Nazywana Krajem Kwitnącej Wiśni, dzięki ogromowi barw i pąków zalewających ogrody w porze wiosennej. Ale nie tylko sakura, również wszechobecne azalie tudzież magnolie wyrażają japońskie uwielbienie do piękna i harmonii.
14.11.2011Japonia - osobliwa, niezwykła, niebanalna. Kształtem przypominająca trzydniowy księżyc, zanurzony w otchłani wód Pacyfiku. Enigmatyczna i zachęcająca - dla nas Europejczyków tak inna od znanych nam zwyczajów. Celem moim stała się ot tak, z dnia na dzień, bo dlaczego by właśnie nie ona.
Historia japońskiej przygody rozpoczyna się w Naricie i fartem ma szczęśliwe zakończenie - ze względu na fakt, iż Japonia leży na styku płyt tektonicznych, zagrażają jej trzęsienia ziemi, tsunami czy wybuchy wulkanów. Zwykle niegroźne, czasami jednak emanują swą siłą - żywioły nieokiełznane i niszczące. Możliwe do przejścia jedynie dzięki znakomitemu zorganizowaniu i wspólnocie działań. I w tym Japończycy są zaiste mistrzami. Konformizm i dobro grupy to podstawy ich funkcjonowania. W taki sposób wyrażają siebie, poprzez społeczną aktywność. Mentalność, można by rzec, prawie kosmiczna a reguły bardziej do przestrzegania niż łamania. Z powodu ograniczenia czasowego, mój niepohamowany apetyt podróżniczy ograniczył się do wyspy Honsiu i podążał trasą Osaka - Kioto - Nara - Hiroszima - Miyajima - Kanazawa - Hakone - Tokio.
Mimo moich uzasadnionych obaw, co do terminu wyjazdu (Kraj Kwitnącej Wiśni najbardziej czaruje swym urokiem wiosną czy jesienią) luty okazał się czasem dla mnie idealnym - brak turystów, co przekładało się na możliwość rezerwacji hoteli z dnia na dzień, rezerwacji miejscówek dla pociągów, nawet dziesięć minut przed odjazdem czy uniknięcia ‘zabytkożernych’ tłumów. Pogoda, mimo iż jeszcze zimowa, ukazała swe uroczo wiosenne oblicze – dziesięć do czternastu stopni, wszechobecne azalie, tudzież wcześniejsze odmiany sakury. Zakochana w Kioto, zaskoczona japońską organizacją, rozwiązaniami technicznymi czy mentalnością. Rzut monetą. Osaka czy Tokio? Tokio na zakończenie programu - przecież jestem szczęśliwą (i to jak biorąc pod uwagę ceny biletów) posiadaczką vouchera, który zaraz wymienię na siedmiodniowy JR-pass (ze względu na to, iż pobyt był dziesięciodniowy, zależało mi na dotarciu do Tokio przed utratą terminu ważności biletu). JR-pass to genialny dla turystów sposób na obniżenie kosztów podróży w Japonii. I stało się. Na lotnisku w Moskwie. Niedoceniony booking.com i pierwszy hotel w Osace zaklepany - jeszcze tylko parę godzin i będę mogła się zachłysnąć orientalną, japońską bryzą.
