Tej podróży w ogóle miało nie być. Miała pozostać niezrealizowanym marzeniem, czymś co jednocześnie pozwala żyć, ale co również wisi nad człowiekiem szepcząc mu gdzieś z tyłu głowy: widzisz, nie masz dość odwagi, żeby wyruszyć w podróż. A jednak...
11.05.2008Myślałam, że jestem dobrze przygotowana na spotkanie z Indiami. Jednak okazało się, że godzinne rozmowy ze znajomymi, sterty przeczytanych książek i tony przejrzanych artykułów nie wystarczyły. Kiedy leżałam już na parchatym materacu w hotelu naprzeciwko Jama Masjid, w Old Delhi, marzyłam tylko o tym, żeby wsiąść w pierwszy samolot do Polski. Nade mną ledwo co kręcił się wiatrak, szafa była zastawiona łóżkiem, łóżko wyjącym wentylatorem, wentylator drzwiami od łazienki. Łazienka miała dziurę, a po kafelkach biegały jaszczurki. Co pięć minut chodziłam opłukać się w zimnej wodzie i zawijałam się w tetrę. Szybko okazało się, że tetra łatwo się moczy, ale trudno schnie. Zapewne przez wentylator, który zarazem był nawilżaczem powietrza i wyrabiał 200 procent normy.
Pierwsze wyjście na ulice Old Delhi tylko pogłębiło moją rozpacz. Jakim cudem wytrzymam tu 2 miesiące kiedy pot zalewa mi okulary, ścieka po nadgarstkach i stopach a w dodatku obserwuje to jakieś 1000 osób. Jakim cudem nie dostanę apopleksji usiłując dogadać się z rikszarzem nie mówiącym po angielsku nic oprócz: „one hundred rupies”. Ale „one hundred rupies” za co: za osobę? Za dojazd do dworca? Wreszcie, czemu one hundred, a nie forty?
Byłam oszołomiona kolorami, hałasem i ilością śrubek do kupienia na ulicznych straganach. Ludzie przekrzykiwali się nawzajem, wymieniali koła motorowe na sok z cytryny, krzyczeli na kozy z długimi uszami, wyjadające ryż z miseczek. Jeepy, którym udało się wjechać w wąskie uliczki starego miasta, spychały na bok motorowe zielono-żółte riksze. Te spychały na bok riksze rowerowe, które z kolei wpychały na ścianę mnie i Filipa. Pot dalej z nas ściekał.
Powoli poznawaliśmy Indie.
W Jaisalmerze, mieście pustyni, przekonaliśmy się, że hinduskie krowy wcale nie są takie święte. A już na pewno nie ta – z pozoru niewinna, chuda i biała krowa zagubiona w wąskiej uliczce starego fortu – która dźgnęła mnie w tylną część ciała. Trzymetrowego byka z wielkim garbem obchodziłam już z daleka.
W Haridwarze okazało się, że Hindusów jednak jest dużo, szczególnie wtedy, gdy odbywa się świto ku czci Shivy. W dodatku każdy z nich ma w ręku aparat fotograficzny, który – przecież to jasne – służy do robienia zdjęć białym kobietom w towarzystwie Hindusów. Godzinę sesji fotograficznej wytrzymałam z uśmiechem. Ale później puściły mi nerwy. Gdzieś w Indiach, jakiś Hindus pokazuje teraz swojej rodzinie zdjęcia białej z przerażeniem na twarzy, białej pokazującej język i białej odwróconej tyłem.
