Uliczny mim podczas swojego pokazu. 24.12.2010. La Rambla, Barcelona
Navidad – czyli hiszpańskie Święta Bożego Narodzenia spędziłem w mieście Gaudiego. Warto było porzucić zimową polską aurę i 2000 km dalej spacerować po wspaniałej plaży, zajadać pyszne lody i gofry oraz posiedzieć kilka minut na trybunach Camp Nou.
04.01.2011Dzień 1, 24.12.2010
Moją grudniową przygodę z Barceloną zacząłem od wylotu w samą wigilię z portu lotniczego w Gdańsku. Odprawa przebiegła bez problemów, samolot tanich linii lotniczych Ryanair, Boeing 737 relacji Gdańsk – Girona wystartował z kilkunasto minutowym opóźnieniem. Na lotnisku w Gironie wylądowałem ok. 15 czyli zgodnie z planem. Po odebraniu bagażu, na który nie czekałem nawet 5 minut, udałem się na zlokalizowany obok wejścia do terminalu przystanek autobusowy, skąd co 15 minut odjeżdżają autobusy do Barcelony (więcej na http://www.sagales.com/). Bilet z opcją powrotu kosztuje do Barcelony 21 euro więc takowy zakupiłem. Podróż trwała ok. godziny ale podziwiałem widoki i zielone wzgórza więc szybko minęło. Było w okolicach 16-tej a słońce świeciło bardzo mocno. Miejscem docelowym w stolicy Katalonii był dworzec autobusowy Estacio del Nord, skąd do hotelu zlokalizowany niedaleko Placu Katalońskiego (Placa de Catalunya) a na początku słynnej La Ramblii, miałem na pieszo ok. 20 minut. Wybrałem mały hotelik Lloret na początku La Ramblii.
Zwiedzanie miasta zacząłem od przechadzki po La Ramblii. Ten kilkukilometrowy deptak ciągnący się od Placu Katalońskiego do Kolumny Krzysztofa Kolumba na nabrzeżu, jest znaną turystyczną atrakcją i najważniejszą handlową ulicą Barcelony. Moją uwagę zwróciły świąteczne ozdoby na drzewach i budynkach. Z jednej i drugiej strony deptaku na zmianę usytuowanych jest pełno sklepów, restauracji, barów, małych knajpek typu fast food. Środek pomiędzy jezdniami to miejsce pełne straganów gdzie można kupić pamiątki, słodycze, kwiaty, zjeść gofry, naleśniki i lody. Moją uwagę jak i licznych turystów, co było zresztą widać po błyskach fleszy, przyciągnęły występy ulicznych mimów – świetne stroje, charakteryzacja i kreacja. Idąc dalej deptakiem skręciłem w wielki bazar miejski La Boqueria – nie sposób go przegapić. Jest to wielka hala targowa, także jedna z atrakcji turystycznych Barcelony. Można tu kupić ryby i owoce morza, mięso i tradycyjne hiszpańskie wędliny, świeże owoce i warzywa. Warto tam zajrzeć, niestety portfel uszczupla się w zastraszającym tempie – za 3 małe ciastka i czekoladki oraz koktajl bananowo-truskawkowy zapłaciłem ok. 10 euro. Po kilkunastominutowym pobycie na bazarze wróciłem na La Ramblę i kontynuowałem wędrówkę w kierunku portu. Moją uwagę przykuł budynek słynnego teatru operowego potocznie zwanego Liceu, jednak w dzień widok robi większe wrażenie. Koniec La Ramblii wieńczy rondo nad samym portem, w środku którego znajduje się pomnik Krzysztofa Kolumba (Monumento a Colon) – kolejny obowiązkowy przystanek dla zwiedzających miasto. Ten 60-metrowy monument, na szczycie którego widnieje postać żeglarza wszechczasów ze skierowaną prawą rękę w kierunku Ameryki, to zbitek rożnych rzeźb zakończony u podstawy kolumny brązowymi wielkimi lwami. Kilkanaście metrów dalej na lewo skierowałem się na Placa de les Drassanes i na rondzie przy placu skręciłem w Avinguda del Paral-lel – bardzo długą arterię ciągnącą się aż do Placu Hiszpańskiego (Placa Espanya), który był moim następnym celem. Gdy doszedłem do placu moim oczom ukazała się centralnie położona fontanna oraz dwie wysokie na 47m czerwone wieże (Torres Venetian). Natomiast to nie te architektoniczne dzieła były następnym celem a położony na wzgórzu obok - Pałac Narodowy (Palau Nacional) z majestatyczną magiczną fontanną (Fuenta Magica). Jeśli wielu twierdzi, że symbolem zakochanych jest Paryż i Wieża Eiffla to mam dla romantyków lepszą alternatywę. Nie da się tego zastąpić słowami ani zdjęciami, trzeba to zobaczyć! Co 30 minut odbywa się tu magiczne show – swoiste połączenie wody, świateł i muzyki. Strumienie wody przybierają różny kształt oraz kolor a wszystko to perfekcyjne zgrane jest z muzyką np. Straussa czy grupy Quinn.
