okazje

Barcelona – miasto w północno-wschodniej Hiszpanii, nad Morzem Śródziemnym, stolica prowincji o tej samej nazwie oraz wspólnoty autonomicznej Katalonii. Drugie co do wielkości miasto Hiszpanii.

26.02.2010

15 września 2009r.

 

W Barcelonie byliśmy już wieczorem. Wg nawigacji zorientowaliśmy się że Carrer de Bailen (nasz Hotel) jest niedaleko i zdecydowałem się iść pieszo. Monumentalne wielkie budynki i szerokie ulice, o tej porze już zupełnie były puste. Wejścia do kamieniczek z pięknymi ornamentowymi bramami z kutego żelaza. Wszystko przeszklone, wiec widać klatkę schodowa z często staroświecką windą.

Szybko się odświeżyliśmy i popędziliśmy zobaczyć La Ramblę nocą. Pierwsze na co się natknęliśmy był dom Gaudiego na del Gracia (Casa Batllo). Cofnęliśmy się jednak do La Rambli. Tam tłumy wieczorowa porą. Życie dopiero zaczęło rozkwitać. Kolorowe, barwne, nietuzinkowe postacie. Ciągle coś się dzieje, pełno różnego rodzaju mimów, ludzi w kawiarenkach popijających Sangrię, pięknych Hiszpanek i przystojnych Hiszpanów. Przeszliśmy całą La Ramblę i dotarliśmy aż na przystań za pomnikiem Kolumba. Oczywiście po drodze spałaszowaliśmy montaditos (przepyszne kanapki) z różowym Toressem na del Gracia. Przystań prześliczna. Wracaliśmy pełni wrażeń po 1-wszej w nocy.

16 września 2009r.

Na pierwszy rzut poszła La Rambla i Barri Gotic. Zeszliśmy w dół na La Ramblą która wyglądała zupełnie inaczej w dzień niż w nocy.

W zasadzie zaczyna się od Plaça de Catalunya z dwiema fontannami i rzeźbami. Po porobieniu kilku różnych ujęć fontanny przedostaliśmy się na La Ramblę. To tu właśnie zburzono średniowieczne mury Barcelony, jak w powieści. Plac otaczają monumentalne, całkiem współczesne budowle, a na placu jest mnóstwo gołębi. Najbardziej intrygującym budynkiem jest El Corte Inglês – dom towarowy, a obok mieści się Hard Rock Cafe.

Trudno pomyśleć, że La Rambla była kiedyś rzeką. Dziś dzieli się na kilka odcinków, z których każdy jest fascynujący, a odnogi intrygujące.

Najpierw skręciliśmy w Calle de Santa Ana i odszukaliśmy malutki, bardzo mroczny romański kościółek, który czasem można przeoczyć, ponieważ stoi w podwórku. Potem zapędziliśmy się na Plaça de la Vila de Madrid. Dość spory placyk z ruinami rzymskimi i palisandrem. Znaleźliśmy też Ateneo Barcelones czyli bibliotekę główną. Niestety, nie wpuszczono nas do ogrodu na tyłach i zobaczyliśmy tylko dziedziniec.

„Ptasia” część Rambla dels Estudis. Był tam kiedyś uniwersytet, ale teraz został tylko Esglesia de Betlem, bardzo ładny monumentalny budynek. Obejrzeliśmy sobie Teatro Poliorama. Po drugiej stronie jest dość ładny pałac Palau Moja.

Weszliśmy w kolejną przecznicę – Carrer de la Portaferrissa. Przeszliśmy sobie ulicą Carrer del Pi i obejrzeliśmy stary kolonialny sklep z materiałami El Raval.

Wróciliśmy na kolejny odcinek La Rambli, tym razem kwiatowy – Rambla de Sant Josep. Poprzedni był ptasi Rambla dels Estudis, ponieważ po obu stronach rozłożyli się sprzedawcy ptaków i wszystkiego co z ptakami związane. Ptaki w szerokim sensie rozumienia – od kanarków po kuny, na szczęście ozdobne. Część kwiatowa jest znacznie bardziej spokojniejsza i pachnąca.

