okazje
PRZEŁOM NILU BŁĘKITNEGO PRZEŁOM NILU BŁĘKITNEGO J.AWASSA                 LUDNOŚĆ AMHARA        LUDNOŚĆ AMHARA   LUDNOŚĆ AMHARA   LUDNOŚĆ AMHARA   LUDNOŚĆ AMHARA   LUDNOŚĆ AMHARA   LUDNOŚĆ AMHARA   DŻELADA                          KOMBOLCHA                      PANORAMA FRAGMENTU  WIELKIEGO ROWU AFRYKAŃSKIEGO PANORAMA  GÓR W LALIBELI Bet Giorgis (Kościół św. Jerzego) wykuty na planie krzyża MOST PORTUGALSKI NA NILU BŁĘKITNYM NIL BŁĘKITNY W CZSIE SUSZY LUTY 2009 PANORAMKA KANIONU  I NILU  BŁĘKITNEGO JEZIORO TANA
  • PRZEŁOM NILU BŁĘKITNEGO
  • J.AWASSA
  • LUDNOŚĆ AMHARA
  • LUDNOŚĆ AMHARA
  • LUDNOŚĆ AMHARA
  • LUDNOŚĆ AMHARA
  • LUDNOŚĆ AMHARA
  • LUDNOŚĆ AMHARA
  • LUDNOŚĆ AMHARA
  • DŻELADA
  • KOMBOLCHA
  • PANORAMA FRAGMENTU  WIELKIEGO ROWU AFRYKAŃSKIEGO
  • PANORAMA  GÓR W LALIBELI
  • Bet Giorgis (Kościół św. Jerzego) wykuty na planie krzyża
  • MOST PORTUGALSKI NA NILU BŁĘKITNYM
  • NIL BŁĘKITNY W CZSIE SUSZY LUTY 2009
  • PANORAMKA KANIONU  I NILU  BŁĘKITNEGO
  • JEZIORO TANA

PRZEŁOM NILU BŁĘKITNEGO

Północ Etiopi to zabytki w Lalibeli, Jezioro Tana i wodospad w Tis Ysat na Nilu Błękitnym i wspaniały Kaniony Nilu Błękitnego przez wielu podróżników uważany za wspanialszy od amerykańskiego Wielkiego Kanionu.

10.06.2009

DO ADIS ABEBY

Z Arba Minch do Awassa jest około 280 km drogi asfaltowej. Po drodze zabudowania przeważnie kryte falistą blachą oraz ciekawe ogrodzenia w postaci kaktusów. Awassa jest miasteczkiem turystycznym położonym nad malowniczym jeziorem, które od północy okala pasmo gór. Ciekawą atrakcją są małpy, które dość odważnie towarzyszą w czasie robienia zdjęć zachodzącego słońca nad Jeziorem Awassa. Polecam poranny wyjazd na pobliski targ, gdzie miejscowi rybacy sprzedają swoje ryby. Ja widziałem tylko sumy i dwa inne gatunki ryb. Resztki wypatroszonych ryb zjadają Marabuty i Czaple które mają tu niezłą ucztę. Rynek ten ma dość ciekawy klimat dla fotografa. Sieci błyszczące, małe łodzie wpływające do nadbrzeży, twarze rybaków i dzieci skąpane w złocistych promieniach porannego słońca to niezłe wyzwanie dla fotografa by uzyskać piękny kadr. Lecz są to tylko chwile bo czas leci a droga do Adis i dalej na północ jeszcze daleka. Po drodze mijamy jeszcze trzy duże jeziora Shala, Lantano i Ziway ale dzisiejszym celem jest stolica. Adis-Abeba to oczywiście stolica więc nie będę się tu zbyt wiele rozpisywał. Mieszka tu masa ludzi. Architektura tego miasta jest zróżnicowana jednym słowem nic ciekawego. Spędzam tu jeden dzień i rano dalej na północ.

