okazje

Relacja z turystycznego wyjazdu na wyspę Lanzarote stanowiącego nagrodę konkursu"Moje Podróże" portalu podroze.pl

17.11.2008

Lanzarote - Szczęściarze na wyspach szczęścia (część I).

Wylot w nieznane

Stało się... Znajdujemy się na terminalu nr 1 lotniska imienia Fryderyka Chopina w Warszawie. Przesuwając nogą torbę turystyczną po śliskiej nawierzchni zbliżam się do punktu odpraw. W głowie biegają różne myśli, w końcu dociera do mnie fakt, że wygrana wycieczka na Wyspy Kanaryjskie w konkursie „Moje Podróże" portalu podroze. pl stała się rzeczywistością. Muszę przyznać, że do chwili obecnej stanowiła ona odległą fikcję, do tej pory nie byłem w stanie uwierzyć w wygraną. Teraz w uszach tkwił wyraźny szept „Szczęściarze lecą na wyspę szczęścia". Po przejściu długotrwałej procedury siedzieliśmy w twardawych fotelach Boeinga 757-200. Zafurkotały donośnym okrzykiem silniki samolotu, zaczęliśmy kołować na płycie lotniska. Czułem jak wzrasta napięcie z lekką dozą podniecenia. Mocny uścisk dłoni Katarzyny sygnalizował, że jej odczucia są dominowane obawą i niepewnością. Lotniczy motor nabierając mocy wrzeszczał coraz głośniej, samolot sunął po pasie startowym coraz bardziej przyspieszając. Po chwili duraluminiowa konstrukcja oderwała się od podłoża zmierzając w kierunku pierzyniastych obłoków. Po wykonaniu kilku powietrznych zakrętasów samolot zmienił pozycję na bardziej poziomą i mogliśmy z odpiętymi pasami podziwiać oddalające się miasteczka. Słoneczna pogoda pozwalała zachwycać się widokami z lotu ptaka. Podróż była bardzo ekscytująca, próbowałem czytać książkę jednak interesujący obraz mieszczący się za malutkim oknem wzbudzał większą ciekawość. Przemieszczaliśmy się ponad szczytami śnieżnobiałych Alp, których srogie oblicze szybko przeistoczyło się w kolorowe zakątki Hiszpanii. Mijaliśmy na swej drodze brązowawe wierzchołki Pirenejów oraz liczne miasta chyba miedzy innymi Toledo. Od czasu do czasu wzbudzając trwogę zatrzęsło się dobrze widoczne skrzydło stalowego ptaka. Turbulencje niczym pagórkowata droga tarmosiły kadłubem, a pilot obniżał pułap szukając dogodniejszego korytarza. Wysoko ponad chmurami tuż obok przemykały niesamowicie szybkie płatowce, uświadamiając, z jaką ogromną prędkością podróżujemy. Lecąc nad Gibraltarem podziwialiśmy żółtą linie brzegową oraz ogrom Oceanu Atlantyckiego. Niebieska toń niekiedy przecinana przez maleńkie kontenerowce skutecznie przykuwała oko jednocześnie przyklejając nos i czoło do chłodnej szyby aeroplanu. Niedługo potem na horyzoncie zarysował się kształt wyspy Lanzarote, a w głośnikach zabrzmiał komunikat o konieczności zapięcia pasów. Wykonując kilka ostrych skrętów gwałtownie wytracaliśmy wysokość, jakbyśmy mieli lądować na oceanie. W ostatniej chwili zauważyłem ciągnący wzdłuż brzegu asfaltowy pas. Z impetem uderzyliśmy o powierzchnię poczym wykonując kangurzy sus zniosło nas lekko w lewą stronę i ponownie odczuwalnie skleiliśmy się z płytą lotniska. Po opuszczeniu samolotu przywitało nas cieplutkie słońce, kołyszące się na lekkim wietrze palmy oraz widoczny w dali zarys wulkanów. Widząc jeszcze tak nie wiele już byłem zachwycony tym egzotycznym miejscem.

