okazje

Pięć tygodni laby na Karaibskich Wyspach Nawietrznych: pod żaglami i z plecakiem przez Barbados, Grenadę, Grenadyny, St Vincent do St Lucii. Grudzień 2009 - styczeń 2010

07.12.2010

Salt Whistle Bay to też pierwsze „turystyczne” miejsce – oprócz cruiserów (płynących o tej porze roku z południa na północ) zaczynamy spotykać wynajęte jachty i katamarany udające się z wiatrem czyli na południe. Razem z nimi otaczają nas podpływający sprzedawcy koszulek „Work less, sail more”, zimnego piwa, rumu, ryb a najważniejsze – świeżych francuskich bagietek i rogalików. Zupełnie zaskoczeni zgarniamy, co jeszcze zostało i zamawiamy poranną porcję.

Z plażą pożegnać się cieżko, ale widok tego co w oddali też kusi, więc następnego dnia wypływamy do Tobago Cays. Dla fanów Piratów, to jest to miejsce, w którym Kiera pozbawiła Johnnego zapasów rumu. Wysp jest razem pięć, wszystkie niezamieszkałe bo park narodowy, więc dookoła tylko jachty. Od czasu do czasu przypływa krypa z filmu z nowymi turystami trzaskającymi fotki. My trzaskamy fotki krypie, bo jakby żywcem wyjęta sprzed paru wieków. Ale to dopiero początek zachwytu nad Tobago Cays. Bo prawdziwy szok zaczyna się dopiero po wskoczeniu do wody. Odwalając swoją codzienną robotę, Marek nurkuje sprawdzić kotwicę i ...po bardzo długiej chwili wykaszluje coś o wielkich mantach na dnie, stadach żółwi i ... brudnym jachcie. W ultrakryształowej (hmm, kończą mi się słowa) wodzie widać każdy szczegół na kilkadziesiąt metrów. Szczegół, nie to, że w ogóle widać! Olive wygląda jak zawieszona w przestrzeni, rzucając tylko cień na dno. Manty uciekły, ale robimy pogoń za żółwiem. Niezainteresowany towarzystwem pasie się trawą na podwodnych pastwiskach, co jakiś czas wypływając (centymetry od naszych twarzy) po zaczerpnięcie oddechu. Tym swoim wzrokiem zmęczonym wizją następnych dziesięcioleci pasienia się morską trawą, patrzy czasem na te ekipy nurków zawieszonych cicho z rurkami wokoło, po czym macha łapami i niespodziewanie szybko znika. Tak jak wszyscy inni jachtowi sąsiedzi, wisimy w wodzie aż żółwie idą spać.

Nazajutrz, tuż po kolejnej porcji świeżych francuskich rogalików, nurkujemy jeszcze na rafie, nie ma co prawda porównania z Mayreau Gardens ani Sandy Island, ale ta kryształowa woda jest niesamowita. Pstrykamy chyba wszystkie żółwie z okolicy i ogromne ilości kolorowych rybek. Zachód słońca przy romantycznym spacerze, niezupełnie sami, bo mijamy przechadzających się sycylijskich znajomych z Sandy Island. Kolejny okręt z Piratów rzucił kotwicę tuż obok. Oprócz jachtów, stoi parę zacumowanych mega motorówek, ponoć prywatnych liniowców, na których bogaci emeryci spędzają emeryturę. Według Jeanne.

Kapitaństwo też chyba oczarowane miejscem, bo bardzo niechętnie zbiera się do wypłyniecia. Po  wielu niezrealizowanych zmianach planów jestesmy już uodpornieni. Gapimy się dalej na turkus, żółwie i dzikie brzegi wysp i przytakujemy Ronowi, że wieje za bardzo. I tak cud, że dołynęli aż tu;) Zapada decyzja, że pomyślimy nad decyzją jutro, po czym znienacka, po kolejnej serii herbat z mlekiem, późnym popołudniem Ron odpala silnik. Niczym już nie zdziwieni, stawiamy żagle i na wieczór docieramy do Canuan. Tu szok – woda jest szara! Po ulewnych lokalnych deszczach błoto z wyspy spłynęło do zatoki. Nie widać kotwicy, więc Marek stacza swoją jak dotąd największą walkę z cumowaniem (według Marka zaraz po wynurzeniu: spróbuj utrzymać 14tonowy jacht za kotwicę! Zorałem dobre pół zatoki, spokojnie można by farmę alg założyć!) Prąd rzeczywiście wyjatkowo paskudny, obraca jachtem o 360 stopni, więc przez noc robimy dyżury przy GPS-ie.

