Kalifornijskie Słonie

Ano Nuevo State Reserve, Kalifornia.

fot.: marcin.sieradzki

Ano Nuevo State Reserve, Kalifornia.
W pewnym miejscu w Kalifornii można spotkać żyjące w naturalnych warunkach stada Słoni tylko, że... Morskich :)

      Kalifornia nie przestaje mnie zaskakiwać, myślałem, że odwiedziłem już wszystkie miejsca warte zobaczenia w okolicy, ale okazało się, że nie...

     Na południe od San Francisco, ponad godzinę jazdy samochodem, niedaleko od Santa Cruz - przy drodze numer 1 znajduje się Año Nuevo StateReserve z dużą kolonią Północnych Słoni Morskich. Z informacji uzyskanych na stronie internetowej, wizyta u ssaków poprzedzona jest rejestracją - ze względu na dużą liczbę chętnych. Postanowiłem zaryzykować i pojechałem tam - bez wymaganej rejestracji, na miejscu dowiedziałem się, że często zdarza się, że ktoś nie odbierze zamówionego biletu lub po prostu jest na daną godzinę mała pula extra biletów [7 $]. Jedynie na co nie miałem wtedy wpływu - to wybór godziny, o której zaczyna się tura. W moim wypadku musiałem odczekać 1,5 godziny. W oczekiwaniu na moją grupę udałem się na pobliską plażę, gdzie zaskoczył mnie spokój oceanu i brak ludzi. Postanowiłem przespacerować się trochę i zaabsorbowany pięknymi widokami klifów, nie zauważyłem ogromnych cielsk słoni morskich leżących pojedynczo co kilka metrów. Byłem w lekkim szoku, spodziewałem się stworzeń niewiele większych od lwów morskich, a miałem przed sobą giganty dochodzące do czterech metrów! Porozstawiane na plaży znaki informacyjne zabraniały podchodzenia do tych ssaków na odległość do 7 metrów, dziwiło mnie to, słonie morskie wyglądały tak przyjaźnie i leniwie -ważyły spokojnie kilka ton, że człowiek - nigdy nie spodziewałby się, że mogą komuś zrobić krzywdę. Dopiero widok szybko przemieszczającego się samca, który wypełzł z oceanu uświadomił mi, że nie miałbym szans w wyścigu z nim :). Ogromna masa tłuszczu "galopowała" z oszałamiającą prędkością w stronę krańca plaży po to tylko, żeby obsypać się piaskiem i zalec na kilka godzin w jednej pozycji. Oczywiście pojawiające się co kilka minut grupki ludzi lekceważyły - te zakazy i podchodziły na wyciągnięcie ręki do zwierzęcia, które o dziwo kompletnie ignorowało ludzi odprowadzając delikwentów wzrokiem. Z pyska stworzenie jest prześmieszne, zwisająca trąba i ciekawe oczka potrafią rozśmieszyć każdego, chrapanie tych stworów dodaje im komicznego uroku. Wyglądało na to, że nie trzeba było wydawać pieniędzy, żeby zobaczyć słonie morskie, ale dla mnie to była tylko próbka tego co podobno miało mnie czekać na szlaku.

     Wróciłem do punktu zbornego przy głównych drzwiach i po chwili przewodnik zebrał nas w około 20 osobową grupkę. Grupy ruszają co 15 minut spod budynku rezerwatu, dojście do punktu spotkania z przewodnikiem zajęła mi 15 minut. Tam czekało na nas dwóch wolontariuszy - przewodników, którzy na wstępie poinformowali nas o zasadach bezpieczeństwa i o zachowaniach tych ssaków. Potem zaczął się marsz po wydmach w stronę legowisk słoni morskich, przewodnik opowiadał podczas drogi ciekawe historyjki. Zaopatrzeni w niezbędną wiedzę dotarliśmy do plaży. Musieliśmy stąpać ostrożnie i po cichu, tak żeby nie rozgniewać leżących gigantów - naprawę to wielkie zwierzaki, człowiek przy nich wydaje się malutki. Niestety nie można podejść zbyt blisko, trzeba utrzymać dystans 5-10 metrów. W takiej sytuacji przydaje się teleobiektyw. Słonie lubią wylegiwać się schowane w krzakach -poza plażą i trzeba uważać, żeby nie "wpaść" na tego olbrzyma.   