Tam też stoi słynny Palau de la Virreina – pałac wybudowany przez wice-króla Peru, z którego zaś skorzystała wdowa. Po drugiej stronie znajduje się największe targowisko Barcelony  - Mercado La Boqueria czego tam nie ma? Robi rzeczywiście niesamowite wrażenie. Owoce morza, szynki, sery, owoce, warzywa, smakołyki, itp.. Bardzo kolorowo, niesamowicie i tanio. Wszelkiego rodzaju małe punkty gastronomiczne zazwyczaj są prowadzone są przez element napływowy czyli Arabów, Pakistańczyków, Murzynów i jakieś jeszcze inne nacje. Po drugiej stronie jest Palau Nou, przez który przechodzi się do Placa del Pi z kościołem Santa Maria Pi, który dokładnie obejrzeliśmy. Potem przeszliśmy na Pla de La Boqueria. Tu odbywały się kiedyś egzekucje.  Charakterystyczny jest ładny budynek ze smokiem i parasolkami.

Stąd zaczyna się część La Rambli zwana „Kapucyńską” od klasztoru kapucynek, który się tu kiedyś mieścił. Obecnie jest tu budynek Gran Teatre del Liceu. Naprzeciwko jest Cafe de l’Opera.

Potem ulicą Carrer de Ferran przeszliśmy na Barri Gotic i zwiedziliśmy całą część gotycką. Począwszy od najpiękniejszej i największej katedry jaką kiedykolwiek widziałam. Obejrzeliśmy ją ze wszystkich stron i byliśmy też na wszystkich placykach. Kupiliśmy płytę z dziwnym instrumentem talerzowym rodem z jakiś wschodnich Indii. Pomiędzy uliczkami prowadzącymi do katedry jest takie miejsce, ze szczególną akustyką. W tym miejscu zwykle stoją muzycy i tu najlepiej słychać muzykę. Byliśmy też na olbrzymim Placa Nova i oczywiście zrobiliśmy zdjęcia przy Postal del Bisbe. Katedra i jej surowy styl z pięknym patio i krużgankami  i 13 gęsiami robi niesamowite wrażenie. Potem jeszcze  zaliczyliśmy kościół Santa Maria Pi oraz Placa Sant Josep Oriol. oprócz tego oczywiście byliśmy na Placa Reial oraz zobaczyliśmy wspaniały pałac średniowieczny Palau Reial Major, gdzie nam się najbardziej podobało.

17 września 2009r.

W czwartek wzięliśmy się za dzielnice La Ribera. Wyjątkowo ładna i urokliwa z mnóstwem malutkich uliczek i sklepików, gdzie nawet towary nie były rozpakowywane na półkach, tylko leżały w różnych torebkach foliowych w kartonach.

Celowo chcieliśmy sobie pokluczyć po tych uliczkach, żeby zobaczyć jak wyglądają takie zwykłe sklepy nie dla turystów. Ale trafiliśmy tez na sklep z pamiątkami, gdzie oczywiście był kubek z sitkiem Gaudiego. Oczywiście, przeszedł do kolekcji. Jakoś po kluczeniu udało nam się do Muzeum Picassa i tam spędziliśmy dobrych parę godzin kontemplując jego prace. Potem jeszcze kontemplowaliśmy przez jakiś czas sklepik z pamiątkami na terenie muzeum. Samo muzeum umiejscowione w pięknym renesansowym budynku z pięknymi schodami i krużgankami. Potem po drodze do Santa Maria del Mar zjedliśmy obiad. Miała być najlepsza restauracja w okolicy na Pla de Palau – El Passadis d’em Pep.  Ale zjedliśmy dosłownie parę kroków dalej. Jak na obiad, to było to zdecydowanie za mało. Zjedliśmy całkiem dobre i spore tapas z grzybami i malutką porcyjkę czegoś z wieprzowiną (dosłownie 2 plasterki na toście). Za to przed wejściem do Muzeum Picassa natknęliśmy się na słynną cukiernię Brunells i zjedliśmy kandyzowane owoce w czekoladzie.  Wokół są naprawdę same sympatyczne uliczki z pamiątkami.