Po powrocie do hotelu i kilkunastominutowym odpoczynku ruszyłem w dalszą wędrówkę po magicznej Barcelonie. Następnym przystankiem był zlokalizowany nieopodal mojego hotelu Plac Kataloński (Placa Catalunya). Jest to wielki skwer z dwiema fontannami usytuowanymi w jego północnej części, ośrodek życia towarzyskiego Barcelony, miejsce gdzie przecinają się główne arterie miasta. Na placu skręciłem w Passeig de Gracia – po La Ramblii jedna z bardziej ruchliwych alei handlowych w stolicy Katalonii. Podobnie jak reszta głównych ulic, była świątecznie przystrojona i oświetlona a moim celem tym razem były dwa budynki autorstwa Gaudiego, które nie sposób nie zobaczyć będąc w Barcelonie. Pierwszy to zlokalizowany w połowie długości alei Casa Battlo. Fasada budynku pokryta jest kolorową ceramiką i kawałkami szkła a dach przypomina smoka. Drugim wspomnianym budynkiem jest zlokalizowany na rogu Passeig de Gracia i Carrer de Provenca skalny blok Casa Mila. Cała konstrukcja przypomina wzburzone morze i jest powszechnie uważana za najpełniejsze dzieło Gaudiego, chociaż budowla nie została dokończona z powodu kłótni z inwestorem. Zwieńczeniem mojego pierwszego dnia w Barcelonie był spacer dookoła głównego osiągnięcia Antonio Gaudiego czyli secesyjngo kościóła La Sagrada Familia.
Dzień 2. 25.12.2010
W świąteczny poranek wyruszyłem ok. 11-tej do wypożyczalni rowerów, niestety obydwie firmy nie świadczyły swoich usług w te dni. Przygotowałem się psychicznie na długi spacer po Barcelonie, a raczej moje stopy, i szybko zrewidowałem swój plan zwiedzania w związku z niemiłą niespodzianką. Ruszyłem zatem piechotą wzdłuż La Ramblii – tym razem widoki znacznie ładniejsze niż w nocy. Ruch dość spory, uliczni artyści oraz stragany już w gotowości zarobić każdego najmniejszego eurocenta. Miłą niespodziankę dla oczu i uszu przygotowali członkowie jakiegoś hiszpańskiego klubu motocyklowego – na swoich dwukołowych maszynach jechali przebrani za mikołai i rozrzucali cukiereczki. Niedaleko budynku Teatru Liceu, tylko po drugiej stronie, skręciłem w Placa Reial – mały skwer gdzie centralnie znajduje się fontanna i latarnie projektu Gaudiego oraz wiele palm. Po sfotografowaniu placu, wróciłem na deptak handlowy i poruszałem się w kierunku portu. Ponownie sfotografowałem i skrupulatnie obejrzałem Kolumnę Kolumba – tym razem w słoneczny piękny dzień. Dalej spacerowałem już Rambla de Mar – mobilnym drewnianym molem w kierunku Port Vell (Stary Port) – jest to fantastyczna marina, którą oprócz wspomnianego mola i przystani żeglarskiej tworzą centrum handlowe Maremagnum, kino IMAX oraz największe w Europie oceanarium. Po przejściu mariny skierowałem się w stronę Palau de Mar (Pałac Morski). Tym samym wkroczyłem w strefę-dzielnicę zwaną La Barceloneta ze słynną barcelońską plażą. Ale za nim postanowiłem zażyć kąpieli słonecznej w sobotnie południe, zwiedziłem także marinę La Barcelonety. Sfotografowałem kilka jachtów i łodzi a do ciekawych okazów należą w szczególności te startujące w drugiej edycji wyścigu dookoła świata bez zawijania do portów – Barcelona World Race (więcej na http://www.barcelonaworldrace.org/). Wędrówkę kontynuowałem deptakiem tuż przy plaży – Passeig Maritim. Bardzo dużo ludzi, nie tylko spacerowiczów ale biegaczy, rolkarzy i rowerzystów.
