Podróżując przez rozległe tereny Arizony i Utah nie zawsze miałem czas zobaczyć wszystko co bym chciał. Wybierałem miejsca sugerując się opisami i relacjami ludzi. W tej wyprawie postanowiłem wykorzystać krótki czas i zobaczyć pominięte miejsca...
22.04.2008
Plan był ambitny: dotrzeć przed nocą do Las Vegas. Wyruszyliśmy z San Francisco po godz. 4 popołudniu. Droga zapowiadała się na długą i meczącą: przez Bay Bridge do Oakland, a potem przebijanie się w korku na autostradę I-5. (Tam już ruch był płynny, jedyne na co cierpią kierowcy to 2 pasma tej autostrady i... speed limit 65-70 mph). Staraliśmy się nie przeginać i uniknąć spotkania z CHP (California Highway Patrol). Do celu dotarliśmy po 12 w nocy całkiem w dobrym stanie (zasługa Red Bulla). Mieliśmy nawet siłę połazić jeszcze po kilku kasynach. Podejście do nocowania w kasyno-hotelu skończyło się fiaskiem (ceny w weekendy powalają, mimo że to okres zimowy). Zdecydowaliśmy się na motel obok Stripa. Następnego ranka sesja zdjęciowa pod hotelami i ruszamy w stronę tamy Hoovera. Pogoda nas rozpieszcza: słonko i czyste niebo :).
Na tamie chwila przerwy i podziwianie tej konstrukcji. Teraz trwa tam budowa mostu, dzięki któremu będzie można szybko przejechać ten kręty odcinek drogi. Welcome to Arizona. Dodajemy godzinkę na zegarkach. Zmiany stref czasowych w takich miejscach są dla mnie zabawne. Stojąc pośrodku tamy przez chwilę człowiek jest w dwóch strefach naraz ;). A pomyśleć o sylwestrze, he he. Można go obchodzić dwa razy w przeciągu godziny. Jedziemy do pierwszego celu. Grand Canyon West Rim. Po 40 milach jazdy drogą 93 odbijamy w lewo, na mniejszą drogę Pierce Ferry Road, a potem na Diamond Bar Road, której już nie można nazwać drogą, tylko ubitymi kamieniami. Podczas jazdy tym odcinkiem zostajemy zatrzymani przez sheriffa za zbyt szybką jazdę. Starał się nas przestraszyć, że 20 mph ponad speed limit to wizyta w jego więzieniu. Okazał się jednak wyrozumiały i uśmiechnięty. Darował nam.
Jadąc dalej po wybojach i w tumanie kurzu, zatrzymujemy się przy terminalu. Tam zostawiamy samochód na dużym parkingu (20 $). To miejsce, z którego startują helikoptery i awionetki (bo kanion można też zobaczyć z lotu ptaka, ale to spory koszt). Kupujemy wejściówki na teren parku. Przyznam, że w tym miejscu nieźle rozwinięte jest zaplecze turystyczne. Indianie zarabiają tu na wszystkim. Dużo zarabiają. Wejście na Skywalk i zwiedzanie Eagle Point to w sumie ponad 65 $. Do tego parking, jakieś jedzenie i turysta "gubi" 100 $ (do tego pamiątki i zdjęcia – druga stówa). Z biletami w dłoni udajemy się do autobusu. Kilka mil trasą widokową i zatrzymujemy się w Hualapai Indian Reservation. To tu jest słynny (albo i nie) Skywalk. To platforma wychodząca w głąb kanionu. Nic w tym atrakcyjnego, gdyby nie to że... podłoga jest ze szkła!