Szukając jeszcze po drodze do Muzeum Picassa natknęliśmy się na Palau De La Música Catalana z wyjątkowo piękną i barwną architektura.

Wychodząc z Santa Maria del Mar zaliczyliśmy Placa Fossta de les Mores i pomnik upamiętniający poległych podczas oblężenia Barcelony z 1714 roku oraz słynny sklepik z wędlinami i kiełbasami.

Od Passeig del Born prześlijmy obok będącego w renowacji Merca del Born do Parc de la Ciutadella.

Była wyjątkowo fajna ciepła pogoda. Przeszliśmy prze cały ogród, porobiliśmy masę zdjęć, posiedzieliśmy na ławeczce.

18 września 2009r.

Pojechaliśmy do La Roca do outletów wielkich marek. Najpierw trzeba było znaleźć pociąg, który wyruszał z Passeig de Gràcia. Pociągiem jechaliśmy ok. 1 godz. do ??? Następnie autobusem ok. ½ godz. do La Roca.

Miasteczko niesamowite w swoim rodzaju, bo tylko jedna uliczka z niziutkimi sklepikami i same wielkie marki.

Wieczorem poszliśmy sobie jeszcze na Barri Gotic porobić nocne zdjęcia. Znów inne wrażenia niż w dzień, bardziej mroczne i średniowieczne. W tym piękna gitara na rogu uliczek. Potem zawędrowaliśmy na dziedziniec pałacu Palau Reial Major i wypiliśmy Sangrię. Niestety, ta z Cafe L’Opera była zdecydowanie lepsza. I znów zrobiło się muzycznie. Na schody przyszedł chłopak, który grał u zbiegu uliczek na gitarze, a przed knajpką pojawił się skrzypek, żyd z pochodzenia, student socjologii. Grał przyzwoicie, ale tylko przyzwoicie i nie był tak przystojny jak ten, który grał pasaże koło kaplicy Marcus. A potem się trochę zgubiliśmy i zamiast wyjść na La Ramblę, wyszliśmy na  Plac del Baru, gdzie właśnie odbywał się koncert jakiegoś rockowego zespołu hiszpańskiego, ale ten rock taki bardzo lightowy. Natomiast ludzi było pełno, w tym mnóstwo parek różnej nacji gejowskiej i lesbijskiej. Całkiem kolorowy światek. Przeszliśmy pod łukiem tryumfalnym w nocy  (w dzień tam pełno rowerów, deskorolek, rolek i papug na drzewach), całkiem spokojnym tym razem. Wróciliśmy Carrer de Bailén do domu.

19 września 2009r.

Po śniadaniu wyruszyliśmy najpierw pieszo do Sagrada Familia przy Carrer de Provença. Mnóstwo wycieczek,  tłumów, kolejek, itp. Trzeba było się przeciskać, żeby coś zobaczyć. Na dodatek bolał mnie kręgosłup. Obejrzeliśmy Sagrada Familia ze wszystkich stron, ale do środka nie weszliśmy bo była zbyt wielka kolejka.

Potem wyruszyliśmy do Parc Guell. Podobało mi się że na placu Gaudiego starsze osoby urządziły sobie plac do wspólnych spotkań i gier.

Park był prześliczny, można w nim przesiedzieć cały dzień. Oprócz zieleni i architektonicznych elementów Gaudiego mnóstwo innych atrakcji w postaci artystów malarzy, muzyków itp. Wszędzie pełno muzyki. Pogoda była wyśmienita, pełne słońce. Krążyliśmy alejkami parkowymi i nie mogliśmy się nacieszyć widokami. Wysłaliśmy też kartki z Parc Guell. Ponieważ byliśmy blisko Tibidabo, to zachciało nam się wjechać jeszcze na górę. Dochodziliśmy rzecz jasna, pieszo i znów gubiliśmy drogę parę razy. W końcu się udało. Po drodze na kolejkę powiedziano nam, że dwie minuty do końca i już więcej nie ma, a tymczasem okazało się, że kolejka kursuje w najlepsze, bo sobota i tłumy Hiszpanów z dziećmi tam właśnie spędzają popołudnie. Rzeczywiście, na górze jedno wielkie wesołe miasteczko, a jazd jak na Gubałówkę.