Jedno trzeba im przyznać, pomimo swojego śmiesznego wyglądu - potrafią ładnie śpiewać, dźwięki jakie unoszą się nad ich legowiskami są niesamowite. Samice z młodymi wypełniały każdy kawałek plaży i nie wydawało się możliwe - ciche prześlizgniecie się pomiędzy nimi. Drugą sprawą był przewodnik, który skrupulatnie pilnował, żeby nikt nie podszedł za blisko - co mnie zmartwiło, musiałem robić zdjęcia z pewnej odległości przy użyciu teleobiektywu. Ale na szczęście dobrze obfotografowałem je wcześniej na niepilnowanej plaży. Przeszliśmy tak na kilka punktów widokowych mając widok, na różne grupy słoni morskich.

     Spokojnie, z odległości widziałem niesamowite walki samców, które robiły ogromne wrażenie. Wielkie cielska sprawnie przemieszczające się po plaży i rzucające się sobie do gardeł! Dopiero teraz dotarło do mnie jak ryzykowałem podchodząc zbyt blisko do nich, kilka godzin wcześniej. Ale co dziwne dla mnie - nie słyszałem o żadnych wypadkach, więc uznaję, że ssaki jeśli zachowa się rozsądek - nikomu krzywdy nie zrobią. Nie spodziewałem się, że będę tym miejscem zachwycony do tego stopnia, że odwiedzę je później jeszcze kilka razy - zabierając zaskoczonych mieszkańców okolic San Francisco - nikt o tym miejscu wcześniej nie słyszał, co było mocno zadziwiające.

     W drodze powrotnej warto zatrzymać się w oddalonej o kilkanaście kilometrów od Parku - nieczynnej latarni morskiej. Miejsce nosi nazwęPigeon Point i jest bardzo urokliwe, samotna biała latarnia z dobrze zachowanymi domkami przyciąga turystów. Nazwa miejsca pochodzi od żaglowcaCarrier Pigeon , który zatonął w 1853 roku roztrzaskując się o skały nieopodal tego miejsca. Po niecałych 20 latach postanowiono zbudować w na tym cyplu latarnię morską, która ostrzegała płynące statki przed niebezpieczeństwem czyhającym u brzegów Kalifornii. Latarnia służyła dobrze straży przybrzeżnej przez ponad 100 lat i zamknięto ją dopiero kilka lat temu. "Biała wieża" ma wysokość około 35 metrów i jest jedną z najwyższych w Ameryce, z tarasów widokowych w sezonie migracji wielorybów - można gołym okiem dostrzec te potężne ssaki. WPigeon Point mieści się też hostel, który ma całkiem dobrą opinię, a lokalizacja powoduje, że czasem trudno tu o wolne miejsca. Wyobraźmy sobie pokoik z widokiem na ocean w klimacie starej latarni i domków rybackich sprzed wieku. Jeśli trafimy na dobrą pogodę co tutaj oznacza brak mgły :) - to widoki na okolice są rewelacyjne - w końcu to wybrzeże Kalifornii czyli jedno z najładniejszych na świecie.

Żółty bus i baran w pierogach, czyli witamy w Ułan Bator!
Wyprawa tygodnia Żółty bus i baran w pierogach, czyli witamy w Ułan Bator!

Wrześniowe Ułan Bator tonie w złotych barwach jesiennego słońca i opadających na chodniki modrzewiowych igłach. Miasto, od którego rozpoczyna się wyprawy wgłąb Mongolii, potrafi być prawdziwie urzekające!

Żaden utwór zamieszczony w serwisie nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny) na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody ZPR Media S.A.. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody ZPR Media S.A. jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.