Niestety nie wolno zabierać ze sobą aparatów. Nawet jak się przemyci, to i tak obsługa pilnuje, żeby nikt nie fotografował. A dlaczego? A dlatego, że na robieniu zdjęć na platformie chcą zarobić miejscowi. Stoi tam fotograf, który za opłatą fotografuje turystów (prawdę mówiąc chciał, nie chciał szkoda nie przywieźć z takiej wyprawy zdjęcia). Koszt jednej foty to 25 $, a pakiet (6 zdjęć + jedna lub więcej odbitek) to... 99 $. Chodzenie po szklanej podłodze to niesamowite uczucie. Na początku człowiek czuje się nieswojo. Wisisz w powietrzu!, ale z czasem zaczynasz się tym delektować. Nie chciało mi się schodzić :). Ale jak zwykle czas nas gonił. W Eagle Point wszędzie, gdzie się nie ruszymy, widać Indian :). Pilnują też przy krawędzi kanionu, żeby ludzie nie pospadali. Podziwiam niesamowite widoki (bardzo dobrze widać Colorado river).Wcześniej zwiedziłem South Rim i większą część Grad Canyonu. Tutaj jest inaczej, bardziej kamealnie, nowocześnie (widać inwestycje w toku, Skywalk jest nadal rozbudowywany). Kulturę Indian można poznać przez zwiedzanie tipi i wigwamów oraz małych pueblo zbudowanych właśnie w tym celu. Indianie tańczą tam w rytm muzyki. Autobus zabiera nas do następnego punktu Guano point. Zostajemy tam dłużej.
Jemy obiad w lokalnej jadalni :). Potem słonko powoli zaczyna zachodzić, co daje pole do popisu fotografom. Ciepłe swiatło na czerwonych skalach. Ach, co za kolory i widoki! Aparat nie ma chwili wytchnienia. Łazimy po skałach i po krawędziach. Chwila na refleksje na szczycie góry z widokiem na zachód słońca.... Pora wracać. Jesteśmy chyba ostatnimi, którzy opuszczają rezerwat. Powrót po wyboistej drodze. Ściemnia się szybko, więc trzeba jechać uważnie. W ostatniej chwili mijamy kamień na środku drogi. Samochód jadący przed nami nie miał tyle szczęścia... Na drodze widać ślad oleju i wody. Po kilku milach zatrzymują nas ludzie z uszkodzonego pojazdu. Urwali coś pod wozem i są unieruchomieni. Pomagamy im i wszystko dobrze się kończy. Ciemno już a jeszcze kawałek drogi przed nami. Następny ambitny plan – dotrzeć pod granicę z Utah. Jedziemy do Kingman, a tam odbijamy na Route 66. Jazda słynną drogą nie trwa długo, szkoda nam czasu. Wbijamy się na szybką autostradę I-40. Mijamy Flagstaff i… wita nas śnieg. Zaspy przy drogach. Skręcamy na północ na US 89. Pędzimy, droga pusta... naglę skręt, kontra i uff wychodzimy cało! Na środku naszego pasa leżał zabity jeleń. Milimetry dzieliły nas od tragedii. Niestety to są uroki tych rejonów. Trzeba bardzo uważać na przebiegające zwierzęta. Adrenalina na maksa.
Docieramy do celu – miejscowości Page przy granicy z Utah. Nocujemy w bardzo przyjemnym hotelu z sieci Days Inn. Miła pani z obsługi tłumaczy nam co warto zobaczyć w okolicy. Padamy. Niedziela zapowiada się ciekawie. Prawie jak w wojsku. Wstajemy bez ociągania. Śniadanie na szybko i US 89 jedziemy do US 98 :). To bardzo blisko od naszego hotelu. Najciekawszy punkt jak dla mnie, ze względów wizualnych :), Antelope Canyon. Dokładnie Upper. Tyle razy widziałem zdjęcia z tego miejsca nie wiedząc gdzie były zrobione. W końcu tu dotarłem. Na 299 markerze skręcamy na wielki parking. Pusto. Stoi jeden samochód terenowy. Wita nas Indianin Navajo. Opcja jest taka (wiadomo Indianie starają się zarobić, ile się da): dajemy mu 26 $ od głowy, a on zabiera nas pod wejście do kanionu. Ruszamy, po kilku milach koniec drogi i wąska szczelina w skale. To jest chyba to. Wchodzimy, kilka kroków i staję jak wryty. Jezu, co za widoki. Powiem tak, może zdjęcia oddadzą chociaż trochę. Nie umiem opisać tych barw, odcieni i faktury skał. To tak naprawdę tylko migawka tych estetycznych doznań. Wąski przesmyk i gra świateł, które wpadają z różnych miejsc, pod różnymi kątami i odbijają się na skałach podświetlając ściany i szczeliny. Zdjęcia wychodzą tylko ze statywem.