Adis Abeba - Bahir Dar

Droga z Adis Abeby do Bahir Dar jest asfaltowa. W większości krajobraz nie zachwyca, bo otaczają nas pola uprawne i pastwiska. Nie widać tu akacji, baobabów i innej roślinności jakie można było obserwować na południu kraju. Rosną tu na ogół eukaliptusy, które nie są tak atrakcyjne jak drzewa południa. Temperatury są tu niższe, dlatego i ubiór ludności zamieszkujące te tereny jest inny. Po kilku godzinach i 100 km jazdy, warto zatrzymać się w okolicy miasteczka Debre Libanos. Jest tam wspaniałe miejsce, gdzie można podziwiać kanion. Przy odrobinie szczęścia można napotkać unikalne małpy Dżelada. To gatunek małp, które występują tylko w Górach Siemen w północnej Etiopii. Podążając dalej na północ dotrzemy do Goha Tsion. W okolicach tego miasteczka rozciąga się wspaniały Kanion Nilu Błękitnego, przez wielu podróżników uważany za wspanialszy od amerykańskiego Wielkiego Kanionu. Do mostów na Nilu zjeżdża się dość ostro. Podczas zjazdu warto zrobić przystanek i uwiecznić te okolice w naszym cyfraku. Przy okazji hamulce też ostygną, bo tak jak wspominałem jest dość ostro i stromo, a na zboczach kanionu widać wiszące wraki samochodów. Na Nilu są dwa mosty; stary oraz nowy wybudowany razem z drogą przez Japończyków.

Po drodze do Bahir nie obyło się bez niespodzianek-pękła rura w chłodnicy, a niektórzy mówią, że Toyoty się nie psują. Była to okazja do nawiązania kontaktów z otaczającym nas Ludem Amhara. Jak większość ludzi zamieszkałych na tych terenach są gościnni, mimo że żyją bardzo skromnie. Późnym wieczorem po wymianie samochodu dotarłem nad Jezioro Tana w Bahir Dar.

BAHIR DAR

Bahir Dar jest stolicą okręgu Amhara. Tak jak wcześniej napisałem w okolicach tego miasta jest Jezioro Tana i wodospad w Tis Ysat na Nilu Błękitnym. Po śniadaniu wycieczka kilkuosobową łodzią po największym jeziorze w Etiopii. Jezioro Tana znajduje się na wysokości 1800 metrów nad poziomem morza i zajmuje powierzchnię około 2800 kilometrów kwadratowych. Jest tam 37 wysp.

Woda w jeziorze była bardzo spokojna o kolorze żółtawym. Po drodze mijam łodzie transportowe (tankowy) wykonane z papirusa. Są one głównym środkiem transportu i słyną z dużej wyporności. Miejscowa ludność przewozi nimi głównie drewno na opał.

Jednak nie z papirusowych łódek i starych monastyrów słynie Tana, lecz z tego, że w jego głębiach, które sięgają do kilkunastu metrów bierze początek Nil Błękitny. Angielski podróżnik i badacz udowodnił, że Nil Błękitny ma białego brata o 1100 km dłuższego i za początek „Królowej Rzek” uważa się źródła Nilu Białego w okolicach Jeziora Wiktorii. Obecnie już stwierdzono, że Nil Błękitny ma początek wiele dalej, bo dopływa do Jeziora Tana wąskim strumieniem. By zobaczyć przełom Nilu trzeba przejechać ok. 35 km do Tys Yssat kamienistą drogą w tumanach kurzu. Potem jeszcze kawałek pieszo przez stary most by w porze suchej podziwiać zamierający wodospad, ponieważ większość wody przekazywane jest do pobliskiej elektrowni.

Tak ogólnie Bahir Dar nie wywarł na mnie wielkiego wrażenia J.Tana, świątynie i przełom Nilu okazały się przeciętną atrakcją.