Z lotniska Narita do Tokio można dostać się Narita Expressem (koniecznie należy zarezerwować miejscówki). W informacji turystycznej (chyba jedyne miejsce) dowiesz się wszystkiego w języku angielskim, tu wymieniasz też voucher na JR pass, który obowiązuje na shinkanseny Hikari oraz Kodama (wyłączając Nozomi). Najlepszym środkiem lokomocji wydaje się właśnie shinkansen, oszczędność czasu jest nieoceniona. Dzięki temu miałam możliwość zatrzymania się w Kioto na parę dni, skąd przemieszczałam się w inne interesujące mnie miejsca. Żaden inny kraj nie daje pod tym względem takiej sposobności, co jest dodatkowym atutem Kraju Kwitnącej Wiśni. W Tokio przesiadłam się na pociąg do Osaki – dwie i pół godziny w warunkach, nawet trudno powiedzieć, że daleko odbiegających od rodzimych przyzwyczajeń. Tu nawet nie odważę się porównywać! Czysto, przestrzennie, słonecznie niekoniecznie - dzięki Ci japoński obywatelu za takie proste rozwiązanie jak roleta, szczelna, solidna i nie oplata się wokół głowy, próbując ukryć swoje zażenowanie, że taka wzorzysta, niekoniecznie czysta i mało przydatna. A perony? Takie proste rozwiązanie jak zamieszczenie numeracji zatrzymujących się wagonów w odpowiednim (i realnym!) odcinku peronu, zapobiega niepotrzebnej bieganinie, szarpaninie z bagażem czy przepychankach. Drzwi określonego wagonu otwierają się dokładnie w miejscu wskazanym na peronie. No ba! Kierunek kolejki też jest istotny - skutecznie wyrysowany na peronie pozwala na ustawienie nie więcej niż jednego ogona, bez wątpliwych i nienawistnych spojrzeń, który z głów tej hydry lernejskiej powinien wbić się pierwszy do wrót. Tak to prawda! Punktualność niespotykana, bo w jakim kraju na wątpliwość czy 2 min na przesiadkę to aby nie żart, spotykamy się z wykrzywioną ze zdziwienia twarzą potwierdzająco-krzyczącą - It's ok! ok! Aż się na usta ciśnie - dlaczego nie u nas?
Osaka. Azyl podobno najsprytniejszych biznesmenów w kraju, trzecie pod względem wielkości miasto japońskie. Jak już wcześniej wspomniałam, hotel został zarezerwowany na lotnisku w Moskwie. Na recepcji sympatyczny Japończyk, niemówiący po angielsku, odnajduje moją rezerwację, płacę z góry za nocleg kartą kredytową - żadnych problemów z akceptacją karty, mimo licznych ostrzeżeń na forach. Że coś nie tak, zorientowałam się, kiedy inny 'tambylec' łamaną angielszczyzną tłumaczył mi, gdzie znajduje się 'shower room' dla kobiet czy łaźnia dla mężczyzn. Super. Pokój bez łazienki, typowy, w stylu japońskim - o ludzka nieuwago! Wieczór. Bagaże w pokoju. Można wreszcie wyjść coś zjeść - po długim spacerze po mieście, przypadkiem natknęłam się na knajpkę typu 'jeżdżące sushi'. Do koloru, do wyboru (nieświadoma, czego to można użyć do sporządzenia maków czy nigiri). Niesamowite, ile oni potrafią tego zjeść. Głównie ryby oraz owoce morza. Nie dziwi, więc fakt, iż bez problemu dożywają matuzalemowego wieku. Jednak w sytuacji zwątpienia lub braku fascynacji tak pożądanymi kwasami omega, możemy spokojnie skorzystać z oferty innych kuchni. Najliczniej występującą, zaobserwowaną przeze mnie kuchnią jest włoska. Ale również indyjska, chińska czy fast foody. A ja? Skazana na sushi (wolałabym na bluesa), po drugim dniu zapragnęłam poczuć smak pizzy! Co mogę poradzić, przekorny organizm droczy się ze mną, wiedząc jak lubię zdrowo i mało kalorycznie.