Przechodzimy zauroczeni na drugi koniec. Tam chwila odpoczynku i wracamy znowu tą samą drogą. Myślę, że będę chciał tu jeszcze przyjechać, ale już na dłużej. Wracamy na parking. Przesiadka do naszego wozu. Nie jedziemy do Lower Antelope Canyon. Tam jest dużo wspinaczek po linach i drabinach, a w zimie to słabo wygląda. Wracamy w stronę Page i na 545. mili skręcamy w polną drogę. Docieramy do parkingu. Tutaj mała wspinaczka. Stajemy na górce. Płaski teren na przestrzeni kilkunastu mil, a w oddali góry. Daleko przed nami jawi się mała, pokręcona rysa. Idziemy w tym kierunku. Po kilku minutach rysa się powiększa... przed nami wielka wyrwa w skale. To koryto rzeki Colorado. Wielki kanion głęboki na kilka mil. Trzeba uważać, żeby nie spaść. Na czworaka podchodzimy do krawędzi. Co za widok! Rzeka zakręcając w tym miejscu wyżłobiła coś podobnegoo końskiego kopta (stąd nazwa miejsca Horseshoe Bed). To następne miejsce, które mnie oczarowało. Posiedziałem sobie chwilkę na krawędzi, poleżałem na skalach z widokiem na urwisko, porobiłem dużo zdjęć i z niechęcią wróciłem na parking. Szybko przejechaliśmy przez miasteczko i zjechaliśmy na punkt widokowy Glen Canyon Dam. Tu idealnie widać tamę na rzece i wielki kanion z zieloną w tym miejscu rzeką Colorado. Niezła seria widoków i panoram. Aparat ciężko pracuje :). Jedna z większych atrakcji w tym rejonie to także Lake Powell. Najlepiej zwiedzać je łodzią. Arche i kaniony. Polecam latem. Wracamy na drogę i przejeżdżamy most na tamie. Obieramy kierunek: północ, w stronę Utah. Skręcamy na polną drogę i punkt widokowy, z którego roztacza się piękna panorama. 360 stopni i same kaniony, góry i rzeki! Obowiązkowe fotki i wbijamy się na trasę.
Docieramy do znaku: Welcom to Utah.Mijamy znak Welcom to Utah. Jedziemy bardzo widokową trasą. Po bokach piękne formacje skalne. Mnogość kolorów i kształtów. Nasz cel to "grzybki" na 19. mili od wjazdu do stanu. Z trudem je znajdujemy. Nie jesteśmy pewni do końca, czy to właśnie to miejsce, które wskazała nam miła pani w hotelu. Zatrzymujemy się na malutkim parkingu i ruszamy pieszo przez ogrodzenie. Idziemy wyschniętym korytem rzeki wśród kolorowych skał. Koryto wije się jak wąż. Cały czas mamy wątpliwości co do miejsca. Po kilku minutach trafiamy na pierwsze "grzybki". Uf, czyli jesteśmy we właściwym miejscu. Grand Staircase – Escalante. Przypomina ono Kapadocję w Turcji. Skały utworzyły coś w rodzaju stożków z daszkiem. Przypominają wielkie grzyby. W tle, na długiej ścianie jednej ze skał wyżłobiły się estakady, takie małe sukiennice :). Krajobraz trochę "bajkowy" (znowu). Skały, po których stąpamy, są "miękkie". Odnosi się wrażenie, że chodzi się po gumie lub glinie. To właśnie w tych rejonach odkryto szczątki kilku dinozaurów. Teren jest trochę trudny i wymaga wspinaczki i uważnego stąpania po kamieniach. Znajdujemy wejście do kanionu. Tutaj kolor z czerwonego przechodzi w biały. Niestety nie mamy liny lub drabiny i nie możemy się wspinać dalej. Powoli wracamy szlakiem na parking. Słonko mocno świeci. Jedziemy dalej drogą 89. W tych rejonach każdą drogę można nazwać "widokową". Nie ma co rozpisywać się na temat piękna mijanych gór, skał i kanionów. Wystarczą zdjęcia :). Docieramy do skrzyżowania w mieście Kanab, zwanym "Little Hollywood". Kręcono tutaj dużo westernów. I faktycznie, miasteczko ma taki westernowy klimacik. Obieramy kierunek na północ. Po kilkudziesięciu milach docieramy do drogi numer 12.