Costa Teguise - Początek przygody

Mieszkaliśmy w niewielkiej, spokojnej letniskowej miejscowości Costa Teguise położonej nad samym oceanem w okolicy Arrecife, sto Lanzarote. Porośnięta palmami, kaktusami i fikusami mieścina jest bogata w urocze, zarówno skaliste jak i mieniące się żółciutkim piaskiem plaże, gdzie na kamienistych falochronach można podzi niezliczone ilości krabów. Szkółki i wypożyczalnie windsurfingu stanowią idealne zaplecze dla amatorów szaleństwa na oceanicznych falach. Natomiast liczne kramy, sklepiki i straganiki są rajem dla entuzjastów portfelowych eskapad. Costa Teguise ponad to jest wzbogacona w obszerne pole golfowe, pełen zjeżdżalni aqua park oraz akwarium, w którym można zobaczyć morskie okazy, między innymi rekiny, płaszczki i mureny. Zaznajamiając się z najbliższą okolicą, zafascynowani urokami pobliskiego krajobrazu, zapragnęliśmy ujrzeć więcej. Ciekawość skutecznie nakłaniała do odkrycia pozostałych zakątków wyspy. Czym prędzej udaliśmy się do wypożyczalni samochodów. Po krótkiej konwersacji, złożeniu kilku podpisów i nieodzownym przeciągnięciu przez terminal karty kredytowej, siedzieliśmy w sympatycznym Volkswagenie Polo wyposażonym w niosącą ukojenie klimatyzację. Trzasnęliśmy drzwiami, przekręciłem kluczyk w stacyjce i pomknęliśmy po rozgrzanym asfalcie na podbój Kanaryjskiej Wyspy.

Parque Nacional Timanfaya - Pośród piekielnych wzniesień

Obraliśmy kierunek na wulkany. Za oknem samochodu migały fascynujące obrazy. Widoki oceanicznych zatok przeplatały się naprzemian ze żwirowatymi wzniesieniami. Mijaliśmy porośnięte egzotyczną roślinnością pobocza. Wysokie palmy, zielonkawe aloesy, kolczaste opuntie i kolorowe strelicje wzbudzały oczarowanie i zaciekawienie. W końcu dotarliśmy do granicy Parku Narodowego Timanfaya. Dookoła roztaczała się panorama na morze zastygłej lawy, w dali widniały wulkaniczne masywy, a drewniany diabełek ochoczo zapraszał do zwiedzania parku. Pozostawiając tymczasowy pojazd na parkingu wskoczyliśmy do autobusu obwożącego po wulkanicznym terenie. Jest to jedyny sposób poznania tego miejsca. Przyklejeni do szyby z lufą aparatu fotograficznego delektowaliśmy się księżycowym pejzażem. Ruszyliśmy drogą pomiędzy wulkanami nazywaną Ruta de los Volcanes. Kierowca autokaru wykazywał się niesamowitym sprytem i zwinnością prowadząc pojazd wąską drogą niekiedy na krawędzi urwiska. Trasa przebiegała przez punkt widokowy EL Mirador, wąwóz Barranco del Fuego oraz dolinę Valle de la Tranquilidad, co w tłumaczeniu oznacza dolinę spokoju. Za szybą panoramicznego okna busu rozciągał się nieziemski krajobraz. Zupełnie jak byśmy wylądowali na obcej planecie. Wzdłuż i wszerz krainy wyrastały czerwono-brązowawe stożki u podnóża, których spoczywały wulkaniczne głazy utopione w ciemnym popiele. Warstwy zastygniętej magmy tworzyły ściany wzdłuż drogi, jej wiszące sople wywoływały wrażenie zatrzymanego czasu. Z daleka góry ognia faktycznie wyglądały jak żarzące się kopce, mieniąc grzbiety w promieniach słońca. Strome usypujące się leje kraterów wzbudzały grozę i jednocześnie ukazywały piękno przemawiając kolorystyką podłoża. Na niektórych zboczach wyrastały sporadyczne kępki roślinności wskazując, że pobliskie otoczenie powoli powraca do życia. Po około półgodzinnej wycieczce wróciliśmy do punktu wyjazdu stanowiącego krater Isolte de Hilario, na którym zbudowano restaurację El Diablo. W tym miejscu dania są przyrządzane na specyficznym grillu bez użycia ognia. Gorące powietrze wydobywające się z głębi globu opieka potrawy znajdujące się na ruszcie. Nie ma, co się dziwić skoro na głębokości sześciu metrów pod powierzchnią ziemi temperatura sięga czterystu stopni. W bliskim sąsiedztwie charakterystycznego opiekacza przeprowadzany jest pokaz sił natury. Do wąskich szczelin w głąb gleby wlano wiadro wody. Ze zdumieniem obserwowałem rudawy grunt czekając na pożądany efekt. Po chwili w towarzystwie specyficznego świstu strumień wody wystrzelił wysoko ponad skorupę. Za plecami usłyszałem masowo wygłoszone ze zdumieniem „Łał!". Zjawisko robiło piorunujące wrażenie. Tuż nieopodal do innej skalnej wyrwy wrzucano suche krzewy, które pod wpływem ciepła samoczynnie zapalały się tworząc słup ognia. Obserwując wulkaniczne widowisko zdawałem sobie sprawę jak blisko jesteśmy piekielnej otchłani. Po wykonaniu kilku widokowych fotografii bez pośpiechu opuszczaliśmy terytorium parku. Wyjeżdżając zatrzymaliśmy się przy karawanie wielbłądów, na których turyści zwiedzali skromny wycinek ognistego rejonu. Obserwowaliśmy pokraczną, garbatą zwierzynę, której wizerunek jest tak mało uchwytny w naszych stronach. Na pierwszy rzut oka sprawiały wrażenie milusińskich stworzeń jednak nasunięte kagańce trafnie informowały o niepoprawnych manierach. Konwój dromaderów snuł się pod górę znikając za wzgórzami, upajałem się ich widokiem na tle magicznych gór ognistych. Ostatnie spojrzenie na wzniesienia i ruszamy poznawać kolejny rejon wyspy.