BAHIR DAR-LALIBELA

Z Bahir Dar w kierunku Lalibeli wyjechaliśmy wcześnie rano. Początkowo droga była asfaltowa, a podróż przebiegała dość przyjemnie w wesołym nastroju. Lecz w miarę upływu czasu droga asfaltowa się skończyła prędkość naszej Toyotki automatycznie spadła. Poruszaliśmy się dość wolno około 40km na godzinę. Łudziłem się, że to tylko mały odcinek drogi jest w remoncie, lecz tak nie było. Prawie do samej Lalibeli jechaliśmy kamienistą drogą pośród kumanów kurzu w piekącym słońcu bez klimatyzacji. Niektóre odcinki drogi wzbudzały większe zainteresowanie. Pojawiały się malownicze kaniony Wielkiego Rowu Afrykańskiego, co było okazją do przystanku na krótką sesję fotograficzną. Uważam, że te widoki i duże przestrzenie nie zrekompensowały trudu przejazdu do Lalibeli. Oczywiście było to spowodowane brakiem wiedzy o stanie dróg w tej części kraju. Samolot może byłby lepszym rozwiązaniem bo jest lotnisko w Lalibeli, lecz wówczas nie zobaczymy przydrożnych miasteczek, ludzi którzy tam żyją, kanionów, i kłębów kurzu na kamienistej drodze.

LALIBELA

Z Betehor do Lalibeli droga jest malownicza, pośród przepięknie ukształtowanych kanionów.Po stromych zjazdach, przeplatanych wioskami o owalnych chatkach, przyszła pora na strome podjazdy, bo właśnie na wysokości ok. 2500m n.p.m. leży nasze docelowe miasteczko.

Zmęczeni i znużeni długą drogą oraz temperaturą każdy z nas myślał o kąpieli i wspaniałej kolacji. Wybór padł na Mountain View Hotel, który położony jest na zboczu gór z wspaniałym widokiem na dolinę i zachodzące słońce nad szczytami gór. Za taką przyjemność trzeba zapłacić 32$ od głowy ze śniadaniem. Wszyscy byliśmy zgodni co do wyboru hotelu, bo pora była dość późna i odrobina luksusu każdemu z nas się należała.

Wczesnym rankiem, po śniadanku wyruszyliśmy na podbój Lalibeli i ósmego cudu świata. Etiopski przewodnik oprowadzał nas po świątyniach wykutych w skałach, gdzie miły chłodek okazał się zbawienny w prażącym słońcu. Od świątyni do świątyni podążał za nami opiekun naszego obuwia, który z niezwykłą pamięcią potrafił podać i założyć bez pomyłki nasze sandały ,które musieliśmy zdejmować przed każdym wejściem do kościoła. Czytałem o tym wcześniej, ale myślałem, że jest w tym trochę przesady, lecz szybko się przekonałem, że jest to prawda. Strudzeni zwiedzaniem tych świętych miejsc, udaliśmy się na posiłek do gospody prowadzonej przez etiopską rodzinę. Przed wejściem zobaczyliśmy napis w języku polskim „Lalibela zapraszamy”. Wszystkim nam zrobiło się bardzo miło domyślając się, że przed nami gościli tu Polacy.

W bardzo skromnym wnętrzu panowała domowa atmosfera. Gospodyni jak i jej rodzina byli bardzo mili, że zdecydowaliśmy się na pizzę w wydaniu etiopskim. Oczywiście, odbiegała w jakości i smaku od tych wyrabianych w naszym kraju, ale to w tym momencie nie miało większego dla nas znaczenia. Po wypiciu zimnego piwa (8 bir- ok. 2,5zł) Sisej, bo tak miała na imię właścicielka gospody i po wcześniejszej zmianie ubioru, zaprosiła nas na ceremonię parzenia kawy. Było to miłe z jej strony gdyż tak jak zrozumieliśmy było to w pewnym stopniu podziękowaniem za odwiedziny tego miejsca. Ta ceremonia miała początek od palenia zielonej kawy, poprzez ubijanie w moździerzu metalową śrubą, aż do momentu podania na stół. Wszystko to odbywało się w miłej i pogodnej atmosferze i zapachu etiopskich kadzideł (insert).