Wkraczamy na teren Red Canyon. Na tym krótkim odcinku drogi, prowadzącym do Bryce Canyon, skały mają kolor krwistoczerwony. Zwłaszcza przy zachodzie słońca. Barwy są wyjątkowo intensywne, a skały jakby pozowały do zdjęć. Taasa okazuje się trudna dla fotografa :). Co chwila się zatrzymujemy, żeby zrobić fotkę. Potem przejazd tunelami i zakręty między skałami i drzewami. Wydostajemy się w końcu na płaskowyż. Tutaj w oddali majaczą długie góry "stołowe". W świetle zachodzącego słońca mają kolor pomarańczowy i złoty. Kilka minut zajmuje nam dojazd do hotelu znajdującego się tuż przed wjazdem do Bryce Canyon. Hotel Rubys Inn był kiedyś zwykłym zajazdem, który z czasem przekształcił się w spory kompleks z restauracją i sklepem. Teraz to wszystko należy do Best Western. Hotel w przyzwoitej cenie i standard bardzo wysoki. Jemy kolację i robimy małe zakupy (12-pak piwa). Powoli zapadamy w sen. Poranek za oknem nie nastraja optymistycznie. Zaczął padać śnieg. Dużo śniegu.
Jemy śniadanie i planujemy trasę z obawą czy damy radę przejechać naszym wozem. Normalnie spod hotelu jeździ bus, który rozwozi turystów po punktach widokowych. Tego dnia wolimy jednak podjechać wozem. Na szczęście nie ma dużo ludzi. Przestaje padać, ale chmury groźnie wiszą nad nami. Jest ślisko, więc przemiesczamy się powoli. Wjazd 25 $. Po chwili dowiadujemy się, że zamknięta jest część parku. Docieramy do Sunrise Point, pierwszego punktu widokowego. Uważnie idziemy po ścieżce, jest bardzo ślisko. Słonko przebija się do nas :). Poniżej widoki zapierające dech w piersiach. Stoimy na krawędzi kanionu, w dole którego porozrzucane są osobliwe skały. Latem można zejść na szak i pochodzić między nimi. Zimą niby też, ale wymaga to dobrego ekwipunku. Większą panoramę i różnorodność skał można podziwiać z pozostałych punktów widokowych. Inspiration point i Bryce Point. Ciekawe zestawienia kolorystyczne tworzą czerwone skały pokryte białym puchem. (A tak się obawiałem, że zimą nie będzie tu ciekawie... Myliłem się :)). W przyszłości trzeba będzie poświecić temu miejscu kilka dni. Warto.
Ruszamy dalej. Trasa wiedzie z powrotem przez Red Canyon. W świetle dnia kolory nie są tak intensywne. Na wysokości miasteczka Mt. Carmel skręcamy w US 9, tak zwaną Zion-Mount Carmel Highway. Jazda serpentynami wśród gór i kanionów, które na tym odcinku wyraźnie "urosły". Kilka przystanków dla fotografów. Widoki znacznie się zmieniają. O ile do tej pory wszystkie kaniony widzieliśmy z ich krawędzi, to teraz zagłębiamy się mocno w dół. Mijamy tabliczkę informacyjną Zion National Park. Kanion jest ogromny, a droga prowadzi przez długie tunele w skałach i wzdłuż rzeki. Serpentyny wydłużają się, a my zjeżdżamy coraz głębiej. Po kilku milach docieramy do bramek wjazdowych. Znowu 25 $. (Na takie wyprawy warto mieć wykupioną kartę wejściową na wszystkie parki – wyjdzie znacznie taniej). Jedziemy na północ w stronę, gdzie kończy się droga dla samochodów i zaczyna szlak dla pieszych. Temple of Sinawava. Docieramy tam z licznymi postojami w punktach widokowych (hm.. tak naprawdę to jeden wielki punkt widokowy). Piesza wędrówka do znaku, który zakazuje dalszej wycieczki. Trasa jest nie do przejścia w zimę. Ale to, co widzimy i tak robi wrażenie. Ogrom otaczających gór i rzeka na dole. To też miejsce, gdzie wypada spędzić kilka dni. Wracamy na US 9 w kierunku południowym. Mijamy Springdale i Virgin. To już trasa powrotna. Ścinamy jeszcze rożek Arizony i bardzo widokową autostradą wjeżdżamy do Nevady. Highway I-15 przecina Las Vegas, więc korzystamy z okazji i robimy przerwę na posiłek. Zabawne, śniadanie jedliśmy przy 11 stopniach ciepła za oknem, a obiad już przy 23 :), tylko kilkaset mil dalej, he he. Na zachód słońca załapaliśmy się już w Kalifornii (też niezły widok). Do domu dotarliśmy po północy. Thats it.