Na górze wdrapaliśmy się na olbrzymi kościół, którym właśnie miał odbyć się ślub. Niestety, czekanie na Pannę Młodą nam się znudziło. Porobiliśmy trochę zdjęć panoramy i zeszliśmy do wesołego miasteczka napić się kawy. Potem zjechaliśmy z powrotem w dół, zeszliśmy linią niebieską tramwaju wzdłuż pięknych willi mieszczących różnego rodzaju korporacje i wróciliśmy pociągiem na Plaça de Catalunya. Ja koniecznie chciałam kupić krótkie spodenki wypatrzone w Mango, więc poszliśmy jeszcze na Avinguda del Portal de l'Àngel. Było strasznie dużo ludzi, takiego tłumu na ulicy jeszcze nie widziałam. Wszyscy rzucili się na zakupy, chyba po wypłacie. Z trudem się przecisnęliśmy przez całą Avingudę do Mango, a spodenki okazały się i tak nie bardzo atrakcyjne. Wróciliśmy do mojej Zary i kupiliśmy w końcu wypatrzone wcześniej czarne. Przedtem zrobiliśmy zakupy w markecie El Corta Ingres, ale tam dopadły mnie kłopoty z jelitami w końcu dotarliśmy też do firmowego Torresa, było na prawdę wyśmienite o czym się przekonaliśmy w domu.

20 września 2009r.

Po wieczornym makaronie „aglio-olio” zdecydowaliśmy się pojechać jeszcze jednak na La Ramblę nocą. Rambla była deszczowa, bardzo mało ludzi, nic się w sumie nie działo  i  bardzo się rozczarowaliśmy.

 

21 września 2009r.

Wybraliśmy się na południowy zachód zobaczyć w końcu wielkie kompleksy pałacowe, wioskę hiszpańską i tego typu klimaty. Żeby się już tak mocno nie męczyć zdecydowaliśmy jechać metrem do Placu Espanya.

Pierwsze co zobaczyliśmy to wielkie kompleksy na wystawę w 1929r. pałac metalurgii. Tina de Barcelona, Palau de Congressos i Magiczną Fontannę pomiędzy nimi, oczywiście nieczynną. Wszystko straszliwie monumentalne i człowiek przy tym wszystkim czuje się malutki nawet nie jak mróweczka, a jak pchełka. Wiekimi schodami (my oczywiście tymi ruchomymi) wjechaliśmy na samą górę do Palau Nacional mijając po drodze Palau de Victoria Eugenia i Palau d’Alfons XIII. Z Museu Nacional d'Art De Catalunya rozciąga się przepiękny widok na panoramę Barcelony. Wypiliśmy sobie jakieś różowe winko na tarasie i kawę. Potem poszliśmy szukać Poble Espanyol. Tereny w tej okolicy Barcelony są bardzo ładne, bo bardzo zielone, z mnóstwem pachnących kwitów. Idzie się bardzo przyjemnie, szczególnie w słońcu z ukochaną osobą. Wioską hiszpańską byliśmy zachwyceni. Może i jest trochę kiczowata, ale odtworzono całkiem fajne kamieniczki hiszpańskie z różnych regionów. Ma się wrażenie, że człowiek przeniósł się w czasy Zorro. Uliczkami można chodzić całymi godzinami. Tym bardziej, że SA one pełne sklepików z rękodziełem lub malutkimi galeriami sztuki. Jest całkiem fajna i spora galeria sztuki ze sztuką współczesną, gdzie było parę dzieł Dali i Picassa oraz wielu współczesnych artystów hiszpańskich. W wiosce zjedliśmy obiad – czarną paellę i jakiś szaszłyk wieprzowy z frytkami.