Nie będę się tu wiele rozpisywał na temat kościołów, które głównie nas tu doprowadziły, natomiast wspomnę tylko bardzo ogólnikowo. Lalibela położona jest na pograniczu Wyżyny Abisyńskiej i Kotliny Danakilskiej. Miasteczko, w którym gościliśmy jest świętym miejscem w Afryce i słynie z dwunastu wykutych w litej skale monumentalnych kościołów, zbudowanych za panowania cesarza Lalibeli (1185-1225). Do najsłynniejszych trzeba zaliczyć: Bet Giorgis (Kościół św. Jerzego) wykuty na planie krzyża i Bet Medhane Alem (Kościół Odkupiciela Świata) - uznawany za największy z monolitycznych kościołów na świecie. Kościoły są wykonane przez Etiopczyków, o czym świadczą motywy zdobnicze o rodzimej tradycji, jaka panowała w czasach Aksum. Legenda mówi, że nad tym niezwykłym zadaniem pracowało 40 000 robotników. Kiedy znudzeni ciężką pracą udawali się na spoczynek, nocą przy budowaniu kościołów pomagali aniołowie. Dlatego też budowa tych świątyń trwała podobno tylko 21 lat. Kościoły wpisano na listę światowego dziedzictwa kulturalnego UNESCO. Na koniec jeszcze nadmienię, że w Lalibeli nie ma zwyczaju żebrania przez dzieci. Drobny incydent był szybko skardzony przez dorosłych. Istnieją tu liczne małe sklepiki, zaopatrzone w pamiątki o charakterze religijnym np. srebrne krzyże koptyjskie przypominające te miejsca. Lalibela to wyjątkowe miejsce i polecam każdemu, kto będzie chciał do Etiopii zawitać w skromne progi świątyń tego cesarza.

LALIBELA - KOMBOLCHA - ADIS ABEBA

Tradycyjnie wcześnie rano po śniadanku wyjechałem z Lalibeli. Po drodze mijam grupy dzieci idące pośpiesznie asfaltową szosą do szkoły, która znajduje się na pograniczach miasta. Młodzież szkolna nosi tu mundurki w kolorze zielonym (bluza, spodnie). W innych miastach jest podobnie, lecz inny kolor np. czerwony. Wcześniej już wspominałem, że Etiopia to biedny kraj, a do szkoły mogą chodzić dzieci, które, stać na kupno mundurka i pomocy naukowych. Odcinek drogi z Lalibeli do Kombolchy przemierzałem przez cały dzień drogą na przemian asfaltową i kamienistą, bo wszędzie są prowadzone roboty drogowe. Mijałem przydrożne wioski i ciągle wędrujacych ludzi- dokad oni idą .....? Pokonywałem duże wzniesienia o przepięknych krajobrazach. Niektóre odcinki są bardzo wysokie a widoczność bardzo mała. Poruszać trzeba się bardzo wolno, nawet drogą w chmurach. Napotykałem grupę Etiopczyków i autobus z urwanym kołem który zawisł nad urwiskiem. Zbocza Wielkiego Rowu Afrykańskiego porastają eukaliptusy, które są na tych terenach niezłym surowcem budowlanym i opałowym. Wieczorem po całodziennej i uciążliwej jeździe dotarłem do Kambolchy. W tym miasteczku trudno tu o dobry hotel, można o nim tylko pomarzyć. Tak jak w całym kraju wszystko jest podobnie nie działa spłuczka, lub nie ma wody czy prądu, albo tak jak tu głośna muzyka do samego rana. Wczesnym rankiem drogą skąpaną w nocnym deszczu wyruszyłem w kierunku Adis. Droga jakby lepsza z przewagą asfaltu. Więcej tu pól uprawnych. Napotykam całe rodziny pracujące w polu. Nie ma tu mechanicznego sprzętu, ciągników, a wszelkie prace wykonywane są ręcznie. Pola orane drewnianym pługiem, a w zaprzęgu woły lub konie. Ogólnie ten odcinek trasy mało ciekawy. Późnym wieczorem docieram do Adis-Abeby i tu kończy się przygoda w Etiopii