Grand Canyon (South Rim) oferuje miejsca noclegowe i campingi (Ja często nocowałem w niedalekim miasteczku Williams, mają kilka moteli w rozsądnych cenach) . Bryce Canyon ma kilka hoteli przed samym wjazdem na teren parku. W Zion parku nie zaobserwowałem miejsc gdzie można się przespać, pozostają pobliskie miejscowości. Na trasie znajdziemy dużo moteli większych sieci wiec o nocleg nie ma się co martwić. Ale jakobazę wypadową po rejonie polecam miasto Page w Arizonie.
Grand Canyon (South Rim) oferuje miejsca noclegowe i campingi (Ja często nocowałem w niedalekim miasteczku Williams, mają kilka moteli w rozsądnych cenach) . Bryce Canyon ma kilka hoteli przed samym wjazdem na teren parku. W Zion parku nie zaobserwowałem miejsc gdzie można się przespać, pozostają pobliskie miejscowości. Na trasie znajdziemy dużo moteli większych sieci wiec o nocleg nie ma się co martwić. Ale jakobazę wypadową po rejonie polecam miasto Page w Arizonie.
Wielki Kanion – przełom rzeki Kolorado w stanie Arizona, przez Płaskowyż Kolorado. W tym kanionie znajduje się pełny przekrój geologiczny od proterozoiku (era prekambryjska) po trias (era mezozoiczna). Każda seria warstw skalnych posiada inny odcień. Skały osadowe kanionu obfitują w skamieniałości, od pierwotnych glonów do drzew, od morskich muszli po szczątki dinozaurów. Czas powstawania kanionu szacuje się na około 10 milionów lat. Kanion zaczął powstawać najpierw w zachodniej części obecnego przebiegu, 17 mln lat temu, natomiast wschodni kraniec ukształtował się 5-6 mln lat temu. W następnych milionach lat trwało wcinanie się wgłębne rzeki i pogłębianie kanionu, przy zachowaniu jego długości. Jego "architektem" była rzeka Kolorado, która żłobiła kanion w miarę jak płaskowyż Kolorado się podnosił. Przed wybudowaniem w 1963 r. zapory wodnej Glen Canyon rzeka niosła przez kanion dziennie 500000 ton osadu. W obecnym kształcie Wielki Kanion ma 349 km długości i w najgłębszym miejscu (Granite Gorge – Wąwóz Granitowy) 2133 m głębokości. Szerokość waha się od ok. 800 m (pod punktem widokowym Toroweap na North Rim – Północnej Krawędzi) do 29 km w najszerszym miejscu. Jest to największy przełom rzeki na świecie. Park Narodowy Bryce Canyon - park narodowy położony w południowo-zachodniej części stanu Utah w Stanach Zjednoczonych. Park został utworzony 15 września 1928 roku. Jego obecna powierzchnia wynosi 145,02 km². Nazwa parku oraz kanionu pochodzi od nazwiska mormońskiego pioniera Ebenezera Bryce'a. Wbrew swojej nazwie, Bryce Canyon nie jest prawdziwym kanionem, ponieważ nie płynie przez niego rzeka. Niecka w kształcie amfiteatru powstała na skutek erozji termicznej i chemicznej. Przez ponad 200 dni w roku w ciągu doby na terenie parku występują zarówno temperatury dodatnie i ujemne. Formacje skalne na terenie parku są różnorodne i wiele z nich posiada nazwy własne. Do najbardziej popularnych należą iglice skalne zwane hoodoo. Zbudowane są one z wapienia i mają od 1,5 do 45 metrów wysokości. Według indiańskich legend są one postaciami ludzi zamienionymi w skałę przez boga-kojota. Na terenie parku występują również setki naturalnych okien i łuków skalne. Ich średnice wynoszą od 1 do 19 metrów. Największym i łatwo dostępnym łukiem jest Natural Bridge (Naturalny Most), który widać z jednego z punktów widokowych przy głównej