okazje
Mieszkańcy koła podbiegunowego powiedzieli kiedyś mojemu ojcu, że najpiękniejsza pora roku w Laponii to jesień. Złota lapońska jesień. Jedyny sposób, żeby potwierdzić te słowa, to wyprawa daleko na północne rubieże naszego kontynentu.
30.11.2011
Pomysł wyprawy narodził się w sierpniu ubiegłego roku, kiedy to byliśmy z ojcem pod niemałym wrażeniem spływu Ivalojoki zorganizowanego przez Akademicki Klub Kajakowy Poznań. Ich blog aktualizowany niemal codziennie, a przede wszystkim fotki, które można było tam zobaczyć - zniewalały. Nietknięta przez człowieka dzika przyroda. Było to jak solidny kopniak zachęcający do podjęcia własnej inicjatywy. Liczne rozmowy, konsultacje i przygotowania finalnie doprowadziły do naszego wyjazdu na przełomie sierpnia i września 2011 r.
28.08.2011
Dzień I – podróż do Helsinek.
Podróż do stolicy Finlandii odbyliśmy promem z Gdyni. Trzeba przyznać, że nasze samochody z kajakami na dachu budziły niemałą ciekawość pasażerów i obsługi statku. Prom nie był specjalnie załadowany, co napawało optymizmem, że absolutnie nikt nie zmierza w upatrzonym przez nas kierunku.
Cenna informacja dla podróżujących promem po Bałtyku - nie musimy wydawać dużych pieniędzy, by dopłynąć do Szwecji czy Finlandii. Wszystkie promy, które kursują na tychtrasach, oferują możliwość zakupienia miejsca siedzącego bez konieczności wykupienia miejsca w kabinie. Nasza drużyna podróżowała liniami FinnLines i muszę przyznać, że miejsca siedzące dla nie posiadających kajuty prezentowały się bardzo dobrze. Ponadto za drobną opłatą można schować swój bagaż do jednej z wielu szafek stojąc nieopodal foteli.
29.08.2011
Dzień II – kierunek Północ!
Drugi dzień upłynął pod znakiem podróży samochodami na północ. Według planu wyjazdu mieliśmy odwiedzić stolicę Świętego Mikołaja w Rovaniemi, ale gnani chęcią bliskiego spotkania z przyrodą koła podbiegunowego zrezygnowaliśmy z tej wizyty – wszak już 24 grudnia ten Pan do nas zawita (oby!).
Pierwszy nocleg spędziliśmy na kempingu w Malakoski. Typowa polska mentalność wymusiła na nas targowanie się o cenę. Właścicielka nie była skłonna do zniżek, jednak talenty negocjacyjne Pana Michała poskutkowały. Zeszliśmy z ceny o całe 10euro… W tym miejscu należy zaznaczyć, że Finowie to uczciwy i praworządny naród, więc jeśli kiedyś komuś przyjdzie do głowy podobny pomysł, to niech się zastanowi dwa razy. Im dalej na północ, tym ludzie są bardziej zamknięci, jednak uczciwości i dobrej woli nie można odmówić nikomu.
30.08.2011
Dzień III – deszcze niespokojne i nocleg w ok. Inari.
Deszczowa pogoda, którą zwiastowało już wieczorne niebo dnia poprzedniego, nie napawała nas specjalnym optymizmem, tym bardziej że dzień III miał być dniem inauguracyjnym naszego spływu. Po kilku godzinach spędzonych w samochodach uznaliśmy, że może humory poprawią nam małe zakupy (tak, faceci też czasem lubią kupować!). Żeby rozwiać wszelkie wątpliwości, podkreślę, że postój w XXX wykorzystaliśmy do uzupełnienia zestawu środków owadobójczych i odstraszających, a przy okazji dowiedzieliśmy się, gdzie można wykupić pozwolenia na wędkowanie. W tym miejscu chciałbym polecić dwa środki na uciążliwe lapońskie meszki i komary: off! zielony oraz ZZZ. Według miejscowych są to najskuteczniejsze środki przeciwko podbiegunowym owadom.