A teraz czas na podsumowanie. Uważam, że zdecydowanie południe Etiopii (dzikie plemiona) są wiele ciekawsze niż północ tego kraju. Gdybym miał ponownie przemierzać bezdroża tego kraju wybrałbym tylko przelot na południe, a dalej jeepami po Dolinie Omo. Poświęciłbym więcej czasu na poznanie tych plemion i ich obyczajów. W Jince jest lotnisko, więc droga powrotna również odbyła by się drogą powietrzną. Oczywiście zaznaczam, że jest to moja opinia zwłaszcza, że objechałem znaczną cześć Etiopii i wolę fotografować ludzi niż architekturę.

Autor: fotoel
Sklep online
Lot do Paryża za 58 zł!
Kiedy: do 04.07.12
Cena: 58 zł
Więcej promocji

Podziel się wrażeniami i zdjęciami ze swoich wypraw, zamieść relację z wyjazdu i wygraj aparat fotograficzny Fujifilm FinePix XP30!

Zobacz inne konkursy
ETIOPIA

Stolica: Addis Abeba Waluta: etiopski birr (ETB) 1 ETB = 100 centów Język urzędowy: amharski Inne: angielski i miejscowe języki etniczne (oromo, tigrinia)

Lokalny czas

GMT+1

Niezbędne informacje

więcej

CZYTAJCIE NAS

Wideo

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia aparatem analogowym, brać udział w konkursach, a także jak fotografować ludzi na ulicy.

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak przygotować bohatera do zdjęć i o tym czy sprzęt ma duże znaczenie.

Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i ceny paliw w krajach europejskich

158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej podróży dookoła świata.

Wywiad z Rafałem Milachem ...

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia… więcej

Wywiad z Rafałem Milachem

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak… więcej

Samochodem po Europie - ...

Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i… więcej

2 lata w podróży ...

158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej… więcej

PODRÓZE

Lwów nostaligiczny i wypiękniony na EURO 2012; Najlepsze parki rozrywki w Europie; Szczecin - zielone miasto żaglowców; Turcja -  3 tys. km

więcej
W serwisie:
Kierunki
Aktualności
Wasze Wyprawy
Forum
Poradnik
Kuchnie Świata
Murator S.A:
O wydawnictwie
Kontakt do serwisu podroze.pl
Redakcja miesięcznika Podróże
Reklama
Licencje
Regulamin serwisu
Sklep on line
Serwisy internetowe:
Dom i ogród:
Muratordom.pl
Forum.muratordom.pl
Projekty.muratordom.pl
Muratorfinanse.pl
Urzadzamy.pl
Wymarzonyogrod.pl
Muratordom.com.ua
Architektura i budownictwo:
Muratorplus.pl
Architektura.muratorplus.pl
Tuznajdziesz.pl
Hobby i wypoczynek:
Podroze.pl
Zagle.com.pl
Poltrip.pl
Zdrowie i rodzina:
Poradnikzdrowie.pl
Dlarodzinki.pl
Dzieckozakupy.pl
www.Mjakmama24.pl
Rolnictwo:
Rolnictwoonline.pl
Wideo:
Jestem.pl
Porady:
Mowimyjak.pl
Rozrywka informacje:
Se.pl
Seusa.info
Eska.pl
Eskarock.pl
Voxfm.pl
Radiowawa.pl
Fabrykamuzy.pl
Gwizdek24.pl
Superauto24.pl
Zakupy:
Zakupy.muratordom.pl
Zakupy.urzadzamy.pl
Zakupy.wymarzonyogrod.pl
Zakupy.poradnikzdrowie.pl
Zakupy.zagle.com.pl
Supertanio.pl
Wgrupiekupie.pl
Sklep on line
Miesięcznik:
Murator
Dobre wnętrze
M jak mieszkanie
Moje mieszkanie
Podróże
Żagle
Zbuduj dom
Architektura
Zdrowie
M jak mama
Sklep on line