w podróży ...

158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej… więcej

PODRÓZE

Lwów nostaligiczny i wypiękniony na EURO 2012; Najlepsze parki rozrywki w Europie; Szczecin - zielone miasto żaglowców; Turcja -  3 tys. km

więcej
W serwisie:
Kierunki
Aktualności
Wasze Wyprawy
Forum
Poradnik
Kuchnie Świata
Murator S.A:
O wydawnictwie
Kontakt do serwisu podroze.pl
Redakcja miesięcznika Podróże
Reklama
Licencje
Regulamin serwisu
Sklep on line
Serwisy internetowe:
Dom i ogród:
Muratordom.pl
Forum.muratordom.pl
Projekty.muratordom.pl
Muratorfinanse.pl
Urzadzamy.pl
Wymarzonyogrod.pl
Muratordom.com.ua
Architektura i budownictwo:
Muratorplus.pl
Architektura.muratorplus.pl
Tuznajdziesz.pl
Hobby i wypoczynek:
Podroze.pl
Zagle.com.pl
Poltrip.pl
Zdrowie i rodzina:
Poradnikzdrowie.pl
Dlarodzinki.pl
Dzieckozakupy.pl
www.Mjakmama24.pl
Rolnictwo:
Rolnictwoonline.pl
Wideo:
Jestem.pl
Porady:
Mowimyjak.pl
Rozrywka informacje:
Se.pl
Seusa.info
Eska.pl
Eskarock.pl
Voxfm.pl
Radiowawa.pl
Fabrykamuzy.pl
Gwizdek24.pl
Superauto24.pl
Zakupy:
Zakupy.muratordom.pl
Zakupy.urzadzamy.pl
Zakupy.wymarzonyogrod.pl
Zakupy.poradnikzdrowie.pl
Zakupy.zagle.com.pl
Supertanio.pl
Wgrupiekupie.pl
Sklep on line
Miesięcznik:
Murator
Dobre wnętrze
M jak mieszkanie
Moje mieszkanie
Podróże
Żagle
Zbuduj dom
Architektura
Zdrowie
M jak mama
Sklep on line