drodze w parku. Wreszcie na terenie parku znajdują się liczne tzw. slot canyons. Są to wąskie i stosunkowo głębokie szczeliny skalne. Mają zazwyczaj od 100 do 300 metrów długości, 30 do 60 metrów głębokości i do 5 metrów szerokości. Jednych z najbardziej popularnych z nich jest Wallstreet, przez który prowadzi szlak Navajo Loop Trail. Park Narodowy Zion - park narodowy położony w USA w południowo-zachodniej części stanu Utah (w hrabstwach Washington, Iron i Kane). Na terenie parku występują liczne urwiska skalne, wodospady i rzeki. Największą atrakcją parku jest Zion Canyon. Nazwa kanionu pochodzi od mormońskich osadników, którzy nazwali go Zion, czyli Syjon. Park położony jest 336 km na północny wschód od Las Vegas. Przez park wiedzie droga Zion Canyon Scenic Drive, z której można podziwiać piękno kanionu. Park zajmuje obszar w zachodniej części wyżyny Kolorado i zbudowany jest ze skał piaskowcowych, które tworzą płaskie stoliwa, kręte kaniony i malownicze formy skalne przypominające zamki, iglice i wieże. Teren parku rozcięty jest głęboką doliną Rzeki Dziewiczej (ang.Virgin River).
Będzie to bardzo subiektywna ocena miejsc według atrakcyjności.
Antelope Canyon - to miejsce czaruje :) niepozorne wejście (którego nie widać) a wnętrze potrafi sprawić że staje jak wryty ! Ważne żeby przyjechać w godzinach poranno-południowych gdy słońce jest w zenicie i promienie wpadają przez szczeliny. Gra kolorów i kształtów jest niesamowita. Zwykły aparat z flashem nie odda barw. Zdjęcia trzeba robić ze statywem (trochę niewygodnie ale warto). Indianie "obstawiają" to miejsce i dowarzą swoimi wozami. Dla fotografów jest dłuższa wycieczka i oczywiście droższa :). Tak naprawdę to krótki odcinek ale pozostaje na długo w pamięci.
Atrakcje Lake Powell - Wystarczy zatrzymać się w malutkim miasteczku Page na granicy Arizony i Utah a atrakcji jest na kilka dni zwiedzania. Wszystkie najpiękniejsze kaniony w zasięgu ręki ;). Pobliskie jezioro Powell oferuje NIEZAPOMNIANE widoki. Można skorzystać z wycieczek zorganizowanych lub samemu pokombinować i wynająć na własną rękę motorówkę lub łudź. Niebieskie, turkusowe odcienie wody a na trasie formacje skalne przypominające Monument Valley. Wielkie łuki skalne i faktury ziemi troszkę oszałamiają. Dla fotografa to istny raj...
Horse Shoe Bend - na wjeździe do miasteczka Page :). Mały parking i kilka minut spacerkiem do ... wielkiej szczeliny w ziemi. A w niej zakrzywiona w kształcie podkowy rzeka Kolorado. Widoki znowu powalają. Bardzo niebezpiecznie (brak barierek), trzeba ostrożnie stąpać żeby nie spaść. Gdyby nie czas nieubłaganie mnie popędzał to zostałbym tam na cały dzień.
Skywalk (West Rim - Grand Canyon) - 28 marca 2007 dokonano uroczystego otwarcia szklanego pomostu nad Wielkim Kanionem - najwyższego balkonu na świecie. Usytuowany jest on na wysokości 1219 m nad ziemią. Otwarcie atrakcji dla publiczności odbyło się kilka dni później. Turyści mają możliwość podziwiać otwierającą się pod nimi przepaść Wielkiego Kanionu, oddzieleni od niej jedynie przezroczystą taflą szkła. To jest najczęściej odwiedzane miejsce przez nie mających dużo czasu turystów z Las Vegas. Taras i jego okolice są w trakcie ciągłej rozbudowy.Wygląda że powstanie tam restauracja ? Szkoda tylko że nie można wnosić swojego sprzętu fotograficznego.