Z kolei w pociągu z Haridwaru do Varansi poznaliśmy prawdziwe oblicze hinduskiego jedzenia. Po 12 godzinach jazdy – i z 10 godzinami przed nami – skuszeni pełnym słodyczy głosem konduktora zamówiliśmy thali: 3 sosy, 2 placki i zazwyczaj jakieś warzywa. 3 sosy były zmieszane w jedną, zimną i brunatną masę. Jeden placek miał konsystencję gumy, a drugiego nie było. Brakowało też warzyw. Zjedliśmy ile mogliśmy (ja 1/3 placka i jedną łyżkę sosu, Filip odrobinę więcej) i na jednej ze stacji zamówiliśmy coś. Coś okazało się pulpą ziemniaczaną smażoną na bardzo, bardzo głębokim oleju. Przynajmniej było ciepłe. Gdy w końcu dotarliśmy do Varansi zamarzyło nam się porządne, ciepłe, europejskie jedzenie. W hotelu polecili nam pizzerię i nawet byli tak mili, że zamówili nam pizzę do pokoju. Ja leżałam na łóżku jęcząc z głodu i wstrząsu wywołanego zimnym thali zaprawionym tłustym kartofelkiem. Filip był trochę dzielniejszy, ale i on ledwo trzymał się na nogach. Jedyna nadzieja w pizzy. Wreszcie jest! Zerwałam folię, a tam: cienki placek, hinduski sos masala z odrobiną pomidora i surową cebulą na wierzchu. Cóż, przynajmniej było ciepłe.
W Bhodhgai – świętym mieście buddystów – poznaliśmy hinduskich przewodników. Zwiedzaliśmy świątynię, wybudowaną w miejscu, w którym Budda doznał oświecenia. Już przy wejściu czekał pierwszy Hindus: - Oprowadzić was po świątyni? - Nie, nie dziękujemy… - A więc tu jest świątynia, z lewej strony jest 8 małych posągów…- Naprawdę dziękujemy…- A z prawej wielkie jezioro…- ale my dziękujemy… i zaczynaliśmy biec zostawiając Hindusa za sobą, tylko po to, żeby wpaść w ręce innego przewodnika: Chcecie zwiedzić świątynię? Tu jest 8 posągów… - Ale my dziękujemy… - Nie wiecie co tracicie, bo po prawej jest wielkie jezioro… I za chwilę znowu: Tu, z lewej, jest 8 posągów…Aż do momentu, kiedy ofuknęłam podchodzącą do mnie Hinduskę: - tak wiem, a z prawej jest wielkie jezioro; a ta ze zdziwionym spojrzeniem powiedziała: - chciałam się tylko dowiedzieć, gdzie jest toaleta.
W Darjeelingu dowiedzieliśmy się, że Hindusi potrafią prowadzić skutery nie patrząc na drogę tylko na nas i w dodatku wyłączają silnik jadąc z górki.
W Sikkim, skrawku ziemi pomiędzy Chinami, Nepalem a Bhutanem, dowiedzieliśmy się, że jak jest monsun, to nie widać Himalajów pomimo tego, że znajdujemy się na wysokości 3500 metrów.
W Bombaju mieszkaliśmy w najdroższym pokoju świata – za 900 rupii (specjalna zniżka dla studentów). Co prawda łazienka była na zewnątrz i nie miała prysznica tylko kranik na wysokości kolan, ale pokój miał metr na dwa metry i klimatyzację. Klimatyzator był dzielony z Hidusami w sąsiednim pokoju odgrodzonym od naszego cienką ścianką. Nam, na szczęście, trafiła się tą część z rurą i kapiącą wodą.
I tak, na poznawaniu Indii, minęły 2 miesiące. 2 miesiące spędzone bez pośpiechu, bez komputera, bez maila, bez telewizora. 2 miesiące poznawania swoich możliwości, poznawania ludzi, uczenia się, że przecież można żyć inaczej.
Nagle, sami nie wiedząc kiedy, znaleźliśmy się znowu w Delhi. Z dworca dojechaliśmy rikszą do centrum za 40 rupii, gawędząc serdecznie z rikszarzem. Wynajęliśmy pokój, z którego byliśmy bardzo zadowoleni – nie przeszkadzała nam krzywa podłoga, brak kilku desek w łóżku, zbyt szybko nagrzewająca się woda, dziura w ścianie z widokiem na drzewa i mikroskopijna łazienka. Na śniadanie jedliśmy tosty ze starego chleba, a popołudniami chodziliśmy na bazar, targować się do upadłego. Pot ściekał z nas hektolitrami, ale kto by na to zwracał uwagę. Piliśmy po prostu sok z cytryny, kupowany u sprzedawcy za rogiem. Jeden Hindus podarował nam w prezencie statuetkę Ganeshy na szczęście.