Następny postój wypadł w XXX, gdzie w biurze informacji turystycznej zakupiliśmy jedno pozwolenie na połów ryb. Początkowo każdy chciał takie mieć, jednak na miejscu okazało się, że koszt zezwolenia jest makabrycznie wysoki – 1-dniowe pozwolenie 13euro, tygodniowe - 45euro. O dziwo zapał niektórych „wędkarzy” błyskawicznie wyparował… Uprzejma pani z informacji powiadomiła nas, że droga na skróty, którą chcemy dotrzeć do Lismy – miejsca startu spływu – jest w tragicznym stanie i każdy, kto nią jechał, odradza wszystkim innym ten wybór. Po krótkiej konsultacji zdecydowaliśmy, że jednak pojedziemy tą drogą. Był to zdecydowanie dobry wybór. Droga skracała trasę o ponad 100km i pomimo ostrzeżenia nawigacji GPS, że jest znacznie „wolniejsza”, bez problemu ją przebyliśmy ze średnią prędkością 80km/h. Zarówno trasa na skróty o której mowa, jak i wiele innych nie asfaltowych czy szutrowych dróg została wykonana podczas II Wojny Światowej przez Niemców. Wszystkie te drogi, po których jechaliśmy, są w doskonałym stanie i niejednokrotnie jeździ się nimi lepiej niż po wielu rodzimych „ekspresówkach”.
Wczesnym popołudniem dotarliśmy na „koniec świata”, do Lismy. Tam kończą się wszystkie drogi i cywilizacja. Wioska liczy ok. 20 rodzin, w większości ludzie zajmują się doglądaniem reniferów. Ponoć nie ma w Laponii bezpańskich renów, każdy jest czyjąś własnością. Każdy z właścicieli nacina uczy zwierząt w specyficzny i niepowtarzalny sposób, przez co rozróżnia się reny biegające po Laponii.
Deszcz, który nasilał się z minuty na minutę, dyktował warunki. Po kilku nieudanych próbach porozumienia się z mieszkańcami (pukanie do każdych drzwi), uznaliśmy, że brak dobrego miejsca na rozłożenie obozowiska zmusza nas do noclegu na kempingu w Inari – miejscu mety spływu. Tak oto zaliczyliśmy start i metę w ciągu jednego dnia ;-)
31.08.2011
Dzień IV – Początek.
Noc spędzona w domkach kempingowych w Inari miała być naszą ostatnią, tak luksusową wygodą przed spływem. Poprzedniego dnia zamówiliśmy dwie taksówki, które miały zawieźć nas i kajaki do Lismy (koszt 200euro). W drodze na miejsce startu dowiedzieliśmy się od pani taksówkarz, że – ku naszemu niezadowoleniu - w tych okolicach nie ma niedźwiedzi i wilków. Zawiedzeni byliśmy zwłaszcza informacją o braku niedźwiedzi w tej części Laponii. Niemniej humory poprawiła nam wieść, że wyjątkowo suche dwa miesiące poprzedzające nasz przyjazd skutecznie zapobiegły wylęgowi komarów i meszek. Szczęście nam dopisywało.
W Lismie przygotowaliśmy kajaki do spływu i… nareszcie do wody! Teraz musieliśmy przebyć ok. 8km Lismajoki, by dotrzeć do Ivalojoki. Odcinek ten okazał się wyjątkowo szybki i niebezpieczny. Mimo wielu przeszkód i rwącego nurtu - wszystkim udało się przebyć odcinek w jednym i suchym kawałku.
Ivalojoki prezentowała się majestatycznie. Pierwsze większe bystrze pokonywaliśmy ponad 3 godziny. Z jednej strony nie posiadaliśmy wystarczającej ilości kasków, a bez tego ani rusz w bystrze. Z drugiej strony było to nasze pierwsze poważne bystrze i nie byliśmy należycie rozgrzani i zorientowani w możliwościach drzemiących w rzece. Pogoda nie zachęcała do długiego wiosłowania, jednak plan musiał być wykonany. Około godziny 17:00 wylądowaliśmy na bardzo urokliwym brzegu i tam też postawiliśmy obóz.
Oficjalnym pierwszym wędkarzem tego dnia zostałem mianowany ja sam. Do tej pory uważam, że rzeczonego szczupaka złowiłem dzięki szczęściu, a nie umiejętnościom. Tak czy inaczej, przyrządzony przez pana Włodka i usmażony na kuchence gazowej smakował wyśmienicie. Na pieczoną nad ogniskiem rybę mieliśmy jeszcze poczekać kilka ładnych dni, toteż palenisko służyło jako grzejnik i miejsce spotkań. Obozowisko rozłożyliśmy nieopodal małego strumyka, który wpływał do Ivalojoki, w nocy towarzyszył nam zatem przyjemny szum wody.
01.09.2011
Dzień V – Pierwsze przebłyski.
Następny dzień dawał nadzieję na trochę słońca, ale dopiero pod koniec dnia mieliśmy zobaczyć pierwsze przebłyski. Drugi odcinek okazał się spokojny. Pstrykaliśmy sporo fotek i wypatrywaliśmy łosi. Kilka osób rzekomo widziało brodzącego przy brzegu młodego łosia, ale kto to wie na pewno.