Grand Canyon (South Rim) - To najbardziej znana i odwiedzana część Grand Canyonu. Baza noclegowa, kolejka wożąca po punktach widokowych i trasy dla pieszych wycieczek. Poświęcę więcej czasu na opis tego miejsca w późniejszych opisach wypraw.
Bryce Canyon - Jeden z bardziej barwnych (nie nudnych) kanionów. Droga do parku to malownicza trasa widokowa. Co chwila zatrzymywałem samochód i podziwiałem widoczki. Punkty widokowe porozmieszczane w dużych odstępach od siebie. Platformy widokowe gdzie można oglądać panoramę miejsca i trasy prowadzące między ... hmm formacjami skalnymi? słupami i łukami. Wszystko w tonacji czerwieni i pomarańczu. Zapalony fotograf nie będzie chciał stąd wyjść :)
Zion Canyon - na pewno ogrom tego miejsca przytłacza. Czuje się malutki. Jest piękny ale osobiście nie zrobił na mnie wrażenia.
Dobra wiadomość przed wakacjami: tańszy roaming w krajach UE
godz. 04:45 Niedziela 27.5.2012 Autor: podróże.plPodziel się wrażeniami i zdjęciami ze swoich wypraw, zamieść relację z wyjazdu i wygraj aparat fotograficzny Fujifilm FinePix XP30!
Stolica: Waszyngton Waluta: dolar (USD) Język urzędowy: angielski Inne: języki mniejszości narodowych, głównie hiszpański
Lokalny czas
Kiedy jechać
Przez cały rok
Niezbędne informacje
więcejPrzydatne adresy
- www.hotels-in-usa.net Hotele
- www.art-collecting.com Galerie
- www.museumsusa.org Muzea
- www.usatourist.com Turystyka
CZYTAJCIE NAS
Wywiad z Rafałem Milachem ...
Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia… więcej
Wywiad z Rafałem Milachem
Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak… więcej
Samochodem po Europie - ...
Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i… więcej
2 lata w podróży ...
158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej… więcej
Tagi
- W serwisie:
- Kierunki
- Aktualności
- Wasze Wyprawy
- Forum
- Poradnik
- Kuchnie Świata
- Murator S.A:
- O wydawnictwie
- Kontakt do serwisu podroze.pl
- Redakcja miesięcznika Podróże
- Reklama
- Licencje
- Regulamin serwisu
- Sklep on line
- Serwisy internetowe:
-
- Dom i ogród:
- Muratordom.pl
- Forum.muratordom.pl
- Projekty.muratordom.pl
- Muratorfinanse.pl
- Urzadzamy.pl
- Wymarzonyogrod.pl
- Muratordom.com.ua
- Architektura i budownictwo:
- Muratorplus.pl
- Architektura.muratorplus.pl
- Tuznajdziesz.pl
- Hobby i wypoczynek:
- Podroze.pl
- Zagle.com.pl
- Poltrip.pl
- Zdrowie i rodzina:
- Poradnikzdrowie.pl
- Dlarodzinki.pl
- Dzieckozakupy.pl
- www.Mjakmama24.pl
- Rolnictwo:
- Rolnictwoonline.pl
- Wideo:
- Jestem.pl
- Porady:
- Mowimyjak.pl
- Rozrywka informacje:
- Se.pl
- Seusa.info
- Eska.pl
- Eskarock.pl
- Voxfm.pl
- Radiowawa.pl
- Fabrykamuzy.pl
- Gwizdek24.pl
- Superauto24.pl
- Zakupy:
- Zakupy.muratordom.pl
- Zakupy.urzadzamy.pl
- Zakupy.wymarzonyogrod.pl
- Zakupy.poradnikzdrowie.pl
- Zakupy.zagle.com.pl
- Supertanio.pl
- Wgrupiekupie.pl
- Sklep on line
- Miesięcznik:
- Murator
- Dobre wnętrze
- M jak mieszkanie
- Moje mieszkanie
- Podróże
- Żagle
- Zbuduj dom
- Architektura
- Zdrowie
- M jak mama
- Sklep on line