Następnym punktem był Port Olimpijski (Port Olimpic de Barcelona) usytuowany na końcu plaży – kolejna przystać żeglarska, zbudowana jak i cała okolica na potrzeby Olimpiady w 1992 roku. Tu moją uwagę przyciągnęły dwa wielkie wieżowce – jeden to budynek firmy ubezpieczeniowej Mapfre a drugi to 44 piętrowy hotel Arts oraz zlokalizowana przed hotelem El Pez - wielka metalowa ryba bez głowy – 45 metrowa stalowa konstrukcja autorstwa Franka Gehrego. Swoją wędrówkę kontynuowałem zaczynającą się pomiędzy hotelem a siedzibą ubezpieczeniowego koncernu - arterią Carrer de la Marina. Półgodzinny spacer w głąb miasta doprowadził mnie do Bazyliki Św. Rodzinny w Barcelonie potocznie zwanej Sagrada Familia. Widok jest oszałamiający a każdy jej element jest niewątpliwie dziełem sztuki. Szkoda tylko, że prace budowlane wciąż trwają i wielkie metalowe żurawie przesłaniają trochę jej piękno. W planach miałem wejść do środka a w szczególności dostać się na wieże bazyliki ale masa turystów i kolejki zniweczyły te plany. W związku z tym pośpiesznie udałem się na stację metra zlokalizowaną obok kościoła i dojechałem ponownie na Plac Hiszpański (Placa Espanya) po drugiej stronie miasta.
Tak jak poprzedniego dnia skierowałem się w stronę magicznej fontanny (tym razem cała instalacja była wyłączona) i Pałacu Narodowego (Palau Nacional). Była godzina 16-ta, słońce świeciło bardzo mocno a skąpany w jego blasku pałac stanowił bardzo ładny obiekt do fotografii. Cały kompleks leży już na wzgórzu Montjuic (Żydowskie Wzgórze), z którego od strony Pałacu Narodowego rozpościera się niezwykły widok na całą Barcelonę, a w samym pałacu można zobaczyć liczne zbiory Narodowego Muzeum Sztuki Katalońskiej. Przechodząc za budynek pałacu trafiłem na cały olimpijski kompleks ze Stadionem Olimpijski (Estadi Olimpic), licznymi fontannami (te akurat działały) oraz futurystyczną wieżą telekomunikacyjną (Torre Telefonica). Wieża ma 136m wysokości i wydawało mi się, że jest największą budowlą na wzgórzu ale zrewidowałem swój pogląd gdy ujrzałem wyżej zlokalizowaną (na 173m. n.p.m.) fortyfikację – Castell de Montjuic. Z zamku jest wspaniały widok na port – żeglarski, typowo turystyczny oraz ten przemysłowy z kontenerami i wielkimi suwnicami portowymi oraz Morze Śródziemne a raczej jego fragment czyli Morze Balearskie. Ze wzgórza do najbliższej stacji metra u jego podnóża zjechałem kolejką linową (Teleferic de Montjuic) oglądając przy tym Barcelonę w blasku sztucznych świateł.