Obozowisko rozbiliśmy na małym półwyspie. Miejsce okazało się mało dogodne do wędkowania, więc tej nocy nie skosztowaliśmy białego mięsa.
02.09.2011
Dzień VI – Bystrza.
Kolejny dzień przyniósł nam sporo wrażeń: kilka groźnych bystrzy, pierwsza wywrotka, piękne widoki. Bystrza, które mieliśmy pokonać tego dnia,zwiastowały znacznie groźniejsze odcinki w kanionie. Nauczyliśmy się już jednak, jak rozpoznawać niebezpieczne miejsca załamań wody i je omijać. Doskonała pogoda i świetne humory sprawiły, że nie obawialiśmy się żadnych niebezpieczeństw – w każdym razie nikt głośno o tym nie mówił ;-) .
Wywrotkę tego dnia zaliczył pan Jan. Z pozoru płytka woda okazała się znacznie głębsza. Co gorsza, poszkodowany zahaczył nogami o jeden z licznych podwodnych głazów i dotkliwie obił sobie kolano. Po krótkiej przerwie udaliśmy się dalej w trasę. Tego dnia pływanie zakończyliśmy wcześniej, by zakosztować kąpieli w naszej górskiej rzece oraz porządnie wypocząć, gdyż następnego poranka mieliśmy wyruszyć na odcinek poprzedzający kanion poszukiwaczy złota.
Według pomiarów temperatura wody w rzece wynosiła ok. 7-8st C, przy czym temperatura powietrza w nocy ok. godziny 23 – 9st. C. Mimo tego znalazło się dwóch amatorów kąpieli. Chwała im za to, uratowali nasz honor.
03.09.2011
Dzień VII – Kanion.
Poprzedni dzień zwiastował groźne bystrza w kanionie, natomiast dzień VII śmiało mogę nazwać kulminacyjnym. Po pierwsze bystrza, na które trafiliśmy, prezentowały się majestatycznie na tle skalistych brzegów kanionu. Po drugie, dwie osoby zaliczyły wywrotkę, w tym ja. Można by się doszukiwać wielu przyczyn wywrotek, ale faktem jest, że obie nastąpiły pod koniec dnia na wodzie, gdzie zmęczenie dawało o sobie znać. Wszystkie bystrza, oprócz ostatniego, na którym nastąpiły wywrotki, pokonywaliśmy z ubezpieczeniem z brzegu. Woda w rzece miała wystarczająco wysoki poziom, by przebyć wszystkie bystrza i załomy.
Tego dnia nie mogliśmy się zdecydować, gdzie wybrać miejsce na nocleg. Jedną z możliwości były tzw. hyty, czyli darmowe, w pełni wyposażone (łóżka z materacami, piec, drewno, naczynia, w sezonie gaz, wychodek na zewnątrz) chaty z drewna. Inną opcją było szukanie miejsca na brzegu, który z godziny na godzinę stawał się coraz węższy. Finalnie zwyciężyła opcja z hytą, która ulokowana była nieopodal otwartego muzeum i jednocześnie pierwszej siedziby poszukiwaczy złota w 18XXr. Kilku Finów i Finek odstąpiło nam całą chatę i poszło nocować do namiotów – byli to pierwsi ludzie, jakich spotkaliśmy od wypłynięcia z Lismy i od razu tacy dobrzy. Noc była wyjątkowo zimna, więc liczyliśmy, że może zobaczymy zorzę polarną, nie zawiedliśmy się!
04.09.2011
Dzień VIII – Poszukiwacze złota
W piątek, na dobry weekendu początek wybraliśmy się na kilkugodzinną wycieczkę na najwyższy w okolicy punkt widokowy – Patatunturi 370m.n.p.m. Widoczność była niemalże doskonała, toteż znawcy twierdzili, że w oddali widać pasma gór rosyjskich, a po przeciwnej stronie norweskich. Po powrocie do hyty, spakowaliśmy się i załadowaliśmy kajaki. Tego dnia pływaliśmy raptem kilka godzin, ale za to nocleg zlokalizowaliśmy w przepięknej scenerii, nieopodal chaty-jurty poszukiwaczy złota.
Piątek okazał się również dniem, w którym to nareszcie mieliśmy okazję skosztować szczupaka pieczonego nad ogniskiem. Wszyscy, którzy wytrwale czekali do późnych godzin nocnych i skosztowali tej ryby, zgodnie stwierdzili, że tak smacznej nigdy przedtem nie mieli w ustach. Może po prostu byli głodni ;-) .
05.09.2011
Dzień IX – Ostatnie bystrze.