A potem płakałam wsiadając do samolotu.
Przed wyjazdem do Indii należy się zaszczepić na żółtaczkę, tężec i meningokoki. Na miejscu wystrzegajcie się picia wody z kranów i jedzenia surowych rzeczy a nic wam się nie stanie.
Przed wyjazdem do Indii należy się zaszczepić na żółtaczkę, tężec i meningokoki. Na miejscu wystrzegajcie się picia wody z kranów i jedzenia surowych rzeczy a nic wam się nie stanie.
Najpiękniejsze plaże znajdują się w dawnej portugalskiej kolonii - Goa, na zachodnim wybrzezu Indii na południe od Bombaju. Bambusowe chatki wyrastają tu po każdej deszczowej porze. Leżysz na leżaku pod palmą, naokoło biały piaseczek, przed tobą turkusowe morze, a ty jesz krewetki z porannego połowu. A w dodatku szef kuchni ( a przy okazji właściciel kilku bambusowych chatek) jest geniuszem kulinarnym. Co z tego, że nie do końca możecie się porozumieć, skoro za każdym razem szykuje jeszcze lepszy sos do ryby!
Dobra wiadomość przed wakacjami: tańszy roaming w krajach UE
godz. 04:45 Niedziela 27.5.2012 Autor: podróże.plPodziel się wrażeniami i zdjęciami ze swoich wypraw, zamieść relację z wyjazdu i wygraj aparat fotograficzny Fujifilm FinePix XP30!
Stolica: Delhi (New Delhi) Waluta: rupia indyjska (INR) 1 INR = 100 pajs (paisa) Języki urzędowe: hindi, angielski
Lokalny czas
Niezbędne informacje
więcejCZYTAJCIE NAS
Wywiad z Rafałem Milachem ...
Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia… więcej
Wywiad z Rafałem Milachem
Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak… więcej
Samochodem po Europie - ...
Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i… więcej
2 lata w podróży ...
158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej… więcej
Tagi
- W serwisie:
- Kierunki
- Aktualności
- Wasze Wyprawy
- Forum
- Poradnik
- Kuchnie Świata
- Murator S.A:
- O wydawnictwie
- Kontakt do serwisu podroze.pl
- Redakcja miesięcznika Podróże
- Reklama
- Licencje
- Regulamin serwisu
- Sklep on line
- Serwisy internetowe:
-
- Dom i ogród:
- Muratordom.pl
- Forum.muratordom.pl
- Projekty.muratordom.pl
- Muratorfinanse.pl
- Urzadzamy.pl
- Wymarzonyogrod.pl
- Muratordom.com.ua
- Architektura i budownictwo:
- Muratorplus.pl
- Architektura.muratorplus.pl
- Tuznajdziesz.pl
- Hobby i wypoczynek:
- Podroze.pl
- Zagle.com.pl
- Poltrip.pl
- Zdrowie i rodzina:
- Poradnikzdrowie.pl
- Dlarodzinki.pl
- Dzieckozakupy.pl
- www.Mjakmama24.pl
- Rolnictwo:
- Rolnictwoonline.pl
- Wideo:
- Jestem.pl
- Porady:
- Mowimyjak.pl
- Rozrywka informacje:
- Se.pl
- Seusa.info
- Eska.pl
- Eskarock.pl
- Voxfm.pl
- Radiowawa.pl
- Fabrykamuzy.pl
- Gwizdek24.pl
- Superauto24.pl
- Zakupy:
- Zakupy.muratordom.pl
- Zakupy.urzadzamy.pl
- Zakupy.wymarzonyogrod.pl
- Zakupy.poradnikzdrowie.pl
- Zakupy.zagle.com.pl
- Supertanio.pl
- Wgrupiekupie.pl
- Sklep on line
- Miesięcznik:
- Murator
- Dobre wnętrze
- M jak mieszkanie
- Moje mieszkanie
- Podróże
- Żagle
- Zbuduj dom
- Architektura
- Zdrowie
- M jak mama
- Sklep on line