Nie dopływają tu rogaliki ani rum, więc zmuszeni jesteśmy udać się sami do sklepu. Wyspa jest dziwaczna, na brzegu ekskluzywny i totalnie pusty hotel, połowa wyspy jest zupełnie prywatnym kompleksem, za to ta pozostała część to bardzo biedna i brudna wioseczka, ze sforami dzikich psów pojących się ściekami, które są wszędzie. Cmentarz jest najładniejszą częścią, no i chwilowo najbardziej tłoczną – w Święta zmarła najstarsza mieszkanka wyspy i trwa karaibski pogrzeb z tańcami i śpiewem. Ale znikamy stąd jak najszybciej, zwłaszcza, że przed nami 23 mile do Bequia. Ron nas zaskakuje ponownie i wypływa bez porannej herbaty. Budzą nas fale – przez ostatnie dni rzeczywiście morze się rozhuśtało, więc latamy po dobre 3 metry w górę i w dół.

Pod wieczór docieramy do celu, przynajmniej Olive, bo kapitaństwo ma dość żeglowania i chce tu na trochę zostać. Zresztą Admirality Bay i Port Elisabeth w Bequia to najludniejsze zbiorowisko jachtów w tej części Karaibów. Nie trzeba długo czekać aż podpływają do nas znajomi Rona i Jeanne, wieczór mija potem na opowieści o każdym z nich: o kochliwej Urszuli z wiecznie złamanym sercem i prawdopodobną schizofrenią i nasza ulubiona – o Zdenku z Pragi, inżynierze, który postanowił na emeryturze zostać muzykiem i swoim zachrypłym głosem jazzuje przy dźwiękach saksofonu żony. Kora z Niemiec postanowiła nauczyć się grać parę lat temu, nudząc się sama na jachcie, kiedy to Zdenek koncertował z posklecanym zespołem. Ponoć nigdy nie jest za późno.

Odwiedzamy też znajomych Belgów, w trakcie swoich dwuletnich wakacji (na najczystszym jachcie jaki widzieliśmy), i Sycylijczyków, starających się łączyć życie tu z pracą instruktorów żeglowania na Morzu Śródziemnym. Jest i Profesor z żoną, przygotowujący się do World ARC, dwu-letniego rejsu dokoła świata, która za tydzień rusza z St Lucii. Dookoła powiewają flagi z właśnie skończonego atlantyckiego ARC, udaje nam się dopatrzyć paru polskich.

Port Elisabeth jest kolorowy i ruchliwy (albo to nam się tak wydaje po dotychczasowych miejscach:) Krążymy po knajpkach wypatrując dobrego miejsca na spędzenie Sylwestra. Wpadamy też na kapitaństwo ze Zdenkiem, Korą i pozostałą ekipą, która ściąga nas do małej przytulnej knajpki o zapachu kurczaków z rożna. Wpadamy też na Jude Law’a ale ten nas nigdzie nie zaprasza, a ja nie mam odwagi zrobić nawet szybkiej fotki. Zwłaszcza, że przypomina nam się że od tego parotygodniowego wyluzowania zapomnieliśmy zapłacić za obiad – więc przepada nam wieczór z gwiazdami, zamiast tego mam jogging.  Marek czeka na mnie z kolorowym drinkiem; znaleźliśmy w informacji turystycznej rozkład happy hours w lokalnych knajpkach więc podążamy dalej rum-punczowym szlakiem.