El Golfo - Krater i plaża w jednym

Zatrzymaliśmy się w maleńkiej wiosce o charakterystycznej zabudowie dla tego rejonu. El Golfo to skupisko parterowych białych budynków usytuowanych nad brzegiem oceanu. W pobliżu osady znajduje się wulkan o jakże odmiennej nazwie El Golfo. Jego krater został częściowo zalany przez Atlantyk, co stanowi jedną z ciekawostek tego miejsca. Sprawnie wymijając wycieczkowe tłumy żwirową ścieżką wdrapaliśmy się na punkt widokowy. Od oceanu wiał bardzo silny wiatr podrywający ubranie do góry, odsłaniając opalony brzuch. Momentami utrzymanie się na nogach w pozycji pionowej stawało się nadzwyczaj trudne. Jasne budynki El Golfo idealnie komponowały się na tle brązowawych skał wulkanicznych i ciemnej plaży. Po przeciwnej stronie rozciągał się uroczy widok na zielonkawe jeziorko El Charco de los Clicos i czarną plaże porośniętą skałami utopionymi w słonych wodach Oceanu Atlantyckiego. Oliwkowo zielone jeziorko jest wynikiem wybuchów wulkanicznych a swój niepowtarzalny kolor zawdzięcza algą zamieszkującym jego głębiny. El Charco de los Cilcos w skutek dynamicznego odparowywania jest prawdopodobnie bardziej zasolone niż Morze Martwe. Natomiast charakterystyczna, pokryta czarnym piaskiem plaża stanowi część krateru wulkanicznego sukcesywnie zabieranego przez ocean. Oczywiście nie omieszkaliśmy zawędrować na skraj czarującej lagunki by z bliska podziwiać jej piękno. Zielonkawa woda połyskiwała u podnóża żółto czarnych ścian wulkanicznych, których forma przybierała ciekawe pofałdowania. Spacerowaliśmy wzdłuż skraju zatoki. Drobne, ostre kamyki nietypowej plaży wkręcały się pomiędzy stopę a sandałek aplikując skuteczną akupunkturę. Intensywne podmuchy ciepłego wiatru modelowały wysokie fale jednocześnie spychając je w stronę najeżonego wybrzeża. Ostre głazy rozdzierały ich spienioną strukturę wyrzucając rozczepione strumienie wysoko ponad powierzchnię Atlantyku. W tym jakże niespokojnym miejscu natura aranżowała imponujące przedstawienie. Z jednej strony ożywiony pełen energii i dynamiki obraz wzburzonego oceanu z drugiej beztroskie spokojne rozlewisko o fantastycznej lśniącej barwie a po środku pomiędzy grozą i sielanką my upojeni oszałamiającym widokiem. Podskakiwaliśmy niczym dzieci biegając po mokrym żwirowisku uciekając przed zbliżającymi się bałwanami. Każdorazowa fala udająca się w pogoń za naszymi łydkami wzbudzała głośny pisk Katarzyny. Natomiast jej sympatyczny wrzask wywoływał donośny śmiech z mojej strony. Zabawa, choć dziecinna była pełna wigoru i wariacji szczególnie, kiedy rozszalałe kłęby wody przyspieszały gwałtownie, mocząc sandały znajdujące się na naszych stopach. Czas naglił, więc powróciliśmy do naszego wehikułu by odkryć następne magiczne miejsca na Lanzarote.