Pomimo wielu punktów godnych zobaczenia, znajdujących się w Osace (np. lotnisko Kansai czy oceanarium) postanawiam drugiego dnia przemieścić się do Kioto. Podróż Hikari trwa ok. 25 minut. I wreszcie. Kioto. Po opuszczeniu pociągu kieruję się od razu do informacji turystycznej, gdzie otrzymuję mapę linii autobusowych, mapę miasta oraz wskazówki dotyczące odnalezienia sprytnie zakamuflowanego w miejskiej dżungli hotelu. Docieram do właściwego przystanku, ustawiając się w kolejce. JR pass nie działa na linie autobusowe w Kioto, tak, więc można zakupić bilet dzienny lub płacić za jednorazowy przejazd. Nie musisz się martwić, jeżeli nie masz biletu, nie musisz też rozpaczać, jeżeli nie masz drobnych pieniędzy, ważne abyś miał jakiekolwiek pieniądze. Autobus opuszcza się przednimi drzwiami, przy kierowcy. Wychodząc wrzucasz bilet do maszyny umieszczonej obok kierowcy. Jeżeli biletu nie dane Ci było kupić przed wejściem do autobusu, nie musisz go kupować także u kierowcy. Wystarczy, że wrzucisz właściwą kwotę w odpowiedni otwór i możesz opuścić pojazd. W sytuacji, gdy zabraknie Ci monet, możesz rozmienić banknot w owym urządzeniu (najlepiej jeszcze w trakcie jazdy, aby nie blokować wysiadających). Rezultat? Uśmiechnięci pasażerowie, odciążeni koniecznością wcześniejszego zorganizowania biletu. Brak zirytowanego kierowcy, pospiesznie wydającego reszty - zwyczajnie punktualny, wesoły autobus. Wracając do Kioto - jest niesamowite, klimatyczne i zmysłowe. Raczy nas ogromem zabytków, knajp i możliwości. Ja zaczęłam swoją zabytkową przygodę od Pałacu Cesarskiego. W informacji turystycznej poinformowano mnie, że na zwiedzanie należy umówić się z wyprzedzeniem, na jedną z wyznaczonych godzin dla zwiedzających (zresztą informacja taka znajduje się też w przewodniku. Można tego dokonać w tzw. Biurze ds. Dworu Cesarskiego przy pałacu. Dopisują Cię do grupy dla cudzoziemców. W sezonie zwykle zapisy są na kolejne dni, ale w moim przypadku bez problemu zostałam zakwalifikowana na godzinę czternastą tego samego dnia. Wejście darmowe, dodatkowo anglojęzyczny przewodnik, który oprowadza turystów. Szczerze polecam, pałac monumentalny, mimo, że nie oryginalny, to zapiera dech w piersiach, poza tym przewodnik to wspaniała okazja do przybliżenia wszystkiego co nieznane i tajemnicze dla nas.
Wygodne jest przemieszczanie się rowerami, dla oszczędności czasu oraz frajdy wynikającej z jeżdżenia po całym mieście w słoneczny, wietrzny dzień. Na Kioto poświęciłam dwa dni i nie żałuję, myślę, że przez tydzień też się wszystkiego nie ogarnie, ale dzięki rowerowi udało mi się dotrzeć w ciągu jednego dnia do paru świątyń i chramów. Poruszając się tzw. Ścieżką Filozofii (ok. 1 km) można zwiedzać po kolei, co nas interesuje - ze znanych świątynia Kiyomizudera, położona na wzgórzu, skąd można podziwiać panoramę Kioto, Park Maruyama (park publiczny), czy chram Yasaka. Z pozostałych miejsc polecam świątynię Kinkakuji - Złoty Pawilon (istna fantasmagoria), czy Ryoanji, znana ze skalnego ogrodu (próbowałam być zen, naprawdę, ale po piętnastu minutach starań pobudzenia swojej wyobraźni, doszłam do wniosku, że lepiej spisałyby się grzybki halucynogenne, po których skalisty ogród zamieniłby się zapewne w nieokiełznaną otchłań morza).