W wesołych humorach zbieramy się wszyscy na jacht, ale zaczepia nas jeszcze lokalny młodziak, oferując ... pokrywę do silnika! Wraca faktycznie po 40 minutach z idealną częścią. Nie bardzo chce nam się zastanawiać skąd i jakim cudem... ale to koniec dobrych wiadomości na jeden dzień, bo puszcza nam kotwica. Resztę nocy spędzamy na awanturze, czy zostać czy się przenosić, która kończy się czuwaniem Rona przy GPS-ie. Nad ranem jednak się przenosimy, za daleko nas zniosło, niestety to już Sylwester i zatoka mocno zatłoczona. W końcu znajdujemy sensowne miejsce i wykończeni jedziemy odpocząć od Admirality Bay na drugą stronę Bequia do Friendship Bay. Tu znajomy spokój i nicnierobienie, na horyzoncie Mustique – wyspa słynąca z absurdalnych cen i znanych ludzi w swoich wakacyjnych domach.

A wieczorem – Sylwester w Port Elisabeth! Miasteczko aż podskakuje od niskich głośnikowych dźwięków, na ulicach trwa zabawa, oglądamy pokaz sztucznych ogni z Salty Dog’a – knajpki na samej górze miasta, składamy życzenia wszystkim bawiącym się żeglarzom-emerytom z RPA (dobre 30 osób) i .. idziemy spać:)

W noworoczny upał dajemy się zgarnąć uśmiechniętemu kierowcy Hotta Fire Taxi, który postanawia za nas, że musimy pozwiedzać Bequia. Zgarnia nas na wschodnie wybrzeże, aż do żółwiowego sanktuarium. Marek totalnie rozłożony na łopatki, biega (!) od basenu do basenu krzycząc „żółwik, żółwik!”. Nogi miękną każdemu, kto wchodzi, co jakiś czas słychać dziewczyńskie „oooo...” Hotta Fire stoi wyszczerzony „a nie mówiłem!” Właściciel i obsługa opowiadają o każdym z uratowanych żółwi. Na środku stoją baseny - żłobki z najmniejszymi znajdami, tuż obok przedszkole dla takich powyżej trzech miesięcy. Parocentymetrowe stworki pędzą po basenie w różnych kierunkach, zderzając i zaczepiając sie nawzajem. Wyglądają jak żółwiowa rodzinka z „Gdzie jest Nemo”. Ruszamy dalej, Marek w żółwiowej koszulce pokrzykuje „turtle, turtle!” a Hotta Fire szczerzy się coraz bardziej. Zabieramy go na piwo z tej radości i każemy się zawieźć do L’Auberge, gdzie dziś grają Zdenek i Kora.

Luz, luzem, ale trzeba by się ruszyć dalej, a środka transportu brak. Postanawiamy pomyśleć na tym później, chwilowo trzeba powalczyć z urzędami i wykreślić się z załogi Olive. Przeprawa z Ważną Urzędniczką trwa dobre dwie godziny, ale zwycięstwo! O szczegółach przestępczych kroków, które należy podjąć po to, żeby wyjechać z Bequia jako nie-załoga żadnego jachtu pisać na wszelki wypadek nie będziemy. Ron z przerażeniem stwierdza, że pomysły prawników są nie na jego nerwy;) Ale skoro tak dobrze idzie, postanawiamy jeszcze spróbować szczęścia w jachtostopie – Marek zaczyna od nadania komunikatu na radiowym kanale 68 i zanim odkłada nadajnik jest odpowiedź! Uroczy kobiecy głos oświadcza, że rano rusza do St Vincent jacht Nashuma i mogą nas podrzucić. Podpływamy się przedstawić, trochę ku zaskoczeniu kapitana – Tony’ego, bo okazuje się, że Janice zapomniała powiadomić męża o swojej radiowej ofercie. Ale wszystko dogrywamy; zapowiada się ciekawie.

