Miasto, które łączy kontynenty, morza, cywilizacje, ludzi. Miasto barwnie opisane przez Orhana Pamuka i tak jak on – na rozdrożu dwóch wielkich światów.
15.04.2008Bardzo powoli kończyła się zima, a ja kończyłam czytać „Nazywam się Czerwień” Orhana Pamuka i popijając herbatę z miodem już wiedziałam, że muszę zobaczyć to miasto. Zmierzyć się z nim. Przemierzyć Bosfor. Przejść wszystkimi uliczkami, opisanymi przez Pamuka w wyjątkowy sposób i poczuć tę ulotną aurę, za którą on tak tęskni będąc poza Turcją.
To była wyprawa zrobiona „na kolanie”, a odbyła się w sposób mistrzowski, bez żadnych wpadek. Trzy świetne babeczki studiujące razem Kulturoznawstwo (trochę późno, wiem) postanowiły wybrać się na wyprawę naukową w celu zrealizowania reportażu oraz wystawy zdjęć i filmu. Decyzja zapadła z dnia na dzień, a za dwa tygodnie już siedziałyśmy w pociągu do Warszawy. Paplałyśmy o wszystkim wyostrzając nasze rozbuchane humorki i skojarzenie nasunęło się samo: „Dziewczyny do wzięcia – reaktywacja”! A po cudownie prostym i punktualnym zapakowaniu się do samolotu i wystartowaniu na spotkanie chmur – zamieniłyśmy się w „Dziewczyny do wniebowzięcia”. Tak zaczęła się nasza wielka orientalna przygoda, na przekór wszelkim przewodnikom pisanym i tym żywym, spotykanym na miejscu – przeprowadzona tylko i wyłącznie według naszego zamysłu, a chwilami nawet bez niego.
Chyba ze względu na nasze „wniebowzięcie” od samego początku czuwały nad nami anioły. Wszystkie przeloty i przejazdy odbyły się o czasie, nigdzie nie czekałyśmy, nigdzie się nie spóźniłyśmy. Nie dałyśmy się też oszukać. Bez wcześniejszych ustaleń wchodziłyśmy prosto w miejsca, które chciałyśmy zobaczyć. Pierwszego wieczoru spędzonego w hotelu dane nam również było przeżyć trzęsienie ziemi. Pewnie mało kto je zauważył, bo to było lekkie drgnięcie jedynie, ale hotel zaskrzypiał, łóżka się zakołysały, a nasze twarze zwróciły się w ciszy ku sobie w niemym przerażeniu. Nad nami jakieś cztery piętra. Nie jest to przyjemne uczucie, raczej stan totalnej bezradności. Jednorazowy jednak to był incydent i bardzo lekki, nie zmienia to jednak faktu, że trzęsienie ziemi mamy zaliczone!
Dzień I
Czwartek obudził nas pięknym słoneczkiem i pysznym śniadankiem, po czym gotowe do podboju miasta zeszłyśmy do recepcji. Przezornie wzięłyśmy wizytówkę hotelu, aby trafić do niego bez problemów wieczorem. Miły pan w recepcji poinstruował nas, żebyśmy pamiętały, że już jesteśmy w Turcji. No cóż, z tak ważną informacją w głowie wybrałyśmy się na przystanek tramwajowy, aby udać się w kierunku Błękitnego Meczetu. Na przystanku znajduje się budka z panem, który sprzedaje żetony. Należy wrzucić żeton i przejść przez bramki podobne tym w metrze. Dzięki takiemu rozwiązaniu można się przesiadać do woli. Tramwaje są czyste, nowoczesne i jeżdżą bardzo często, dlatego przemieszczanie się nii wydało nam się najlepszym pomysłem. Jeden przejazd kosztuje w tej chwili 1.30 liry tureckiej. Wysiadłyśmy przy Błękitnym Meczecie, gdzie zaraz zaczepił nas samozwańczy przewodnik – „oprowadzacz”, który chciał nam wyłożyć całą historię Stambułu w pigułce. Po jakichś pięciuset metrach udało się nam go jednak spławić na prędce stworzoną historyjką o poziomie naszego wykształcenia oraz nabytej przed wyjazdem wiedzy, przez co skazałyśmy na jego (niezrażonego niczym) towarzystwo kolejne dwie turystki.