Godzinny wieczorne pierwszego świątecznego dnia postanowiłem przeznaczyć na rozrywkę. Moją rozrywkową część podróży kontynuowałem w klubie Catwalk zlokalizowanym nad samą plażą barcelońską, blisko wspomnianego wcześniej hotelu Arts.
Dzień 3. 26.12.2010
Mój ostatni dzień w Barcelonie zacząłem od podróży metrem na słynny Camp Nou czyli stadion dumy Katalonii, zespołu piłkarskiego FC Barcelona. Kolejka do kas długa ale sprawnie to szło więc po kilku minutach oczekiwania i napięcia przypominającego stres przed maturą, przeszedłem bramy stadionu i zacząłem zwiedzać to niesamowite i kultowe miejsce. Najpierw fotka przez słynnym herbem a dalej oglądanie licznych pucharów i pamiątek – m.in. słynnego Złotego Buta Messiego czy pucharu Ligi Mistrzów. Po godzinnym fotografowaniu trofeów trafiłem na trybuny. Warto posiedzieć kilka minut i poczuć ten klimat. Jest niesamowicie i zazdroszczę tym, którzy mogą co tydzień przychodzić tu na piłkarskie widowisko klubu z Katalonii. Zwiedzić można także szatnie piłkarzy, zejść na płytę boiska w okolicach boksów drużyn oraz posiedzieć na usytuowanych pod dachem stanowiskach komentatorskich. Na Camp Nou Experience trzeba zarezerwować sobie minimum 2 godziny a bilet wstępu kosztuje 19 euro.
Zwiedzanie kontynuowałem linią metra L3, którą trafiłem do Placa de Lesseps w dzielnicy Gracia. Moim kolejnym celem był słynny Park Guell (Parque Guell) autorstwa Gaudiego. Park jest wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO co mnie wcale nie dziwi po tym co zobaczyłem. Park składa się z kilku elementów, z których największą uwagę przykuwają budynki wejściowe, wykonana z potłuczonej ceramiki kolorowa salamandra, główny pawilon z 86 kolumnami oraz taras na nad nim z najdłuższą ławką na świecie. Na tarasie odbywają się różne przedstawienia i festyny, pełno drobnych handlarzy różnych pamiątek oraz można posłuchać ulicznych grajków. Park usytuowany jest na wzniesieniu dzięki czemu można zobaczyć niezwykłą panoramę Barcelony oraz Morze Śródziemne. Z Parku Guell wróciłem metrem na Plac Kataloński, słońce już zaszło, zostało mi więc mało czasu na sfotografowanie ostatniej atrakcji Barcelony a mianowicie dzielnicy Barii Gotic (Dzielnica Gotycka).
Jest to teren wyłączony z ruchu kołowego i największe zgromadzenie obiektów z rzymskiego osadnictwa na tych terenach. Swoją wędrówkę malowniczymi średniowiecznymi uliczkami zacząłem od Placa Vila de Madrid – odrestaurowany skwer z licznymi romańskimi pomnikami i innymi ruinami. Dalej ruszyłem na Placa de la Seu gdzie w jego centralnej części znajduje się jeden z cenniejszych przykładów gotyckiej architektury – Katedra Św. Eulalii (Cathedral de la Santa Creu i Santa Eulalia). Za kościołem trafiłem na Placa St. Jaume – dość duży plac, na którym po jednej stronie znajduje się Palau de la Generalitat de Catalunya (pałac Generaliatat) – siedziba autonomicznego rządu Katalonii a po drugiej – barceloński magistrat. Na środku placu można było podziwiać wspaniałą miniaturową szopkę bożonarodzeniową – Belen. Spacer uliczkami doprowadził mnie do wzniesionego w XIV wieku gotyckiego kościoła Św. Marii z morza (Santa Maria del Mar). Sfotografowawszy gotycką budowlę, udałem się dalej na Passeig de Colom, która kończyła się przy samej Kolumnie Kolumba.