Z wioski szukaliśmy dalej stadionu olimpijskiego. Dość długo się tam idzie, ale znów okolica jest bardzo przyjemna. Dużo zieleni i piękne widoki. Stadion również jest bardzo monumentalny. Wielka przestrzeń z wielkimi przestrzennymi rzeźbami robi imperatorskie wrażenie. Obejrzeliśmy go dookoła i zeszliśmy do metra poprzez Muzeum Etnologiczne, Teatr Grecki, Szkołę Teatralną i Tańca, typowymi hiszpańskimi zabiedzonymi uliczkami aż do Mercat de Sant Antoni gdzie Hiszpania wygląda już całkiem „po ludzku”. Potem metrem wróciliśmy do domu na odpoczynek.

transport

Samolotem z Poznania do Girony. Dojazd z lotniska Girona do Barcelony autobusem liniowym 22E w obie strony. Czas dojazdu 1,5 godz.

bezpieczeństwo

Szpital miejski w okolicy plaży.

 

Szpital miejski w okolicy plaży.

atrakcje

Piękna piaszczysta plaża w samej Barcelonie

Autor: almal
Sklep online
Lot do Paryża za 58 zł!
Kiedy: do 04.07.12
Cena: 58 zł
Więcej promocji

Podziel się wrażeniami i zdjęciami ze swoich wypraw, zamieść relację z wyjazdu i wygraj aparat fotograficzny Fujifilm FinePix XP30!

Zobacz inne konkursy
HISZPANIA

Stolica: Madryt Waluta: euro (EUR) Język urzędowy: hiszpański (w niektórych regionach inne języki urzędowe: baskijski, galicyjski, kataloński)

Lokalny czas

GMT+1

Po co jechać

  • Plaże
  • Kuchnia
  • Architektura
  • Kultura

Kiedy jechać

Od maja do października

Niezbędne informacje

więcej

Przydatne adresy

CZYTAJCIE NAS

Wideo

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia aparatem analogowym, brać udział w konkursach, a także jak fotografować ludzi na ulicy.

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak przygotować bohatera do zdjęć i o tym czy sprzęt ma duże znaczenie.

Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i ceny paliw w krajach europejskich

158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej podróży dookoła świata.

Wywiad z Rafałem Milachem ...

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia… więcej

Wywiad z Rafałem Milachem

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak… więcej

Samochodem po Europie - ...

Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i… więcej

2 lata w podróży ...

158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej… więcej

PODRÓZE

Lwów nostaligiczny i wypiękniony na EURO 2012; Najlepsze parki rozrywki w Europie; Szczecin - zielone miasto żaglowców; Turcja -  3 tys. km

więcej
W serwisie:
Kierunki
Aktualności
Wasze Wyprawy
Forum
Poradnik
Kuchnie Świata
Murator S.A:
O wydawnictwie
Kontakt do serwisu podroze.pl
Redakcja miesięcznika Podróże
Reklama
Licencje
Regulamin serwisu
Sklep on line
Serwisy internetowe:
Dom i ogród:
Muratordom.pl
Forum.muratordom.pl
Projekty.muratordom.pl
Muratorfinanse.pl
Urzadzamy.pl
Wymarzonyogrod.pl
Muratordom.com.ua
Architektura i budownictwo:
Muratorplus.pl
Architektura.muratorplus.pl
Tuznajdziesz.pl
Hobby i wypoczynek:
Podroze.pl
Zagle.com.pl
Poltrip.pl
Zdrowie i rodzina:
Poradnikzdrowie.pl
Dlarodzinki.pl
Dzieckozakupy.pl
www.Mjakmama24.pl
Rolnictwo:
Rolnictwoonline.pl
Wideo:
Jestem.pl
Porady:
Mowimyjak.pl
Rozrywka informacje:
Se.pl
Seusa.info
Eska.pl
Eskarock.pl
Voxfm.pl
Radiowawa.pl
Fabrykamuzy.pl
Gwizdek24.pl
Superauto24.pl
Zakupy:
Zakupy.muratordom.pl
Zakupy.urzadzamy.pl
Zakupy.wymarzonyogrod.pl
Zakupy.poradnikzdrowie.pl
Zakupy.zagle.com.pl
Supertanio.pl
Wgrupiekupie.pl
Sklep on line
Miesięcznik:
Murator
Dobre wnętrze
M jak mieszkanie
Moje mieszkanie
Podróże
Żagle
Zbuduj dom
Architektura
Zdrowie
M jak mama
Sklep on line