Sentymentalny wieczór w knajpce z pieczonymi kurczakami kończymy w pożegnalnych objęciach Rona, Jeanie i znajomych cruiserów.

warto wiedzieć

Mimo wszechogarniającego luzu, Karaiby sa dość zbiurokratyzowane co nieco utrudnia podróżowanie na własną rękę. Na każdej granicy należy udowodnić wykupiony transport i noclegi aż do powrotu do Europy. Z noclegami mniejszy kłopot, wystarczy podać "zarezerwowany" hotel - z przejazdami trzeba się nieco więcej natrudzić. Od dogadanego kapitana jachtu weżcie jakieś potwierdzenie, że Was przyjmie na jacht i dowiezie aż tam skąd macie bilet do domu - pomogło nam to wjechać na Grenadę.

atrakcje

Salt Whistle Bay, Mayreau - najbardziej pocztówkowe miejsce w czasie całego wyjazdu. No i całe Tobago Cays

Żółwie na Tobago Cays - polecamy zaopatrzyć się w płetwy, maskę, rurkę i aparat do podwodnych zdjęć i zawisnąć w wodzie na parę godzin. Dla tych co złapią żółwiowego bakcyla, konieczny przystanek to żółwiowe sanktuarium na północy Bequia - http://turtles.bequia.net/

Autor: Skrzynki
Sklep online
Lot do Paryża za 58 zł!
Kiedy: do 04.07.12
Cena: 58 zł
Więcej promocji

Podziel się wrażeniami i zdjęciami ze swoich wypraw, zamieść relację z wyjazdu i wygraj aparat fotograficzny Fujifilm FinePix XP30!

Zobacz inne konkursy
SAINT VINCENT i GRENADYNY

Stolica: Kingstown Waluta: dolar wschodniokaraibski (XCD) 1 XCD = 100 centów Język urzędowy: angielski Inne: patois

Lokalny czas

GMT+1

Niezbędne informacje

więcej

CZYTAJCIE NAS

Wideo

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia aparatem analogowym, brać udział w konkursach, a także jak fotografować ludzi na ulicy.

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak przygotować bohatera do zdjęć i o tym czy sprzęt ma duże znaczenie.

Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i ceny paliw w krajach europejskich

158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej podróży dookoła świata.

Wywiad z Rafałem Milachem ...

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia… więcej

Wywiad z Rafałem Milachem

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak… więcej

Samochodem po Europie - ...

Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i… więcej

2 lata w podróży ...

158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej… więcej

PODRÓZE

Lwów nostaligiczny i wypiękniony na EURO 2012; Najlepsze parki rozrywki w Europie; Szczecin - zielone miasto żaglowców; Turcja -  3 tys. km

więcej
W serwisie:
Kierunki
Aktualności
Wasze Wyprawy
Forum
Poradnik
Kuchnie Świata
Murator S.A:
O wydawnictwie
Kontakt do serwisu podroze.pl
Redakcja miesięcznika Podróże
Reklama
Licencje
Regulamin serwisu
Sklep on line
Serwisy internetowe:
Dom i ogród:
Muratordom.pl
Forum.muratordom.pl
Projekty.muratordom.pl
Muratorfinanse.pl
Urzadzamy.pl
Wymarzonyogrod.pl
Muratordom.com.ua
Architektura i budownictwo:
Muratorplus.pl
Architektura.muratorplus.pl
Tuznajdziesz.pl
Hobby i wypoczynek:
Podroze.pl
Zagle.com.pl
Poltrip.pl
Zdrowie i rodzina:
Poradnikzdrowie.pl
Dlarodzinki.pl
Dzieckozakupy.pl
www.Mjakmama24.pl
Rolnictwo:
Rolnictwoonline.pl
Wideo:
Jestem.pl
Porady:
Mowimyjak.pl
Rozrywka informacje:
Se.pl
Seusa.info
Eska.pl
Eskarock.pl
Voxfm.pl
Radiowawa.pl
Fabrykamuzy.pl
Gwizdek24.pl
Superauto24.pl
Zakupy:
Zakupy.muratordom.pl
Zakupy.urzadzamy.pl
Zakupy.wymarzonyogrod.pl
Zakupy.poradnikzdrowie.pl
Zakupy.zagle.com.pl
Supertanio.pl
Wgrupiekupie.pl
Sklep on line
Miesięcznik:
Murator
Dobre wnętrze
M jak mieszkanie
Moje mieszkanie
Podróże
Żagle
Zbuduj dom
Architektura
Zdrowie
M jak mama
Sklep on line