W Japonii religią dominującą jest buddyzm oraz rdzenna religia sintoistyczna (politeistyczna), która opiera się na animistycznych wierzeniach ludowych, stąd ich umiłowanie do zwierząt i przedmiotów, zakładające, że wszystko posiada duszę. Tak chramy to głównie sintoizm a buddyjskie są świątynie. Buddyzm został sprowadzony w VI w. Wiele zwyczajów i przyjętych przez Japończyków systemów ma swe korzenie w Chinach czy Korei. To, co już dawno zanikło w innych krajach, jak sadzenie i pielęgnowanie drzewek bonsai (Chiny), Japończycy rozwinęli do perfekcji i wciąż kultywują.
Z Dworca Głównego można dostać się pociągiem również do Nary (w ramach JR passa). Nara jest zwana kolebką cywilizacji japońskiej. Można poświęcić spokojnie około dwóch, trzech godzin na spacer - od świątyni Kofukuji, przez park Nara (gdzie można szczerze zaprzyjaźnić się z jakimś danielem) do Wielkiego Chramu Kasuga (wyobrażam sobie, że podobnie musi wyglądać kambodżański Angkor Wat, jeżeli chodzi o nadziemne korzenie czy wszechobecny mech). Zjawiskowa jest świątynia Todaiji, z szesnastometrowym posągiem Buddy z brązu. Oczywiście, przy wyjściu z pociągu, w informacji turystycznej można poprosić o mapę miasta czy zabytków. Co więcej, jeżeli ma się trochę szczęścia, to uda nam się pozyskać anglojęzycznego mentora, który bezpłatnie oprowadzi nas i omówi w szczegółach to, czego z przewodnika się nie dowiesz (są to zwykle studenci, którzy zgłaszają się na ochotników w ramach praktyk).
W drodze do czy z Nary (na trasie pociągu) można wysiąść w małym mieście Uji, słynącego z plantacji herbaty (podobno jedna z wyższej jakości). I rzeczywiście można oszaleć przy próbie wyboru jakiejkolwiek, odmian mają setki. Dodając do tego brak jakiegokolwiek kontaktu w znanym mi języku - ból głowy gotowy. Japończycy są amatorami zielonej herbaty, robią z niej nawet landrynki czy ciasteczka tzw. wagashi (tych ostatnich w ogóle nie polecam - raz spróbowałam, ze względu na piękną formę i zachęcający zapach, ale po ugryzieniu okazało się, że owe ciasteczko smakowo przypominało coś pomiędzy wodorostami a szarym mydłem i nie przypadło do gustu moim kubkom smakowym, inna sprawa, że mało tolerancyjnym). Poza tym świątynia Feniksa, kamienny most czy kormorany i intensywny zapach morza, z małomiasteczkowych walorów.
Hiroszima. Podróż z Kioto do Hiroszimy trwa około półtorej godziny, więc spokojnie wczesną pobudkę można odespać w pociągu. Sprawdzanie biletów jest rzadkością, a i tak, jeżeli już, to w wykonaniu uśmiechniętego konduktora, przepraszającego ukłonem, za konieczność wykonania swojej pracy (jednego nagrałam, zastanawiając się czy to zasługa zen czy może jakiejś autosugestii nastrajającej go codziennie na właściwą, pozytywno-samouszczęśliwiającą melodię życia). Niesamowity naród. W Hiroszimie długi spacer z dworca do Parku Pokoju. Długi, ale wart fatygi. Nie ze względu na swą niezwykłość, a raczej zwyczajność. Zwyczajni ludzie idący do pracy (lub stojący na przystankach, zwyczajnie grając na telefonach), zwyczajni rowerzyści, przemieszczający się po zwyczajnie czyściutkich ulicach. Tu i ówdzie tablice informują, że znajdujesz się w strefie 'anty' - bez legalnej możliwości palenia czy śmiecenia. Przy każdym wyjeździe z bramy, drogi wewnętrznej czy parkingu stoi mężczyzna, nadzorujący bezpieczny wyjazd, co okazało się sprytnym posunięciem, szczególnie w Tokio, gdzie bez pomocy owegostrażnika nie jesteś w stanie przebić się autem przez pędzący chodnikiem tłum. Polecam wizytę w muzeum. Istotne, gdy chcesz zrozumieć uwarunkowania psychiczno-mentalne autochtona. Ja Hiroszimę odwiedziłam głównie dla tego miejsca.