Błękitny Meczet robi cudowne wrażenie na zewnątrz, lecz w środku nieco nas rozczarował. Miał on swoim majestatem przyćmić potęgę Hagii Sofii, ale naszym skromnym zdaniem ten zabieg się nie udał. Poowijane w chusty porobiłyśmy rutynowe zdjęcia i ujęcia, po czym pobiegłyśmy do wspomnianej świątyni Mądrości Bożej niegdyś, a teraz muzeum z olbrzymią dawką historii, która drzemie w jej murach. Niesamowite wrażenie, potęga – a zarazem lekkość, cudownie wpadające światło przez najwyżej położone okna, kopuła, która zdaje się zwisać z nieba na potężnym, długim łańcuchu. A na antresoli – choć częściowo zachowane przepiękne mozaiki, które wydobyte spod położonego przez muzułmanów tynku cieszą oczy.
Przed świątynią zaczepił nas Turek, który piękną polszczyzną oferował nam wycieczkę statkiem po Bosforze za jedyne 15 E. Bo ten facet obok to chce 20 E, a do tego ma o godzinę krótszą wycieczkę, więc oferta jest wyjątkowo korzystna. A tak będzie sympatycznie i sobie wszyscy po polsku porozmawiamy. Powiem szczerze, że byłyśmy gotowe na tę wycieczkę się wybrać i nawet wstępnie się z panem umówiłyśmy, ale dalsze wydarzenia pokazały, że nie należy ulegać takim panom, bo można sobie z portu popłynąć za jedyne 6 lirów, co uczyniłyśmy dnia trzeciego.
Po rozmowie z panem kapitanem udałyśmy się przed siebie, a nogi zaniosły nas do portu, a tam wciągnął nas most Galata. Wciągnął nas na swoją dolną część (jest dwupoziomowy), na której znajdują się bary i restauracje rybne. Kuszone na różne sposoby, zasypywane tysiącem argumentów dlaczego właśnie w tej restauracji powinnyśmy zjeść, zdecydowałyśmy się na jedyny chyba bar, do którego nikt nas nie wciągał. Tam też zjadłyśmy po bule z rybą w środku i wyruszyłyśmy na spotkanie…Azji. Tak, wbiłyśmy sobie same do głowy, że za mostem Galata, a po drugiej stronie Złotego Rogu jest właśnie Azja, o czym przekonane byłyśmy do powrotu i dłużej, niestety. Ale to w dalszej części historii.
Most Galata jest wyjątkowy ze względu na gęsto ustawionych obok siebie wędkarzy, którzy złowione ryby od razu sprzedają, a może również dostarczają do barów i restauracji. Tworzą niesamowity widok, a wyjrzenie przez barierkę na wody Złotego Rogu staje się niemożliwe. Z mostu nasze kroki skierowały się prosto do XVI – wiecznej wieży Galata, skąd rozciąga się niesamowity widok na miasto, zatokę, oraz dachy domów i wąskie, bardzo specyficzne uliczki Stambułu. Po pysznej kawie udałyśmy się (w naszym mniemaniu) z powrotem do Europy
Dzień II
Kolejny dzień to poszukiwanie i bezwiedne wchodzenie na różnego rodzaju świątynie. Kościoły różnego obrządku, synagogi, meczety. Znamienne jest to, że kościoły są prawie niemożliwe do zauważenia z ulicy. Dzieli je wysoki mur, zazwyczaj przysłania jakaś kamienica, górą widać drut kolczasty, a wstęp do nich często jest niemożliwy. Udało nam się jednak złowić kilka perełek. Meczet za Krytym Bazarem, do którego prowadzą wąskie, ciemne uliczki przypominające labirynt, poważnie ukryte wejście, schodki prowadzące na dziedziniec, a w środku tylko my i piękne wnętrze. Obce piękno – charakterystyczny żyrandol i piękne płytki na ścianach, lecz brak obrazów i elementów po europejsku cieszących oko. Coś nas jednakw tym miejscu urzekło.