Chłodny poranek nad rzeką zwiastował deszcz, który niestety, raz z mniejszym, raz większym nasileniem towarzyszyć miał nam do następnego ranka. Wypływając z kanionu wywrotkę zaliczył jeszcze jeden z nas, tak pechowo, że jego wiosło ugrzęzło na samym środku rzeki. Po krótkiej przerwie spłynęliśmy do ostatniego bystrza, które z początku łatwe, w środkowym i końcowym odcinku okazało się niebezpiecznie szybkie i kamieniste.
Wypłaszczenie terenu na obu brzegach Ivalojoki świadczyło, że definitywnie opuściliśmy kanion. Krajobraz stał się mniej urozmaicony, a deszcz i wiatr stanowczo nie sprzyjały wiosłowaniu. Obóz rozbiliśmy na opuszczonej drodze do rzeki. Był to nasz pierwszy biwak bez ogniska.
06.09.2011
Dzień X – Ivalo.
Ostatniego dnia przepłynęliśmy ok. 30km. Grupa rozciągnęła się na odcinku kilku kilometrów. Niektórzy ścigali się do samej mety, inni łapali ostatnie chwile na rzece. Wczesnym popołudniem zakończyliśmy spływ na prawym brzegu Ivalojoki, w mieście Ivalo.
07-11.09.2011
Ostatnie dni spędzone w Finlandii poświeciliśmy na powrót do Helsinek i zwiedzanie urokliwych zakątków. Dzień po zakończeniu spływu udaliśmy się z Inari, do Kirkenes (Norwegia), by podziwiać fjordy. Po drodze padł pomysł, by wziąć ze sobą jeden kajak i każdemu po kolei zrobić zdjęcie na Morzu Barentsa z dopiskiem: „Pierwszy polski spływ kajakowy Morzem Barentsa” ;-) . Dzień później nocowaliśmy na kempingu w ok. Jumy, skąd udaliśmy się na wycieczkę po trasie „Małego Niedźwiedzia”. Przedostatni dzień poświeciliśmy na spływ Oulanką – rzeką graniczną z Federacją Rosyjską.
Helsinki i całą Finlandię pożegnaliśmy 10 września wjeżdżając na prom FinnMaid.
Każdy z 9 uczestników wyprawy to inna osobowość, inny charakter, inne spojrzenie na świat. Mimo naszych różnych samczych poglądów wyjazd zakończył się pełnym powodzeniem i za to chciałbym serdecznie podziękować. Panu Władkowi za współorganizację spływu i liczne prace przygotowawcze. Wojtkowi za czujne oko instruktorskie i treningi przedspływowe. Panu Michałowi za zawziętość wędkarską. Panu Markowi za pogodę ducha, nawet podczas mokrego spotkania z wodą. Panu Darkowi za dokładność fotograficzną, topograficzną, przygotowanie planu wyprawy i liczne dodatkowe atrakcje, a także za czujne i bezpieczne prowadzenie samochodu. Panu X za nieugiętość w wiosłowaniu. Panu Bogusiowi za zmysł oboźnego i dobry humor. Mojemu ojcu – Romanowi, za pomysł i realizację.
Kilka cennych wskazówek i informacji:
- Jeśli wybierasz się do Finlandii samochodem przygotuj się na znacznie droższe niż w Polsce paliwo. Średnia cena Pb95, to ok. 7PLN/l
- Przestrzegaj ograniczeń prędkości na drogach. Od centralnej Finlandii na południe, fotoradary są częstszym widokiem niż człowiek. Ponadto im dalej na południe, tym renifery mniej boją się samochodów, dlatego zawsze czujnie obserwuj jezdnie i pobocza. Prawo jest w Finlandii egzekwowane bezwzględnie, przekroczenie prędkości o 10km/h – 100euro mandatu, 20km/h – 200euro, powyżej 20km/h – utrata prawa jazdy.
- Mimo, że Finlandia to stolica Nokii, nie myśl, że wszędzie będzie zasięg. Są miejsca, gdzie brak jakiejkolwiek cywilizacji (na szczęście).
info
Spływając Ivalojoki nie zapomnij o kasku i kapoku. Jeśli nie miałeś wcześniej styczności z rzekami górskimi, lepiej żeby był z Tobą ktoś, kto się dobrze zna na kajakarstwie i ma bogatsze doświadczenie niż Ty. Poinformuj o swoich zamiarach kogoś w "bazie", a będziesz mieć pewność, że w razie niebezpieczeństwa, ktoś Ci pomoże.