Z Hiroszimy można dostać się na wyspę Mijayima, gdzie znajduje się jeden z najsłynniejszych chramów Itsukushima. Bez problemu miejskim pociągiem (parę stacji) transportujemy się do odprawy promowej, skąd po dziesięciu minutach jest się na miejscu (wszystko w ramach JR passa). Niestety muszę powiedzieć, że tutaj szczęście mnie opuściło. Trafiłam akurat na odpływ, więc czar wynikający z pływającego w morzu torii czy chramu, prysł jak bańka mydlana. Pozostały wodorosty i, no właśnie miałam nadzieję, wjazd kolejką na szczyt góry Misen, gdzie można pokonwersować z małpimi przodkami w Małpim Parku. Ale ze względu na kiepską pogodę, kolejka była nieczynna, a na propozycję Pani w okienku, że 'hiking' zajmuje ok. godziny, odpowiedziałam zmęczonym i zrezygnowanym spojrzeniem.
Kanazawa. Podróż do Kanazawy opiewała w malownicze, górzyste krajobrazy. To tu pierwszy raz zaznajomiłam się z japońskim śniegiem, którego zwały piętrzyły się przy każdej mijanej stacji. Miasto położone jest w górskich rejonach, więc moją twarz, co jakiś czas smagał nieprzyjemny, przenikliwy zimowy wiatr. Do Kanazawy wybrałam się ze względu na ogród, jeden z najwspanialszych w Japonii – Kenroku’en. Muszę stwierdzić, że ze względu na wrodzoną niechęć do chodzenia, postanowiłam wspomóc się rowerem także w tej miejscowości. W ogrodzie mogłabym kontemplować cały dzień, nie przypominał niczego, co widziałam wcześniej, i tu właśnie pożałowałam, że walizek do Japonii nie spakowałam miesiąc później, dając szansę zaspanym jeszcze drzewom i pąkom na okazanie całego swego bezmiaru kolorów i zapachów. Ale cóż, chociaż tyle. Drzemiący przy ogrodzie zamek Kanazawa też skusił mnie swoim ogromem, można wejść, jeżeli zainteresowani jesteśmy kwestiami inżynierii i kompozycji tych budowli, lub niezapomnianym widokiem na panoramę gór z ostatniego piętra. Jeżeli zwiedzanie zaczniemy od zamku, pozostawiając atrakcyjność ogrodu na deser, to istnieje możliwość zakupienia biletu łączonego, a co za tym idzie, nieco tańszego. Ostatnim znaleziskiem Kanazawy okazał się targ. Istny róg obfitości, owoce morza i ryby podobno trafiają tu parę chwil po wyłowieniu. Wypróbowany na miejscu tuńczyk rzeczywiście rozpływał się w ustach, pozostawiając trudny do opisania niebiański smak i uzależnienie kubków smakowych, trwale naznaczonych świeżą rybą. Polecam, jako obowiązkowy punkt programu dla wszystkich smakoszy!