Los Hervideros - Ślad aktywności Atlantyku

W całkiem niedalekiej okolicy usytuowane jest skaliste wybrzeże zwane Los Hervideros. Naostrzony brzeg oceanu charakteryzują groty i tunele wydrążone przez rozszalały Atlantyk. Przemieszczając się ciasnymi ścieżkami delektowaliśmy się widokiem widzianym z góry na wnętrze magmowych jaskiń i korytarzy, o które ze specyficznym łoskotem rozbijały się spienione fale. Ze zdumieniem przyglądałem się artystycznemu dziełu, jakie kreowała nieobliczalna przyroda. Zastygła chropowata lawa tworząca strome urwisko stanowi solidny hamulec dla pędzących z nadmierna prędkością grzywaczy. Uparte wody oceanu niczym świder wkręcają się w szczelinadmorskiej ściany wypełniając wypłukaną przestrzeń. Natomiast pozostałe fale odbijając się od twardej wulkanicznej płaszczyzny wystrzeliwują wysoko ku błękitnemu niebu. Zafascynowani wyjątkowym obrazem rzucaliśmy wzrokiem w toń rozszalałej głębiny oraz na wyrastający naprzeciw dostojny wulkan Montana de la Vieja Gabriela. Majestatyczne oblicze brunatno-koralowego wzniesienia skutecznie przykuwało nasze spojrzenia budząc entuzjazm i zainteresowanie. Zatopiony u podnóża w wysypisku magmowych kamorów, ze specyficznym poszarpanym grzbietem masyw, wzbijał się w lazur powietrza zawiązując swą barwą ujmujący kontrast. Na dalszym planie w słonecznym blasku wygrzewały się kolejne ogniste wzgórza składające się na bogactwo panoramy. Z trudem odrywając spojrzenie od fascynującego krajobrazu wkomponowaliśmy się w wygodne fotele automobilu i pomknęliśmy dalej czarną nitką przecinającą obszerne rozlewisko zastygłej lawy.

info

Na wyspie Lanzarote panuje łagodny klimat, ale bardzo suchy, niemal 330 dni w roku jest słonecznych dzięki pasatowym wiatrom, które skutecznie rozwiewają gromadzące się chmury. Średnia roczna temperatura powietrza dla tego rejonu wynosi 25-28 stopni Celsjusza. Temperatura wody w oceanie zawiera się w granicach 18-22 stopni Celsjusza. Opady w tym rejonie są raczej rzadkością i zazwyczaj przypominają delikatną mżawkę lub kapuśniaczek. Średnia roczna suma opadów równa się 250 mm. Powietrze jest niesamowicie czyste i nasączone dużą ilością jodu, natomiast gorące słońce na ogół jest niwelowane orzeźwiającymi pasatowymi podmuchami. Panujący klimat jest bardzo rześki i świeży jednak zarazem zdradliwy, ponieważ mocno opalające słońce nie jest w porę odczuwalne.

warto wiedzieć

Ludzie zamieszkujący Wyspy Kanaryjskie nazywani są Canario czyli po prostu Kanaryjczycy. Chociaż mieszkańcy wyodrębniają między sobą jeszcze ściślejsze przynależności. Mianowicie miejscowa ludność wyspy Lazarote tytułuje się jako Conejeros, Fuerteventury - Majoreros, Gran Canaria - Grancanarios, Teneryfy - Tinerfeños, La Gomery - Gomeros, El Sierro - Herroños, a La Palmy - Palmeros. Mieszkańcy Lanzarote żyją głównie z turystyki, rybołówstwa i rolnictwa. Pustynne warunki panujące w tym rejonie znacznie utrudniają wszelkie uprawy. Jednak w dosyć sprytny sposób rolnicy poradzili sobie z brakiem opadów na wyspie. Mianowicie uprawiana roślinność sadzona jest w starannie przygotowanych dołkach otoczonych murkami z kamieni wulkanicznych, które chronią przed wiatrem, natomiast lawinowy żwirek stanowiący podłoże oddaje rośliną wilgoć nagromadzoną podczas nocy. W ten niezwykły sposób hoduje się przede wszystkim winorośl, bataty i różne warzywa a czasem także, opuntie.