Dalszy ciąg dnia to również było zwiedzanie Krytego Bazaru, jak i uliczek targowych wokół. Zgiełk, ciasnota i jakaś niesamowita symbioza, wszystko toczy się swoim rytmem. W potwornie ciasnych uliczkach nawet dwa samochody potrafią się minąć. Nikt nie krzyczy, nie złości się. Część osób przesuwa jedynie swój towar, ktoś inny ustawia kierowcy lusterko, wszyscy uczestniczą aktywnie w akcji mijania, pomagają, dyrygują, aż do pełnego sukcesu!
W ten dzień również odwiedziłyśmy słynne Cysterny, miejsce magiczne, gdzie wielkie ryby pływają w przejrzystej wodzie, sączy się muzyczka, a kolumny są pięknie podświetlone. Cysterny w czasach oblężenia dostarczały wodę mieszkańcom przez długie tygodnie. Dziś są atrakcją turystyczną. Chodząc prawie po wodzie można się zanurzyć w magicznym klimacie tego niesamowitego miejsca. Wieczorem – durum wegetariański z ogromną dawką świeżych ziół – polecam, a w hotelu pyszne tureckie piwo Efez, które koi roztańczone myśli.
Dzień III
Psy w Stambule chodzą swoimi drogami. Najczęściej snują się po kilka sztuk lub samotnie po ulicach, pozbawione jakichkolwiek psich atrybutów typu obroża czy kaganiec. Są niczyje, są stambulskie. Jak to opisuje Orhan Pamuk - psy w Stambule mają swoje ścieżki, nie patrzą na siebie smutno idąc ulicą na smyczy, jak to jest w zwyczaju wśród niewiernych w Europie, lecz cieszą się psim życiem. Względami zaś cieszą się koty. Wygrzewają się na wystawach sklepowych, przechadzają po ogródkach przy restauracjach, mają swoje przywileje.
Bardzo interesujący jest również stosunek mężczyzn do siebie nawzajem, co jest charakterystyczne dla krajów muzułmańskich, a nam w Turcji zaczęło sprawiać ogromną przyjemność wyłapywanie takich sytuacji. Panowie chodzą za ręce, obejmują się, witają się ocierając się czołami, wreszcie bezwiednie się głaszczą opowiadając sobie różne historie. Nie ma to natomiast nic wspólnego z homoseksualizmem, tam jest to jak najbardziej normalna forma okazywania przyjaźni. Najbardziej interesująco wyglądało dwóch objętych panów, z których jeden trzymał za rękę swoją dziewczynę.
Ale do rzeczy. Dzień trzeci był naszym ostatnim przed wylotem, więc zdecydowałyśmy się na odwlekaną do tej pory wycieczkę po Bosforze. Poszłyśmy do portu i wykupiłyśmy bilety na statek, którym płynęły chyba same tureckie rodziny i my trzy. Reszta turystów pływała chyba za 20 E innym statkiem. Z wody zobaczyłyśmy w tempie ekspresowym miejsca, których czasowo nie byłyśmy w stanie zobaczyć z lądu. Po powrocie ja się trochę uparłam, abyśmy wróciły do naszej rzekomej Azji w poszukiwaniu ulicy Taksim. Znałam to miejsce z wcześniej oglądanych zdjęć i koniecznie chciałam trafić tam, gdzie jeździ stary tramwaj. Po zjedzeniu pysznego ciasta francuskiego z serem w środku udałyśmy się w kierunku tejże ulicy i nie zawiodłyśmy się. Właśnie miał się zacząć festiwal filmowy, w związku z czym trafiłyśmy na paradę bardzo ciekawie ubranych osób, z których część była niechybnie znanymi tureckimi aktorami, ponieważ udzielali wielu wywiadów telewizyjnych, rozdawali autografy i pozowali do zdjęć. Być może było tam więcej poważnych osobistości tureckich, bo zaangażowane były duże ilości policji, policja rządowa, oraz jakieś tajne służby, broniące dostępu do panów w garniturach.