Japonia jest jednym z najbezpieczniejszych krajów na świecie. Również pod względem kradzieży. Pociągi wieczorową porą oferują nawet oddzielne wagony dla kobiet. Obywatele Polski mogą przebywać na terenie Japonii do 90 dni bez wizy. Należy pamiętać o ubezpieczeniu, ze względu na wysokie koszty leczenia. Strony internetowe: www.jrpass.com, www.jnto.go.jp Noclegi najdroższe są w Tokio (ok. 100 EUR pokój z łazienką). Najlepiej dokonywać rezerwacji przez stronę internetową (np. booking.com) ze względu na duże różnice cenowe. W weekendy, z soboty na niedzielę wszystkie hotele drożeją dwukrotnie. Hotele (a szczególnie te japońskie) często nie mają w ofercie łazienki w pokoju - należy zwracać uwagę na to podczas rezerwacji. Nocleg oferują także tradycyjne ryokany, hotele kapsułowe czy schroniska młodzieżowe. Do Japonii można dostać się samolotem np. do Narity (lotnisko w pobliżu Tokio). Z Narity do Tokio można dojechać Narita express (konieczne jest zarezerwowanie miejscówek w informacji turystycznej - tam też można wymienić voucher na JR pass)Podczas podróżowania po kraju najlepiej skorzystać z opcji pociągu - shinkansen jest nieoceniony - wygodny, szybki i punktualny. Bilety są drogie - turyści zwykle korzystają z tzw, JR passa (bardzo duża oszczędność), który obowiązuje na wszystkie linie państwowe Japanese Railway. JR pass należy koniecznie kupić przed wyjazdem do Japonii (www.jrpass.com), w kraju jest niedostępny, kupuje się voucher do wymiany na bilet w informacji turystycznej. Do zwiedzania miast można wynająć rower (ok. 10 EUR za dzień).
Dobra wiadomość przed wakacjami: tańszy roaming w krajach UE
godz. 04:45 Niedziela 27.5.2012 Autor: podróże.plPodziel się wrażeniami i zdjęciami ze swoich wypraw, zamieść relację z wyjazdu i wygraj aparat fotograficzny Fujifilm FinePix XP30!
Stolica: Tokio Waluta: jen (JPY) Język urzędowy: japoński
Lokalny czas
Niezbędne informacje
więcejCZYTAJCIE NAS
Wywiad z Rafałem Milachem ...
Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia… więcej
Wywiad z Rafałem Milachem
Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak… więcej
Samochodem po Europie - ...
Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i… więcej
2 lata w podróży ...
158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej… więcej
Tagi
- W serwisie:
- Kierunki
- Aktualności
- Wasze Wyprawy
- Forum
- Poradnik
- Kuchnie Świata
- Murator S.A:
- O wydawnictwie
- Kontakt do serwisu podroze.pl
- Redakcja miesięcznika Podróże
- Reklama
- Licencje
- Regulamin serwisu
- Sklep on line
- Serwisy internetowe:
-
- Dom i ogród:
- Muratordom.pl
- Forum.muratordom.pl
- Projekty.muratordom.pl
- Muratorfinanse.pl
- Urzadzamy.pl
- Wymarzonyogrod.pl
- Muratordom.com.ua
- Architektura i budownictwo:
- Muratorplus.pl
- Architektura.muratorplus.pl
- Tuznajdziesz.pl
- Hobby i wypoczynek:
- Podroze.pl
- Zagle.com.pl
- Poltrip.pl
- Zdrowie i rodzina:
- Poradnikzdrowie.pl
- Dlarodzinki.pl
- Dzieckozakupy.pl
- www.Mjakmama24.pl
- Rolnictwo:
- Rolnictwoonline.pl
- Wideo:
- Jestem.pl
- Porady:
- Mowimyjak.pl
- Rozrywka informacje:
- Se.pl
- Seusa.info
- Eska.pl
- Eskarock.pl
- Voxfm.pl
- Radiowawa.pl
- Fabrykamuzy.pl
- Gwizdek24.pl
- Superauto24.pl
- Zakupy:
- Zakupy.muratordom.pl
- Zakupy.urzadzamy.pl
- Zakupy.wymarzonyogrod.pl
- Zakupy.poradnikzdrowie.pl
- Zakupy.zagle.com.pl
- Supertanio.pl
- Wgrupiekupie.pl
- Sklep on line
- Miesięcznik:
- Murator
- Dobre wnętrze
- M jak mieszkanie
- Moje mieszkanie
- Podróże
- Żagle
- Zbuduj dom
- Architektura
- Zdrowie
- M jak mama
- Sklep on line