 

Ludzie zamieszkujący Wyspy Kanaryjskie nazywani są Canario czyli po prostu Kanaryjczycy. Chociaż mieszkańcy wyodrębniają między sobą jeszcze ściślejsze przynależności. Mianowicie miejscowa ludność wyspy Lazarote tytułuje się jako Conejeros, Fuerteventury - Majoreros, Gran Canaria - Grancanarios, Teneryfy - Tinerfeños, La Gomery - Gomeros, El Sierro - Herroños, a La Palmy - Palmeros. Mieszkańcy Lanzarote żyją głównie z turystyki, rybołówstwa i rolnictwa. Pustynne warunki panujące w tym rejonie znacznie utrudniają wszelkie uprawy. Jednak w dosyć sprytny sposób rolnicy poradzili sobie z brakiem opadów na wyspie. Mianowicie uprawiana roślinność sadzona jest w starannie przygotowanych dołkach otoczonych murkami z kamieni wulkanicznych, które chronią przed wiatrem, natomiast lawinowy żwirek stanowiący podłoże oddaje rośliną wilgoć nagromadzoną podczas nocy. W ten niezwykły sposób hoduje się przede wszystkim winorośl, bataty i różne warzywa a czasem także, opuntie.

Autor: RobertS
Sklep online
Lot do Paryża za 58 zł!
Kiedy: do 04.07.12
Cena: 58 zł
Więcej promocji

Podziel się wrażeniami i zdjęciami ze swoich wypraw, zamieść relację z wyjazdu i wygraj aparat fotograficzny Fujifilm FinePix XP30!

Zobacz inne konkursy
HISZPANIA

Stolica: Madryt Waluta: euro (EUR) Język urzędowy: hiszpański (w niektórych regionach inne języki urzędowe: baskijski, galicyjski, kataloński)

Lokalny czas

GMT+1

Po co jechać

  • Plaże
  • Kuchnia
  • Architektura
  • Kultura

Kiedy jechać

Od maja do października

Niezbędne informacje

więcej

Przydatne adresy

CZYTAJCIE NAS

Wideo

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia aparatem analogowym, brać udział w konkursach, a także jak fotografować ludzi na ulicy.

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak przygotować bohatera do zdjęć i o tym czy sprzęt ma duże znaczenie.

Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i ceny paliw w krajach europejskich

158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej podróży dookoła świata.

Wywiad z Rafałem Milachem ...

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia… więcej

Wywiad z Rafałem Milachem

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak… więcej

Samochodem po Europie - ...

Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i… więcej

2 lata w podróży ...

158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej… więcej

PODRÓZE

Lwów nostaligiczny i wypiękniony na EURO 2012; Najlepsze parki rozrywki w Europie; Szczecin - zielone miasto żaglowców; Turcja -  3 tys. km

więcej
W serwisie:
Kierunki
Aktualności
Wasze Wyprawy
Forum
Poradnik
Kuchnie Świata
Murator S.A:
O wydawnictwie
Kontakt do serwisu podroze.pl
Redakcja miesięcznika Podróże
Reklama
Licencje
Regulamin serwisu
Sklep on line
Serwisy internetowe:
Dom i ogród:
Muratordom.pl
Forum.muratordom.pl
Projekty.muratordom.pl
Muratorfinanse.pl
Urzadzamy.pl
Wymarzonyogrod.pl
Muratordom.com.ua
Architektura i budownictwo:
Muratorplus.pl
Architektura.muratorplus.pl
Tuznajdziesz.pl
Hobby i wypoczynek:
Podroze.pl
Zagle.com.pl
Poltrip.pl
Zdrowie i rodzina:
Poradnikzdrowie.pl
Dlarodzinki.pl
Dzieckozakupy.pl
www.Mjakmama24.pl
Rolnictwo:
Rolnictwoonline.pl
Wideo:
Jestem.pl
Porady:
Mowimyjak.pl
Rozrywka informacje:
Se.pl
Seusa.info
Eska.pl
Eskarock.pl
Voxfm.pl
Radiowawa.pl
Fabrykamuzy.pl
Gwizdek24.pl
Superauto24.pl
Zakupy:
Zakupy.muratordom.pl
Zakupy.urzadzamy.pl
Zakupy.wymarzonyogrod.pl
Zakupy.poradnikzdrowie.pl
Zakupy.zagle.com.pl
Supertanio.pl
Wgrupiekupie.pl
Sklep on line
Miesięcznik:
Murator
Dobre wnętrze
M jak mieszkanie
Moje mieszkanie
Podróże
Żagle
Zbuduj dom
Architektura
Zdrowie
M jak mama
Sklep on line