warto wiedzieć
Okrągły rok można korzystać z w pełni wyposażonych chat, które znajdują się na trasach szlaków turystycznych. Pobyt w chacie jest darmowy i nie może być dłuższy niż 2 doby. Dla podróżników z zasobniejszym portfelem, są też chaty ze znacznie bogatszym wyposażeniem, jednak należy je wcześniej zarezerwować u dyrekcji parku, na terenie którego znajdują się chaty.
bezpieczeństwo
- Jeśli wybierasz się do Finlandii samochodem przygotuj się na znacznie droższe niż w Polsce paliwo. Średnia cena Pb95, to ok. 7PLN/l
- Przestrzegaj ograniczeń prędkości na drogach. Od centralnej Finlandii na południe, fotoradary są częstszym widokiem niż człowiek. Ponadto im dalej na południe, tym renifery mniej boją się samochodów, dlatego zawsze czujnie obserwuj jezdnie i pobocza. Prawo jest w Finlandii egzekwowane bezwzględnie, przekroczenie prędkości o 10km/h – 100euro mandatu, 20km/h – 200euro, powyżej 20km/h – utrata prawa jazdy.
- Mimo, że Finlandia to stolica Nokii, nie myśl, że wszędzie będzie zasięg. Są miejsca, gdzie brak jakiejkolwiek cywilizacji (na szczęście).
Autor: shogun87
Zdjęcia: shogun87
Dobra wiadomość przed wakacjami: tańszy roaming w krajach UE
godz. 04:45 Niedziela 27.5.2012 Autor: podróże.pl
Lot do Paryża za 58 zł!
Kiedy: do 04.07.12
Cena: 58 zł
Więcej promocji
Podziel się wrażeniami i zdjęciami ze swoich wypraw, zamieść relację z wyjazdu i wygraj aparat fotograficzny Fujifilm FinePix XP30!
FINLANDIA
Stolica: Helsinki Waluta: euro (EUR) Języki urzędowe: fiński, szwedzki
Lokalny czas
GMT+1
Kiedy jechać
- Południe czerwiec - sierpień
- Laponia wrzesień
Niezbędne informacje
więcejPrzydatne adresy
- www.sleepfinland.com Hotele
- www.travel.fi Przewodnik
- www.gofinland.org Przewodnik
- www.visitfinland.com Turystyka
- www.finland-tourism.com Turystyka
- www.finland.com Informacje
- www.finland.fi Informacje
CZYTAJCIE NAS
Wideo
Wywiad z Rafałem Milachem ...
Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia… więcej
Wywiad z Rafałem Milachem
Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak… więcej
Samochodem po Europie - ...
Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i… więcej
2 lata w podróży ...
158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej… więcej
Tagi
- W serwisie:
- Kierunki
- Aktualności
- Wasze Wyprawy
- Forum
- Poradnik
- Kuchnie Świata
- Murator S.A:
- O wydawnictwie
- Kontakt do serwisu podroze.pl
- Redakcja miesięcznika Podróże
- Reklama
- Licencje
- Regulamin serwisu
- Sklep on line
- Serwisy internetowe:
-
- Dom i ogród:
- Muratordom.pl
- Forum.muratordom.pl
- Projekty.muratordom.pl
- Muratorfinanse.pl
- Urzadzamy.pl
- Wymarzonyogrod.pl
- Muratordom.com.ua
- Architektura i budownictwo:
- Muratorplus.pl
- Architektura.muratorplus.pl
- Tuznajdziesz.pl
- Hobby i wypoczynek:
- Podroze.pl
- Zagle.com.pl
- Poltrip.pl
- Zdrowie i rodzina:
- Poradnikzdrowie.pl
- Dlarodzinki.pl
- Dzieckozakupy.pl
- www.Mjakmama24.pl
- Rolnictwo:
- Rolnictwoonline.pl
- Wideo:
- Jestem.pl
- Porady:
- Mowimyjak.pl
- Rozrywka informacje:
- Se.pl
- Seusa.info
- Eska.pl
- Eskarock.pl
- Voxfm.pl
- Radiowawa.pl
- Fabrykamuzy.pl
- Gwizdek24.pl
- Superauto24.pl
- Zakupy:
- Zakupy.muratordom.pl
- Zakupy.urzadzamy.pl
- Zakupy.wymarzonyogrod.pl
- Zakupy.poradnikzdrowie.pl
- Zakupy.zagle.com.pl
- Supertanio.pl
- Wgrupiekupie.pl
- Sklep on line
- Miesięcznik:
- Murator
- Dobre wnętrze
- M jak mieszkanie
- Moje mieszkanie
- Podróże
- Żagle
- Zbuduj dom
- Architektura
- Zdrowie
- M jak mama
- Sklep on line