Kolejnego dnia rano udałyśmy się już tylko na lotnisko, a w samolocie już zaczęłyśmy wspominać ten cudowny wyjazd. Stambuł jest wielką, wielokulturową metropolią, a jednocześnie bardzo bezpiecznym miastem. Ludzie są pomocni i bardzo sympatyczni, a o ewentualnych zamachach terrorystycznych człowiek tam nie myśli. Już nie mogę doczekać się kolejnego wyjazdu!
Warto zaglądać no małych, tureckich barów, niekoniecznie wchodzić do tych, w których jest dużo turystów. W tych małych zjemy smacznie, tanio i bardzo ciekawie pogwarzymy z właścicielem.
Przesympatyczni, pomocni, otwarci, większość włada językiem angielskim bez problemu.
Warto zaglądać no małych, tureckich barów, niekoniecznie wchodzić do tych, w których jest dużo turystów. W tych małych zjemy smacznie, tanio i bardzo ciekawie pogwarzymy z właścicielem.
Spódnica równa z kolanem to już mini, więc planując zwiedzanie meczetu pamiętajmy o tym. Warto mieć również własną chustę na głowę, aby nie korzystać z tych oferowanych na miejscu.
Dobra wiadomość przed wakacjami: tańszy roaming w krajach UE
godz. 04:45 Niedziela 27.5.2012 Autor: podróże.plPodziel się wrażeniami i zdjęciami ze swoich wypraw, zamieść relację z wyjazdu i wygraj aparat fotograficzny Fujifilm FinePix XP30!
Stolica: Ankara Waluta: funt turecki (nowa lira turecka YTL Język urzędowy: turecki Inne: kurdyjski, arabski
Lokalny czas
Kiedy jechać
Kwiecień - maj, wrzesień - październik
Niezbędne informacje
więcejPrzydatne adresy
- www.turkeyhotelsreservations.com Hotele
- www.turkeytravelplanner.com Przewodnik
- www.goturkey.com Turystyka
- www.allaboutturkey.com Informacje
CZYTAJCIE NAS
Wywiad z Rafałem Milachem ...
Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia… więcej
Wywiad z Rafałem Milachem
Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak… więcej
Samochodem po Europie - ...
Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i… więcej
2 lata w podróży ...
158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej… więcej
Tagi
- W serwisie:
- Kierunki
- Aktualności
- Wasze Wyprawy
- Forum
- Poradnik
- Kuchnie Świata
- Murator S.A:
- O wydawnictwie
- Kontakt do serwisu podroze.pl
- Redakcja miesięcznika Podróże
- Reklama
- Licencje
- Regulamin serwisu
- Sklep on line
- Serwisy internetowe:
-
- Dom i ogród:
- Muratordom.pl
- Forum.muratordom.pl
- Projekty.muratordom.pl
- Muratorfinanse.pl
- Urzadzamy.pl
- Wymarzonyogrod.pl
- Muratordom.com.ua
- Architektura i budownictwo:
- Muratorplus.pl
- Architektura.muratorplus.pl
- Tuznajdziesz.pl
- Hobby i wypoczynek:
- Podroze.pl
- Zagle.com.pl
- Poltrip.pl
- Zdrowie i rodzina:
- Poradnikzdrowie.pl
- Dlarodzinki.pl
- Dzieckozakupy.pl
- www.Mjakmama24.pl
- Rolnictwo:
- Rolnictwoonline.pl
- Wideo:
- Jestem.pl
- Porady:
- Mowimyjak.pl
- Rozrywka informacje:
- Se.pl
- Seusa.info
- Eska.pl
- Eskarock.pl
- Voxfm.pl
- Radiowawa.pl
- Fabrykamuzy.pl
- Gwizdek24.pl
- Superauto24.pl
- Zakupy:
- Zakupy.muratordom.pl
- Zakupy.urzadzamy.pl
- Zakupy.wymarzonyogrod.pl
- Zakupy.poradnikzdrowie.pl
- Zakupy.zagle.com.pl
- Supertanio.pl
- Wgrupiekupie.pl
- Sklep on line
- Miesięcznik:
- Murator
- Dobre wnętrze
- M jak mieszkanie
- Moje mieszkanie
- Podróże
- Żagle
- Zbuduj dom
- Architektura
- Zdrowie
- M jak mama
- Sklep on line