Wróciłem na La Ramblę i do 1 w nocy przy piwku oglądałem różne rozgrywki sportowe w dużym barze zlokalizowanym na deptaku. Swoją przygodę z Barceloną zakończyłem na stacji autobusowej Estacio del Nord, skąd busem o 4 rano udałem się na lotnisko do Girony i wyleciałem do Gdańska. O magicznej stolicy Katalonii zapomniałem momentalnie gdy pilot powiedział: „Witamy w Gdańsku, jest -12 stopni C” hehe.
Plan zwiedzania zakładał dużo, niektórych miejsc nie zobaczyłem a inne pewno sfotografuje latem bo nie sposób nie zobaczyć tego miasta w wakacyjnych miesiącach. Na deser mam 1500 zdjęć, których część zamieszczam jako dodatek do relacji z wyprawy.
Dobra wiadomość przed wakacjami: tańszy roaming w krajach UE
godz. 04:45 Niedziela 27.5.2012 Autor: podróże.plPodziel się wrażeniami i zdjęciami ze swoich wypraw, zamieść relację z wyjazdu i wygraj aparat fotograficzny Fujifilm FinePix XP30!
Stolica: Madryt Waluta: euro (EUR) Język urzędowy: hiszpański (w niektórych regionach inne języki urzędowe: baskijski, galicyjski, kataloński)
Lokalny czas
Kiedy jechać
Od maja do października
Niezbędne informacje
więcejPrzydatne adresy
- www.hotelsspainonline.com Hotele
- www.spainonline.com Turystyka
- www.spain.info Turystyka
- www.spain-info.com Info
CZYTAJCIE NAS
Wywiad z Rafałem Milachem ...
Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia… więcej
Wywiad z Rafałem Milachem
Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak… więcej
Samochodem po Europie - ...
Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i… więcej
2 lata w podróży ...
158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej… więcej
Tagi
- W serwisie:
- Kierunki
- Aktualności
- Wasze Wyprawy
- Forum
- Poradnik
- Kuchnie Świata
- Murator S.A:
- O wydawnictwie
- Kontakt do serwisu podroze.pl
- Redakcja miesięcznika Podróże
- Reklama
- Licencje
- Regulamin serwisu
- Sklep on line
- Serwisy internetowe:
-
- Dom i ogród:
- Muratordom.pl
- Forum.muratordom.pl
- Projekty.muratordom.pl
- Muratorfinanse.pl
- Urzadzamy.pl
- Wymarzonyogrod.pl
- Muratordom.com.ua
- Architektura i budownictwo:
- Muratorplus.pl
- Architektura.muratorplus.pl
- Tuznajdziesz.pl
- Hobby i wypoczynek:
- Podroze.pl
- Zagle.com.pl
- Poltrip.pl
- Zdrowie i rodzina:
- Poradnikzdrowie.pl
- Dlarodzinki.pl
- Dzieckozakupy.pl
- www.Mjakmama24.pl
- Rolnictwo:
- Rolnictwoonline.pl
- Wideo:
- Jestem.pl
- Porady:
- Mowimyjak.pl
- Rozrywka informacje:
- Se.pl
- Seusa.info
- Eska.pl
- Eskarock.pl
- Voxfm.pl
- Radiowawa.pl
- Fabrykamuzy.pl
- Gwizdek24.pl
- Superauto24.pl
- Zakupy:
- Zakupy.muratordom.pl
- Zakupy.urzadzamy.pl
- Zakupy.wymarzonyogrod.pl
- Zakupy.poradnikzdrowie.pl
- Zakupy.zagle.com.pl
- Supertanio.pl
- Wgrupiekupie.pl
- Sklep on line
- Miesięcznik:
- Murator
- Dobre wnętrze
- M jak mieszkanie
- Moje mieszkanie
- Podróże
- Żagle
- Zbuduj dom
- Architektura
- Zdrowie
- M jak mama
- Sklep on line

